Przygotowanie drogi

Prowadziłem ze sobą Przyjaciółkę, schodziliśmy z góry, trudno było znaleźć odpowiednią drogę. Przed nami ukazała się stroma ścieżka, którą moglibyśmy zejść, otoczona była karłowatymi drzewami, okazało się że ja mógłbym nią zejść, ale dla mojej towarzyszki była to zbyt stroma. Podjąłem decyzję, że idziemy dalej znaleźć odpowiednią drogę…

Siedzimy w trójkę przy stole

Przyjaciółka nagle śpiewa głębokim, czystym głosem w obcym języku, znaną mi pieśń, czym budzi mój podziw.
Mówię jej masz dar, na co ona stwierdza, że nie, wciąż zaprzeczając.
Siedzący obok jej mąż podsuwa jej pod nos pamiętnik, w którym są jej słowa, gdzie w nich stwierdza, że jest wręcz przeciwnie.
Jej niezdecydowanie jest jej słabością i bólem, za dnia walczyliśmy z tym przyzwyczajeniem, było ciężko, ale powoli docierało do niej, że warto być zdecydowanym.
Pomógł jej w tym pewien osobnik, gdy zobaczyła jak niektórzy grają na emocjach innych ludzi.
To ją zmobilizowało do bardziej wytężonej pracy nad przejściem z niezdecydowania do klarowności i jednoznaczności.

Tam gdzie cisza śpiewa

Noc pierwsza
Czas oczyszczenia, przeplatający się w symbolach
Podróż z przyjaciółmi na lesistą, górę. Rozmowy, zabawy – rzucanie się i lot wzdłuż szlaku.

Noc druga
Pomoc pewnej nieznajomej kobiecie w  uprzątnięciu jej ogrodu, gdy zabraliśmy się za oczyszczanie dołu zauważyłem wystające korzenie jakieś rośliny. Rozmawiamy,  robimy swoje, nagle naszą uwagę przykuwa korzeń, który siedział sobie grzecznie w ziemi, teraz  porusza się i z ziemi dochodzą dziwne dźwięki.
Zaintrygowany wyciągam korzeń, okazuje się że coś lub ktoś jest przyczepiony do korzenia, gwałtownie nim poruszając strząsam delikwenta na ziemię.
Dziwny stwór, trudno określić jak wygląda, bo jest jakby zlepkiem kilku zwierząt. Oceniając go mogłem się doszukać, nietoperza, wydry, trochę z ptaka, można było dopatrzyć się zakrzywionego dziobu plus niewielki róg na szczycie głowy. Jednym, słowem egzotyczna mieszanka. Stwór poruszał się jak nietoperz, który jest zmuszony chodzić po ziemi.
Po chwili obserwacji przeszedł metamorfozę, stał się człekopodobny, czarna tunika, jasna karnacja, a włosy jakby przed chwilą zrobił sobie trwałą.
Okazało się, że znam go, wypowiedziałem nawet jego imię, nachalność był w jego zachowaniu, może wynikało to z naszej znajomości, ale w tym momencie wolałem go trzymać na dystans

Noc trzecia
Widzę lezącą staruszkę, siwa i pomarszczona, podchodząc bliżej okazuje się że już dawno nie żyje. Pozycja ciała wyglądała jakby miała połamane kości. Nagle nieżywe ciało zmienia się, po chwili widzę przed sobą młodą kobietę, która nie jednemu mężczyźnie zawróciła by w głowie.
Z rozmowy po między nami wynika, że teraz jesteśmy partnerami na całe życie, tylko  co to za życie z Śmiercią;) Kombinuję jak pozbyć się swojej towarzyszki, która uśmiecha widząc moje zamyślenie. Będziemy żyć razem ale tylko ja będę wiedział kim jesteś, jaka jesteś naprawdę, inni będą widzieć w tobie piękną kobietę. Powoli oswajam się z tą myślą, komentując nawet jej wesołe ułożenie ust.

A czymże jest Śmierć, czyż nie odłącznym elementem Życia

Schronienie


Dom przypominał ten z mojego dzieciństwa,  wszędzie krzątali się ludzie. Nagle jeden z domowników stwierdził, że ktoś kręci się koło domu, ktoś inny powiedział że widział jakiegoś starca.
Postanowiłem sprawdzić jakie są fakty, jeden mężczyzna  poszedł do innego pokoju przynosząc ze sobą ogromna dwururkę z odpowiednią ilością naboi jak na stado słoni. Przyniósł ją dla mnie, zacząłem sprawdzać wszystkie okna i obserwować otoczenie domu, chwilami było widać jak ktoś przemyka, ale sprytnie się maskował.
W pewnym momencie niezidentyfikowany gość postanowił się ukazać, siedziałem wtedy na krześle bawiąc się bronią. Stanął w oknie chowając się za drewnianą okiennicą, w obawie aby nie zrobić kroku dalej. Porozmawialiśmy sobie trochę, okazał się pomarszczonym karłem w nieokreślonym wieku. Nie wiem czy inni widzieli go za tej drewnianej okiennicy, spojrzeniem dziko miotał na boki. Nic tu nie wskórał, ale z tego co mi wiadomo dopadł innym miejscu kogoś mi znanego. Strach niszczy, zaufanie buduje, jeśli nie zmieni przyzwyczajeń tacy jak ten gość zrobią sobie z niego mielone…

Zejście


Miasto, pełne nocy, wysokich budynków, krętych uliczek i gdzieś w tym wszystkim ja unoszący się ponad miastem. Pojawia się myśl aby lecieć w określonym kierunku, przelatuję obok skrzydlatych istot zwanych Gargoyle, mogę wybrać sobie towarzyszy lotu.
Widzę obraz każdego, którego wybieram jakby on był imieniem, po kolei, po przywołaniu pojawiają się za mną, z potężnym pomrukiem i świstem skrzydeł.
Mam wrażenie jakbym leciał w towarzystwie rekinów ludojadów, jak sądzę przeżycia są dość podobne;)
Docieramy na miejsce, nie wiem co dokładnie widzę, czy to miejsce jakiegoś rytuału, czy miejsce spotkań, a może jakaś enklawa. Nie wiem kim są Ci „ludzie”, wszystkich okrywa jakby mgła emocji. Dodatkowo dziwnie się poruszają, same niejasności.
Wracamy, po wszystkim rozmawiam z kruczowłosym mężczyzną, który z wielkim zaciekawieniem pytam mnie o wyniki eskapady. Czy widziałeś te szczegóły ? Widząc choćby niewielkie wycinek wyprawa była by według niego udana. Odpowiadam co widziałem, na co on stwierdza z entuzjazmem, to widziałeś wszystko.
Analizowałem później te wydarzenia, kilka spraw było dla mnie niejasnych choćby to, że moi towarzysze słuchają tylko swojego Pana, a już oliwy do ognia dolała moja stara znajoma Luna.
– Nie ułatwię Ci jak twój ostatni rozmówca, który wyczytał coś, co jest w tobie i oznajmił to jako swoją propozycje. Odpowiedzi są w Tobie, wskazując na moją „głowę” która jest przeszkodą, „serce” zaś jest odpowiedzią.


Następne wydarzenie było dla mnie o wiele czytelniejsze, czego nawet nie omieszkała stwierdzić ironicznie Luna.
Kieruję się w górę rzeki, unoszę się bez obaw, niejeden skowronek mógłby mi pozazdrościć;) żeby zobaczyć ją aż po horyzont. Pode mną miasto na wzgórzu, nie pojawiają się myśli,  że braknie mi sił, nie zamartwiam się jak daleko miałbym lecieć. Nic nie liczyło się oprócz lotu.

Fabryka snów - sztuka śnienia, bajki terapeutyczne, rozwój