In memory of Bell

Bella i Sebastian

„Opis wcale nie wprowadza w błąd. To jak najbardziej o przyjaźni człowieka i bernardyna. Ale ten bernardyn, a raczej bernardynka od lat mieszkała samotnie w górach, a ten człowiek był osierocoym chłopcem, którmu dokuczały inne dzieci z wioski. Sebastianem zajmowała się Angelina i jej dziadek. Ale chłopiec czuł się samotny i wyobcowany. Jak ten pies. I ten na wpół zdziczały pies w końcu dał się obłaskawić właśnie Sebastianowi, który godzinami nocą w górach wyczekiwał na psa…

A tom drugi zawiera wątek szpiegowski, tajemniczy medalion zdaje się z mikrofilmem, który właśnie dzięki Belli da się odnaleźć.
W latach 70-tych w TV leciał serial pod tym tytułem.

Dzieciaki śpiewały piosenkę w stylu:

Za dawnych czasów jak niesie wieść
Gdzie hale owiec i wilków sześć

Wśród szczytów gór gdy padał śnieg

Mały Sebastian narodził się…

Już od najmlodszych swoich lat

Samotny był jak polny kwiat

Bo matka wnet umarła mu

Wieści o ojcu zginęły z nią

Staruszek wychowywał go, za co Sebastian kochał go
I płynie rzeka i kwitnie kwiat

Sebastianowi przybywa lat

Aż pewnej nocy gdy Bella śpi

Nadchodzą wieści z sąsiedniej wsi

Że ojciec Sebastian żyw i chce go widzieć jeszcze dziś

I od te pory szczęśliwy jest mały Sebastian i jego pies

I od tej pory szczęśliwy jest mały Sebastian i Bella jego pies…

M.in. dzięki temu serialowi w latach 70-tych był wysyp chłopców o imieniu Sebastian… :-)”

Wizyjnie


Wszedłem do „wewnętrznego pokoju” swojego Przyjaciela, dostrzegłem jak leży wycięczony na łóżku, życie go nie oszczędza. Nie mogę zmienić jego losu, ale mogę być obok.


Pożegnałem się z rodzina, wyszliśmy na balkon z którego rozchodziły się jakby stopnie przypominające uprawy ryżu na stokach gór na Dalekim Wschodzie.
Wzniosłem się pomiędzy dachy, które też były kilku poziomowe, przyczaiłem się po między nimi, obserwując otocznie, szukając Przeciwnika.
Pojawił się, ale nie zaatakował bezpośrednio, rzucił za mną kamień, który opadł na ziemię, omijałem go z daleka wietrząc podstęp.
Gdy oddalałem się od Przeciwnika okazało się, że kamień był przywiązany do mojej „sznurówki”, miał za zadanie „ściągnąć mnie na ziemię”, byłbym wtedy jego niewolnikiem.
Kamień wzleciał ku niebu, po chwili opadał, „sznurówka” była jak kilkusetmetrowa lina, dopóki nie dotknie ziemi mam czas na uwolnienie się.
Biegłem, podskakiwałem, leciałem, rozwiązywałem swój prawy but, chcąc jak najszybciej pozbyć się tego balastu.
Zdążyłem, po tym wszystkim miałem wgląd do jego „myśli-notatek”. Zastanawiał się w nich dlaczego nie przeciąłem uwięzi, ale jakoś nie miałem przy sobie maczety;) ale to tez mógł być pretekst coś ala „czemu nie wybrał innej drogi” takiej która podobała by się mojemu Przeciwnikowi.
Aż za dobrze wiem co przedstawia to wydarzenie…

Zaopiekuj sie


Kiedyś dawno temu z siedmioma chwilami siedmioma godzinami
Pomagałem pewnej dziewczynie, słuchała ale się zbuntowała
Bojąc się świata i ludzi własną drogę wybrała
Powiedziałem idź, nikt nie trzyma Cię
Minęły ¾ chwili po chwili
Wróciła zagubiona, stała i wołała
Poczułem nie wiem skąd, ale wiem gdzie
Serce zaczęło grać „Przyjmij ją i zaopiekuj się” rozgrzewając ogniem się
Walczy wciąż z sobą jasną stroną podążając
Choć i ciemna trafia się, ważne że nie poddaje się

Jest też jeden młody chłopczyk, który życie swe zaczyna
Żyjąc w mroku sądził, że stałe wszystko jest
To kim jest i to jak postępuje
Przyszła chwila melodii serca „Zaopiekuj się”
Myśli przyszły „a jeszcze się zdziwisz”
Spełniły się
Miłość mu duszę skradła
A on wciąż nie może wyjść z podziwu
Że życie mu figle płata

Przygotowanie drogi

Prowadziłem ze sobą Przyjaciółkę, schodziliśmy z góry, trudno było znaleźć odpowiednią drogę. Przed nami ukazała się stroma ścieżka, którą moglibyśmy zejść, otoczona była karłowatymi drzewami, okazało się że ja mógłbym nią zejść, ale dla mojej towarzyszki była to zbyt stroma. Podjąłem decyzję, że idziemy dalej znaleźć odpowiednią drogę…

Siedzimy w trójkę przy stole

Przyjaciółka nagle śpiewa głębokim, czystym głosem w obcym języku, znaną mi pieśń, czym budzi mój podziw.
Mówię jej masz dar, na co ona stwierdza, że nie, wciąż zaprzeczając.
Siedzący obok jej mąż podsuwa jej pod nos pamiętnik, w którym są jej słowa, gdzie w nich stwierdza, że jest wręcz przeciwnie.
Jej niezdecydowanie jest jej słabością i bólem, za dnia walczyliśmy z tym przyzwyczajeniem, było ciężko, ale powoli docierało do niej, że warto być zdecydowanym.
Pomógł jej w tym pewien osobnik, gdy zobaczyła jak niektórzy grają na emocjach innych ludzi.
To ją zmobilizowało do bardziej wytężonej pracy nad przejściem z niezdecydowania do klarowności i jednoznaczności.

Tam gdzie cisza śpiewa

Noc pierwsza
Czas oczyszczenia, przeplatający się w symbolach
Podróż z przyjaciółmi na lesistą, górę. Rozmowy, zabawy – rzucanie się i lot wzdłuż szlaku.

Noc druga
Pomoc pewnej nieznajomej kobiecie w  uprzątnięciu jej ogrodu, gdy zabraliśmy się za oczyszczanie dołu zauważyłem wystające korzenie jakieś rośliny. Rozmawiamy,  robimy swoje, nagle naszą uwagę przykuwa korzeń, który siedział sobie grzecznie w ziemi, teraz  porusza się i z ziemi dochodzą dziwne dźwięki.
Zaintrygowany wyciągam korzeń, okazuje się że coś lub ktoś jest przyczepiony do korzenia, gwałtownie nim poruszając strząsam delikwenta na ziemię.
Dziwny stwór, trudno określić jak wygląda, bo jest jakby zlepkiem kilku zwierząt. Oceniając go mogłem się doszukać, nietoperza, wydry, trochę z ptaka, można było dopatrzyć się zakrzywionego dziobu plus niewielki róg na szczycie głowy. Jednym, słowem egzotyczna mieszanka. Stwór poruszał się jak nietoperz, który jest zmuszony chodzić po ziemi.
Po chwili obserwacji przeszedł metamorfozę, stał się człekopodobny, czarna tunika, jasna karnacja, a włosy jakby przed chwilą zrobił sobie trwałą.
Okazało się, że znam go, wypowiedziałem nawet jego imię, nachalność był w jego zachowaniu, może wynikało to z naszej znajomości, ale w tym momencie wolałem go trzymać na dystans

Noc trzecia
Widzę lezącą staruszkę, siwa i pomarszczona, podchodząc bliżej okazuje się że już dawno nie żyje. Pozycja ciała wyglądała jakby miała połamane kości. Nagle nieżywe ciało zmienia się, po chwili widzę przed sobą młodą kobietę, która nie jednemu mężczyźnie zawróciła by w głowie.
Z rozmowy po między nami wynika, że teraz jesteśmy partnerami na całe życie, tylko  co to za życie z Śmiercią;) Kombinuję jak pozbyć się swojej towarzyszki, która uśmiecha widząc moje zamyślenie. Będziemy żyć razem ale tylko ja będę wiedział kim jesteś, jaka jesteś naprawdę, inni będą widzieć w tobie piękną kobietę. Powoli oswajam się z tą myślą, komentując nawet jej wesołe ułożenie ust.

A czymże jest Śmierć, czyż nie odłącznym elementem Życia

Schronienie


Dom przypominał ten z mojego dzieciństwa,  wszędzie krzątali się ludzie. Nagle jeden z domowników stwierdził, że ktoś kręci się koło domu, ktoś inny powiedział że widział jakiegoś starca.
Postanowiłem sprawdzić jakie są fakty, jeden mężczyzna  poszedł do innego pokoju przynosząc ze sobą ogromna dwururkę z odpowiednią ilością naboi jak na stado słoni. Przyniósł ją dla mnie, zacząłem sprawdzać wszystkie okna i obserwować otoczenie domu, chwilami było widać jak ktoś przemyka, ale sprytnie się maskował.
W pewnym momencie niezidentyfikowany gość postanowił się ukazać, siedziałem wtedy na krześle bawiąc się bronią. Stanął w oknie chowając się za drewnianą okiennicą, w obawie aby nie zrobić kroku dalej. Porozmawialiśmy sobie trochę, okazał się pomarszczonym karłem w nieokreślonym wieku. Nie wiem czy inni widzieli go za tej drewnianej okiennicy, spojrzeniem dziko miotał na boki. Nic tu nie wskórał, ale z tego co mi wiadomo dopadł innym miejscu kogoś mi znanego. Strach niszczy, zaufanie buduje, jeśli nie zmieni przyzwyczajeń tacy jak ten gość zrobią sobie z niego mielone…

Zejście


Miasto, pełne nocy, wysokich budynków, krętych uliczek i gdzieś w tym wszystkim ja unoszący się ponad miastem. Pojawia się myśl aby lecieć w określonym kierunku, przelatuję obok skrzydlatych istot zwanych Gargoyle, mogę wybrać sobie towarzyszy lotu.
Widzę obraz każdego, którego wybieram jakby on był imieniem, po kolei, po przywołaniu pojawiają się za mną, z potężnym pomrukiem i świstem skrzydeł.
Mam wrażenie jakbym leciał w towarzystwie rekinów ludojadów, jak sądzę przeżycia są dość podobne;)
Docieramy na miejsce, nie wiem co dokładnie widzę, czy to miejsce jakiegoś rytuału, czy miejsce spotkań, a może jakaś enklawa. Nie wiem kim są Ci „ludzie”, wszystkich okrywa jakby mgła emocji. Dodatkowo dziwnie się poruszają, same niejasności.
Wracamy, po wszystkim rozmawiam z kruczowłosym mężczyzną, który z wielkim zaciekawieniem pytam mnie o wyniki eskapady. Czy widziałeś te szczegóły ? Widząc choćby niewielkie wycinek wyprawa była by według niego udana. Odpowiadam co widziałem, na co on stwierdza z entuzjazmem, to widziałeś wszystko.
Analizowałem później te wydarzenia, kilka spraw było dla mnie niejasnych choćby to, że moi towarzysze słuchają tylko swojego Pana, a już oliwy do ognia dolała moja stara znajoma Luna.
– Nie ułatwię Ci jak twój ostatni rozmówca, który wyczytał coś, co jest w tobie i oznajmił to jako swoją propozycje. Odpowiedzi są w Tobie, wskazując na moją „głowę” która jest przeszkodą, „serce” zaś jest odpowiedzią.


Następne wydarzenie było dla mnie o wiele czytelniejsze, czego nawet nie omieszkała stwierdzić ironicznie Luna.
Kieruję się w górę rzeki, unoszę się bez obaw, niejeden skowronek mógłby mi pozazdrościć;) żeby zobaczyć ją aż po horyzont. Pode mną miasto na wzgórzu, nie pojawiają się myśli,  że braknie mi sił, nie zamartwiam się jak daleko miałbym lecieć. Nic nie liczyło się oprócz lotu.

Intuicja

Tak było kiedyś
 
Tsitsistas…
Życie jego świadectwem i pokojem.
Śmierć jego zmartwychwstaniem ducha.
Przeznaczeniem – odkrycie człowieka.
Wszystko jednak jest jego siłą woli.

Ot tak po prostu wczoraj…rzadko korzystam z tej możliwości, czasami jak chcę czegoś się dowiedzieć, uwalniam wolę i stawiam pytanie.
Pytanie które dotyczyło mojego „podopiecznego” kumpla.
Krótka chwila, -O witaj cieszę się że już nabrałeś takiej wprawy w „wołaniu” nas.
Rozmowa przyniosła wyjaśnienie, przy okazji dowiedziałem się trochę o sobie co mnie wprawiło w lekką konsternację.

Jak się określić się nie określając
Jak przekroczyć wszystkie swoje przekonania, to kim się jest i być ponad  
Przejść Wschód i Zachód i to co nieświadome
Iść dalej

Ostatnie dwa słowa przypominają mi pewne zdarzenie…
Pewnego lata pośrodku pół i łąk, w małej chatce i jeszcze mniejszej kuchni
Nocą…
Dlaczego dajesz mi wizję?
Ja?
Tak Ty.
Jeśli tak to co widzisz?
Uratujesz wielu, widzę płonącą górę, wchodzisz w jej wnętrze
Przechodzisz ją i wciąz idziesz przed siebie

Lung-gom


Biegłem, nie
stawiając kroku, wyglądało to jakbym sunął tuż nad ziemią.
Miałem wrażenie, że
mógłbym tak biec i biec, okazało się, że nie mam „baku bez dna” i
musiałem odpoczywać. Docierając do jednego miasta widzę znajomego, który
deklaruje, że mnie podwiezie, rozpatrując to w myślach czy skorzystam z jego
propozycji, wybrałem swój środek transportu. W podróży okazało się że nie
musząc odpoczywać mogę „przebiec” odległość czterech starożytnych maratonów.
Na jednym „przystanku”
odpoczywałem przy małym dziecku i jego babci, tak jakbym wpadł nagle w
odwiedziny, wyglądali jak mieszkańcy Himalajów.

Jak patrzeć na tą „podróż”,
być może – „dotrzesz tam gdzie chcesz, ale są chwile, kiedy musisz wyczekać (zebrać
siły) odpowiedniego momentu do dalszej drogi”.

Dziecko i jego
babcia przypomniały mi inny sen sprzed wielu lat, ktoś poprosił mnie w nim o
odprowadzenie dziecka do wioski, gdzie tłem też były Himalaje. Wioska leżała
tuż nad rzeką, której brzeg był obłożony kamieniami, miejscami nawet murowany, pamiętam
jak dziś schody, aby wyjść na poziom miasta. Wszedłem do domu, w którym główne
pomieszczenie było jakąś salą obrad, a do dokoła były rozsiane mniejsze pokoiki.
Spotkałem się ze starszymi wioski, widać było że są bardzo starzy, dziwnie
wyglądali, włosy mieli uplecione w warkocze, coś wydzierało się z ich
spojrzenia i mimiki. Ni to młodość/przewrotność,  nie było to naturalne jednym słowem. Wciąż pamiętam
powitalne skinięcie głowy i to spojrzenie „starca”.

Zaskoczenie


Stara kamienica, mieszkanie skryte w półmroku, za oknem przemyka popołudniowe słońce.
Naprzeciwko siebie stoi dwóch mężczyzn, jeden z nich trzyma w dłoni „zdjęcie”, obraz przedstawia poszukiwanego mężczyznę, który stoi tuż obok skryty w półmroku.
Mężczyzna wpatruje się w nie, zarazem lustruje otoczenie, nikogo nie dostrzega.
Ukryty maskuje się jeszcze bardziej, zmieniając swoją postać opada na podłogę, stając się
2-wymiarowym obrazem-cieniem.
Poszukujący nikogo nie znajdując odwraca się i powoli wychodzi z mieszkania przemierzając wyjątkowo długi przedpokój.
Tuż za nim po podłodze sunie cień-obraz, mężczyzna niczego nie podejrzewa, spokojnie zamyka za sobą drzwi.
Cień przechodzi z podłogi do swojej wcześniejszej postaci, staje przed drzwiami, zerka przez „judasz”, sprawdzając czy już jest bezpieczny.
Bezgłośnie jakby z nikąd staje w tym momencie za nim inny mężczyzna, o krótkich szarych włosach i stalowo białych oczach.
Delikwent śmiertelnie przerażony podskakuje jakby sam Diabeł stanął za jego plecami…

Nie kierowanie

Mati, tłumaczył mi kiedyś kilka spraw, nie do końca wtedy rozumiałem jego przesłanie, ale z czasem w większym stopniu rozumiem niektóre niuanse tego co się wydarza, i tego co on chciał mi przekazać.
– Czasami lepiej jest „nie wiedzieć, że coś posiadasz”, nie kierować tym, pozwolić żyć temu własnym życiem…

„Ora”

Odbywały się jakieś zawody, na tyle ile pamiętam, był to siłowy sport, gdy już wszystko się skończyło, sala opustoszała.
Gdzie nie gdzie pozostał jeszce ktoś.
Biegłem dookoła sali bawiąc się piłką, w pewnym momencie zacząłęm śpiewać, zaintrygowało mnie, co się dzieje ze mną, jak działa na mnie ten „śpiew”.
Było to tylko jedno słowo „Ora”, które rozbrzemiwało, pulsowało, zmieniając…
Czyniło mnie „lekkim”, pomyślałem o suficie mogę tam być, byłem, przeskakiwałem przeszkody z wciaż słyszalnym przeciągającym się „Ora” nic nie było problemem. Było tylko „Ora”.

Święta i Mały Książę

Pewnego razu, znienacka, totalnie z zaskoczenia, Mały Książę dostał wiadomość.
Treść była bardzo zaskakująca, z tytułu że żył sobie na bardzo małej planetce i nigdzie nie podróżował, tym bardziej go zaskoczyła.
Dostał zaproszenie do odległego Miasta Miłości, to dla niego jakby na innej planecie,aby tam w skrytym i nieskrytym miejscu porozmawiać ze pewną Świętą.
I tak jak stał i w tym czym był, pojechał w siną dal na spotkanie.
Miał farta i szczęśliwie dotarł na miejsce, po krótkiej wędrówce usiadł w tym cichym azylu, zastanawiając się mocno o czym będą rozmawiać, on jest przecież taki tyci tyci, a Święta to ogromna osoba w porównaniu do niego.
O czym to mogą rozmawiać Święci i tacy mali chłopcy jak on, chodziło mu wciąż po jego małej główce.
Nasłuchiwał wszystkimi swoimi zmysłami, serduszko biło mu zapewne jak oszalałe choć on nawet tego nie czuł.
Siedząc sobie w ciszy, zastanawiał się swoim małym rozumkiem gdzie jest ta Święta, czy już przyszła czy nie.
Święta musiała widzieć całe to jego „myślenie” i zrobiła mu niespodziankę, cichutko usiadła sobie obok niego delikatnie dotykając go w ramię.
Od tej chwili Mały Książę już nie myśli o Świętej jako „ogrrrrrrrrrrrooooooooooooooomnej”.
Stała się  mu bliższa, bo czymże jest ”małe” lub „duże” gdy dwa serca rozmawiają?

Czas wody zastąpił czas ziemi

Niektóre wizje mnie zaskakują,
ale pomimo tego jak „piękne” czy „brzydkie” by nie były,
nie mogą być podstawą do opierania na nich swoich działań.

Inna sprawa w ostatnim czasie dała mi
do myślenia; zbieram informacje, przesiewam fałsz, półprawdy,
czasami jakieś ziarenko prawdy. Informacje dotyczą dwóch
nacji, nie wiem na ile można powiedzieć czy moja działalność
jest skuteczna, ale powoduje ona odwety z ich strony. Nie sądziłem
nawet, że tak mogą reagować, czując się zagrożeni moim
działaniem. Przypomina to działalność psychologa dochodzeniowego
każde zachowanie, realne, czy przerysowane daje obraz przestępcy.
Wykorzystuję te informacje, by zrozumieć motywy i ich zachowania w
relacjach z ludźmi, i jak też ludzie mogą się zachowywać będąc
pod ich wpływem.

„Zastrzeliło” mnie ich oskarżenie
o sprawy „przywódcze” mój rozmówca przekazał
mi ich obawy i oskarżenia, mówiąc mi, że tego nie może
powiedzieć. Nie wiem z jakich względów, czy nie mógł,
czy też po prostu nie znał ich toku rozumowania.

Wracając wieczorem autobusem trochę
oświeciło mnie w tym względzie co „oni” mogli rozumieć pod
pojęciem „przywództwa”, ot takie moje dywagacje. Przez to
że z nikim nie mogę się podzielić swoimi przeżyciami sam muszę
być sobie „mentatem”, analizując i szukając najdrobniejszych
przesłanek i śladów. Poznanie „przeciwnika” pomaga w strategii
działania, w pracy z ludźmi.

Alegorie

Wiele wizji, snów, przemyśleń i niezrozumiałości
Wyciągania wniosków, interpretacji, obserwacji lub poprostu puszczenia wszystkiego
Pisać o tym teraz i ostatnio, jakoś nie ma tej otwartości i chęci
Proza życia ma swoja wagę, która chwilami odbija się piętnem na Nas samych
Leukemia, obawy, przeszłość i przyszłość, alienacja, ucieczka, samotność i głucha cisza
Oddam duszę muzyce…

„Po mnie przyjdą silniejsi”

Przybiliśmy do szerokiej grobli, która rozdzielała jezioro, wszędzie pełno żaglówek, motorówek, ludzi zażywających kąpieli, aż samemu by sie chciało skorzystać z choć krótkiej chwili ochłody.
Stojąc przy brzegu opieram sie o jakiś pomost, ludzie wsiadają na statek, jakieś krzykliwe kobiety rozpychają się niemiłosiernie, jedna z nich wpada na mnie. Nie wiem czemu ale mówię wtedy ”woda, woda”, po chwili rozwrzeszczana gromadka kobiet jest juz na statku. Znienacka pojawia się „dziwny” mężczyzna, jest coś w nim takiego, że od razu budzi to moją nieufność. Wciąga rękę, że niby chce mnie dotknąć, jakby ta jego nieporadność miała coś ukryć. Jednym ruchem wrzucam go do wody, pomiędzy brzegiem, a przycumowanym statkiem. Budzi to zdziwienie wśród pasażerów, „delikwent” nie wypływa, po chwili jeden z pasażerów stwierdzając że „tutaj tak jest głęboko” wyciąga skądś trupa i topi go sobie, skupiając na tym uwagę wszystkich.

Walczę z „kimś” albo to kumpel wrzuconego do wody albo on sam. Tylko, że teraz jest to inny wymiar, i fizyczność jest tutaj pomijalna. Postać jest bezcielesna, ale tak jakbym dostrzegał jej kontury. Nie ruszając się, ale wykonując jedno uderzenie, które nie jest uderzeniem w fizycznym znaczeniu tego słowa, miażdżę jego lewą stronę , drugie uderzenie miażdży prawą stronę. Jeśli miałby kości to każda była by połamana…

Siedzę sobie na łóżku rozmawiając z mężczyzną który wspomina jak to kiedyś pracował , w jakich warunkach i jak to się kiedyś piło. Mimo że śnię, analizuję to co wydarzyło się wcześniej. Opisuję walkę, odczuwam ją, zajmuje mi to 3 strony A4. W drugim pokoju jest ktoś kto nie odwraca sie by spojrzeć, wciąż widać jego plecy. Przychodzi mój ojciec z zapytaniem czy sobie wszystko zapisałem, podnoszę kartki z podłogi obok łóżka stwierdzając, że „tak”.

Ostoja

Pomiędzy domami, wśród betonu i stali była sobie mała „działeczka”.
Nieduża, a zarazem pełna zieleni, zakamarków, z różnymi bramami, jedna prowadziła na otwarty teren. Nie była moja, tak jakby mój znajomy umożliwił mi przebywanie w tym miejscu. Nie byłem sam, była tez ze mną jakaś kobieta, nie licząc różnych tabunów zwierząt , ale o tym później.
Pomimo, że to tylko mała oaza zieleni, chwilami było niebezpiecznie.
Jak już mówiłem zamieszkała była przez wiele zwierzątek;)
Wszędzie za mną chodził mały biały bulterierek, trochę w oddaleniu jakiś inny psiak, „tam” jeszcze jakiś inny. Przechodząc obok wielkiego kopca gałęzi i liści, który podejrzanie drżał, wyszło z niego stado zwierząt przypominające likaiony. Były mocniej zbudowane, miały większe oczy, można było wysnuć wniosek, że są przystosowane do nocnych polowań w przeciwieństwie do swoich braci likaonów. Chwila niepewności jak zareagują, ale okazuje się że nie mają wrogich zamiarów. Spokojnie korzystałem z chwil, pomiędzy „stalą i betonem” wśród zieleni rozmawiając z kobietą.

Fabryka snów - sztuka śnienia, bajki terapeutyczne, rozwój