Analiza snu

Sen
Rzadko się zdarza że czuję się jak zwierzyna łowna. Tropiony, śledzony jak zaszczuty pies. Tak było podczas wędrówek nocnych. Ciężko mi określić czym lub kim była organizacja z którą działałem, lub działała na mnie (ze mną??), ważne że biegłem po znanych ulicach, choć nie były takie same. Zgubiłem gdzieś po drodze zegarek, ciężki, zdobiony, do którego byłem przywiązany. Ale wcześniej okazało się że w tym oto zegarku ktoś zamieścił truciznę, która uruchomiła zatrutą igłę. Mechanizm był prosty. Pod guzikiem stopera.
Wielki czarny facet ciągnie mnie za ramię, odciąga byle dalej.. Czuję ból w ramieniu, patrzę na niego nieprzytomnie a on krzyczy że podał mi antidotum, że musimy uciekać bo oni są blisko, nie ma czasu do stracenia. Nie docierało do mnie wiele z tego co on mówił. Obsesyjnie po głowie chodziło mi znalezienie zegarka. Mówię mu o nim, próbuję się wyrwać, – Chłopie on był zatruty, był tylko narzędziem wykorzystanym tylko dlatego że miałeś go przy sobie. Zapomnij o nim! ; jednak mój upór maniaka był dużo silniejszy. Udało mi się wyrwać i zacząłem pędzić przed siebie na złamanie tchu, byle dalej od tego olbrzyma. Zeskoczyłem z chodnika, patrzę a w ziemi zakopany sponiewierany leży mój zegarek. Gniew we mnie wezbrał, kto śmiał się tak urządzić moją rzecz! Rozerwana bransoleta, pęknięte szkiełko. Przymierzam go na rękę, sprawdzam czy stoper dział, czy w ogóle jakieś funkcje działają.
I nagle jak grom z jasnego nieba nadchodzi zrozumienie. Olbrzym miał rację. Rzucam z obrzydzeniem zegarek, rozglądam się wokół siebie.
Nagle poczułem lęk, poczułem się osaczony niczym zwierzę. Obudziłem się i zacząłem się rozglądać czy coś mi nie grozi. Po chwili zapadłem znowu w sen nie dający wytchnienia.

Trafiłem z pod deszczu pod rynnę . Było nas parę osób, miejsce wyglądało niczym miasto podczas wojny. Ruiny, palące się domy, stare płoty. Ogólnie obraz nędzy i rozpaczy. Szukaliśmy schronienia. Trafiła nam się stara przyczepa kempingowa, i poczuliśmy się znośnie bezpiecznie. Tu dowiedziałem się dlaczego tak istotne jest abyśmy się schronili pod dachem. Nasz prześladowca dysponował techniką pozwalającą zlokalizować każdą osobę. Niezależnie gdzie były. Jedyne schronienie dawały dachy i ściany. „promień” nie mógł się przez nie przedrzeć. Tak mi mówiono. Siedzimy rozmawiamy, moi towarzysze opowiadają mi co się dzieje. Jak się nazywają poszczególne „urządzenia”. Te przed którym się chowaliśmy nazywało się „radarem” cokolwiek to oznaczało. W pewnym momencie ziemia zaczęła drżeć. Nasze schronienie trzeszczeć. Już chciałem uciekać bo obawiałem się że to trzęsienie ziemi, ale mówią mi towarzysze ze to radar rozpoczął swoją prace. Ale mam się nie przejmować bo nie „widzi” przez ściany. Dla większej pewności schowaliśmy się poniżej linii okien. Gdy drżenie ustąpiło, ciepło odeszło, a oślepiające światło zgasło, myślałem że już jestem bezpieczny. I to był mój błąd. Przez przypadek miałem wgląd w obraz moich prześladowców. I zobaczyłem coś co mnie przeraziło. Znali naszą pozycję, a kryjówka wcale się nie okazała bezpieczna. Zacząłem szybko uciekać, i tu zastał mnie poranek…

Analiza snu
„Rzadko się zdarza, że czuję się jak zwierzyna łowna. Tropiony, śledzony jak zaszczuty pies”…

Co Cię osacza, że czujesz się jak zaszczuty pies? (sytuacje rodzinne, zawodowe, towarzyskie). Co nie pozwala Ci spojrzeć w przyszłość z ufnością, dlaczego Twój czas (zgubiony zegarek) jest skażony trucizną i kto go zatruł, ewentualnie zatruwa? Dlaczego nie przyjmujesz pomocy z zewnątrz od kogoś, kto Ci ją oferuje a kogo widzisz jako olbrzyma, lecz lekceważysz słowa prawdy i uciekasz przed nimi?

Zrujnowane miasto to stan Twojego wnętrza. „Schronienie dawały dachy i ściany”. To wyraźna wskazówka, gdzie odnajdziesz swoją siłę i oparcie.
„Przyczepa campingowa” to tymczasowe, kruche schronienie, któremu nie ufasz, ponieważ wiesz, że jakkolwiek będzie to solidna budowla, i tak Cię odnajdą twoi prześladowcy, więc bez przerwy uciekasz przed samym sobą do utraty tchu, zamiast poszukać w sobie oparcia i siły a nie zdawać się na innych, „lepiej wiedzących”.

Przestań uciekać, stań twarzą w twarz z tym co Cię osacza i nie pozwala iść naprzód. Czasem trzeba cofnąć się wstecz, uzdrowić to, co nas przeraża i zmusza do ucieczki, żeby móc przywrócić energię swoim obecnym działaniom.

Ucieczka przed problemami, które Cię osaczają jest tymczasowym działaniem, które i tak kiedyś wróci i uderzy ze zdwojoną siłą. To Ty rządzisz w swoim domu a nie prześladowcy z zewnątrz, którym pozwalasz na rządzenie w nim.

Już nie czuję lęku…

Przyjdzie czas, a odkryjesz sam, kim jestem. To będzie kolejna lekcja dla nas obojga….
Patrz tak wielu jest w jakiś ograniczeniach z niewiadomych powodów nie dają sobie nawet szansy na szczerą wolność i głębie. Jakby odkrycie ponad to, co wytłumaczalne miało ich zniszczyć. Zakłamane dzieci sztucznej cywilizacji.
Tak bardzo się cieszę, że Ty już idziesz Drogą Prawdy… Tak bardzo wierzę, że to też się uda teraz Kobiecie z zamkniętym w umyśle ogniem. Pierwszy krok wykonała… Tylko, co teraz…?
Waretchą śledzę poczynania naszych dzieci w światach. Odczuwam dumę, że wreszcie są godne miana, jakie zyskały Twoim otwarciem na Saterian. Teraz chyba musi być wreszcie dobrze….

2004-10-22 11:38:41

Doświadcz…

Zaczynam się bać… Odczuwam lęk własnej nieświadomości w świadomości… Jestem wolna…. A zarazem czuje się bardziej zniewolona niż kiedykolwiek… I taka bezbronna… Wiesz, że już jestem tylko sobą? Czuję się jak ptak wypuszczony z klatki własnych ograniczeń… To jest moja cisza… Mój nowy początek… Bez emocji popatrzyłam w oczy mego wczoraj by jeszcze głębiej zatopić się w jutro… A Ty pokazujesz mi dzisiaj. Ono jest ograniczone własnym trwaniem. Czy tego chcesz? Ograniczeń? Wątpię. Czas by głębia wypłynęła nową świeżością… Wtedy zniknie lęk, który teraz odczuwam. A zarazem wiem,
że on tworzy we mnie nowe połacie istnień…

2004-10-22 11:38:02

Dziękuję Ci Kobieto o oczach powagi…

Dziękuję Ci nie wypowiadając Twego imienia, wiedząc, że zrozumiesz, że do Ciebie piszę. Dziękuję za Twe wnętrze na tyle otwarte by obudzić mnie letargu wiary, że ten który kiedyś miał siłę nadal ma moc. Dziękuję, że pokazałaś mi ścieżkę do zapomnianych snów. Kiedyś na niej się spotkamy…. Teraz jednak proszę nie lękaj się tego co jest w Tobie. Masz moc, która zdumiewa nie jednego z wielkich, masz wiedzę nie tylko tą z której korzystasz, a Twe właściwe imię powoli się w Tobie wytapia…

2004-08-13 16:51:06

Miliony istnień zatopionych w Nas…

Dziś w nocy zobaczyłam nas w każdym z naszych spotkań i wizji. Z każdego z istnień w jakim byliśmy i jakim się staniemy. To było jak wycieczka, a zarazem coś całkiem innego… Mimo nieokreślenia nie lękałam się tego, co zobaczę, tylko tego czym lub kim się możemy zrodzić. Moc ukryta w nas rozbudzała nas zawsze. Zawsze nas wypełniała i w pewnym sensie prowadziła ku przeznaczeniu. Byliśmy wszystkim i wszędzie, a zarazem pozostaliśmy w duszy wolni, jak jeźdźcy apokalipsy świętego Jana. Czyżby i nam było umrzeć w pragnieniu wiecznego tak dla Boga, którego tak naprawdę nikt jeszcze nie poznał?? Nie wiem…
Widziałam, jak za każdym razem któreś z nas pokonywało któregoś lub jak oboje stawaliśmy się sobie katami w różny sposób, w różnych istnieniach i na różnych poziomach. Czy też w tych istnieniach – bytach którymi teraz jesteśmy też tak będzie? Nie chcę tego… Chyba zaczynam się rozczulać na wszystkich poziomach swego jestestwa. To nowe dla mnie doświadczenie…. Muszę je powstrzymać…. Wszak teraz w nas jest każde z naszych istnień, a tym samym my jesteśmy wszystkimi dzięki rozwojowi… żeby tak świat przejrzał i zobaczył, jak wiele jest umiejętności i zdolności ponad wytłumaczalnych, a zarazem tak użytecznych…. Jak można nie chodząc, przenosić się, jak można czytać kogoś na wskroś nie znając go nawet i podpowiadać nie mówiąc nic ustami mu myśli i nakazy, jak można zaglądać w tajniki światów i istnień będąc nimi i sobą zarazem, jak można osiągnąć większe wtajemniczenie, mądrość i moc pozostając dla otoczenia zwykłym przechodniem…. jak wiele można….. aż nie chcę się tu rozpisywać…. Ale magią, energią, istotami i światami można władać…. pamiętając, że pewnego dnia role mogą się zamienić jeśli wkradnie się w serce pycha i rządza większej władzy…. Jako elementy istnień i współobywatele światów jesteśmy powołani do czynienia dobra….. dla milionów istnień zatopionych w nas…. Nawet Ci z którymi na pozór tylko rozmawiamy, lub przebywamy w tym życiu są częścią nas…. układanką naszego odradzania się w….. Samatrani……..

2004-08-05 14:11:23

Nie lękaj się….

Dużo przed Tobą na drodze Twego teraz i potem… Z świadomością swego wczoraj już nie zbłądzisz, a odnajdziesz sens pośród cieni niebytów… Znasz swe powołanie, sens gonitwy nazwanej życiem, to co jest staje się mocniejsze dzięki temu, że otwierasz swe serce- jedyny przewodnik warty przeczytania. Już nic Ci nie grozi jeżeli pozwolisz sobie na bycie w pełni człowiekiem. Nie uciekaj przed sobą nawet wówczas gdy siebie sam nie rozumiesz… Twa Dusza jest Ci piastunką mądrości….

2004-08-03 17:15:09

A miało być inaczej…

Mieliśmy być tylko „kumple”… i po części jesteśmy tylko kumple… ubogaceni o odczucia i wizje…
Nasze bliższe poznanie na pierwszym spotkaniu… To raczej ja pozwoliłam i się troszku przed Tobą odsłonić… Nic więcej.. Nie było ani bliżej ani dalej… staliśmy pośrodku naszych istnień i otwieraliśmy się nie wiedząc o tym na przyszłość …
To prawda, już wtedy zdawałam sobie sprawę, że zaczyna się coś w Twoim i moim Życiu… Coś co będzie nienazwanym i niepojętym rozwojem…
Pamiętam, jak rzuciłam w Ciebie batonem… Musiałam odreagować, a zarazem wiedziałam, że nie mogę Ci nic więcej uczynić… że w tym momencie staliśmy się, jak rycerz i giermek, jak uczeń i nauczyciel, bez określania kto kim jest…
Ukrywszy prawdziwy powód tego rzutu wierzyłam, że to tylko było złudzeniem lub że fakt ten jest tylko chwilowy… Łudziłam się, znając prawdę. Otwarcie drzwi nie pozwala ich tak po prostu zamknąć… rozbicie okna Wakai nie jest tylko sprawą szklarza istnień wszelkich,… a zapowiedzią przeznaczenia, misji, jaka czeka tych, którzy biorą w tym udział. Dopiero wówczas wszystko może znów się zablokować… minąć… Drzwi były od dawna zamknięte przeze mnie bo już nie chciałam być medium, Milatają , piastunką Darów i istnień… Chciałam po prostu żyć…. Widać, co innego pisze los mi, Tobie… Nam… a może tak naprawdę nikomu….
To nie był lęk… to był… sama nie wiem, czy był strach i żal, bo wszystko znów wiedziałam, że ruszy…
Wróciłam…
Na nowo zaczęliśmy rozmawiać, bo dopiero mój powrót był naszym startem…
W niedopowiedzeniu wiedziałam wszystko i niedopowiedzenie stało się mą siłą… Wiedziałam, że zaczniesz doświadczać, bo doświadczenie jest częścią Daru…

2004-07-07 09:06:19

Lalkarz i marionetka…

Szukając miłości drugiego człowieka kierujemy się przede wszystkim wzorcami wyniesionymi z domu.

To, o czym piszę, nie jest próbą obwiniania kogokolwiek, zaczynam o tym mówić zwyczajnie, bo jeśli nie zacznę ja, ty czy on, nie zacznie nikt. Chcę tylko naświetlić problem własnymi obserwacjami, które nie muszą być tożsame z twoimi.

Piętnujemy ludzi o innej orientacji seksualnej, piętnujemy kaleki, ludzi z tzw.
„odchyleniami od normy”, piętnujemy Żydów, że są Żydami – piętnujemy wszystkich, którzy nie mieszczą się w szablonach normalności czy proporcjonalności fizycznej.

Każdy z nas wie o krzywdzie wyniesionej z domu, lecz będzie się bał mówić o tym na głos, żeby, broń Boże, nie skrzywdzić krzywdzicieli. Był czas, kiedy nie byliśmy w stanie się bronić, bo przypisywano nam winę za złe zachowanie, krnąbrność; kiedy udowadniano nam, jak ciężko jest wychować nieposłuszne dzieci, o czym się przekonamy, kiedy będziemy mieli swoje własne. Obwiniano nas za wszystko, czego nie byliśmy w stanie wiedzieć a tym bardziej zrozumieć. Nauczono nas szacunku i akceptacji dla przemocy nazywając ją miłością rodzicielską i troską o naszą przyszłość.

Ojciec chciał syna lecz urodziła się córka? Mama miała poczucie winy,
że nie spełniła pragnień i oczekiwań partnera? Starsze rodzeństwo kipiało nienawiścią, że urodził się bachor, z którym muszą się teraz dzielić matki i ojca miłością.

Czy zaprzeczenie tego faktu da mi odpowiedź na pytanie, „dlaczego tak się dzieje?”, albo, „dlaczego zaprzeczam?”

Zaprzeczenie to strach przed przyjęciem odpowiedzialności za to, co nosimy w sobie głęboko ukryte. Nie wiemy, co ta wiedza nam z sobą przyniesie, stąd niepewność i lęk.
Człowiek zawsze boi się tego, czego nie zna, to naturalny mechanizm, który nas chroni przed niebezpieczeństwem, czy zrobieniem sobie krzywdy. Boi się żyć teraźniejszością, chociaż właśnie dziś tworzy podwaliny pod to, co będzie miał w przyszłości, wykorzystując doświadczenia i wzorce z przeszłości, z dzieciństwa. Na tej zasadzie zbuduje dorosłe życie, stworzy rodzinę, wychowa potomstwo…

Kiedy nie wykorzystujemy organu, który jest nam dany do myślenia, jego funkcja z czasem się wyłącza, i wpadamy w sidła manipulanta. Wpadamy w sidła człowieka słabego, niedowartościowanego, który zrobi wszystko, by wykorzystać cię do budowy własnego bezpieczeństwa. I najczęściej robi to nieświadomie i w czasie, kiedy jeszcze nie jesteś w stanie się bronić.

W książce pana Wojciecha Eichelbergera „Zdradzony przez ojca” natknęłam się na bardzo trafne określenie – kastrat psychiczny – którym określił mężczyznę uzależnionego psychicznie od matki. W równym stopniu może odnosić się to do dziewcząt wykastrowanych psychicznie przez swoich ojców, matki, starsze rodzeństwo.

Budzę się…

Człowiek to nie zabawka – martwa lalka – której najpierw spętasz nogi, by nie mógł uciec, skrępujesz ręce, by nie mógł działać, zasłonisz oczy, by przestał widzieć, zakneblujesz usta, by przestał mówić, zniszczysz psychikę, by przestał myśleć. W ten sposób mamy martwy przedmiot, zdany na łaskę i niełaskę kogoś, kogo nazwę na przykład lalkarzem. Żadna marionetka sama nie potrafi się poruszać, jeśli lalkarz nie będzie pociągał za sznurki – jest na niego zdana, jest zależna.

Gdy spróbujesz wyrwać któryś ze sznurków, jaka będzie reakcja? Lalkarz nie może pozwolić, by jego kukiełka była niesprawna, nie reagowała na jego polecenia – te wyrażone i te niewyrażone…

Kim jestem, lalkarzem, czy jego kukiełką? Po części tym i tym – wszystko zależy od sytuacji i człowieka, który wszedł ze mną w związek.

Najpierw lalkarz musi poznać mechanizm działania lalki. Pociąga za nogę – żadnej reakcji. Można przymocować sznurek. I w ten sposób będzie badał ręce, oczy, język, głowę – wszędzie umocuje sznurki. Człowiek-lalka w rękach lalkarza (rodzica, rodzeństwa, przyjaciela, partnera itd.) jest ubezwłasnowolniony, zależny od niego. Nic sam nie zrobi – stał się bezwolną kukiełką. Nie dzieje się to od razu – potrzeba lat i cierpliwości, by nauczyć marionetkę odpowiednio reagować na polecenia, które będą brzmieć tak naturalnie, będą takie rzeczywiste. Na tej zasadzie działamy…

Zapytasz: – A gdzie ja jestem? Ja prawdziwy?

Jesteś. Jesteś głęboko ukryty w tej kukiełce – uśpiony – którą lalkarz stworzył, dlatego że potrzebuje bezwolnej kukiełki a nie ciebie. Potrzebuje niewolnika a nie człowieka wolnego – partnera, przyjaciela, brata, siostrę, dziecko. Boi się ciebie, dlatego poprzyczepiał sznurki, spętał cię – jesteś jego zabezpieczeniem. Na tobie zbudował swoje bezpieczeństwo, więc jak może dać ci wolność? Czy może pozwolić, byś tworzył własne życie, skoro jego życie jest zależne od twojego? To nie lalka uzależniona jest od lalkarza, to lalkarz zbudował na niej swój świat

Szukamy Prawdy. Kiedy ją znajdujemy, zaczynamy od niej uciekać na wiele sposobów. I berek zwany życiem trwa nadal – raz gonisz za Prawdą, raz przed nią uciekasz. Ta zabawa może trwać całe życie i tego nawet nie zauważymy, bo lalkarz – wirtuoz – będzie pociągał za sznurki, żebyś się nie zorientował, że żyjesz w świecie iluzji, która udaje tylko twoją, przez ciebie stworzoną rzeczywistość. Jak w teatrze odgrywasz swoją rolę i schodzisz ze sceny, by zagrać w następnym epizodzie. Jedno w tym jest najśmieszniejsze, że często gramy za siebie i za lalkarza, który za kulisami pociąga za sznurki…
Samo życie…

Wróciłam…

Powróciłam z niebytu do domu mego teraz…. do świata realiów i wizji…. fikcji i prawdy…. Ich i Nas…. Tym razem to nie ja Ciebie, ale Ty mnie uratowałeś… Uratowałeś Nas…. Otwarłeś siebie,…. Odnalazłeś klucz… Teraz tylko naucz się go…. Naucz kolejnego elementu Daru, który na nowo otrzymujesz, tworzysz, rozwijasz…. odzyskujesz…. Nie lękaj się go…. Nie lękaj się siebie mimo różnicy jaka nastanie…. Jaka już jest….

2004-06-28 08:15:52

Mój lęk

Zapominam, że pełni we mnie funkcję obronną. Ostrzega i chroni przed zagrożeniem, niebezpieczeństwem.

Jaką Ja przypisałam mu rolę w swoim życiu?

Nauczono mnie bać się lęku, uciekać przed nim, a mi nawet do głowy nie przyszło zajrzeć w głąb siebie i sprawdzić, czy naprawdę powinnam się go bać. Nawet nie próbowałam zastanowić się, do czego służy, co chce mi powiedzieć. Nie potrafię zapytać go, co z sobą przynosi.

A przecież często prowokował do działania, pobudzał do podejmowania decyzji, do stawania twarzą w twarz z zagrożeniem, którego tak naprawdę nie było, bo było to zagrożenie wyimaginowane, mój własny strach, który przecież nie zawsze i nie w każdej sytuacji mnie paraliżował. Robił to wtedy, kiedy wpadałam w czarną otchłań własnych lęków, które widziałam tylko ja i tylko ja je czułam, bo były moje, moje własne, wytworzone przez mój umysł – najpierw małego dziecka, później dorosłej istoty.

Zapomniałam, że lęk miał rację bytu u człowieka pierwotnego, otoczonego nieprzyjaznym środowiskiem, kiedy właśnie lęk, niepokój często ratował mu życie. W dzisiejszym świecie powinien ostrzegać, ale nie dominować.

Strach jest uczuciem, które informuje nas o naszej ograniczoności, pomaga zachować dystans do pewnych sytuacji, informuje o zachowaniu ostrożności w niebezpieczeństwie i chronieniu siebie. Powinien stymulować do odkrywania tego, co jest jego źródłem. Źle pojęty strach ogranicza wyrażanie siebie i swojej indywidualności, ogranicza i/lub paraliżuje przed wyrażaniem stanu swoich uczuć i emocji. Każe nam uznać, że nic nie jest godne zaufania, że wszystko jest zagrożeniem. Uczy nieufności wobec siebie i ludzi, i sytuacji, w których zaistnieliśmy. Hamuje rozwój, zaspokajanie naturalnej ciekawości i doświadczania życia takiego, jakie jest.

Źle pojęty strach poddaje w wątpliwość nasze zdolności i możliwości wyrażania siebie, przeżywania życia tak, jak my go rozumiemy, a nie jak na nas wymuszają inni „lepiej wiedzący”. Niszczy kreatywność człowieka. Zawsze jesteśmy nie dość dobrzy w tym, co robimy, kontrolujemy sytuacje i ludzi, z którymi się stykamy, niszczymy własną osobowość [tak, jak to robili nasi najbliżsi, chcąc nam oszczędzić bólu i cierpienia]. Prowadzi to do zamknięcia w sobie i wniosku, że nic nie jest bezpieczne, nic nie jest godne zaufania. Następuje izolacja wewnętrzna i zewnętrzna. Wewnętrzna, bo tylko ja jestem dla siebie bezpieczny i przewidywalny, tylko ja wiem (?), co dzieje się we mnie. Natomiast izolacja zewnętrzna prowadzi do nie doceniania siebie w konfrontacji z drugim człowiekiem, nie doceniania swojej niepowtarzalności i uznania, że jestem gorszy, mniej ważny, mniej inteligentny, mniej interesujący, głupszy. Każe nam myśleć o sobie negatywnie i destrukcyjnie, nie dostrzegając rzeczywistości. Zamykamy się przed wyrażaniem siebie ze strachu, że zostaniemy skrytykowani, zignorowani i wyśmiani przez otaczających nas ludzi. Jest to zaniżone poczucie własnej wartości. Zanim wyrazimy swoje poglądy i opinie na jakikolwiek temat, w myślach krytykujemy je i podważamy ich wartość, nim zdołamy je głośno wyrazić.

Mamy pełne prawo mieć inne poglądy i opinie, co nie znaczy, że są one gorsze czy głupsze. Są po prostu inne, bo każdy człowiek jest inny, ma inne doświadczenia i inne pojmowanie świata, które pochodzą – w głównej mierze – ze środowiska, w którym funkcjonujemy i wzorców wychowawczych wielu pokoleń naszych przodków. Mamy prawo do wyrażania siebie takich, jacy naprawdę jesteśmy, a nie, jakich chciałaby mieć mama, pan nauczyciel, szef w pracy czy pan prezydent.

Kiedy nie rozumiemy, że to, co czujemy jest nami, okradamy samych siebie, niszczymy swoje prawdziwe JA, które jest naszą prawdziwą naturą. Niszczymy i lekceważymy swoje doświadczenia życiowe, nie kochamy i nie ufamy sobie w takim stopniu, na jaki naprawdę zasługujemy. Strach każe nam wtedy działać wbrew sobie i mówić „tak”, kiedy wszystko w nas krzyczy NIE! Emocjonalnie gwałcimy siebie w taki sam sposób, w jaki robiono to w naszych rodzinach – stajemy się katami dla samych siebie. Inni to widzą i czują, i postępują z nami identycznie sądząc, że to nam najbardziej odpowiada. Nosząc strach i negatywne nastawienie do samego siebie dajemy innym znać, że jesteśmy bezbronni. Każdy człowiek to wyczuwa, począwszy od dziecka, na starcu skończywszy. I nic nie zmieni tego przekonania, nawet, gdy będziemy słownie deklarowali swoją odwagę, a w duchu paraliżował nas będzie strach.

Działaj pomimo strachu, nie pozwól, by cię obezwładnił i uczynił bezwolną istotą, którą w rzeczywistości nie jesteś.

Człowiekiem być… Refleksje

Mówi się, że człowiek to istota rozumna, która świadoma jest swoich zachowań i czynów. Powinna taka być…

Żyjemy blisko siebie przez całe życie, nie rozumiejąc siebie i nie rozumiejąc drugiego człowieka. Nie rozumiemy swojej złości, wściekłości, nienawiści – boimy się. Na złość odpowiadamy jeszcze większą złością – byle porazić przeciwnika, przestraszyć, unicestwić.

Za złością często kryje się lęk, lęk przed zranieniem, przed odrzuceniem czy porzuceniem. Wybuch agresji to zwielokrotniony strach przed samotnością, przed odrzuceniem. Jeżeli w normalny sposób nie mogę czegoś uzyskać, mogę uderzyć wściekłością, by kogoś przestraszyć i zmusić do uległości.

Gadzi móżdżek daje znać o sobie, jego funkcja jest bardzo ważna, ponieważ steruje czynnościami instynktowymi, odpowiada za bezpieczeństwo swojego właściciela. Tak było kiedyś, na początku rozwoju człowieka… Tak jest i dzisiaj…

Często gryziemy, kopiemy, niszczymy, może już nie w takiej formie, jak to robił prymitywny człowiek, któremu bliżej było do zwierzęcia, kiedy właśnie to gryzienie, kopanie i atak ratowały mu skórę, a często i życie. Używamy do tego celu rozumu – gryziemy i kopiemy psychicznie. Trochę to inna forma, ale cel osiągamy ten sam.

Często robimy to nieświadomie lub dla sportu, by się zabawić cudzym kosztem – niczym sportowiec trenujący przed zawodami. A potem znajdujemy forum – publiczność, przed którą prezentujemy swoje wyćwiczone umiejętności.

Wychodzimy na arenę i gnoimy przeciwnika, który nawet nie przeczuwa, o co w tym wszystkim chodzi. Tatuś znęca się nad mamusią w obecności swoich latorośli – niech wiedzą dzieci, jak to się robi, niech się uczą… Mamusia upokarza lub oszukuje tatusia – to też wspaniały trening na przyszłość. Kolega wykorzystał koleżankę i ma z tego radość, koleżanka wykorzystała kolegę i jest z tego dumna…

A dzieci rosną i patrzą, rosną i trenują – na kolegach i koleżankach, na braciach czy siostrach, w piaskownicy, w ławie szkolnej, a potem – gdy już dorosną – przenoszą wytrenowane zachowania na teren rodzinny, zawodowy, społeczny.

I walczą co silniejsze dorosłe dzieci w rodzinach, w życiu społecznym, zawodowym, na gruncie towarzyskim, nie pamiętając dlaczego walczą, co było powodem. Lecz walka ta daje satysfakcję i zapewnienie, że nikt nie dobierze mi się do skóry, bo wcześniej zdążę wyeliminować przeciwnika swoją bezwzględnością, wściekłością, agresją. „Ugryzłem” z taką siłą, że przeciwnik się wycofał, uległ… zniszczyłem go psychicznie… uhh, ale frajda… Jestem z siebie dumny!

Matka czy ojciec niszczy własne dziecko nie uświadamiając sobie, że niszczy nowe, młode życie przekazując mu własne strachy, własne niedobory emocjonalne – własną złość, wściekłość, nienawiść. Starsze rodzeństwo często bierze przykład z rodziców, z autorytetów.

Wszyscy jesteśmy ofiarami, ale nie znaczy, że można zostawić ten problem sam sobie, bo wszyscy mu ulegamy. Dostajemy go w spadku po własnych rodzicach, dziadkach, pradziadkach… po całej ludzkości i z nieświadomą beztroską przekazujemy dalej.

Ani Kościół, ani tym bardziej Państwo nie zajmie się uświadomieniem obywateli. Człowiek świadomy nie pozwoli sobą manipulować. Nieświadomość pozwala na manipulację, na realizację własnych planów pod płaszczykiem uszczęśliwiania ludzkości.

Ludzie czekają, że ktoś za nich załatwi to, z czym sobie sami nie radzą. Naiwnie czekają, że każdy nowy rząd, przepis czy uchwała załatwi ogólnospołeczny problem. Są nazbyt leniwi, by zacząć myśleć, żeby samemu wprowadzać zmiany – przede wszystkim w sobie, a nie w innych ludziach.

Jeżeli najpierw siebie nie zmienisz, nie zmieni się drugi człowiek. Siedzimy i psioczymy – na rząd, na Kościół, na szkoły , na sąsiada, na własne dzieci, nie zauważając, że problem czeka na rozwiązanie najpierw w nas, a nie w innych, jako że tych „innych” przecież sami tworzymy, sami kształtujemy, sami wychowujemy, których potem sami sadzamy na piedestale i… sami krytykujemy. Oceniamy w ten sposób własne „dzieło”. Krytykujemy i oceniamy siebie…

Dzieci i młodzież – najbardziej delikatny i wrażliwy materiał na kształtowanie charakterów, osobowości, z którym dorośli – lecz jakże często niedojrzali ludzie – obchodzą się po macoszemu, załatwiając przy ich pomocy własne niezrealizowane marzenia, lub próbując je realizować poprzez własne dzieci. Później psioczymy na dzieci, młodzież, że jest niedobra, okrutna. A kto ich kształtował, kto ich wychowywał? Marsjanie, cywilizacje pozaziemskie? A może bestie obdarzone cechami ludzkimi?…

Codziennie potykasz się o człowieka, którego uważasz za mięczaka, słabego i odkopujesz go z wściekłością, jak kamień zawalidrogę. Zastanów się, co robisz. Może ten człowiek przekazuje ci coś, na co powinieneś zwrócić uwagę, może ty również jesteś lekcją dla niego? Nie pomyślałeś o tym?

Mamy do dyspozycji dwie półkule mózgowe, gadzi móżdżek, szyszynkę – tyle bogactwa się marnuje.

Jakże pięknie wyraził to jednym zdaniem Prymas Tysiąclecia – Kardynał Stefan Wyszyński: „Nie sztuka urodzić się człowiekiem, trzeba nim być.”

Maroko…

Dwie przyjaciółki, mieszkające na dwóch krańcach świata, postanowiły wybrać się na kilkudniową wyprawę do Maroka.
Po kilku godzinnym locie samolotem oddały się czarowi Pustyni.
Jeden dzień spędziły włócząc się po targu, ucząc się sztuki targowania, co nie było proste bo sprzedawcy widząc ich radość na bogactwo różnorodności wystawianych przedmiotów, wykorzystywali to bez litości.
Pewien stragan był wyjątkowy nie przez to co na nim było wystawiane, ale przez osobę sprzedającej, była nią starsza kobieta, pełna starych tatuaży, pochodziła z plemienia Berberów.
Zaczęła mówić po angielsku do jednej z przyjaciółek, nie zna ona dobrze angielskiego, ale jej słowa jakoś dziwnie były dla niej zrozumiałe. Powiedziała jej, że wróci tutaj, co było w zgodzie z marzeniami dziewczyny, kontynuowała dalej przechodząc na swój język i w pewnym momencie zaczęła wykonywać pewne dziwne gest dłońmi, dziewczyna tłumaczy, że już nie chce tego słuchać, że nie potrzebuje, na potwierdzenie wcisnęła jej 20 dirhamów. Odeszły..

Tej nocy każda śniła o tym samym, dodatkowo nawet ich znajoma z wycieczki miała podobne sny.
Nikt nie wie dlaczego czy z powodu miejsca czy innych nieznanych czynników, u jednej z przyjaciółek sen przerodził się w jawę, widziała buszującą w ich rzeczach dziwna postać.
Bohaterka wydarzeń z targowiska, śniła o demonicznych postaciach, które ją otaczają, była bezradna i sparaliżowana, nieznana siła wciągała ją w dół. Strach i lęk jeszcze bardziej ją paraliżowały, modliła sie do Boga i myślach wzywała swojego przyjaciela na pomoc.
To co zobaczyła zaskoczyło ją jeszcze bardziej, nagle pojawił się jej Przyjaciel, tak wyraźny, jak by wcale nie dzieliło ich kilka tysięcy kilometrów. Był całym przeciwieństwem tego co działo się wokół niej, powiedział wyciągając swoją dłoń „ Daj mi dłoń i chodź za mną, trzymaj mnie mocno, i nie odwracaj się”. Kobieta odwróciła sie , to było silniejsze od niej, dostrzegła makabryczne twarze które ją przedrzeźniały, obudziła się by dowiedzieć się co widziała jej przyjaciółka…

Pewna historia…

Ktoś ostatnio mnie molestuje o historię, no to siegam ręką do cylindra..ciekawe jaką wyciągnę;)

Pierścionek…

Pamietam, że to był dzień jakiegoś Twojego egzaminu, pojechaliśmy razem, miałem porozmawiać z dwiema Twoimi koleżankami.
Sala wykładowa, jak to zwykle bywa tabuny ludzi biegaja w tą i tamtą stronę.Przysiadłem sobie z pierwszą rozmówczynią gdzieś na boczku, o ile można powiedzieć, że w takim miejscu mozna znaleśc jakies spokojne miejsce;)
Rozmowa, snuła sie w okolicach buddyzmu, by zejść na wyżej wymieniony „pierścionek”.
Nie bedę tu rzucał nazwami, aby nie być posądzonym o kryptoreklamę;), co dociekliwsi napewno sie domyślą o jaki chodzi.
Moja rozmówczyni bardzo zrzyła sie z tym przedmiotem, nosiła go już spory kawałek czasu, nigdy go nie ściagając.
Tłumacząc to tym, że inni mówią i zachwalają jakie to on ma „super” właściwości.
W pewnym momecie coś się zaczyna…
Dziewczyna widzi mnie pierwszy raz w zyciu i zastanawia się dlaczego budzi się w niej lęk do mojej osoby.
Zaznaczam dookoła pełno ludzi,a nikt nie dostrzega z czym zmaga się teraz ona.
Zdziwienie nie kończy sie na lęku, robi się czerwona, nie panuje nad tym, łzy zaczynają jej płynąc, to juz jest dla niej za wiele.
Stara się opanować, no bo jak to wyglada pełno ludzi, a ona tu sie rozkleja.
…a wszystko to sie dzieje, po tym jak zdjęła sobie tą „obręcz”, która tak wytrwale nosiła.
Sciągneła ją dla eksperymentu, tylko że eksperyment przerósł jej oczekiwania…
Z tego co wiem, po dziś dzień jej dłon jest wolna od tego małego detalu…

Diękuję życiu za Twoje życie…

Dziś patrząc w oczy tej, która dała mi życie zrozumiałam, jak wiele dla mnie ona poświęciła i ile ja dla niej… Jak wiele wzajemnie przez to straciłyśmy… ile zyskałyśmy… A potem popatrzyłam w Twoje oczy i poczułam lęk, że pewnego dnia patrząc na siebie nawzajem My także możemy poczuć takie coś… Oby los Nam tego zaoszczędził…
Tak wiele jest we mnie jeszcze tego, co chcę Ci przekazać (dać), pokazać. Tak wiele chcę Ci jeszcze ofiarować w każdej cząstce istnień, nauczyć i osłonić… Tak wiele chciałabym się jeszcze nauczyć od Ciebie… Nie wiem, czy zdążę. Nie wiem, czy będę mieć szansę… Jednak spróbuję. Będąc z Tobą, dla Ciebie i w Nas. Dziękując Wszechświatom za każdy moment umierania dla istnienia. Pamiętając, że dziś zmniejszyłeś mój lęk i zabrałeś część rany…
Powiem Ci jeszcze tylko jedno: oswoiłeś mnie emocją.

Doświadcz…..

Zaczynam się bać… Odczuwam lęk własnej nieświadomości w świadomości… Jestem wolna…. A zarazem czuje się bardziej zniewolona niż kiedykolwiek… I taka bezbronna… Wiesz, że już jestem tylko sobą? Czuję się jak ptak wypuszczony z klatki własnych ograniczeń… To jest moja cisza… Mój nowy początek… Bez emocji popatrzyłam w oczy mego wczoraj by jeszcze głębiej zatopić się w jutro… A Ty pokazujesz mi dzisiaj. Ono jest ograniczone własnym trwaniem. Czy tego chcesz? Ograniczeń? Wątpię. Czas by głębia wypłynęła nową świeżością… Wtedy zniknie lęk, który teraz odczuwam. A zarazem wiem,
że on tworzy we mnie nowe połacie istnień…

A miało być inaczej…

Mieliśmy być tylko „kumple”… i po części jesteśmy tylko kumple… ubogaceni o odczucia i wizje…
Nasze bliższe poznanie na pierwszym spotkaniu… To raczej ja pozwoliłam i się troszku przed Tobą odsłonić… Nic więcej.. Nie było ani bliżej ani dalej… staliśmy pośrodku naszych istnień i otwieraliśmy się nie wiedząc o tym na przyszłość …
To prawda, już wtedy zdawałam sobie sprawę, że zaczyna się coś w Twoim i moim Życiu… Coś co będzie nienazwanym i niepojętym rozwojem…
Pamiętam, jak rzuciłam w Ciebie batonem… Musiałam odreagować, a zarazem wiedziałam, że nie mogę Ci nic więcej uczynić… że w tym momencie staliśmy się, jak rycerz i giermek, jak uczeń i nauczyciel, bez określania kto kim jest…
Ukrywszy prawdziwy powód tego rzutu wierzyłam, że to tylko było złudzeniem lub że fakt ten jest tylko chwilowy… Łudziłam się, znając prawdę. Otwarcie drzwi nie pozwala ich tak po prostu zamknąć… rozbicie okna Wakai nie jest tylko sprawą szklarza istnień wszelkich,… a zapowiedzią przeznaczenia, misji, jaka czeka tych, którzy biorą w tym udział. Dopiero wówczas wszystko może znów się zablokować… minąć… Drzwi były od dawna zamknięte przeze mnie bo już nie chciałam być medium, Milatają , piastunką Darów i istnień… Chciałam po prostu żyć…. Widać, co innego pisze los mi, Tobie… Nam… a może tak naprawdę nikomu….
To nie był lęk… to był… sama nie wiem, czy był strach i żal, bo wszystko znów wiedziałam, że ruszy…
Wróciłam…
Na nowo zaczęliśmy rozmawiać, bo dopiero mój powrót był naszym startem…
W niedopowiedzeniu wiedziałam wszystko i niedopowiedzenie stało się mą siłą… Wiedziałam, że zaczniesz doświadczać, bo doświadczenie jest częścią Daru…

Fabryka snów - sztuka śnienia, bajki terapeutyczne, rozwój