Wspomnienia…

Kilka razy podchodziłem do tego, próbowałem zaczynać na różne sposoby, spróbuję raz jeszcze…

W przeciągu niecałych 3 miesięcy odwiedziłem Miasto Miłości, znajdując schronienie w Naszej „Pustelni”. Za pierwszym razem dane mi było rozpływać się w „zapachu” modlitwy jaką było przesiąknięte to miejsce. Zasypiając tam mogłem odczuwać całą wieczność tą słodycz. Ostatnio miałem kilka dni wolnego i pojechałem się schronić, a przede wszystkim prosić o Życie.
Mogłem też tam schronić się przed swoimi prześladowcami, tam nie mieli do mnie dostępu.
Ponad rok czasu chodzili za mną krok w krok, niektórzy nawet z mojej kochanej Rodzinki śmiali się, że ”co postraszysz mnie tą bandą która chodzi za Tobą”.
Jeżeli zdobycz wymyka się drapieżcy z rąk, bestia pała żądzą zemsty, nie raz udało mi się osłonić ofiarę przed ich pazurami.
Choć snami próbowali dotrzeć nawet w tym miejscu, nie mogli mi zaszkodzic, więc chcieli odbić to sobie na niewinnym Naszym psie, który przyszedł do mnie zlękniony.
Prowokacje, manipulacje, wszystko wymieszane, istoty, światy złożyło się na ich działanie.
Dzięki Bożej pomocy odeszli bezsilni.
Szukając ratunku i nadziei, zatapiałem się w Nieba zachwycie, by w prostych chwilach mieć łaskę odczucia słodyczy Charyzmatu, w zwykłej krótkiej rozmowie między dwojgiem ludzi.
Wracając serce unoszone błękitem modlitwy przez wiele godzin wspominało…

Kot Schrödingera…

Miałem przyjemność poznać pewnego czarnego kotka, który chodzi sobie po naszym Świecie. Aktor z niego przedni:)
Zbiera informacje, jedne sobie zostawia, niektóre przekazuje dalej.
Przestrzeń nasza, ogranicza go, a zarazem nie ogranicza.
Wędruje sobie przez nasze podwórka, by w jednej chwili być kilkadziesiąt kilometrów dalej.
Dla jego Pani nasza przestrzeń to jak tasiemka materiału, raz jej ulubieniec jest tu, raz tam…
Chodzi sobie tylko znanymi ścieżkami, miło sobie pogawędziliśmy, zdradził mi to i owo.
Powędrował dalej nieznanymi mi drogami….

„Dobrotolubije”

Wracając jeszcze do podróży, padł pomysł jedziemy na Słowację…
No to pojechaliśmy, widoki , widoki, góry wszędzie góry, serpentyny, lasy i muzyka jak należy w samochodzie;) „Cud miód i powidła”.

8 godzin w samochodzie makabra;) później rajd na Katowice, aby zdąrzyć na pociąg.
Na szczęście dotarliśmy w jednym kawałku na miejsce, przede mną jeszcze 4 godziny podróży. Jadąc w góry zabrałem ze sobą” Opowieści Pielgrzyma” podróżując sercem z bohaterem książki by czas płynął „szybciej”oddawałem się lekturze.
Wtedy gdy sił prawie nie było, serce weszło w melodię myśli i pragnień, zapomnienia w modlitwie serca…

Lemury madagaskarskie

Przez ostatni rok wiele się wydarzyło, wiele razy musiałem zapominać o sobie.
Czasami samo myślenie o sobie było jakieś obce.
Często były to rozdroża, myślałem sobie „idę na urlop i funduję sobie jakaś depresję, co jak inni mogą to co ja nie mogę;)?”
Ale jakoś tak mam że chyba jestem odporny na wirusa depresji, od czasu do czasu dopadnie mnie coś, ale bez długo falowych skutków.
Przyzwyczajamy się do wielu spraw w życiu, do samotności , do spokoju, czy do ciągłej pracy, każdy ma coś dla siebie;)
Jest nam z tym dobrze, nie widzimy potrzeb zmian.
W zeszłym tygodniu „zafundowano” mi wycieczkę w Beskidy, odwiedziłem dawno nie widzianego Brata.
Odwiedziliśmy dość sporą część knajp w jego mieście, wspominając o tym jak było , jak jest i jak będzie. Wspomnieliśmy potyczkę z „Pożeraczem Dusz”, zmieniłem się w opowiadacza, sam Brat później podkreślił „dobrze to mówiłeś”, niewieścia duszyczka która była z nami i słuchała tych opowieści, spojrzała na świat trochę z innej strony.
A druga niewieścia duszyczka, która wie dlaczego dałem taki tytuł, a nie inny, wie o co chodzi.
Też jestem takim lemurem madagaskarskimi czasami pustelnikowanie może poczekać;)
Z indiańskim pozdrowieniem
Masai:)

Terminatorzy…

Płyną na falach czasu i przestrzeni
Starają się za wszelką cenę by uderzyć
Czujni na każdy Naszą chwilę, którą są w stanie dostrzec
Chcą wyprzedzić czas, zmienić jego nurt
Trzy światła są im solą w oku, choć różny ich blask
Zawołam do wszystkich serc, w których maleńkie ziarno wzrasta
Bo siła jest w jedności…

Wyjaśnienie…

Pisząc notkę „Śmiertelni i nieśmiertelni” miałem „w tle pamięci” książkę Kena Wilbera.
Jakieś 9 lat temu siedąc sobie samotnie na jakies wrocławskiej stancji, czytałem tę książkę, przemaglowala mnie dokumentnie i na wylot, nie raz do niej wracałem choćby zerknąć.
Pomijając wątek filozoficzny, było coś ważniejszego w tej książce i nadal jest.
Treya i Ken
Jej walka,ich walka, jej radośc życia, pragnienie miłości, oddcisneła we mnie piętno.
Ich poświęcenie do końca…

Ksiązka stała sie życiem.
Czesto wydaje się nam, że to nie może nas spotkać póki nie dzieje sie to w naszym życiu.
Co będzie na kolejnych stronicach,gdzie nadzieja walczy ze zwątpieniem, wiara i pamięć podtrzymuje, gdy jest naprawdę ciężko?
Miłość.

Siedzi sobie dwóch wariatów na irracjonalnym moście i irracjonalnie machają sobie nogami.

I jeden do drugiego mówi, że coś mu nie wychodzi, że już tyle lat próbuje, a tu nic ,a nic.
Wciąż pije i pije, ale jakoś upić się nie może, zapomina że pił i wciąż jest trzeźwy.
Drugi nie jest mu dłużny i też opowiada mu jak to z nim nie tak.
Makabryczne sny, dziwni”ludzie” z którymi wciąż rozmawia, historie nie z tego świata.
Dochodzą do wniosku, że na rówini są w swoim szaleństwie.
Choć ten ze „słabą pamięcią” po wysłuchaniu opowieści kumpla mówi, wiesz chyba jednak z Ciebie wiekszy wariat.
A wszystko zaczeło się gdy jeden drugiemu sie przyśnił:)
A jaka/jaki Ty jestes?

Charaktiernyj Anioł…

Pewna sobota, od kilku dni wciąż pada i pada i dodatkowo poranek dopiero się budzi, a słonce jeszcze śpi.
Odbyła się pewna rozmowa.
– Pojechałbyś do Miasta Miłości, tak na weekend.
Pogoda za oknem mnie nie przekonywała, wdaliśmy sie w wymianę argumentów.
Wreszcie Anioł nie wytrzymał
– Jedziesz wreszcie czy nie, będziesz tu gnuśniał, zrób coś.
Podsumowując pakuję się i jadę skoro świt.

Innym razem.
– Wiesz zrób to i to, powtórz to co Ci mówiłem, zrobimy to tak i tak. (czysty spontan to tak moim skromnym zdaniem:))
– Idź módl się, zawalczymy o jego duszę.

Jeden z wielu snów…

Widziałem, dwoje ludzi, którzy szli przed siebie, otwartą przestrzenią.
W pewnym momencie dochodzą do jakiś fortyfikacji, przypominają one bardziej akwedukty niż mury obronne zamiast zagradzać drogę Wędrowcom, była im Drogą.
Nagle pojawiają się skądś przeciwnicy, którzy próbują strącić naszą dwojkę z Drogi.
Kobieta ma kołczan stalowych strzał, ale w śnie nie korzysta z nich, obydwoje z mężczyzną unikają wrogich ciosów.
Mężczyzna zaś trzyma na wietrze Sztandar.
Po wybudzeniu starałem zrozumieć symbolikę tego snu, na początku nie docierało do mnie co on przedstawia.
Poźniej grzebiąc w różnych książkach i w sobie;) trochę mi sie otworzyły oczy.
Stalowe strzały, one łącza Niebo i Ziemię, to Assunta.
Sztandar, symbol przywództwa i wartości.

Strażnicy…

Swego czasu miałem okazję spotkać kilku strażników, każdy miał inne zajęcie.
Jeden z nich był bardzo skrajny.
Strażnik VooDoo…pierwsze jego słowa to żal, że już nikt nie gra głową ludzką, coraz mniej ofiar sie składa, że nie ma obozów zagłady.
Dobrze, że te już minione czasy, jaki los potrafia zgotowac sobie ludzie…

Trzecia kręgla…

Pierwsza powraca do pionu, choć za szybko chce wrócić, po tym wszystkim, co przeżyła.
Druga ciągle wiruje, trafiona ostatnim ciosem o mały włos nie poczuła szczęk swych braterskich psów.
Trzecia pisze…
Ostatnio zagotowałem się jak czajnik i poszły w ruch mocne słowa. Czułem się jak na krawędzi, zresztą chwilę później „Czy Ty nie widzisz Masai, na co się otwierasz…nienawiść, wpuszczanie w siebie tego wszystkiego, Jej wojna się skończyła, twoja dopiero się zaczyna, a swoją drogą ciekawe komu nadepnąłeś na odcisk?”

Pochyliłem się nad Matką Ziemią
By w niej znaleźć ukojenie
Zapach ziemi, dotyk wiatru
Praca, która Cię przemienia
Proste gesty, są największą tajemnicą…

Zielone wspomnienia…

Wchodzę do ogrodu, a tak mały ktoś.
Nie znam Ktosia, a on zapamiętale ładuje ślimaki do reklamówki;)
I nie odwracając się mówi „Tylko sobie nie myśl, że no, no wiesz ja Ci te ślimaki, no wiesz…kradnę” Ślimaki mi nie potrzebne, a niech sobie ładuje:)
„No, bo wiesz ślimaki do dla nas przysmak, ale wiesz nie wyżyłbym tylko na samych ślimakach, ileż można by było jej jeść, blehhh”.
Gość okazał się młodą osóbką, jakieś 250 lat, przysiedliśmy sobie na grządce na małe
„te ta te”, skosztował piwa i usłyszałem to, co zwykle, „Nasze piwo jest najlepsze, nie to co te”.
No cóż nie będę polemizował, być może tak jest, i wiele przemawia za tym, że jednak tak jest:)
Jak to między facetami bywa rozmowa zeszła na kobiety, tylko że w świecie mojego rozmówcy kobiety to rzadkie i ukryte zjawisko. Mężczyźni strzegą podobno i ukrywają swoje kobiety, także nikt nie wie gdzie mieszkają. Miałem tę przyjemność, że poznałem jedną z tych „zjawiskowych” niewiast, i jak się okazało, prawda wygląda ociupinkę inaczej niż po jest przedstawiane ogółowi. Kobiety mają swoją politykę i nie zawsze się ona zgadza z męską polityką i to one w większej mierze kierują, tym jak żyją i gdzie żyją.
Wpływowe niewiasty:)

Fabryka snów - sztuka śnienia, bajki terapeutyczne, rozwój