duchowy | Fabryka snów - sztuka śnienia, medytacja, rozwój, warsztaty. duchowy | Fabryka snów – sztuka śnienia, medytacja, rozwój, warsztaty.

Kontakt On-line

1748665

Spotkania, warsztaty

Pamiętnik znaleziony w śnie

Posts Tagged ‘duchowy’

W życiu zawsze warto coś zmieniać na lepsze. Trwanie w miejscu nie prowadzi do niczego i blokuje rozwój. Czy wybierzesz naukę, ezoteryke, rozwój duchowy, czy też całkowicie oddasz się swojej pasji, nie zatrzymuj się w miejscu. Poszerzaj swoją wiedzę, doskonal ciało, umysł, ducha lub wszystkie te rzeczy na raz.

Zrób cos dla siebie. Nie z konieczności czy z obowiązku. Nie z egoizmu, ale dlatego, że jesteś tego wart(a). Medytuj i szukaj harmonii w sobie i otaczającym Cię życiu. I wykorzystaj to do polepszenia swego życia.

Zacznij od zmiany postrzegania siebie. Zanurz się w siebie, zobacz to, co w sobie kochasz i to, czego w sobie najbardziej nie znosisz. Odpowiedz na pytanie, dlaczego to lub tamto wzbudza w Tobie niechęć. Czy to tak naprawdę Twoja niechęć, to wynik odbicia matrycy, jaką wtłaczano w Ciebie przez lata? Czy wszystko w sobie akceptujesz, czy nie akceptujesz niczego? A może rodzice, albo partner mieli wobec Ciebie oczekiwania, których nie spełniasz? I to nie dlatego, że jesteś osobą nieudolną, gorszą czy złą, ale dlatego, że masz inną drogę i inne doświadczenia do przerobienia. Tylko, czy te oczekiwania innych nie odbiły w Tobie rodzaju matrycy negatywnego postrzegania siebie? Albo poczucia winy?

Osobowość każdego z nas składa się z gromadzonych doświadczeń, wychowania, nauki. Wielki wpływ mieli na nas rodzice, którzy modele wychowawcze przejęli najczęściej ze swoich domów lub wprowadzali takie, jakie powszechnie uznaje się za słuszne. Czy one słuszne są, to już inna sprawa, a psychologia może na ten temat wiele powiedzieć.

Problemów, z jakimi każdy z nas się boryka, które w sobie czasem dusi, jest wiele. Nie sposób tu wymienić każdego. Jedna osoba będzie miała zbyt niskie poczucie własnej wartości, inna zbyt wysokie mniemanie o sobie. Ktoś inny ukryje się za kompleksami dotyczącymi urody, ktoś inny schowa się za chorobą. Jeden będzie wiecznie potwierdzał niesprawiedliwość świata swoim „A nie mówiłem”, inny próbuje przefrunąć przez życie na przesadnym luzie. Ktoś cierpi na samotność, inny na brak pieniędzy lub nie taką pracę. Ile osób tyle różnych problemów.

Jednak trwanie i utwierdzanie się w nich niczego nie zmieni, a jeśli tak to na gorsze. Bo lęki, stresy, brak zrozumienia ze strony otoczenia czy niskie poczucie własnej wartości, prowadzą w końcu do depresji, albo ujawniają się w postaci choroby. Zbytni luz nagle może okazać się zgubny i w rezultacie prowadzi do tego samego.

Dlatego warto przystanąć na moment. Zagłębić się w siebie, poszukać tam przyczyny swoich niepowodzeń, kompleksów, braków. Spojrzeć na siebie okiem innych osób. Bez przesadnej krytyki, za to uczciwie i z pełną odpowiedzialnością. Jeśli czujesz, że winę za twój stan, stres czy niepowodzenia ponoszą np rodzice, zastanów się, jak to zmienić? Pomyśl, ile razy pozwoliłeś(aś) na to by odbijano w Tobie taką, a nie inną matrycę? Przyjmij odpowiedzialność za swoje życie. W pełni.

Nie obwiniaj się jednak, ale to zmień. Czasu się nie cofnie, więc nie ma sensu obarczać się winą, płakać za utraconymi szansami. Powiedz sobie: „To Ja tworzę cień”. I znajdź w sobie wszystkie cienie, jakie zostały stworzone. Lęki, złości, agresje, kompleksy, itp. To są właśnie cienie stworzone przez Ciebie. A gdy już znajdziesz wszystkie rozświetl je swoim światłem, zmień w siłę, jaką daje doświadczenie, wyciągnij naukę. Przeszłości zmienić nie można, ale działania w teraźniejszości kształtują przyszłość.

Taka podróż w głąb siebie może być przykra, ale jest potrzebna. Kiedy zaś poznasz odpowiedzi na postawione pytania, poszukaj najlepszej metody by zmienić siebie, swoje życie i swój świat na lepszy. Mogą to być afirmacje, medytacje, znalezienie nowej pasji, czy cokolwiek innego, co Ci odpowiada. Najważniejsze by zmienić swoje postrzeganie siebie. Zrozumieć, ze każdy z nas jest wyjątkowy i wartościowy. Nie ma ludzi lepszych i gorszych, są inni. Ty także jesteś Jedyną W Swoim Rodzaju Istotą. Nie ważne jak wyglądasz, jakie masz wykształcenie, co umiesz, czym się interesujesz, ile zarabiasz. Byłeś, Jesteś i Będziesz Istotą Doskonałą, Dziełem Boga, kimkolwiek On Ci się wydaje. A jak wykorzystasz czas od narodzin do śmierci, zależy tylko od Ciebie. Zmieniaj w sobie i w życiu, to, co uznasz, że zmienić należy. Przestań Tworzyć cienie, a jeśli jakieś się przydarzą, rozświetlaj je. Nie obarczaj winą świata, ale odpowiedzialnie i samodzielnie idź do przodu. Nie szukaj usprawiedliwień, a rozwiązań i możliwych dróg. Przede wszystkim zaś szanuj siebie i innych. I nigdy nie zapominaj Kim Jesteś.

Gelnhausen, Niemcy lipiec 2010

More
Last Updated on wtorek, 10 Sierpień 2010 12:09

Ego to Ja. Tak najprościej można określić, czym jest ego. Bo z łacińskiego słowo to oznacza właśnie „Ja”. Rozszerzając tę definicję o „Słownik wyrazów obcych i trudnych” (autorstwa Andrzeja Markowskiego i Radosława Pawelca), dowiemy się, że ego w teorii psychologicznej Zygmunta Freuda: ja -świadoma część osobowości, która spełnia funkcje poznawcze i kieruje zachowaniem człowieka:

W psychoanalizie ego pośredniczy między sferą podświadomych popędów i pragnień – id – a sferą sumienia – su-perego.

Od ego wywodzą się kolejne pojęcia, jak egoizm, egocentryzm, egotyzm… Krótko mówiąc świat, który kręci się wokół mnie i mojej osoby. A dokładniej właśnie mojej świadomości. Ta zaś, kreuje rzeczywistość, w jakiej przychodzi mi żyć.

Co zatem stanie się, jeśli pozbędę się swego ego, jak sugerują niektóre kierunki szkół duchowych?

Moim zdaniem katastrofa, gdyż ego jest nieodłącznym elementem nas. Naszej trójczłonowej osobowości, czyli id, ego i superego, lub jak chcą niektórzy, podświadomości, świadomości i nadświadomości. Wyzbycie się jednej z tych części, zakłóca „zespołową pracę”. Id nie wie, czego chce, super ego popada w skrajności od poczucia winy do megalomani, a ego dusi się i przestaje spełniać swoje funkcje, czyli poznawać i kierować.

Co zatem zrobić, by móc iść do przodu w szeroko rozumianym rozwoju duchowym, a jednocześnie nie zniszczyć w sobie ego? Moim zdaniem trzeba zachować równowagę i harmonię między całą trójcą naszej osobowości.

Ostatnio wokół ego, sporo jest zamętu. Pisma i książki New Age, szkoły duchowe, chętnie obarczają winą za nasze niepowodzenia i zło tego świata właśnie ego. Rozpisują się o szkodach, jakie ego wyrządza nam, naszemu życiu, naszemu zdrowiu. Nawołują do wyzbycia się ego, odrzucenia go, zniszczenia w sobie. I wielu idąc za takimi agitacjami robi wszystko by się tego nieszczęsnego ego wyzbyć ze swego życia. Często popadając nawet w pułapkę samego ego, które łatwo się nie poddaje. A, że sprytu mu nie brakuje, tak kreuje (w końcu kreacja to jedno z jego zadań) rzeczywistością i świadomością, że człowiek zaczyna żyć w przekonaniu, że wyzbył się lub skutecznie wyzbywa ego, a w rzeczywistości jest nim coraz bardziej owładnięty. Nie dostrzegając tego, narzuca swoje widzenie świata innym, nawołuje wzorem swych duchowych agitatorów do wyzbycia się ego, chwali i akceptuje tych, którzy się do niego przyłączyli, neguje, a w skrajnych wypadkach prześladuje, tych, którzy żyją sobie ze swym ego za pan brat. Nie przyjmuje innej prawdy poza swoją własną – wyzbywania się ego. Nie dostrzega jednak, że tak naprawdę kieruje nim właśnie ego, które przez pewne nieumiejętne działania zamiast istnieć w harmonii z id i superego, zaczyna dominować, rządzić i oceniać. To ono właśnie zmusza do postrzegania siebie, jako lepszego od większości, bo bardziej świadomego szkodliwości ego. To ono poddaje ocenie innych segregując na lepszych – czytaj rzekomo wyzbywających się ego i na gorszych – czytaj nieświadomych czy też ślepych ignorantów, którzy kierują się ego. To ono będzie w końcu wyłapywało z książek, artykułów czy tekstów o rozwoju duchowym, wszystko, co potwierdzi i utwierdzi w słuszności swoich poglądów. Ono w końcu będzie walczyć, często zaciekle w obronie swych racji, dotyczących szkodliwości ego. Wydaje się to paradoksalne, że właśnie ego, będzie karmić się zwalczaniem ego. Ale tak właśnie jest, bo walcząc z ego, w rzeczywistości karmimy je i sprawiamy, ze wzrasta w siłę, przejmuje całkowicie nad nami kontrole i zakłóca harmonijna współprace z id i superego.

Spotkałam się z twierdzeniem, w jakiejś publikacji New Age, że praktyki i medytacje buddyjskie prowadzą do wyzbycia się całkowicie ego. Być może tak jest faktycznie, jednak w postawie buddyjskiego mnicha i „niuejdżowskiego” agitatora jest ogromna przepaść. Mnich żyje sobie w spokoju i harmonii z samym sobą, niczego nie narzucając innym, ani przede wszystkim nie oceniając innych. Mnich wie, że każdy z nas ma swoją drogę do przejścia i swoje doświadczenia do przeżycia. Mnich wie, że aby się przebudzić wystarczy chwila potrzebna na otwarcie oczu, nie musi nazywać części siebie: id, ego, superego, bo akceptuje je wszystkie w pełni. Zmienia w sobie to, co jest sprzeczne z jego naturą, rozwija w sobie to, co jest z nią zgodne. W ten sam sposób postępuje każdy oświecony i dążący do oświecenia. Mistrzowie Duchowi, oświeceni, mistycy, czy nawet Ci, którzy dopiero otwierają oczy na drodze oświecenia, wiedzą, kiedy jedna z trzech części osobowości zaczyna dominować. Czy jest to Ego, czy Id czy Superego, nie ma znaczenia. Znaczenie ma umiejętność rozpoznania w sobie dysharmonii i zapobieganie jej. Znaczenie ma też umiejętność takiego wykorzystania id, ego i superego, by móc stwarzać siebie, kreować swoje wnętrze i otaczający nas świat. I doświadczać go. Doświadczać Bycia. A nie da się Być bez ego. Bo Ego to Ja, a Ja to Bycie, Istnienie, Odczuwanie, Świadomość, Twórczość. Jam Jest – Jedna z najwspanialszych i najmądrzejszych afirmacji, jakie znam, nie mogłaby zaistnieć bez ego. Dlatego uważam, że nie należy dać się zwariować w oczernianiu, negowaniu i wyzbywaniu się ego. Zamiast tego nauczyć się po prostu Być. Nie oceniać – a to bardzo trudna sztuka. Nie narzucać. Uszanować doświadczenia innych, w pełni przeżywając własne. I kształtować je zgodnie z Własną Wolną Wolą. Tyle wystarczy, by nasze ego z dominanta stało się jednym z trzech czynników naszej pełnej osobowości.

Gelnhausen, Niemcy, 13 lipca 2010

More
Last Updated on wtorek, 10 Sierpień 2010 12:00

Niedawno obejrzałam film Pt: What The Bleep Do We Know, który zrobił na mnie spore wrażenie. Polecam go wszystkim i każdemu z osobna. Film można w częściach zobaczyć na you tubie. Nie będę jednak tutaj pisać recenzji filmu, ale sięgnę do kilku zawartych w nim uwag.

Zacznę od cytatu z filmu, który zainspirował mnie do napisania niniejszego artykułu. „Uwarunkowano nas, by wierzyć, że świat zewnętrzny jest bardziej realny niż nasz świat wewnętrzny. Ten nowy model nauki mówi dokładnie coś przeciwnego. Mówi, ze to, co się dzieje wewnątrz będzie tworzyć to, co się dzieje na zewnątrz”. Chodzi tu ni mniej, ni więcej, ale o kształtowanie nas i naszego otoczenia poprzez to, co dzieje się wewnątrz nas. A nowym modelem nauki jest fizyka i mechanika kwantowa. Czym ona jest? Profesor Fizyki Kwantowej Uniwersytetu w Oregonie, Amit Goswami mówi o niej tak: „Fizyka kwantowa, bardzo zwięźle mówiąc, jest fizyką prawdopodobieństw.”

Mechanika kwantowa coraz odważniej nazywa też to, o czym szamani, mistycy, czy wszyscy inni zajmujący się ezoteryką czy rozwojem duchowym wiedzieli od dawna. Z pomocą tej szybko rozwijającej się nauki próbuje się wyjaśnić, a nawet dowieść istnienia subtelnych energii, takich jak prana, chi, ki, magia, bioenergia, a nawet próbuje się udowodnić istnienie Boga, czy innej twórczej, kreatywnej siły. I co ciekawe, udaje się to zrobić z powodzeniem. Nie na kartach myśli filozoficznych, czy doktryn religijnych, ale w laboratoriach fizyków kwantowych.

Wróćmy jednak do głównego tematu, to jest do zmiany myślenia o otaczającym nas świecie. Wiele osób wierzy w przeznaczenie, zakładając, że to, jak potoczy się nasze życie jest z góry gdzieś określone czy zapisane. Jedni nazwą to wyrokiem Boga, inni losem, a jeszcze inni właśnie przeznaczeniem. Tymczasem okazuje się, że tak naprawdę nic nie jest z góry określone i zapisane, a twórcą i głównym kreatorem rzeczywistości i warunków, w jakich żyjemy, jesteśmy my sami. Tylko od nas zależy, jak będzie wyglądało nasze życie, nasz świat.

Wystarczy przypomnieć sobie, wszystkie nasze zmarnowane szanse, wszystkie popełnione błędy, złe decyzje czy ich brak. Weźmy przykład: ktoś marzy od dzieciństwa o karierze aktora. Ale z wiekiem przyjmuje założenie, często narzucone przez środowisko, że prawie każde dziecko ma etap, że chce być aktorem. Do tego trzeba mieć jednak talent. Brak wiary w siebie, bo np., mieszka w małej miejscowości, a sukces osiągają ci z dużych miast, bo mają możliwości, doprowadza do rezygnacji z marzeń. Zamiast je realizować, nasz „Ktoś” wybiera zawód w miarę pewny w środowisku, gdzie żyje. Zakłada rodzinę, wstaje każdego dnia wczesnym świtem i pracuje na chleb. Z każdym rokiem „dusząc” się w tej pracy i w takim życiu coraz bardziej. Wierząc, że tak chciał los, że trzeba jakoś do emerytury, do końca…

Jak mogłoby wyglądać życie „Ktosia” gdyby jednak spróbował zostać aktorem? Czy Kimkolwiek innym? Podobnie ma się rzecz z każdą inną rzeczą. Nasze niepowodzenia, czy nawet drobne niezadowolenia chętnie usprawiedliwiamy przeznaczeniem, warunkami, w jakich żyjemy, możliwościami naszej rodziny itp. Tymczasem naprawdę niewiele trzeba, by spełnić marzenia, wykreować siebie i swoje życie szczęśliwym i spełnionym. Wystarczy zmienić sposób myślenia i odnaleźć w sobie odwagę. Odwagę do wykreowania siebie, bez żadnych „ale”. Nie ma, co powoływać się na brak pieniędzy, na wiek, bo za późno lub za wcześnie. Lepiej szukać rozwiązań i nowych dróg.

Powiesz, że, można zmienić coś w sobie, jakoś polepszyć życie nową pasją, czy zmianą pracy, ale jak się to ma do kreowania otaczającej nas rzeczywistości?

Otóż ma się.

Znów posłużę się cytatem z filmu: „Wszystko zależy od tego, co ty myślisz, że jest rzeczywistością. Twój mózg nie zna różnicy, między tym, co dzieje się wewnątrz i tym, co dzieje się w środku nas. Zawsze odbieramy zmysłami coś, co uprzednio odbiło się w lustrze naszej pamięci.” Te słowa także padły z ust jednego z naukowców, którzy wypowiadali się w cytowanym filmie. I są bardzo prawdziwe. Bo to jak postrzegamy siebie i świat wokół nas, ma wpływ na to, jaki ten świat jest. Myśląc w taki, a nie inny sposób przyciągamy też pewne sytuacje i zdarzenia, a wiele z nich sami kreujemy. To zaś utwierdza nas w przekonaniu, że świat jest, jaki jest i nic się nie da zmienić i zrobić. A wystarczy przypomnień sobie, co się czuło np. gdy się było pierwszy raz zakochanym? Euforia, gnanie przez życie jak na skrzydłach, wewnętrzna radość. Wtedy nie było rzeczy niemożliwych, nie było problemów nie do pokonania, wszystko wydawało się proste, a świat był piękny. Wewnętrzny stan zakochania kreował wokół radosną rzeczywistość. A czemu nie poczuć tego znowu? Nawet nauka, jak choćby biologia czy fizyka przychodzą tu z pomocą. W filmie „What The Bleep Do We Know” jest pokazana scena, gdzie w metrze prezentowane są zdjęcia cząsteczek wody poddanych działaniu pewnych myśli. Ta sama cząsteczka wody sfotografowana została przed i po tym, jak poddano ją działaniu jedynie myśli. Myśli pozytywnych, takich jak, miłość, podziękowanie, radość. Jedna z fotografii przedstawiała też wodę pobłogosławioną przez buddyjskiego mnicha. Każda z tych fotografii była inna. Woda poddana działaniu pozytywnych myśli zmieniła kształt i strukturę molekularną, stała się piękna. Powiedziano tam tez, że woda jest najbardziej podatnym na wpływy żywiołem, zaś nasze ciała w niemal 90% składają się z wody. I całość opatrzono komentarzem: „Jeśli myśli mogą to zrobić z wodą, wyobraź sobie, co mogą zrobić z nami?”.

Ja sama w pierwszej chwili byłam przerażona, tym, co moje własne myśli czyniły ze mną i moim życiem przez wszystkie te lata. Moje własne postrzeganie siebie ukształtowało mnie taką, a nie inną. A może zamiast dalej płakać nad tym rozlanym mlekiem zmienić myśli?

Ja już wkroczyłam na drogę zmiany swych myśli. Odważyłam się wejść do króliczej nory. Nie wszystko, co w niej znajduje podoba mi się. Wiele jest bolesnych rzeczy, ale też wiele ciekawych, które odkrywam. Inne poznaje i dzięki temu zmieniam na lepsze.

Nie zatrzymuję się jednak. Szukam siebie i kreuję siebie. Chwilowo jestem jeszcze zagubioną Alicją w Krainie czarów, która mówi: „Kim ja właściwie jestem? Powiedz mi to naprzód: jeżeli będę chciała być tą osobą, to wrócę, a jeżeli nie, to zostanę na dole dopóki nie zmienię się w kogoś milszego”.

Ja już weszłam do Króliczej Nory. A Ty? Jak głęboko chcesz do niej wejść? Rozważ to przez chwilę. I załóż, że ta kwantowa kraina czarów może być prawdziwa. Czy tak jest w rzeczywistości spróbuj się sam(a) przekonać.

Pozdrawiam

Szepcząca

Gelnhausen, Niemcy 11 lipca 2010

More
Last Updated on wtorek, 10 Sierpień 2010 01:53

„…W końcu bądźcie mocni w Panu – siłą Jego potęgi.
Obleczcie pełną zbroję Bożą, byście mogli się ostać wobec podstępnych zakusów diabła.
Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła
na wyżynach niebieskich.
Dlatego weźcie na siebie pełną zbroję Bożą, abyście w dzień zły zdołali się przeciwstawić
i ostać, zwalczywszy wszystko.
Stańcie więc [do walki] przepasawszy biodra wasze prawdą i oblókłszy pancerz, którym jest sprawiedliwość, a obuwszy nogi w gotowość [głoszenia] dobrej nowiny o pokoju.
W każdym położeniu bierzcie wiarę jako tarczę, dzięki której zdołacie zgasić wszystkie rozżarzone pociski Złego.
Weźcie też hełm zbawienia i miecz Ducha, to jest słowo Boże – wśród wszelakiej modlitwy
i błagania. Przy każdej sposobności módlcie się w Duchu!…” 6,10-18 Ef

2006-01-14 20:02:08

More
Tagi: , , , , , , , ,   |  Posted under styczeń 2006  |  Comments  Brak komentarzy
Last Updated on sobota, 21 Listopad 2009 08:18
Wesołe fantazje na temat piekła :)

Strach motywacją do bycia moralnym? Nie sądzę 🙂

„Podobnie religie w dużym stopniu stawały się raczej siłą dzielącą niż jednoczącą. Zamiast prowadzić do zaniechania przemocy i nienawiści dzięki zrozumieniu podstawowej jedności całego stworzenia, przyczyniały się do wzrostu przemocy i nienawiści, do pogłębiania się podziałów zarówno między ludźmi, jak i między rozmaitymi wyznaniami, a nawet w obrębie tych samych religii. Przekształcały się w ideologie, systemy wierzeń, z którymi ludzie mogli się utożsamiać i które wykorzystywali, by wzmocnić swoje fałszywe poczucie ja. Opierając się na nich, mogli uznawać, że to oni mają rację, a inni są w błędzie, i określać swoją tożsamość dzięki istnieniu wrogów – tych „innych”, „niewiernych” lub „wyznawców złej wiary”, których zabijanie nierzadko uważali za usprawiedliwione. Człowiek stworzył „Boga” na swoje podobieństwo. To co wieczne, nieskończone, nienazwane, zredukowano do wymyślonego bożka, w którego należało wierzyć i czcić jako „swojego” lub „naszego”.

A jednak…. a jednak… mimo wszystkich szalonych czynów popełnianych w imię różnych religii, nadal z samego jej rdzenia emanuje Prawda, na którą one wskazują. Prześwieca, choć słabo, przez grube warstwy zniekształceń i fałszywych interpretacji. Szansa, że zdołasz ją dojrzeć, jest jednak niewielka, chyba że widziałeś już choćby jej przebłysk we własnym wnętrzu

Jaką rolę odgrywają istniejące religie w powstawaniu nowej świadomości? Wielu ludzi zdążyło już sobie uświadomić różnicę między duchowością a religią. Wiedzą oni, że posiadanie systemu przekonań – zbioru idei, które człowiek uznaje za prawdę absolutną – nie czyni z nich istot uduchowionych, bez względu na treść owych przekonań. W gruncie rzeczy im bardziej budujemy własną tożsamość na gruncie wyznawanych przez siebie idei, tym skuteczniej odcinamy się od tkwiącego w nas wymiaru duchowego. Wielu „pobożnych” ludzi utknęło na tym poziomie. Stawiają oni znak równości pomiędzy prawdą i myśleniem, a ponieważ całkowicie identyfikują się z myśleniem (swoim umysłem), roszczą sobie prawo do wyłącznego posiadania prawdy, nieświadomie próbując bronić swej tożsamości. Nie dostrzegają ograniczeń myślenia. Jeżeli ktoś nie myśli (nie wierzy) tak jak oni, jest on ich zdaniem w błędzie – i w niedalekiej przyszłości poczują się usprawiedliwieni, zabijając go z tego powodu. I tak postępują, nawet obecnie” – Eckhart Tolle, Nowa Ziemia, wyd. Medium

Wiele osób na ścieżce rozwoju duchowego dostrzega ograniczenia związane z różnymi religiami. Obrosły one przez setki lat warstwą tradycji i rytuałów, przykrywając istotę, stając się (tak jak jest napisane wyżej) narzędziem służącym do utożsamiania, czyli w gruncie rzeczy uciekania od własnej duchowości. Stawianie znaku równości między uduchowieniem a religią nigdy nie było zatem uzasadnione.

More
Last Updated on piątek, 6 Listopad 2009 10:41


Kiedy uczeń jest gotowy, pojawia się Przewodnik, który poprowadzi go tam, dokąd zmierza cała ludzkość.


Wchodząc na drogę rozwoju duchowego, nie zdajemy sobie początkowo sprawy, że w pewnym momencie prowadzi nas ona do podziemi, szczelnie osnutych pajęczyną czasu, gdzie przechowujemy swoje niewykorzenione przesądy, kompleksy, lęki, strachy i zachowania zwierzęce.
Być może zapytasz, dlaczego wchodząc na tę drogę ujawnia się nasza próżność, pycha, nietolerancja, zawiść, zazdrość, pogarda, brak zdolności wybaczania, mania wyższości? Dlaczego, wkraczając na tę ścieżkę rozwoju stajemy się gorsi niż byliśmy? Niestety, nie zaobserwowałam, aby komuś udało się ominąć ten etap. Jest on niezbędny, jak niezbędnym staje się opanowanie przez zeroklasistę alfabetu i cyferek, aby na ich podstawie zaczął budować i rozbudowywać swoją dalszą wiedzę.

Nie jest to łatwa podróż – nie na początku – pełna naszych nieakceptowanych, ciemnych części osobowości, nielubianych części nas, skrzętnie skrywanych przed ludźmi i światem… Zresztą, droga ta nigdy łatwa nie była, zwłaszcza w początkowej fazie, wymagająca od nas dzielności, odwagi, olbrzymiego hartu ducha i niezłomnej wiary, że podołamy. Na drodze tej jesteś tylko ty i twój Przewodnik (Anioł Stróż, Opiekun, Mistrz – nieważne jak Go nazwiesz), bez Niego taka podróż jest po prostu niemożliwa.

Zanim rozpoczniesz prawdziwą podróż w głąb siebie, przeżyjesz ze swoim Przewodnikiem najcudowniejszy okres, kiedy na początku pokaże ci twoje nieznane możliwości, doświadczysz niewysłowionego szczęścia i radości. Poprowadzi cię w głąb twojej wewnętrznej istoty, żebyś mógł wszystkimi zmysłami odczytać Jego intencje, sugestie, podszepty, głosy lub myśli, i dostosował się do nich. Doprowadzi cię do integracji, zharmonizowania, dostrojenia i zjednoczenia z Nim. (Jest to mniej więcej okres, kiedy po praktykach stymulujących umysł, bazujących na wschodnich [i nie tylko wschodnich] metodach jesteś tak przepełniony energią, że aż cię od środka rozpiera. Dotyczy to również innych technik i metod pobudzających oczyszczanie wewnętrzne.) Zjednoczenie was obu jest niezbędne, dlatego że po okresie ekstazy i uniesień, rozpocznie się prawdziwy rozwój, prawdziwa praca nad sobą. Najczęściej wtedy dochodzi do przestrachu i zagubienia z braku wiedzy, i przerażeni zarzucamy to, co sami nieświadomie sprowokowaliśmy.

Lecz gdy jesteś z nim doskonale zsynchronizowany, podporządkowujesz się z własnej nieprzymuszonej woli i zaczynasz ufnie podążać za Nim. Dopiero później uświadomisz sobie, że z Przewodnikiem tworzysz nierozłączną całość, ponieważ już nigdy nie pozbędziesz się Go, ani Jego prowadzenia.

Bardzo często będziesz miał chęć zerwać z Nim, zwłaszcza w początkowych etapach zagłębiania się w sobie, kiedy nie wiedząc, co się dzieje, winą obarczać będziesz swojego Przewodnika za swoje zachowania i reakcje. W kontaktach z innymi ludźmi wyłazić będą z ciebie negatywne cechy charakteru, zachowania prostackie… Zastanawiać cię będzie czy to jesteś ty, czy ktoś w tobie tak działa, tak reaguje… Przewodnik odzwierciedli ci w ten sposób to, co zepchnąłeś w głąb siebie, ukryłeś przed sobą i światem, czego się w sobie wypierasz. Będziesz miał wrażenie, jakby cię ktoś ubezwłasnowolnił i zmusił do działania pod przymusem.

Takie właśnie momenty mają dać ci dowód, że jest w nas ukryta również osoba prymitywna. Będziesz robił pod presją to, co cię będzie później bardzo bolało, czego będziesz się wstydził.
Zmuszając cię do takich reakcji Przewodnik pokazuje negatywne cechy twojego charakteru i kompleksy, które tak starannie schowałeś w sobie, że nawet nie domyślasz się ich istnienia. Chociaż będziesz buntował się przeciw takim metodom, dobrze będziesz wiedział, że nie jest to po to, by cię unicestwić, lecz po to, by cię wzmocnić, zahartować; pokazać, co jeszcze tkwi w tobie niechcianego, zepchniętego w głąb, do czego nie masz ochoty się przyznać przed nikim, nawet przed sobą.

Twój rozwój duchowy jest jak wspinaczka po drabinie na coraz to wyższe szczeble, którym są poziomy rozwoju wyższej świadomości. Jest to wyzwanie nie tylko dla ciebie, ale i dla przyszłych pokoleń. Gdy twoje „JA” pokonuje kolejne szczeble rozwoju, może doznać różnego rodzaju uszkodzeń. Powstaje wtedy patologia, która zakłóca proces rozwoju. Skutki tych zakłóceń wpływają na osobowość człowieka i są udziałem nas wszystkich.
Patologia ta stwarza chorobową zmianę świadomości, co prowadzi do wypaczenia całego dalszego rozwoju na wszystkich poziomach. Dochodzi wtedy do konfliktu w odbiorze świata, który – w pewnym momencie – zamienić się może w wewnętrzną wojnę, zabierającą ci tyle sił i energii, że o duchowym rozwoju możesz tylko pomarzyć.

Większość ludzi, zanim osiągnie dojrzałość, w takich wewnętrznych konfliktach traci prawie połowę swojego potencjału rozwoju „JA”, kiedy pierwszy stopień wymagać może czasem ponad połowę naszego potencjału, który zabieramy ze sobą inkarnując się na Ziemi. (Inkarnując się w materialnym świecie dusza zabiera ze sobą tylko taki zasób energii, jaki jej będzie potrzebny na czas życia. Jeżeli zapas ten w większej części zostanie zużyty na początku życiowej wędrówki – ponieważ warunki, w jakich się urodziła, wymagały tego – popada w konflikty wewnętrzne i zewnętrzne.)

Żeby odzyskać utracony potencjał, często stosuje się różnego rodzaju techniki psychoterapeutyczne, pozwalające przywrócić to, co utraciliśmy w dzieciństwie i w okresie dorastania, pod wpływem wychowania i środowiska, w którym przyszło nam żyć. Poddając się technikom psychoterapeutycznym (np. rebirthing, regresja, hipnoza, psychoanaliza i in.) dochodzi do scalenia pogubionych po drodze cząsteczek naszej prawdziwej osobowości, naszego „JA”. Jest to przecież praca nad ułomnościami naszego charakteru, czyli zejście do podziemi i odzyskanie utraconego potencjału, utraconej mocy tam uwięzionej, tak potrzebnej, aby móc iść dalej. Dlatego rozwój osobowości – z pomocą psychoterapeuty czy twojego wewnętrznego Przewodnika duchowego – nie może wyeliminować stadium, na którym zachowanie twoje staje się gorsze niż było.

Oczyszczając i doskonaląc swoją psychikę, wchodzisz w obszar zwany psychoterapią. To, ile na tym skorzystasz, zależeć będzie od prowadzącego, jego umiejętności i zasobu wiedzy. Wydaje mi się, że najbardziej fachowej pomocy może udzielić ci twój Przewodnik, jednak nigdy nie będzie on psychoterapeutą, nie zastąpi ci obecności profesjonalisty, w szczególności, kiedy nie jesteś świadom, do czego tak naprawdę dążysz.

Najczęściej jednak ty sam jesteś dla siebie psychoterapeutą. I to z przymusu, bowiem twój Przewodnik będzie kierował cię w różne sytuacje wychowawcze tak długo, póki nie odzyskasz utraconego potencjału. Ból, który przeżyjesz i świadomość powtarzalności tych sytuacji zrobią z ciebie dobrego psychoterapeutę. Bez niczyjej pomocy wyłapiesz reakcje, które będą nieadekwatne do sytuacji i samodzielnie ocenisz je z poziomu dzisiejszej świadomości. Sam również nauczysz się właściwych reakcji, odpowiednich do twojej, o wiele szerszej wiedzy o życiu.

Trudno tu nie spostrzec roli Przewodnika. W sytuacjach, w które cię wciągnie, obniży twój stan świadomości. Będziesz się czuł, jakbyś działał pod dyktando, ale będzie to tylko dyktando twoich małych, opóźnionych w rozwoju jaźni. Oznaczać to będzie, że Przewodnik wprowadził cię w taki sam stan świadomości, jaki był przed laty, kiedy zaledwie powstawała blokada czy kompleks. Dopiero, kiedy ujrzysz swoje wady z wyższego poziomu świadomości, łatwiej ci będzie je odrzucić. Twoja patologia ukaże ci się w najczystszej postaci – prostackiej i niesmacznej. I właśnie takim będzie twoje zachowanie – prostackie i niesmaczne.

Twoja świadomość jest obecna również w stanie świadomości niższego poziomu i działa tak, jak reflektor, oświetlając najciemniejsze zakamarki twoich podziemi wydobywając z ciemności wszystkie ułomności nie do końca rozwiniętych jaźni. Jednak to nie twoja nowo odzyskana świadomość będzie osądzała, ile skorzystałeś na tych sytuacjach wychowawczych, ile ciemnych zakamarków psychiki wysprzątałeś i oświetliłeś. To nie ona osądzi, na ile zwiększył się twój potencjał rozwoju i nie ona zdecyduje o końcu tej podróży.

Gdyby ona to oceniała, twoja podróż zakończyłaby się przy pierwszej sytuacji wychowawczej i do następnych już by nie doszło. Jednak ocena należy do Przewodnika. To On decyduje czy prawidłowo odczytujesz sens sytuacji wychowawczych i czy wyciągasz z nich właściwe wnioski. Przypuszczalnie to On zaliczy ci pracę nad jakąś konkretną ułomnością charakteru, albo nawet i całą podróż. Również to On wpakuje cię w coraz to dotkliwsze sytuacje, jeśli okażesz się krnąbrnym, bezrozumnym i upartym uczniem, idącym z lenistwa po najmniejszej linii oporu – wstrzymując swój własny rozwój i rozwój pozostałych współtowarzyszy ziemskiej wędrówki.

Koniec podróży w głąb siebie wcale nie oznacza końca wielkiej przygody, którą zafundował ci twój Przewodnik. W miarę jak będziesz odzyskiwał swój potencjał, On inwestował go będzie w kolejny, coraz bardziej intensywny rozwój twojej osobowości. I wtedy zobaczysz nowe wątki tego rozwoju.

Z początku nie będziesz ich sobie uświadamiał. Za jakiś czas sam zaczniesz z uwagą śledzić i rozpoznawać normy współżycia z innymi ludźmi, moralności, stosunku do prawdy, miłości, przyjaźni, zdrowia, pieniędzy, pracy, odpoczynku, życia i śmierci wszelkich istot. Również na tych ścieżkach Przewodnik zmusi cię do oświetlenia właściwego zakamarka podświadomości, dokładnego „wysprzątania”, wyciągnięcia wszystkich brudów – które skrzętnie upychałeś po kątach – na światło dzienne, żebyś odzyskał pozostawiony tam potencjał rozwoju, uwolnił zamrożoną energię.

More
Last Updated on niedziela, 5 Kwiecień 2009 07:53

Poznanie samego siebie nie jest zaleceniem, by dowiedzieć się z lustra, czym jestem, ale by tak wpłynąć na siebie, żebym się stał, kim jestem.

Jaspers
Książki Johna Bradshaw’a przetłumaczone na język polski:
  • Zrozumieć Rodzinę
  • Toksyczny wstyd
  • Powrót do swego wewnętrznego domu
  • Twórcza moc miłości

To, co proponuje Bradshaw w swoich książkach nie jest metodą pracy nad sobą jedyną i najlepszą. Jest jedną z wielu rodzajów. Nie każdemu będzie ona odpowiadała, ponieważ wyciąga na powierzchnię to, o czym nie pamiętamy albo boimy się pamiętać; to, co mamy skrzętnie poupychane w zakamarkach naszej podświadomości; to, co przekazały nam poprzednie pokolenia; to, co nam przekazali rodzice wychowaniem i to, co „zapamiętało” nasze ciało z tamtego okresu. „Grzechy” naszych przodków spadają na nas, a my – w swej nieświadomości – przekazujemy je młodszym pokoleniom, dokładając każdy swoją cząsteczkę…

John Bradshaw świetnie tłumaczy psychologię rozwoju ilustrując ją przykładami z własnej praktyki i osobistych doświadczeń. Faktem jest, że laik nie ze wszystkim sobie poradzi, i może właśnie o to chodziło, ponieważ nierozważne ich zastosowanie może się skończyć dla delikwenta w poradni psychologicznej, w oczekiwaniu na pomoc specjalisty.

Oboje autorzy – w połączeniu z pracami Alice Miller – wnoszą niezłą „rewolucję” w nasze myślenie. (Bradshaw w dużej mierze opierał się na pracach Miller [chociaż nie tylko jej], dotyczących przemocy w rodzinie. Może z tematem [rozwoju duchowego] chwilami sobie nie radził, ale i tak włożył olbrzymi wkład w przybliżenie go.)

Są to książki dla każdego, kto ma otwarty umysł, dużą dozę zdrowego rozsądku i nie przestraszy się olbrzymiego bólu emocjonalnego, który temu towarzyszy, dla odważnych penetratorów własnego cienia. Na pewno warto choćby tylko zapoznać się z treścią, znajdując w nich częściową odpowiedź na pytania, które – być może – stawiamy sobie co dnia.

Praca nad historią swego dzieciństwa nie jest pracą łatwą, którą wykona się w tydzień czy w miesiąc. Jest to praca – rozłożona w czasie – nad uczuciami i emocjami, które nie zawsze potrafimy wyrażać nie krzywdząc drugiego człowieka. Jest to docieranie do krzywd, które stały się naszym udziałem, które również były udziałem naszych przodków, rodziców, rodzeństwa, bliskich i wielu, wielu innych ludzi, z którymi stykał nas los w drodze przez życie, i styka każdego dnia. Człowiek świadomy nie jest w stanie krzywdzić…

Świetnym uzupełnieniem do książek J. Bradshaw’a są prace Alice Miller (www.alice-miller.com) – Dramat udanego dziecka, Ścieżki życia, Gdy runą mury milczenia, Zniewolone dzieciństwo, Bunt ciała i inne publikacje.

Alice Miller jest kobietą, która nie bała się zajrzeć najpierw do własnego dzieciństwa i dzieciństwa ludzi pochodzących z różnych warstw społecznych. W książkach, które wyszły spod jej pióra, starała się przekazać rzetelny obraz przemocy w rodzinie i późniejszego jej wpływu na dorosłe życie człowieka, ujęty z różnych punktów. Wyjaśnia, jak wychowanie dzieci, nazywane przez nią czarną pedagogiką, determinuje życie dorosłego człowieka, nierzadko niszcząc je. To, co w dzieciństwie służyło ochronie dziecka, w dojrzałym życiu jest często autodestrukcyjnym działaniem, niszczącym wszelkie związki partnerskie i międzyludzkie.

Wyżej wymienione tytuły nie są lekturą obowiązkową, lecz znikomą cząsteczką prywatnej bibliografii, która powoli zmieniała moje spojrzenie na wiele spraw. Nie wniosły one natychmiastowych zmian, lecz wymagały ode mnie uważności, obserwacji siebie i determinacji, by zmieniać to, na co miałam wpływ w swoim życiu, co zidentyfikowałam sama, co pomogli mi zidentyfikować inni ludzie, choć nie zawsze byli tego świadomi. I na pewno nie stało się to – w moim przypadku – w ciągu jednego miesiąca, czy jednego roku… Ta praca trwa nadal.

Zmiana poglądów i nowe spojrzenie na to, co nas otacza jest dla mnie zmianą, wartą podjętego wysiłku. Nikt mi za to braw nie bił, nikt nie wielbił jak mistrza, ale czułam wewnętrznie, że idę w dobrym kierunku, że wykonałam kawał dobrej roboty – nie tylko dla siebie, przede wszystkim na rzecz innych ludzi, uwalniając ich częściowo od moich – wszczepionych w dzieciństwie – lęków i wypaczeń, zmuszając do weryfikacji pojęć, wśród których wyrosłam.

Duchowymi ojcami, pomagającymi tworzyć moją nową osobowość są: Jogi Rama Czaraka, Mishra, Osho, R. Tagore, J. Bradshaw, A. Miller, Leadbeater, Juliusz Payot, Świtkowski, Pracht, Besant. Silva, Klimuszko, Zylbertal i wielu, wielu znanych i anonimowych ludzi. Pomagają mi otworzyć się na siebie i na świat. Nie jest łatwo zmieniać w sobie to, z czym żyło się na co dzień, w czym się wyrastało, co weszło w krew, czego po prostu się nie zauważa, za to doskonale widzą nasi bliźni.

Poznanie i zrozumienie tematu, to połowa pracy. Druga połowa to osobiste działanie, by zmieniać to, na co mamy wpływ, i pogodzić się z tym, na co wpływu nie mamy. Postawienie diagnozy jeszcze nie jest uzdrowieniem. Drogą do uzdrowienia jest nasza determinacja, nasze działanie. Żeby stworzyć swoją mandalę życia trzeba cierpliwie gromadzić różnokolorowe ziarenka doświadczeń i wiedzy w nich zawartej, cierpliwie spajając je wszystkie miłością.

Przed kilkoma laty ojciec omal mnie nie pobił, kiedy podczas rozmowy z nim, na pytanie, czy go kocham, zdobyłam się na odwagę i odpowiedziałam pytaniem – a nauczyłeś mnie tego? Wychodził z założenia, że MAM ŚWIĘTY OBOWIĄZEK (!) go kochać z racji tej, że jest moim ojcem.
Czy jesteś w stanie „pałać miłością” do ojca, który niszczył ciebie w sensie fizycznym i psychicznym, wyśmiewał twoje emocje i uczucia, który przeciwstawiał swoją doskonałość dorosłego człowieka twojej bezbronności i nieporadności małego, zagubionego dziecka? Przecież to doskonale znasz z dzieciństwa – zna to prawie cała ludzka populacja. Dziś rozumiem, dlaczego taki był, ale nie w tamtej chwili…

Żeby grzebać we własnej historii trzeba olbrzymiej odwagi, ponieważ to, co wypływa z podświadomości na powierzchnię, otwiera rany, które długo się goją. Każdy z nas inaczej poznaje świat, każdy w inny sposób buduje swoją rzeczywistość, bo każdy dysponuje innym materiałem do jej tworzenia.

Otwórz serce i uwolnij świat.

More
Last Updated on niedziela, 5 Kwiecień 2009 07:33

Był pewien rzemieślnik, który z łodzi rybackich wytwarzał dobrej jakości wraki, wykładał je trawą i innymi dodatkami, następnie układał je na dnie morza, na białym piasku, w sobie tylko znane wzory.

Pode mną morze, płynę niewielką łodzią, nade mną błękit nieba.
Dopływam do niewielkiej mielizny, wyskakuję z łodzi, woda jest ciepła, gdzie nie gdzie niewielkie wodorosty, stopy przyjemnie zanurzają się w piasku. Nagle z tego błogostanu wyrywa mnie pojawiający się znikąd Łabędź, burzy spokojny spacer. Gwałtownie porusza szyją, tak jakby chciał zwrócić moja uwagę, nagle przed sobą dostrzegam drogę której do tej pory nie było.
Tak jakby wynurzyła się z morza, delikatne fale obmywają drogę aż po horyzont, gdzie w oddali dostrzegam gigantyczne budowle.
Na drodze dostrzegam ślady, w które wypełniła woda, tak jakby ktoś przeszedł już tą drogą…

„Gęś i łabędź
Zazwyczaj nie rozróżnia się ich w mitach. U syberyjskich szamanów łabędź jest duchowym przewodnikiem pierwszego szamana, prowadzącym przez krainę dusz. Podobnie gęś, dlatego przed zanurzeniem się w trans szaman naśladuje głos gęsi, by obwieścić swoje przejście do duchowego świata.

Łabędź ma związki ze światłością, śmiercią, pięknem i smutkiem, a także z umiejętnością zmiany postaci. W starożytnej Grecji był panem duchowego lotu, utożsamiano go z Hermesem, posłańcem bogów. Grecy ponadto wierzyli, że przed śmiercią łabędź wydaje z siebie cudowny głos. Stąd wywodzi się europejski „łabędzi śpiew”.

Zgodnie z mitem Zeus przemienił się w łabędzia, by uwieść Ledę, co na długo utrwaliło miłosne konotacje tego ptaka (poświęcono go Afrodycie, bogini miłości).

W Rzymie gęsi poświęcone były Marsowi, bogowi wojny, ze względu na rwetes, jaki czynią w obliczu zagrożenia.

Hindusi, nie rozróżniający łabędzia i gęsi, mają mitycznego ptaka Hamsę, który pojawia się raz jako łabędź, raz jako gęś. Hamsa jest symbolem równowagi życia i rumakiem boga Brahmy, który zresztą narodził się z kosmicznego jaja przezeń zniesionego. Żona Brahmy, Saraswati, często jest przedstawiana na łabędziu lub gęsi, a lot Hamsy jest symbolem tęsknoty duszy za wyzwoleniem z kolejnych cykli życia.”

More
Last Updated on środa, 1 Kwiecień 2009 01:56

M. Wiesz ilekroć zasypiam na tym wielkim, starym łóżku czuję jakbym stawał się małą częścią obrazu surrealistycznego malarza.
Zostaje łóżko, ja w nieograniczonej przestrzeni…

E. Ty, przestrzeń i łóżko…Łóżko – to symbol, to jakby miejsce zespolenia światów, niewidocznych konstelacji, prawdziwych emocji i wizji wyciętych z obrazów godnych da Vinci…
Ono przeniknęło Cię, a przez to pozwoliło wejść w jego światy łączne.
Jesteś przez to dla niego Amadegiem.

M. Płynę pod prąd czasu i przestrzeni, doświadczając wielu istnień.
Obserwuję…
Walczę, zawieram przymierza….
Piszesz o łóżku jak o przyjacielu?

E. Możesz nazywać to pływaniem, choć to nieadekwatne do tego czego doświadczasz. Po prostu wszedłeś w strefę łóżka, które niejako jest czymś innym niż tylko łóżkiem. możesz powiedzieć, że to portal, ale i to nie do końca.
Tego nie da się zdefiniować, więc nie próbuj.
Przyjaciel, wróg, brat…..Co to za nazewnictwo? Mój drogi w światach jest pojęcie współistnienia lub odłączności.
Tak naprawdę w każdej chwili przyjaciel może stać się wrogiem, a wróg kolegą.
Wszystko w zależności od opłacalności.
Mało która istota jest wierną…

M. Dzisiejsza noc będzie kolejną wyprawą.
Nie wiem jaki barwny szlak wyznaczy drogę.
Nasuwają sie słowa z „Alicji w Krainie Czarów” i wskakuje tu też pewien królik.

E. Ciekawe porównanie.
Tylko, że Ty nie jesteś Alicją, a to co się dzieje w Twoim życiu, to nie bajka, a Twój Przewodnik Duchowy nie jest królikiem.

M. To co dla innych jest bajką, dla Nas jest rzeczywistością.
jednym z powodów dla których powstały bajki jest to, że większość ludzi nie potrafi, przyjąć tego, To Co Jest, uciekając od rzeczywistości.

E. Otóż to.
W bajkach niektórych jest prawdziwe przesłanie o prawdziwych światach, istotach, rzeczywistościach.
„Dla Nas” – tak. I dla wielu innych…Na tym polega rzeczywistość…nasza rzeczywistość i nam podobnych.

2004-10-25 11:49:16

More
Last Updated on sobota, 28 Luty 2009 07:00

M. Wiesz ilekroć zasypiam na tym wielkim, starym łóżku czuję jakbym stawał się małą częścią obrazu surrealistycznego malarza.
Zostaje łóżko, ja w nieograniczonej przestrzeni…

E. Ty, przestrzeń i łóżko…Łóżko – to symbol, to jakby miejsce zespolenia światów, niewidocznych konstelacji, prawdziwych emocji i wizji wyciętych z obrazów godnych da Vinci…
Ono przeniknęło Cię, a przez to pozwoliło wejść w jego światy łączne.
Jesteś przez to dla niego Amadegiem.

M. Płynę pod prąd czasu i przestrzeni, doświadczając wielu istnień.
Obserwuję…
Walczę, zawieram przymierza….
Piszesz o łóżku jak o przyjacielu?

E. Możesz nazywać to pływaniem, choć to nieadekwatne do tego czego doświadczasz. Poprostu wszedłeś w strefę łóżka, które niejako jest czymś innym niż tylko łózkiem. możesz powiedzieć, że to portal, ale i to nie do końca.
Tego nie da się zdefiniować, więc nie próbuj.
Przyjaciel, wróg, brat…..Co to za nazewnictwo? Mój drogi w światach jest pojęcie współistnienia lub odłączności.
Tak naprawdę w każdej chwili przyjaciel może stać się wrogiem, a wróg kolegą.
Wszystko w zależności od opłacalności.
Mało która istota jest wierną…

M. Dzisiejsza noc będzie kolejną wyprawą.
Nie wiem jaki barwny szlak wyznaczy drogę.
Nasuwają sie słowa z „Alicji w Krainie Czarów” i wskakuje tu też pewien królik.

E. Ciekawe porównanie.
Tylko, że Ty nie jesteś Alicją, a to co się dzieje w Twoim życiu, to nie bajka, a Twój Przewodnik Duchowy nie jest królikiem.

M. To co dla innych jest bajką, dla Nas jest rzeczywistością.
jednym z powodów dla których powstały bajki jest to, że większość ludzi nie potrafi, przyjąć tego, To Co Jest, uciekając od rzeczywistości.

E. Otóż to.
W bajkach niektórych jest prawdziwe przesłanie o prwadziwych światach, istotach, rzeczywistościach.
„Dla Nas” – tak. I dla wielu innych…Na tym polega rzeczywistość…nasza rzeczywistość i nam podobnych.

More
Last Updated on czwartek, 15 Marzec 2018 10:24

    Copyright by Śniący 2010
Przejdź do paska narzędzi