cud | Fabryka snów - sztuka śnienia, medytacja, rozwój, warsztaty. cud | Fabryka snów – sztuka śnienia, medytacja, rozwój, warsztaty.

Kontakt On-line

Spotkania, warsztaty

Pamiętnik znaleziony w śnie

Posts Tagged ‘cud’


Niebo i skały ciągnące się aż po horyzont, a gdzieś na tym pustkowiu…

Mały chłopczyk ściskający kurczowo w swoich niewielkich dłoniach, krótką zieloną łodyżkę zakończoną niewielkim pąkiem.
Gdy otworzył dłoń i spojrzał, jedyną jego myślą było skąd wziąć wodę.
Zaczął iść przed siebie w nadziei, że jednak znajdzie wodę pośród tej skalistej pustyni
i uda mu się uratować Kwiat.

W pewnej odległości pomiędzy skałami, dostrzegł kilka kropel, które były ułożone wzdłuż ścieżki.
Podbiegł do nich, nachylił nad nimi jeszcze zieloną łodyżkę, a mały pączek wypił tych kilka życiodajnych kropel. Potrzeba było więcej, a przeciwności narastały, pojawiły się toczące brunatne kule, które chciały zrobić wszystko aby przeszkodzić chłopcu.

W tym momencie okazało się że nie jest sam i znikąd pojawili się sprzymierzeńcy, stanęli na drodze przeciwników i walczyli z nimi, by nasz bohater mógł iść dalej.
Jeszcze kilka razy napotkał niewielkie skupiska kropel, dodawało mu to otuchy że jednak się uda.
Kule robiły co mogły, ale nie na wiele im się to zdało, chłopiec dziwił się że ktoś mu pomaga, że nie jest sam i może liczyć na tak ogromną pomoc.

Gdy doszedł do niewielkiego wzniesienia, znalazł tam kolejną oazę kropel, nagle stał się mały cud, Kwiat gwałtownie zaczął rosnąć i rozkwitać.
Pełen kolorów, błyszczący od kropel wody, był niczym esencją życia pośród pustynnych skał.

Tu też pojawiły się nieoczekiwane podpowiedzi, chłopiec nauczył się jak pielęgnować Kwiat i że powinien zaprzyjaźnić się z Pszczołą.

Chłopiec wciąż uczy się nowych rzeczy…

kwiat

More
Last Updated on czwartek, 17 Grudzień 2015 08:35

Lata temu śniłem o słonecznej Hiszpanii, siedziałem na kilku schodkach z grupą ludzi, nad brzegiem jakiegoś parkowego stawu, tłumacząc coś swoim rozmówcom.
Na tamten czas, pytałem się sam siebie co ja takiego mógłbym im tłumaczyć, po pierwsze nie znam hiszpańskiego, po drugie kim jestem by jechać parę tysięcy kilometrów na takie rozmowy.
Minęło kilka lat, wiele się na zmieniało, był czas, że przygotowywałem się, ucząc się hiszpańskiego, by wyjechać choć na chwilę do Barcelony.
Ostatnie kilkanaście miesięcy naszego życia jest… brak słów jakie jest.
Wciąż wyglądam kiedy to się zakończy, nie pisze o tym, nie mówię o tym, ale to jest.
Tak jak ten wyjazd do Barcelony będzie cudem,a ja czekam na pierwszy cud…

28 stycznia 2007

More
Tagi: , ,   |  Posted under styczeń 2007  |  Comments  Brak komentarzy
Last Updated on piątek, 7 Czerwiec 2013 01:19
autor: Alexander Lowen
tytuł: Radość. Naucz się wyzwalać energię stłumionych uczuć
przekład: Kamila Jakimowicz
wydanie I
Wydawnictwo Czarna Owca (dawniej Jacek Santorski & Co)
Warszawa 2010
Nareszcie ukazały się dalsze tłumaczenia książek Alexandra Lowena.
Zaprezentuję treść Przedmowy do tej publikacji.

 

Przedmowa
Minęło już czterdzieści lat, odkąd przyszedł do mojego gabinetu pierwszy pacjent. Właśnie ukończyłem własną terapię u Wilhelma Reicha. Jego metoda stawała się coraz bardziej znana i znajdowała wciąż nowych zwolenników. Ponieważ mało było wówczas terapeutów wyszkolonych do jej stosowania, miałem wielu chętnych, mimo że nie zdobyłem wykształcenia medycznego. Jako początkujący terapeuta brałem dwa dolary za godzinę terapii, co jak na tamte czasy było skromnym wynagrodzeniem. Jednak gdy z perspektywy czasu patrzę na jakość mojej pracy, zadaję sobie pytanie, czy byłem wart nawet tego. Nie miałem wówczas pojęcia o głębi i powadze zaburzeń, z jakimi boryka się wielu ludzi zachodniego świata. Mam na myśli depresję, niepokój, brak poczucia bezpieczeństwa, miłości i radości życia.

 

Pracując z pacjentami przez prawie pół wieku, napisałem jedenaście książek i wierzę, że zgłębiłem naturę ludzkich problemów; zdefiniowałem również zasady analizy bioenergetycznej. Książka ta opisuje terapię w praktyce i obrazuje jej zastosowanie licznymi przykładami z sesji z pacjentami. Muszę zaznaczyć, że analiza bioenergetyczna nie jest szybką i prostą metodą leczenia, jest jednak bardzo efektywna, chociaż jej efektywność zależy od doświadczenia terapeuty. Trudno spodziewać się natychmiastowego uzdrowienia, jeśli problemy, z którymi przez lata zmagają się pacjenci, stają się w końcu częścią ich osobowości. Prawdziwe cuda zdarzają się rzadko. Największy cud, jaki znam, to akt powstania nowego życia, któremu dedykuję niniejszą książkę.

 

Ciało i umysł działają jako jedność, aby podtrzymywać życie w organizmie; działają również jako jedność na poziomie głębokich procesów energetycznych. Umysł potrafi wpłynąć na ciało, a ciało, oczywiście, wpływa na myślenie i procesy psychiczne.
Analiza bioenergetyczna opiera się na założeniu, że człowiek jest jednolitą całością. To, co dzieje się w umyśle, wpływa na procesy w ciele. Zatem jeśli ktoś cierpi na depresję i ma rozpaczliwie czarne myśli, czuje się beznadziejny i przegrany, w jego ciele to nastawienie będzie widoczne w spowolnionym przepływie impulsów, w zmniejszonej ruchliwości i ograniczonym oddechu. Wszystkie funkcje życiowe doświadczają depresji, również metabolizm. Zaburzony metabolizm wpływa na obniżenie energii życiowej

 

W niektórych przypadkach można poprawić funkcjonowanie ciała poprzez zmianę nastawienia w umyśle, lecz każda taka zmiana będzie krótkotrwała, dopóki nie dokona się fundamentalnych zmian na poziomie ciała. Z drugiej strony, bezpośrednie poprawianie funkcjonowanie ciała poprzez oddech, ruch, odczuwanie i swobodną ekspresję przynosi natychmiastowy i długotrwały efekt oraz zmienia nastawienie psychiczne. W końcowej części terapii dążymy do energetycznego wzmocnienia pacjenta. Jest to istotne, jeśli naszym celem jest wyzwolenie pacjenta z ograniczeń przeszłości i zahamowań teraźniejszości.

 

[…] Celem terapii jest pomóc człowiekowi w odzyskaniu jego pełnego potencjału. Wszyscy ludzie, którzy przychodzą na terapię, są na skutek urazów z dzieciństwa pozbawieni umiejętności doświadczania pełni życia. Jest to ich główne zaburzenie, które leży u podłoża objawów. Objawy wskazują, jak bardzo człowiek został upośledzony przez proces wychowawczy. Najcięższym stanem jest utrata części własnego ja. Wszyscy pacjenci cierpią na różnego rodzaju ograniczenia osobowości: ograniczoną samoświadomość i uważność, ograniczone wyrażanie siebie, zaburzone panowanie nad sobą. Te podstawowe funkcje są filarami świątyni własnego ja. Ich ułomność i słabość odpowiadają za brak poczucia bezpieczeństwa, który dramatycznie podkopuje wszelkie próby poszukiwania spokoju i radości, satysfakcji i najgłębszego sensu istnienia.

Wielce ambitnym celem terapii jest przekroczenie tych ograniczeń i, jak wcześniej wspomniałem, nie jest to proste. Bez zrozumienia tego celu można się pogubić w labiryncie konfliktów i sprzeczności uczuć, które gmatwają lub nawet udaremniają starania podejmowane w trakcie terapii. Warto jednak podjąć wysiłek, jakim jest niesienie pomocy wielu ludziom współczesnej cywilizacji, dla których życie jest ciągłą walką o przetrwanie, a radość – stanem obcym.

More
Last Updated on piątek, 14 Styczeń 2011 09:55

Kto z nas nie marzy o szczęściu, miłości, spokoju? Chyba nie ma takiej osoby. Tymczasem życie weryfikuje te marzenia. Nasza wielka miłość okazuje się często wielkim rozczarowaniem, wymarzona praca, udręką, życie towarzyskie nie spełnia naszych oczekiwań, a wymarzone wakacje były deszczowe. Co jest przyczyną naszych niepowodzeń? Naszych rozczarowań?

W Króliczej Norce niejednokrotnie pisaliśmy o konieczności zmian tkwiących w nas matryc. Pracy wewnątrz siebie, w umyśle i tym, co on kreuje i tworzy. A tworzy taką, a nie inną rzeczywistość. Jednak nie wystarczy tylko zmienić matrycę w sobie, wypracować nowe wzorce i zacząć tworzyć siebie od nowa. To ważne, lecz bez wyboru drogi możemy pewnego dnia znowu obudzić się z przeświadczeniem, że w naszym życiu coś jest nie tak.

Królicza Norka pokazuje nam, Kim w Istocie Jesteśmy i czego pragnie nasza dusza. Ale trzeba jeszcze dokonać wyboru drogi. Jednej z dwóch, bo żadnej innej możliwości nie ma. Nasza wolna wola sprowadza się tu tylko do wyboru miedzy doświadczeniem lęku, a miłości.

W książce „Rozmowach z Bogiem” D. Walscha ukazano właśnie wybory tych dróg. Poniżej pozwoliłam sobie przytoczyć fragment książki:

Wszystkie ludzkie postępki w gruncie rzeczy wynikają ze strachu lub z miłości. Tak naprawdę istnieją tylko te dwa uczucia – dwa słowa w mowie duszy. Stanowią one przeciwne bieguny całego (…) stworzenia, a także świata, w jakim żyjesz.

Rozpiętość między tymi dwoma punktami, Alfą i Omegą, pozwala zaistnieć systemowi zwanemu przez ciebie rzeczywistością względną. Bez nich, bez tych dwóch idei, niemożliwa jest żadna inna idea.(…)

Każda ludzka myśl, każde działanie, zakorzenione są albo w strachu, albo w miłości. Nie ma innej motywacji, a wszelkie inne pojęcia to tylko pochodne tych dwóch biegunowo różnych idei. To po prostu różne wersje, różne ujęcia tego samego tematu.(…)

Każdy wybór, jakiego dokonujesz, podyktowany jest jedną z dwóch możliwych myśli: lęku lub miłości.(…)

Strach to energia, która kurczy, zamyka, wciąga, ucieka, chowa, gromadzi, szkodzi.

Miłość to energia, która rozciąga, otwiera, wysyła, zostaje, odsłania, ofiarowuje, goi.

Strach nas okrywa, miłość ukazuje nagą prawdę o nas. Strach trzyma się kurczowo stanu posiadania, miłość rozdaje. Strach więzi, miłość uwalnia. Strach rujnuje, miłość buduje. Strach jątrzy, miłość koi.”

Kiedy pierwszy raz przeczytałam tę książkę, właśnie te słowa zrobiły na mnie największe wrażenie. Zatrzymały mnie w miejscu i sprawiły, że postanowiłam wejść do Króliczej Nory i coś zmienić w swoim życiu. Zaczęłam od matrycy. I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, że skupiając się na zmianie wzorców i kształtowaniu siebie, zapomniałam o Dwóch Drogach. Kroczyłam do przodu, ale jakby środkiem. Tymczasem nie na tym rzecz polega, by skakać z dróżki na dróżkę lub iść sobie między nimi, bo to ślepy zaułek.

Wczytajmy się jeszcze raz w powyższe słowa. Przeanalizujmy je.

Strach nas okrywa, miłość ukazuje nagą prawdę o nas.”

Strach nas okrywa, także prawdę o nas. To, dlatego tak wiele osób boi się wejść do Króliczej Nory, boi się odpowiedzialności za własne życie. Odrzuca Miłość, przede wszystkim tę do samego siebie.

Strach więzi, miłość uwalnia”

Droga lęku utrzymuje nas w klatce naszych przyzwyczajeń, strachów, fobii, naszego trwania bez Bycia. Miłość uwalnia z tej klatki, ukazuje nam prawdę, czasem bolesną, ale jednak prawdę. I uwalnia od obaw i zmartwień na przyszłość, bo kto kocha i ma wiarę, ten się nie boi. Bo i czego? Demonów przyszłości? Jeśli tak, najczęściej sam je tworzy lub przywołuje.

Co z tego, że w Króliczej Norce zmienimy siebie, ukształtujemy się od nowa i uświadomimy sobie nasze lęki, emocje, bolączki, skoro zepchniemy je tylko na dno Norki? Jaki sens ma jedynie świadomość tego, Kim w Istocie Jesteśmy, a nie Doświadczanie Tego, Kim w Istocie Jesteśmy? Jaki sens ma w końcu stworzenie siebie od nowa, poznanie siebie, a jednocześnie zamartwianie się tym, co się stanie za X czasu, nie wiedząc nawet czy to nastanie?

Udało mi się doświadczyć stanu bez lęku. Było to najcudowniejsze uczucie, jakiego doświadczyłam. Zakochanie się, pierwszy dzień wakacji, pierwsza randka, uśmiech dziecka, wschodzące słońce… Nic z tych rzeczy nie oddaje nawet w połowie stanu szczęścia, jaki daje życie bez lęku. Trudność polega na utrzymaniu w sobie tego stanu. Bo nagle wypełzają z zakamarków nowe lęki, obawy, zamartwiania się na przyszłość. Znowu na chwilę wkraczamy na drugą Drogę i życie zaczyna tracić na blasku, płowieje.

Otrzymaliśmy dar wolnej woli, od nas, więc zależy, którą z Dwóch Dróg wybierzemy, na którą będziemy wracać, jeśli zboczymy. Może poniższy cytat, także z Ksiązki D. Walscha, pomoże dokonać wyboru:

(…)jeśli wybierzesz działanie z miłości, osiągniesz coś więcej niż przetrwanie, zwycięstwo czy sukces. Wówczas doświadczysz w całej chwale, Kim W Istocie Jesteś, i kim możesz być”.

Pozdrawiam.

More
Last Updated on wtorek, 10 Sierpień 2010 12:05

Wracając jeszcze do podróży, padł pomysł jedziemy na Słowację…
No to pojechaliśmy, widoki , widoki, góry wszędzie góry, serpentyny, lasy i muzyka jak należy w samochodzie;) „Cud miód i powidła”.

8 godzin w samochodzie makabra;) później rajd na Katowice, aby zdąrzyć na pociąg.
Na szczęście dotarliśmy w jednym kawałku na miejsce, przede mną jeszcze 4 godziny podróży. Jadąc w góry zabrałem ze sobą” Opowieści Pielgrzyma” podróżując sercem z bohaterem książki by czas płynął „szybciej”oddawałem się lekturze.
Wtedy gdy sił prawie nie było, serce weszło w melodię myśli i pragnień, zapomnienia w modlitwie serca…

2006-10-06 11:47:59

More
Last Updated on wtorek, 27 Lipiec 2010 03:44

Stałem na skraju długiego i wąskiego szpaleru drzew, z jednej strony wąski pas lasu, a z drugiej niekończąca się łąka.
Ktoś blisko mnie przycinał drzewa, było przy tym trochę hałasu, a ja widząc las chciałem poczuć jego ciszę, postanowiłem zagłębić się w nim.
Hałas zostawiłem za swoimi plecami, widząc poprzycinane drzewa coraz bardziej oddalałem się od cywilizacji.

W oddali po prawej stronie, tam gdzie królowała niekończąca się łąka, dostrzegłem ogromne drzewa, niczym baobaby, które też były po przycinane, nadawało im to specyficzny wygląd jakby były rzeźbami ze skały.
Gdy mijałem jedno z tych drzew, nasunęła mi się myśl że przypominają nasze ziemskie platany, tylko przewyższają je swoją wielkością i grubością pnia.

Powoli napawając się widokami doszedłem do krystalicznie czystej rzeki, dość szeroko się rozlewała ale jasno miała zarysowane koryto.
Na drodze do rzeki stanęła mi skarpa, to co zobaczyłem w dole zaparło mi dech.
W dół aż do rzeki rozciągała się przedziwna łąka, porośnięta była trawą, ale jaką, puszysta jakby właśnie miała okres kwitnienia, a jej biała barwa dodawała jej wyjątkowości.
U mojego boku pojawił się mój kotopies, nie mogliśmy się oprzeć temu widokowi, z radością skoczyliśmy ze skarpy w puszyste odmęty.

Lądując miękko pośród traw i kwiatów, uderzyła mnie ostrość i klarowność wszystkiego to co widzę wokół siebie. Wspaniałe barwy skrzące się w świetle słońca tutaj panującego.
Coś cudownego, ale w pewnym momencie pojawiła się myśl, „no tak nieźle pognietliśmy tą trawę i na pewno elfom to nie będzie się podobać”.
Mam nadzieję że wybaczą ten wybryk dwóm brykającym tygryskom 😉

Dostrzegłem też „samochód”, pomyślałem że zjawiliśmy się tutaj w nieodpowiednim momencie, ale okazało się że są to dzieci, które wcześniej kąpały się w rzece, a teraz suszą się w „samochodzie”. Zaprosili nas do swojego domu, ich życie musiało być związane z wodą, przez środek ich domu płynęła rzeka.
Poznałem ich rodziców, oprowadzili mnie po swoim domu, byli bardzo gościnni, także zabawiłem trochę u nich.
Wciąż widzę tą białą łąkę, barwy kwiatów, różne ich kształty i wielkości, a przede wszystkim wyrazistość wszystkiego na czy tylko zatrzymałem wzrok…

More
Last Updated on czwartek, 28 Styczeń 2010 01:02

Jechałem z grupą ludzi autobusem, niby nic wielkiego, tylko nasz kierowca było trochę inny od tradycyjnego.
Stał w odległości kilku metrów od swojego stanowiska, pomiędzy fotelami i zaznaczam autobus był w ruchu. Wszyscy mieli serce w gardle, autobus przy pełnej prędkości wchodził w zakręty, a nasz wspaniały kierowca stał wczuwając się jak to na odległość kieruje autobusem i przekonywał nas, że on steruje pojazdem siłą woli. Jakimś cudem nie wylądowaliśmy na pierwszym lepszym słupie, czyli jakoś to działało, ale sami chyba nie chcielibyście jeździć autobusem bez kierowcy, a już tym bardziej jeśli to jest szalony kapelusznik, który sądzi że poprowadzi siłą woli. 🙂

Jest coś w tym śnie z mojego obecnego życia.
Nie bójmy się wziąć je w swoje ręce, poczujmy ster i kierunek…

More
Tagi: , , , ,   |  Posted under Opowieści z Niejednego Snu  |  Comments  Brak komentarzy
Last Updated on niedziela, 24 Styczeń 2010 11:12

Naszą podróż rozpoczęliśmy od mostu na rzece mojego rodzinnego miasta, kierując się ku jego centrum, rozmawiając w zapamiętaniu nagle dostrzegamy wystrzelona z różnych miejsc rakietnice.
W pierwszej chwili przychodzi nam na myśl, że to sztuczne ognie, ale po chwili okazuje się że byliśmy w błędzie. Przypomniałem sobie w tym momencie pewien sen związany z dziwnym zjawiskiem na niebie i zaczynam opowiadać swoim towarzyszom, okazuje się że nie dane będzie mi dokończyć, ostrzegawczych rakietnic jest coraz więcej, dostrzegam na niebie niewielki ognisty rozbłysk, który w błyskawicznym tempie się rozrasta.
Myślę sobie z przekąsem, no ładnie, supernowa, już po nas, zaraz nas z anihiluje.
Na szczęście lub nasze nieszczęście okazuje się, że to ogromny deszcz meteorów, które z ogromną prędkością mkną w naszym kierunku, część weszła już w atmosferę, szukamy w pośpiechu schronienia, biegnąc co sił w nogach. Pierwsza fala zaczyna niszczyć budynki, jakimś cudem udaje się nam uniknąć tragedii.

Sceneria się zmienia, widocznie każdy na swój sposób szuka schronienia, nie wiem dlaczego, ale wybieram świat Sieci, udaje mi się schować w wirtualnym świecie, od normalnej rzeczywistości oddziela mnie przezroczysta bariera. Przed wejściem do sieci pojawiają się jaszczurzoludzcy „kosmici”, starają się sforsować interfejs który pozostał po drugiej stronie, dotykają go głowami, ale bez powodzenia.
Tłumaczę to sobie, że starają się swoim umysłem przeniknąć bariery, co im się nie udaje.

Mija nieokreślony czas, to może być rok jak i dziesiątki lat.
Pojawiają się pewne symbole.
Pierwszy z nich to gitara porośnięta bluszczem o mocnych konarach, co wskazuje na to że jednak minęło sporo czasu.
Zaczynam zrywać z pudła rezonansowego i najmniejszych zakamarków gitary wszelkie przejawy wijącego się bluszczu.
Drugim symbolem jest nagrobek, a dokładniej, płyta nagrobna zdobiona złotymi literami i jakimś kształtem przypominającym konar drzewa.
Część z tych napisów jakimś cudem przeniosła się na moje plecy, tak jakbym stał się częścią nagrobka.

Morał z tego taki 😉

Nawet najlepsze schronienie, może stać się twoim grobem.

More
Last Updated on wtorek, 12 Styczeń 2010 10:40

Straszna rzecz się dzieje w królestwie Zmiennokształtnych Duchów Natury, ościenne Cesarstwo Mrocznych Cieni coraz bardziej przybliża się do ataku na ich królestwo.
Cesarzowa Mrocznych Cieni niedługo wybierze sobie nowego cesarza, jest dwóch pretendentów.

Każdy z nich jest swoim przeciwieństwem, jeden jest pokojowo nastawiony do Zmiennokształtnych, drugi zaś chce ich zniewolenia bo jego zdaniem tylko do tego się nadają.
Zmiennokształtni są bezsilni wobec potęgi Cieni i jeśli stanie się najgorsze nie będą w stanie się obronić.
Niektóre z ich Rodzin, postanowiły szukać ratunku na własną rękę, pewnej niewielkiej Rodzinie udało się dotrzeć do kogoś kto będzie w stanie dać im schronienie.

Udali się do niego ,do królestwa ludzi, z prośbą o pomoc, spędzili czas na rubasznych rozmowach, przedstawili się całą rodziną od najmniejszego do największego.

W ramach rewanżu za spotkanie zaprosili naszego nieznajomego do swojej ostoi, która była tak blisko, tylko o krok od cywilizacji ludzi ale chroniła ją zasłona i nie każdemu było dane przekroczyć jej granice. Cudownie krystaliczna rzeka, pełna ryb i życia dała choć chwilę wytchnienia naszemu nieznajomemu bohaterowi bajki.
Nurkowanie, zabawy i rozmowy, łapanie ryb w takiej krainie było ambrozją na jego duszę.

Kolejne spotkanie odbyło się w ich wiosce, starszyzna wioski wyszła na przeciw zaproszonemu gościowi, widok starszyzny i całej otoczki wprawił w lekką konsternację naszego bohatera bo nie nawykł do takich powitań.

Po całym tym oficjalnym spotkaniu, przenieśli się w okolice gór i kopalni, gdzie Zmiennokształtni mieli swoje siedziby. Tam wspólnymi siłami wraz ze swoim wybawcą odbudowywali zniszczone domy. Pojawili się też zbrojni plemienia, no cóż chcieli zademonstrować swoją siłę i gotowość do walki i poznać sprzymierzeńca Plemienia.
Co przyniosą kolejne strony tej historii, wkrótce może się przekonamy…

More
Last Updated on piątek, 4 Grudzień 2009 02:33

Znając szczegóły z dzieciństwa – swojego czy innej osoby – prawie nigdy nie kojarzymy tej wiedzy z cierpieniem czy zahamowaniami dorosłego człowieka. Dorosły ma już swoje dzieciństwo za sobą – jakie by ono nie było. Dziecko swoją dorosłość dopiero tworzy przy pomocy opiekunów, rodzeństwa, rówieśników, społeczeństwa. Finalnym „produktem” jest dorosły, lecz nie zawsze w pełni dojrzały człowiek.

W kształtowaniu człowieka psychologia rozróżnia kilka etapów. Każdy etap to nowa zdolność, która jest rozwijana w miarę wzrostu dziecka, w czym pomagają mu rodzice, starsze rodzeństwo i całe otoczenie.
Każdy z opiekunów dziecka ma swoją wizję-wyobrażenie i ambicje, kim będzie jego dziecko, gdy osiągnie dojrzałość.

Już na starcie życia maleńki człowieczek jest poddawany tresurze. Rodzice ustalają z góry, co będzie najlepsze dla ich dziecka, nie bacząc co czuje i czego chce ich latorośl w miarę upływu lat.
Rodzic zadba o wszystko w najdrobniejszych szczegółach, wymuszając posłuszeństwo i uległość manipulacją i nadmierną kontrolą, łamiąc wolę i twórczość własnej pociechy, nie zauważając, że w ten sposób okalecza własne dziecko, które dochodząc do pełnoletności nie będzie potrafiło – czy wręcz będzie się bało – wyrażać własne opinie, czy zabiegać o swoje.

Mama i tata decydowali o wszystkim, łącznie z doborem kolegów i koleżanek do zabaw, pozbawiając dziecko umiejętności radzenia w różnych sytuacjach, relacji z różnymi ludźmi, nawiązywania kontaktów. To, między innymi zabawa uczy tworzenia więzi i zachowań w grupie. Bezmyślne urabianie dzieciaka na chodzącą doskonałość, z której – mają nadzieję – będą na starość dumni, jest okrucieństwem wobec bezbronnego, zdanego na dorosłych małego człowieka…

Gdzie w tym jest miejsce na wyrażanie uczuć i emocji dziecka, na tworzenie więzi? To nie jest bezduszny kamień! Od chwili narodzin ta istota jest człowiekiem a nie potencjalnym materiałem na człowieka. Nie dziwię się, że później to dziecko – już jako dorosły człowiek – cierpi z powodu samotności, braku więzi uczuciowej, wyalienowania społecznego.

Ten człowiek nie będzie umiał wyrażać uczuć, bo nie nauczono go tego. Za to nauczono go bez szemrania wykonywać polecenia – nawet najbardziej absurdalne, nauczono zaspokajania potrzeb i ambicji cudzych, ale nie swoich. Nauczono agresji i przemocy dając przykład własnym zachowaniem…

More
Last Updated on niedziela, 13 Wrzesień 2009 07:07

    Copyright by Śniący 2010