marzec 2007 | Fabryka snów - sztuka śnienia, medytacja, rozwój, warsztaty. marzec 2007 | Fabryka snów – sztuka śnienia, medytacja, rozwój, warsztaty.

Kontakt On-line

Spotkania, warsztaty

Pamiętnik znaleziony w śnie

Archive for the ‘marzec 2007’ Category

Obok arteria pełna samochodów
Zaś bliżej poznają się dłonie,
Na zetknięciu trzech czasów pojawiło się widzenie
Dłoń morza ciszy goi rany ducha
Jednym spojrzeniem odkrywa prawdziwą istotę

23 marca 2007

More
Tagi:   |  Posted under marzec 2007  |  Comments  Brak komentarzy
Last Updated on wtorek, 30 Lipiec 2013 04:14

– Masai idź dziś po pracy z psem do Łabędzi i tam zmów Różaniec do Krwi.
To Wam jest potrzebne teraz – moc Krwi bo przed Wami próba….
– Jaka?
– Nie mogę Ci powiedzieć ale proszę zrób to co napisałam.
– Dobrze.
– Dziękuje.
– Będę was wzmacniać też moją modlitwą.
– Dziękuje.

Poszedłem nie raz, czy deszcz , czy wiatr…
Nie mam sił, ale na wakacje się nie zanosi.
Jest pewne zawołanie, okrzyk w tradycji żydowskiej, którego nie przytoczę, za duża zbieżność „nazwisk”;)w originale. Chociaż w polskiej wersji, zaczyna się od „Jak długo jeszcze…”
Właśnie, jak długo…

29 marca 2007

More
Tagi: , ,   |  Posted under marzec 2007  |  Comments  Brak komentarzy
Last Updated on wtorek, 30 Lipiec 2013 04:13

Czas kilku tygodni jaki spędziłem wraz z siostrą Malakai jako przewodnikiem, jechaliśmy autobusem, przed nami siedziała Rodzina Romów – mama i dwoje dzieci.
Oni wiedzą kim jestem – pada za ust Malakai.
Nie okazywali strachu, tylko lekkie zainteresowanie, spokojnie wysiedli z autobusu, rzucając ukradkowe spojrzenia w naszym kierunku.
Jak mało znamy tych którzy są obok nas.
Jak mało o nich wiemy, a to co wiemy jest tylko tym, co oni chcą abyśmy wiedzieli o nich.

23 marca 2007

More
Tagi: , ,   |  Posted under marzec 2007  |  Comments  Brak komentarzy
Last Updated on wtorek, 30 Lipiec 2013 04:12

Szedłem z jakimś obcym mężczyzną na spotkanie, podobno miało na tym spotkaniu „wystąpić” medium.
Wchodzę do pomieszczenia, a tam kogo widzę, mój niepełnosprawny kumpel, podał się za medium i zamierza dać przedstawienie, wszyscy dookoła czekają niczego nie świadomi.

Znam go od lat, zawsze lubił ładować się w różne dziwne sytuacje, nie raz trzeba było go wyciągać za uszy. Przyszedł pewien moment, przegiął i nasze drogi się rozeszły.
Kumpel na całego wprowadza się w trans, wołam go, ale nic nie dociera, wiem że wybijanie go teraz może mu zaszkodzić, ale jak już by wszedł w trans nabruździłby sobie jeszcze bardziej.
Zdeterminowany „wóz albo przewóz”, jak słowa do niego nie docierają, czynię nad nim błogosławiony znak.
Wstaje jak gdyby nigdy nic, jakby właśnie miał zamiar się obudzić i nic się nie działo…

23 marca 2007

More
Tagi: ,   |  Posted under marzec 2007  |  Comments  Brak komentarzy
Last Updated on wtorek, 30 Lipiec 2013 04:11

Wczoraj miałem ciężki dzień, tak naprawdę siadłem sobie dopiero po 23., trzeci tydzień mini maratonu.
Po racy do następnej pracy, a przedtem w biegu wyjście z psem, później sprint na autobus i jazda do miasteczka gdzie zawracają ptaki, a centrum miasta jest krzyżówką 5 ulic;)

Okazuje się, że jednak przyjechałem na darmo, ale z jednej strony to dobrze pomyślałem sobie, że to mi da szansę na załatwienie kilku spraw, na które normalnie nie mam czasu.
Zaszalałem i kupiłem sobie słuchawki high-end, ledwo, ledwo mój sprzęt pozwala rozwinąć im skrzydła, no ale cóż teraz mogę zaliczać odloty muzyczne;)

Zjazd do domu i długi spacer z psem do Łabędzi, w ciemności ludzie nieopodal przemykają, z oddali słychać bawiących się, gdzie nie gdzie przemknie ptak, a ja siedzę zatopiony w modlitwie, wpatrzony w taflę wody i ciemność ponad koronami drzew w oddali.

Powrót do trzeciej pracy, a tam to brak zdjęcia produktu, to brak danych , jak tak można pracować, bajzel, z chęcią walnąłbym to wszystko, gdyby tylko mogło to czemuś pomóc.
To nie wszystko, kropką nad „i” był słowa pewnej „Truskawki holenderskiej”,
„…miałam propozycję pracy ale zastanowiłam się i wolę malować meble(czytaj dalej siedzieć w domu)”.

No to jak dla mnie to już było za wiele, gdybym był Garou to zawyłbym jak stąd do wieczności i zrobił z niej prosciutto, ale nie siła spokoju;) i jedziemy zgodnie ze sztuką bez rzucania mięsem, bo jeszcze trochę, a bym się nie oszczędzał ale i bez mięsa nie było jej do śmiechu.
Rano gdy jako tako wróciłem do rzeczywistości dostaję wiadomość ”Idę do pracy. Od poniedziałku zaczynam!” No to rozumiem;)

Wszystko to przypomina mi pewne wydarzenie, kilka lat temu szedłem na autobus, to były luźne czasy pomieszania z poplątaniem, ale nawet w taki momencie idąc, odczuwając wszystko dokoła, widząc wiatr w koronach drzew, odczuwając każdy krok, zapach powietrza, najmniejszy szczegół, coś we mnie krzyczało „smak życia”.

Życie nie traci smaku, to my tracimy jego smak.

16 marca 2007

More
Last Updated on wtorek, 30 Lipiec 2013 04:10

Kilka lat temu szliśmy tuż obok siebie, rozmawiając
Maszyna do zabijania, która wykona wszelkie rozkazy
Nie musi jeść, spać, nie męczy się
Istotą życia jest wykonać rozkaz
Przerażające, straszne?
Mój pierwszy instruktor latania;)

13 marca 2007

More
Tagi: ,   |  Posted under marzec 2007  |  Comments  Brak komentarzy
Last Updated on wtorek, 30 Lipiec 2013 04:09

Nigdy osobiście się nie spotkaliśmy, zawsze rozmawialiśmy na odległość.
Był mentorem wielu ludzi, szanowanym w pewnych kręgach za wiedzę, moc i możliwości, przyglądał się naszym poczynaniom czasami doradzając, czasami dostawał białej gorączki;)ale nie miałem przyjemności bycia jego uczniem.

Ironią losu jest to, że więcej rozmawialiśmy gdy był po drugiej stronie, czy to na chwilę, czy na całą wieczność…

Pamiętam naszą rozmowę po pewnych wydarzeniach, zaskoczyła go pewna „osóbka”, która miała ukrytego mrocznego sprzymierzeńca. W przypływie odwetu odegrała sie na Igorze, nie udało się jej zawrócić mnie z Drogi, co spowodowało zaskoczenie i atak na niego, aż znalazł po drugiej stronie. To mogła być juz nasza ostania rozmowa przed wiecznością i tak rozmawialiśmy, jakbyśmy już nigdy nie mieli zamienić choć słowa.

Rozmawialiśmy o życiu, o Bogu, o Jego Troistości, i muzyce, która jak stwierdził chwilami unosi moją duszę.
Prosił mnie, żebym pomimo wszystkiego nie zapominał Wschodu i czego się tam nauczyłem, wiele razy później zastanawiałem sie jakie były intencje jego prośby.
Czasami wiem, a z czasem dowiem się w pełni;)

10 marca 2007

More
Tagi: , ,   |  Posted under marzec 2007  |  Comments  Brak komentarzy
Last Updated on wtorek, 30 Lipiec 2013 04:08

Na pierwszy rzut oka były to głębiny oceanu, zatopiona budowla pełna swobodnie pływających śmieci.
Ktoś z naszej grupy podpływając do uwięzionych różnych skrzynek ,zwojów lin, odnalazł w klatce małego pieska, który żył. Okazało się wiec, że nie do końca jest to woda w czym się poruszamy.
Penetrując kolejne pomieszczenia , dociera do nas, że „Coś” w głębinach się obudziło, dostrzegamy z dołu bijącą poświatę.

Rozpraszamy się, by utrudnić pościg, każdy na własna rękę szuka sobie schronienia.
Podpływam do zabarykadowanych drzwi, które w pospiechu forsuję, „przenoszą” mnie one do podłużnego pokoju w pewnym niewielkim domku daleko-daleko od miejsca wydarzeń i już na suchej ziemi.
Wciąż szukam ukrycia, czując że w każdej chwili mogę zostać odkryty.

W pewnej chwili pojawia się cała Rodzina domowników, rozmawiam z nimi, wskazują mi miejsce gdzie mogę się schować, pomimo ukrycia czuję mentalny dotyk, który nie należy do przyjemności tego „Czegoś”.
Z czasem wychodzi na to, że pościg nie przejdzie przez „te” drzwi, wychodzę z ukrycia już swobodniej rozmawiając z domownikami.

Rozmowa z młodym mężczyzna lekko mnie zdziwiła.
– Nie obawiaj się, będę Cię bronił.
Myślałem sobie „taa…”, ściga mnie coś, co mogłoby nas wszystkich wziąć na jeden ząb, a tu słyszę takie słowa.
Nagle ze wszystkich stron wpadają do pokoju przeciwnicy, nie biorę udziału w walce, tak jakby Rodzinka mi na to nie pozwalała.

Po chwili co widzą moje oczy, chyba strzelam karpika, każdy domownik kobieta czy mężczyzna młody czy starszy, bierze udział w walce, po krótkiej szamotaninie, każdy z domowników ściska w dłoniach głowę przeciwnika, paraliżując go.
Jestem ich dłużnikiem.

Gdy już wszystko uprzątnięto, siadam sobie w progu domu, podziwiając lesistą okolicę, w której przycupnął sobie domek moich wybawicieli.
Nadeszli Starsi Rodu, dwóch bardzo wysokich mężczyzn, statecznych jak przystało na głowę Rodziny, ciekawi byli w jakim jestem stanie. Byli jak dwie wieże rozmawiające między sobą, które górowały nade mną.
Na koniec dali mi prezent, zdjęcie ich umysłu, a przy okazji jakby żart, bo zdjęcie przedstawiało groźnego psa.

8 marca 2007

More
Tagi: , , ,   |  Posted under marzec 2007  |  Comments  Brak komentarzy
Last Updated on wtorek, 30 Lipiec 2013 04:07

Znajomy:
chciałbym już nie musieć uciekać miszczu
Ja:
a kto by nie chciał młody padawanie?

Uśmiałem się setnie, mała chwila relaksu, ale już będąc poważnym czasami tak niewiele chcemy zyskać, bojąc się jeszcze mniej utracić…

Obawy = nasze przyzwyczajenia

4 marca 200

More
Tagi:   |  Posted under marzec 2007  |  Comments  Brak komentarzy
Last Updated on wtorek, 30 Lipiec 2013 04:03

    Copyright by Śniący 2010