dar | Fabryka snów - sztuka śnienia, bajki terapeutyczne, rozwój - Part 2 dar | Fabryka snów – sztuka śnienia, bajki terapeutyczne, rozwój

Kontakt On-line

1748665

Spotkania, warsztaty

Pamiętnik znaleziony w śnie

Posts Tagged ‘dar’


Niedawno rozmawiałyśmy z przyjaciółką o Króliczej Norze. W trakcie dyskusji powiedziała, że przeszłość jest zawsze żywa. Te słowa zatrzymały mnie. Przeszłość, która odchodzi w niebyt, w każdej sekundzie życia miałaby być żywa?

Niestety moja przyjaciółka miała rację. Przeszłość żyje w nas, w naszych sercach, w naszej pamięci. Tam jest żywa i co gorsze ma wpływ na naszą teraźniejszość i przyszłość. Ktoś może tu powiedzieć, że przecież przeszłość nas uczy, więc trzeba ją szanować i pielęgnować. Tak, uczy nas. Jest naszym bagażem doświadczeń, z których jak najbardziej czerpiemy wiedzę. Poza tym jednak jest martwa. Nic w niej nie zdołamy zmienić, nie mamy już na nią wpływu, a im dalej w przyszłość idziemy, tym staje się bardziej mglista i zakurzona, niewyraźna. Mimo to wciąż sięgamy do przeszłości, ożywiając ją. Co gorsza, bardzo często wydobywamy z niej to, co bolesne, przykre. Zrzucamy winę na nieboszczkę przeszłość i trwamy w niej, zamiast poczuć, czym może być zaczerpnięcie oddechu teraźniejszości. A przecież Zycie polega na Byciu w Tu i teraz. Przeszłość miła swoje przysłowiowe 5 minut. Była „Tu i Teraz”, ale odeszła. Teraz jest „Tam i Przedtem”. Po co więc ją ożywiać?

Przeszłość nas kształtowała, nadała formę i treść tego, jacy jesteśmy dziś. Ale czy żyjąc w niej, nie pozwalamy by wciąż to robiła? Czy nie lepiej z wdzięcznością przyjąć od niej to, co było dobre, a odrzucić i zmienić to, co nam się nie podoba? Ja uważam, że jak najbardziej jest to wskazane.

W przeszłości wiele jest bolesnych wspomnień, do których z masochistyczną lubością wracamy, zrzucamy odpowiedzialność za to, co Jest, na to, co Było.

Pewna osoba powiedziała mi, że trudno wymagać od dziecka by wzięło odpowiedzialność za siebie, by kształtowało samo siebie. Rodzice, potem środowisko, kształtują nas poprzez nadawanie takich a nie innych matryc. Często tych samych, jakie i oni w sobie noszą. Z czasem przychodzą lęki, depresje i wizyty u psychoterapeutów, gdzie na dłużej można utknąć w przeszłości i zatrzymać się w miejscu. A tymczasem wystarczy uśmiercić przeszłość.

W Króliczej Norce trzeba przywołać ją, spojrzeć w jej twarz i ustalić, co zatrzymujemy, jako spadek, co odrzucamy. Nasze bolesne doświadczenia są jakąś wiedzą, z której możemy czerpać, ale czy musimy wbijać sobie je w serce wciąż od nowa? Moim zdaniem lepiej jest pochować przeszłość, zostawić ją niczym fotografie w albumie wspomnień i tyle. Zamiast tkwić Tam, zacząć Być Tu i Teraz. Bo tylko w Tu i Teraz jest wieczność.

Ktoś może powiedzieć, że łatwo mówić, gorzej zrobić, bo i blizny na duszy nie goją się nigdy. Nie zgadzam się z tym. Blizny na duszy można wyleczyć jednym cięciem. Wystarczy chcieć. Bo wracając i przeżywając od nowa to, co było, tylko je rozdrapujemy, nie pozwalamy się zagoić. I naprawdę można to zrobić szybko. Trzeba uświadomić sobie, czym były, a były doświadczeniem. Doświadczeniem, które dało nam jakąś wiedzę, miało miejsce i odeszło. Nie zmienimy tego, więc, po co sypać sól w rozdrapywane rany?

Dziecko kształtowane przez rodziców nie ma wpływu na pewne rzeczy. Jednak, kiedy dziecko staje się dorosłym nie może już obarczać odpowiedzialnością przeszłości, za każdą nieudaną rzecz w życiu Tu i Teraz. Bo Tu i Teraz to my ponosimy odpowiedzialność za siebie. Jeśli wciąż pozwalamy sobą manipulować, jeśli nie robimy nic, by zmienić w nim cos na lepsze i kształtować siebie według nowych matryc, to pretensję możemy mieć jedynie do siebie, nie do przeszłości. Ta naprawdę jest martwa, więc nie ma, co już szarpać tego trupa.

W książce Anthonego de Mello „Minuta mądrości” jest taka oto przypowieść:

„- Jak mógłbym osiągnąć życie wieczne?

– Życie wieczne jest teraz. Wejdź w teraźniejszość.

– Ależ czy ja nie jestem obecny w teraźniejszości?

– Nie.

– Dlaczego?

– Dlatego że nie zerwałeś z twoją przeszłością.

– Dlaczego miałbym się rozstawać z moją przeszłością? Nie wszystko w niej było złe.

– Z przeszłością należy się rozstać nie, dlatego, że była zła, lecz dlatego, że jest martwa.”

Kiedyś żyłam przeszłością i oddychałam jej trupim jadem. Potem przeczytałam te minutową mądrość. Dziś wiem, że przeszłość można zostawić martwą jednym cięciem. A gdy się zdarza, że jakiś jej duch nawiedza mnie w teraźniejszości, zabieram go do Króliczej Nory i odsyłam tam, gdzie jego miejsce. Do grobu z napisem Przeszłość.

Pozdrawiam

More
Tagi: , , , , , , , , , , , ,   |  Posted under Rozwój osobisty  |  Comments  Możliwość komentowania Uśmiercanie przeszłości została wyłączona
Last Updated on wtorek, 10 sierpnia 2010 12:06

Kto z nas nie marzy o szczęściu, miłości, spokoju? Chyba nie ma takiej osoby. Tymczasem życie weryfikuje te marzenia. Nasza wielka miłość okazuje się często wielkim rozczarowaniem, wymarzona praca, udręką, życie towarzyskie nie spełnia naszych oczekiwań, a wymarzone wakacje były deszczowe. Co jest przyczyną naszych niepowodzeń? Naszych rozczarowań?

W Króliczej Norce niejednokrotnie pisaliśmy o konieczności zmian tkwiących w nas matryc. Pracy wewnątrz siebie, w umyśle i tym, co on kreuje i tworzy. A tworzy taką, a nie inną rzeczywistość. Jednak nie wystarczy tylko zmienić matrycę w sobie, wypracować nowe wzorce i zacząć tworzyć siebie od nowa. To ważne, lecz bez wyboru drogi możemy pewnego dnia znowu obudzić się z przeświadczeniem, że w naszym życiu coś jest nie tak.

Królicza Norka pokazuje nam, Kim w Istocie Jesteśmy i czego pragnie nasza dusza. Ale trzeba jeszcze dokonać wyboru drogi. Jednej z dwóch, bo żadnej innej możliwości nie ma. Nasza wolna wola sprowadza się tu tylko do wyboru miedzy doświadczeniem lęku, a miłości.

W książce „Rozmowach z Bogiem” D. Walscha ukazano właśnie wybory tych dróg. Poniżej pozwoliłam sobie przytoczyć fragment książki:

Wszystkie ludzkie postępki w gruncie rzeczy wynikają ze strachu lub z miłości. Tak naprawdę istnieją tylko te dwa uczucia – dwa słowa w mowie duszy. Stanowią one przeciwne bieguny całego (…) stworzenia, a także świata, w jakim żyjesz.

Rozpiętość między tymi dwoma punktami, Alfą i Omegą, pozwala zaistnieć systemowi zwanemu przez ciebie rzeczywistością względną. Bez nich, bez tych dwóch idei, niemożliwa jest żadna inna idea.(…)

Każda ludzka myśl, każde działanie, zakorzenione są albo w strachu, albo w miłości. Nie ma innej motywacji, a wszelkie inne pojęcia to tylko pochodne tych dwóch biegunowo różnych idei. To po prostu różne wersje, różne ujęcia tego samego tematu.(…)

Każdy wybór, jakiego dokonujesz, podyktowany jest jedną z dwóch możliwych myśli: lęku lub miłości.(…)

Strach to energia, która kurczy, zamyka, wciąga, ucieka, chowa, gromadzi, szkodzi.

Miłość to energia, która rozciąga, otwiera, wysyła, zostaje, odsłania, ofiarowuje, goi.

Strach nas okrywa, miłość ukazuje nagą prawdę o nas. Strach trzyma się kurczowo stanu posiadania, miłość rozdaje. Strach więzi, miłość uwalnia. Strach rujnuje, miłość buduje. Strach jątrzy, miłość koi.”

Kiedy pierwszy raz przeczytałam tę książkę, właśnie te słowa zrobiły na mnie największe wrażenie. Zatrzymały mnie w miejscu i sprawiły, że postanowiłam wejść do Króliczej Nory i coś zmienić w swoim życiu. Zaczęłam od matrycy. I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, że skupiając się na zmianie wzorców i kształtowaniu siebie, zapomniałam o Dwóch Drogach. Kroczyłam do przodu, ale jakby środkiem. Tymczasem nie na tym rzecz polega, by skakać z dróżki na dróżkę lub iść sobie między nimi, bo to ślepy zaułek.

Wczytajmy się jeszcze raz w powyższe słowa. Przeanalizujmy je.

Strach nas okrywa, miłość ukazuje nagą prawdę o nas.”

Strach nas okrywa, także prawdę o nas. To, dlatego tak wiele osób boi się wejść do Króliczej Nory, boi się odpowiedzialności za własne życie. Odrzuca Miłość, przede wszystkim tę do samego siebie.

Strach więzi, miłość uwalnia”

Droga lęku utrzymuje nas w klatce naszych przyzwyczajeń, strachów, fobii, naszego trwania bez Bycia. Miłość uwalnia z tej klatki, ukazuje nam prawdę, czasem bolesną, ale jednak prawdę. I uwalnia od obaw i zmartwień na przyszłość, bo kto kocha i ma wiarę, ten się nie boi. Bo i czego? Demonów przyszłości? Jeśli tak, najczęściej sam je tworzy lub przywołuje.

Co z tego, że w Króliczej Norce zmienimy siebie, ukształtujemy się od nowa i uświadomimy sobie nasze lęki, emocje, bolączki, skoro zepchniemy je tylko na dno Norki? Jaki sens ma jedynie świadomość tego, Kim w Istocie Jesteśmy, a nie Doświadczanie Tego, Kim w Istocie Jesteśmy? Jaki sens ma w końcu stworzenie siebie od nowa, poznanie siebie, a jednocześnie zamartwianie się tym, co się stanie za X czasu, nie wiedząc nawet czy to nastanie?

Udało mi się doświadczyć stanu bez lęku. Było to najcudowniejsze uczucie, jakiego doświadczyłam. Zakochanie się, pierwszy dzień wakacji, pierwsza randka, uśmiech dziecka, wschodzące słońce… Nic z tych rzeczy nie oddaje nawet w połowie stanu szczęścia, jaki daje życie bez lęku. Trudność polega na utrzymaniu w sobie tego stanu. Bo nagle wypełzają z zakamarków nowe lęki, obawy, zamartwiania się na przyszłość. Znowu na chwilę wkraczamy na drugą Drogę i życie zaczyna tracić na blasku, płowieje.

Otrzymaliśmy dar wolnej woli, od nas, więc zależy, którą z Dwóch Dróg wybierzemy, na którą będziemy wracać, jeśli zboczymy. Może poniższy cytat, także z Ksiązki D. Walscha, pomoże dokonać wyboru:

(…)jeśli wybierzesz działanie z miłości, osiągniesz coś więcej niż przetrwanie, zwycięstwo czy sukces. Wówczas doświadczysz w całej chwale, Kim W Istocie Jesteś, i kim możesz być”.

Pozdrawiam.

More
Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,   |  Posted under Rozwój osobisty  |  Comments  Możliwość komentowania Dwie drogi wyboru została wyłączona
Last Updated on wtorek, 10 sierpnia 2010 12:05

My kobiety mamy „trudne dni”, a nie jedna z nas przeklina czas, kiedy nadchodzą. Czy jednak comiesięczne krwawienia są naszym przekleństwem, czy może też naszą siłą?

Zapewne nie jedna z nas powie, że przekleństwem, a może i nazwie je karą Boską. Tymczasem okazuje się, że te dni mogą być naszą siłą.

W tym czasie, bowiem, w nas kobietach ujawnia się magiczna moc, zdolna przysłowiowe góry przenosić. Już w dawnych czasach wiedziano, że jest to dobry okres na praktykowanie magii miłosnej, gdyż zaklęcie miłosne w tym czasie rzucone zawsze przynosiło efekty. Osobiście nie polecam większości tych praktyk magicznych, bo wchodzą one w sferę manipulacji innymi (w tym wypadku mężczyznami). Dlatego nie będę omawiała w tym miejscu rytuałów miłosnych stosowanych w czasie menstruacji.

Wracając do głównego wątku. Miesiączka to czas, kiedy w kobiecie kumuluje się większa niż zwykle ilość energii, bowiem jest to tez czas oczyszczania. Koniec cyklu zbiega się z rozpoczęciem nowego, co powoduje intensywne oczyszczanie całego organizmu kobiety. Następuje swoista wymiana energetyczna i fizyczna starego na nowe i czyste. Warto, więc, ten czas wykorzystać dla siebie. Polecam wszystkim paniom nawiązanie większego kontaktu z naturą i przy okazji chłonąć też jej moc i energię. Moc i siła roślin, drzew, Ziemi „zebrana” w tym okresie przyniesie nam wiele dobrego.

Dla kobiety menstruacja to czas wzmożonego oczyszczania nie tylko fizycznego i energetycznego, ale również emocjonalnego. Jeśli więc jest taka możliwość polecam udać się w jakieś odosobnione miejsce lub znaleźć czas tylko dla siebie. Zagłębić się w siebie, poznać siebie, nawiązać więź z sobą i swoimi opiekuńczymi duchami czy aniołami. Uważnie obserwować siebie. Nie jedna z pań może być zaskoczona siłą, jaką w sobie posiada.

Szamanki, a także wiele kobiet żyjących w zgodzie z naturą i sobą, ten czas traktują, jako czas przejścia. Poznają siebie przekraczając bramę własnej jaźni, otwierają się na wiedzę ze Źródła, czy jak zwą niektórzy Absolutu.

Wiele z kobiet, które dopiero zaczynają poznawać siebie i swoje ciało, bywa zaskoczonych jak wiele odpowiedzi pojawia się w czasie medytacji przeprowadzonych podczas miesiączki.

Menstruacja, jak już wspomniałam, to okres wzmożonej aktywności i kumulacji naszych sil i energii. Nasza moc i percepcja wzrasta wówczas. Jednakże należy uważać na ewentualne byty czy larwy astralne, które silna moc przyciąga jak magnez. A ponieważ i tak jest to czas silnego oczyszczania, warto wspomóc go jakimś rytuałem oczyszczającym. Ot choćby kąpielami w zielu ostrożnia, bylicy czy szałwii. Nie zaszkodzi też przy okazji oczyścić swoje otoczenie z negatywnych energii.

Pomimo mocy i sily, jaką wówczas ma każda z nas, często ten czas jest bolesny i pełen dyskomfortu. Jest to często wynikiem wcześniejszego rozproszenia mocy i energii.

Ale i tu można sobie poradzić bez sięgania po środki farmakologiczne. Z własnego, bolesnego doświadczenia wiem, że wsłuchanie się w siebie i odpowiednie wykorzystanie tego okresu na pracę ze sobą i swoją energia, skutecznie pozbawiło mnie bólu. Dziś, kiedy mi się przydarza, wracam do natury lub medytuje i zapominam o tabletkach przeciwbólowych.

Skutecznie wspomagam się też gorąca herbatą z rumianku.

A przy bardzo silnych bólach warto popijać także skrzyp polny. Można też na tamponach lub podpaskach namalować nietoksycznym pisakiem runę Berkano, która jest runą kobiet. Osobiście nie sprawdzałam tej metody, ale ponoć działa. 😉

Polecam też przyjmowanie magnezu oraz przeprowadzenie jednodniowej głodówki oczyszczającej, lub diety oczyszczającej na czas menstruacji. Warto też zmienić sposób myślenia o tych dniach. Zamiast nazywać je „trudnymi dniami” nazwijmy” dniami mocy, czasem oczyszczania czy dniami transformacji. A całą energię skoncentrujmy na uwolnieniu się od toksyn, brudów, złogów, a także złych nawyków i negatywnych emocji. Takie oczyszczenie doda nam i zdrowia i urody.

Kiedyś uważałam, że miesiączka to nasze przekleństwo. Dziś korzystam z mocy, jaka mi dają te oczyszczające dni.

Gelnhausen lipiec 2010 roku

More
Last Updated on niedziela, 2 grudnia 2018 10:22

Niedawno obejrzałam film Pt: What The Bleep Do We Know, który zrobił na mnie spore wrażenie. Polecam go wszystkim i każdemu z osobna. Film można w częściach zobaczyć na you tubie. Nie będę jednak tutaj pisać recenzji filmu, ale sięgnę do kilku zawartych w nim uwag.

Zacznę od cytatu z filmu, który zainspirował mnie do napisania niniejszego artykułu. „Uwarunkowano nas, by wierzyć, że świat zewnętrzny jest bardziej realny niż nasz świat wewnętrzny. Ten nowy model nauki mówi dokładnie coś przeciwnego. Mówi, ze to, co się dzieje wewnątrz będzie tworzyć to, co się dzieje na zewnątrz”. Chodzi tu ni mniej, ni więcej, ale o kształtowanie nas i naszego otoczenia poprzez to, co dzieje się wewnątrz nas. A nowym modelem nauki jest fizyka i mechanika kwantowa. Czym ona jest? Profesor Fizyki Kwantowej Uniwersytetu w Oregonie, Amit Goswami mówi o niej tak: „Fizyka kwantowa, bardzo zwięźle mówiąc, jest fizyką prawdopodobieństw.”

Mechanika kwantowa coraz odważniej nazywa też to, o czym szamani, mistycy, czy wszyscy inni zajmujący się ezoteryką czy rozwojem duchowym wiedzieli od dawna. Z pomocą tej szybko rozwijającej się nauki próbuje się wyjaśnić, a nawet dowieść istnienia subtelnych energii, takich jak prana, chi, ki, magia, bioenergia, a nawet próbuje się udowodnić istnienie Boga, czy innej twórczej, kreatywnej siły. I co ciekawe, udaje się to zrobić z powodzeniem. Nie na kartach myśli filozoficznych, czy doktryn religijnych, ale w laboratoriach fizyków kwantowych.

Wróćmy jednak do głównego tematu, to jest do zmiany myślenia o otaczającym nas świecie. Wiele osób wierzy w przeznaczenie, zakładając, że to, jak potoczy się nasze życie jest z góry gdzieś określone czy zapisane. Jedni nazwą to wyrokiem Boga, inni losem, a jeszcze inni właśnie przeznaczeniem. Tymczasem okazuje się, że tak naprawdę nic nie jest z góry określone i zapisane, a twórcą i głównym kreatorem rzeczywistości i warunków, w jakich żyjemy, jesteśmy my sami. Tylko od nas zależy, jak będzie wyglądało nasze życie, nasz świat.

Wystarczy przypomnieć sobie, wszystkie nasze zmarnowane szanse, wszystkie popełnione błędy, złe decyzje czy ich brak. Weźmy przykład: ktoś marzy od dzieciństwa o karierze aktora. Ale z wiekiem przyjmuje założenie, często narzucone przez środowisko, że prawie każde dziecko ma etap, że chce być aktorem. Do tego trzeba mieć jednak talent. Brak wiary w siebie, bo np., mieszka w małej miejscowości, a sukces osiągają ci z dużych miast, bo mają możliwości, doprowadza do rezygnacji z marzeń. Zamiast je realizować, nasz „Ktoś” wybiera zawód w miarę pewny w środowisku, gdzie żyje. Zakłada rodzinę, wstaje każdego dnia wczesnym świtem i pracuje na chleb. Z każdym rokiem „dusząc” się w tej pracy i w takim życiu coraz bardziej. Wierząc, że tak chciał los, że trzeba jakoś do emerytury, do końca…

Jak mogłoby wyglądać życie „Ktosia” gdyby jednak spróbował zostać aktorem? Czy Kimkolwiek innym? Podobnie ma się rzecz z każdą inną rzeczą. Nasze niepowodzenia, czy nawet drobne niezadowolenia chętnie usprawiedliwiamy przeznaczeniem, warunkami, w jakich żyjemy, możliwościami naszej rodziny itp. Tymczasem naprawdę niewiele trzeba, by spełnić marzenia, wykreować siebie i swoje życie szczęśliwym i spełnionym. Wystarczy zmienić sposób myślenia i odnaleźć w sobie odwagę. Odwagę do wykreowania siebie, bez żadnych „ale”. Nie ma, co powoływać się na brak pieniędzy, na wiek, bo za późno lub za wcześnie. Lepiej szukać rozwiązań i nowych dróg.

Powiesz, że, można zmienić coś w sobie, jakoś polepszyć życie nową pasją, czy zmianą pracy, ale jak się to ma do kreowania otaczającej nas rzeczywistości?

Otóż ma się.

Znów posłużę się cytatem z filmu: „Wszystko zależy od tego, co ty myślisz, że jest rzeczywistością. Twój mózg nie zna różnicy, między tym, co dzieje się wewnątrz i tym, co dzieje się w środku nas. Zawsze odbieramy zmysłami coś, co uprzednio odbiło się w lustrze naszej pamięci.” Te słowa także padły z ust jednego z naukowców, którzy wypowiadali się w cytowanym filmie. I są bardzo prawdziwe. Bo to jak postrzegamy siebie i świat wokół nas, ma wpływ na to, jaki ten świat jest. Myśląc w taki, a nie inny sposób przyciągamy też pewne sytuacje i zdarzenia, a wiele z nich sami kreujemy. To zaś utwierdza nas w przekonaniu, że świat jest, jaki jest i nic się nie da zmienić i zrobić. A wystarczy przypomnień sobie, co się czuło np. gdy się było pierwszy raz zakochanym? Euforia, gnanie przez życie jak na skrzydłach, wewnętrzna radość. Wtedy nie było rzeczy niemożliwych, nie było problemów nie do pokonania, wszystko wydawało się proste, a świat był piękny. Wewnętrzny stan zakochania kreował wokół radosną rzeczywistość. A czemu nie poczuć tego znowu? Nawet nauka, jak choćby biologia czy fizyka przychodzą tu z pomocą. W filmie „What The Bleep Do We Know” jest pokazana scena, gdzie w metrze prezentowane są zdjęcia cząsteczek wody poddanych działaniu pewnych myśli. Ta sama cząsteczka wody sfotografowana została przed i po tym, jak poddano ją działaniu jedynie myśli. Myśli pozytywnych, takich jak, miłość, podziękowanie, radość. Jedna z fotografii przedstawiała też wodę pobłogosławioną przez buddyjskiego mnicha. Każda z tych fotografii była inna. Woda poddana działaniu pozytywnych myśli zmieniła kształt i strukturę molekularną, stała się piękna. Powiedziano tam tez, że woda jest najbardziej podatnym na wpływy żywiołem, zaś nasze ciała w niemal 90% składają się z wody. I całość opatrzono komentarzem: „Jeśli myśli mogą to zrobić z wodą, wyobraź sobie, co mogą zrobić z nami?”.

Ja sama w pierwszej chwili byłam przerażona, tym, co moje własne myśli czyniły ze mną i moim życiem przez wszystkie te lata. Moje własne postrzeganie siebie ukształtowało mnie taką, a nie inną. A może zamiast dalej płakać nad tym rozlanym mlekiem zmienić myśli?

Ja już wkroczyłam na drogę zmiany swych myśli. Odważyłam się wejść do króliczej nory. Nie wszystko, co w niej znajduje podoba mi się. Wiele jest bolesnych rzeczy, ale też wiele ciekawych, które odkrywam. Inne poznaje i dzięki temu zmieniam na lepsze.

Nie zatrzymuję się jednak. Szukam siebie i kreuję siebie. Chwilowo jestem jeszcze zagubioną Alicją w Krainie czarów, która mówi: „Kim ja właściwie jestem? Powiedz mi to naprzód: jeżeli będę chciała być tą osobą, to wrócę, a jeżeli nie, to zostanę na dole dopóki nie zmienię się w kogoś milszego”.

Ja już weszłam do Króliczej Nory. A Ty? Jak głęboko chcesz do niej wejść? Rozważ to przez chwilę. I załóż, że ta kwantowa kraina czarów może być prawdziwa. Czy tak jest w rzeczywistości spróbuj się sam(a) przekonać.

Pozdrawiam

Szepcząca

Gelnhausen, Niemcy 11 lipca 2010

More
Last Updated on wtorek, 10 sierpnia 2010 01:53

Czym są afirmacje mówić chyba nie trzeba. Wiele osób stosuje je dla polepszenia swego życia. Czy będą to afirmacje na przypływ pieniędzy, znalezienie miłości czy choćby na odchudzanie, trzeba je stosować umiejętnie. Inaczej nie przyniosą efektu, lub przyniosą nie taki jak trzeba.

Pewna moja znajoma opowiadała, jako anegdotę, że jedna jej klientka afirmowała każdego dnia na poprawę życia materialnego, pisząc i powtarzając zdanie: „Chcę mieć Komfort”. Po kilku tygodniach mąż kupił jej wykładzinę z firmy o tej samej nazwie.

To anegdota i nie wiem na ile jest prawdziwa, jednak obrazuje istotę niewłaściwie stosowanych afirmacji. Poza tym często sama afirmacja nie wystarczy, dla polepszenia sobie warunków życia.

Anna Antras w poradach na swojej stronie internetowej, ma ciekawy tekst:” Jak pisać i stosować afirmacje”. Autorka pisze tam tak: „Gdy wprowadzamy do podświadomości bardzo wiele energii pozytywnych wzorców, nie będzie to równoznaczne z oczyszczeniem tych negatywnych. Wręcz przeciwnie, zacznie w nas narastać balonik sprzecznych informacji. W końcu balonik pęknie i dojdzie do pomieszanie emocjonalnego.” Dlatego tak ważne jest by umiejętnie stosować afirmacje.

Zacząć należy od tego, co chcemy poprawić, polepszyć, zmienić w sobie i w swoim życiu. Jednak nie wszystko na raz. Afirmujemy jedną, dwie rzeczy, właśnie po to, by nie było tych sprzecznych, choćby nawet pozytywnych, informacji. Kolejna rzecz to emocje, które pojawiają się w trakcie afirmowania. Dobrze je sobie zapisać lub zapamiętać i dokładnie przeanalizować. One są właśnie kluczem do rozwiązania naszego problemu. Są też wskazówką dla dalszego afirmowania, bo może się okazać, ze nasza pierwotna afirmacja nie była właściwa. I wreszcie pozwalają do końca oczyścić stare i negatywne wzorce, co jest bardzo ważnym czynnikiem, dla skutecznej afirmacji. Dlatego afirmując zwracaj uwagę na emocje i myśli, które się w Tobie pojawiają. Nie wystarczy powtarzać afirmacji jak mantry. Trzeba dobrze ją przeanalizować i być jej w pełni świadomym.

W przepracowywaniu negatywnych wzorców, które wpływają na stan naszego życia czy zdrowia pomocne mogą okazać się pytania pomocnicze. Zapisz sobie je i poszukaj w sobie odpowiedzi, uświadom sobie, gdzie tkwi przyczyna problemu, jednocześnie afirmując na zmianę tych wzorców. Dla przykładu weźmy bogactwo.

Tu pozwolę sobie znowu skorzystać z mądrości Pani Anny Antras, odsyłając do jej wypowiedzi:

Skorzystajmy teraz z możliwości, jaką daje nam test skojarzeń, aby odnaleźć, choć część z tego, co może wpływać na to, że nie osiągamy w bogactwie tego, co byśmy chcieli.

  • Bogactwem jest dla mnie to, ……
  • O zarabianiu zawsze słyszałam, że….
  • Rodzice nauczyli mnie o zarabianiu tego, że….
  • Obserwując swoje otoczenie, nauczyłam się, że….
  • Dorastałam w środowisku, w którym o bogactwie mówiło się, że….
  • W moim rodzinnym domu zawsze brakowało mi….
  • Sytuacja ekonomiczna i gospodarcza kraju, w którym się wychowałam nauczyła mnie….
  • W życiu najczęściej mi brakowało…..
  • W moim domu, najczęściej brakowało mi w dzieciństwie…..
  • Dzieciństwo pamiętam, jako…
  • Kiedy coś chciałam w dzieciństwie dostać, najpierw musiałam….
  • Teraz, zarabianie przychodzi mi z….
  • Obecnie zarabiam, robiąc to, co….
  • Moja praca przynosi mi jedynie…..
  • Z ogromnymi pieniędzmi czułabym się bezpieczna wtedy, gdy……
  • Gdybym miała ogromną gotówkę, wydałabym ją na….
  • Największe marzenie, które bym spełniła za pieniądze, to….
  • Chciałabym zarabiać tyle, by….
  • Dużymi pieniędzmi podzieliłabym się z….
  • Chciałabym wynagrodzić doświadczenie biedy….
  • Najmocniej doświadczyłam biedy (niedostatku)…..
  • Niedostatkiem jest dla mnie świadomość braku…..”

Tyle Anna Antras, która sugeruje też, że odpowiedzi na powyższe pytania, których może być znacznie więcej, winny dotyczyć tylko sfery bogactwa. Podobne zestawy pytań warto przygotować sobie do większości afirmowanych problemów. Miłość, praca, zdrowie, radość, uroda… Każdy problem, jaki mamy w danej sferze wynika z jakiś zakodowanych w nas wzorców, matryc, które afirmacja ma zmienić.

Kolejną ważną rzeczą w afirmacjach jest sposób ich zapisywania. Tu najlepiej pisać afirmacje w pierwszej osobie. Z mojego osobistego doświadczenia, a tym się tu chcę podzielić, zauważyłam, że najlepiej sprawdzają się afirmacje stwierdzające fakt. Czyli: Ja…(tu imię) Jestem… i tu dajemy to, co afirmujemy: zdrowa, mądra, bogata itp.”

Wiem, że wiele osób poleca pisanie afirmacji w trzech osobach: Ja, Ty, On, jednak ja osobiście stosuję tylko pierwszą osobę, bo lepiej ona do mnie przemawia. I, przynajmniej w moim wypadku sprawdza się.

Zwracam też uwagę na to, by w tworzeniu afirmacji unikać pewnych sformułowań. Pewne słowa, np: chcę, chciałbym, chciałabym prowadzą do utrzymania się stanu chcenia. Dlatego lepiej jest przekształcić w sobie wzorzec na myślenie, że mam czy zasługuję, a nie chcę. Bardzo dobrze obrazuje to cytat z ksiązki „Rozmowy z Bogiem” N.D. Walscha: Nie otrzymasz tego, o co prosisz i nie możesz mieć tego, czego pragniesz. A to, dlatego, że twoja prośba jest stwierdzeniem braku. Mówiąc, że czegoś chcesz, przyczyniasz się do zaistnienia w twojej rzeczywistości dokładnie tego doświadczenia – chcenia.

Modlitwa prawidłowa jest, więc nie modlitwą błagalną, lecz dziękczynną.

Gdy dziękujesz Bogu zawczasu za to, czego z własnego wyboru pragniesz zaznać w swym doświadczeniu, przyznajesz, że w istocie ono już jest. Dziękczynienie kryje w sobie ogromną moc; stanowi potwierdzenie, że zanim zdążyłeś spytać, otrzymałeś (…) odpowiedź.”

Cytat ten, co prawda dotyczy modlitwy, ale ta sama zasada dotyczy afirmowania. Dlatego dziękuj lub stwierdzaj fakt posiadania, istnienia, bycia, a nie chcenia, by on zaistniał.

Na koniec dodam jeszcze, że pisząc w afirmacjach słowa „Ja Jestem” Czy jeszcze silniej działające „Jam Jest” zawsze pisz je od wielkiej litery. Wbrew pozorom, to bardzo ważne, gdyż postrzegając napisaną afirmację wizualnie, podświadomość zwraca uwagę także i na to, jak zapisujesz to swoiste „Ja”. Pisząc je dużą literą pokazujesz podświadomości, że to „Ja” jest kimś wyjątkowym i zasługuje na najlepsze.

Myśl tak o sobie na codzień, nie tylko przy pisaniu afirmacji, a zobaczysz jakie zmiany to przyniesie. Zmiany na lepsze. Oczywiście bez popadania w przesadny egoizm, ale z pełnym poszanowania stosunkiem do samego siebie.

Gelnhausen, Niemcy lipiec 2010

More
Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,   |  Posted under Przemyślenia - psychologia na co dzień  |  Comments  Możliwość komentowania Jak skutecznie afirmować. została wyłączona
Last Updated on wtorek, 10 sierpnia 2010 11:49

Przez ostatni rok wiele się wydarzyło, wiele razy musiałem zapominać o sobie.
Czasami samo myślenie o sobie było jakieś obce.
Często były to rozdroża, myślałem sobie „idę na urlop i funduję sobie jakaś depresję, co jak inni mogą to co ja nie mogę;)?”
Ale jakoś tak mam że chyba jestem odporny na wirusa depresji, od czasu do czasu dopadnie mnie coś, ale bez długo falowych skutków.
Przyzwyczajamy się do wielu spraw w życiu, do samotności , do spokoju, czy do ciągłej pracy, każdy ma coś dla siebie;)
Jest nam z tym dobrze, nie widzimy potrzeb zmian.
W zeszłym tygodniu „zafundowano” mi wycieczkę w Beskidy, odwiedziłem dawno nie widzianego Brata.
Odwiedziliśmy dość sporą część knajp w jego mieście, wspominając o tym jak było , jak jest i jak będzie. Wspomnieliśmy potyczkę z „Pożeraczem Dusz”, zmieniłem się w opowiadacza, sam Brat później podkreślił „dobrze to mówiłeś”, niewieścia duszyczka która była z nami i słuchała tych opowieści, spojrzała na świat trochę z innej strony.
A druga niewieścia duszyczka, która wie dlaczego dałem taki tytuł, a nie inny, wie o co chodzi.
Też jestem takim lemurem madagaskarskimi czasami pustelnikowanie może poczekać;)
Z indiańskim pozdrowieniem
Masai:)

2006-10-06 10:23:20

More
Tagi: , , , , ,   |  Posted under październik 2006  |  Comments  Możliwość komentowania Lemury madagaskarskie została wyłączona
Last Updated on wtorek, 27 lipca 2010 03:44

Widziałem, dwoje ludzi, którzy szli przed siebie, otwartą przestrzenią.
W pewnym momencie dochodzą do jakiś fortyfikacji, przypominają one bardziej akwedukty niż mury obronne zamiast zagradzać drogę Wędrowcom, była im Drogą.
Nagle pojawiają się skądś przeciwnicy, którzy próbują strącić naszą dwojkę z Drogi.
Kobieta ma kołczan stalowych strzał, ale w śnie nie korzysta z nich, obydwoje z mężczyzną unikają wrogich ciosów.
Mężczyzna zaś trzyma na wietrze Sztandar.
Po wybudzeniu starałem zrozumieć symbolikę tego snu, na początku nie docierało do mnie co on przedstawia.
Poźniej grzebiąc w różnych książkach i w sobie;) trochę mi sie otworzyły oczy.
Stalowe strzały, one łącza Niebo i Ziemię, to Assunta.
Sztandar, symbol przywództwa i wartości.

2006-08-22 11:13:31

More
Tagi: , , , , , , ,   |  Posted under sierpień 2006  |  Comments  Możliwość komentowania Jeden z wielu snów… została wyłączona
Last Updated on piątek, 23 lipca 2010 11:21

Marzec… spotkałem lub dokładniej przyszedł do mnie ten, który opisywał się jako neutralny.
Nie znał naszego języka, ale w pisany język potrafił przyswoić, więc porozmawialiśmy dłuższą chwilę.
„Do tej pory poznałeś, poznaliście tych określanych powiedzmy jako „dobrych” ale jak sam wiesz są i inni, którym w niesmak jest to, że wróciłeś i wracasz.
Zadał mi kilka pytań- gdzie Wasze wspólne modlitwy, gdzie to, gdzie tamto….?
Czas nadejdzie szybciej niż myślisz…”

Minęło kilka miesięcy, a dokładnie pół roku, zaangażowałaś się wtedy w pewną sprawę o której już pisałem wcześniej „To nie Twoja wojna…”
Obiecałem, że nie będę się czepiał, choć zdarzało się , gdyby nie uczucie, nadzieja, cierpliwość to pożarlibyśmy się na śniadanie.
Najgorsze była bezradność, widzisz co się dzieje i nie możesz nic zrobić, nie możesz powstrzymać całego procesu. Nie raz nawet mieliśmy rozmowę o tym, że nie mogę tylko patrzeć i choćbym miał czołgać się po ziemi, chciałem wziąć to na siebie.
Ale widocznie na ten czas nie mogłem, nawet pojawił się nieznajomy „głos” mówiący „nie czas Masai, nie czas, nie pragnij jeszcze tego”.

Przez ten cały czas miałem „przyjemność” poznać pewne wyjątkowe osoby, cokolwiek by przez to nie rozumieć…
Z niektórymi rozmowy były proste, bo oni nie chcieli rozmawiać, a ja nie miałem zamiaru rozmową ich zabawiać, szybko się w tej kwestii zrozumieliśmy, a niektórzy byli inni…
Jednym z nich był mały rozwydrzony maluch (nie będę się tutaj wyrażał), któremu z chęcią bym przysmażył pięty, ale obiecałem jego Ciotce, że nawet nie będę go wypytywał za dużo…
Chwalił się on i pysznił, jaki to on nie jest zdolny, a jakiego ma Wujka, „…jacy Ci ludzie są głupi, że myślą, że mają mojego Wujka na swoje usługi, Wujek im pokaże…”
Gdy dostrzegł, że chce porozmawiać ze mną jego Ciocia pierzchnął grzecznie, jak dobrze wychowany chłopczyk.
Ale fakt faktem mało jest takich, którzy nie boją się jego Cioci.
Ciocia, Ta Która Druga Zeszła z Nieba, podzieliła się ze mną kilkoma radami na tyle ile mogła, opowiedziała mi o Początkach, swoich rozterkach, dodała mi trochę otuchy.
Jej serce jest rozdarte, ale jak sama mówiła dokonała wyboru, choć po czasie zaczęła dostrzegać prawdziwy jego obraz. Odchodząc zostawiła mi pewne imię, abym się zwrócił do tej osoby gdy będzie naprawdę źle, ona przedrze się przez zasieki wroga.

Żadne słowo nie odda tego co Ty przeżywałaś, żadne słowo nie odda. Każde z nas prowadziło jakąś walkę…
By wygrać weszłaś starą drogę, starych praw, dostrzegłaś kto naprawdę rozdaje karty w tej grze, ale ostatnio sytuacja zaczęła się zmieniać. Ci którzy przestrzegają prawa, jakby zapomnieli o nim. Zwróciłaś się więc do Sędziego Cieni o opinie w tej sprawie…

2006-04-16 15:21:38

More
Tagi: , , , , , , , , , ,   |  Posted under kwiecień 2006  |  Comments  Możliwość komentowania Ponad rok temu… została wyłączona
Last Updated on wtorek, 20 lipca 2010 11:10

Kiedyś gram sobie w strategię czasu rzeczywistego
Mam do obrony pewien wąwóz, gdyby już mi się to udało, czeka mnie kolejne zadanie zdobyć Bramę, która jest drogą na następny poziom.
Niby mały „pikuś”, ale na wąwóz w trybie prawie natychmiastowym „przybiega” nieprzebrana banda zanim ja zdarzę postawić gdzie trzeba łuczników, jak wyślę zwiadowców do Bramy aby sprawdzić jak tam ma się sytuacja, okazuje się że wrogowie płyną niekończącą się rzeką.
Sprawdzam różne strategie a tu nic, jakby algorytm programu zaciął się i pracował na korzyść komputera;)
W pewnym momencie przychodzi do mnie gość ten z Mrocznych, już nie pamiętam dokładnie o czym rozmawialiśmy, ale pamiętam jedno „…uuu już wiem, dlaczego Ci tak źle idzie, z tą walką, nie wiesz z kim walczysz…ciekawe czy nadepnąłeś komuś na odcisk (tu lekko się uśmiechnął)i zwiał.
No to ja dalej do boju, wjechał mi na ambicję:)
To imię zatarło się w mojej pamięci, ale wiem że jest siostrą przeciwnika, który mnie wtedy sprawdzał-testował. Rozmawialiśmy o jej pracy i razem ustawialiśmy walkę tak jak trzeba, co na pewno było w niesmak braciszkowi. Rzeka wrogów po kilku potyczkach opadła i udało nam się zdobyć główne cele. Moja rozmówczyni była Uzdrowicielką.
W trakcie dowiedziałem się co nieco o polityce, która często miała wpływ na jej pracę co na pozór nie powinno mieć w ogóle miejsca. Test zaliczony.

Talenty śpią ukryte
Przyjdzie moment, że wypłyną
Dotyk otworzy im drogę
Odległość przestanie istnieć
Myślisz Jesteś tam
Oszukując czas i przestrzeń, ale nie
Serce…

2006-04-04 22:54:00

More
Tagi: , , , , , , , , , , , , ,   |  Posted under kwiecień 2006  |  Comments  Możliwość komentowania Dawno, dawno temu…był sobie Bonus ;) została wyłączona
Last Updated on wtorek, 20 lipca 2010 11:07

Kiedy byliśmy dziećmi, utwierdzano nas w przekonaniu, że kochanie i troska o siebie jest egoizmem, czymś niewłaściwym i złym. Żeby zrozumieć siebie, trzeba najpierw zacząć kochać siebie zdrową miłością. Jeśli potrafisz kochać i troszczyć się o siebie, będziesz umieć kochać i troszczyć się o innych – nie w narcystyczny sposób, nie na zasadzie podporządkowywania sobie innych, nie na zasadzie tłamszenia i zaborczości. Będziesz umiał dzielić się wspólnie tworzoną przestrzenią życiową, którą tworzyć będziesz z współpartnerem, będziesz z empatią spoglądał na wszystko, co cię otacza. I tak będziesz działał.

Dorastając, uczymy się blokować i nie wyrażać własnych emocji. Są one skutecznie blokowane przez naszych rodziców. Zilustruję to przykładem.
Wracając któregoś dnia do domu, widzę trzyletniego malucha jak z wielką radością wpada w kałużę i tapla się w błocie pośniegowym. Matka już z daleka wrzeszczy, że go zbije. Malec przerażony drętwieje ze strachu, nie rozumiejąc dlaczego zabawa wywołała tak gwałtowną reakcję mamy. Spontaniczna radość została zablokowana w ułamku sekundy. Ten niby drobny, nic nie znaczący epizod zostanie zakodowany w dziecięcym umyśle, by w dorosłym wieku z taką samą wściekłością reagować na spontaniczność we własnej rodzinie. Każdą emocję czy sposób wyrażania uczuć, które mu się nie spodobają, napiętnuje okrucieństwem przekazanym mu przez rodziców.
Niewielu ludzi potrafi wyrażać swoje silne emocje w sposób nie krzywdzący innych.

Następny przykład. Dziecko zmoczyło majteczki. Jest zdziwione i zaskoczone tym, co mu się przydarzyło. Matka ze złością rozwrzeszczała się, że nie będzie mu co chwilę zmieniała bieliznę, a za karę będzie tak długo siedział na nocniku, aż nauczy się z niego korzystać. Dziecko, przerażone reakcją matki rozpłakało się, co jeszcze bardziej doprowadziło ją do wybuchowej reakcji na płacz. Zagroziła, że jak malec będzie dalej płakać, to go zbije i wtedy będzie mieć powód do płaczu.
Czy nauka pod wpływem strachu jest korzystna dla dziecka? Czy na takie lub podobne sytuacje w przyszłości będzie reagować z miłością, czy z wściekłością będzie „tresować” członków swojej rodziny?

Ojciec z dorastającym synem razem majsterkują. W zasadzie to ojciec popisuje się przed synem, co i jak ma robić. Kiedy chłopiec próbuje zrobić coś po swojemu, albo stawia pytania, ojciec z ironią spogląda na syna i wytyka mu, że nic nie potrafi zrobić porządnie… Chłopiec dorasta, staje się mężczyzną, zakłada rodzinę, którą traktuje w identyczny sposób, w jaki był sam traktowany.
Toksyczne zachowania nieświadomie przekazujemy z pokolenia na pokolenie. W dniu dzisiejszym widać efekty czarnej, toksycznej pedagogiki.

Cierpliwość i rozmowa tworzy więzi między rodzicami i dziećmi. Agresywne zachowania dorosłych będą budzić agresywne zachowania w młodszym pokoleniu. To, czego nie pozwolono w bezpieczny sposób odregaować w domu, bo nikt tego nie nauczył, będzie, bez udziału świadomości, projektowane* poza domem, a później odciśnie piętno na więziach międzyludzkich, na zrujnowanym własnym życiu.
Stosowanie przepisów, nakazów czy zakazów zawsze wywoła odwrotny skutek. „I co mi zrobisz, jak mnie złapiesz!?”. Trening wyniesiony był z domu, lecz tego nikt nie chce zauważyć! Widzi się tylko SKUTEK, na PRZYCZYNĘ tego zjawiska jesteśmy ślepi, bo obarczy to winą nietykalnych rodziców, a tego, ze strachu przed nimi, nie możemy zrobić.
Wygodniej jest obciążyć człowieka dopuszczającego się przestępstw, niż oddać odpowiedzialność rodzicom, którzy wykształcili w tym człowieku taką osobowość – osobowość przestępcy.

Nikt nie rodzi się przestępcą, pedofilem, gwałcicielem, odludkiem, nieśmiałym czy bezczelnym człowiekiem. Cechy te kształtowane były w dziecku przez nieświadomych rodziców. To, co było przekazane przez nich ujawni się w późniejszym czasie, w życiu dorosłego człowieka, który wyprojektuje na innych wszystkie swoje braki.
Powtarzaniem zachowań wyniesionych z domu tworzymy relacje międzyludzkie. To my nadajemy im znaczenie – dobre lub złe – w codziennym życiu.

——————-

* projekcja – w psychologii jest to 'mechanizm obronny osobowości, polegający na przypisywaniu innym własnych, negatywnych, nieakceptowanych uczuć, pragnień, myśli, motywów itp.' (A. Markowski i R. Pawelec: „Wielki słownik wyrazów obcych i trudnych”. Wydawnictwo WILGA, Warszawa 2001)

More
Last Updated on czwartek, 24 czerwca 2010 05:34

    Copyright by Śniący 2010
Przejdź do paska narzędzi