„Dobrotolubije”

Wracając jeszcze do podróży, padł pomysł jedziemy na Słowację…
No to pojechaliśmy, widoki , widoki, góry wszędzie góry, serpentyny, lasy i muzyka jak należy w samochodzie;) „Cud miód i powidła”.

8 godzin w samochodzie makabra;) później rajd na Katowice, aby zdąrzyć na pociąg.
Na szczęście dotarliśmy w jednym kawałku na miejsce, przede mną jeszcze 4 godziny podróży. Jadąc w góry zabrałem ze sobą” Opowieści Pielgrzyma” podróżując sercem z bohaterem książki by czas płynął „szybciej”oddawałem się lekturze.
Wtedy gdy sił prawie nie było, serce weszło w melodię myśli i pragnień, zapomnienia w modlitwie serca…

2006-10-06 11:47:59

Lemury madagaskarskie

Przez ostatni rok wiele się wydarzyło, wiele razy musiałem zapominać o sobie.
Czasami samo myślenie o sobie było jakieś obce.
Często były to rozdroża, myślałem sobie „idę na urlop i funduję sobie jakaś depresję, co jak inni mogą to co ja nie mogę;)?”
Ale jakoś tak mam że chyba jestem odporny na wirusa depresji, od czasu do czasu dopadnie mnie coś, ale bez długo falowych skutków.
Przyzwyczajamy się do wielu spraw w życiu, do samotności , do spokoju, czy do ciągłej pracy, każdy ma coś dla siebie;)
Jest nam z tym dobrze, nie widzimy potrzeb zmian.
W zeszłym tygodniu „zafundowano” mi wycieczkę w Beskidy, odwiedziłem dawno nie widzianego Brata.
Odwiedziliśmy dość sporą część knajp w jego mieście, wspominając o tym jak było , jak jest i jak będzie. Wspomnieliśmy potyczkę z „Pożeraczem Dusz”, zmieniłem się w opowiadacza, sam Brat później podkreślił „dobrze to mówiłeś”, niewieścia duszyczka która była z nami i słuchała tych opowieści, spojrzała na świat trochę z innej strony.
A druga niewieścia duszyczka, która wie dlaczego dałem taki tytuł, a nie inny, wie o co chodzi.
Też jestem takim lemurem madagaskarskimi czasami pustelnikowanie może poczekać;)
Z indiańskim pozdrowieniem
Masai:)

2006-10-06 10:23:20

Terminatorzy…

Płyną na falach czasu i przestrzeni
Starają się za wszelką cenę by uderzyć
Czujni na każdy Naszą chwilę, którą są w stanie dostrzec
Chcą wyprzedzić czas, zmienić jego nurt
Trzy światła są im solą w oku, choć różny ich blask
Zawołam do wszystkich serc, w których maleńkie ziarno wzrasta
Bo siła jest w jedności…

2006-09-19 12:37:48

Bliskość…

Chyba nigdy się do tego nie przyzwyczaję
Czy daleko, czy głęboko, przez ocean gwiazd
Szybciej niż jeden serca krok
Wystarczy delikatny dotyk dłoni, a imię odnajduje
Każdego, kto akurat ma wolny czas…

2006-09-19 12:01:11

Strażnicy…

Swego czasu miałem okazję spotkać kilku strażników, każdy miał inne zajęcie.
Jeden z nich był bardzo skrajny.
Strażnik VooDoo…pierwsze jego słowa to żal, że już nikt nie gra głową ludzką, coraz mniej ofiar sie składa, że nie ma obozów zagłady.
Dobrze, że te już minione czasy, jaki los potrafią zgotować sobie ludzie…

m2006-08-22 11:12:39

Gość…

Wśród setek ogrodów on wybrał Nasz.
Pręgowany Kot, które ledwo uszedł z życiem przed kimś lub przed czymś.
Złamana noga, okaleczony nos i pysk, ropa, straszny widok…
Mimo tego co go spotkało przycupnął sobie na ganku altanki, przyjmując od Nas wodę, zanurzając w niej swój pyszczek, jak na razie nie może nic jeść ale mam nadzieję że przeżyje.
Będąc tak okaleczonym, obracał główką za nami, z ciekawością, co robimy.
Denerwował się prawie cały czas, gdy ktoś zbliżał się do niego, komunikował to charkotem, miauknięcia przychodziły mu z wielkim trudem, które jeszcze bardziej ukazywały jego cierpienie.
Ciekawe czy zostanie?

2006-04-26 10:21:54

Droga Miecza…

„Stawianie na oręż jako rzecz najważniejszą w walce jest wielkim błędem – prawdziwą bronią jest człowiek”
Takuan Mistrz Zen i kenjitsu

Wiele lat spędziłem twarzą do ściany, nawet teraz nie zmieniłem tego zwyczaju, co najwyżej nie siedzę już tak blisko jak kiedyś.
Zafu brązowa okrągła poduszka od lat mi w tym towarzyszy;), ale nie o tym chciałem pisać.

Czasami mam wrażenie, że jestem jak machina wojenna, która krok po kroku jest stwarzana.
Pamiętam słowa Igora spisane na kartce, a między nimi jedno stwierdzenie z wielu „…a jego dotyk, jego głos, będzie koił jak i ranił na każdym poziomie istnienia…”
Przypomina mi się taka scena, gdy jesteśmy u „Blondi” i „Siwej” na partyjce bilarda.
Muzyka jest jakby kluczem, która uruchamia we mnie pewne mechanizmy, nazwijmy je w skrócie „uniesienia”, zauważyłem to nie raz w życiu, tak jak i wtedy w knajpie.
Tylko, że wtedy w przeciągu kilku chwil byłem w stanie włączyć się wiele razy w „uniesienia”…

Pod skrzydłem bestii zapłonie ogień
Złap mnie mocno
Nim nadejdzie podmuch szaleństwa razem wpłyniemy
W to bezgraniczne morze przemienienia…

2006-04-21 11:22:19

„De profúndis”

Słowa te usłyszałem pierwszy raz, albo inaczej poruszyły mnie one wtedy bardzo, jakieś 8 lat temu, w pewnym niewielkim kameralnym kinie w Krakowie.
Któż mógłby przypuszczać, że Słowa te staną się dla mnie tak ważne. Na tamten czas było mi do nich daleko, ale wypowiadane miały coś w sobie, co powodowało dziwne uczucie…
A teraz w mrokach nocy by odnaleźć spokój duszy…
„De profúndis clamávi ad te, Domine : Dómine, exáudi vocem meam.
Fiant aures tuae intendéntes in vocem deprecatiónis meae…”

2006-04-21 10:31:46

Ponad rok temu…

Marzec… spotkałem lub dokładniej przyszedł do mnie ten, który opisywał się jako neutralny.
Nie znał naszego języka, ale w pisany język potrafił przyswoić, więc porozmawialiśmy dłuższą chwilę.
„Do tej pory poznałeś, poznaliście tych określanych powiedzmy jako „dobrych” ale jak sam wiesz są i inni, którym w niesmak jest to, że wróciłeś i wracasz.
Zadał mi kilka pytań- gdzie Wasze wspólne modlitwy, gdzie to, gdzie tamto….?
Czas nadejdzie szybciej niż myślisz…”

Minęło kilka miesięcy, a dokładnie pół roku, zaangażowałaś się wtedy w pewną sprawę o której już pisałem wcześniej „To nie Twoja wojna…”
Obiecałem, że nie będę się czepiał, choć zdarzało się , gdyby nie uczucie, nadzieja, cierpliwość to pożarlibyśmy się na śniadanie.
Najgorsze była bezradność, widzisz co się dzieje i nie możesz nic zrobić, nie możesz powstrzymać całego procesu. Nie raz nawet mieliśmy rozmowę o tym, że nie mogę tylko patrzeć i choćbym miał czołgać się po ziemi, chciałem wziąć to na siebie.
Ale widocznie na ten czas nie mogłem, nawet pojawił się nieznajomy „głos” mówiący „nie czas Masai, nie czas, nie pragnij jeszcze tego”.

Przez ten cały czas miałem „przyjemność” poznać pewne wyjątkowe osoby, cokolwiek by przez to nie rozumieć…
Z niektórymi rozmowy były proste, bo oni nie chcieli rozmawiać, a ja nie miałem zamiaru rozmową ich zabawiać, szybko się w tej kwestii zrozumieliśmy, a niektórzy byli inni…
Jednym z nich był mały rozwydrzony maluch (nie będę się tutaj wyrażał), któremu z chęcią bym przysmażył pięty, ale obiecałem jego Ciotce, że nawet nie będę go wypytywał za dużo…
Chwalił się on i pysznił, jaki to on nie jest zdolny, a jakiego ma Wujka, „…jacy Ci ludzie są głupi, że myślą, że mają mojego Wujka na swoje usługi, Wujek im pokaże…”
Gdy dostrzegł, że chce porozmawiać ze mną jego Ciocia pierzchnął grzecznie, jak dobrze wychowany chłopczyk.
Ale fakt faktem mało jest takich, którzy nie boją się jego Cioci.
Ciocia, Ta Która Druga Zeszła z Nieba, podzieliła się ze mną kilkoma radami na tyle ile mogła, opowiedziała mi o Początkach, swoich rozterkach, dodała mi trochę otuchy.
Jej serce jest rozdarte, ale jak sama mówiła dokonała wyboru, choć po czasie zaczęła dostrzegać prawdziwy jego obraz. Odchodząc zostawiła mi pewne imię, abym się zwrócił do tej osoby gdy będzie naprawdę źle, ona przedrze się przez zasieki wroga.

Żadne słowo nie odda tego co Ty przeżywałaś, żadne słowo nie odda. Każde z nas prowadziło jakąś walkę…
By wygrać weszłaś starą drogę, starych praw, dostrzegłaś kto naprawdę rozdaje karty w tej grze, ale ostatnio sytuacja zaczęła się zmieniać. Ci którzy przestrzegają prawa, jakby zapomnieli o nim. Zwróciłaś się więc do Sędziego Cieni o opinie w tej sprawie…

2006-04-16 15:21:38

Rodzina…

Junior pseudonim roboczy w sztuce: Izraelek.
Jego siostra dla potrzeb sztuki: Salomea.
Ich brat Szymek, który z reguły nie bierze udziały w rozgrywkach rodzeństwa.
Mama to mama.
Tata to tata.
Izralelek jak go wujek Tomek określił to iskra, która spokojnie nie może usiedzieć na jednym miejscu, wszędzie go pełno, wszystkich zna i wszyscy go znają.
Mimo swojego wieku robi „biznesa” z wujkiem, swego czasu zapuścił się sam na „Targ Wszechświata” za co zebrał później burę.
Małego trafia jak jego siostra bawi się jego zabawkami, wtedy idą do boju języki, jedno nie jest dłużne drugiemu. Ile razy Tata musiał rozdzielać to kłębowisko przeciwnych poglądów;)
Kiedy kobiety łapią ryby Izraelek z Tatą, idzie poznawać okolicę.
Salomea dusza artystyczna, tworzy obrazy swojej wyobraźni, często grywa z ojcem w strategiczne gry. Drżyjcie mężczyźni, nadchodzi zagłada;) Salomea niejedno męskie serce skruszy. Mała kobietka często wpakowuje się w problemy, wtedy z odsieczą przybywają Rodzice.
Szymek ulubieniec cioci Enigmy, doświadczony przez życie maluch, lubi bawić się żołnierzykami i ma swój gust wyrobiony co do gier komputerowych.
No i oczywiście nie można zapomnieć o psie, Falkor ulubieniec całej Rodzinki.
Jest jeszcze Szekspir rozpieszczone kocisko, które z głową Rodziny niezbyt dobrze żyje, ale jak nikt nie widzi to odnajdują wspólny język:)
To krótkie przedstawienie nie odda całego domowego klimatu, ale poznaliście już w wielkim skrócie Naszą kochaną Trójkę.

2006-04-10 11:29:03

Dawno, dawno temu…był sobie Bonus ;)

Kiedyś gram sobie w strategię czasu rzeczywistego
Mam do obrony pewien wąwóz, gdyby już mi się to udało, czeka mnie kolejne zadanie zdobyć Bramę, która jest drogą na następny poziom.
Niby mały „pikuś”, ale na wąwóz w trybie prawie natychmiastowym „przybiega” nieprzebrana banda zanim ja zdarzę postawić gdzie trzeba łuczników, jak wyślę zwiadowców do Bramy aby sprawdzić jak tam ma się sytuacja, okazuje się że wrogowie płyną niekończącą się rzeką.
Sprawdzam różne strategie a tu nic, jakby algorytm programu zaciął się i pracował na korzyść komputera;)
W pewnym momencie przychodzi do mnie gość ten z Mrocznych, już nie pamiętam dokładnie o czym rozmawialiśmy, ale pamiętam jedno „…uuu już wiem, dlaczego Ci tak źle idzie, z tą walką, nie wiesz z kim walczysz…ciekawe czy nadepnąłeś komuś na odcisk (tu lekko się uśmiechnął)i zwiał.
No to ja dalej do boju, wjechał mi na ambicję:)
To imię zatarło się w mojej pamięci, ale wiem że jest siostrą przeciwnika, który mnie wtedy sprawdzał-testował. Rozmawialiśmy o jej pracy i razem ustawialiśmy walkę tak jak trzeba, co na pewno było w niesmak braciszkowi. Rzeka wrogów po kilku potyczkach opadła i udało nam się zdobyć główne cele. Moja rozmówczyni była Uzdrowicielką.
W trakcie dowiedziałem się co nieco o polityce, która często miała wpływ na jej pracę co na pozór nie powinno mieć w ogóle miejsca. Test zaliczony.

Talenty śpią ukryte
Przyjdzie moment, że wypłyną
Dotyk otworzy im drogę
Odległość przestanie istnieć
Myślisz Jesteś tam
Oszukując czas i przestrzeń, ale nie
Serce…

2006-04-04 22:54:00

Sinobrody

Upłynęło ponad pół roku od naszego rozstania, kawał czasu, a dokładnie 7 miesięcy i jeden dzień od Twojej śmierci.
Właśnie słucham Twoich ulubionych kawałków i jeszcze mocniej uzmysławiam sobie ile planów przed nami do zrealizowania…
Mam nadzieję że nie szwendasz się po różnych dziurach za często i masz na mnie oko.
Dotarły do mnie wieści kilka miesięcy temu, że pewno pragnienie uwięziło Cię pomiędzy, jeśli nic się nie zmieniło to sam wybiorę się do Ciebie i skopię Ci ten suchy tyłek, a później pójdziemy na piwo.
Wciąż uśmiechasz się żywy w mej pamięci i tak pozostanie.

Wspomnienia

…współpracy, walk, ucieczek, skradania, takie to były widocznie czasy, a gdzieś pomiędzy tym obserwowałem w swobodnym locie przemarsz grupy wojowników, przypominali spiżowe posągi pokryte pustynnym piaskiem.
Ceglany kolor z pustynną żółcią tworzyły na ich ciałach bojowe ornamenty.
Każdy z nich rozsiewał wokół siebie śmierć, sam ich widok budził popłoch i przerażenie, mało kto mógł ich oglądać i zachować swoje życie.

Wrzaskliwa masarka

Potężny gmach, szerokie schody i korytarze, w niemieckim stylu.
Na schodach dostrzegam sunącą niczym duch długowłosą kobietę, unosiła się tuż nad schodami, nie stawiając kroku.
Wszystko było przesiąknięte jej krzykiem, każdy kto za długo przebywał by w jej domenie przypłaciłby to szaleństwem.
Smaczku dodawało to że miała zaszyte oczy, zszedłem za nią, kierując się w dół schodów.
Trafiłem chyba do jej spiżarni, gdzie mogłem sobie swobodnie powybierać mięso, mogłem wziąć trzy kawałki. Właścicielka stała obok nie przestając rozsiewać atmosfery szaleństwa i krzyku.
Mięso odrzucało mnie swoim zapachem , musiało leżeć tutaj długi kawał czasu, nie wiem kto by gustował w takim nadpsutym mięsiwie.

Wybrałem 2 kawałki, wybierając trzeci, moja rozmówczyni podeszła do mnie i sama pomogła mi wybrać, rzucając mi odpowiedni kawałek, który był jaśniejszy od dwóch poprzednich.
Wziąłem co miałem wziąć i zaczynałem się zbierać, gospodyni poszła za mną, niejeden horror jest bladym odbiciem tej atmosfery i krzyku który wibrował i przenikał do szpiku kości.

Przy wyjściu miałem chwilowe problemy, dwuskrzydłowe drzwi stare i ciężkie raczej nie często były używane, stawiły mi chwilowy opór. Była to ostatnia chwila na spojrzenie na budynek i na odczucie wszechogarniającego krzyku i szaleństwa.

Potęga medytacji

Obszerny fragment wywiadu dla „La Vanguardia” udzielonego przez Are Holena, norweskiego eksperta od stresu pourazowego. (http://portalwiedzy.onet.pl/4868,11116,1608225,1,czasopisma.html)
Zacząłem praktykować jogę i medytację w wieku 16 lat; rok wcześniej zachorował mój ojciec, również lekarz. Medytacja pozwoliła mi nawiązać kontakt z moim wnętrzem, zrozumieć własne emocje. To było fascynujące doświadczenie z egzystencjalnego punktu widzenia.
Czytaj dalej Potęga medytacji

Czym skorupka za młodu nasiąknie…

Człowiek o racjonalnym umyśle, intelektualista, nigdy nie da się opanować wybuchom emocji, nie straci panowania nad sobą. Jako przykład niech tu posłuży ojciec (równie dobrze może to być matka), który ukarał syna wyrażającego złość tygodniowym szlabanem. Kara była nieadekwatna do przewinienia, nieproporcjonalna do zachowania chłopca.
„Osoba, chcąca zachować się racjonalnie lecz nie mająca dostępu do własnych emocji, będzie czasami zachowywała się nieprzewidywalnie.”

Człowiek ten nie był świadomy własnej złości, która wpływała na jego metody wychowawcze i sprowokowała reakcję nadmiernie surową. Powinien był znaleźć dostęp do własnych emocji, zamiast w sposób niekontrolowany przerzucać je na dziecko, czy osobę słabszą od niego.

W okresie, gdy formowana jest osobowość, dziecko uczy się zachowań, wyrażania emocji i uczuć w pierwszym rzędzie od domowników i środowiska, w którym się wychowuje. To, jak dorośli reagują na spontanicznie wyrażane emocje i uczucia swoich pociech, kształtuje ich osobowość i zachowania, które ujawnią się w życiu dorosłego człowieka.

Jeżeli dziecko widzi, jak zachowują się rodzice wobec siebie, jak skaczą sobie do oczu o wszystko, jak jedno drugiego upokarza i poniża – nierzadko w obecności pozostałych członków rodziny, czy znajomych, jeśli nie kontrolują gwałtownych emocji wobec siebie, dziecko bardzo szybko przyswoi te wzorce i zastosuje je na ulicy czy w szkole, ponieważ w domu nikt nie pozwoli mu na takie zachowanie. Będzie się bał ataku ze strony silniejszego, w tym wypadku rodzica, ponieważ szybko będzie ukrócone takie zachowanie. Po wyjściu z domu gdzieś tą wściekłość na domowe autorytety trzeba odreagować, więc gnębi się słabszych, zadźga nożem obcego człowieka lub skopie bezbronnego – do utraty przez niego zdrowia, a często i życia.
Wściekłość i nienawiść to uczucia, których nie potrafimy wyrażać w sposób bezpieczny i korzystny dla wszystkich. Boimy się ich, dlatego je tłamsimy w sobie. Są to uczucia, które też – a może przede wszystkim – powinny być wyrażane a nie tłumione, wyrażane w sposób bezpieczny, nie powodujący utratę kontroli nad sobą.

Dorośli i media robią dużo wrzawy wobec bestialstwa małoletnich, ale mało kto będzie zastanawiał się, skąd w młodym człowieku tyle gwałtowności i skłonności do stosowania przemocy wobec innych. Widzimy SKUTEK wychowania, nie zadając sobie trudu dotarcia do PRZYCZYN – na przyczynę jesteśmy ślepi. I koło się zamyka – agresywni rodzice wychowują agresywne lub zniszczone psychicznie dzieci, rezultatem jest spłeczeństwo akceptujące taki stan lub bojące się cokolwiek zmienić. Wszak to rodzice świecą odpowiednim przykładem.
Zauważam aż nazbyt dokładnie, że rodzice też kiedyś byli dziećmi, tak samo jak dzieci kiedyś w przyszłości będą rodzicami. Co otrzymujemy na starcie życia, w przyszłości będzie przekazane młodszym pokoleniom, wzbogacone o własne doświadczenia wyniesione z domu i środowiska, w którym przyszło nam się wychowywać.

Rodzice i szkoły oskarżają się wzajemnie o brak u młodych ludzi społecznych zachowań. Kiedyś matka poświęcała swoim pociechom odpowiednią ilość uwagi i zainteresowania, dziś nikt nie ma na to czasu. W trosce o byt i zapewnienie odpowiedniego statusu materialnego, poświęca się dzieci oddając je do całodobowych żłobków, przedszkoli, szkół, cedując na bezosobowych instytucjach odpowiedzialność za kształtowanie osobowości dziecka w najważniejszym dla niego okresie rozwoju – od urodzenia do 14 roku życia.
To rodzice i środowisko rodzinne kładą podwaliny pod dojrzałą osobowość w przyszłości, kształtują emocje i uczucia, wyrażanie ich w gronie rówieśników czy w zachowaniach społecznych. Szkoła ma za zadanie rozwijać intelektualnie i pomóc w rozwoju tego, co dziecko otrzymało w rodzinie jako podstawę. Co można rozwinąć nie mając podstaw?

Jeżeli w rodzinie wyrazem miłości i troski są agresywne zachowania rodziców, przemoc wobec współpartnera, wzajemne wykorzystywanie, lub wykorzystywanie dzieci do zaspokajania własnych oczekiwań, pragnień czy potrzeb, jaką osobowość będzie mieć młody człowiek gdy dorośnie, jakie wzorce będzie stosował w swoim życiu?

Kilka lat wstecz obserwowałam parę psów. On, zwykły mały kundelek, Ona – schorowana wilczurka. Byłam zszokowana, jak tych dwoje zwierząt okazywało sobie ciepło i troskę. Kiedy Ona oszczeniła się, bo jakiś barbarzyńca nie bacząc na jej stan zdrowotny, dopuścił ją do sparowania się z innym wilczurem, On, mały kundel, podsuwał jej pod nos co smaczniejsze kąski, zgarniał i znosił rozłażące się po podwórzu szczenięta. Suka zdechła, pies dostawał szału z rozpaczy. To były tylko zwierzęta…

Trening domowy

Kiedy byliśmy dziećmi, utwierdzano nas w przekonaniu, że kochanie i troska o siebie jest egoizmem, czymś niewłaściwym i złym. Żeby zrozumieć siebie, trzeba najpierw zacząć kochać siebie zdrową miłością. Jeśli potrafisz kochać i troszczyć się o siebie, będziesz umieć kochać i troszczyć się o innych – nie w narcystyczny sposób, nie na zasadzie podporządkowywania sobie innych, nie na zasadzie tłamszenia i zaborczości. Będziesz umiał dzielić się wspólnie tworzoną przestrzenią życiową, którą tworzyć będziesz z współpartnerem, będziesz z empatią spoglądał na wszystko, co cię otacza. I tak będziesz działał.

Dorastając, uczymy się blokować i nie wyrażać własnych emocji. Są one skutecznie blokowane przez naszych rodziców. Zilustruję to przykładem.
Wracając któregoś dnia do domu, widzę trzyletniego malucha jak z wielką radością wpada w kałużę i tapla się w błocie pośniegowym. Matka już z daleka wrzeszczy, że go zbije. Malec przerażony drętwieje ze strachu, nie rozumiejąc dlaczego zabawa wywołała tak gwałtowną reakcję mamy. Spontaniczna radość została zablokowana w ułamku sekundy. Ten niby drobny, nic nie znaczący epizod zostanie zakodowany w dziecięcym umyśle, by w dorosłym wieku z taką samą wściekłością reagować na spontaniczność we własnej rodzinie. Każdą emocję czy sposób wyrażania uczuć, które mu się nie spodobają, napiętnuje okrucieństwem przekazanym mu przez rodziców.
Niewielu ludzi potrafi wyrażać swoje silne emocje w sposób nie krzywdzący innych.

Następny przykład. Dziecko zmoczyło majteczki. Jest zdziwione i zaskoczone tym, co mu się przydarzyło. Matka ze złością rozwrzeszczała się, że nie będzie mu co chwilę zmieniała bieliznę, a za karę będzie tak długo siedział na nocniku, aż nauczy się z niego korzystać. Dziecko, przerażone reakcją matki rozpłakało się, co jeszcze bardziej doprowadziło ją do wybuchowej reakcji na płacz. Zagroziła, że jak malec będzie dalej płakać, to go zbije i wtedy będzie mieć powód do płaczu.
Czy nauka pod wpływem strachu jest korzystna dla dziecka? Czy na takie lub podobne sytuacje w przyszłości będzie reagować z miłością, czy z wściekłością będzie „tresować” członków swojej rodziny?

Ojciec z dorastającym synem razem majsterkują. W zasadzie to ojciec popisuje się przed synem, co i jak ma robić. Kiedy chłopiec próbuje zrobić coś po swojemu, albo stawia pytania, ojciec z ironią spogląda na syna i wytyka mu, że nic nie potrafi zrobić porządnie… Chłopiec dorasta, staje się mężczyzną, zakłada rodzinę, którą traktuje w identyczny sposób, w jaki był sam traktowany.
Toksyczne zachowania nieświadomie przekazujemy z pokolenia na pokolenie. W dniu dzisiejszym widać efekty czarnej, toksycznej pedagogiki.

Cierpliwość i rozmowa tworzy więzi między rodzicami i dziećmi. Agresywne zachowania dorosłych będą budzić agresywne zachowania w młodszym pokoleniu. To, czego nie pozwolono w bezpieczny sposób odregaować w domu, bo nikt tego nie nauczył, będzie, bez udziału świadomości, projektowane* poza domem, a później odciśnie piętno na więziach międzyludzkich, na zrujnowanym własnym życiu.
Stosowanie przepisów, nakazów czy zakazów zawsze wywoła odwrotny skutek. „I co mi zrobisz, jak mnie złapiesz!?”. Trening wyniesiony był z domu, lecz tego nikt nie chce zauważyć! Widzi się tylko SKUTEK, na PRZYCZYNĘ tego zjawiska jesteśmy ślepi, bo obarczy to winą nietykalnych rodziców, a tego, ze strachu przed nimi, nie możemy zrobić.
Wygodniej jest obciążyć człowieka dopuszczającego się przestępstw, niż oddać odpowiedzialność rodzicom, którzy wykształcili w tym człowieku taką osobowość – osobowość przestępcy.

Nikt nie rodzi się przestępcą, pedofilem, gwałcicielem, odludkiem, nieśmiałym czy bezczelnym człowiekiem. Cechy te kształtowane były w dziecku przez nieświadomych rodziców. To, co było przekazane przez nich ujawni się w późniejszym czasie, w życiu dorosłego człowieka, który wyprojektuje na innych wszystkie swoje braki.
Powtarzaniem zachowań wyniesionych z domu tworzymy relacje międzyludzkie. To my nadajemy im znaczenie – dobre lub złe – w codziennym życiu.

——————-

* projekcja – w psychologii jest to 'mechanizm obronny osobowości, polegający na przypisywaniu innym własnych, negatywnych, nieakceptowanych uczuć, pragnień, myśli, motywów itp.’ (A. Markowski i R. Pawelec: „Wielki słownik wyrazów obcych i trudnych”. Wydawnictwo WILGA, Warszawa 2001)

Emocje i uczucia

W jaki sposób dwoje ludzi może zbudować naprawdę bliską więź, jeśli nie potrafią dzielić się swoimi emocjami i odczuciami? A przecież służą one komunikowaniu tego, co w danej chwili dzieje się w naszym wnętrzu, a nie jako środek do wymuszania czegokolwiek na innych.

Nauczono nas tłumić wszelkie emocje, lecz nie nauczono wyrażania ich w sposób, który przyniósłby lepsze rozumienie siebie i drugiego człowieka. Nie potrafimy rozmawiać o swoich odczuciach z poziomu „ja”, nie chcemy o nich rozmawiać utwierdzając się w przekonaniu, że są oznaką słabości.

Wielu z nas nie potrafi okazać radości, bo wszelkie okazywanie emocji i uczuć tłumią w zarodku nawet nie zdając sobie z tego sprawy.
„Nie pokazywać co – i w jaki sposób – czuję, bo narażę się na niebezpieczeństwo!” Zastanów się, skąd wziął się u ciebie taki pogląd? Przypomnij sobie, kto wymuszał na tobie tłumienie wyrażania jakichkolwiek emocji, nie tylko radości czy złości?
„Za bardzo to ty się nie ciesz, bo za chwilę dam ci powód do płaczu!” Z czyich ust najczęściej padały te lub podobne słowa? Kto niszczył każdą emocję i odczucie poddając w wątpliwość ich zasadność?
„No i z czego się cieszysz? to jeszcze nie powód do radości, bo: za mało się starałeś… mogłeś to zrobić lepiej… jesteś za głupi, żeby to dobrze wykonać…” Przed kim musiałeś ukrywać czy wręcz tłumić wszelkie odczucia, żeby nie narazić się na krytykę, nie wywołać gwałtownej złości, która uderzyłaby w ciebie?

Nie zdajemy sobie sprawy z tego, ile osób zamieszkuje nasze wnętrze – ojciec, matka, złośliwe starsze rodzeństwo, wiecznie niezadowolony nauczyciel, zawistny kolega lub koleżanka. Ich uwewnętrznione głosy modelują naszą osobowość wpływając na nasze zachowanie czy podejmowane decyzje, na relacje w związkach czy relacje międzyludzkie w ogóle.
Ile związków rozpada się, z powodu braku umiejętności rozmawiania o swoich uczuciach czy emocjach, kiedy jedno z dwojga partnerów wybucha po jakimś czasie niczym wulkan, gdy już mu się „przeleje” przez uszy wysłuchiwanie na swój temat upokarzających czy poniżających opinii?

Często nie potrafimy otworzyć się i mówić o swoich emocjach czy uczuciach, żeby znaleźć wspólnie kompromis, satysfakcjonujący obie strony. Najprościej jest wykrzyczeć w twarz – to twoja wina! Bo jesteśmy święcie przekonani o własnej nieomylności i – jak Pawlak z granatem w dłoni – bronimy swoich racji niczym dzikie zwierzę. A może czasem warto spuścić z tonu i wczuć się w swojego partnera? Tylko że bardzo często mamy za sztywne karki, żeby schylić głowę, lub zbyt kurczowo trzymamy się roli władcy, żeby choć na chwilę zejść z piedestału, który wywalczyliśmy dla siebie.

Docierając do stłumionych emocji i uczuć zaczynamy lepiej rozumieć siebie i innych. Zmieniamy spojrzenie na wiele spraw, które do tej pory wydawały nam się nie do pokonania. Zaczynamy je kontrolować a nie one nas. Świadomie wyrażamy własne odczucia, które z nas wypływają lecz nie są już automatyczną reakcją, wyuczoną przez kogoś z naszej przeszłości. Zaczynamy wykorzystywać je w czasie teraźniejszym, przyjmując odpowiedzialność za to, co z nas wypływa. Będąc świadomym swoich uczuć i emocji nie negujemy już ich i nie poddajemy bezwiednie ich władzy.

Tłumienie emocji to przekazanie im kontroli nad sobą. Im bardziej się złościsz, tym bardziej druga osoba wycofuje się i zamyka w sobie.
Kiedy mówisz: „złoszczę się, bo…”, „jestem zły, kiedy…”, „budzi to we mnie…”, oznajmiasz co czujesz, jakie emocje są w tobie pobudzane w danej chwili, ale nie odpowiadasz agresywnym działaniem w stosunku do osoby, która wywołała w tobie takie a nie inne odczucia. Szkoda tylko, że bardzo często takie stwierdzenia są wykorzystywane, by rozjuszyć i sprowokować do walki, żeby się odegrać. Jak u Pawlaka – racja musi być po mojej stronie!

Przeciwnik

Pojawił się poprzez bliską mi osobę, ten sposób pojawienia znamionuje dla mnie z reguły wroga, który chce w ten sposób ukryć swoją naturę.
Gdy spotkałem go kilkanaście dni wcześniej, wtedy całkowicie inaczej wyglądało nasze spotkanie, na tamten czas chciał rozpoznać kim jestem i czego może się spodziewać.
Pokazał mi swoją twarz, która zmieniała się w zależności od jego woli, kształtował swoje ciało tak jak chciał.
Transformująca się twarz była ozdobiona charakterystycznym tatuażem, wszystkie te szczegóły były dla mnie wskazówką z kim prawdopodobnie mam przyjemność.

Tak jak pisałem wcześniej nasze pierwsze spotkanie przebiegało w pokojowych warunkach, przedstawił mi wtedy swoją ofertę, ukazał mi że ma nieograniczony dostęp do ludzi i ich przyjemności seksualnej, z której czerpał tak jak chciał.
Pokazał mi obrazy,w których różne pary mówiąc kolokwialnie były jego „bateryjkami”, dając do zrozumienia że jest gotów się ze mną tym wszystkim podzielić.

Spotkanie dzisiejszej nocy miało już inny przebieg…
Zobaczyłem go stojącego pod oknem, dzieliła nas odległość kilku metrów, zapytałem się go kim jesteś, z ironia odpowiedział „Przecież wiesz”.
Te słowa były dla mnie impulsem, stojąc na progu chciałem podbiec do niego, wyprostował dłoń wypowiadając słowa „Nie zbliżaj się do mnie”.

Sądziłem, że to tylko pozory ale faktycznie jego wola nie pozwalała mi się do niego zbliżyć.
Nie ustępowałem powtarzając sobie w duchu, że nie walczę tylko swoją siła, że prawdziwa siła płynie od Stwórcy.
Jego wola osłabła, albo moja siła wzrosła…
Okrążałem go, byłem coraz bliżej, w pewnym momencie ścisnąłem go, unieruchomiony nie mógł zrobić kroku, a je nie mogąc się pohamować, pełen przekory ugryzłem go w ucho, chcąc dać mu do zrozumienia, że ja też mogę się tobą zabawić.
Ciekawe jak będzie wyglądać nasze kolejne spotkanie…

Fabryka snów - sztuka śnienia, bajki terapeutyczne, rozwój