Rozmowy „podprzestrzenne” z Niką…

Pewnego lata
Rozmawiamy, a tematem są ludzie, z którymi się spotkałem, a których znałem na odległość wcześniej.
– Wydaje Ci się Masai, że spotykając tych ludzi, z którymi wcześniej rozmawiasz, to poznasz ich lepiej, bardziej zrozumiesz i tu jesteś w błędzie. Zanim ich spotkasz, Ty znasz ich już na wskroś. Jeszcze nie umiesz tego docenić, dostrzec…

… – Zazdroszczę Ci Masai.
– Ty mi zazdrościsz? Ty? (w duchu myślę, kto jak kto, ale TY???)
– Wiele otrzymałeś, jeszcze nie czas byś teraz walczył, ale Twój czas nadejdzie i wtedy docenisz „prezent”.
Patrzy się na mnie, z przymrużonymi oczami, chwila milczenia, jakby szukała czegoś we mnie.
– Zaskakujesz mnie, Twój Duch zna Legendę…zostawiła mi na koniec kilka rad i odeszła zostawiając mnie w konsternacji.
O Legendzie to przy innej okazji;)
Kiedyś przed latami, pewnej zimy, idąc skoro świt na autobus do Wielkiego Miasta, ciemno, ponuro i na pewno nie ciepło. Szedłem parkiem zapatrzony w korony drzew, pisząc kilka myśli…

Korony drzew podpierające niebo
W wschodzącym słońcu wyrzeźbione
Każdy swój szczegół odsłaniają
W ramionach wielokształtnych
W swoim cieniu
Niczym anioły słońce witają

A później nie wiem co mnie naszło, teraz wiem, że to anomalie czasowo przestrzenne zrobiły dziurę nożyczkami, przepuszczając to i owo;)

A cóż to za rycerz na starej szkapie jedzie, w pordzewiałej zbroi
Nędzną imitację kopii dzierży w dłoni,
Ale gdzie jego wierny kompan, z którym już od tylu wieków
Tworzą legendę czynów wspaniałych
Przez tak wielu naśladowanych,
Ale nikt nie dorówna tym dwojgu
To tylko marne odbicia czynów wyśmienitych
Niepokonanego duetu

Tuż za zakrętem…

Nie tak dawno odbyłem podróż po swoim rodzinnym mieście, pomijając niektórych spotkanych ludzi wszystko było takie samo…
Idąc rozglądałem się dokoła stwierdzając, że jestem u siebie, ale zarazem nie u siebie.
Ja jestem trochę inny, ubranie inne i ogólnie coś mi tu nie gra.
Postanawiam „wracać do domu”, stawiam krok i idę dalej, ale już inny, inaczej ubrany.
Gdzie była granica, którą przekroczyłem, najwyraźniej to tylko sprawa umowna, ona jest tylko w naszych myślach…
Ze Świata do Świata o jednym kroku…

„To nie Twoja wojna…”

Nie raz słyszałem ten zwrot z Twoich ust, jednym z pierwszych razów było to chyba na wakacjach, gdy byliśmy kilka dni w Naszym nadgranicznym miasteczku.
Poszliśmy wieczorem do knajpy, roztańczona sala jak to w sanatoryjnych ośrodkach;)
Odpoczywając przy stoliku 😉 dostrzegam, że przygląda nam się rudowłosa kobieta siedząca razem ze swym partnerem kilka stolików dalej.
Okazało się, że jest kobietą Wiedzy, wzbudziliśmy po prostu jej ciekawość.
Kolejny odpoczynek przy stoliku;) do stolika obok przysiadło się kilku facetów, jaki ten świat mały jednym z nich okazuje się, Twój były uczeń…
Człowiek który postanowił pokazać co to nie on, i co potrafi. Powiedziałaś abym się w to nie mieszał „Po co czynić sobie wroga…”
Nie omieszkał nawet spróbować wezwać posiłków, ale widocznie jego szefostwo uznało „chcesz, to radź sobie sam”. Kobieta Wiedzy wzięła Twoją stronę, wszystko potoczyło się w miarę spokojnie. Zaspokoiła nawet swoją ciekawość względem mnie, by wiedzieć więcej, niby przypadkiem dotknęła mojej dłoni na parkiecie.

Od kilku miesięcy prowadzisz pewną sprawę, na początku nie chciałaś abym wiedział o niej cokolwiek, z czasem to już nie było takie proste. Niektóre fakty wychodziły same…
Ukrywałaś mnie i chroniłaś, by mnie nie odkryli „To nie Twoja wojna”.
Obecnie sytuacja się zmieniła, wiedzą o moim istnieniu, obserwują.
Dotarli do Twojego Przyjaciela, lekarze nie potrafią wyjaśnić co się stało…oby Bóg miał go w swojej opiece i jak najszybciej wrócił do zdrowia.
Siedząc w nocy dostałem krótką wiadomość od Ciebie pomiędzy innymi słowami – „boli”.
Coś we mnie tąpnęło, tak jakby ktoś nagle włączył wszystkie turbiny w elektrowni wodnej.
Dziwny stan, zasnąłem z nim, obudziłem się z nim, lekki wysiłek woli i wzrasta jego intensyfikacja. Nie wiem jak czuje się berserker…, ale dziwny to stan który jest teraz w zasięgu mych myśli…

Pamięci Anneliese…

Pojechałem na konsultacje w sprawie pracy dyplomowej, jakże radosna musiała być moja mina na widok wywieszki, że „psorek” zjawi się najwcześniej z 4 godziny.
Nic innego mi nie pozostało jak w tył zwrot i iść „w miasto”.
Odwiedziłem gggigantyczny sklep, a wcześniej zaglądałem też do księgarni, ale jakoś książki, które oglądałem nie przemawiały do mnie. Dotarłem na Rynek, a tam kolejny gggigantyczny sklep;)
Przeglądam kolejne książki …i jest, jest książka którą poczułem , że powinienem przeczytać.
Gdy wróciłem do domu, nie rozpakowywałem torby przez długi czas, książka grzecznie sobie czekała.
Kilkadziesiąt godzin po wyprawie usiadłem sobie wieczorkiem z zamiarem zaczęcia lektury, wziąłem książkę w dłonie, usiadłem i dziwnie się poczułem…
Odczułem jakby działały dwie siły, jedna uzdalniała mnie do przeczytania tej książki, a druga wprowadzała zamęt i rozproszenie.
W pewnym momencie telefon, znajomi mają problem techniczny z komputerem, kilka oddechów minęło zanim zebrałem rozbiegane myśli, na tyle że zrozumiałem co mówi się do mnie przez telefon.
Książkę czytam, odczuwam…i przeczytam.

Człowiek i Demon…

Demon -„Ja jestem Rozkładem i Zniszczeniem dla wielu jestem Śmiercią.
Zabierzemy to ciało, skoro wobec innego ciała zmieniły się plany.
Dzień po dniu zacznie się rozkładać…
Ty mi nie wierzysz?”

Człowiek – Nie.
W duchu myśląc „uwierzyłem Temu Który Oddał Za Mnie Życie, nie po to aby teraz uwierzyć temu, który chce mi je odebrać.”

Czas …co to takiego?

Zapewne wielu z Was czytało, oglądało lub słyszało różne historie dotyczące ludzi, którzy odwiedzali starożytne Miejsca Mocy, wiekowe menhiry, święte Góry, „stare szafy” i można by tak długo wymieniać, ale nie to jest teraz meritum sprawy;)
Przykładowy bohater przechodzi przez taką „starą szafę” i odkrywa inny świat, gdzie czas płynie swoim rytmem.
Spędzając tam wiele pór roku powraca prawie w tym samym momencie swojego „wejścia”.
Więc co z tym czasem, jak go należy liczyć, czy da się go policzyć?
Coś tam umownego na pewno można byłoby sklecić, ale co zrobić gdy takich podróży jest wiele po wielokroć?
Czy znaną matematykę czasu, początek i koniec, można od tak wtedy sobie odnieść do jednostki ludzkiej?
Takie „przejścia” to tylko czubek góry lodowej.
„Przejście” z miejsca do miejsca w „przestrzeni i czasie”.
„Przejście” z istnienia do istnienia…
Czas zmienia się w woltyżerkę, jak łatwo w tym zatracić siebie.
ŻYCIE mamy jedno, bez względu gdzie pójdziesz i kim będziesz…

Szukając…

Dostrzegłem, że idę ulicą zawieszając wzrok na elewacjach mijanych domów
Ich barwy były żywe i pastelowe
Chodniki i krawężniki były bardzo zadbane robiły dobre wrażenie;)
Zieleni było w bród, atmosfera spokojna
Ulica prowadziła w stronę wzgórza na którym też były zabudowania miejskie
Tam było więcej otwartej przestrzeni, na lewo droga schodziła w dół
Z tej strony słonce rozlewało swoje barwy
Wybrałem prawą stronę idąc w górę, chłonąc wszystko wokół
W pewnym momencie dostrzegłem znajomych siedzących w kawiarni pod otwartym niebem
Machając im na przywitanie zagapiłem się, nie dostrzegłem nagłego spadku
Także ziemia była po niżej o dobrych kilka metrów, lecąc w dół jakoś udało mi się dogadać z grawitacją i wylądowałem bezpiecznie
Wędrując po różnych miejscach…szukam dla Nas Domu

Co dzieje się gdy nie słuchamy się serca…

To było pewnej zimy…stało się w nocy.
Uległem pewnej pokusie i popełniłem ogromny błąd, dałem się zwieść.
Wahałem się z pewną decyzją, szarpany skrajnymi odczuciami.
Powiedziałem zgoda… i to był błąd, z którego ceną przyszłoby mi żyć, na szczęście w świetle słońca okazało się, że można to odwrócić, w odpowiednim czasie.
Pamiętam wszystko tak jak dziś, odczucia , obawy, strach, rozpacz, nadzieję…
Gdy klamka zapadła od razu pojawili się Prześmiewcy, ich słów nigdy nie zapomnę.
Nie zapomnę też pewnego pytania, na pozór niewinnego „Jak się teraz czujesz?”
Odpowiedziałem na nie i przyszło następne zadane od tak, niby mimochodem.
„Czy czujesz Jego obecność…”

Wspomnienia…pierwsze wyjaśnienia.

Ten, który przyszedł, tuż przed swoim odejściem, ukazał mi kilka spraw w nowym świetle.
Opowiedziałem mu sen, a On na to „Twoje sny już od dawna nie są snami”.

…Osaczano mnie, gdziekolwiek poszedłem, zawsze ktoś był na mej drodze, czasami nawet więcej niż kilku dziwnych „typków”, zapewne mieli ochotę pokazać mi swoją nową kolekcję znaczków pocztowych.
Wbiegłem do budynku, przypominał on wieżę, schody były kręte, wchodziłem po nich jak najszybciej. Trafiłem do pokoju gdzie byłaś Ty, z jakąś kobietą, zamieniliśmy kilka słów. Pobiegłem dalej, już nie po schodach, wybrałem krótszą drogę, skoczyłem, spadając krzyknąłem…
Zniknęło wszystko i wszyscy przeciwnicy, widziałem tylko białą przestrzeń.
Gdy stanąłem na twardej ziemi, przestrzeń jakby na nowo powstawała, wokół mnie odbijały się kule rozproszonej materii.

„Krzyknąłeś Jej imię,efekty sam widziałeś, wiesz o tym od dawna jesteście Połączeni, żadna istota we Wszechświecie nie jest w stanie Was rozdzielić, oprócz Was samych.
Jesteście najlepszym …, wielu będzie chciało Wam przeszkodzić…”
Odszedł.

To co Nam się zdarzyło…

Doszliśmy do Gór Przemienienia
Niebotyczne ściany, zwisające ponad nami, sięgające nieba
Szczyty zakryte chmurami
Długa droga za Nami…
Zimno, a szepczący wiatr próbuje pozbyć Nas najmniejszego skrawka ciepła.
Musimy znaleźć schronienie, przed nocą i burzą śnieżną, którą w wietrze nadchodzi
W tak ciężkich chwilach, przychodzą różne obrazy z przeszłości
Rozmowy, pouczenia, które być może czekały na tą chwilę…

Nadir i Nazir…

Pierwszy pisze poezję, i jest przeciwieństwem wszystkiego co ostre.
Drugi „pisze” płynnym ruchem nadgarstka, tanecznym krokiem prowadząc, strofy tworzone ostrzem miecza.
Nazir wpadł na chwilkę, podzielić się ze mną radą…
-Powinieneś coś zmienić…
Po krótkiej naradzie, gdy już musiałem iść wzniosłem okrzyk „Precz z Zapuszkowanymi Rycerzykami, Puszki na złom;)”

Miecz i Serce, Drogę zna…(to już słowa Nazira)

Stąpanie po Aniołach…

Budynek był ogromny, wiele pomieszczeń, wszędzie pełno ludzi.
Labirynt pokoi, drzwi, długich i krętych korytarzy.
Szukam „czegoś” i nie zamierzam się poddać.
W pewnym momencie idę boso, w pierwszej chwili myślę, że powinieniem zawrócić, by odnaleźć buty, ale to tylko moment zawahania.
Szukam dalej…
Odnajduję Drzwi, wchodzę do wielkiego pomieszczenia, okazuje się że jest to Świątynia.
W oddali dostrzegam Ołtarz, wszystko jest bardzo stare, przesiąkam atmosferą miejsca.
Części niektórych elementów są jakby zniszczone i być może są odnawiane, ale pojawiają się też mysli, że to tak ma wyglądać.
W centralnej części Świątyni przy Ołtarzu, najzwyklejsza ziemia jest podłogą.
Ściany idą po linii okręgu, za to zadziwiająca jest podłoga, która rozciąga się przede mną.
Setki, tysiące rzeźb Aniołów, widzę ich twarze, skrzydła, tak jakby podtrzymywały wszystko…
Stąpam po Nich delikatnie, czując każdy krok, dostrzegając najmniejsze szczegóły ich twarzy, powoli wychodzę.

A na jawie w świetle dnia szukam wyjaśnienia snu.

„bose stopy – to symbol dobrowolnego ubóstwa ze względu na Chrystusa, który ” stał się ubogim, aby nas ubóstwem Swoim ubogacić” (2 Kor 8, 9).
Wyrażają też one gotowość do podjęcia każdej woli Bożej, choć realizacja Bożych zamierzeń często rani ogołocone stopy.”

Prowadząc rozmowę z kimś znajomym, nagle dostrzegam następstwo zdarzeń, których sen był zapowiedzią.
Odwiedzają mnie…

List…

Nadeszła pora obfitych śniegów, drogi nieprzejezdne, pozostaje mi tylko ta forma komunikowania się z Toba.
Obchodzę mury miasta, sprawdzam morale i siły obrońców. Dla chwili wytchnienia zaszedłem do gospody, tutejszy oberzysta ma wobec mnie dług i ma sposoby, na przerzucenie listu.
W takich dniach myśli często szukają słońca, cieżko jest się odnaleźć. Siedząc teraz za stołem, za oknem widzę lampę uliczną, która dzielnie rozświetla mroki nadchodzącej nocy.
Dziwi Cię może Przyjacielu, że ostatnio w moich listach do Ciebie, cytuję Świętą Księgę, ale wiedz, że nastały straszliwe czasy.
Teraz nie jest to, chwilowa potyczka. Walczymy o kążdą pędź Naszej ziemi, o wolność dusz i ciała, stajemy całą determinacją przed rozlewającym się mrokiem.
Rozwścieczone hordy bezustanie nacierają, bez względu na pogodę i porę dnia. Nie cofają się przed najmroczniejszymi rytuałami.
Cytując Świętą Księgę i dzieląc się z Tobą Słowem w Niej zawartym, czerpię siłę i moc.
W Słowo wpleciona jest Nadzieja, Wiara i Miłość, dzięki nim trwamy, nie oddając pola wrogowi….

Przyjacielu…

Cięzkie czasy nadeszły, budzą one we mnie całe fale wspomnień.
Ramię w ramię w niejednej bitwie stawaliśmy. Armie szły na me słowo.
Iluż „bohaterów” marzy o walce, a ilu z nich godnie przyjmie upragnione bohaterstwo? Gdy przychodzi godzina próby…Kto zna naprawdę tą cenę…? Wyjśc ponad siebie… oddając całego siebie.
Proszę przekaż Wszystkim, którzy nie raz walczyli z nami za wspólną sprawę.
Powiedz im, że Sztandar Trzech Klejnotów ponownie łopocze na wietrze.
Czeka na każdego kto pójdzie za Nim, z mieczem w dłoni, kierowany siłą serca z woli Sebaotha.
Sercem i duszą jestem bezustannie z Tobą, pamiętam jakby to bylo dziś, dzień kiedy staliśmy się Jednej Krwi.
Pamietasz wiersz, który napisałem Ci w dedykacji w wigilię tego dnia?
Było w nim Proroctwo bezgranicznego oddania Woli Najwyższego.
„…Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy:
z nich zaś największa jest miłość…”1 Kor 13,13

Widzenie…

Kiedyś w zamierzchłych czasach;) pewnego wieczora stanąłem przed oknem, z dużo nie widziałem, ale pojawiło się odczucie, które przywiodło mi na myśl pomarańczowe niebo, zapisałem wtedy to widzenie…

Ilekroć widzę takie niebo jak dziś, przypomina mi się nasze drzewko pomarańczowe.
Kolor drobnych kwiatów, które później przerodziły się w małe słoneczne kuleczki, będące ozdobą naszego ogrodu.
Pamiętam jak dziś, pomarańczowe słońca w morzu zieleni.
Byliśmy tacy dumni, jakby to było ostatnie drzewko pomarańczowe na ziemi.
Ile było śmiechu zachodu, biegania wokół drzewka, aby niczego mu nie brakowało.
Ono tak cierpliwie nas znosiło, te nasze humory „może jeszcze czegoś mu brakuje?”, „czy o niczym nie zapomnieliśmy?”, ale naprawdę było warto.
Spoglądając dziś na niebo o świcie, oglądam i odżywa wszystko jakby to było wczoraj.
Nasze drzewko pomarańczowe, od tylu lat już kwitnie.

Rady Zbrojmistrza…

„…W końcu bądźcie mocni w Panu – siłą Jego potęgi.
Obleczcie pełną zbroję Bożą, byście mogli się ostać wobec podstępnych zakusów diabła.
Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła
na wyżynach niebieskich.
Dlatego weźcie na siebie pełną zbroję Bożą, abyście w dzień zły zdołali się przeciwstawić
i ostać, zwalczywszy wszystko.
Stańcie więc [do walki] przepasawszy biodra wasze prawdą i oblókłszy pancerz, którym jest sprawiedliwość, a obuwszy nogi w gotowość [głoszenia] dobrej nowiny o pokoju.
W każdym położeniu bierzcie wiarę jako tarczę, dzięki której zdołacie zgasić wszystkie rozżarzone pociski Złego.
Weźcie też hełm zbawienia i miecz Ducha, to jest słowo Boże – wśród wszelakiej modlitwy
i błagania. Przy każdej sposobności módlcie się w Duchu!…” 6,10-18 Ef

Księżna Wygnanych…

Szukając pewnego „świstka” w swoich papierach, wtajemniczeni wiedzą o jaki chodzi;) natknąłem się na coś…

Spotkałem kiedyś tych, których Prawo ich Świata nie uznawało, z urodzenia nie istnieli dla swoich Światów i tych którzy dla wielu byli już zbędni
I o to co znalazłem zapisane, pośród innych kartek, jakże wieloznaczne, czytając to z perspektywy czasu…

Prawo czyni Cię niewidzialnym
Z urodzeniem Prawo Cię schowało
Zabierając współistnienie
Znajdziesz Imię, które Cię na świat wydało
Oddasz sobie cały świat przez jedno.

Fabryka snów - sztuka śnienia, bajki terapeutyczne, rozwój