Śniące ciało

Kilka zdarzeń…

Przedzierając sie przez jakieś
gąszcza w iście tropikalnym klimacie, zatrzymałem się na chwilę
odpoczynku. Obserwując samego siebie dostrzegłam, pewien „mały”
detal, moje ciało stało się opalizująco-stało-płynne. Pojawiła
się myśl „więc to tak wygląda”.

Innym razem odpoczywam na jakieś
leśnej ścieżce, po chwili oczekiwania nadchodzi drugi ja, moje
odbicie. Koniec wyprawy teraz już jest tylko jeden;)

 

Koincydencja

Pierwszy sen sprzed kilku lat, z czasu gdy uczyłem się siebie.
Spotkałem w nim dziwnego rozmówcę, ubiór, fizjonomia, barwy nie z tego świata;)i drogę otoczoną z jednej strony murem, a gdzieś tam daleko duży samolot pasażerski na lotnisku.
W rozmowie z tym dziwnym ktosiem, przedstawiono mi przemianę, dotyczącą mnie, a później dowiedziałem się czym jest „samolot” – drogą, celem.
Wczoraj dostrzegłem dwójkę ludzi, małą dziewczynkę, która szła za rękę być może ze swoim Tatą. Widziałem wszystko z lekkiego oddalenia, gdy zbliżyli się do budynku, tuż nad nim pojawiła się zorza. Niebo, choć była to noc, było przesiąknięte specyficznym światłem, trudno to określić, granat, purpura, a zarazem otwartość przestrzeni. Zorza mieniła się wieloma barwami.
Dostrzegam, że nie jesteśmy sami, z nieba obserwują nas inni.
Daleko, blisko, wszędzie pełno „samolotów”, dużych i małych, są jakby nie tylko zlepkiem metali, ale teraz są niezależnymi istotami, które przyglądają się nam. Można dostrzec ich spojrzenia, wyraz twarzy. Zaczynam biec, coraz szybciej, jesienne liście uciekają na boki, staję się Samolotem…

Polowanie…

Ponad cztery lata temu miałem pewną rozmowę, zimny i jesienny wieczór, rozmowa zaczęła się wśród kilku czerwonych kasztanów, jedne z niewielu w moim mieście.
Notka „Brama” 07.2004.
Naprzeciw siebie stanęli, człowiek na początku swojej drogi i istota z ognia stworzona.
Jeśli walczy dwóch podobnych sobie, każdy przeciwnik jest w stanie dosięgnąć drugiego, ale co wtedy, gdy każdy pochodzi z innego świata jak zwykłe ludzie dłonie mogą dosięgnąć to, co „niewidzialne”. Trzeba odczuć tą bezsilność, gdy widzisz jak każde Twoje działanie jest niczym li tylko pustym gestem. Próbowałem wielu sposobów by uchwycić przeciwnika, wywołując tylko śmiech. „Przecież ty nie wierzysz”, „Twoja podświadomość wie, i szuka”.
Używając fortelu udało mi się „pokonać” przeciwnika. Na koniec usłyszałem słowa ”Po mnie przyjdą silniejsi”.
Minęły lata, a ja wciąż uczyłem się sztuki „polowania”, trwa to do dziś, i będzie trwać.
Atutem przeciwnika jest przyczajenie, „niewidzialność”, totalne ukrycie w najgłębszych zakamarkach duszy lub na samej powierzchni zgodnie ze słowami „Pod latarnią najciemniej”, skoro i tak nikt nic nie widzi lub uważa, że wie lepiej.
Wywabić przeciwnika z ukrycia, tylko wtedy można skutecznie działać. Nawet, gdy dzieli nas odległość, znaleźć słowo, pytanie, czuły punkt, inny szczegół, który posłuży za kotwicę.
Wyciągnąć i doprowadzić do konfrontacji, uświadomienia i jak tylko można …pomóc.

Napisałem słowa poniżej, jeszcze zanim cała historia się zaczęła, jak widać podświadomość chodzi własnymi ścieżkami;)

Oczy istoty nocy
Skóra sprężysta w każdym ruchu
Drapieżna zmysłowość gotowa do skoku
Delikatne stąpnięcia
Wkrótce zajdzie słońce, zaczną się łowy
Bezgłośne ofiary
Rozkosze smaku
Błogość spełnienia
Następnej nocy inne miejsca ofiarne krzyczącego smaku

Karma Paldren Dolkar

Duchowe imię mojej przyjaciółki, znajomość z czasów, gdy szedłem Drogą Buddy.
Razem zdarzało nam się zaszaleć, razem medytowaliśmy, razem chodziliśmy na zakupy, ot życie.
Jest sparaliżowana, od lat jeździ na wózku, dzielnie daje sobie radę i czerpie garściami z życia.
To w jej główce wykluł się pomysł, że przygotuję temat z listy, przedstawię go w Gompie przed innymi. Sprawa dotyczyła listy buddyjskich tematów, które wybrał Lama Ole, aby zwykli i przeciętni uczniowie zapoznając się z nimi mogli z większą świadomości bronić i żyć prawdami, które wybrali w swoim życiu. Jakoś sprawa się nie skrystalizowała, czy czasu nie było, czy nasze drogi się rozeszły, po prostu sprawa się rozpłynęła.
Od lat nie powtarzając, sam jestem zdziwiony w mej pamięci jest wciąż mantra Wadżarasattwy.
Moja przyjaciółka była jedną z pierwszych osób, której w jakiś sposób sen był związany ze mną. Kolejną osobą była Justyna_M, nick pewnej młodej dziewczyny, wtedy jeszcze nie studentki, mieszkamy od siebie kilkaset kilometrów, nigdy się nie widzieliśmy, i nie wiadomo jak tam u niej, jedno, co wiem, że studiuje pełną parą i to już nie ta sama osoba;) Co niektórzy zapewne pamiętają ten nick;)
Mało się znaliśmy i było dla niej totalnym zaskoczeniem, że jak to jest możliwe, że śniła w jakiś sposób o mnie, nie łatwy był to czas dla mnie, ale ktoś „życzliwy”, przesłał za jej pośrednictwem ostrzeżenie dla mnie. Nie raz dziwiłem się jak to wszystko jest poukładane, ale później to, co było na początku „dziwnością” stało się normalnością. Ludzie, miejsca, istoty, sny, kto by to wszystko teraz zliczył.

Kiedyś napisałem
/Sny są nami, a my nimi swoimi pragnieniami/

A Ty, kim jesteś?

Wizje…

Pierwsza część

Kobieta uwięziona w ciele dziecka, leżymy obok siebie, nasze zbliżenie w pewnym momencie powoduje przemianę miejsca i osoby. Już nie ma dziecka, miejsce jakby inne, inna osoba, obecna Ty, budzisz sie jakby z głębokiego snu. Jesteś zdziwiona stawiasz pytania czy przypadkiem to nie moja sprawka, zaczynam myśleć jaki jest w tym mój udział. Dajesz mi do zrozumienia, jakbym przygotowywał różne …(zabiegi?), tu brakuje mi określenia. Odczucia mówią, że te działania dotyczyły manipulowania czasem i przestrzenią, zdarzeniami, aby przyniosły pożądany efekt.
Niewidocznie działania, niewidocznie czynniki, rozmieszczone w czasie dają w pewnym momencie określony skutek „Przemianę”.
Wizja idzie dalej, idę teraz z „inną” kobietą, a może tą samą. Idziemy pod rękę, rozmawiając, opowiada mi ona o swoich znajomych i jak ją teraz odbierają, witam się z mijanymi ludźmi. Okolica wiedzie nas chwilami przez park. Kobieta jest umalowana, zadowolona, ma zdrowy wygląd, skóra, włosy, jest jakby wyższa i mocniej zbudowana od Ciebie. Pomimo tych różnic, wciąż mam odczucie, że to Ty choć już „inna”. Patrząc na jej dłonie, dostrzegam podobieństwo do Twoich dłoni, tak jakby jeszcze się do końca nie przekształciły.

Część druga

„Oczyszczanie pokoju”(mieszkania).
W porządkach pomaga mi mężczyzna, znam go, jest katalizatorem, wynosimy część rzeczy na klatkę schodową. Okazuje się, że schody są zniszczone i nie możemy przenieść „rzeczy” z pokoju.
Widzę jakieś prowizoryczne materiały, które może utrzymały by mysz, ale nie dwóch facetów.
Już to widziałem karkołomna jazdę z „załadowaną taczką” na 20 cm powierzchni o grubości papieru, tak jakby jakiś kloszard przygotował sobie posłanie. Trzymałem się zdania, że nie tędy droga, w każdej chwili możemy spaść, choć mężczyzna się upierał przy swoim aby przenosić wszystko po tym „pergaminie”. Odwiedził sąsiadów obok, jak widać mieli podobne zdanie do mojego, wyperswadowali mu co i jak, zajęliśmy się w takim razie „starą szafą”, która miała kółka, ja kierowałem, a on pchał lub ktoś inny, bo już po wizycie u sąsiadów pojawiło się jakby więcej osób.
Resztę rzeczy których nie mogliśmy wsiąść ze sobą zostawiliśmy u sąsiadów, w domyśle do czasu naprawienia „schodów”.
Teraz akcja rozgrywa się w innym pomieszczeniu, jest więcej ludzi, rozmawiamy na luzie, ale wciąż przewija się temat „przeprowadzki”. Wchodzi dziwna kobieta…
Ma sztywne włosy zaczesane trochę do tyłu, lekko opadające, cielistego koloru z domieszką zieleni.
Jej twarz podzielona jest na trzy cześć, każda część to inny kolor, linie podziału przebiegają przez nos i policzki. Kolory ziemi i roślin w różnych odcieniach zdobiły jej twarz. Rozmawiała z uśmiechem, żartując co sądzimy na temat jej wyglądu.Pomyślałem o niej „Kobieta jaszczurka”. Jednym słowem panowała ogólna wesołość w tej naszej niewielkiej gromadce.
Koniec, przyszedł czas na przebudzenie i przeanalizowanie wszystkiego i zapisanie .

a to na co natknąłem się z rana

„Jaszczurki podczas upałów pozostają w cieniu i dlatego uważa się je za strażniczki krainy cienia i czasu śnienia, jak również strażniczki snów. Jeśli pojawi się ci taki znak, zwracaj szczególną uwagę na sny. Będą zawierać bardzo ważne przekazy.”
Jednym słowem „nomen est omen”;)

Czas wrócić

Za długo już nie siadam do pisania, muzyka naciska klawisze za mnie…
Ostatnio oddałem się pewnej lekturze „Trommereisen” – Podróż na dźwiękach szamańskiego bębna, ale wszystko od początku.
Jakiś dwa miesiące lub trzy temu, zdarzyło mi się stać przed górą książek, poukładanych jedna na drugą , kilka kolumn, widzę że są jakieś „dobrze” wydane pozycje, przekopuje się przez tą małe wzgórze;)Przeglądam kilka książek, ale na jednej się zatrzymuję, czytając i odkładając ją budzi się we mnie postanowienie, że chcę ją przeczytać.
Po kilku tygodniach, gdy wszystkie książki weszły do obiegu, zacząłem poszukiwania na nowo, przy pomocy koleżanek nie było to trudne;)
Zaczęło się…
Wszedłem w świat poezji, prozy, przyrody, mitów, legend Północy, walki i poszukiwań własnej tożsamości, zachowania ginącej tradycji Plemienia.
W tym tyglu wydarzeń dostrzegłem ostatnie lata swojego życia.
Historia rozgrywa się na granicy 3 krajów Szwecji, Norwegii i Finlandii.
Z tym ostatnim krajem jest związane kilka miesięcy mojego życia choć tak się wszystko potoczyło, że nie dane było mi stanąć na tej ziemi.
Kilka lat temu poznałem pewna kobietę, była z pochodzenia Szwedką, a w jej krwi, płynęły tez śpiewy plemienia Saami. Był to też moment kiedy zaczęły wychodzić ze mnie „słowa”, choć ich nie zapisywałem, może ona je zapisywała ale nie wyprzedzajmy faktów.
Nasze życia splotły się na kilka miesięcy, poznawałem na odległość Finlandię jej oczami i jej sercem. Była śpiewaczką, miała wyjątkowy głos -altowy. Kto wie może dane mi będzie nadrobić zaległości i zanurzę się w setki wysp archipelagu sztokholmskiego.
Pewnego dnia dziewczyna odwoziła mnie na dworzec, jechaliśmy autobusem , ona miała opartą głowę na szybie, patrzyła w dal, w pewnym momencie odwraca się do mnie i mówi” Jeszcze wiele w życiu osiągniesz”, nie zrozumiałem jej w pierwszej chwili, „co masz na myśli?”, „Nie wiem po prostu tak czuję”, nie udało mi się zgłębić bardziej jej słów lub usłyszeć jakiegoś szerszego wyjaśnienia.
Patrząc z perspektywy czasu, jeśli się nie mylę była Drugą Moirą, po naszym rozstaniu zacząłem zapisywać „słowa”.
Wracając do głównego wątku , ale to tylko na chwilę;)jednym z głównych elementów fabuły jest szamański bęben plemienia Saami, odwiedzający w snach głównego bohatera, by objawić mu się później na jawie.
Nie ma to jak długo nie pisać, historia się rozrasta;)
Gdy poznałem Trzecią Moirę, a może gubię się w rachunkach, pojawił się pewien symbol zjednoczonego słońca i księżyca w okręgu, przedzielonego linia, z 10 lub 11 promieniami dookoła. Zaczęliśmy zgłębiać co może znaczyć ten symbol – totem.
Studiowałem tarcze wojenne Indian Ameryki Północnej, ich symbolikę i zdobnictwo, teraz widzę że „przeoczyłem mały szczegół” – szamańskie bębny w różnych kulturach, trochę już nadrobiłem zaległości.
Czytając książkę oddałem się podróży poprzez jawę i sen, widząc swoją Drogę.
Co spotkam jeszcze lub kogo na swojej Drodze, gdzie się zakończy , a gdzie zacznie się na nowo?

Czas pisać

Wewnętrzni ludzie…

Ostatnio zdarza mi się odwiedzić, znajomych lub nieznajomych, porozmawiać z nimi, dowiedzieć się co u nich, jak się czują, co się wydarzyło…
Czasami zrobić odwiedzinami wyłom w ich „murze” lub inne…
Wszystko było by niby normalne gdyby nie fakt, że odwiedzam „wewnętrznych” ludzi, większości z nich jest inna od tych jacy są na „zewnątrz”, ale zdarzają się wyjątki.

Przeprowadzka

Czeka mnie być może, przeprowadzka pojawiło się zatem kilka „obrazów”, o to jeden z nich.

Widzę budynek, z dużym szklanym wejściem, w którym osadzone są obrotowe drzwi. Dostrzegam też jakiś ludzi w środku jest ich spora grupka, są czymś zajęci , przywodzi mi no na myśl jakąś firmę. Próbuje wejść do środka, okazuje sie że drzwi maja specyficzny mechanizm, który nie pozwala od tak swobodnie wejść do środka, przyglądając sie jemu odkrywam jego działanie gdzie nacisnąć, gdzie przytrzymać aby drzwi mnie wpuściły. Wchodzę do środka, okazuje się, że jest to jakiś ośrodek, w którym przebywają ludzie w różnym wieku, z reguły są to dorośli, ale jest odczucie, że mają dużo z dziecka, każdy z nich ma jakieś zajęcie. Przechodzę obok dwóch kobiet, które rozpoznają mnie” Dobrze widzieć Pana, Panie S.” i coś tam, coś tam;)
Wychodzi na to, takie można odnieść wrażenie, że jestem tam częstym gościem przychodzę jakby na inspekcję. Przechodzimy do kolejnego pomieszczenia gdzie pod oknem stoi mężczyzna, który jest mi przedstawiony, witamy się z uśmiechem. Zastanawiam się kim jestem dla nich…?

Burleska…

W pomieszczeniu znajdowało się kilka osób, wśród nich znajomy robiący ciemne interesy z nieznanym mi człowiekiem.
Wszedł człowiek-duch, usiadł na chwilę, by po chwili zaraz wyjść. Nie wiem skąd to przyszło i dlaczego poszliśmy za nim, ja byłem tym który go „widział”, towarzysz nie.
Śledząc nasz „cel”, wygłupialiśmy się, nie tracąc go z oczu, w pewnym momencie jednak zniknął, jakby sie w jednym momencie „przemieścił” w tylko sobie znane miejsce. Dalej już tylko sam kontynuowałem, lotem dywanowym przeczesywałem uliczki, zakamarki, unosząc się nad dachami by obserwować większy obszar. Mijałem nie raz specyficznych przechodniów, malowane twarze, krzykliwe kolory i stroje, dziwaczne fryzury. Na pewno nie byli ludźmi, widzieli mnie, ale nic sobie z tego nie robili, każdy szedł w swoją stronę.
Odnalazłem poszukiwanego.

Melisa i jej siostry , a w tle Mańdźuśri.

Poznałem ją jakiś miesiąc temu, zaczęło się od kilku godzinnego bólu głowy. Zastanawiałem się dlaczego wybrała takie „spokojne” imię, być może aby ukryć swoją „gniewna naturę”, jak sama przyznała jej siostra jest delikatniejsza. 50 sióstr, sam już nie wiem skąd wiem , bo Melisa upierała się że mi o tym nie mówiła. Połączyć mitologie grecką, tybetańską w jakimś stopniu oddało by to skąd pochodzi.
Porozmawialiśmy o śnieniu i wspomnieniach, rozjaśniła mi pewne sprawy „Był czas że Twoi przeciwnicy blokowali twój umysł i wspomnienia, gdyby tego nie zrobili mógłbyś ich wtedy pokonać. Przypomnisz sobie kiedy będziesz chciał, teraz to już zależy tylko od Ciebie, z uśmiechem dodając, że wszystko w odpowiednim czasie.

Strażnik Gór

Gospodarstwa na skraju lasu, na drodze po miedzy opłotkami oddala się skradzione „jajko”.
Nikt nie wie dlaczego tak sie dzieje, moja Druga połówka dostrzega mackę wystającą z trawy, bez zastanowienia ciągnie, wyłania się oblepiony ziemią kałamarnicowaty kształt, niemałych rozmiarów, którym „zajmuje się” z radością gospodarz posesji.

Śnienie…

Mały sztylet wykwitający na moim udzie, najpierw kontury, później pełna forma, rozrastająca sie w różne ornamenty niczym bluszcz oplatający drzewo. Błękitna skóra tłem znaku sztyletu, symbol statusu.

Wysoki budynek, ze spadzistymi dachami stojący nad brzegiem morza, w towarzystwie zieleni i wysokich drzew. Szukając dogodnego miejsca unoszę sie bez problemu, uniki, skradanie,strzały, ucieczki.
Ktoś powinien zginąć, ale jest mocno chroniony.

Teatralna atmosfera, teatralni „ludzie”.
Poświęcenie mowy przez zaszycie ust, myślenie i wartości odbiegające od ogólnie znanych jako ludzkie. Specyficzne miecze zakończone drewnianymi elipsami, narzędziami przyjemności i wyrazu.
W tym przypadku wypływające wspomnienia.

Inny przypadek, siedząca grupa za stołem, wśród nich jest zniewieściały mężczyzna który w pewnym momencie unosi się w powietrze, czy za moją przyczyną czy z innego powodu. Nagle gwałtownie odwraca głowę w moim kierunku jakby nie wiadomo co dostrzegł, prawie wykrzyczał z przejęciem i oczami pełnymi pasji „Ty 'To’ masz”. Czym jest „To”? Jak na razie tajemnicą.

Dla Sztywniaka…

Wydarzyło się to po 3 Bramie, której nadmiar został wykorzystany do zniszczenia tego, który zaatakował Igora.
Mam znajomka, który żyje jak marionetka, żyje w sidłach gwałtowności, ogromnego ego, a zarazem infantylności.
Kolejny nadmiar z zamkniętej Bramy, posłużył do wyrwania go ze szponów zniewolenia. Gdybym nie wiedział co się stało, uznałbym, że coś dziwnego dzieje się z facetem, nie ten facet, spokojny, wyciszony. Nawet to chwilowe wyrwanie dało mu możliwość innego spojrzenia na świat i siebie, ale nie wykorzystał tej możliwości, wrócił do starego siebie.

Przenikanie…

Najmocniejsze , albo inaczej najbardziej uderzające były i są momenty kiedy świat „ponad naturalny” przenika się ze światem fizycznym i to nie z moim życiem, ale życiem innych.
Wiele było takich momentów i będzie.
Kilka lat temu zostałem zaproszony na ślub swojego najlepszego kolegi, razem podnosiliśmy sie z niejednej porażki.
Nic by nie było w tym dziwnego, gdyby nie informacja, z dobrych źródeł, że na uroczystości będzie demoniczna kobieta nocy, która znana jest w swoich kręgach z władzy jaką roztacza.
I co tu zrobić, koledze nie można odmówić, ale perspektywa „mokrej plamy” jaką ta niewiasta by ze mnie zrobiła też mi się nie uśmiechała. Czas się zbliżał nieubłaganie, decyzję musiałem podjąć, kolegi nie chciałem zawieść. W ostatniej chwili odzyskałem część siebie, co oddaliło niebezpieczeństwo. Pojechałem tam już nawet nie myśląc, że ona przemyka wśród zaproszonych gości…

Skojarzenia…

Kilka dni temu zwróciła się do mnie pewna osoba o poradę, istniało duże prawdopodobieństwo, że pewien „dżentelmen” raczej nie życzył jej szczęścia.
Powiedziałem co uważałem za stosowne, a później przyszło zastanowienie, jak to ja się zachowuję jak trzeba komuś w przenośni lub dosłownie dokopać;)
Kilka miesięcy temu, rozmawiałem z pewną „osoba”, która postawiła mi pytanie „Czemu ja tak ich nie lubię, czemu ich zwalczam”?-Przeciwników ze świata Cieni.
Wtedy z mojej odpowiedzi wynikało, że to tak jakoś wyszło, że rożne wydarzenia złożyły się na to.
Patrząc na swoje zachowanie po tej poradzie, wynika raczej, że lubię tą robotę, choć czasami to lubienie wychodzi mi bokiem.
Pamiętam jedną z pierwszych walk, odwiedził mnie wtedy dziwny gość, należał do tych, którzy na samo imię w/w Przeciwników szczerzyli kły i włos im się jeżył.Powiedział coś w stylu „No Masai, to dziś czeka nas walka”. trochę mnie tym wybił;)Zapytałem się „Czemu sądzisz, że ja się nadaję do tej walki?”
Coś tam odpowiedział dla poparcia swoich słów, przy okazji dał mi do odczucia siłę swoich szczęk, aby żadne „cholerstwo” się nie przyplątało „Teraz jesteś gotowy”.
Wygraliśmy tą bitwę…

Chwila wytchnienia…

Pracuję ostatnio nad regeneracją swojej drobnej osoby;), starając sie wykorzystać te wolne chwile, które spadają mi z Nieba.
Lata temu nauczyłem się pewnej rzeczy, którą teraz na nowo muszę odświeżyć w sobie. Przychodząc z pracy w tamtym czasie, stworzyłem sobie mały rytuał, poświęcałem 20 lub 30 minut na relaks, wtedy interesował mnie tylko odpoczynek, dopiero po kilku latach zacząłem zwracać w wspomnieniach uwagę na niektóre szczegóły, które wtedy miały miejsce.
Leżąc wpadłem w coś w rodzaju transu, jeśli ktoś mnie choć dotknął paluszkiem to cały relaks mówiąc kolokwialnie szedł „na spacer”;)Często pojawiały się różne sprawy, jak czytanie w myślach „książek”, spacerowanie w różnych miejscach i pojawiała się też zabawna sytuacja. Przychodził moment, że traciłem orientację gdzie leżałem,”w tym pokoju czy w innym, okno jest po lewej czy po prawej stronie” totalne zawieszenie, prawa-lewa-góra-dół na małą chwilę robiło sobie wolne.Po latach gdy odpoczywałem przychodziły i inne obrazy, teraz odpoczynek jest trudną sztuką, bo zmęczenie zeszło dość głęboko i trzeba zejść jeszcze głębiej. Zdarzało mi się ostatnio, po ciężkim dniu, że zasypiałem ze słuchawkami na uszach, budząc się w nocy dziwiąc się kto mi zrobił kawał i zgłośnił:)
Także dzielnie zbieram się w sobie;)

Maroko…

Dwie przyjaciółki, mieszkające na dwóch krańcach świata, postanowiły wybrać się na kilkudniową wyprawę do Maroka.
Po kilku godzinnym locie samolotem oddały się czarowi Pustyni.
Jeden dzień spędziły włócząc się po targu, ucząc się sztuki targowania, co nie było proste bo sprzedawcy widząc ich radość na bogactwo różnorodności wystawianych przedmiotów, wykorzystywali to bez litości.
Pewien stragan był wyjątkowy nie przez to co na nim było wystawiane, ale przez osobę sprzedającej, była nią starsza kobieta, pełna starych tatuaży, pochodziła z plemienia Berberów.
Zaczęła mówić po angielsku do jednej z przyjaciółek, nie zna ona dobrze angielskiego, ale jej słowa jakoś dziwnie były dla niej zrozumiałe. Powiedziała jej, że wróci tutaj, co było w zgodzie z marzeniami dziewczyny, kontynuowała dalej przechodząc na swój język i w pewnym momencie zaczęła wykonywać pewne dziwne gest dłońmi, dziewczyna tłumaczy, że już nie chce tego słuchać, że nie potrzebuje, na potwierdzenie wcisnęła jej 20 dirhamów. Odeszły..

Tej nocy każda śniła o tym samym, dodatkowo nawet ich znajoma z wycieczki miała podobne sny.
Nikt nie wie dlaczego czy z powodu miejsca czy innych nieznanych czynników, u jednej z przyjaciółek sen przerodził się w jawę, widziała buszującą w ich rzeczach dziwna postać.
Bohaterka wydarzeń z targowiska, śniła o demonicznych postaciach, które ją otaczają, była bezradna i sparaliżowana, nieznana siła wciągała ją w dół. Strach i lęk jeszcze bardziej ją paraliżowały, modliła sie do Boga i myślach wzywała swojego przyjaciela na pomoc.
To co zobaczyła zaskoczyło ją jeszcze bardziej, nagle pojawił się jej Przyjaciel, tak wyraźny, jak by wcale nie dzieliło ich kilka tysięcy kilometrów. Był całym przeciwieństwem tego co działo się wokół niej, powiedział wyciągając swoją dłoń „ Daj mi dłoń i chodź za mną, trzymaj mnie mocno, i nie odwracaj się”. Kobieta odwróciła sie , to było silniejsze od niej, dostrzegła makabryczne twarze które ją przedrzeźniały, obudziła się by dowiedzieć się co widziała jej przyjaciółka…

Gdy przychodziły te chwile, że miałem dośc tego co nadprzyrodzone…

Siadałem przed telewizorem, otwierałem butelkę piwa i urealniałem się w normalnej rzeczywistości
Wracałem do normy po różnych wydarzeniach
To było kilka lat temu…
Teraz siadam przed telewizorem, otwieram butelkę piwa , bawię się z koto-psem i patrzę na innych jak to jest dobrze, ot po prostu żyć

Fabryka snów - sztuka śnienia, bajki terapeutyczne, rozwój