locie | Fabryka snów - sztuka śnienia, medytacja, rozwój, warsztaty. locie | Fabryka snów – sztuka śnienia, medytacja, rozwój, warsztaty.

Kontakt On-line

1748665

Spotkania, warsztaty

Pamiętnik znaleziony w śnie

Posts Tagged ‘locie’

Dwie przyjaciółki, mieszkające na dwóch krańcach świata, postanowiły wybrać się na kilkudniową wyprawę do Maroka.
Po kilku godzinnym locie samolotem oddały się czarowi Pustyni.
Jeden dzień spędziły włócząc się po targu, ucząc się sztuki targowania, co nie było proste bo sprzedawcy widząc ich radość na bogactwo różnorodności wystawianych przedmiotów, wykorzystywali to bez litości.
Pewien stragan był wyjątkowy nie przez to co na nim było wystawiane, ale przez osobę sprzedającej, była nią starsza kobieta, pełna starych tatuaży, pochodziła z plemienia Berberów.

Zaczęła mówić po angielsku do jednej z przyjaciółek, nie zna ona dobrze angielskiego, ale jej słowa jakoś dziwnie były dla niej zrozumiałe. Powiedziała jej, że wróci tutaj, co było w zgodzie z marzeniami dziewczyny, kontynuowała dalej przechodząc na swój język i w pewnym momencie zaczęła wykonywać pewne dziwne gest dłońmi, dziewczyna tłumaczy, że już nie chce tego słuchać, że nie potrzebuje, na potwierdzenie wcisnęła jej 20 dirhamów. Odeszły..

Tej nocy każda śniła o tym samym, dodatkowo nawet ich znajoma z wycieczki miała podobne sny.
Nikt nie wie dlaczego czy z powodu miejsca czy innych nieznanych czynników, u jednej z przyjaciółek sen przerodził się w jawę, widziała buszującą w ich rzeczach dziwna postać.
Bohaterka wydarzeń z targowiska, śniła o demonicznych postaciach, które ją otaczają, była bezradna i sparaliżowana, nieznana siła wciągała ją w dół. Strach i lęk jeszcze bardziej ją paraliżowały, modliła się do Boga i myślach wzywała swojego przyjaciela na pomoc.

To co zobaczyła zaskoczyło ją jeszcze bardziej, nagle pojawił się jej Przyjaciel, tak wyraźny, jak by wcale nie dzieliło ich kilka tysięcy kilometrów. Był całym przeciwieństwem tego co działo się wokół niej, powiedział wyciągając swoją dłoń „ Daj mi dłoń i chodź za mną, trzymaj mnie mocno, i nie odwracaj się”. Kobieta odwróciła się , to było silniejsze od niej, dostrzegła makabryczne twarze które ją przedrzeźniały, obudziła się by dowiedzieć się co widziała jej przyjaciółka…

31 maja 2007

More
Tagi: , , , , , , , ,   |  Posted under maj 2007  |  Comments  Możliwość komentowania Maroko została wyłączona
Last Updated on środa, 31 Lipiec 2013 10:00

Pracowaliśmy z moją opiekunką/doradcą przy pewnym stroju, przypominającym bardziej jakąś zaawansowaną zbroję, bardzo zdobioną i z różnymi dodatkami.
Szukaliśmy ukrytych tajemnic tej zbroi ,  przeszukiwaliśmy najmniejszą część ubioru, każdą stronę, dyskutowaliśmy gdzie może się ukrywać tajemniczy „kod”.

Opiekunki nie widziałem przez wiele miesięcy, ciekawe co to za sprawa że teraz się spotkaliśmy.
W pewnym momencie sprowadzono mężczyznę i kobietę którzy mieli już doczynienia z tą technologią.Mężczyzna po krótkiej lustracji nacisnął pewne miejsce i w górnej cześci otworzyła się skrytka.

Zmiana lokacji.

Stoję z innymi na ziemnym wale tuż obok drogi,  w tym miejscu korzystam z ciała zwykłego szeregowca, w dłoni ściskam pistolet i narzekam w myślach jak można korzystać z takiego złomu który jest ciężki i niewyważony.
No cóż, w tym miejscu rola szeregowca jest odpowiednia, nikt nie zwróci na mnie uwagi.

Razem ze mną jest kilku innych, jesteśmy żołnierzami klanu który postanowił odbić swoich z twierdzy-więzienia.
Po przeciwniej stronie drogi gdzie też jest nasyp ziemny, zbierają się wojownicy innych klanów, jako obserwatorzy wydarzeń, uzbrojeni, ale nie ingerują.
Wszyscy nawzajem się obserwujemy i napięcie aż o mało się nie skropli,  mierzymy się wzrokiem, ostentacyjnie trzymając broń, by w każdej chwili być gotowym jej użyć.

Właśnie docierają większe siły klanu który chce zdobyć twierdzę,  są ich setki, wypełniają obszar pod murem.
Zdobywają mur, gdy stają na szczycie wspierają ich upiorne postacie, co najmniej dwukrotnie większe od normalnego wzrostu człowieka. Unoszą się w powietrzu, nie mają twarzy,  potargane ich szaty powiewają na wietrze,  upiorni wojownicy wzbijają się wyżej by zaatakować obrońców w locie pikowym.

Zastanawiam się skąd się tu wzięły i kto przyczynił się do tego.
Nie napotykają większego oporu,  Ci którzy zostali pod murem widząc zbliżającą się wygraną, podnoszą krzyk, gestykulują, prężą się jacy to są potężni, wykrzykują dumnie nazwę swojego klanu, która umyka mi w tym momencie.
Widzę w zbliżeniu jednego z wojowników który z dumą się pręży, stojąc w lekkim oddaleniu od tłumu, krzyczy wraz z innymi, jedno co mi przychodzi do głowy zachowują się jak banda fanatyków.

Po krótkiej bitwie dane mi jest widzieć najprawdopodobniej wszystkich odbitych z twierdzy.
Są to przywódcy klanowi, widzę każdego z osobna, dostaję jego szczegółowy rysopis/zdjęcie na tle ulubionego miejsca lub przy ulubionej czynności.

Imiona, informacje co lubi , gdzie spędza czas, jaki jest, wszystkie najważniejsze szczegóły na temat każdego osobnika.
Zastanawiam się po co mi te dane, czas pokaże…

More
Tagi: , , , ,   |  Posted under Opowieści z Niejednego Snu  |  Comments  Możliwość komentowania Twierdza Czterech Światów została wyłączona
Last Updated on sobota, 17 Grudzień 2011 08:51

…współpracy, walk, ucieczek, skradania, takie to były widocznie czasy, a gdzieś pomiędzy tym obserwowałem w swobodnym locie przemarsz grupy wojowników, przypominali spiżowe posągi pokryte pustynnym piaskiem.
Ceglany kolor z pustynną żółcią tworzyły na ich ciałach bojowe ornamenty.
Każdy z nich rozsiewał wokół siebie śmierć, sam ich widok budził popłoch i przerażenie, mało kto mógł ich oglądać i zachować swoje życie.

More
Tagi: , , , , , ,   |  Posted under Opowieści z Niejednego Snu, Śnienie  |  Comments  Możliwość komentowania Wspomnienia została wyłączona
Last Updated on wtorek, 1 Czerwiec 2010 01:15

Zasypiając nurtował mnie pewien problem, zadawałem sobie wewnętrzne pytania

Odpowiedź przyszła w kilku scenach…

Byłem w górach, za którymi tak tęsknie, w oddali przed sobą widziałem niewielkie wzgórze. Leciałem nad zieloną łąką porośniętą bujnie trawą, o długich źdźbłach ścielących się płasklo na ziemi. Przystanąłem przed wzgórzem, usłyszałem jakieś dźwięki które przykuły moją uwagę, trochę przypominało mi to jakby ktoś nawoływał.

Dźwięk przemieszczał się między drzewami, a obok mnie pojawił się towarzysz, razem nasłuchiwaliśmy tego nawoływania, w pewnym momencie dostrzegliśmy niewielkie stado wilków. Mieliśmy dylemat czy to wolne wilki, czy też ktoś wykorzystuje je do polowań lub do innych celów.

Po tej chwili zastanowienia odwróciłem się na pięcie wzbijając się do lotu, to było coś wyjątkowego, słoneczna pogoda, prędkość i wiatr który mnie omywał. Coraz szybciej, pomimo szybkości nie było mi zimno, coraz szybciej, w dłoni miałem biały podkoszulek, który też jest znaczącym symbolem.  Puściłem go na wiatr, wciąż przyspieszając, żyć nie umierać.

Krajobraz się zmienił, teraz sceny rozgrywały się nad kamienistą pustynią, nad którą byłem ze swoim znajomym. Uczyłem go latania, jego postać to specyficzny symbol, bo jest specyficznym człowiekiem odebrałem to jako,  że może przyjść mi uczyć tych , których inni by nie uczyli.

Bo kogo jak kogo, ale wątpię aby mojego kumpla takie rzeczy interesowały 😉

Pokazywałem mu jak używać woli, jak powoli poruszać się aby nabrać wprawy w locie. Przelatywałem nad pustynią demonstrując mu ruchy i technikę, dałem mu kuksańca obruszył się żartem,  że go boli i abym go nie bił.  Kuksaniec nie był tylko żartem,  nie musiał wiedzieć,  że uderzenie miało mu pomóc w nauce,  aby pomogło uruchomić w nim pewne mechanizmy.

Po kilku demonstracyjnych lotach poleciałem w kierunku  cywilizacji, omijając przeszkody,  które tu symbolizowały przewody wysokiego napięcia. Dość częsty symbol w moich nocnych przygodach. Przyglądałem się domom, widziałem ich najmniejsze detale, niedoróbki, widząc zaniedbania właścicieli.

Zrozumiałem to jako zwrócenie większej uwagi na szczegóły, nawet te najmniejsze, których z  „zewnątrz” nie widzą „właściciele”.

Nauka to nie tylko uczenie się czegoś nowego, ale też poprawianie swoich błędów, nawet tych których nam się wydaje,  że ich nie ma 😉

More
Tagi: , , , , , , , , , , , , ,   |  Posted under Opowieści z Niejednego Snu  |  Comments  Możliwość komentowania Pęd wiatru została wyłączona
Last Updated on wtorek, 9 Luty 2010 01:57

Rozpierzchły się Kruki w magicznym locie
W poszukiwaniu czystego kwiatu o oliwkowych płatkach
Wielka betonowa pustynia stała się ich celem
Zdobyli wiedzę miejsca kwiatu
Nie przyjąłem cennych ich zdobyczy
Stał się mały cud w sercu jednego Kruka
Rozbłysła Prawda czyniąc mnie jego dłużnikiem…

2005-08-22 08:18:49

More
Tagi: , , , , , , , , , , ,   |  Posted under sierpień 2005  |  Comments  Możliwość komentowania Pomoc… została wyłączona
Last Updated on niedziela, 15 Marzec 2009 05:43

Miejscem akcji bym dom rodzinny na wsi, pełen domowników, a raczej jakieś paczki znajomych, która była na wycieczce. Krzątaliśmy się po domu, prowadziliśmy rozmowy, zastanawialiśmy się, kiedy będziemy wracać, decyzję za nas podjęła Gospodyni domu, okazało się ze będziemy musieli jechać już dziś. Miałem nie wiadomo skąd pozostałości po cienkiej Pizie, była już zimna i raczej niezjadliwa. W domu była jeszcze Kucharka, rozmawiałem z nią trochę i okazało się, że ona zrobi z tego zimnego placka coś, co będzie się nadawać do jedzenia. Rozpostarła przede mną wizję, czego to doda, jak to przyrządzi, jak rozłoży na cieście, że sam jeszcze się zdziwię, jaka wyjdzie z tego smaczna potrawa.
Gdy reszta się przygotowywała do podróży okazało się, że padający wciąż deszcz przerodził się w rzęsistą ulewę, przez co niewielka rzeczka płynąca obok domu wystąpiła z brzegu, zalewając ogród i docierając przez piwniczne okienka w głąb domu. Wszyscy zaczęli się ubierać i przygotowywać do ratowania domu, ubieranie odpowiednich butów, decyzje, kto gdzie ma iść itp. Deszcz powoli jednak zaczął ustępować, co osłabiło nurt rzeki, która wciąż jeszcze, choć słabiej, ale królowała na ogrodzie i opływała ściany nośne domu. Stałem na zewnątrz i przyglądałem się wydarzeniom, reszta stała na werandzie i obserwowała wszystko.
W tym momencie pojawia się myśl przewijająca się ostatnio w „snach” – nie przejmowałem się, że inni zobaczą moje działanie. Podjąłem decyzję unosząc się w górę, na mojej drodze przeszkadzały mi kable energetyczne, ale przelatując pomiędzy nimi nie obawiałem się, że jeśli któregoś dotknę, że może mi coś grozić. Poprawiłem się w locie, była ze mną poduszka zafu, na której tak często siedzę. Wyleciałem na ulice i kierowałem się w stronę lasu mając przed sobą kolorowe niebo, które odpoczywało tuż po deszczu. Lecąc zastanawiałem się jak znaleźć odpowiednie miejsce, gdzie będę mógł przerwać brzeg rzeczki, aby fala powodziowa opadła.

Następne miejsce i wydarzenia.
Weszliśmy na teren jakiegoś systemu pałacowego, pełnego zieleni i było jakieś, „ale”, bo wciąż wypatrywaliśmy niebezpieczeństwa. Był z nami nasz kotopies;), biegał swobodnie, ceni on wolność ponad wszystko, kocha członków swojego stada, ale chwile wolności są dla niego jak narkotyk, zachłystuje się nimi, bardzo często jego natura jest o krok od oddania się w pełni wolności, ale też często udaje się nam go jednak przywołać do siebie, co nie znaczy, że jest to łatwa sztuka;) Przechodząc białymi i zadbanymi ścieżkami pośród drzew, podbiegały do nas ogromne psy. Większość był agresywna, ale w tym miejscu i czasie nie obawiałem się łapać ich za potężne szczeki, miotając nimi jak workiem ziemniaków, niektóre z nich przechodziły obok nas, nie okazując agresji. Kiedy nasz spacer się skończył doszliśmy to dużej bramy, kotopies gdzieś się zawieruszył w swoim bieganiu, my zaś podchodziliśmy ukradkiem i podpatrywaliśmy bokami, czy aby nikt nie czatuje na nas za bramą?

More
Tagi: , , , , , , , , , , , , , , ,   |  Posted under Opowieści z Niejednego Snu  |  Comments  Możliwość komentowania Powtarzające się symbole została wyłączona
Last Updated on środa, 3 Grudzień 2008 12:56

Wjechaliśmy do niewielkiego miasteczka, a może nawet wioski, centralnym jej punktem był staw, nad którym stały pozostałości klasztoru. Widać było, że ogień był żywiołem, który doprowadził budynki do ruiny, niektóre ściany jeszcze stały, nawet gdzieniegdzie można było doszukać się resztek dachu. Teren był ogrodzony, a w niewielkim oddaleniu od ruin stały dwa budynki, wyglądały na zamieszkałe.

Z radością uniosłem się w górę, w locie bezpiecznie ominąłem wysokie ogrodzenie, zbliżając się do tych dwóch budynków dostrzegłem specyfikę ich dachów, których spadzistość był tak wyprofilowana, że miała miejsce na podwieszenie belek i wzmocnień. W miejscu tym trenowały walkę cztery osoby, podzielone były na dwie pary. Stały o ile można to powiedzieć do góry nogami, grawitacja jak widać im nie przeszkadzała, to, że chodzili podwieszeni pod dachem nie stanowiło dla nich najmniejszego problemu. Obróciłem się twarzą w kierunku dachu by widzieć świat tak jak oni go widzieli.

Dostrzegli mnie przyjmując pozycje bojowe, byli młodzi nie chciałem im czynić krzywdy, siłą woli i niewielkim ruchem dłoni odrzuciłem ich od siebie dociskając ich do ścian i dachu, mogłem już swobodnie lecieć dalej na zwiedzanie ruin.
Choć wszystko było osmalone i zniszczone, można było dostrzec, że klasztor w latach swojej świetności był strzelistym budynkiem. W szedłem po miedzy dwie ściany, kiedyś można było na nich ujrzeć wielobarwne witraże. Idąc i podziwiając, natknąłem się na nieznajomego, który stał i podobnie jak ja rozglądał się dookoła, oddychał z przyjemnością, chłonął to miejsce, cieszył się, że może tu być.

Postanowiliśmy, że razem będziemy zwiedzać, przed nami były pozostałości bramy, idąc przed siebie i zanurzając się w półmroku dostrzegłem na jednej ścianie, tuż przed bramą, wysoko nad moją głową stłoczone „osoby”, odpoczywali sobie poprzyklejani do ściany.
W mroku ruin okazało się, że nie jesteśmy sami, wszędzie było pełno „ludzi”, jedni stali inni klęczeli lub siedzieli na sposób wschodni, obserwowali nas dając nam do zrozumienia, że nie jesteśmy tu mile widziani. Jakimś cudem wytrzasnąłem skądś zabytkową dwururkę, lata jej świetności już dawno minęły, ale trzymałem ją w taki sposób, że była wycelowana w każdego najbliższego, pokazując, że w każdej chwili jestem gotowy jej użyć. Kosztowało nas to sporo, ale szliśmy powoli by nie przeoczyć najmniejszego ruchu, nikt z nas nie chciał być rozszarpanym i zakończyć swój żywot w tym miejscu.

Przed nami pojawiła się kurtyna, która zasłaniała sobą szerokie przejście, przez które co rusz ktoś wchodził to wychodził, stanęliśmy po jej skrajnych miejscach by nie rzucać się w oczy, wyczekaliśmy odpowiedniej chwili, nie wiedzieliśmy, czego się spodziewać po drugiej stronie, nie docierały do nas  za niej żadne dźwięki. Przyszedł odpowiedni moment, w pełnej prędkości, w locie przekroczyłem kurtynę, za nią dostrzegłem rozległą salę gdzie dotarł do mnie okrzyk, który by niejednego faceta dobił „Teraz już mi tak szybko nie uciekniesz, Skarbie”, padły słowa z ust kobiety ptaka. Złapała mnie z radością za nogę i sprowadziła na ziemię, z nie mniejszą radością kłapała dziobem, który jej się nie zamykał, jak to dobrze mnie widzieć. No cóż chcąc nie chcąc byłem skazany na jej towarzystwo, z cierpliwością wysłuchiwałem różnych historii i opowieści z przeszłości, jak to kiedyś było tak pięknie.

More
Tagi: , , , , , , , , , , , , , ,   |  Posted under Opowieści z Niejednego Snu  |  Comments  Możliwość komentowania Klasztor została wyłączona
Last Updated on niedziela, 23 Listopad 2008 12:48

Dwie przyjaciółki, mieszkające na dwóch krańcach świata, postanowiły wybrać się na kilkudniową wyprawę do Maroka.
Po kilku godzinnym locie samolotem oddały się czarowi Pustyni.
Jeden dzień spędziły włócząc się po targu, ucząc się sztuki targowania, co nie było proste bo sprzedawcy widząc ich radość na bogactwo różnorodności wystawianych przedmiotów, wykorzystywali to bez litości.
Pewien stragan był wyjątkowy nie przez to co na nim było wystawiane, ale przez osobę sprzedającej, była nią starsza kobieta, pełna starych tatuaży, pochodziła z plemienia Berberów.
Zaczęła mówić po angielsku do jednej z przyjaciółek, nie zna ona dobrze angielskiego, ale jej słowa jakoś dziwnie były dla niej zrozumiałe. Powiedziała jej, że wróci tutaj, co było w zgodzie z marzeniami dziewczyny, kontynuowała dalej przechodząc na swój język i w pewnym momencie zaczęła wykonywać pewne dziwne gest dłońmi, dziewczyna tłumaczy, że już nie chce tego słuchać, że nie potrzebuje, na potwierdzenie wcisnęła jej 20 dirhamów. Odeszły..

Tej nocy każda śniła o tym samym, dodatkowo nawet ich znajoma z wycieczki miała podobne sny.
Nikt nie wie dlaczego czy z powodu miejsca czy innych nieznanych czynników, u jednej z przyjaciółek sen przerodził się w jawę, widziała buszującą w ich rzeczach dziwna postać.
Bohaterka wydarzeń z targowiska, śniła o demonicznych postaciach, które ją otaczają, była bezradna i sparaliżowana, nieznana siła wciągała ją w dół. Strach i lęk jeszcze bardziej ją paraliżowały, modliła sie do Boga i myślach wzywała swojego przyjaciela na pomoc.
To co zobaczyła zaskoczyło ją jeszcze bardziej, nagle pojawił się jej Przyjaciel, tak wyraźny, jak by wcale nie dzieliło ich kilka tysięcy kilometrów. Był całym przeciwieństwem tego co działo się wokół niej, powiedział wyciągając swoją dłoń „ Daj mi dłoń i chodź za mną, trzymaj mnie mocno, i nie odwracaj się”. Kobieta odwróciła sie , to było silniejsze od niej, dostrzegła makabryczne twarze które ją przedrzeźniały, obudziła się by dowiedzieć się co widziała jej przyjaciółka…

More
Tagi: , , , , , , , ,   |  Posted under Stare zapiski  |  Comments  Możliwość komentowania Maroko… została wyłączona
Last Updated on czwartek, 15 Marzec 2018 10:23

Rozpierzchły się Kruki w magicznym locie
W poszukiwaniu czystego kwiatu o oliwkowych płatkach
Wielka betonowa pustynia stała sie ich celem
Zdobyli wiedzę miejsca kwiatu
Nie przyjąłem cenych ich zdobyczy
Stał się mały cud w sercu jednego Kruka
Rozbłysła Prawda czyniąc mnie jego dłużnikiem…

More
Last Updated on czwartek, 15 Marzec 2018 10:23

    Copyright by Śniący 2010
Przejdź do paska narzędzi