bieg | Fabryka snów - sztuka śnienia, medytacja, rozwój, warsztaty. bieg | Fabryka snów – sztuka śnienia, medytacja, rozwój, warsztaty.

Kontakt On-line

Spotkania, warsztaty

Pamiętnik znaleziony w śnie

Posts Tagged ‘bieg’


autor: Alexander Lowen
tytuł: Narcyzm. Zaprzeczenie prawdziwemu Ja.
przekład: Piotr Kołyszko
Agencja Wydawnicza Jacek Santorski & Co
Warszawa 1995
“Narcystyczna osobowość naszych czasów” – tak zapewne zatytułowałaby Karen Horney swoją słynną książkę, gdyby pisałaby ją pięćdziesiąt lat później. Opisywane przez Freuda i jego uczniów nerwice ustępują dziś miejsca innego rodzaju zaburzeniom osobowości, których istotą nie są neurotyczne konflikty, lecz kryzys tożsamości, utrata łączności z naturalną, podstawową jaźnią, własnym Ja.
Samotność, egocentryzm i zabieganie współczesnego człowieka Zachodu są pierwszymi rzucającymi się w oczy skutkami tej bolesnej utraty poczucia siebie, zapoczątkowanej przez dramat dziecka nieuważnie i egoistycznie traktowanego przez rodziców, a utrwalonej przez nastawioną na zewnętrzne osiągnięcia i grę pozorów kulturę.
Depresje, zaburzenia osobowości typu borderline i narcyzm to kliniczne przejawy naszych egzystencjalnych problemów, w których istotę wprowadza nas krok po kroku wybitny psychiatra i psychoterapeuta amerykański, Alexander Lowen znany już polskim czytelnikom z bestsellerów Miłość, seks i serce oraz Duchowość ciała.  (Jacek Santorski)
fragment
Przypadek Sally
[…] Sally, młoda kobieta uczestnicząca w treningu bioenergetycznym, opisała koszmar, jaki przeżywała przez ostatnie dziesięć lat. Poślubiła mężczyznę, który ją bił, uganiał się za innymi kobietami i groził odebraniem dzieci w przypadku rozwodu. Bała się go panicznie, bo był silny, nie tylko w sensie fizycznym. Udało się jej jednak uzyskać rozwód i zatrzymać dzieci. Zadziwiający był fakt, że Sally opowiadając tę historię ujawniała bardzo niewiele emocji. Byłem również zdumiony płytkością jej oddechu.Chociaż jej ciało nie wykazywało sztywności, miała zaciśnięte gardło. Żeby zrozumieć przyczyny tego zaciśnięcia, spytałem ją o dzieciństwo.
Sally odpowiedziała natychmiast, że miała szczęśliwe dzieciństwo. Jak dotąd nie pracowałem jeszcze z nikim, kto miał szczęśliwe dzieciństwo. Słyszałem takie stwierdzenia z ust wielu pacjentów, ale okazywało się, że kryje się za nimi zaprzeczenie rzeczywistości. Gdyby dzieciństwo Sally było szczęśliwe, nie zaciskałaby gardła w celu blokowania uczuć i nie wyszłaby za mąż za mężczyznę, który ją maltretował. Jak wykazałem w innej książce*, większość mężczyzn żeni się z kobietami podobnymi do matek, a kobiety poślubiają mężczyzn podobnych do ojców. Poprosiłem Sally, żeby opowiedziała mi coś o ojcu.

Sally posłużyła się tymi samymi słowami przy opisie ojca, co przy opisie męża. Stwierdziła, że był silny. W jej dzieciństwie istniała między nimi bliskość. Ale ojciec pił, na czym cierpiały ich stosunki. Stał się nieobliczalny.

Ponieważ pijący mężczyźni bywają gwałtowni, spytałem Sally, czy ojciec kiedykolwiek ją uderzył. Mimo moich podejrzeń byłem zaskoczony jej odpowiedzią: “Czasem bił mnie pięścią, niekiedy walił w twarz. Nie wiedziałam, kiedy spadnie na mnie cios”. Zrozumiałem, że Sally bała się panicznie ojca, tak jak później męża. Ale ponieważ była dzieckiem i nie mogła opuścić domu, stłumiła przerażenie i mu zaprzeczyła. To zaprzeczenie uczucia strachu zaślepiło ją tak, że nie potrafiła dostrzec potencjalnej przemocy w przyszłym mężu.

[…] Rodzice bijący własne dzieci byli prawdopodobnie bici w dzieciństwie. Ponieważ zaprzeczyli uczuciom związanym z tym doświadczeniem, nie żywią żadnych uczuć dla dziecka. Mimo to nie potrafię pojąć, jak rodzice mogą usprawiedliwiać bicie dzieci. Widzę w tym przejaw okrucieństwa. Zawsze czuję grozę, kiedy słyszę opowieści pacjentów o tym, jak żądano, by sami przynieśli narzędzie chłosty. Podobnie nie potrafię też zrozumieć okrucieństwa wobec zwierząt. Są one czującymi istotami, zdolnymi do odczuwania bólu i przyjemności, smutku i radości, strachu i złości. Ludzie pozbawieni tych uczuć stoją w pewien sposób niżej od zwierząt…
*  Alexander Lowen Fear of Life, New York, Macmillan 1980.
More
Last Updated on piątek, 14 Styczeń 2011 09:53

Przejeżdżałem na rowerze przez niewielkie miasteczko i kto by pomyślał wszędzie korki, pełno samochodów, jedna główna droga i wszyscy akurat muszą nią jechać.

Po lewej stronie dostrzegłem boczną uliczkę, nie była aż tak zatłoczona i która prowadziła na szczyt wzniesienia na którym było miasteczko.

Gdy droga się skończyła okazało się że miasteczko zostało za mną w dole a przede mną wznosi się góra, z której roztacza się widok na całą okolicę.

Dostrzegam najmniejsze szczegóły, kolory nieba, lasy, budowle, place zabaw dla dzieci i droga która poprowadzi mnie na szczyt jest kamienista i nie mogę już jechać na rowerze, z chodzę i go prowadzę. Nie jestem sam we wspinaniu się na górę, obok mnie idą jeszcze jacyś ludzie. Droga jest szeroka płaska i kamienista, gdzie nigdzie dostrzegam w kamiennym piasku “zniszczone obroże i smycze”.

Nagle tracę świadomość i budzę się w piasku, tak jakbym śpiąc kopał okopy w piaszczystej ziemi. Pierwsza myśl po przebudzeniu gdzie jest mój pies, rozglądam się dookoła, postanawiam się wrócić obserwując dokładnie wykopany przez siebie okom, a nóż on gdzieś się chowa. Dostrzegam podbiegającego pasterskiego psa, widząc że to jednak nie mój pies zawraca w górę, po chwili widzę ruch, okazuje się że to kilka psów. Wszystkie wyglądają identycznie jak mój pies, wołam go aby podszedł do mnie, podchodzi jeden z nich, a ja wiem że to nie on, ma inne oczy, podchodzi drugi też stwierdzam pomimo prawie że identyczności, że to nie on, odpycham ich delikatnie, mówiąc “To nie TY”

Dopiero za 3 razem podchodzi on, patrzymy na siebie wymownie, pragnę aby poszedł ze mną ale znów zmienia się sceneria i stoimy odgrodzeni bramą.

Mój przyjaciel rozmawia ze mną pod postacią człowieka, smutek we mnie narasta z każdą chwilą, traktuje mnie jak ojca, pamiętam jego słowa “Tato jestem taki zmęczony, słaby”. Chcę z nim wrócić ale wiem że uszanuję jego wolę, gdy słyszę te słowa wiem że to już koniec i nasze drogi się rozejdą, smutek rozdziera moje serce.

Idę prostą i szeroką drogą za grupą ludzi starszych i młodszych, a pośród nich widzę też biegające dzieci, które na czole grupy bawią się radośnie.

Po między nami biega czarny młody pies, jest całkowicie innej maści niż mój przyjaciel ale wiem że to on, cieszy się i podbiega do każdego.

Kiedy zbliża się do dzieci staje się coraz młodszy, wybiegając na sam początek staje się radosnym szczeniakiem, który obszczekuje nie wiele większych od siebie. Nagle widzę jak łączy go z jednym dzieckiem “smycz”, zaczął nowe życie, wśród innych ludzi…

Tak naprawdę w rzeczywistości za nic na świecie nie chcę się z nim rozstawać…

Pożegnała mnie  w tym śnie bardzo ważna osoba w moim życiu.

24/25.09.2010

More
Last Updated on wtorek, 9 Listopad 2010 02:12
by ułatwić nasz kontakt z Wyższym Ja
Medytację tę otrzymałam przed wielu laty od znajomych, nie wiem kto jest jej autorem. Jeżeli zidentyfikujesz autora, zostaw mi wiadomość w komentarzach – usunę ją z bloga lub poproszę o pozwolenie jej publikowania.
Usiądź wygodnie, rozluźnij się, dłonie otwarte do góry, złożone na udach, oczy zamknięte lub otwarte. Chwyć wstążkę jakiegokolwiek koloru i trzymaj ją w dłoni – jako połączenie z wyższym Ja. Nawiąż z nim kontakt za pośrednictwem tej wstążki i poproś je, aby obdarzyło cię przewodnictwem podczas tej sesji medytacyjnej.
More
Last Updated on czwartek, 9 Listopad 2017 08:17

Kolejna pobudka o 4.30, tym razem wybudził mnie ból nogi, na spokojnie utrwaliłem sobie wydarzenia w śnieniu.
Byłem w miejscu przypominającym lasy północy, było to specyficzne miejsce i najwyraźniej należało do kogoś. Ciężko mi określić czy to chodziło o specyfikę miejsca czy też znajdowało się tam pewne urządzenie. Może po prostu to miejsce ułatwiało przebieg pewnym procesom, które później miały miejsce. Był ktoś ze mną, w pewnym momencie po ukłuciu w lewą nogę coś stało się z moją świadomością.

Trudno określić mi zmianę, ale był to powrót do samego siebie i zdziwienie że wreszcie jestem w sobie, a z drugiej strony odczucie „bycia” w innym ciele.
Sądzę że miały miejsce obydwa zdarzenia tylko odczucia uległy wymieszaniu, i stąd trudność określenia dokładnego przebiegu wydarzeń.
Gdy już trochę doszedłem do siebie spojrzałem na swoją nogę, dostrzegłem kilka igieł, jedna trafiła mnie z tyłu , ona była katalizatorem przemiany. Mój towarzysz pomógł mi jest wszystkie powyciągać, wyciągać obce ciała , wbite w nogę, bezcenne.
Okazało się też że w okolicach kostki mam wpuszczony długi stalowy dren, wyciąganie go i jego długość nie była dla mnie miłym widokiem, właśnie po jego wyciągnięciu odczułem ból, który mnie obudził.

More
Last Updated on środa, 1 Wrzesień 2010 10:01

Jakiś czas temu, wraz z przyjaciółmi wpadliśmy na pomysł napisania tego i owego o Króliczej Norze w formie dialogu. Wspólnie myśleliśmy nad pytaniami i wspólnie dochodziliśmy do odpowiedzi.
Teraz zachęcam i Was, byście zadawali pytania, i udzielali odpowiedzi. Kto wie, może z tych dialogów powstanie ciekawa książka wywiadu rzeki?
Poniżej zamieszczam rozmowę o tym, czym dla nas jest Królicza Nora i jak do niej wejść. Mam nadzieję, że zachęcimy Was do zagłębienia się w nią i zadawania kolejnych pytań, oraz szukania odpowiedzi.

Alicja w Krainie Czarów

Co to jest Królicza Nora?

Królicza Nora to takie magiczne miejsce, do którego trafiasz, gdy jesteś gotowa,aby poznać odpowiedź na pytanie, „Kim w Istocie Jestem”? Bardzo dobrze istotę Króliczej Nory oddają dwie z przypowieści zebranych przez Anthonego de Mello w cykl „Minuta Mądrości”:

Mistrz rzekł do człowieka interesów:
-Jak ryba ginie na suchym lądzie, tak i ty, gdy pochłaniają cię sprawy tego świata, umierasz. Ryba musi wrócić do wody – ty zaś musisz powrócić do samotności.
Człowieka interesów ogarnęło przerażenie.
– Muszę więc porzucić interesy i wycofać się do klasztoru?
– Ależ nie. Zajmuj się nadal swoimi sprawami, i wejdź w siebie – w głąb swego serca!

I druga:

Uczeń prosił o słowo mądrości.
Mistrz rzekł:
– Idź, usiądź w swojej celi, a ona nauczy cię mądrości.
– Ależ ja nie mam żadnej celi. Nie jestem mnichem.
– Ależ masz ją. Wejrzyj w siebie!

Zatem „Królicza Nora” to serce.

Serce i umysł. Ale też coś więcej. Królicza Nora to nasza dusza, jej najgłębsza głębia, do której musimy docierać krok po kroku, najlepiej stopniowo i powoli. I raczej w samotności.

Dlaczego właśnie tak?

Bo samotność sprzyja zanurzaniu się w siebie, w swoje Ja. Nic nas nie rozprasza, nic nie odciąga naszej uwagi od nas samych. A istotą Króliczej Nory jest właśnie poznanie siebie i przetransformowanie.

Przetransformowanie?

Dokładnie tak. Ten, kto decyduje się na wejście do Króliczej Nory, robi to,ponieważ chce poznać, Kim Jest w Istocie. Ale samo poznanie nie wystarczy, gdyż dusza raz obudzona będzie dążyła do samorealizacji,samoświadomości i samodoskonalenia. Po przebudzeniu w Tu i Teraz, nie będziemy tacy sami.

Nawiązujesz cały czas do książki „Alicja w Krainie Czarów”, jednak o ile pamiętam Alicja pobiegła za Królikiem z ciekawości, nie z potrzeby serca.

Biały Królik to symbol. Nikt poza Alicją go nie zobaczył, ponieważ nie był gotowy by go ujrzeć. A nawet, jeśli ktoś poza Alicją zobaczył królika,nie był zainteresowany ruszeniem w pogoń. Alicja jednak miała dość odwagi. Pobiegła za nim i co więcej odważyła się wejść do Króliczej Nory. Zagłębiła się w niej, odbyła podróż w głąb swej duszy i odnalazła ją. Wtedy się przebudziła. Stała się nową Alicją, ukształtowaną odnowa.

Alicja w Krainie Czarów

Jak wejść do Króliczej Nory?

Wejście do Króliczej Nory jest i łatwe i trudne. Wiemy już, czym jest Królicza Nora, więc teraz od nas tylko zależy wybór drogi, jaką do niej dotrzemy. A także decyzja, jak głęboko chcemy do niej wejść. Na pewno pomocna tu będzie medytacja. Wyciszenie i zagłębienie się w siebie, to dobry początek tej podróży. Polecam też afirmacje?

Afirmację?

Tak.Właściwie przeprowadzona afirmacja ułatwia wejście do Króliczej Nory.Afirmację powinno się prowadzić w ten sposób, że w specjalnie założonym zeszycie z jednej strony kartki piszemy afirmacje, a obok emocje i uczucia, jakie się przy tym pojawiają. To na nie trzeba zwracać szczególną uwagę, gdyż one wskazują nam, na istotę problemu, z którym powinniśmy się zmierzyć.

I właśnie te emocje pomogą nam wejść do Króliczej Nory?

Tak.Ponieważ, podobnie, jak w afirmacjach, wskazują nam istotę problemu, a często wydobywają na wierzch ukryte lub zepchnięte na dno duszy sprawy do przepracowania.

A jeśli ktoś nie afirmuje? Jak ma wejść do Króliczej Nory?

Jeśli nie afirmuje, zachęcam do tego by zaczął .A, co do sposobów na wejście do Króliczej Nory, jak powiedziałam wcześniej, każdy sam musi znaleźć dla siebie najlepszą metodę. Jest jednak kilka przydatnych do tego technik pracy ze sobą.
Przede wszystkim powinniśmy zacząć od odpowiedzenia sobie, jak głęboko chcemy do tej Króliczej Nory wejść? I nie rzucać się w nią jak Alicja, ale wchodzić do niej powoli i stopniowo.

A czy nie lepiej od razu wpaść do Króliczej Nory głową w dół, jak Alicja i mieć tę podróż za sobą raz na zawsze?

Czy raz na zawsze, to się okaże z czasem. Bo w życiu bywa i tak, że się do Króliczej Nory wraca. A nawet idzie się dalej, jak nasza Alicja. Aż na drugą stronę lustra. Ale wracając do Króliczej nory, moim zdaniem nie warto wpadać na samo jej dno od razu, byle szybko, byle mieć to za sobą. Tym bardziej, że ta podróż bywa czasem dość bolesna i trudna. Dlatego zachęcam, by wchodzić w nią głęboko, ale stopniowo. Pamiętajmy,że to nie jest wymuszony podwieczorek w gronie nielubianych cioć, który chcemy, mówiąc kolokwialnie „odwalić” i mieć z głowy. To podróż wgłąb siebie, oczyszczanie pewnych wzorców, zmiany matryc. Tu trzeba uwagi, skupienia i sumiennego przyłożenia się do wykonania misji, jakby powiedział mój syn .

Co zatem polecasz na początek?

Analizę siebie i odpowiedzenie sobie na pytania, co się nam w nas podoba, a co nie. I podzielenie tego na emocje i uczucia. Na pewne stany w nas. Warto spisać te emocje oraz uwagi, jakie się pojawiają w nas przy pisaniu. Pozwólmy myślom i uczuciom płynąć swobodnie i obserwujmy, gdzie nas prowadzą. Następnie na podstawie naszych notatek sporządźmy sobie listę zdań skojarzeniowych. Np. z zapisów wychodzi, że mamy kompleks niższości, formułujemy, więc zdania w stylu:
1. Kiedy patrzę w lustro widzę……
2. Moje ciało jest….
3. W pracy uważają mnie za
4. W szkole uczyłam się…
5. Jestem osobą o….
6. Interesuję się….
Itd.,itp. Lista takich zdań może, a nawet powinna być długa. Odpowiedzi zaś powinny padać na zasadzie właśnie skojarzeń, a nie dogłębnej analizy. Piszemy zdanie i pierwszą skojarzeniową odpowiedź, jaka przyjdzie nam do głowy. Następnie spokojnie analizujemy te odpowiedzi. Weźmy dla przykładu pierwsze zdanie i niestety możliwą i częstą odpowiedź:

Kiedy patrzę w lustro widzę…. Brzydką osobę.

Zastanówmy się, dlaczego udzieliliśmy takiej, a nie innej odpowiedzi. Co w nas postrzegamy, jako brzydkie? I dlaczego postrzegamy to w ten, a nie inny sposób. Od kiedy tak siebie postrzegamy, itd., itp. Przeanalizujmy bez krytyki każde ze zdań i odpowiedzi.

I to pomoże wejść do Króliczej Nory?

To pozwoli wejść do niej nieco głębiej. Bo w Króliczej Norze jesteśmy od dobrej chwili

Czy możesz rozszerzyć ten swoisty dialog Alicji, podać więcej przykładów?

Ja to nazywam „Dialogami Emocjonalnymi”. Swoją podróż do Króliczej Nory zaczęłam od wypisania sobie kilku zdań skojarzeniowych odnośnie siebie samej. Odpowiedzi nie bardzo przypadły mi do gustu, jednak dały wstępny szkic, na co powinnam zwrócić uwagę. Następnie weszłam do Króliczej Nory i rozpoczęłam dialog sama ze sobą. Był to rodzaj wywiadu ze sobą. Zadawałam pytania i udzielałam odpowiedzi. Co ciekawe, choć miałam szkic pytań, podobnych do tych, które przytoczyłam wyżej, to w trakcie tej swoistej rozmowy wypłynęło na powierzchnie wiele innych spraw. Ktoś mi bliski, powiedział kiedyś, że jedno wynika z drugiego i właśnie wtedy zrozumiałam, co miał na myśli. „Przepracowywałam jedno, a zaraz pojawiało się drugie coś. To jak w te związku przyczynowo skutkowego.Jedno wynika z drugiego.

Jak prowadzić takie dialogi emocjonalne?

Jak się chce ;).A całkiem poważnie, tu każdy musi znaleźć swoją metodę. Ja np lubię łączyć wizualizację z pisaniem. Zwykle wygląda to tak, że wizualizuję sobie ustronne i spokojne miejsce, moją własną Króliczą Norkę, cichą,bezpieczną i oddaloną od świata. Często wizualizuję sobie też jakiegoś rozmówcę i to on zadaje pytania, ja odpowiadam. Czasem rozmówca wytykami te rzeczy, przed którymi nie chciałam się przyznać. Potem spisuję te dialogi, w formie mini opowieści. W trakcie spisywania często pojawiają się jeszcze nowe pytania, wychodzą na jaw nowe rzeczy, nowe matryce do zmiany. I je także „przepracowuję”.
Spisywanie ma też tę zaletę,że łatwo do dialogu wrócić po czasie, przeanalizować go i uzupełnić.Pamięć zaś bywa zawodna, więc ja spisuję. Poza tym każdego dnia coś się w nas zmienia, my sami się zmieniamy, tym szybciej, im głębiej zanurzamy się w Króliczą Norę. Więc wracając do pewnych rzeczy po czasie, patrzymy na nie już innym okiem.
Jednak w pracy ze sobą każdy sam musi znaleźć swoją złotą metodę. Bo każdy z nas jest inny, co dobre dla mnie, dla innego będzie raczej utrudnieniem lub rozproszeniem. Choć zachęcam by jednak te swoje dialogi spisywać, lub notować najbardziej istotne rzeczy i sprawy, jakie się ujawnią.

Nowe zdjęcia Alicji z Krainy Czarów

zachęcam do zadawania kolejnych pytań

More
Last Updated on wtorek, 10 Sierpień 2010 12:37

Kto z nas nie marzy o szczęściu, miłości, spokoju? Chyba nie ma takiej osoby. Tymczasem życie weryfikuje te marzenia. Nasza wielka miłość okazuje się często wielkim rozczarowaniem, wymarzona praca, udręką, życie towarzyskie nie spełnia naszych oczekiwań, a wymarzone wakacje były deszczowe. Co jest przyczyną naszych niepowodzeń? Naszych rozczarowań?

W Króliczej Norce niejednokrotnie pisaliśmy o konieczności zmian tkwiących w nas matryc. Pracy wewnątrz siebie, w umyśle i tym, co on kreuje i tworzy. A tworzy taką, a nie inną rzeczywistość. Jednak nie wystarczy tylko zmienić matrycę w sobie, wypracować nowe wzorce i zacząć tworzyć siebie od nowa. To ważne, lecz bez wyboru drogi możemy pewnego dnia znowu obudzić się z przeświadczeniem, że w naszym życiu coś jest nie tak.

Królicza Norka pokazuje nam, Kim w Istocie Jesteśmy i czego pragnie nasza dusza. Ale trzeba jeszcze dokonać wyboru drogi. Jednej z dwóch, bo żadnej innej możliwości nie ma. Nasza wolna wola sprowadza się tu tylko do wyboru miedzy doświadczeniem lęku, a miłości.

W książce „Rozmowach z Bogiem” D. Walscha ukazano właśnie wybory tych dróg. Poniżej pozwoliłam sobie przytoczyć fragment książki:

Wszystkie ludzkie postępki w gruncie rzeczy wynikają ze strachu lub z miłości. Tak naprawdę istnieją tylko te dwa uczucia – dwa słowa w mowie duszy. Stanowią one przeciwne bieguny całego (…) stworzenia, a także świata, w jakim żyjesz.

Rozpiętość między tymi dwoma punktami, Alfą i Omegą, pozwala zaistnieć systemowi zwanemu przez ciebie rzeczywistością względną. Bez nich, bez tych dwóch idei, niemożliwa jest żadna inna idea.(…)

Każda ludzka myśl, każde działanie, zakorzenione są albo w strachu, albo w miłości. Nie ma innej motywacji, a wszelkie inne pojęcia to tylko pochodne tych dwóch biegunowo różnych idei. To po prostu różne wersje, różne ujęcia tego samego tematu.(…)

Każdy wybór, jakiego dokonujesz, podyktowany jest jedną z dwóch możliwych myśli: lęku lub miłości.(…)

Strach to energia, która kurczy, zamyka, wciąga, ucieka, chowa, gromadzi, szkodzi.

Miłość to energia, która rozciąga, otwiera, wysyła, zostaje, odsłania, ofiarowuje, goi.

Strach nas okrywa, miłość ukazuje nagą prawdę o nas. Strach trzyma się kurczowo stanu posiadania, miłość rozdaje. Strach więzi, miłość uwalnia. Strach rujnuje, miłość buduje. Strach jątrzy, miłość koi.”

Kiedy pierwszy raz przeczytałam tę książkę, właśnie te słowa zrobiły na mnie największe wrażenie. Zatrzymały mnie w miejscu i sprawiły, że postanowiłam wejść do Króliczej Nory i coś zmienić w swoim życiu. Zaczęłam od matrycy. I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, że skupiając się na zmianie wzorców i kształtowaniu siebie, zapomniałam o Dwóch Drogach. Kroczyłam do przodu, ale jakby środkiem. Tymczasem nie na tym rzecz polega, by skakać z dróżki na dróżkę lub iść sobie między nimi, bo to ślepy zaułek.

Wczytajmy się jeszcze raz w powyższe słowa. Przeanalizujmy je.

Strach nas okrywa, miłość ukazuje nagą prawdę o nas.”

Strach nas okrywa, także prawdę o nas. To, dlatego tak wiele osób boi się wejść do Króliczej Nory, boi się odpowiedzialności za własne życie. Odrzuca Miłość, przede wszystkim tę do samego siebie.

Strach więzi, miłość uwalnia”

Droga lęku utrzymuje nas w klatce naszych przyzwyczajeń, strachów, fobii, naszego trwania bez Bycia. Miłość uwalnia z tej klatki, ukazuje nam prawdę, czasem bolesną, ale jednak prawdę. I uwalnia od obaw i zmartwień na przyszłość, bo kto kocha i ma wiarę, ten się nie boi. Bo i czego? Demonów przyszłości? Jeśli tak, najczęściej sam je tworzy lub przywołuje.

Co z tego, że w Króliczej Norce zmienimy siebie, ukształtujemy się od nowa i uświadomimy sobie nasze lęki, emocje, bolączki, skoro zepchniemy je tylko na dno Norki? Jaki sens ma jedynie świadomość tego, Kim w Istocie Jesteśmy, a nie Doświadczanie Tego, Kim w Istocie Jesteśmy? Jaki sens ma w końcu stworzenie siebie od nowa, poznanie siebie, a jednocześnie zamartwianie się tym, co się stanie za X czasu, nie wiedząc nawet czy to nastanie?

Udało mi się doświadczyć stanu bez lęku. Było to najcudowniejsze uczucie, jakiego doświadczyłam. Zakochanie się, pierwszy dzień wakacji, pierwsza randka, uśmiech dziecka, wschodzące słońce… Nic z tych rzeczy nie oddaje nawet w połowie stanu szczęścia, jaki daje życie bez lęku. Trudność polega na utrzymaniu w sobie tego stanu. Bo nagle wypełzają z zakamarków nowe lęki, obawy, zamartwiania się na przyszłość. Znowu na chwilę wkraczamy na drugą Drogę i życie zaczyna tracić na blasku, płowieje.

Otrzymaliśmy dar wolnej woli, od nas, więc zależy, którą z Dwóch Dróg wybierzemy, na którą będziemy wracać, jeśli zboczymy. Może poniższy cytat, także z Ksiązki D. Walscha, pomoże dokonać wyboru:

(…)jeśli wybierzesz działanie z miłości, osiągniesz coś więcej niż przetrwanie, zwycięstwo czy sukces. Wówczas doświadczysz w całej chwale, Kim W Istocie Jesteś, i kim możesz być”.

Pozdrawiam.

More
Last Updated on wtorek, 10 Sierpień 2010 12:05

My kobiety mamy „trudne dni”, a nie jedna z nas przeklina czas, kiedy nadchodzą. Czy jednak comiesięczne krwawienia są naszym przekleństwem, czy może też naszą siłą?

Zapewne nie jedna z nas powie, że przekleństwem, a może i nazwie je karą Boską. Tymczasem okazuje się, że te dni mogą być naszą siłą.

W tym czasie, bowiem, w nas kobietach ujawnia się magiczna moc, zdolna przysłowiowe góry przenosić. Już w dawnych czasach wiedziano, że jest to dobry okres na praktykowanie magii miłosnej, gdyż zaklęcie miłosne w tym czasie rzucone zawsze przynosiło efekty. Osobiście nie polecam większości tych praktyk magicznych, bo wchodzą one w sferę manipulacji innymi (w tym wypadku mężczyznami). Dlatego nie będę omawiała w tym miejscu rytuałów miłosnych stosowanych w czasie menstruacji.

Wracając do głównego wątku. Miesiączka to czas, kiedy w kobiecie kumuluje się większa niż zwykle ilość energii, bowiem jest to tez czas oczyszczania. Koniec cyklu zbiega się z rozpoczęciem nowego, co powoduje intensywne oczyszczanie całego organizmu kobiety. Następuje swoista wymiana energetyczna i fizyczna starego na nowe i czyste. Warto, więc, ten czas wykorzystać dla siebie. Polecam wszystkim paniom nawiązanie większego kontaktu z naturą i przy okazji chłonąć też jej moc i energię. Moc i siła roślin, drzew, Ziemi „zebrana” w tym okresie przyniesie nam wiele dobrego.

Dla kobiety menstruacja to czas wzmożonego oczyszczania nie tylko fizycznego i energetycznego, ale również emocjonalnego. Jeśli więc jest taka możliwość polecam udać się w jakieś odosobnione miejsce lub znaleźć czas tylko dla siebie. Zagłębić się w siebie, poznać siebie, nawiązać więź z sobą i swoimi opiekuńczymi duchami czy aniołami. Uważnie obserwować siebie. Nie jedna z pań może być zaskoczona siłą, jaką w sobie posiada.

Szamanki, a także wiele kobiet żyjących w zgodzie z naturą i sobą, ten czas traktują, jako czas przejścia. Poznają siebie przekraczając bramę własnej jaźni, otwierają się na wiedzę ze Źródła, czy jak zwą niektórzy Absolutu.

Wiele z kobiet, które dopiero zaczynają poznawać siebie i swoje ciało, bywa zaskoczonych jak wiele odpowiedzi pojawia się w czasie medytacji przeprowadzonych podczas miesiączki.

Menstruacja, jak już wspomniałam, to okres wzmożonej aktywności i kumulacji naszych sil i energii. Nasza moc i percepcja wzrasta wówczas. Jednakże należy uważać na ewentualne byty czy larwy astralne, które silna moc przyciąga jak magnez. A ponieważ i tak jest to czas silnego oczyszczania, warto wspomóc go jakimś rytuałem oczyszczającym. Ot choćby kąpielami w zielu ostrożnia, bylicy czy szałwii. Nie zaszkodzi też przy okazji oczyścić swoje otoczenie z negatywnych energii.

Pomimo mocy i sily, jaką wówczas ma każda z nas, często ten czas jest bolesny i pełen dyskomfortu. Jest to często wynikiem wcześniejszego rozproszenia mocy i energii.

Ale i tu można sobie poradzić bez sięgania po środki farmakologiczne. Z własnego, bolesnego doświadczenia wiem, że wsłuchanie się w siebie i odpowiednie wykorzystanie tego okresu na pracę ze sobą i swoją energia, skutecznie pozbawiło mnie bólu. Dziś, kiedy mi się przydarza, wracam do natury lub medytuje i zapominam o tabletkach przeciwbólowych.

Skutecznie wspomagam się też gorąca herbatą z rumianku.

A przy bardzo silnych bólach warto popijać także skrzyp polny. Można też na tamponach lub podpaskach namalować nietoksycznym pisakiem runę Berkano, która jest runą kobiet. Osobiście nie sprawdzałam tej metody, ale ponoć działa. 😉

Polecam też przyjmowanie magnezu oraz przeprowadzenie jednodniowej głodówki oczyszczającej, lub diety oczyszczającej na czas menstruacji. Warto też zmienić sposób myślenia o tych dniach. Zamiast nazywać je „trudnymi dniami” nazwijmy” dniami mocy, czasem oczyszczania czy dniami transformacji. A całą energię skoncentrujmy na uwolnieniu się od toksyn, brudów, złogów, a także złych nawyków i negatywnych emocji. Takie oczyszczenie doda nam i zdrowia i urody.

Kiedyś uważałam, że miesiączka to nasze przekleństwo. Dziś korzystam z mocy, jaka mi dają te oczyszczające dni.

Gelnhausen lipiec 2010 roku

More
Last Updated on wtorek, 10 Sierpień 2010 12:03

Ego to Ja. Tak najprościej można określić, czym jest ego. Bo z łacińskiego słowo to oznacza właśnie „Ja”. Rozszerzając tę definicję o „Słownik wyrazów obcych i trudnych” (autorstwa Andrzeja Markowskiego i Radosława Pawelca), dowiemy się, że ego w teorii psychologicznej Zygmunta Freuda: ja -świadoma część osobowości, która spełnia funkcje poznawcze i kieruje zachowaniem człowieka:

W psychoanalizie ego pośredniczy między sferą podświadomych popędów i pragnień – id – a sferą sumienia – su-perego.

Od ego wywodzą się kolejne pojęcia, jak egoizm, egocentryzm, egotyzm… Krótko mówiąc świat, który kręci się wokół mnie i mojej osoby. A dokładniej właśnie mojej świadomości. Ta zaś, kreuje rzeczywistość, w jakiej przychodzi mi żyć.

Co zatem stanie się, jeśli pozbędę się swego ego, jak sugerują niektóre kierunki szkół duchowych?

Moim zdaniem katastrofa, gdyż ego jest nieodłącznym elementem nas. Naszej trójczłonowej osobowości, czyli id, ego i superego, lub jak chcą niektórzy, podświadomości, świadomości i nadświadomości. Wyzbycie się jednej z tych części, zakłóca „zespołową pracę”. Id nie wie, czego chce, super ego popada w skrajności od poczucia winy do megalomani, a ego dusi się i przestaje spełniać swoje funkcje, czyli poznawać i kierować.

Co zatem zrobić, by móc iść do przodu w szeroko rozumianym rozwoju duchowym, a jednocześnie nie zniszczyć w sobie ego? Moim zdaniem trzeba zachować równowagę i harmonię między całą trójcą naszej osobowości.

Ostatnio wokół ego, sporo jest zamętu. Pisma i książki New Age, szkoły duchowe, chętnie obarczają winą za nasze niepowodzenia i zło tego świata właśnie ego. Rozpisują się o szkodach, jakie ego wyrządza nam, naszemu życiu, naszemu zdrowiu. Nawołują do wyzbycia się ego, odrzucenia go, zniszczenia w sobie. I wielu idąc za takimi agitacjami robi wszystko by się tego nieszczęsnego ego wyzbyć ze swego życia. Często popadając nawet w pułapkę samego ego, które łatwo się nie poddaje. A, że sprytu mu nie brakuje, tak kreuje (w końcu kreacja to jedno z jego zadań) rzeczywistością i świadomością, że człowiek zaczyna żyć w przekonaniu, że wyzbył się lub skutecznie wyzbywa ego, a w rzeczywistości jest nim coraz bardziej owładnięty. Nie dostrzegając tego, narzuca swoje widzenie świata innym, nawołuje wzorem swych duchowych agitatorów do wyzbycia się ego, chwali i akceptuje tych, którzy się do niego przyłączyli, neguje, a w skrajnych wypadkach prześladuje, tych, którzy żyją sobie ze swym ego za pan brat. Nie przyjmuje innej prawdy poza swoją własną – wyzbywania się ego. Nie dostrzega jednak, że tak naprawdę kieruje nim właśnie ego, które przez pewne nieumiejętne działania zamiast istnieć w harmonii z id i superego, zaczyna dominować, rządzić i oceniać. To ono właśnie zmusza do postrzegania siebie, jako lepszego od większości, bo bardziej świadomego szkodliwości ego. To ono poddaje ocenie innych segregując na lepszych – czytaj rzekomo wyzbywających się ego i na gorszych – czytaj nieświadomych czy też ślepych ignorantów, którzy kierują się ego. To ono będzie w końcu wyłapywało z książek, artykułów czy tekstów o rozwoju duchowym, wszystko, co potwierdzi i utwierdzi w słuszności swoich poglądów. Ono w końcu będzie walczyć, często zaciekle w obronie swych racji, dotyczących szkodliwości ego. Wydaje się to paradoksalne, że właśnie ego, będzie karmić się zwalczaniem ego. Ale tak właśnie jest, bo walcząc z ego, w rzeczywistości karmimy je i sprawiamy, ze wzrasta w siłę, przejmuje całkowicie nad nami kontrole i zakłóca harmonijna współprace z id i superego.

Spotkałam się z twierdzeniem, w jakiejś publikacji New Age, że praktyki i medytacje buddyjskie prowadzą do wyzbycia się całkowicie ego. Być może tak jest faktycznie, jednak w postawie buddyjskiego mnicha i „niuejdżowskiego” agitatora jest ogromna przepaść. Mnich żyje sobie w spokoju i harmonii z samym sobą, niczego nie narzucając innym, ani przede wszystkim nie oceniając innych. Mnich wie, że każdy z nas ma swoją drogę do przejścia i swoje doświadczenia do przeżycia. Mnich wie, że aby się przebudzić wystarczy chwila potrzebna na otwarcie oczu, nie musi nazywać części siebie: id, ego, superego, bo akceptuje je wszystkie w pełni. Zmienia w sobie to, co jest sprzeczne z jego naturą, rozwija w sobie to, co jest z nią zgodne. W ten sam sposób postępuje każdy oświecony i dążący do oświecenia. Mistrzowie Duchowi, oświeceni, mistycy, czy nawet Ci, którzy dopiero otwierają oczy na drodze oświecenia, wiedzą, kiedy jedna z trzech części osobowości zaczyna dominować. Czy jest to Ego, czy Id czy Superego, nie ma znaczenia. Znaczenie ma umiejętność rozpoznania w sobie dysharmonii i zapobieganie jej. Znaczenie ma też umiejętność takiego wykorzystania id, ego i superego, by móc stwarzać siebie, kreować swoje wnętrze i otaczający nas świat. I doświadczać go. Doświadczać Bycia. A nie da się Być bez ego. Bo Ego to Ja, a Ja to Bycie, Istnienie, Odczuwanie, Świadomość, Twórczość. Jam Jest – Jedna z najwspanialszych i najmądrzejszych afirmacji, jakie znam, nie mogłaby zaistnieć bez ego. Dlatego uważam, że nie należy dać się zwariować w oczernianiu, negowaniu i wyzbywaniu się ego. Zamiast tego nauczyć się po prostu Być. Nie oceniać – a to bardzo trudna sztuka. Nie narzucać. Uszanować doświadczenia innych, w pełni przeżywając własne. I kształtować je zgodnie z Własną Wolną Wolą. Tyle wystarczy, by nasze ego z dominanta stało się jednym z trzech czynników naszej pełnej osobowości.

Gelnhausen, Niemcy, 13 lipca 2010

More
Last Updated on wtorek, 10 Sierpień 2010 12:00

Dziś dzień Miłosierdzia Najwyższego
Rocznica dnia pierwszego objawienia obrazu zbiegła się z pierwszym moim oddechem…

2006-04-23 13:15:04

More
Tagi:   |  Posted under kwiecień 2006  |  Comments  Brak komentarzy
Last Updated on wtorek, 20 Lipiec 2010 11:14

Był taki okres w moim życiu, że zaczytywałem się twórczością Johna Ivringa, kto nie pamięta filmu “Świat według Garpa”;)
W sieci znalazłem wiele recenzji jego książek, niżej zamieszczam drobny przykład recenzji “Hotel New Hampshire”:)
Nie odbiegając od tematu jeżeli coś tutaj piszę to znak, że jest to związane z moim życiem, ale jak to wszystko jest powiązane przedstawię już w następnej notce.

“Pierwsze skrzypce w tej brawurowo napisanej, przesyconej erotyzmem powieści grają członkowie rodziny Berrych, wiedzeni obsesyjnym pragnieniem stworzenia dochodowego hotelu. Szukając odpowiedniego miejsca do realizacji projektu, a także własnego miejsca w życiu, co raz konfrontowani z niespodziewanymi tragediami, ludzie ci wikłają się w różne zwariowane sytuacje, które równie często wywołują u czytelnika salwy śmiechu, co wyciskają mu z oczu łzy. Warto więc chyba przy lekturze tej świetnej powieści pamiętać o jednej z zawartych w niej maksym: “Życie jest na serio, a sztuka dla frajdy”.

“Wspaniała historia rodziny, która wymyśliła, że jej sposobem na życie będzie prowadzenie hotelu. Opowiedzieć o tym się nie da, trzeba to przeczytać :). Jak zwykle u Irvinga, roi się od niedźwiedzi (uroczych zresztą), prostytutek, sportu, oczywiście jest Wiedeń i przedziwne, śmieszne, odrażające, wzruszające perypetie.

Po przeczytaniu tej książki będziecie mieli wrażenie, że jesteście członkami tej postrzelonej rodzinki – aha, i trzymajcie się z daleka od otwartych okien ;)”

2006-04-06 13:40:16

More
Tagi: , , ,   |  Posted under kwiecień 2006  |  Comments  Brak komentarzy
Last Updated on wtorek, 20 Lipiec 2010 11:08

    Copyright by Śniący 2010