„Dobrotolubije”

Wracając jeszcze do podróży, padł pomysł jedziemy na Słowację…
No to pojechaliśmy, widoki , widoki, góry wszędzie góry, serpentyny, lasy i muzyka jak należy w samochodzie;) „Cud miód i powidła”.

8 godzin w samochodzie makabra;) później rajd na Katowice, aby zdąrzyć na pociąg.
Na szczęście dotarliśmy w jednym kawałku na miejsce, przede mną jeszcze 4 godziny podróży. Jadąc w góry zabrałem ze sobą” Opowieści Pielgrzyma” podróżując sercem z bohaterem książki by czas płynął „szybciej”oddawałem się lekturze.
Wtedy gdy sił prawie nie było, serce weszło w melodię myśli i pragnień, zapomnienia w modlitwie serca…

Ty wiesz, że to dla Ciebie…

Kiedyś, gdy „buszowałem” pomiędzy pólkami, na które nikt nie zaglądał, natknąłem się na pewien zbiór listów…Dwoje ludzi Rainer Maria Rilke i Lou Andreas-Salomé.
To wydarzenie, ta książka, ta poezja, pasja splotły się z czasem kiedy słowa płynące ze mnie zaczęły przybierać pewien wzór.

Każde z Nas prowadzi teraz jakąś wojnę, z przeciwnikiem, z własnymi słabościami, obawami i lękiem…
Ty wiesz jak jest i ja wiem jak jest, nie wiem jak będzie, ale wiem gdzie będę.
Tam gdzie wyciągniesz dłoń będę
Tam gdzie spoczniesz myślami już będę
Nie raz moje Serce było bramą, schronieniem
Dwa serca w jednym…

Te zaś słowa moją pieczęcią…

„Zgaś moje oczy: ja Cię widzieć mogę,
uszy zatrzaśnij: ja Ciebie usłyszę –
i ja do Ciebie bez nóg znajdę drogę
i bez ust krzyk mój cisnę w Twoją ciszę.
Ręce mi odrąb, a ja Cię pochwycę,
ja Cię pochwycę sercem jak ramieniem,
zawrzyj mi serce: mózgiem Cię zdobędę,
a skoro mózg mi wypalisz płomieniem,
ja na krwi mojej Ciebie nosić będę.”
Rainer Maria Rilke

Przyjacielu…

Cięzkie czasy nadeszły, budzą one we mnie całe fale wspomnień.
Ramię w ramię w niejednej bitwie stawaliśmy. Armie szły na me słowo.
Iluż „bohaterów” marzy o walce, a ilu z nich godnie przyjmie upragnione bohaterstwo? Gdy przychodzi godzina próby…Kto zna naprawdę tą cenę…? Wyjśc ponad siebie… oddając całego siebie.
Proszę przekaż Wszystkim, którzy nie raz walczyli z nami za wspólną sprawę.
Powiedz im, że Sztandar Trzech Klejnotów ponownie łopocze na wietrze.
Czeka na każdego kto pójdzie za Nim, z mieczem w dłoni, kierowany siłą serca z woli Sebaotha.
Sercem i duszą jestem bezustannie z Tobą, pamiętam jakby to bylo dziś, dzień kiedy staliśmy się Jednej Krwi.
Pamietasz wiersz, który napisałem Ci w dedykacji w wigilię tego dnia?
Było w nim Proroctwo bezgranicznego oddania Woli Najwyższego.
„…Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy:
z nich zaś największa jest miłość…”1 Kor 13,13

Barwy życia…

Przyszedł do mnie Kwiat strudzony
Żyjąc tracił barwy
Powiedział „Zapomniałem jak się śpiewa, nie potrafię tworzyć. Nie wiem co się stało, tak niewiele pamiętam.”
Choć tego nie mówił głośno, to szeptał…tak bardzo…bardzo, pomocy…pomocy.
Szukał w różnych miejscach, błądził szukając Prawdy o sobie.
Nie zastanawiając się wiele, powiedziałem „Chodź za mną”.
Uczyłem go pierwszych tonów, na nowo je odczuwać, zwracając uwagę na dysonanse.
Dałem mu swoje braterstwo i schronienie
Wspolnie śpiewaliśmy, czyniąc serca Nasze otwarte na Pieśń nad Pieśniami.
Znałem jego skazę, pomagałem mu uwolnić się od niej.
W muzyce płynącej sercem odczułem wstrząs
Melodia Kwiatu zmieniła się
Od tej pory postrzegał inaczej dźwięki otaczającego go świata,
Barwy i ruch, nabrały innego wymiaru, już nie były rozdwojone i rozmazane
Zaczął postrzegać wszystko takim jakie jest naprawdę
Uczynił krok…

Wielobarwne sari…

Za tańczyły na plaży jedwabie kolorowe
Przyciągając ludzi nie znaną im egzotycznością
Wszedłem pomiędzy ten ruch
Znając ich ścieżki, obserwując bacznie ich twarze
Wprowadzając zawirowania nie przychylne ich tańcu
Gdybym mógł wezwałbym wiatr i fale by wystąpiły z brzegu
Sercem czyniłem miejsce dla Prawdy, której fałsz by nie umniejszał
Jestem odporny na ich pląsy, oby inni widzieli jasno i wyraźnie
Cóż kryje się pod tą fasadą…

Wolność…

Marzę o smukłym canoe w bezmiarze wód
Budzącego się poranka
Zapachu świata, który otwiera oczy
Przyjemności płynącej z oporu wody rozcinanej piórem
Wzrokiem wodzić po koronach drzew okrywających brzegi oddali
Napawać się otwartością przestrzeni
Ścigać się z wiatrem
Czuć każdym mięśniem radość
Canoe i ja… jedność
Jak Ptak płyniemy w odbitym niebie Wielkich Jezior
Zewsząd dźwięki budują melodię
Manitu wszystkich Manitu dotknął mych uszu
Bym słyszał Sercem…
Odnajdując ścieżki
Pomiędzy nurtem życia…
Brzeg coraz bliżej
Przyspieszę…:)

Dar Życia…

Jest taki koan-zagadka „Jaka była Twoja twarz przed narodzeniem Twoich rodziców?”.
Koan ten tyczy się innej kwestii, ale w jakimś stopniu obrazuje to o czym chcę napisać.
W tym przypadku mozna skrócić to pytanie „Kim byłeś zanim się narodziłeś?”
Wielu szuka rozwiązania tej zagadki.
Wielu , życie przemyka przez palce.
Wielu uznaje człowieka dopiero po określonym czasie istnienia.
Wielu nie pozwala nabrać pierwszego oddechu, zabijając Życie.
Słyszę szepty przeciwne…słowa Wasze.
A Życie kieruje się własnym planem… zaczyna się w innym miejscu, w innym czasie.
Mamy Prawdę przed sobą, a to co o Niej myślimy chybia celu.
Jak wielu zgubiła pycha i przeświadczenie, że są panami Życia i Śmierci.
Kreatorzy i niszczyciele, wielu pochłonęło wielu.

Pamiętam wieczory, spacery, kiedy docierało do mnie to, czego przez długi czas unikałem.
Stawiałem sobie i Tobie pytania czy doświadczając tego wszystkiego na tamten czas, a mając też świadomość, że przyszłość przyniesie jeszcze więcej. Czy zachowam zdrowy rozsadek, czy nie przyjdzie dzień, że stwierdzę, „oszalałem”. No bo jak w poukładanym świecie nie poukładania, mogą dziać się takie rzeczy…
Wzrokiem serca wiedziałaś dzieląc się tym ze mną, choćbym staną nad krawędzią, nie upadnę, podtrzymany delikatną, drobną dłonią, sercem wielkim, które bije w morzu istnień, tych Najmniejszych…

Ukąszenie Kalai…

Jedno słowo zmieniające znaczenie zamknęło Cię i stanął mur pomiędzy nami
Wzburzenia fale uniosły w ciszę mnie
Stałem się smutkiem, pamiętnymi słowami Twoimi pocieszany
Pamięci zapewnień ponad wszystko
Życie i śmierć
W braku żalu
Choć smutek wypijał nadzieję
Sercem kierowany stawałem się bliższy Tobie

Drogą do Twojej wolności była rozmowa z Kalai
Spróbuj rozmawiać z lwem i nie stać się jego obiadem
Smutek i rozpacz czynią każdego otwartym na ostre kły
Nadzieja i wiara z miłością spleciona w jedwabnym sztandarze
Stają się tarczą i drogą
Z bólu do nadziei błysku Twojego powrotu
Ta która przyszła otworzyla możliwość
Niewielu dostępną, Jej i Starszym.
Uwolniłem Makaszę…

Samantery…

Droga Miłości prowadzi…
Droga Mocy i Magii prowadzi…
Każda ma swój kierunek
Jak stroma jest ścieżka łącząca je obie…

Idziesz jak linoskoczek, a
Ból z Pustką żonglują twym sercem
Tej nocy w mych żyłach popłynęła Magia i Moc
Zamykane Bramy krzyczały w Naszych sercach
O wspólne życie i pamięć Pełni
Noc kiedy Plemię stało się mną, a ja Nim
Stała się dniem nadziei, walką o jutro…
Nasze jutro!

Stawka większa niż …. nieokreślone….

Odnalazłeś mnie, odnajdując siebie… Pozwoliłeś powrócić temu co kiedyś tworzyło Twe wnętrze… może teraz zrozumiesz kim byłeś i jesteś i co jest przed Tobą , za Tobą i w Tobie… Wróciła…. bo i Ty wróciłeś podświadomością do swego źródła, którego umysłem nie znając, odczuwasz sercem… Teraz czas na Twą świadomość i stanie się ?niemożliwe? możliwym…!
Na początku zawsze była niepewność, a później wielka radość, to elementy mądrości starych Mistrzów wiary…. Może czas byś od nich się teraz uczył swej natury prawdziwej…. Może ja już wykonałam swoje…. i teraz mogę być tylko Twą Mantakai….
Oboje wiedzieliśmy co było stawką, oboje wiemy co nią jest i co nią będzie w każdej z prób i etapów istnień… ale i tak nie zawrócimy… przejdziemy… przeżyjemy…. zwyciężymy lub polegniemy…. ale Będziemy….!!! Ale zawalczymy…. bo po to istniejemy i po to pomrzemy…. by znów się odnaleźć w wieczności przestworzach lub planach Boga…. Losu… Świata….

Odbudowujemy się dzięki odczuciom, wrażeniom i słowom utkanych z czynów… Odbudujesz siebie dzięki zaufaniu… Stworzysz siebie dzięki klejnotom, rozwiniesz siebie dzięki Darowi i połączenia katalizatorom…
Tylko żyj…………….

Fabryka snów - sztuka śnienia, bajki terapeutyczne, rozwój