Mała Syrenka i Brokatowy Smok

Urodziła się wśród ludzi, nie wiedząc kim jest. Ludzie nie dali jej ciepła i bliskości.
Była odrzucona i niezrozumiana, potrzebowała miłości bliskich ale jej nie dostała.
Szukając ratunku uciekała od wszystkich by choć na chwilę schronić się w światach swojej wyobraźni.
Nie wiedząc kiedy, światy te stały się nie tylko jej, i okazało się że zamieszkują je różne bajkowe stwory.

W swojej naiwności i braku miłości, wmówiła sobie że jej nowi towarzysze potrzebują pomocy i miłości, oddała im całą siebie.
Nie wszystkie bajki są dla małych dzieci i tak było w tej historii, która stała się totalnym wypaczeniem wyobrażeń Małej Syrenki.
Z każdym dniem wchodziła w nią coraz głębiej, zostawiając daleko za sobą świat ludzi którzy ją odrzucili.

Odnajdywała się wśród nowych przyjaciół, czuła się zauważona, doceniona, nie czuła ograniczeń.
Z ofiary stała się drapieżnikiem, pełna euforii, ale do czasu.
W wirze zabawy dostrzegła, że brakuje jej sił, z każdym dniem było coraz więcej wrażeń, ale czy dobrych. Czas nie był jej sprzymierzeńcem, coraz gorzej spała, traciła kontakt z rzeczywistością, cały czas skupiając się na tym kogo dziś spotka, kto ją odwiedzi ze świata bajek.

Czar prysł szybciej niż się spodziewała, pewne wydarzenia stały się jej koszmarem mimo upływających lat. Odwiedziła pewien dom, w którym gospodarzem był pewien mały chłopiec o wyglądzie aniołka, który nie był chłopcem. Miał swoją pokojówkę, która drżała ze strachu przed utratą życia i jedno małe jej uchybienie doprowadziło ją do śmierci. W przypływie gniewu pociął ją na setki kawałeczków, dość długa i krwawa historia.
Od tamtej pory już nic nie było takie samo.

Zaczęła szukać pomocy gdyż wszystko wymykało się spod kontroli i zaczęli cierpieć nawet jej najbliżsi.
Do wielu osób się zwracała, ale nikt nie wiedział jak jej pomóc.
Trafiła do jednej kobiety z wiedzą, która uważała że może jej pomóc, ale jednak była bezsilna i nie rozumiała „choroby” która trawi naszą bohaterkę.

Nie zdawała sobie sprawy, że z daleka jej poczynania i poszukiwania ratunku, obserwował pewien stary Smok.
Widział jak się miota, chcąc się uwolnić od tego co kiedyś było jej miłością, a teraz jest jej zniszczeniem.
W magiczny sposób znany tylko smokom odpowiedział i zaprosił ją do rozmowy.
Stanęła przed nim pełna ciekawości, gdyż nigdy nie widziała Smoka, słyszała tylko stare legendy które mówiły o nich.

W swojej przekorze i mani wielkości, pomyślała sobie a co, smok to tylko smok, ja jestem silniejsza. Ale za każdym razem, szybciej niż mogłaby się spodziewać, twardo lądowała na ziemi pozbawiona swoich złudzeń.
Zanim ją zobaczył przed sobą, On już wiedział wszystko o niej, co jest jej „chorobą”.
Od początku miał pewność że nie jest małą bezbronną dziewczynką, tak jak myśleli o niej wszyscy do których się zwróciła o pomoc. Powiedział jej o tym, że największym problemem jest sama dla siebie. Nie dał jej cudownej pigułki, która by w jednej chwili rozwiązała wszystkie problemy.

Rozmawiając z nią zmuszał ją do myślenia aby uświadomiła sobie w jakiej znajduje się sytuacji i jak bardzo kierują jej życiem przyjaciele, co do których tak bardzo się myliła.
Od tej pory odwiedzała go na jego górze gdzie miał swoją jaskinię.
Czuła się bezpiecznie, i nie raz się przekonała że w obecności Smoka, jej przeciwnicy są bezsilni .
Zgrzytali zębami i złorzeczyli, nie mogąc nic jej zrobić, próbowali ją zastraszać, wmawiać różne niestworzone historie aby tylko zawrócić ją z obranej drogi, odzyskania siebie samej.

Po wielu latach udręki, dostrzegła światełko w tunelu, dało jej to nadzieję, zaczęła powoli odzyskiwać radość życia. Przez to utwierdzała się w przekonaniu, że Smok ma wielką moc, ale on za każdym razem tłumaczył jej cierpliwie „Wielką moc to ma Ten który nas wszystkich stworzył, Ciebie i mnie i wszystkich innych ludzi. Nazywamy go Bogiem”. Nie rozumiała o kim mówi, to wszystko było jej obce.

Powoli z każdą rozmową opadały jej okowy, uczyła się doświadczać siebie, czym jest wiara i kim jest nasz Stwórca.
Przez brak miłości uciekła kiedyś od siebie, od bliskich i od tego świata.
Teraz powoli zaczyna czuć miłość do siebie i do swoich bliskich, czuje jakby narodziła się na nowo.
Pamiętajcie, że zawsze jest wyjście.
Przed nią długa droga, kto wie jakie trudności napotka na swojej drodze.
Jednak chce i będzie walczyć o siebie i starać się wrócić do światła i Boga.

W poszukiwaniu siebie

Pewna historia

…a co byś powiedział na taką sytuację: desperacko potrzebujesz wróżby. Logujesz się na fb. Przeszukujesz różne grupy. Najbardziej interesują Cię te, które udzielają darmowych wróżb. Zapisujesz się do jednej z nich po czym robisz search i dowiadujesz się że jest to grupa która wierzy w jakiegoś tam bożka, ma jakąś tam energię zupełnie Tobie nie pasującą. Czujesz, że to nie jest ta grupa której szukałeś.

Jesteś zły na siebie, że po raz kolejny dałeś się wykiwać, jednak im dłużej w tej grupie jesteś tym gorzej się czujesz. Rezygnacja zaczyna Cię przerastać. Nie poddajesz się jednak i w dalszym ciągu szukasz odpowiedniej dla siebie grupy. Nagle pojawia się grupa „…”. Postanawiasz do nich dołączyć. Zaczynasz sprawdzać ludzi, którzy są w nowej grupie.

Trafiam na Ciebie, przyjmujesz mnie do grupy. Na kilka sekund przed przyjęciem wchodzę na Twoją stronę i zaczynam czytać. Nie wiem dlaczego ale mam wrażenie, że nie jesteś oszustem i to, co piszesz o sobie jest prawdą. W końcu czuje się swobodnie. Jak z cebuli schodzą ze mnie negatywne emocje. Podejmuje decyzję by wypisać się z pierwszej grupy. Robię to natychmiast i postanawiam zacząć z Tobą rozmowę, w pewnym momencie czuję, że bez mojego proszenia przesyłasz mi pozytywną energię.

Zdaję sobie sprawę, że nie zwariowałam ale takie przeżycie mam pierwszy raz w życiu. Lubię ludzi niezwykłych. Kręcą mnie ich historie, w które nie zawsze wierzę. Z jednej strony Twój przewodnik życiowy, któremu na siłę wcisnęłam swoją rękę dlatego, że potrzebuję zmian w swoim życiu, jest osobą twardo stąpającą po ziemi, zaś z drugiej świat w którym on żyje nigdy nie będzie dla Ciebie dostępny.

The Five People You Meet in Heaven

Filmowa historia o człowieku, który spędził prawie całe swoje życie w Wesołym Miasteczku.
Konserwował, naprawiał wszystkie urządzenia, „by było bezpiecznie”,jak to sam często podkreślał wobec swoich współpracowników.
Od momentu powrotu z wojny, żywił do końca swoich dni, pretensje do świata za przestrzeloną nogę, która uczyniła go tym kim jest.

W ostatnim dniu czynił to co do niego należy, gdy nagle okazało się, że życie kilkorga ludzi wisi na włosku, a dokładnie na stalowej linie, która z każdą chwilą stawała się coraz cieńsza.
Udało uratować się wszystkich z wysokościowej gondoli, ale nikt nie widział jednego…
Małej dziewczynki przerażonej wrzaskiem, zamieszaniem, całym tłumem dookoła, przysiadła na ziemi ale akurat w miejscu, które miało być za chwilę miejscem upadku gondoli.
Mimo usztywnionej nogi, mimo wieku, mimo wszystkiego, spieszył się by ratować Małą.
Ostatnią, rzeczą którą czuł był dotyk małych dłoni…

Ciało odzyskało sprawność, tak jakby lata całej starości uciekły, Miasteczko było opustoszałe, głos z początku przychodził mu z trudem.
Poza nim była tam jedna osoba, pierwsza, która miał ukazać mu to czego nie dostrzegał w swoim życiu.
Jak życie każdego z nas jest powiązane z życiem innych ludzi.
Pierwszy jego rozmówca człowiek dziwadło o niebieskiej skórze, który występował kiedyś w Miasteczku, zapowiedział, że spotka się jeszcze z czwórką gości.

Drugim był kapitan z czasów wojny, który wyjawił mu prawdę o przyczynie przestrzelonej nogi, i doprowadził do uwolnienia nienawiści, jaka narastała z każdym dniem życia Eddiego od momentu postrzału.
Trzecią osobą była właścicielka Wesołego Miasteczka, która otworzyła mu oczy na jego ojca, to kim był i jaki był naprawdę. Obrazy, które ujrzał odmieniły wszystko, przebaczenie otworzyło serce naszego bohatera.
Kolejne spotkanie było czymś zaskakującym, spełnieniem nadziei, ukojeniem. Wpierw zobaczył, a później poczuł ciesząc się żywą radością, ściskając w ramionach swoją żonę.
To Ich chwile…

Coraz słabszy, znalazł się nad rzeką, kamienisty brzeg rozciągał się przed nim, lekka mgła unosiła się tuż nad powierzchnią spokojnej wody.
Zobaczył małe dzieci myjące się w rzece, opadający z sił podszedł do jednej małej dziewczynki, która przywoływała go delikatnym ruchem dłoni.
Skośnooka dziewczynka wskazując na siebie powiedziała „Taala”, on zaś w odpowiedzi wskazując na siebie powiedział z rezygnacją „Przegrany”.

Z uśmiechem potwierdziła jego domysły, że jest piątą osobą z którą miał się spotkać. Nikt z poprzedników nie powiedział mu czy dziewczynka dla której zaryzykował swoje życie, czy przeżyła.
– Czułem jej małe dłonie…
– Nie, to były moje dłonie wciągnęłam Cię tu do Nieba:), nie wyciągnąłeś małej dziewczynki…
– Odepchnąłeś ją, ona żyje.

Powoli dociera do niego dlaczego rozmawiają…

Czasy wojny… krokami w szaleństwie, dłońmi trzymającymi miotacz ognia spalił kilka drewnianych domów w dżungli. Wszystko zaczynał sobie przypominać, obrazy które przemykały wyjaśniał aż nazbyt wiele.
Matka schowała swoją córkę w domu, by tam była bezpieczna.
Mimo szaleństwa tamtego czasu widział, że ktoś przemyka wśród płomieni, chciał wejść w płonący dom.
Kapitan nie miał wyjścia przestrzelił mu kolano…

To już nie ta dziewczynka, którą ujrzał nad brzegiem rzeki, jej skórę pokrywają teraz rany po oparzeniach, ich czerwień podkreśla wszystkie wydarzenia.
W wodzie jest pełno kamieni, Taala wydobywa z dna jeden większy, płaski kamień, unosi go w stronę Eddiego.
– Umyj mnie…
Zdezorientowany bohater nie wie co ma robić, jest roztrzęsiony, nieporadnie, powoli dotyka policzka pokrytego bliznami.
Woda, kamień, dotyk, troska rozmywają blizny, przywracając dziecięcą skórę.
Z uśmiechem Mała bierze go za rękę i razem zanurzają się pod wodę…
Rzeka zmienia się w niekończący się Ocean…

Kim jestem, że doświadczam ukrytego
Kim jestem…

taala

Widzenie

Przysiądź na ławce pod rozłożystym drzewem
Popatrz przed siebie po horyzont, na strzeliste góry
Oddychaj chłodnym wiatrem, który mieszka pośród nich
Dotknij chropowatych skał
Wzrokiem obejmij kwiaty skrywające się w szczelinach
Poczuj moc gór i wstań pełna ich przepychu…

widzenie

Mały chłopiec i Kwiat

Niebo i skały ciągnące się aż po horyzont, a gdzieś na tym pustkowiu…

Mały chłopczyk ściskający kurczowo w swoich niewielkich dłoniach, krótką zieloną łodyżkę zakończoną niewielkim pąkiem.
Gdy otworzył dłoń i spojrzał, jedyną jego myślą było skąd wziąć wodę.
Zaczął iść przed siebie w nadziei, że jednak znajdzie wodę pośród tej skalistej pustyni
i uda mu się uratować Kwiat.

W pewnej odległości pomiędzy skałami, dostrzegł kilka kropel, które były ułożone wzdłuż ścieżki.
Podbiegł do nich, nachylił nad nimi jeszcze zieloną łodyżkę, a mały pączek wypił tych kilka życiodajnych kropel. Potrzeba było więcej, a przeciwności narastały, pojawiły się toczące brunatne kule, które chciały zrobić wszystko aby przeszkodzić chłopcu.

W tym momencie okazało się że nie jest sam i znikąd pojawili się sprzymierzeńcy, stanęli na drodze przeciwników i walczyli z nimi, by nasz bohater mógł iść dalej.
Jeszcze kilka razy napotkał niewielkie skupiska kropel, dodawało mu to otuchy że jednak się uda.
Kule robiły co mogły, ale nie na wiele im się to zdało, chłopiec dziwił się że ktoś mu pomaga, że nie jest sam i może liczyć na tak ogromną pomoc.

Gdy doszedł do niewielkiego wzniesienia, znalazł tam kolejną oazę kropel, nagle stał się mały cud, Kwiat gwałtownie zaczął rosnąć i rozkwitać.
Pełen kolorów, błyszczący od kropel wody, był niczym esencją życia pośród pustynnych skał.

Tu też pojawiły się nieoczekiwane podpowiedzi, chłopiec nauczył się jak pielęgnować Kwiat i że powinien zaprzyjaźnić się z Pszczołą.

Chłopiec wciąż uczy się nowych rzeczy…

kwiat

Gdy nie dajesz nic z siebie…

Rozmowa z pewnym człowiekiem który wciąż brał nie dając nic w zamian…..

Skalna skarpa dość wysoka,  rozmowa,  podziwianie wielokolorowego jeziora, różne odcienie błękitu.

Miasto, miejsce akcji most,  przyglądam się jak ktoś wprowadza na most dziwna istotę. Wygląda niczym kudłaty taran chodzący na czterech łapach, wchodząc na most powoli jego postać staje się humanoidalna. Jest opasany paskiem który przywodzi na myśl smycz,  staje się coraz większym zwalistym olbrzymem.

Widocznie ktoś zamierza wejść tu siłą.

Nie jest sam, gdy zbliża się do niewielkich  zabudowań, wygląda to na niewielkie sklepy. Powstaje zamieszanie, okazuje się ze oprócz wielkoluda są dwie osoby które sieją terror wśród mieszkańców. Drugi mężczyzna jest uzbrojony w nóż, odnoszę wrażenie ze w tym miejscu nie jestem sobą, a tylko korzystam z ciała mieszkańca tego świata, czuję że przez to moje działania są ograniczone.

Pomimo tego mężczyzna uzbrojony w nóż rzuca nim jakby był ostatnim fajtłapą, jego towarzyszka jest jego przeciwieństwem. O czym się przekonałem starając się przeszkodzić im w ich poczynaniach. Mężczyzna posługuje się nożem w tempie żółwia,  kobieta walczy wręcz jak dobrze wyszkolony wojownik,  a olbrzym robi ogólne zamieszanie niszcząc co popadnie.  Chyba nie spodziewali się ze napotykają opór,  widzę ze postanowili się ewakuować, mają samochód,  nie mogę w bezpośredni sposób ich zatrzymać…

W czasie tego zamieszania ludzie krzyczeli „policja”, atakujący zmienili się w uciekinierów, wszystko zapowiadało ze uda im się zbiec, ale samochód którym uciekali okazał się ich pułapką. Za pojazdem doczepione jest kilkanaście  lin, które były sprężyste i super wytrzymałe, wiec ucieczka za naszej trójki skończyła się się na najbliższym drzewie. Jednocześnie pojawia się grupa antyterrorystyczna, w pierwszej chwili celują we mnie,  ale dociera do nich gdzie jest ich prawdziwy cel. Otaczają samochód,  wyłapują uciekinierów.

Kolejny.

Samochód  z ważnymi osobistościami,  rozmawiają o swoich interesach,  a zarazem widzę ze odpowiadają za porządek lub mają duże wpływy.

Rozmowę przerywa im pisk opon, jeden samochód za drugim, przeskakują inne samochody.  Nie podoba się to pasażerom samochodu,  rozmowy o pieniądzach muszą poczekać…

 

 

Żołnierz Nefertiti

Kilka lat temu szliśmy tuż obok siebie, rozmawiając
Maszyna do zabijania, która wykona wszelkie rozkazy
Nie musi jeść, spać, nie męczy się
Istotą życia jest wykonać rozkaz
Przerażające, straszne?
Mój pierwszy instruktor latania;)

13 marca 2007

„Brzytkie Kaczątko”

Śpię sobie albo raczej drzemię umęczony jakąś bakteryjką, gdy nad ranem słyszę”Ja chcę do domu, zaprowadź mnie do domu”. Ignoruję i staram się spać dalej, jednak znów słyszę płaczliwy głosik „Ja chcę do domu”.
Wybudzam się, co jest grane?
– Zabrałeś mnie w nocy ze sobą, a teraz ja chcę do domuuuuuuuuuu
– Jak mogłem Cie zabrać ? ( znając siebie, nie zrobił bym tego wbrew jego woli, a widzę że malec zaraz wszystko zrzuci na mnie).
– Zaprowadź mnie do Mamy, ja chcę do domuuuuuuuuuu.
– A Twoja Mama pozwoliła na to abym Cie zabrał?
– Pozwoliła bo jesteś Zaufany, a ja jestem mały i nie mam nic do gadania.
– Więc jak to było zabrałem Cie czy nie?
– Wiesz, mówi malec, ja też troszeczkę chciałem iść z Tobą, oglądałem sobie wszystko w nocy, ale wiesz nie obraź się wolę swój świat.
Choć ileż można oglądać tylko wodę i wodę, trawę i trawę. Macie dziwnie rozwiązane, że woda raz leci i nie leci, moim zdaniem powinna lecieć cały czas.
Mały Łabędź wykazał się dojrzałością stwierdzając w filozoficznym stylu w pewnym momencie naszej rozmowy ” Nie wszystko co duże, jest dorosłe”. Porozmawialiśmy nawet o śnieniu.
– Ja chcę do Mamy , zaprowadź mnie do Mamy.
Nie miałem wyjścia ubrałem się i zaprowadziłem malca do jego Mamy.

Jaki z tego morał?
Jeżeli kiedykolwiek wyciągniecie kogoś z „jego świata”, czy to przyjemności, czy bezpieczeństwa i spokoju , strachu lub lęku.
Niech podpisze wcześniej oświadczenie” Po wyjściu ze „świata”, reklamacji nie uwzględnia się”;)

18 luty 2007

Miracles…

Lata temu śniłem o słonecznej Hiszpanii, siedziałem na kilku schodkach z grupą ludzi, nad brzegiem jakiegoś parkowego stawu, tłumacząc coś swoim rozmówcom.
Na tamten czas, pytałem się sam siebie co ja takiego mógłbym im tłumaczyć, po pierwsze nie znam hiszpańskiego, po drugie kim jestem by jechać parę tysięcy kilometrów na takie rozmowy.
Minęło kilka lat, wiele się na zmieniało, był czas, że przygotowywałem się, ucząc się hiszpańskiego, by wyjechać choć na chwilę do Barcelony.
Ostatnie kilkanaście miesięcy naszego życia jest… brak słów jakie jest.
Wciąż wyglądam kiedy to się zakończy, nie pisze o tym, nie mówię o tym, ale to jest.
Tak jak ten wyjazd do Barcelony będzie cudem,a ja czekam na pierwszy cud…

28 stycznia 2007

Studnia El Szaddaja

Wiele rzeczy się na to złożyło,  że wyruszyłem w tę podróż,
nie wiem ile ona potrwa, ale nie dbam o to.
Zostawiając za sobą wszystko,  zanurzyłem się w niezbadane
pustynne rewiry swojego serca.
Pod osłoną nocy wciąż podążam przed siebie,
nieustannie szukając schronienia przed morderczym słońcem.
Nie spocznę dopóki nie dotrę do niezgłębionej studni El Szaddaja,
której,  jak głoszą słowa naszych przodków, woda gasi wszelkie pragnienie.
Gdy dane mi będzie zaczerpnąć wody z tej studni i poznać jej smak.
Wtedy piasek pustyni pozna radość kwiatów…

 

droga

Brokatowy smok

To był zwykły wieczór …tylko niebo było niezwykłe.. ogromna kula zachodzącego słońca znikała powoli za horyzontem.

Nikt nie spodziewał się niczego niezwykłego … tylko mały chłopiec w kimonie czekał na Brokatowego Smoka.

Wiedział, że przyleci… zawsze przylatywał w snach, ale dzisiaj – dzisiaj był szczególny wieczór – dzisiaj polecą do gwiazd Mleczną Drogą.

Chłopiec był spokojny, nie czuł ani strachu ani zmęczenia. Nagle wokół chłopca zaczął spadać gwiezdny pył … i z mroku wyłonił się Srebrzysto Złocisty Brokatowy Smok…

Chłopiec wdrapał się na jego grzbiet i unieśli się bardzo wysoko … Mijali gwiazdy , planety i dotarli do miejsca, które Smok nazwał Bramą Czasu i Miejsca. I stała się jasność i nic nie było czymś i wszystkim było coś… cisza był głośna do bólu,
a hałas był cichy i kojący.

Choć wszystko było inne chłopiec nie czuł strachu, ani zdziwienia. Był tu i teraz
i rozumiał wszystko. Nie widział postaci, a słyszał głosy nie słyszał głosów a widział postacie.. widział bramy i przejścia…

Wybierz Drogę usłyszał… i podszedł do bramy.. i zobaczył drogę … srebrzysto , złocistą … to jest Twoja Droga tędy zawsze możesz wrócić i tą drogą możesz zawsze iść dokąd chcesz… nawet jeśli miejsce, w którym się znajdziesz sprawi, że zapomnisz na chwilę.. wrócisz .. Smok Cię przyprowadzi …

Wielka Świetlista Postać przeniknęła ciało chłopca zostawiając w jego duszy pieczęć. Pieczęć ze wszystkimi klejnotami wiedzy i zrozumienia.

Chłopiec wrócił na Ziemię. I znów wszystko było jak dawniej. Chodził do szkoły
i praktykował sztuki walki w cesarskiej szkole Tai Chi. Smok pojawiał się w snach ale było to dla niego czymś całkiem oczywistym i normalnym.

Po wielu latach Szu Han został nauczycielem Tai Chi . Jego uczniowie stawali się wielkimi wojownikami, a on w ciszy i spokoju ducha zajmował się doskonaleniem siebie.

Kiedy odchodził na niebie znów zachodziło Słońce, a Brokatowy Smok był tuż obok. Potem znów unieśli się wysoko nad chmurami nocnego nieba… mijali gwiazdy, planety i dotarli do Bramy, i znów stała się jasność… i głos powiedział wróciłeś … choć byłeś tu zawsze.. jesteś tu i nie ma Ciebie..

I pieczęć, którą dostał zaczęła wirować i srebrzysto, brokatowy pył spadał wszędzie.
Tak więc stałeś się Strażnikiem na Tu i Teraz … Niezależnie od czasu, miejsca i okoliczności…

Będziesz tam gdzie chcesz i kiedy chcesz i choć nie będziesz czasem wiedział, wiedza będzie w Tobie.
Zdałeś egzamin z pokory … i honoru… dumy i poczucia siebie.
Będziesz zawsze nawet jak Ciebie nie będzie.

I znowu wybrałeś Drogę … I oprócz Smoka wyruszyli z Tobą inni.. i pieczęć w duszy się zmieniła… i znowu jesteś…
Ma Pani syna – usłyszałeś. Będzie miał na imię Sebastian – odpowiedziała kobieta
o spojrzeniu Królowej Gwiazd. Niezwykła – tak jak jej Syn.
A Gwiezdny pył… spadał wokół …

Pośród nocy…

Niepewność deszczem przesiąka
Bliskość której nie ma, tchnie nadzieją
Pokojem duszy

– Kochaj siebie

Słowa Twoje w lustrze odbite
Ukażą Ci kwiat przecudowny
W Twoim sercu on wzrasta
Gdy z miłością zasypiasz tej deszczowej nocy

Makabreska

Androgyniczna postać przesuwa się drapieżnym ruchem w okół nieznanej mi osoby.
Zachowanie jej wskazuje na to, że się znają, ale ten wzrok mówi wszystko, kto jest ofiarą,
a kto katem.
Skóra tego stworzenia jest alabastrowa, błyszczy niczym skóra węża, kości zniekształcają jej wygląd, co dodaje stworzeniu dość makabrycznego wyglądu.
Istota po chwili napawania się swoją ofiarą, dostrzega że jest obserwowana i w mgnieniu oka znika.
Pomagam delikwentowi dojść do siebie, a zarazem staram się wykryć przeciwnika.
Tu zamazuje się moja pamięć, ale sytuacja musiała być dość ostra, obudziłem się na chwilę ale w ciągu jednego oddechu zasnąłem.

Animator

Czyniłem przygotowania do projekcji filmu…
Obok mnie stała „mama”, to już drugi raz, ostatnio zastanawiam się czy ktoś nie ukrywa się pod jej postacią.
Gołymi rękami lakierowałem duża ławę, gdy już wszystko było gotowe, pojawili się ludzie i zaczął się „seans”.

Występował aktor, podobno jakaś znana postać, scena w której rozmawiał z kobietą pokazał coś dziwnego.
Był sztywny i dziwnie poruszał głową, w pierwszej chwili sadziłem, że ma ogromne i sztywno stojące dredy, ale po chwili okazało się że jest to coś więcej niż tylko włosy.

Jakby wewnętrznym wzrokiem zobaczyłem, że to coś co wyglądało jak jeden wielki kołtun, miało zakończenie z wielu jasno czerwonych wypustek, przypominające wielkością zaokrąglone ołówki.
„Dredy” były swego rodzaju pasożytem, który mógł czuć się bezpiecznie, aktor sam z siebie nie był w stanie wyciągnąć go sobie z głowy.

Stało się to jakby poza mną, w jednej chwili stałem się tym mężczyzną, wnikając w jego ciało.
Dłonią zacząłem manipulować wokół tych czerwonych wypustek, okazało się że jest tam wiele węzłów i innych blokad, które uniemożliwiały wyjęcie tego „stwora”.
Kierując się sprytem i wyczuciem sukcesywnie rozwiązywałem kolejne węzły, skończyło się na tym że w pewnej chwili wyciągnąłem to „coś”.
Przez chwilę trzymałem zwisający i bezwładny twór w swojej dłoni, zastanawiając się co z tym dalej zrobić…

Bajka pomagajka

Wejdź w tę historię…

Patrzę ze spokojem i zachwytem, łagodnie świat wchodzi w moje oczy.
Rozluźniam się, czuję jak opada napięcie z moich pleców i ramion.
Ta lekkość budzi do tej pory nieznane, nowe pokłady we mnie, doceniam spokój i brak napięcia.
Wszystko co widzę łagodnie płynie swoim rytmem.

Przez tyle lat kurczowo ściskałam w dłoni miecz by odpłacić innym za moją krzywdę.
Otwieram zaciśniętą pięść o której już prawie zapomniałam, jaka ulga, moje wnętrze z radością się unosi.
Dłońmi dotykam kwiatów, które tak kocham, w tych kwiatach widzę wszystkich swoich bliskich którzy zadali mi rany.

Dotykam ich z miłością, łagodnym i delikatnym ruchem palców, uginają się prosząc o trochę wody.
Daję ją im, one potrzebują mnie, a ja potrzebuję ich, dbamy o siebie nawzajem.
Wciąż noszę ze sobą misia, tak tego misia, którego tak mocno kochałam gdy byłam mała.
Już dawno nasze drogi powinny się rozejść, zżyliśmy się przez te wszystkie lata, ale tak dłużej być nie może ,powinniśmy się pożegnać.

Widzę przed sobą nadchodzącą małą dziewczynkę uśmiecha się do mnie, ma długie spięte z tyłu włosy.
Odwzajemniam jej uśmiech, pokazuję jej misia, a ona z radością podbiega do niego.
To jest bardzo grzeczny miś, mówię do niej i od teraz jest Twój, dbaj o niego i kiedyś tak jak ja teraz wybierzesz jakiegoś chłopczyka lub dziewczynkę, która zaopiekuje się misiem.
Nasze drogi rozchodzą się i każda idzie w swoją stronę, przed każdą z nas jeszcze tyle do odkrycia…

Orkiestra otchłani…

W opustoszałej restauracji dostrzegłem dwóch mężczyzn wspierających się na sobie.
Żartowali między sobą o białym winie, zapytałem się czy mają czerwone wino, wyciągnęli zieloną butelkę o podejrzanej jakości.
Prowadząc rozmowę zajęliśmy jeden z wielu wolnych stolików, wyglądali na mieszkańców Bliskiego Wschodu.

Ten, który był po lewej stronie jakby w oddaleniu mówił w domyśle o Bogu używając określenia „Odcinający”.
Wyglądało to na kłopoty z wymową, zacząłem mu to tłumaczyć gramatycznie, a później z zaangażowaniem całą istotę rzeczy.
Mężczyzna po prawej siedział bliżej mnie, w tym momencie dostrzegłem zmianę w zachowaniu rozmówców.

Pomimo toczącej się rozmowy, mężczyźni zaczęli się zachowywać dość nerwowo, wyglądało to jak” właśnie zostawiłem żelazko włączone w domu” lub chcieliby uniknąć nadejścia jakiś bliżej nieokreślonych wydarzeń.
Pomimo zmiany nadal udawali, jak gdyby nigdy nic.
Nie daje mi to spokoju, mówię ” że jakby się czegoś bali…”.
Nagle dostrzegam dwie nowe sylwetki, obok mężczyzny po lewej, jedna sylwetka przypomina dziewczynkę, patrzę na jej twarz, dostrzegając jej oczy.

Całe czarne, bezdenne, mówię”przecież Twoje oczy….”
Kamuflaż całkowicie opada, oczy mężczyzny obok niej zmieniają się w bezdenną otchłań czerni, stając się jednym okiem.
Odskakujemy od siebie, butelka toczy się po podłodze, z ust tego po prawej padają wyrwane z kontekstu słowa – „jesteś ciekawy”, „przyjąłeś wino i pieniądze”.

Nie wiem co o tym sądzić, później po wszystkim przychodzi odczucie, czyżby byli orszakiem dyplomatycznym.
W tle panuje piekielny hałas, kakofonia dźwięków rozrywa umysł.
Wszystko przebiega w zastraszającym tempie, góra zmienia się z dołem, pojawi się trzecia osoba, kościsty starzec.

Trudno cokolwiek zrozumieć, huk nie ustaje, padają określenia tych dwóch demonów, po siedmiokroć kim są i co robią.
Po siedmiokroć postacie symbolicznie były odbite łukiem w przestrzeni.
Za każdym słowem, jedna z siedmiu postaci znikała, pomimo psychodelicznej uwertury głos był słyszalny.

W tym całym harmidrze szukałem Boga, czułem potworny strach, jakimś cudem cały ten wrzask, bębny, grzmoty nie wciągnęły i nie rozproszyły.
Bezustannie się modliłem „Panie Jezu…”, obudziłem się, pełen tego wszystkiego spojrzałem na zegarek 4.04, po zapisaniu z czasem wszystko opadło, obudził mnie ranek.

2006-12-30 19:36:39

Lemuriański fizyk kwantowy;)

Zaskakujące, otwierające, prawdziwe, powodujące, że serce się otwiera.
Przymiotników jest całkiem sporo, więc można tak i można sobie wymieniać.
Jeśli poznasz kogoś jakim jest naprawdę, żaden przymiotnik nie wystarczy.
Jest tu pewien posmak smutku, że poznawany nie wie jaki jest naprawdę.
Ciągle tylko przed oczami przelatują mu kolorowe baloniki, których nie może uchwycić, no i rozchwianie temperaturowe, nijakość, ani ciepły, ani zimny.

To jakim jest naprawdę, jest na wyciągnięcie ręki, nie zniszczył tego, ale czy sięgnie po samego siebie.
Gdyby poznał samego siebie, sądzę żę jedynie na co byłoby go stać, to tylko ogromny „karpik” z bezdechem włącznie:P
Apropo, mi było dane poznać prawdziwego lemuriańskiego fizyka;)

2006-12-27 15:56:14

Małe zrozumienie…

Dowiedziawszy się ostatnio, o filozofii względem mnie moich wrogów, zrozumiałem „sen”, który miałem pierwszej nocy, będąc ostatnio w Pustelni.
Śniłem, widząc siebie i wroga, którym ja sam mogłem się stać.
Teraz zrozumiałem, że wrogiem uczyniłoby mnie opowiedzenie się po ich stronie.

W „śnie” dałem jakby świadectwo na co jestem gotów, rozcinając mieczem samego siebie/siebie-wroga.
Ostrze, zagłębiające się w ciało, chrzęst kości, determinacja, wciąż dźwięczą w mojej pamięci.

2006-12-24 19:08:31

Podróż małej Minio

Mała dziewczynka niosła dla mnie pewną rzecz, ale ją zgubiła i bała mi się o tym powiedzieć.
Jej starsza siostra Brygitka powiedziała, że ja „nie daję manta”, pomimo tego bała się.

Odwiedziła mnie i przyznała się do zguby, poprzekomarzaliśmy się trochę, ile to mała Minio ma latek, stanęło na tym , że jest mała i ma prawo nie umieć dobrze liczyć, a już tym bardziej różnych czasów.
Powiedziała to z gracją małego bobasa, nie jedną skałę by tym skruszyła.
Kochasz mnie braciszku? – zapytała.
Jak starszy brat mógłby nie kochać swojej młodszej siostrzyczki…

Przez całe swoje życie, podróżujemy jak mała Minio przez różne miejsca( tu wpisz sobie cokolwiek zechcesz: swoje wnętrze, swoje życie, swoje troski, radości, odpowiedzi i pytania).
Od dzieciństwa nosimy przy sobie skórzany woreczek, w którym zbieramy kawałki układanki, które składają się na nas samych.

Nie zbieramy ich aby ułożyć jakiś z góry założony obraz siebie.
Nasze doświadczenia, a przede wszystkim nasze wybory, są twórcami tego „obrazu”, sami kształtujemy nasze życie.
Jedynym, kto widział ten nasz nienamalowany obraz, obraz, który wciąż, z każdą chwilą „się maluje” – Bóg w bliskości nas, niepojętej…

2006-12-24 19:07:39

Fabryka snów - sztuka śnienia, bajki terapeutyczne, rozwój