Tajemnica Księcia Filipa

Korci mnie aby napisać „Tajemnica szyfru Marabuta” ale to nie ta bajka i nie ten film;)

W słowach historii, którą masz możliwość czytać poznasz losy pewnego chochlickiego Księcia, któremu udało się uciec z krainy chochlików. Stał się człowiekiem by spełnić swoje marzenie, ale krok w krok za nim podążali jego wrogowie.
Jego największym przeciwnikiem, była mu najbliższa osoba w krainie chochlików, Księżna Sirian.

Spędzili razem ze sobą wiele cudownych chwil, ale co się stało tak naprawdę, że pchnęło to naszego bohatera do tego kroku, aby wymknąć się z krainy chochlików, jest okryte tajemnicą. Gdyby nie jego przyjaciele na pewno nie udałaby mu się ta sztuka, niektórzy zapłacili za to swoja wolnością.

Książę Filip, bo takie nosił imię, żył sobie niczego nieświadomy pośród ludzi, zapomniał, kim był i skąd pochodził dla własnego bezpieczeństwa. Pewnego wieczora, Sirian udało się odnaleźć Filipa w świecie ludzi, w realizacji tego celu pomogła jej plemienna szamanka.
Spotkanie to było zadziwieniem i Filip był totalnie zaskoczony, spotkanie było bardzo krótkie i wzruszające, ale nie było im dane po wspominać, umówili się, że spotkają się dnia następnego.

Na drugi dzień przyszło doszło do spotkania, Książę nic nie wie o podstępie Sirian, ale my wiemy, że pętla wokół niego coraz bardziej się zaciska, jakby nie było ta kobieta jest dla niego śmiertelnym zagrożeniem, a on w swej niepamięci niczego nie podejrzewa.
Sirian to taki szlachecki komandos w świecie chochlików, wiedzieli, kogo posłać, my już o tym wiemy, ale nie nasz nieszczęśnik.

Wspominali, a raczej ona wspominała, jak to razem wypuszczali się na łąki elfów, które dla nich były zakazane. Sirian z rozrzewnieniem mówiła o Filipie z dawnych czasów, jak pięknie potrafił grać uczuciami, okazywać wszystko barwami i emocją.
Będąc na spacerze w świecie ludzi, Księżniczka zachwycała się przyroda, dotykała roślin, zachwycała się najmniejszymi listkami, w pewnym momencie usłyszała, że ktoś ścina drzewa, zastygła, wsłuchała się w tych, którzy ścinali drzewo, mocnym i gniewnym głosem powiedziała „dzisiejszej nocy dobrze spać nie będą”.

Niebezpieczna chochliczka wodziła go za nos i postawiła przed nim ultimatum, tylko ona wiedziała, czemu to wszystko tak naprawdę służyło, a to, co się rozgrywało było grą pozorów.
Przychodziły momenty, w których nasz bohater nabierał podejrzeń, ale chwile te były krótkie i ulotne, brak było mu doświadczenia.
Filip dostaje 3 dni do namysłu i ma wybrać, Sirian lub jego towarzyszkę życia, z którą do tej pory żył pośród ludzi.
Nie wiemy dokładnie, co czuł Książe, ale już drugiego dnia podjął decyzję.
Nie wybrał, chochliczki, tak jakby podskórnie przeczuwał wiszące nad nim niebezpieczeństwo.
Gdy wszelkie sposoby przekonania zawiodły i usłyszała jego decyzję wpadła we wściekłość i odsłoniła się w pełni, postawiła wszystko na jedną kartę. Gdy się żegnali się wyszedł z cienia jej sprzymierzeniec, Władca Mroku, który pomógł jej we wszystkich knowaniach, ale jak widać w naszej bajce nic im to nie dało i Książę nie dał się zwieść tym dwóm połączonym mrocznym siłom.

A morał bajki jaki…
Prawda z reguły leży tam gdzie nie chcemy patrzeć.

Pamięć śnienia

„Zdaniem don Juana największa wartość metody nauczania stosowanej przez nowych
widzących polega na tym, iż wykorzystuje ona fakt, że nie pamiętamy nic z tego, co działo się w stanie podwyższonej świadomości. Ta utrata pamięci jest barierą niezwykle trudną do przejścia dla wojowników, którzy, jeśli chcą się dalej rozwijać, muszą sobie przypomnieć wszystko, czego ich uczono. Wojownik potrzebuje wielu lat wysiłków
i dyscypliny, by przypomnieć sobie całą treść szkolenia. Wówczas jednak wszystkie pojęcia i procedury są już z internalizowane, a tym samym posiadają właściwą sobie siłę.” C. Castaneda

Miałem i mam świadomość szkolenia jakie przeszedłem, ale cała pełnia jeszcze przede mną. Sam na własnej skórze odczuwam jak ciężko przypomnieć sobie całość doświadczeń ze śnienia.
Jak bardzo brakuje nam ciszy, a wciąż tak łatwo popadamy w rożne stany emocjonalne które nas degenerują. Jak ciężko utrzymać odpowiedni poziom „energii”, którą z reguły tracimy na mało znaczące i niepotrzebne zachowania, roztrząsania, utarte przyzwyczajenia, ciągłe wracanie do przeszłości itp.
Wciąż potrzebujemy wysiłku, często będziemy zastanawiać się jaki to wszystko ma sens.
Może się zdarzyć, że staniemy przed problemem typu- myśli ”Cokolwiek uczynisz będzie nie wystarczające…”
Zaufasz sobie i przełamiesz wszelkie wątpliwości? Gdy to uczynisz nie będziesz musiał doszukiwać się sensu, wszystko będzie na swoim miejscu, całe i niepodzielone.

Ja – Kobieta…

Poranna pobudka, poranne śniadanie, poranny prysznic. Ależ STOP! Najpierw plemnik i jajeczko, później dwie komórki, potem cały ich szereg aż wreszcie płód. Powoli doroślej, najpierw w beciku prawie bezgłośnie.

Stopniowo coraz większa. Poprzez raczkowanie, siedzenie, pierwsze zupki, stawanie chodzenie, przedszkolne zabawy, niewinne całusy, szkolne ławki, radosne walentynki, pierwsze miesiączki, zarumienione wyznania, miłostki, miłości, samodzielne wakacje, rozkoszne uniesienia, studia, pracę, erotyczne poznanie siebie, własne raczkujące maleństwa, a może ich brak, męża czasem nieznośnego, a może i jego brak, po starość zezłoconą liśćmi klonów z dziecięcych marzeń i wianuszkiem wnucząt, choć może z piątym kotem i dziesiątym psem na dywanie.

Powolna droga pełna rozkrzyczanych bilboardów. Ogarniające zewsząd figury coraz to młodszych starych aktorek, coraz to chudszych obcych, lecz idealnych ciał. Magazyny spoglądające groźnymi oczyma, szepczące „Ty też musisz taka być”.

Od rana do wieczora, od urodzenia aż do śmierci, od początku do samego końca idealna kobieta Matka Polka, Kobieta Sukcesu, Pracownica Miesiąca, Feministka, Piękna, Dama, Kochanka, Przyjaciółka, Dziwka i Kraina Łagodności. Jedno ciało, a tak wiele dusz. Wszystko razem zmieszane, wstrząśnięte, zarumienione hormonami, zakrapiane burzą uczuć podane na talerzu wymagań. Rozkłada to Ono swe serce ciągle na nowo, by większość krytyki odebrać jako haniebny niszczycielski cios, by obrazić się nakrzyczeć, a później błagać o przebaczenie. Codziennie staje nago przed lustrem stworzonym z własnych marzeń i widzi jak dużo brakuje, a mimo to nadal przemierza kolejne kilometry własnego życia.

Budzi siebie…Budzi dzieci i męża. Śniadanie, wyprawka dzieci do szkoły męża do pracy i wreszcie poranna toaleta. Zwiększony na chwilę poziom ignorancji podpowiada, że toto w lustrze nie jest wcale przemęczone sobą ani nawet paskudne…Hmmm może będzie nawet troszkę ładne w odpowiednim świetle, makijażu, stroju przy dobrej diecie….

STOP! Natłok myśli powstrzymany i można kontynuować doskonalenie. Nieliczne posiadają komfort braku męża, komfort młodości, komfort samodzielności, komfort ignorancji dla cudzych potrzeb. Ale później prawie każda ma tak samo. Praca: praca w domu, praca w biurze, praca luźna i ważniejsza, praca, praca, praca. Obiad, może dzieci, może mąż, może zakupy, może książka, może, to, a może tamto, lecz nigdy pół godzinki spokoju.

Zawsze istnieje brak idealnej ciszy, brak chwili dla porozumienia się tych wszystkich dusz w jednym ciele. Choć nawet, jeśli chwila już jest, to albo dusze skłócone, albo tęsknota za ruchem zbyt wielka. Nawet sen późniejszy od męża poprzedzony milionami obowiązków i cichymi westchnieniami.

Niezależnie od życia – kolorowego, czy szarego – podobieństwa są znaczące.

Od samego początku, od jednej komórki złączonej z plemnikiem, po ostatnią, która się już dawno rozpadła, od wschodu istnienia aż do jego zachodu każde koło się zamyka niemalże identycznie. A wewnątrz tego koła niesamowite burze, sztormy, nieprzerwane wyładowania i kolejne dusze wciąż bez ustanku się kłócące. I tylko jedno jedyne ja, które je idealnie łączy razem, spaja i zamyka ogarniając chaos w zgrane jestestwo. Ja- Kobieta.

Pomocna dłoń

Nie znałem tego miasta, tych zapuszczonych uliczek, zrujnowanych domów. Ludzie, którzy tu żyli, nie posiadali konkretnego zajęcia, czas dla nich jakby nie płynął, nigdzie się nie spieszyli, przesiadywali na podwórkach, gdzie hojnie raczyli się alkoholem.
Uliczki pomiędzy budynkami były niczym cieśniny, mroczne, zniszczone, porośnięte mchem i jakimiś bliżej nieokreślonymi  karłowatymi drzewami. Wędrując wśród nich, wszedłem do piaszczystego zaułka, pomiędzy dwoma budynkami. Przed sobą dostrzegłem dziewczynę, która leżała na piasku z każdą chwilą pogrążając się w nim, wyglądało to jakby przyjemność była dla niej bagnem. Nie widziałem jak na mnie zareaguje, podszedłem do niej i zapytałem czy nie potrzebuje pomocy. Odpowiedź jej nie była jednoznaczna, ale zarazem uśmiechała się do mnie, wyciągnąłem do niej rękę, a ona po chwili wahania chwyciła mnie za nią i wstając pewnie na swoich nogach. Nosiła na sobie specyficzna półprzezroczystą uprząż, nie krępowała ona jej ruchów, więcej odkrywała niż ukrywała. Biło od niej ciepło i radość.
Piasek przestał być już bagnem.

10 000 rzeczy, które mogą nam przeszkodzić w medytacji

Inna wersja tego tytułu może brzmieć 10 000 tysięcy rzeczy, które mogą nas rozpraszać w medytacji. Zbiorowisko najprzeróżniejszych elementów robiących wszystko aby osiągnąć swoje cele, czyli odwieść nas od założonego celu.
Powiedzmy, że wybraliśmy jakąś medytację czy inny sposób aby zanurzyć się w ciszę.
Załóżmy, że od jakiegoś już czasu staramy się robić wszystko jak najlepiej, może być to pierwszy raz, a równie dobrze któryś z kolei.
Czytaj dalej 10 000 rzeczy, które mogą nam przeszkodzić w medytacji

In memory of Bell

Bella i Sebastian

„Opis wcale nie wprowadza w błąd. To jak najbardziej o przyjaźni człowieka i bernardyna. Ale ten bernardyn, a raczej bernardynka od lat mieszkała samotnie w górach, a ten człowiek był osierocoym chłopcem, którmu dokuczały inne dzieci z wioski. Sebastianem zajmowała się Angelina i jej dziadek. Ale chłopiec czuł się samotny i wyobcowany. Jak ten pies. I ten na wpół zdziczały pies w końcu dał się obłaskawić właśnie Sebastianowi, który godzinami nocą w górach wyczekiwał na psa…

A tom drugi zawiera wątek szpiegowski, tajemniczy medalion zdaje się z mikrofilmem, który właśnie dzięki Belli da się odnaleźć.
W latach 70-tych w TV leciał serial pod tym tytułem.

Dzieciaki śpiewały piosenkę w stylu:

Za dawnych czasów jak niesie wieść
Gdzie hale owiec i wilków sześć

Wśród szczytów gór gdy padał śnieg

Mały Sebastian narodził się…

Już od najmlodszych swoich lat

Samotny był jak polny kwiat

Bo matka wnet umarła mu

Wieści o ojcu zginęły z nią

Staruszek wychowywał go, za co Sebastian kochał go
I płynie rzeka i kwitnie kwiat

Sebastianowi przybywa lat

Aż pewnej nocy gdy Bella śpi

Nadchodzą wieści z sąsiedniej wsi

Że ojciec Sebastian żyw i chce go widzieć jeszcze dziś

I od te pory szczęśliwy jest mały Sebastian i jego pies

I od tej pory szczęśliwy jest mały Sebastian i Bella jego pies…

M.in. dzięki temu serialowi w latach 70-tych był wysyp chłopców o imieniu Sebastian… :-)”

Wizyjnie


Wszedłem do „wewnętrznego pokoju” swojego Przyjaciela, dostrzegłem jak leży wycięczony na łóżku, życie go nie oszczędza. Nie mogę zmienić jego losu, ale mogę być obok.


Pożegnałem się z rodzina, wyszliśmy na balkon z którego rozchodziły się jakby stopnie przypominające uprawy ryżu na stokach gór na Dalekim Wschodzie.
Wzniosłem się pomiędzy dachy, które też były kilku poziomowe, przyczaiłem się po między nimi, obserwując otocznie, szukając Przeciwnika.
Pojawił się, ale nie zaatakował bezpośrednio, rzucił za mną kamień, który opadł na ziemię, omijałem go z daleka wietrząc podstęp.
Gdy oddalałem się od Przeciwnika okazało się, że kamień był przywiązany do mojej „sznurówki”, miał za zadanie „ściągnąć mnie na ziemię”, byłbym wtedy jego niewolnikiem.
Kamień wzleciał ku niebu, po chwili opadał, „sznurówka” była jak kilkusetmetrowa lina, dopóki nie dotknie ziemi mam czas na uwolnienie się.
Biegłem, podskakiwałem, leciałem, rozwiązywałem swój prawy but, chcąc jak najszybciej pozbyć się tego balastu.
Zdążyłem, po tym wszystkim miałem wgląd do jego „myśli-notatek”. Zastanawiał się w nich dlaczego nie przeciąłem uwięzi, ale jakoś nie miałem przy sobie maczety;) ale to tez mógł być pretekst coś ala „czemu nie wybrał innej drogi” takiej która podobała by się mojemu Przeciwnikowi.
Aż za dobrze wiem co przedstawia to wydarzenie…

Tam gdzie cisza śpiewa

Noc pierwsza
Czas oczyszczenia, przeplatający się w symbolach
Podróż z przyjaciółmi na lesistą, górę. Rozmowy, zabawy – rzucanie się i lot wzdłuż szlaku.

Noc druga
Pomoc pewnej nieznajomej kobiecie w  uprzątnięciu jej ogrodu, gdy zabraliśmy się za oczyszczanie dołu zauważyłem wystające korzenie jakieś rośliny. Rozmawiamy,  robimy swoje, nagle naszą uwagę przykuwa korzeń, który siedział sobie grzecznie w ziemi, teraz  porusza się i z ziemi dochodzą dziwne dźwięki.
Zaintrygowany wyciągam korzeń, okazuje się że coś lub ktoś jest przyczepiony do korzenia, gwałtownie nim poruszając strząsam delikwenta na ziemię.
Dziwny stwór, trudno określić jak wygląda, bo jest jakby zlepkiem kilku zwierząt. Oceniając go mogłem się doszukać, nietoperza, wydry, trochę z ptaka, można było dopatrzyć się zakrzywionego dziobu plus niewielki róg na szczycie głowy. Jednym, słowem egzotyczna mieszanka. Stwór poruszał się jak nietoperz, który jest zmuszony chodzić po ziemi.
Po chwili obserwacji przeszedł metamorfozę, stał się człekopodobny, czarna tunika, jasna karnacja, a włosy jakby przed chwilą zrobił sobie trwałą.
Okazało się, że znam go, wypowiedziałem nawet jego imię, nachalność był w jego zachowaniu, może wynikało to z naszej znajomości, ale w tym momencie wolałem go trzymać na dystans

Noc trzecia
Widzę lezącą staruszkę, siwa i pomarszczona, podchodząc bliżej okazuje się że już dawno nie żyje. Pozycja ciała wyglądała jakby miała połamane kości. Nagle nieżywe ciało zmienia się, po chwili widzę przed sobą młodą kobietę, która nie jednemu mężczyźnie zawróciła by w głowie.
Z rozmowy po między nami wynika, że teraz jesteśmy partnerami na całe życie, tylko  co to za życie z Śmiercią;) Kombinuję jak pozbyć się swojej towarzyszki, która uśmiecha widząc moje zamyślenie. Będziemy żyć razem ale tylko ja będę wiedział kim jesteś, jaka jesteś naprawdę, inni będą widzieć w tobie piękną kobietę. Powoli oswajam się z tą myślą, komentując nawet jej wesołe ułożenie ust.

A czymże jest Śmierć, czyż nie odłącznym elementem Życia

Czas wody zastąpił czas ziemi

Niektóre wizje mnie zaskakują,
ale pomimo tego jak „piękne” czy „brzydkie” by nie były,
nie mogą być podstawą do opierania na nich swoich działań.

Inna sprawa w ostatnim czasie dała mi
do myślenia; zbieram informacje, przesiewam fałsz, półprawdy,
czasami jakieś ziarenko prawdy. Informacje dotyczą dwóch
nacji, nie wiem na ile można powiedzieć czy moja działalność
jest skuteczna, ale powoduje ona odwety z ich strony. Nie sądziłem
nawet, że tak mogą reagować, czując się zagrożeni moim
działaniem. Przypomina to działalność psychologa dochodzeniowego
każde zachowanie, realne, czy przerysowane daje obraz przestępcy.
Wykorzystuję te informacje, by zrozumieć motywy i ich zachowania w
relacjach z ludźmi, i jak też ludzie mogą się zachowywać będąc
pod ich wpływem.

„Zastrzeliło” mnie ich oskarżenie
o sprawy „przywódcze” mój rozmówca przekazał
mi ich obawy i oskarżenia, mówiąc mi, że tego nie może
powiedzieć. Nie wiem z jakich względów, czy nie mógł,
czy też po prostu nie znał ich toku rozumowania.

Wracając wieczorem autobusem trochę
oświeciło mnie w tym względzie co „oni” mogli rozumieć pod
pojęciem „przywództwa”, ot takie moje dywagacje. Przez to
że z nikim nie mogę się podzielić swoimi przeżyciami sam muszę
być sobie „mentatem”, analizując i szukając najdrobniejszych
przesłanek i śladów. Poznanie „przeciwnika” pomaga w strategii
działania, w pracy z ludźmi.

Sen w środku dnia

Nieokreślony czas, przypominający świat bez technologii, wychodzę przez okno na gzyms.
Zamyka za mną okno moja siostra, robiąc minę „csssss zamykam aby nikt nie wiedział, że wyszedłeś”, bo trochę byłem przeciw;)
Na gzymsie leżą jakieś kości, które wykorzystałem jako pociski miotające, poruszając się uważnie dotarłem do końca gzymsu. Pode mną ulica i stragan między budynkami, jakaś kobieta przygotowywała tam posiłki. Pociski miotające „gotów”, „pal”:) poleciały w kierunku straganu, za którymś kolejnym kobieta nie wytrzymała i w moim kierunku poleciała zwarta bryła owsianki:), na szczęście doleciała tylko do początku gzymsu. Ot wspomnienia…

Miejsce już się zmieniło przenosząc mnie do domu rodzinnego na wsi, gdzie wszedłem w stare sny.
Tak jakbym miał na nowo je przeżyć, niektóre pamiętałem, część wypłynęła z nieświadomości.
Dziwne uczucie śnić, wchodzić w kolejny mocny sen w sensie emocjonalnym, mając zarazem świadomość wszystkich tych poziomów. To były sny o zagrożeniu, ktoś chciał wedrzeć się do domu, czy to przez drzwi, czy to przez okno. Niebezpieczeństwo i zarazem stawienie jemu czoła, zabezpieczenie domu, jego wejść i oczekiwanie na atak Czy zabezpieczenie wytrzyma, okna nie wytrzymywały…
Rozmawiałem też z jakimiś bliskimi, wszystkie te wydarzenia wydawały się jednolitym procesem.

Na drugi dzień wróciłem w to samo miejsce, tylko że teraz akcja rozgrywała sie na podwórku.
Obok domu przepływa nieduża rzeczka, ktoś budował na drugim brzegu na powierzchni jakąś kanalizację. Woda w rzeczce była nad wyraz czysta, co było przyjemnym zaskoczeniem znając możliwości ludzi we wsi. Wśród zielonych wodorostów przepływały zbrojniki niebieskie, całe chmary. Rozmowy i działania z grupką ludzi, która stała razem ze mną na brzegu.

Loup-garou…

Trzy dni temu oglądałem pewien film, mógłby wmówić sobie, że jestem jak małe dziecko, a później „śnię” na podstawie filmu.
Tylko, że jest jeden szkopuł, wczoraj po wielomiesięcznej przerwie nawiązała kontakt Cesarzowa, choć przez cały ten czas było to zakazane.
Czas pokaże, co jest tego przyczyną.

Gabriel przywódca sfory pokazywał mi sztukę opanowania, podejścia.(a może to był pokaz siły)
Nie dopuszczał do swojej przemiany, zachodził mnie od tyłu, wciąż czekałem na jego krok. W pewnym momencie nie wytrzymałem obróciłem sie warcząc niczym wilk, budząc sie przy tym, przechodząc z śnienia do jawy, jakby wychodząc z wody, z rozmazania do ostrości.

Do rana był to już płytki sen przeplatany, pewną symboliką.
Rozmowy z kobietami w różnym wieku i przenoszenia je w różnorodne miejsca.
Wchodzenie na na kilkudziesięciometrowy budynek i przymierzanie sie do skoku, dochodząc do wniosku , że to jeszcze nie czas aby skakać.

Odwiedziny…

Niedawno znajoma „była wiedźma” opowiadała mi, jak to się zdarzyło, że odwiedziłem ją z grupką swoich podopiecznych, mówiąc krótko kolorowa to gromadka. Tłum ludzi, a ona bidulka nie mogła się dopchać, aby porozmawiać ze mną;) Dodatkowo zachowywałem się jakbym jej nie zauważał, co ją dodatkowo rozsierdziło, a już szczytem wszystkiego było, że jeszcze chciałem uzyskać od niej jakąś informacje udając, że w ogóle mnie to nie interesuje. Pomimo wszystko dzielnie przeżyła ten najazd.
Nasunęła mi się myśl jak mało się znam, przypominając sobie odmienną sytuację, sprzed ponad roku, którą opisywałem już wcześniej.

Pewien „pokój” był pułapką, znalazła się w nim młoda dziewczyna, córka Nocy.
Na tamten czas nikt nie wiedział kto i w jakim celu wysłał grupę napastników, mała nie miała żadnych szans.
Jakimś cudem znalazłem się w odpowiednim czasie i miejscu, żaden nie przeżył.
Po tym całym wydarzeniu spotkałem się z jej matką, Matką wszystkich Róż, przyjmując jej podziękowania.
Pamiętam jej uśmiech, gdy pytała się, „co to się stało, że Masai nas ratuje”.
Przemilczałem odpowiedź uśmiechając sie podobnie do niej.

“Śnij swą intencję mnie. Zamierz mnie w przód!”

Sporo czas upłynęło już od tej rozmowy, rozmawiałem z pewną kobietą, która „przyszła” porozmawiać ze mną jako swoim uczniem, jednym z pewnej grupy.
Dała mi do zrozumienia, że jestem pojętnym uczniem, może nie najlepszym, ale gdyby było trochę gorzej, to ta rozmowa nie miałaby miejsca. Dało mi to wtedy do myślenia, czego to ja się „tam” uczę. Mając na uwadze słowa Melisy, że przyjdzie czas na przypomnienie sobie różnorodnych elementów „układanki”, przychodzą chwile, w których obraz się klaruje.
Nawet czytając pewne książki, przychodzi olśnienie, ostatnio czytając „Sztuka śnienia”
C. Castanedy, pewien jej fragment któryś raz z kolei, przyszło zrozumienie. Wcześniej widziałem w tym przerost formy nad treścią zdziwiłem się, co miałoby to obrazować, a tu masz czytam i o rany… przecież to zazębia się z moimi ostatnimi doświadczeniami w śnieniu, pomijając wątek kulturowy i tradycji. Takich różnych smaczków można było by wiele przytaczać.
Pamiętam jak dziś wygłupialiśmy się, w pewnym momencie uczyniłem ruch dłonią dotykając Cię w specyficzny sposób, i od razu padły Twoje słowa „widać, że poznałeś ich czuły punkt”.
W niedługim czasie po tym wydarzeniu „wpadła” na małe ”te ta te” Cesarzowa, nie omieszkając wspomnieć, że już wie, że znam ich „czuły punkt”.
Każde doświadczenie, to koralik i tak koralik do koralika…

Pola, strumień, las i obywatel Wszechświata

Dzień był słoneczny, szedłem sobie niewielkim zagajnikiem nad strumieniem, mała dolina pośród pól. Pamiętam, że ścieżka była szeroka i błotnista, drzewa skutecznie tworzyły cień, nie dopuszczając słońca do zakamarków w poszyciu lasu. W pewnym momencie widzę, niewielką istotkę, która całą swoją postawą i zachowaniem, nawet to jak obracała głowę pokazała mi, że wszedłem na jej teren. Obróciła się plecami do mnie dając do zrozumienia abym za nią poszedł, ciekawy i zaniepokojony poszedłem za nią. Tego chodu nie można zapomnieć, sposób stawiania stóp, do zewnętrznej strony, budził uśmiech pomimo niepewnej sytuacji, rekord Guinnesa za takie kroki. Przez błoto, przez chaszcze, przewrócone drzewa mój przewodnik nie przejmował się żadnymi przeszkodami, parł do przodu, że zastanawiałem się, kiedy ostatnim razem przechodził tędy człowiek Doszliśmy do miejsca, w którym, strumień przechodził w łuk, jeszcze większe przeszkody przed nami, a on przez do przodu i na nic się nie ogląda, gdybym może by z dwa razy mniejszy było by mi łatwiej, ale jakoś dałem radę.
Nad samym strumieniem odnalazł pień ściętego drzewa, proponując mi go jako krzesło, a sam stanął w oddaleniu chowając się za gałęziami niewielkiego drzewa. Przeszliśmy do rozmowy, choć tego tak bym nie nazwał. Dźwięki, które wydobywał z siebie, gdyby mogły to by mnie obaliły na ziemię i zrobiły ze mnie kupkę kurzu. Twarde głoski, zgrzyt, same gardłowe dźwięki mieszające się z warczeniem, zaczynało się robić nieciekawie. Mówiłem do niego, ale przynosiło to jeden skutek, żaden. Wybrał sobie jedną gałąź, którą upodobał sobie do zasłaniania mojego czoła i traktował ją jako wskaźnik i element swojej artykulacji. Zrozumiałem jedno coś mu się nie podobało, co widział na moim czole, było to piętno-znak.
Dalej przeprowadzał swoją warcząco-szeleszczącą tyradę, z czasem troszeczkę ciśnienie mu opadło, przybliżył się i poczęstował mnie jednym liściem z małej roślinki rosnącej na wyciagnięcie ręki. Trochę miałem obawy o smak tego poczęstunku, ale okazało się, że było całkiem całkiem. Wyszedłem z zasady, że jeśli Cię ktoś czymś częstuje, wypadałoby skosztować, aby nie obrazić gospodarza. Czas zatarł słowa, które byłyby zrozumiałe, a padły wtedy z jego ust, było ich raptem kilka. Wszystko wskazywało na to, że nie podobało mu się, że chodzę sobie po ziemi, nie mając pełnej świadomości i znaczenia znaku, jaki noszę. Żegnając się w pokojowych warunkach, wybrałem drogę powrotną, przechodząc przez strumień o mało nie nabawiłem się zawału, niespodziewanie wyskoczyła sarna, jeden skok i tyle ją widziałem. Gdy wracałem „przyszedł” nowy rozmówca wyjaśniając całe to zdarzenie.

Karma Paldren Dolkar

Duchowe imię mojej przyjaciółki, znajomość z czasów, gdy szedłem Drogą Buddy.
Razem zdarzało nam się zaszaleć, razem medytowaliśmy, razem chodziliśmy na zakupy, ot życie.
Jest sparaliżowana, od lat jeździ na wózku, dzielnie daje sobie radę i czerpie garściami z życia.
To w jej główce wykluł się pomysł, że przygotuję temat z listy, przedstawię go w Gompie przed innymi. Sprawa dotyczyła listy buddyjskich tematów, które wybrał Lama Ole, aby zwykli i przeciętni uczniowie zapoznając się z nimi mogli z większą świadomości bronić i żyć prawdami, które wybrali w swoim życiu. Jakoś sprawa się nie skrystalizowała, czy czasu nie było, czy nasze drogi się rozeszły, po prostu sprawa się rozpłynęła.
Od lat nie powtarzając, sam jestem zdziwiony w mej pamięci jest wciąż mantra Wadżarasattwy.
Moja przyjaciółka była jedną z pierwszych osób, której w jakiś sposób sen był związany ze mną. Kolejną osobą była Justyna_M, nick pewnej młodej dziewczyny, wtedy jeszcze nie studentki, mieszkamy od siebie kilkaset kilometrów, nigdy się nie widzieliśmy, i nie wiadomo jak tam u niej, jedno, co wiem, że studiuje pełną parą i to już nie ta sama osoba;) Co niektórzy zapewne pamiętają ten nick;)
Mało się znaliśmy i było dla niej totalnym zaskoczeniem, że jak to jest możliwe, że śniła w jakiś sposób o mnie, nie łatwy był to czas dla mnie, ale ktoś „życzliwy”, przesłał za jej pośrednictwem ostrzeżenie dla mnie. Nie raz dziwiłem się jak to wszystko jest poukładane, ale później to, co było na początku „dziwnością” stało się normalnością. Ludzie, miejsca, istoty, sny, kto by to wszystko teraz zliczył.

Kiedyś napisałem
/Sny są nami, a my nimi swoimi pragnieniami/

A Ty, kim jesteś?

Wizje…

Pierwsza część

Kobieta uwięziona w ciele dziecka, leżymy obok siebie, nasze zbliżenie w pewnym momencie powoduje przemianę miejsca i osoby. Już nie ma dziecka, miejsce jakby inne, inna osoba, obecna Ty, budzisz sie jakby z głębokiego snu. Jesteś zdziwiona stawiasz pytania czy przypadkiem to nie moja sprawka, zaczynam myśleć jaki jest w tym mój udział. Dajesz mi do zrozumienia, jakbym przygotowywał różne …(zabiegi?), tu brakuje mi określenia. Odczucia mówią, że te działania dotyczyły manipulowania czasem i przestrzenią, zdarzeniami, aby przyniosły pożądany efekt.
Niewidocznie działania, niewidocznie czynniki, rozmieszczone w czasie dają w pewnym momencie określony skutek „Przemianę”.
Wizja idzie dalej, idę teraz z „inną” kobietą, a może tą samą. Idziemy pod rękę, rozmawiając, opowiada mi ona o swoich znajomych i jak ją teraz odbierają, witam się z mijanymi ludźmi. Okolica wiedzie nas chwilami przez park. Kobieta jest umalowana, zadowolona, ma zdrowy wygląd, skóra, włosy, jest jakby wyższa i mocniej zbudowana od Ciebie. Pomimo tych różnic, wciąż mam odczucie, że to Ty choć już „inna”. Patrząc na jej dłonie, dostrzegam podobieństwo do Twoich dłoni, tak jakby jeszcze się do końca nie przekształciły.

Część druga

„Oczyszczanie pokoju”(mieszkania).
W porządkach pomaga mi mężczyzna, znam go, jest katalizatorem, wynosimy część rzeczy na klatkę schodową. Okazuje się, że schody są zniszczone i nie możemy przenieść „rzeczy” z pokoju.
Widzę jakieś prowizoryczne materiały, które może utrzymały by mysz, ale nie dwóch facetów.
Już to widziałem karkołomna jazdę z „załadowaną taczką” na 20 cm powierzchni o grubości papieru, tak jakby jakiś kloszard przygotował sobie posłanie. Trzymałem się zdania, że nie tędy droga, w każdej chwili możemy spaść, choć mężczyzna się upierał przy swoim aby przenosić wszystko po tym „pergaminie”. Odwiedził sąsiadów obok, jak widać mieli podobne zdanie do mojego, wyperswadowali mu co i jak, zajęliśmy się w takim razie „starą szafą”, która miała kółka, ja kierowałem, a on pchał lub ktoś inny, bo już po wizycie u sąsiadów pojawiło się jakby więcej osób.
Resztę rzeczy których nie mogliśmy wsiąść ze sobą zostawiliśmy u sąsiadów, w domyśle do czasu naprawienia „schodów”.
Teraz akcja rozgrywa się w innym pomieszczeniu, jest więcej ludzi, rozmawiamy na luzie, ale wciąż przewija się temat „przeprowadzki”. Wchodzi dziwna kobieta…
Ma sztywne włosy zaczesane trochę do tyłu, lekko opadające, cielistego koloru z domieszką zieleni.
Jej twarz podzielona jest na trzy cześć, każda część to inny kolor, linie podziału przebiegają przez nos i policzki. Kolory ziemi i roślin w różnych odcieniach zdobiły jej twarz. Rozmawiała z uśmiechem, żartując co sądzimy na temat jej wyglądu.Pomyślałem o niej „Kobieta jaszczurka”. Jednym słowem panowała ogólna wesołość w tej naszej niewielkiej gromadce.
Koniec, przyszedł czas na przebudzenie i przeanalizowanie wszystkiego i zapisanie .

a to na co natknąłem się z rana

„Jaszczurki podczas upałów pozostają w cieniu i dlatego uważa się je za strażniczki krainy cienia i czasu śnienia, jak również strażniczki snów. Jeśli pojawi się ci taki znak, zwracaj szczególną uwagę na sny. Będą zawierać bardzo ważne przekazy.”
Jednym słowem „nomen est omen”;)

Czas wrócić

Za długo już nie siadam do pisania, muzyka naciska klawisze za mnie…
Ostatnio oddałem się pewnej lekturze „Trommereisen” – Podróż na dźwiękach szamańskiego bębna, ale wszystko od początku.
Jakiś dwa miesiące lub trzy temu, zdarzyło mi się stać przed górą książek, poukładanych jedna na drugą , kilka kolumn, widzę że są jakieś „dobrze” wydane pozycje, przekopuje się przez tą małe wzgórze;)Przeglądam kilka książek, ale na jednej się zatrzymuję, czytając i odkładając ją budzi się we mnie postanowienie, że chcę ją przeczytać.
Po kilku tygodniach, gdy wszystkie książki weszły do obiegu, zacząłem poszukiwania na nowo, przy pomocy koleżanek nie było to trudne;)
Zaczęło się…
Wszedłem w świat poezji, prozy, przyrody, mitów, legend Północy, walki i poszukiwań własnej tożsamości, zachowania ginącej tradycji Plemienia.
W tym tyglu wydarzeń dostrzegłem ostatnie lata swojego życia.
Historia rozgrywa się na granicy 3 krajów Szwecji, Norwegii i Finlandii.
Z tym ostatnim krajem jest związane kilka miesięcy mojego życia choć tak się wszystko potoczyło, że nie dane było mi stanąć na tej ziemi.
Kilka lat temu poznałem pewna kobietę, była z pochodzenia Szwedką, a w jej krwi, płynęły tez śpiewy plemienia Saami. Był to też moment kiedy zaczęły wychodzić ze mnie „słowa”, choć ich nie zapisywałem, może ona je zapisywała ale nie wyprzedzajmy faktów.
Nasze życia splotły się na kilka miesięcy, poznawałem na odległość Finlandię jej oczami i jej sercem. Była śpiewaczką, miała wyjątkowy głos -altowy. Kto wie może dane mi będzie nadrobić zaległości i zanurzę się w setki wysp archipelagu sztokholmskiego.
Pewnego dnia dziewczyna odwoziła mnie na dworzec, jechaliśmy autobusem , ona miała opartą głowę na szybie, patrzyła w dal, w pewnym momencie odwraca się do mnie i mówi” Jeszcze wiele w życiu osiągniesz”, nie zrozumiałem jej w pierwszej chwili, „co masz na myśli?”, „Nie wiem po prostu tak czuję”, nie udało mi się zgłębić bardziej jej słów lub usłyszeć jakiegoś szerszego wyjaśnienia.
Patrząc z perspektywy czasu, jeśli się nie mylę była Drugą Moirą, po naszym rozstaniu zacząłem zapisywać „słowa”.
Wracając do głównego wątku , ale to tylko na chwilę;)jednym z głównych elementów fabuły jest szamański bęben plemienia Saami, odwiedzający w snach głównego bohatera, by objawić mu się później na jawie.
Nie ma to jak długo nie pisać, historia się rozrasta;)
Gdy poznałem Trzecią Moirę, a może gubię się w rachunkach, pojawił się pewien symbol zjednoczonego słońca i księżyca w okręgu, przedzielonego linia, z 10 lub 11 promieniami dookoła. Zaczęliśmy zgłębiać co może znaczyć ten symbol – totem.
Studiowałem tarcze wojenne Indian Ameryki Północnej, ich symbolikę i zdobnictwo, teraz widzę że „przeoczyłem mały szczegół” – szamańskie bębny w różnych kulturach, trochę już nadrobiłem zaległości.
Czytając książkę oddałem się podróży poprzez jawę i sen, widząc swoją Drogę.
Co spotkam jeszcze lub kogo na swojej Drodze, gdzie się zakończy , a gdzie zacznie się na nowo?

Czas pisać

Melisa i jej siostry , a w tle Mańdźuśri.

Poznałem ją jakiś miesiąc temu, zaczęło się od kilku godzinnego bólu głowy. Zastanawiałem się dlaczego wybrała takie „spokojne” imię, być może aby ukryć swoją „gniewna naturę”, jak sama przyznała jej siostra jest delikatniejsza. 50 sióstr, sam już nie wiem skąd wiem , bo Melisa upierała się że mi o tym nie mówiła. Połączyć mitologie grecką, tybetańską w jakimś stopniu oddało by to skąd pochodzi.
Porozmawialiśmy o śnieniu i wspomnieniach, rozjaśniła mi pewne sprawy „Był czas że Twoi przeciwnicy blokowali twój umysł i wspomnienia, gdyby tego nie zrobili mógłbyś ich wtedy pokonać. Przypomnisz sobie kiedy będziesz chciał, teraz to już zależy tylko od Ciebie, z uśmiechem dodając, że wszystko w odpowiednim czasie.

Przenikanie…

Najmocniejsze , albo inaczej najbardziej uderzające były i są momenty kiedy świat „ponad naturalny” przenika się ze światem fizycznym i to nie z moim życiem, ale życiem innych.
Wiele było takich momentów i będzie.
Kilka lat temu zostałem zaproszony na ślub swojego najlepszego kolegi, razem podnosiliśmy sie z niejednej porażki.
Nic by nie było w tym dziwnego, gdyby nie informacja, z dobrych źródeł, że na uroczystości będzie demoniczna kobieta nocy, która znana jest w swoich kręgach z władzy jaką roztacza.
I co tu zrobić, koledze nie można odmówić, ale perspektywa „mokrej plamy” jaką ta niewiasta by ze mnie zrobiła też mi się nie uśmiechała. Czas się zbliżał nieubłaganie, decyzję musiałem podjąć, kolegi nie chciałem zawieść. W ostatniej chwili odzyskałem część siebie, co oddaliło niebezpieczeństwo. Pojechałem tam już nawet nie myśląc, że ona przemyka wśród zaproszonych gości…

„Cyganie”

Czas kilku tygodni jaki spędziłem wraz z siostrą Malakai jako przewodnikiem, jechaliśmy autobusem, przed nami siedziała Rodzina Romów – mama i dwoje dzieci.
Oni wiedzą kim jestem – pada za ust Malakai.
Nie okazywali strachu, tylko lekkie zainteresowanie, spokojnie wysiedli z autobusu, rzucając ukradkowe spojrzenia w naszym kierunku.
Jak mało znamy tych którzy są obok nas.
Jak mało o nich wiemy, a to co wiemy jest tylko tym, co oni chcą abyśmy wiedzieli o nich.

Fabryka snów - sztuka śnienia, bajki terapeutyczne, rozwój