Świadome śnienie może być również w bardzo efektywny sposób wykorzystane jako narzędzie w przezwyciężaniu koszmarów sennych.. Przypuśćmy, że ktoś często miewa koszmary o tym, że jakaś straszna postać zaczyna go gonić, a on sparaliżowany strachem nie jest zdolny do ucieczki, nogi jakby odmawiają posłuszeństwa. Będąc świadomym, że to tylko sen taka osoba jednocześnie zdaje sobie sprawę, że tak naprawdę nic jej nie grozi, że własne ciało leży teraz uśpione w łóżku i tak naprawdę nie ma się czego bać, bo nawet jeśli ta osoba ma zamiar mnie skrzywdzić to ostatecznie nic mi się nie stanie i obudzę się bezpieczny w swoim domu. Idąc dalej tym tropem, śniąca osoba zdaje sobie sprawę, że ten cały koszmar to tak naprawdę nic zewnętrznego i że stanowi on tylko spersonifikowaną formę własnego lęku przed czymś. Samo tylko uświadomienie sobie tego faktu otwiera szerokie możliwości przed dalszym działaniem, nie trzeba dłużej uciekać ale wręcz przeciwnie, można nawiązać dialog i spróbować rozwiązać problem.
Poniższy przypadek zaczerpnięty z książki Adama Bytofa „Oneironautyka. Sztuka świadomego snu” barwnie ilustruje owo zagadnienie:
Dwudziestoośmioletnia studentka skarżąca się na powracające koszmary senne. Była w trudnej sytuacji osobistej od czasu zerwania stosunków ze swoim mężem i ciężko chorym ojcem. Zdradzała objawy lęku i depresji. Kilka dni po wyjaśnieniu jej techniki świadomego snu miała następujący sen: “Znajdowała się w domu swojego dzieciństwa, oczekując na przybycie grupy ludzi, którzy chcieli wyrządzić jej krzywdę. Przypomniała sobie, że taka sytuacja często pojawiała się w jej snach i ta myśl przypomniała jej, że właśnie śpi. Przerażona chciała uciec, przezwyciężyła jednak obawy i odważnie pozostała na miejscu. Zbliżali się ludzie ubrani w długie suknie. Spojrzała na pierwszą osobę, która podeszła blisko – był to gigantyczny mężczyzna z zimną, siną twarzą i płonącymi oczyma – i postępując według instrukcji Tholeya zapytała go: „Co tu robisz, czego ode mnie chcesz?” Mężczyzna spojrzał na nią smutno i rzekł: „No cóż, wezwałaś nas. Twój niepokój nas potrzebuje.” Mówiąc to skurczył się do normalnych rozmiarów. Twarz mu się zaróżowiła, a oczy przestały płonąć.”
Od tego pierwszego jasnego snu, przez ostatnie pięć lat, studentka nie miała już więcej żadnych koszmarów sennych. Odczuwała także o wiele mniej obaw w życiu codziennym. W tym przypadku śniąca nie była w stanie zinterpretować swojego snu. Także i w innych przypadkach często sama konfrontacja z pojawiającymi się w jasnym śnie wrogimi postaciami prowadziła do obniżenia lęku w życiu na jawie, bez konieczności zrozumienia przez pacjentów ich aktywności we śnie.


