Ważne jest abyś wiedział, że cały sen, w jaki codziennie zapada człowiek, składa się z kilku cyklów trwających każdy po około półtorej godziny. Każdy z cyklów natomiast składa się z tzw. snu NREM, czyli takiego, w którym śniący nie ma marzeń sennych, po którym następuje sen REM (z ang. rapid eye movement – nagłe ruchy gałek ocznych), kiedy to człowiek znajduje się w sennej rzeczywistości, do złudzenia przypominającą świat materialnym, w którym egzystuje na co dzień. Pierwszy sen NREM trwa około godzinę dwadzieścia minut, po czym następuje pierwsze w nocy marzenie senne (faza REM) trwające około 10 minut. W każdym kolejnym cyklu sen NREM staje się coraz krótszy, wydłużaniu natomiast ulegają marzenia senne, które po piątym cyklu trwać już mogą nawet pół godziny, a niekiedy jeszcze dłużej. Tak więc, kiedy człowiek śpi około ośmiu godzin, ma on jakieś pięć snów trwających łącznie jakieś 100 minut, z ostatnim trwającym nad ranem około pół godziny.
Jak się okazuje, kiedy człowiek staje się świadomym swego snu jego sen staje się wtedy bardziej płytki, z którego łatwiej się obudzić. Dzieje się tak dlatego, ponieważ mózg człowieka staje się wtedy zdolny do samodzielnego myślenia, do rozróżniania i łączenia ze sobą faktów, co jest właściwością i działaniem kory mózgowej. Ta zaś wymaga aktywności, która związana jest ze snem przebiegającym blisko granicy przebudzenia. Wniosek jest taki, że jeśli chce się zorientować, że się śni, należy swój sen nieco spłycić. A najprostszą i najskuteczniejszą metodą jest po prostu obudzenie się na parę chwil i ponowne zaśnięcie. Przerwa ta powinna trwać nie mniej niż piętnaście do 30 minut. Robić można cokolwiek, co tylko wymaga pełnej przytomności umysłu jak np. czytanie, uczenie się czegoś (najlepiej na pamięć), robienie porządków.


