Taala…Filipek…

Filmowa historia o człowieku, który spędził prawie całe swoje życie w Wesołym Miasteczku.
Konserwował, naprawiał wszystkie urządzenia, „by było bezpiecznie”,jak to sam często podkreślał wobec swoich współpracowników.
Od momentu powrotu z wojny, żywił do końca swoich dni, pretensje do świata za przestrzeloną nogę, która uczyniła go tym kim jest.
W ostatnim dniu czynił to co do niego należy, gdy nagle okazało się, że życie kilkorga ludzi wisi na włosku, a dokładnie na stalowej linie, która z każdą chwilą stawała się coraz cieńsza.
Udało uratować się wszystkich z wysokościowej gondoli, ale nikt nie widział jednego…
Małej dziewczynki przerażonej wrzaskiem, zamieszaniem, całym tłumem dookoła, przysiadła na ziemi ale akurat w miejscu, które miało być za chwilę miejscem upadku gondoli.
Mimo usztywnionej nogi, mimo wieku, mimo wszystkiego, spieszył się by ratować Małą.
Ostatnią, rzeczą którą czuł był dotyk małych dłoni…

Ciało odzyskało sprawność, tak jakby lata całej starości uciekły, Miasteczko było opustoszałe, głos z początku przychodził mu z trudem.
Poza nim była tam jedna osoba, pierwsza, która miał ukazać mu to czego nie dostrzegał w swoim życiu.
Jak życie każdego z nas jest powiązane z życiem innych ludzi.
Pierwszy jego rozmówca człowiek dziwadło o niebieskiej skórze, który występował kiedyś w Miasteczku, zapowiedział, że spotka się jeszcze z czwórką gości.
Drugim był kapitan z czasów wojny, który wyjawił mu prawdę o przyczynie przestrzelonej nogi, i doprowadził do uwolnienia nienawiści, jaka narastała z każdym dniem życia Eddiego od momentu postrzału.
Trzecią osobą była właścicielka Wesołego Miasteczka, która otworzyła mu oczy na jego ojca, to kim był i jaki był naprawdę. Obrazy, które ujrzał odmieniły wszystko, przebaczenie otworzyło serce naszego bohatera.
Kolejne spotkanie było czymś zaskakującym, spełnieniem nadziei, ukojeniem. Wpierw zobaczył, a później poczuł ciesząc się żywą radością, ściskając w ramionach swoją żonę.
To Ich chwile…
Coraz słabszy, znalazł się nad rzeką, kamienisty brzeg rozciągał się przed nim, lekka mgła unosiła się tuż nad powierzchnią spokojnej wody.
Zobaczył małe dzieci myjące się w rzece, opadający z sił podszedł do jednej małej dziewczynki, która przywoływała go delikatnym ruchem dłoni.
Skośnooka dziewczynka wskazując na siebie powiedziała „Taala”, on zaś w odpowiedzi wskazując na siebie powiedział z rezygnacją „Przegrany”.
Z uśmiechem potwierdziła jego domysły, że jest piątą osobą z którą miał się spotkać. Nikt z poprzedników nie powiedział mu czy dziewczynka dla której zaryzykował swoje życie, czy przeżyła.
– Czułem jej małe dłonie…
– Nie, to były moje dłonie wciągnęłam Cię tu do Nieba:), nie wyciągnąłeś małej dziewczynki…
– Odepchnąłeś ją, ona żyje.
Powoli dociera do niego dlaczego rozmawiają…
Czasy wojny… krokami w szaleństwie, dłońmi trzymającymi miotacz ognia spalił kilka drewnianych domów w dżungli. Wszystko zaczynał sobie przypominać, obrazy które przemykały wyjaśniał aż nazbyt wiele.
Matka schowała swoją córkę w domu, by tam była bezpieczna.
Mimo szaleństwa tamtego czasu widział, że ktoś przemyka wśród płomieni, chciał wejść w płonący dom.
Kapitan nie miał wyjścia przestrzelił mu kolano…
To już nie ta dziewczynka, którą ujrzał nad brzegiem rzeki, jej skórę pokrywają teraz rany po oparzeniach, ich czerwień podkreśla wszystkie wydarzenia.
W wodzie jest pełno kamieni, Taala wydobywa z dna jeden większy, płaski kamień, unosi go w stronę Eddiego.
– Umyj mnie…
Zdezorientowany bohater nie wie co ma robić, jest roztrzęsiony, nieporadnie, powoli dotyka policzka pokrytego bliznami.
Woda, kamień, dotyk, troska rozmywają blizny, przywracając dziecięcą skórę.
Z uśmiechem Mała bierze go za rękę i razem zanurzają się pod wodę…
Rzeka zmienia się w niekończący się Ocean…

Kim jestem, że doświadczam ukrytego
Kim jestem…

Nagość…

Codzienny widok codzienności
Codzienny bieg
Codzienna praca…..
I wtedy patrzysz wstecz
Gdzie jest ten czas?
Czas zdolności do „zwiewania” jak najdalej od codzienności;)
Mimo zmęczenia, kiedy tylko jakakolwiek płaska powierzchnia była pretekstem do zasypiania i zapewnień każdego „tak , oczywiście słucham Cię uważnie”, a w rzeczywistości podłoga była już łóżkiem pełną parą;)
Codzienność gdzieś stała obok,mimo ostrego zapracowania, teraz zaś mocno mnie złapała.
Niech trzyma, pójdę dalej bez względu jak mocno będzie się starać.
Najwyżej zostawię za sobą w jej dłoniach, materiał który mnie okrywa.
Może to czas by iść tam gdzie wciąż na nowo wszystko się odkrywa, otworzyć to miejsce
A niech to, ja musze złapać tego motyla…( tu autor biegnie łąka zieloną, w siną dal…)

Savant…

Myśli przemykają niewidoczne.
W odbiciach mych oczu myśli malują obrazy.
Przywołując znane i nieznane, miejsca i czasy.
Wydarzenia zaistniałe i umowne, bezustannie się zmieniając czyniąc widzialny obraz swoich ścieżek.
Część, która bez względu na czas… była.
Staje się powoli rozbudzoną całością, a nie cichym kawałkiem układanki.
Wizja prosta wpłynie w meandry zapowiedzianej przyszłości.
Stając się czymś nowym…

Kolejna próba…

Nadchodził jej czas, wymagając ode mnie decyzji
Czy chcę by się rozpoczęła?
Wahałem się, ale powiedziałem „Tak”…
Gdy jasniej ujrzałem sposób jej otwarcia
Cofnałem swoje słowo
Często słowa niebezpośrednie, czynią tylko niedopowiedzenie
Słyszłałem poźniej ironię, że wycofuję się z Próby…
Serce to nie narząd do manipulacji
Ono ma być wolne…

Szczelina…

Dawno nie byłem w tym pokoju, minęło kilka ładnych lat od ostatniej mojej wizyty tutaj.
Mój bardzo dobry kolega, z którym znam się od małego, zniknął w pewnym momencie z tego świata.
Zamknął wszystkie drzwi, odgrodził się od wszystkich, zamykając się w tylko sobie znanym świecie.
Kto wie co było iskrą, która go do tego pchnęła. Czy była to niewyjaśniona śmierć, w która był zamieszany? Czy był to impuls, który czekał na odpowiednią chwilę, aby sie uaktywnić?
Nikt tego nie może stwierdzić jednoznacznie, jedno jest pewne, choć nie raz mijamy się na klatce schodowej, to tak jakby szedł Cień, kogoś kogo tu nie ma.
Aż pewnej nocy, gdy zasnął Cień…
On wpuścił mnie do swojego świata.
Zobaczyłem całkiem odmienny pokój, ogromny, zdecydowanie za duży jak dla jednego człowieka.
Pośrodku stało łóżko, a gdzieś daleko pod ścianami opierały się niewielkie meble.
Wolna przestrzeń podkreślała jedynie pustkę i odgrodzenie.
Dodatkowo ściany w kubistycznym stylu, ich liczba przekraczała normy z tego świata.
Kąty i płaszczyzny pod jakim stały przywodziły na myśl futurystyczny, senny majak zmęczonego architekta.
Trapezoidalny świat jednego człowieka…
Chwila rozmowy-odwiedziny, uczyniły malutką furtkę w murze, który stoi już lata.
Furtkę, przez którą wedrze się ratrunek i powiew życia, ale czy tak będzie czas pokaże…

Czymże jest śmierć….boskim niezamysłem…

Jak to wszystko opisać…?
Jak zebrać w słowa ból, nadzieję, wiarę, miłośc i przyjań…?
Drogę przez, którą wiedzie Nas zaufanie do Krwi Najwyższego.
Chwile kiedy świat się rozstępuje z bólu i chwile pełne uśmiechu na leśnej polance w pełnym słońcu, pośród pól i gór.
Jak przekazać to co jest za kotarą postrzegania…?
Na ile mozna to uczynić?
Nie wiem…
Spisuję tu Naszą historię, próbując zostawić tu choć mała kroplę Naszego życia….

Niko gdy pierwszy raz mi powiedziałaś o swoim odejściu nie byłem w stanie tego ukryć, zachować w tajemnicy…
Tajemnica przesiąkła sie przez Połaczenie.
Co dzieje sie w człowieku, kiedy zna godzinę swojego odejścia…
Zadajcie sobie to pytanie, zastanówcie się czym tak naprawdę jesteście i dokąd zmierzacie….

Odeszłaś nagle, ten fakt przygniótł Nas, rozdzierając wnętrza, jak sama powiedziałas potrzeba na to czasu, by ukoić serce…
Mija dzień za dniem, noc po nocy….
Czas i przestrzeń choć dzielą… to nie dokońca.

Cognosce te ipsum…

Dla małej Wilczycy zszedłem w odmęty swojej Pamięci…
Po krótkiej wewnętrznej rozmowie wybrałem drogę, że nie tyle odkryję sam karty swojej Pamięci o samym sobie, ile porozmawiam z Tymi, z którymi kiedyś byłem bardzo blisko.
Zacząłem od Tych, w których Ona się rozsmakowała.
-Dla tej małej przychodzisz? Czym zapłacisz za wiedzę o sobie? Sama sobie to wszystko zgotowała.
Uśmiech na jego twarzy był wymieszany z sarkazmem.
Brat kogoś kiedyś bardzo mi bliskiego był rozmówcą pierwszym.
Po krótkiej chwili targowania przeszliśmy do meritum sprawy.
To były lata intryg , politycznych knowań, czas Honoru ponad wszystko, odpowiednich znajomości w odpowiednim czasie, aby piąć się na szczyt.
Lojalności, która oparła się nie jednym wichrom, by zaprowadzić mnie do celu…
Później poszedłem dalej do kolejnych rozmówców, a tam się okazało, że jest pewna sprawa z przeszłości, która do tej pory jest zwadą między nami.
Pomyślałem sobie wtedy, że to jakbym wchodził do sklepu po kilo jabłek, a wychodził z kilogramem gruszek;)
No, ale tak to bywa jak wchodzi się w niezbadane rewiry.
Kolejna rozmowa nie była prosta, naprawić to co minęło, przejście przez Bramę i pęknięte serce.
Dziękując otrzymałem znak, który sprowadził pokój między nami.
Poznawanie siebie samego wciaż trwa…
Sojusze, rozejmy, wspólne przedsięwzięcia, nowe kontakty.

Siostrzyczki…

Ile to już wieczorów i dni, jakie spędziliśmy na grze w bilard…
Mieliśmy jedną upatrzoną knajpkę, w której dzielnie stawiałem swoje pierwsze kroki przy stole bilardowym. Pewnego dnia mieliśmy pecha i stół był już zajęty, a nam nie chciało się czekać, aż się zwolni, więc poszliśmy na poszukiwania wolnego stołu.
Trafiliśmy do nieodwiedzaniej przez Nas knajpki, która z reguły omijaliśmy szerokim łukiem, taka „umiarkowana” spelunka z permanentnym smogiem , zalegającym na wysokości głowy obserwatora.
Zaczęliśmy grę, bila za bilą ląduje w łozie …ale przy tym zauważam cos dziwnego.
Barmanka ze swoją przyjaciółką plus na przylepę ich kumpel, są dziwnie ożywieni, spoglądając co rusz w Naszą stronę.
Gramy dalej, a całe to towarzystwo przenosi się w okolice stołu bilardowego, rozgrywając sobie partyjka za partyjką lotek.
Któż mógł przypuszczać że „wdepnęliśmy” w gniazdo os, wszystkie świerszcze świergotały, o myślach kotłujących się im w głowach. Zaintrygowaliśmy ich swoimi odwiedzinami, byliśmy dla nich jak rodzynki w cieście, a raczej rodzynek, bo to był czas moich początków i byłem jak nie opierzone pisklę.
Gdyby nie Ty „zjadłyby” mnie wtedy, najbliższej ofiarnej nocy, a święto w ich obrządku było tuż, tuż…
Od tamtej pory to miejsce stało się miejscem ćwiczeń, umilanych partyjkami bilarda, przychodziliśmy tak często że ochrzciłem jedną „Siwa”, a druga została „Blondi”:) Nie raz robiliśmy sobie różne numery, powiedzmy tak dla rozwoju;)co nie znaczy że zawsze było wesoło.
Nie wiem czy teraz przestaliśmy już być dla nich zagadka, jaką byliśmy pojawiając się tam…a tak dawno już nie graliśmy w bilard…

Oczekiwanie…

Tak wiele chciałbym napisać, a nie mogę…
Czas jeszcze nie nadszedł…
Zostawię dziś kolejną kroplę z Księgi Słów…

To już ostatni mur obronny
Sprzymierzeńcy odeszli
On nadchodzi w głuchym łoskocie
Bogowie wzywam Was w milczeniu
Stańcie za mną tarczą
Zginę, a nie cofnę się
Bo w Was mam oparcie
Jam z Waszej łaski orężem, które stawi mu czoła
Dobywam z wnętrza siebie klingę…
On nie przejdzie…

Biała Piwonia…

Nie pamiętam, czy przeczytałem tą historię, czy usłyszałem…
O pojedynku pomiędzy chińską kurtyzaną, a… no właśnie, pamięć w tym punkcie zawodzi, czy ten przedstawiciel męskiego gatunku był zaliczony do chińskiego panteonu nieśmiertelnych, a może nauczyciel-mistrz lub jakaś ważna politycznie persona…
Jej imię zakotwiczyło się w mojej pamięci i sprowokowało mnie do kilku prób napisania pewnej historii.
Na ten czas jest w mojej głowie, a może kiedyś przyjdzie czas na przelanie jej na papier.
Nigdy by mi przez myśl nie przeszło…a jednak, pewnego wieczora miałem przyjemność osobiście poznać Białą Piwonię, naświetliła mi wtedy pojedynek, który opisywała historia.
I jak to bywa w tego rodzaju opowieściach, przebarwiono „trochę” rolę męską, która to niby wygrała.
Nie obyło się bez pytania ”dlaczego nie rozwinąłem swojego pomysłu”, no cóż, najwyraźniej będę musiał coś w tym kierunku uczynić:)
Porozmawialiśmy też sobie o zasadach w biznesie, na czym to niektórzy potrafią zarabiać. Zawody, specjalizacje.
Zostawiła mi kilka wskazówek i podpowiedzi, ukazując możliwości spotkania z Ajari, ale to już od nich będzie zależeć…

Zielony smok strzeże żywego jedwabiu
Jaka magiczna siła go tam wplotła
Jaki bezkres pragnienia
Nadeszło lato, odrodził się kwiat Białej Piwonii…

Dar Życia…

Jest taki koan-zagadka „Jaka była Twoja twarz przed narodzeniem Twoich rodziców?”.
Koan ten tyczy się innej kwestii, ale w jakimś stopniu obrazuje to o czym chcę napisać.
W tym przypadku mozna skrócić to pytanie „Kim byłeś zanim się narodziłeś?”
Wielu szuka rozwiązania tej zagadki.
Wielu , życie przemyka przez palce.
Wielu uznaje człowieka dopiero po określonym czasie istnienia.
Wielu nie pozwala nabrać pierwszego oddechu, zabijając Życie.
Słyszę szepty przeciwne…słowa Wasze.
A Życie kieruje się własnym planem… zaczyna się w innym miejscu, w innym czasie.
Mamy Prawdę przed sobą, a to co o Niej myślimy chybia celu.
Jak wielu zgubiła pycha i przeświadczenie, że są panami Życia i Śmierci.
Kreatorzy i niszczyciele, wielu pochłonęło wielu.

Pamiętam wieczory, spacery, kiedy docierało do mnie to, czego przez długi czas unikałem.
Stawiałem sobie i Tobie pytania czy doświadczając tego wszystkiego na tamten czas, a mając też świadomość, że przyszłość przyniesie jeszcze więcej. Czy zachowam zdrowy rozsadek, czy nie przyjdzie dzień, że stwierdzę, „oszalałem”. No bo jak w poukładanym świecie nie poukładania, mogą dziać się takie rzeczy…
Wzrokiem serca wiedziałaś dzieląc się tym ze mną, choćbym staną nad krawędzią, nie upadnę, podtrzymany delikatną, drobną dłonią, sercem wielkim, które bije w morzu istnień, tych Najmniejszych…

Spacery…

Pamięć wciąż żywa, łąk , pól i lasów, zabaw Twojego dzieciństwa, które tak mocno poznałem ostatniego lata.
Wymykałaś się wtedy nocami, będąc małym brzdącem, by pobiegać po lesie.
Gdy przeszliśmy uroczysko, poznałem Twojego dawnego Przyjaciela, strażnika tego miejsca, opiekuna pól i łąk.
Okazało się, że już wyrosłaś ze zdolności „strzykania” wodą na odległość, mi jakoś jeszcze się udało;)
Przyjaciel Nasz zgubił też gdzieś, swoją sakiewkę, podobno często to mu się przytrafiało. Jak się później okazało, wylądowała jakimś sposobem w pobliskim strumieniu.
Tradycyjnie chciał wydębić ode mnie jakiś mały prezent, ale cóż nic nie miałem ciekawego przy sobie. W zamian za brak prezentu dostałem małego figla przy powrocie do domu:)
Leżąc na ścieżce pośród pól, rozmawialiśmy, poznałem wtedy Wasze dawne czasy.
Jemu zawdzięczam naruszenie muru, który przeszkadzał radości z dostrzegania świata, najmniejszych elementów przyrody.
W rozmowie wyszło, że zainteresowałem się ostatnio pewnym odmiennym elementem istnienia.
Mój rozmówca uznał „Może to już czas…”, czyniąc mnie bezpiecznym zniknął, zapraszając Władczynię Imperium, z którą miałem to wszystko omówić.
Spacer się wydłużał, poznałem wtedy Twoją przeszłość, różne poziomy istnienia, zależności, to nie była Nasza ostatnia rozmowa, obecnie ma jeszcze więcej na głowie, doszło drugie Imperium, ale czasami znajdzie chwilkę by sprawdzić czy dobrze położyłem tapety w altance:)
Odchodząc zostawiła dla Ciebie białe, polne kwiaty, a znak dla innych…

Korzyść czy niekorzyść…

Każdy z nas przechodzi wiele stopni w życiu, stając na rozdrożach, krzyżówkach niezliczonych dróg.
Zastanawia się czy pójść w tą, czy w tamtą stronę.
Niektóre drogi zapraszają bonusami, przez co wprowadzają jeszcze większe zamieszanie do naszego ośrodka korzyści;) Co nam się bardziej opłaci- pójść w lewo, a może w prawo, ”nie, nie idę tą drugą na lewo”:)
Z reguły człowiek zachowuje się standardowo – schematycznie, jeżeli postawi się przed nim możliwość uzyskania jakieś korzyści, chce „To” sobie wziąć – przywłaszczyć, przecież przez „To” będzie od razu lepiej, więcej możliwości, tyle horyzontów itp.
Na wszystko przychodzi czas i nie wszystko jest tym na co wygląda , że jest.

Wznoszę dłonie
Pełne ponad wszystkie Światy
Opierając się knowaniom
Stając przy Miłości
Tyle dróg błyszczy się poznaniem
Jedna tylko z nich jest życiem
Ty wybierasz czy jest stratą…

Czasami lepiej zostać przy „schabowym”;) niż narażać swoje podniebienie i nie tylko, na spotkanie jakieś bliżej nieokreślonej potrawy, która nas za cementuje w jednym miejscu…:P
Morał z tego krótki: Jedzmy to, co nie zrobi z naszego żołądka toru wyścigowego dla mastodontów:)

Pamiętam…

Nie zastanawialiście się czasami, dlaczego pamiętamy akurat ,to co pamiętamy, że pamięć „bawi się nami”?
W moim życiu przyszedł kiedyś moment, że mogłem odzyskać cała pamięć, jednym haustem.
Już chciałem brać ten oddech i powiedzieć tak, tłumaczenie Mali i jej poświęcenie na szczęście rozjaśniło mi w głowie, nie wybrałem na tamten moment całej pamięci. Jakiś czas temu „Puk, puk”, sama przyszła tylko na inny sposób…

Pędzące fale splecionej mocy
Sny skrzące się świetliście
Oddechem sieci myśli
Wzburzona wieczna pamięć
Przenikaniem świata
Drżenie liści
Wiatr rozwiewający włosy…

Nieznana konstelacja…

Przyszłaś, choć nie chciałaś
Władczyni z ukrytym imieniem
Czas przyszedł na Twe odejście
Kto Cię zastąpi?
Kim będzie Ta, która wszystkiego będzie się dopiero uczyć?
Jej początek wykwitł z Naszego spotkania
Pierwsza Naznaczona po wiekach człowieczeństwem
Stanie się Władczynią, by kiedyś po kilkudziesięciu wiekach
Odejść w bezkres Wszechświata
Spoglądam w niebo, ale czy Twój dom odnajdę?
Która to gwiazda jest Twym ukojeniem…

Ja jestem z Tobą i obok Ciebie…

Nie piszę już tu, bo tu to Ty… A ja tam, gdzie czas łamie myśli w słowie.
Nie piszę już tu, bo Nasz wspólny świat to My, a To- jest we wszechświecie.
Jestem tuż, by śledzić Nas i nadać bieg marzeniom ciał i dusz.
Zaraz za Tobą, o krok przed świtem… Tam i tu.
W milczeniu i zdaniu, słowie i czynie…
Ja… Cicha nałożnica i przyjaciółka Twego życia.
Pozwalam sobie tworzyć swój świat i Tobie- Twój,
By Nasz był pełniejszy tego, czym obdarzono Nas osobno i pospołu…
Dlatego dziś życzę Ci spokojnej podróży… a Nam prawdziwego bytu.

Czas kontra liniowość ludzkiego myślenia.

Złóżmy, że mamy przed swoimi oczami prostą, która gdzieś się zaczyna, nie wiemy też gdzie się kończy, to tylko tak dla ułatwienia, rzeczywistość nie musi tak wyglądać;)
Widzimy tylko jakiś jej wycinek…
W pewnym momencie pojawia się punkt na tej prostej, zakładamy że jest to dzień naszych narodzin.
Punkt zaczyna się przesuwać, sukcesywnie z upływającym czasem i to co było bierzemy za przeszłość i to co przed nami bierzemy za przyszłość, oczywiście to założenie tylko dla ułatwienia i zobrazowania problemu:)
Ludzkiemu myśleniu trudno wyjść poza liniowość i według większości ludzi wszystko rozgrywa się liniowo.
Na pewno pamiętacie godziny spędzone przed komputerem, mam na myśli tu tych którzy grali w gry fabularne, wiele z takich gier ma liniową akcję, wszystko dzieje się z góry założone i nie mamy żadnego wpływu na rozwój akcji.
Określenie „fabularne” ma się nijak do takich gier.
Przekładając to na Życie, gdyby było liniowe i wszystko z góry było by założone, to co to było by za Życie.
Nic gorszego i nuda na całego.
Tu chwilka na zastanowienie się czy moje – Twoje życie jest liniowe i postępuje z przeszłości od daty moich narodzin do przyszłości, a teraz to co pisze to teraźniejszość według wielu doktryn,czy może jest inaczej…
Przykład liniowości, może dość drastyczny, ale dający do myślenia…Koło Samsary…punkt pojawia się na prostej, wędruje po niej, poźniej znika i znów się pojawia…

Dług…

Jest tak ciemno, ciemno… nie pamiętam jak długo tu jestem.
Znam tylko powód dla którego tu jestem, dlaczego to zrobiłam nie pamiętam…
Te ściany są takie piękne lubię je dotykać, czuć ich porowatość i kształt którego nie widzę.
To mój dom. Na jak długo? Nie wiem.
Nie znam Cię, ale cieszę się że mnie odwiedziłeś.
Tak, pamiętam swą winę, wykradłam „Prawdę” – klucz otwierający drzwi pewne.
Miło mi się z Tobą rozmawia, kiedy moje oczy przyzwyczają się do światła, wtedy Cię zobaczę.

Pamięć Serca odżywa…
Zrobiłaś to dla mnie, dając mi wolność…
Nadszedł czas, bym teraz ja uczynił coś dla Ciebie, spłacił dług.
Siła mego serca-pamięci uczyni Cię wolną.

Kolejne Nasze spotkanie to inny pokój, lepsze warunki choć jeszcze to nie koniec.
Następne…oddychasz wolnością, patrzysz radością, to już inna Ty…Wolna.
Nie pamiętasz nadal, bo gdy kiedyś odszedłem zabrałem ze sobą wspomnienia.
Delikatny dotyk dłoni zwróci Ci wszystko, teraz już wiesz kim jestem…

Sprawy spadkowe…pewnej części…

Siedzisz sobie wygodnie, zrelaksowany, a tu przychodzi „wiadomość”.
Dowiadujesz się, że odziedziczyłeś spadek.
Mecenas, który zajmuje się przekazaniem spadku, mówi Ci, że kwota finalna jest jeszcze nie do końca określona, bo jak na razie cała operacja pochłania znaczne kwoty i żeby nie zapeszyć
wyprzedzając fakty, ostateczna kwota może być znacznie uszczuplona.
W czasie całego procesu okazuje się, iż pewne znajomości przychodzą z odsieczą i sprawa nabiera rozpędu.
Nadchodzi czas przekazania spadku…
Wiem…pewnie myślałeś o pełnych workach zielonej makulatury.
Wszyscy zebrali się w jednym miejscu- czasie, by wszystko było jak należy i wszystkim formalnościom stało się zadość.
Pieczęcie odskakują, mecenas z pietyzmem otwiera inkrustowaną walizkę, a tam …brak worków;)
Z instrukcji załączonej do małego urządzonka, podczas debaty zdziwionych urzędników, wynika, że to pewnego rodzaju terminal…
Klucz do wszystkich światowych kont bankowych.
Jeszcze nie dowierzasz…znaczną chwilę zabiera Ci żebyś do siebie doszedł, otrząsasz się i postanawiasz sprawdzić jak działa to niepozorne urządzonko.
Na początek wybierasz konto bankowe, kogoś, kogo znasz.
I coż ukazuje się Twoim oczom, słabo ten ktoś stoi z pieniędzmi, nie jest zdecydowany i nie wie tak naprawdę, w co je inwestować, żeby tylko na tym poprzestał…ma chwilowe przebłyski… Tylko, w którą stronę?
Ciągnie go do inwestowania w mroczne interesy.
W jego przypadku to polityka na krótką metę, no ale cóż, Ty tylko sprawdzasz, on sam nimi zarządza…

Fabryka snów - sztuka śnienia, bajki terapeutyczne, rozwój