lot | Fabryka snów - sztuka śnienia, bajki terapeutyczne, rozwój - Part 2 lot | Fabryka snów – sztuka śnienia, bajki terapeutyczne, rozwój

Kontakt On-line

1748665

Spotkania, warsztaty

Pamiętnik znaleziony w śnie

Posts Tagged ‘lot’


Dziś na Wirtualnej Polsce trafiłam na artykuł na temat książki Susan Forward „Toksyczni rodzice”.
Mniejsza o sam artykuł, który, według moich odczuć napisany był bez głębszego zrozumienia tematu. Bardziej zainteresowały mnie opinie internautów, zamieszczone pod nim.

Jedna z pań, podpisująca się nickiem ~Joanna zamieściła post pt. „A co z toksycznymi dziećmi???”. Przytoczę go w całości:

„A jak sobie radzić z toksycznymi dziećmi?? Pokoleniem tylko i wyłącznie roszczeniowym, widzącym tylko swój czubek nosa i własną wygodę ??? Co zrobić by wytłumaczyć dziecku, że mając lat 48 mam prawo do życia, zainteresowań, znajomych. Że właśnie odchowałam swoje dzieci i na niańczenie wnuka – choć kochanego – nie mam ochoty, ani czasu bo pracuję zawodowo…”

Dzieci nie rodzą się toksyczne, roszczeniowe czy – jak to określiła następna z pań:

„… rodzi się więcej dzieci z psychopatycznymi skłonnościami”

Pokolenie roszczeniowe, czy psychopatyczne to już jest skutek wychowania, źródła należy szukać w dzieciństwie rodziców, gdzie ojciec był od zarabiania pieniędzy na utrzymanie rodziny, matka pełniła rolę służebną dla niej. Czasy obecne zmieniły te role – w większości oboje rodziców pracuje na utrzymanie i zapewnienie jako takiego bytu dla wszystkich członków, z tym że próbuje się w dalszym ciągu utrzymać w związku rolę służebną kobiet.
Bardzo ładnie to określił John Bradshaw w jednej ze swoich książek: „Ojciec może wrzeszczeć na wszystkich; matka może wrzeszczeć na wszystkich, z wyjątkiem ojca; najstarsze rodzeństwo może wrzeszczeć na wszystkich, z wyjątkiem rodziców; najmłodsze dręczy zwierzaka.”

Cieszy fakt, że coraz więcej młodych rodzin odchodzi od tego modelu, bo w obecnych czasach jest on już archaizmem, który się przeżył. Jednego jest tylko brak – brak czasu na wspólne wypady i zabawy z dziećmi, rozmowy, które tworzą więzi i rozwijają uczucia wyższe, budują związek, gdzie pełnione role rodziców i dzieci są bardzo elastyczne, gdzie istnieje wzajemna pomoc w prowadzeniu wspólnego domu, a nie żerowanie na jednym z domowników, na którym spoczywa dbałość o dom i wszystkich jego członków, bez współczucia dla niej, bez chwili odpoczynku.

Mówię o kobietach, które pracują zawodowo na równi z partnerem życiowym, lecz po pracy, najczęściej to ona – ryjąc nosem ze zmęczenia – leci z zakupami do domu, gotuje, sprząta, pierze, zajmuje się lekcjami dzieci…

Jakże często jeszcze widzi się taki obrazek, gdzie partner po pracy siada w fotelu z pilotem i puszką piwa w ręce czekając na obiad, dziecko w swoim pokoju zajęte grami na komputerze też czeka, kiedy mama upora się z gotowaniem…

A potem jedna z drugą ma pretensje, że ma ileś tam lat i nie ma czasu dla siebie, mimo że swoje dzieci już odchowała i miałaby chęć na coś zupełnie innego, niż niańczenie wnuków.

Czego nauczyła swoje dzieci, to otrzymuje. Nauczyła niewrażliwości, fałszywego poświęcenia, wykorzystywania przez pozostałych członków rodziny. Nauczyła tego wszystkiego własnym postępowaniem, bo przecież nikt lepiej od niej nie zrobi zakupów, nie ugotuje obiadu, nie posprząta tak dokładnie, nie zrobi prania… A wieczorem czy późno w nocy pada na łóżko obok męża, który ma pretensję, że żona jest oziębła…

Najważniejszego nie nauczyła członków swojej rodziny – ODPOWIEDZIALNOŚCI i współtworzenia tej podstawowej jednostki społecznej jaką jest rodzina, gdzie do jej tworzenia zaangażowani są w równym stopniu oboje rodziców i dzieci.

Dzieci z psychopatycznymi skłonnościami to efekt tego, czego zaznały w rodzinie, co w nich sami rodzice wykształcili swoim zachowaniem, swoimi problemami w wyrażaniu emocji. Nic nie bierze się z powietrza, każdy skutek ma swoją przyczynę, chociaż nie zawsze ją zauważamy. Nadmierna kontrola, manipulacja, znęcanie fizyczne i/lub psychiczne, molestowanie czy wykorzystywanie seksualne.

Nadmiar lub niedobór uczuć niszczy. Kot nie pozwoli się dłużej głaskać, lecz tylko tyle, ile czuje potrzebę bycia głaskanym. Pies też godzi się na maltretowanie przez swojego pana do pewnego czasu, potem rzuca się do gardła. Dziecko jest bezbronne, zdane na rodziców. Zanim dorośnie będzie zmuszone tłumić to, co naprawdę czuje, kiedy jest poniewierane. Odreaguje to na zewnątrz, na otoczeniu – na słabszym rówieśniku, na nieznajomym, który mu się nawinie pod rękę.

Z ofiar bardzo często stajemy się katami dla innych ślepo twierdząc, że wychowanie w przemocy fizycznej czy psychicznej zrobiło z nich dobrego człowieka. Człowieka, który upokarzaniem, upodleniem dziecka buduje swój idealny wizerunek wspaniałego człowieka. Rodziny wychowują katów i kozły ofiarne. Gdzieś trzeba odreagować to, czego nie pozwolono nam zrobić w dzieciństwie, czego nie nauczono nas robić bez krzywdzenia siebie lub innych.

More
Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,   |  Posted under Przemyślenia - psychologia na co dzień  |  Comments  Możliwość komentowania „A co z toksycznymi dziećmi?” została wyłączona
Last Updated on niedziela, 22 listopada 2009 05:05

Zanim zasnąłem trawiło mnie wewnętrzne pytanie, dotyczące mojego marzenia, nie było łatwo zasnąć bo dostrzegłem nową możliwość jego realizacji.

Kilka snów, a pomiędzy nimi ten

Stałem z grupka ludzi na samotnej górze, nie było wyższej jak okiem sięgnąć.
Niebo było koloru purpury, rozświetlanej słońcem, a przed nami roztaczał się widok na 360 stopni, tak jakby ta góra była w samym centrum świata.
Na horyzoncie było widać wzgórza i miasta ze strzelistymi wieżami, widząc to wszystko pojawiło się przeświadczenie, że z tego miejsca można dojść wszędzie.
Myśląc nad tym wszystkim i nad kierunkiem jaki wybrać odszedłem na chwilę na bok, splotłem ręce i uniosłem się powoli w górę…

More
Tagi: , , , , , ,   |  Posted under Opowieści z Niejednego Snu  |  Comments  Możliwość komentowania Samotna góra została wyłączona
Last Updated on poniedziałek, 27 lipca 2009 11:35

To było tuż przed i na samym początku.
Trzy sny, trzy zapowiedzi-ostrzeżenia.
„karta” – grałem główną rolę zawieszony za jedną nogę o skrzydło lecącego samolotu.
ludzie – znani i ci którzy dopiero będą poznani.
„Przeciwnik w atrakcyjnej skórze” – na tamten czas nie miałem zielonego pojęcia, kto to może być, poza jednym, że nasze cele nie idą w tym samym kierunku.
Sen trzeci mógł rozwinąć się tak…
Pewnego dnia spotyka mnie zaszczyt poznania nieznajomej ze snu.
Dla jednych jest alfą i omegą, Panią życia i śmierci.
Dla wielu Matką i Przywódcą.
Dla innych niepoznaną tajemnicą, która od wieków skryta jest w cichości nocy.
Przez pierwszy czas byłem obserwowany, nie tylko przez Jej posłańców.
Chciała poznać historię mojego życia i mnie, no cóż dobry wróg, to znany wróg.
Tak to wszystko się potoczyło, że teraz jest status quo i nawet przerodziło się to w obopólną współpracę, jeśli powstawała sytuacja, która tego wymagała.
Poznałem niektórych poddanych i część Jej Rodziny.
Córki…których wysokie urodzenie różne miało przejawy.
Pierwsza chciała zmieniać odwieczne Prawa, z takim zapałem, że mało kto ją mógł powstrzymać, jeśli siła nie była drogą do sukcesu to potrafiła stworzyć sytuację, która gwarantowała jej sukces.
Oczywiście co nie znaczy, że w momencie kiedy nie tak realizowały się plany, nic nie stało na przeszkodzie by wyżyć się na jednym zamku Matki i trochę go zdewastować;)
Druga była rozdarta pomiędzy dwoma Światami, który by nie wybrała zawsze byłaby inna.
Pachniała charakterystycznie i delikatnie ale…słynęła z dobrego miecza, nie jeden się o tym przekonał, pozory czasami mylą;) Jej Matka pokazała mi jej obraz co nie w smak było mojej rówieśniczce, przeliczając na odpowiedni „czas”. Później zrealizowaliśmy razem kilka pomysłów, śmiejąc się z samych siebie.
Ostatnio poznałem Trzecią, ale nie było czasu na dłuższą rozmowę, wyjaśniła mi tylko pewne sprawy.

Sen, czy to wszystko mi się śni…a może pod płaszczem delikatnej mgły ukrywa się coś więcej?
Może tam gdzie pozwalamy prawdziwie oddychać sercu, odsłaniamy delikatny woal, dostrzegając wyjątkowości życia, które nie jest ograniczone, wolne i jakże wspaniałe bo zwyczajne;)

2006-01-05 00:32:06

More
Tagi: , , , , , , , , , , , , , ,   |  Posted under styczeń 2006  |  Comments  Możliwość komentowania Cesarzowa została wyłączona
Last Updated on piątek, 17 lipca 2009 07:32

Ostanie piętro wieżowca, rozległy apartament, dwie osoby mężczyzna i kobieta prowadzą dyskusję.

Nagle docierają do nich sygnały, że coś się dzieje, wokół mieszkania niezidentyfikowani wrogowie, podchodzą z różnych stron wieżowca, po schodach przeciw pożarowych. Lokatorzy biegną w stronę najbliższych atakujących…

Rozmawiam z osobą , która ukrywa swoją tożsamość. Neutralna,  ale zarazem bliżej jej do Przeciwników.

-„Przyglądam Wam się już od dawna”

Czarny statek i oczekiwanie na kapitana, który oprowadzi mnie po nim.

Poszycie i kształty wskazują na nowoczesny wojenny statek, z nadejściem kapitana przenoszę się do wnętrza statku. Po chwili spore zaskoczenie, taki statek, a wewnątrz w niektórych miejscach ściany są ceglane i wyprowadzone sklepienia. Gdzie nie gdzie można nawet dostrzec kominek, wszystkie te elementy nadają specyficzny klimat, na zewnątrz bojowość i gotowość do walki, a wewnątrz bezpieczeństwo i ciepło domowego ogniska, z którego korzystają ludzie zgromadzeni w tym momencie na statku.

Polana w lesie, a w środku niej znajduje się otwór z którego wychodzą stalowe głowy smoków.

Głowy koloru patyny, podkreślający ich wiekowość, jedna za drugą, wciąż kolejne wyskakują jakby to były głowy hydry lernejskiej, odcinasz jedna, wyrasta następna.

Jedna za drugą, wciąż kolejne…

Odbiegam od tej „niekończącej się historii” w trakcie biegu prowadzę rozmowę z tymi których reprezentował symbol „stalowych smoków”.

” Teraz będziemy w każdym którego będziesz mijał na ulicy” od razu dla porównania przypomniała mi się scena z filmu „W sieci zła”.

Wciąż biegnąc myślę o tym aby ostrzec innych, przeskakuję płot i inne napotkane przeszkody.

Widzę swoją lewą dłoń, na której dostrzegam kilka symetrycznych nacięć tworzących koło, nie jest to płytka rana. Dostrzegam sporej wielkości żuka , o wielobarwnym żółto czarnym podbrzuszu , budzący moje skojarzenie ze skarabeuszem. Chodzi po krawędzi rany, chwilami wchodząc głębiej pod rozciętą skórę, budzi to moją odrazę, i chcę go jak najszybciej wyjąc z rany.

Okazuje się że nie jest to takie proste, ciężko go złapać i goni mnie czas, a jeśli nawet go uchwycę wyślizguje mi się z palców.

Wiedząc, że nie mogę go łapać w nieskończoność, a każda chwila jest bardzo cenna, a on wciąż chowa się pod powierzchnią, decyduję się na zmiażdżenie „skarabeusza”, rozgniatam go palcem, naciskając rozciętą skórę.

Długi górski stok i radosny lot, zakrawający na szaleńczy;) Zakręty, krajobrazy, dużo uśmiechu i dobra zabawa i jeszcze większa prędkość.

Niektóre z tych „snów”, wyjaśniły się na jawie, ale jeszcze nie do końca.

Poznałem dzięki nim jak moja świadomość ukrywa niektóre sprawy przede mną, te najbardziej drastyczne ukrywa, a jeśli już to pokazuje je w wysublimowanej formie co nie znaczy, że przyjemnej.

Przeprowadziłem kilka rozmów, z których dowiedziałem się, że znów włożyłem kij w mrowisko.

Dowiedziałem się trochę o sobie, ale to trochę z motywowało mnie do jeszcze większego wysiłku w stronę głębszego poznania samego siebie.

Sprawa „Skarabeusza” wciąż trwa i czeka na swoje pełne wyjaśnienie.

More
Tagi: , , , , , , , , , , , , , , ,   |  Posted under Opowieści z Niejednego Snu, Śnienie  |  Comments  Możliwość komentowania Kheper-u została wyłączona
Last Updated on piątek, 17 lipca 2009 04:26

Był pewien rzemieślnik, który z łodzi rybackich wytwarzał dobrej jakości wraki, wykładał je trawą i innymi dodatkami, następnie układał je na dnie morza, na białym piasku, w sobie tylko znane wzory.

Pode mną morze, płynę niewielką łodzią, nade mną błękit nieba.
Dopływam do niewielkiej mielizny, wyskakuję z łodzi, woda jest ciepła, gdzie nie gdzie niewielkie wodorosty, stopy przyjemnie zanurzają się w piasku. Nagle z tego błogostanu wyrywa mnie pojawiający się znikąd Łabędź, burzy spokojny spacer. Gwałtownie porusza szyją, tak jakby chciał zwrócić moja uwagę, nagle przed sobą dostrzegam drogę której do tej pory nie było.
Tak jakby wynurzyła się z morza, delikatne fale obmywają drogę aż po horyzont, gdzie w oddali dostrzegam gigantyczne budowle.
Na drodze dostrzegam ślady, w które wypełniła woda, tak jakby ktoś przeszedł już tą drogą…

„Gęś i łabędź
Zazwyczaj nie rozróżnia się ich w mitach. U syberyjskich szamanów łabędź jest duchowym przewodnikiem pierwszego szamana, prowadzącym przez krainę dusz. Podobnie gęś, dlatego przed zanurzeniem się w trans szaman naśladuje głos gęsi, by obwieścić swoje przejście do duchowego świata.

Łabędź ma związki ze światłością, śmiercią, pięknem i smutkiem, a także z umiejętnością zmiany postaci. W starożytnej Grecji był panem duchowego lotu, utożsamiano go z Hermesem, posłańcem bogów. Grecy ponadto wierzyli, że przed śmiercią łabędź wydaje z siebie cudowny głos. Stąd wywodzi się europejski „łabędzi śpiew”.

Zgodnie z mitem Zeus przemienił się w łabędzia, by uwieść Ledę, co na długo utrwaliło miłosne konotacje tego ptaka (poświęcono go Afrodycie, bogini miłości).

W Rzymie gęsi poświęcone były Marsowi, bogowi wojny, ze względu na rwetes, jaki czynią w obliczu zagrożenia.

Hindusi, nie rozróżniający łabędzia i gęsi, mają mitycznego ptaka Hamsę, który pojawia się raz jako łabędź, raz jako gęś. Hamsa jest symbolem równowagi życia i rumakiem boga Brahmy, który zresztą narodził się z kosmicznego jaja przezeń zniesionego. Żona Brahmy, Saraswati, często jest przedstawiana na łabędziu lub gęsi, a lot Hamsy jest symbolem tęsknoty duszy za wyzwoleniem z kolejnych cykli życia.”

More
Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , ,   |  Posted under Opowieści z Niejednego Snu  |  Comments  Możliwość komentowania Krzyk łabędzia została wyłączona
Last Updated on środa, 1 kwietnia 2009 01:56

Według legend japońskich żurawie słyną z długowieczności, jeden żuraw to sto lat życia.
Jeśli ktoś zachoruje to na szczęście i dla odzyskania zdrowia, wykorzystując sztukę origami…

Składa Tysiąc Żurawi

Rozpacz zrzuciła mnie w kanion smutku
Spadając w dół najmniejszą swą cząstką tworzę modlitwę całym swym istnieniem
Tęskniąc by spełnić choć najmniejsze
Marzenie małej dziewczynki
Pójść do lasu, podziwiać wspólnie drzewa
Zbierać razem owoce w ogrodzie
Nie jestem Panem Stworzenia, ale z tych skał najtrwardszych kanionu rzeki smutku
Wyciosam wolą, wyrzeźbię, tchnę w nich życie
Aby krucha istotka zobaczyła lot żurawi, tysiąca powielokroć
Bezszelestny ruch skrzydeł który nie wzbudzi w niej strachu
Odnajdywać ją zawsze, otulać myślami serca
Być dla Niej…

2005-08-16 09:10:33

More
Tagi: , , , , , , , , , , ,   |  Posted under sierpień 2005  |  Comments  Możliwość komentowania Jest taka legeda… została wyłączona
Last Updated on niedziela, 15 marca 2009 05:40

Ile to już wieczorów i dni, jakie spędziliśmy na grze w bilard…
Mieliśmy jedną upatrzoną knajpkę, w której dzielnie stawiałem swoje pierwsze kroki przy stole bilardowym. Pewnego dnia mieliśmy pecha i stół był już zajęty, a nam nie chciało się czekać, aż się zwolni, więc poszliśmy na poszukiwania wolnego stołu.
Trafiliśmy do nieodwiedzanej przez Nas knajpki, która z reguły omijaliśmy szerokim łukiem, taka „umiarkowana” spelunka z permanentnym smogiem , zalegającym na wysokości głowy obserwatora.
Zaczęliśmy grę, bila za bilą ląduje w łozie …ale przy tym zauważam coś dziwnego.
Barmanka ze swoją przyjaciółką plus na przylepę ich kumpel, są dziwnie ożywieni, spoglądając co rusz w Naszą stronę.
Gramy dalej, a całe to towarzystwo przenosi się w okolice stołu bilardowego, rozgrywając sobie partyjka za partyjką lotek.
Któż mógł przypuszczać że „wdepnęliśmy” w gniazdo os, wszystkie świerszcze świergotały, o myślach kotłujących się im w głowach. Zaintrygowaliśmy ich swoimi odwiedzinami, byliśmy dla nich jak rodzynki w cieście, a raczej rodzynek, bo to był czas moich początków i byłem jak nie opierzone pisklę.
Gdyby nie Ty „zjadłyby” mnie wtedy, najbliższej ofiarnej nocy, a święto w ich obrządku było tuż, tuż…
Od tamtej pory to miejsce stało się miejscem ćwiczeń, umilanych partyjkami bilarda, przychodziliśmy tak często że ochrzciłem jedną „Siwa”, a druga została „Blondi”:) Nie raz robiliśmy sobie różne numery, powiedzmy tak dla rozwoju;)co nie znaczy że zawsze było wesoło.
Nie wiem czy teraz przestaliśmy już być dla nich zagadka, jaką byliśmy pojawiając się tam…a tak dawno już nie graliśmy w bilard…

2005-07-08 15:07:03

More
Tagi: , , , ,   |  Posted under lipiec 2005  |  Comments  Możliwość komentowania Siostrzyczki… została wyłączona
Last Updated on niedziela, 15 marca 2009 04:58

Szliśmy sobie powolnym krokiem z moim rozmówcą, były to obrzeza miasta.
Rozmowa była spokojna i rzeczowa, rozmawialiśmy o pewnym przedsięwzięciu, które prowadził mój rozmówca, nie prowadził go sam, ale miał do pomocy całą rzeszę swoich „ludzi”.
Zapytałem się czy nie obawiają się, że ich działalność przestanie być tajemnicą i ludzie dowiedzą się o ich posunięciach. Z uśmiechem stwierdził, że nie. Wciąż szliśmy wzdłuż drogi, gdzieniegdzie można było dostrzec dziwne narośla. Z naszej rozmowy wynikało, że te twory mogą być jednym z przejawów ich działalności, ale i tak nie są dostrzegalne dla ludzi.

Wiedziałem jak ma na imię, może jego wygląd był grą mojej podświadomości tak abym bardziej jednoznacznie go odebrał, a może wybrał sam taki wygląd, aby być bardziej czytelnym dla mnie. Nasze spotkanie zbliżało się ku końcowi, wodziłem wzrokiem po znajomych uliczkach, oceniając jak daleko mam do domu. Mój znajomy zaoferował pomoc w powrocie, mając wyprostowane prawe ramię chwyciłem za jego lewą dłoń, miał w podobny sposób ułożone ramię, wznieśliśmy się w powietrze lecąc w kierunku domu. Poprosiłem go czy mógłby przyspieszyć, nie, dlatego, że mi się spieszy, ale chciałbym zobaczyć jego możliwości, nabraliśmy prędkości, wiatr zagrał jeszcze mocniej w moich uszach, w mgnieniu oka byliśmy prawie na miejscu. Nawet lądowanie było w pełnej prędkości, z linii lotu pod kątem prostym w dół, więc miałem małe zakłócenia postrzegania i trochę mnie przemieliło. Od kilku dni dochodzę do siebie po chorobie i widocznie stad ta propozycja podrzucenia mnie do domu. Na pożegnanie nadgryzł swój nadgarstek upuszczając kilka kropel krwi, co spowodowało, że jego czyn głęboko zapadł w mej pamięci.

More
Tagi: , , , , , , , , , , , , ,   |  Posted under Opowieści z Niejednego Snu  |  Comments  Możliwość komentowania Wspólny lot została wyłączona
Last Updated on wtorek, 10 marca 2009 09:54

Nie pamiętam, czy przeczytałem tą historię, czy usłyszałem…
O pojedynku pomiędzy chińską kurtyzaną, a… no właśnie, pamięć w tym punkcie zawodzi, czy ten przedstawiciel męskiego gatunku był zaliczony do chińskiego panteonu nieśmiertelnych, a może nauczyciel-mistrz lub jakaś ważna politycznie persona…
Jej imię zakotwiczyło się w mojej pamięci i sprowokowało mnie do kilku prób napisania pewnej historii.
Na ten czas jest w mojej głowie, a może kiedyś przyjdzie czas na przelanie jej na papier.
Nigdy by mi przez myśl nie przeszło…a jednak, pewnego wieczora miałem przyjemność osobiście poznać Białą Piwonię, naświetliła mi wtedy pojedynek, który opisywała historia.
I jak to bywa w tego rodzaju opowieściach, przebarwiono „trochę” rolę męską, która to niby wygrała.
Nie obyło się bez pytania ”dlaczego nie rozwinąłem swojego pomysłu”, no cóż, najwyraźniej będę musiał coś w tym kierunku uczynić:)
Porozmawialiśmy też sobie o zasadach w biznesie, na czym to niektórzy potrafią zarabiać. Zawody, specjalizacje.
Zostawiła mi kilka wskazówek i podpowiedzi, ukazując możliwości spotkania z Ajari, ale to już od nich będzie zależeć…

Zielony smok strzeże żywego jedwabiu
Jaka magiczna siła go tam wplotła
Jaki bezkres pragnienia
Nadeszło lato, odrodził się kwiat Białej Piwonii…

2005-06-10 23:10:58

More
Tagi: , , , , , , ,   |  Posted under czerwiec 2005  |  Comments  Możliwość komentowania Biała Piwonia… została wyłączona
Last Updated on wtorek, 10 marca 2009 08:00

Czarnowłosa Gudur posłanko Odyna
Wysłałaś mnie na bitwę
Wielu już poległo
Daremny Twój lot nad polem bólu
Wsączył się, przemieniając mą istotę
Nie znajdziesz mnie, bo jam tym bólem
W powietrzu i w oddechu
Praktyką starożytnych
Wszedł we mnie, ale już nie wyjdzie
Pozostaje jedna Droga
Światło z Serca…

2005-01-17 20:05:12

More
Tagi: , , , ,   |  Posted under styczeń 2005  |  Comments  Możliwość komentowania Kropla z Księgi Słów… została wyłączona
Last Updated on czwartek, 5 marca 2009 07:28

    Copyright by Śniący 2010
Przejdź do paska narzędzi