„Zwykła świadomość jest drogą” Nansen Fugen

Każdy szuka szczęścia, spokoju, spełnienia.
Jeden się modli, drugi medytuje, trzeci uważa, że jest ponad to, jak to się mówi „korzysta z życia”.
Ci, którzy się modlą czy medytują, poświęcają lwią część swojego życia na te praktyki, które w mniejszym lub większym stopniu, mają wpływ na ich życie wewnętrzne, co się przekłada na to, jakimi są ludźmi.
Cisza może dawać siłę, a co wtedy, gdy jesteśmy „wspaniałymi” ludźmi tylko na czas modlitwy=medytacji, jeśli nie dostrzeżemy tej chwilowości naszego postępowania, będziemy gorsi od Syzyfa.
Czytaj dalej „Zwykła świadomość jest drogą” Nansen Fugen

Poszukiwanie siebie

Przychodzą momenty w naszym życiu, że czegoś szukamy, nie wiemy, czego, ale wciąż szukamy. Odczuwamy bliżej nieokreślony niepokój, nie możemy znaleźć swojego miejsca w życiu. Sprawdzamy różne miejsca, rozmawiamy z ludźmi, czytamy książki i szukamy odpowiedzi na nie wyartykułowanie pytania, jakie w nas się kłębią.

Przystajemy przy filozofii takiej czy innej, a może bardziej odpowiada nam religia, może inny system podejścia do życia lub śmierci, nie możemy się zdecydować. Jest jakiś przebłysk, wydaje nam się to jest właśnie to, że tego szukaliśmy i zaczynamy chodzić koło naszego wyboru. Analizujemy, obracamy w różnych kierunkach, rozmawiamy z innymi, którzy wybrali podobnie, a może w ogóle nie rozmawiamy, nie analizujemy ot po prostu, wiemy, że to jest dobry wybór, albo…Nie mogąc samemu zdecydować, oddajemy decyzję innym o naszych wyborach, pozwalamy się urabiać i wprowadzać w „wybór”, myśląc później, że dobrze wybraliśmy.

Ilu z nas tak naprawdę wybiera, z pełną świadomością i uważnością działania. Zastanawiałeś się kiedyś nad tym? Wielu z nas szuka i być może znajduje, a ilu jest takich, którzy znajdują, a zarazem gubią się w tym, co odnaleźli. Mogą tu działać różne czynniki, nie starczyłoby miejsca na wypisanie wszystkich. Staramy się spełniać określone warunki i zasady naszych „wyborów”, bardzo często nakładany na to nasze „filtry” postrzegania, uważając ze sami wiemy najlepiej jak nikt inny. Oburzamy się jak ktoś nam wskaże pewne niuanse naszego postępowania, które na pozór wydają się nam do przyjęcia, a prowadzą nas na manowce.

Uważność sztuką jest nie lada, być zdecydowanym, a zarazem niezagubionym…

Ja – Kobieta…

Poranna pobudka, poranne śniadanie, poranny prysznic. Ależ STOP! Najpierw plemnik i jajeczko, później dwie komórki, potem cały ich szereg aż wreszcie płód. Powoli doroślej, najpierw w beciku prawie bezgłośnie.

Stopniowo coraz większa. Poprzez raczkowanie, siedzenie, pierwsze zupki, stawanie chodzenie, przedszkolne zabawy, niewinne całusy, szkolne ławki, radosne walentynki, pierwsze miesiączki, zarumienione wyznania, miłostki, miłości, samodzielne wakacje, rozkoszne uniesienia, studia, pracę, erotyczne poznanie siebie, własne raczkujące maleństwa, a może ich brak, męża czasem nieznośnego, a może i jego brak, po starość zezłoconą liśćmi klonów z dziecięcych marzeń i wianuszkiem wnucząt, choć może z piątym kotem i dziesiątym psem na dywanie.

Powolna droga pełna rozkrzyczanych bilboardów. Ogarniające zewsząd figury coraz to młodszych starych aktorek, coraz to chudszych obcych, lecz idealnych ciał. Magazyny spoglądające groźnymi oczyma, szepczące „Ty też musisz taka być”.

Od rana do wieczora, od urodzenia aż do śmierci, od początku do samego końca idealna kobieta Matka Polka, Kobieta Sukcesu, Pracownica Miesiąca, Feministka, Piękna, Dama, Kochanka, Przyjaciółka, Dziwka i Kraina Łagodności. Jedno ciało, a tak wiele dusz. Wszystko razem zmieszane, wstrząśnięte, zarumienione hormonami, zakrapiane burzą uczuć podane na talerzu wymagań. Rozkłada to Ono swe serce ciągle na nowo, by większość krytyki odebrać jako haniebny niszczycielski cios, by obrazić się nakrzyczeć, a później błagać o przebaczenie. Codziennie staje nago przed lustrem stworzonym z własnych marzeń i widzi jak dużo brakuje, a mimo to nadal przemierza kolejne kilometry własnego życia.

Budzi siebie…Budzi dzieci i męża. Śniadanie, wyprawka dzieci do szkoły męża do pracy i wreszcie poranna toaleta. Zwiększony na chwilę poziom ignorancji podpowiada, że toto w lustrze nie jest wcale przemęczone sobą ani nawet paskudne…Hmmm może będzie nawet troszkę ładne w odpowiednim świetle, makijażu, stroju przy dobrej diecie….

STOP! Natłok myśli powstrzymany i można kontynuować doskonalenie. Nieliczne posiadają komfort braku męża, komfort młodości, komfort samodzielności, komfort ignorancji dla cudzych potrzeb. Ale później prawie każda ma tak samo. Praca: praca w domu, praca w biurze, praca luźna i ważniejsza, praca, praca, praca. Obiad, może dzieci, może mąż, może zakupy, może książka, może, to, a może tamto, lecz nigdy pół godzinki spokoju.

Zawsze istnieje brak idealnej ciszy, brak chwili dla porozumienia się tych wszystkich dusz w jednym ciele. Choć nawet, jeśli chwila już jest, to albo dusze skłócone, albo tęsknota za ruchem zbyt wielka. Nawet sen późniejszy od męża poprzedzony milionami obowiązków i cichymi westchnieniami.

Niezależnie od życia – kolorowego, czy szarego – podobieństwa są znaczące.

Od samego początku, od jednej komórki złączonej z plemnikiem, po ostatnią, która się już dawno rozpadła, od wschodu istnienia aż do jego zachodu każde koło się zamyka niemalże identycznie. A wewnątrz tego koła niesamowite burze, sztormy, nieprzerwane wyładowania i kolejne dusze wciąż bez ustanku się kłócące. I tylko jedno jedyne ja, które je idealnie łączy razem, spaja i zamyka ogarniając chaos w zgrane jestestwo. Ja- Kobieta.

Kanał

Spotykasz kogoś na swej drodze, z jednej strony nie wiesz, kim jest, a z drugiej sam go zaprosiłeś.
Odpowiada z uśmiechem na twoje pytania, a zarazem ukradkiem podsuwa pomysł, jak się później okazuje, pomysł nie jest oryginalny, bo wszystko jest w Tobie.
Twoim problemem jest ograniczanie samego siebie i analizowanie, zamykanie się na to wszystko, co dociera do Ciebie lub próbuje dotrzeć. Zadaj sobie pytanie cóż takiego daje Ci to zamknięcie.
Czujesz się jakbyś utkwił w zapuszczonym kanale, nie widzisz drogi przed sobą, nie możesz się cofnąć, nie możesz iść dalej.

Co Cię hamuje?

A może nic Cię nie hamuje…a nie pomyślałeś, że to Ty sam siebie hamujesz.

Wiara i zaufanie

W tym punkcie chciałbym zwrócić uwagę na pewne elementy, które wymykają się technikom, ćwiczeniom itp.
Jeśli nasze działanie dotyczące śnienia, (choć można odnieść to i do innych aspektów naszego życia) pozbawione jest wiary w samego siebie i zaufania, sami siebie ograniczamy.
Możemy wykonać nieskończoną ilość technik, ale jeśli zrobimy to bez wiary w siebie, no to tylko będziemy mieć „duży przebieg” .
Pamiętaj, jeśli chcesz się rozwijać buduj w sobie wiarę i zaufanie, a zauważysz pewien szczegół, że wszystko zacznie się w naturalny sposób układać.

10 000 rzeczy, które mogą nam przeszkodzić w medytacji

Inna wersja tego tytułu może brzmieć 10 000 tysięcy rzeczy, które mogą nas rozpraszać w medytacji. Zbiorowisko najprzeróżniejszych elementów robiących wszystko aby osiągnąć swoje cele, czyli odwieść nas od założonego celu.
Powiedzmy, że wybraliśmy jakąś medytację czy inny sposób aby zanurzyć się w ciszę.
Załóżmy, że od jakiegoś już czasu staramy się robić wszystko jak najlepiej, może być to pierwszy raz, a równie dobrze któryś z kolei.
Czytaj dalej 10 000 rzeczy, które mogą nam przeszkodzić w medytacji

Zmiana przyzwyczajeń

Z wielu przyzwyczajeń będzie trzeba zrezygnować, choćby nie wiem jak byłoby Ci dobrze z tym przyzwyczajeniem. Nie ma co ukrywać człowiek do zdolna istotka pod tym względem. Bardzo skutecznie swoim postępowaniem, sposobem myślenia, zbiera w sobie wiele niepotrzebnych rzeczy, np. schematyczne sposoby zachowania czy myślenia.
Wszystko to pomaga mu skutecznie odgrodzić się skorupą, która nad wyraz skutecznie oddziela go od samego siebie i reszty świata.
Z reguły ciężko jest samemu dostrzec co należy zmienić, jak to zrobić, a dochodzą jeszcze nieuświadomione „schematy”, ale od czego są rozmowy.
Uznasz, że chcesz coś z tym zrobić, na dole strony jest email.
Na pozór nasze zachowanie może wydawać się nieznaczącym elementem, to gra pozorów bo właśnie te niby nic nie znaczące szczegóły grają dużą role w naszej stabilności i poukładaniu.
Praca z nimi jest milowym krokiem do poznania samego siebie.

Intuicja

Tak było kiedyś
 
Tsitsistas…
Życie jego świadectwem i pokojem.
Śmierć jego zmartwychwstaniem ducha.
Przeznaczeniem – odkrycie człowieka.
Wszystko jednak jest jego siłą woli.

Ot tak po prostu wczoraj…rzadko korzystam z tej możliwości, czasami jak chcę czegoś się dowiedzieć, uwalniam wolę i stawiam pytanie.
Pytanie które dotyczyło mojego „podopiecznego” kumpla.
Krótka chwila, -O witaj cieszę się że już nabrałeś takiej wprawy w „wołaniu” nas.
Rozmowa przyniosła wyjaśnienie, przy okazji dowiedziałem się trochę o sobie co mnie wprawiło w lekką konsternację.

Jak się określić się nie określając
Jak przekroczyć wszystkie swoje przekonania, to kim się jest i być ponad  
Przejść Wschód i Zachód i to co nieświadome
Iść dalej

Ostatnie dwa słowa przypominają mi pewne zdarzenie…
Pewnego lata pośrodku pół i łąk, w małej chatce i jeszcze mniejszej kuchni
Nocą…
Dlaczego dajesz mi wizję?
Ja?
Tak Ty.
Jeśli tak to co widzisz?
Uratujesz wielu, widzę płonącą górę, wchodzisz w jej wnętrze
Przechodzisz ją i wciąz idziesz przed siebie

Zaskoczenie


Stara kamienica, mieszkanie skryte w półmroku, za oknem przemyka popołudniowe słońce.
Naprzeciwko siebie stoi dwóch mężczyzn, jeden z nich trzyma w dłoni „zdjęcie”, obraz przedstawia poszukiwanego mężczyznę, który stoi tuż obok skryty w półmroku.
Mężczyzna wpatruje się w nie, zarazem lustruje otoczenie, nikogo nie dostrzega.
Ukryty maskuje się jeszcze bardziej, zmieniając swoją postać opada na podłogę, stając się
2-wymiarowym obrazem-cieniem.
Poszukujący nikogo nie znajdując odwraca się i powoli wychodzi z mieszkania przemierzając wyjątkowo długi przedpokój.
Tuż za nim po podłodze sunie cień-obraz, mężczyzna niczego nie podejrzewa, spokojnie zamyka za sobą drzwi.
Cień przechodzi z podłogi do swojej wcześniejszej postaci, staje przed drzwiami, zerka przez „judasz”, sprawdzając czy już jest bezpieczny.
Bezgłośnie jakby z nikąd staje w tym momencie za nim inny mężczyzna, o krótkich szarych włosach i stalowo białych oczach.
Delikwent śmiertelnie przerażony podskakuje jakby sam Diabeł stanął za jego plecami…

Bezwietrzny port

Widziałem dwa żaglowce dokujące w porcie…
Pierwszy był zwrotny, w czarnych kolorach, zbudowany z materiałów „gorszej” jakości. Jego nazwa mogła brzmieć „chytry jak lis”.
Drugi zaś przewyższał pierwszego pod każdym względem, wielkością żagli, długością pokładu, był ogromną bielą pełną majestatu.
Przy próbie wypłynięcia z portu, okazało się, że jest to niemożliwe czy to z braku wiatru, czy poziomu wody w porcie.
Żaglowce zmieniły się w ciężarówki, woda nie nakrywała nawet kół, lepiej widoczny był dla mnie biały żaglowiec-ciężarówka, który jechał po lewej stronie. Drugi też był widoczny ale jakby tuż na skraju mojego widzenia. Obydwa zmierzały do granic portu, którym była symboliczna linia gdzie kończyła się„płytkość”, a poza nią była już tylko „głębia”.
Odnosiłem wrażenie jakbym nie tylko ja je obserwował, wyczuwało się napięcie jak to się wszystko skończy, czy im się uda.
Po przekroczeniu „granicy” wskoczyły w „głębię”, żywioły morza przyjęły je do siebie, pojawił się ogromny wir, przesunął się wzdłuż „granicy”, pozostało tylko oczekiwanie.
Nagle pojawił się jeszcze większy wir, tak jakby morze miało wypluć ich z siebie, kotłująca woda uniosła się w górę…
Nie dostrzegłem najmniejszego śladu po żaglowcach, pozostało już tylko wzburzone morze.

Gdzie mnie nie poniesie…

Niedawno

Jechałem samochodem, z przewodnikiem,
przez strumienie, kamienie i inne nierówności terenu. Przejeżdżając przez rzekę obawiałem
się że samochód odmówi posłuszeństwa, poziom wody
był dość wysoki, ale co tam maszynka dzielnie przedarła się na
drugą stronę. Mieliśmy odwiedzić kogoś w tej
głuszy, ale nic z tego, przewodnik dostał wiadomość i jedziemy w
przeciwną stronę, droga wiedzie przez malownicze tereny, za oknem
dostrzegam bardzo oryginalne budowle. Dojeżdżamy na miejsce,
okazuje się że czeka na mnie kilku mężczyzn, którzy chcą
ze mną porozmawiać. Wnioskuję, że są stróżami prawa, ale
posturą nie grzeszą, widocznie mają inne atuty, lub jeszcze co
innego. Podczas rozmów okazuje się , że zależ im abym ich
skontaktował z pewną „komórką”, jednostką do zadań
specjalnych. W pewnym momencie pokazują mi
zdjęcie-obraz, wszystko jest przedstawione w zielonej poświacie,
zdobione roślinnymi elementami, dostrzegam główki dzieci
ułożone w kształcie klepsydry, na samym szczycie znajdowała się
głowa dorosłego. Zastanawiające co mógł przedstawiać ten
obraz.

Ostatnia noc

Pierwsze co można było powiedzieć,
że dziwny to świat, grawitacja była w nim znikoma. Wystarczył
mały zbiornik z powietrzem, malutka piłka, a wystarczyło do
poprawienia zwrotności, lotu, łatwości unoszenia się, czułem się
niczym samolot bojowy:D.
Dobrze, już jestem poważny, idziemy
dalej. Głównym tematem była wizyta w „Katedrze”,
potężny budynek który mieszkańcy traktowali jak arenę,
główne pomieszczenie musiało mieć z kilkadziesiąt metrów
wysokości, co za tym idzie długość była kilkakrotnie większa. W
różnych zaułkach, korytarzach, pokojach można było trafić
na przeciwnika, zadanie niby proste od po prostu wyjść z budynku.
Wszystko przy tym było misternie zdobione, gzymsy, mozaiki, ogólnie
cały styl przypominał ten z Bliskiego Wschodu. Nie zapominajmy, że
z tą grawitacją jest coś nie tak, wszyscy używali „pistoletów
odrzutowych”, więc wyobraźmy sobie jak to wpływać musiało na
rozgrywkę, przeciwnik mógł się pojawić w każdym miejscu i
zarazem jeszcze szybciej zniknąć. Adrenalina pełną parą.
Pierwsze wyjście z budynku zaliczone. Spotkałem się z grupą ludzi
którzy analizowali rozgrywkę, a zarazem wspominali sobie
rożne historie. Odwiedzałem rożne miejsca , rożnych ludzi i
wszędzie ta „grawitacja”, a raczej jej „prawie brak”;). W pewnym
momencie postanowiłem jeszcze raz „wyjść” z Katedry. Gdy
znalazłem się na miejscu wszędzie wiało pustką, mogłem
poćwiczyć odrzut, pobawić się, a zarazem markować prawdziwą
walkę, zaobserwować działanie „pistoletu”, wychodząc wróciłem
do swoich znajomych, rozmawiając wspomniałem im, że od takiej
ilości adrenaliny nie źle można się uzależnić, nic sobie z tego
nie robili. Opowiadali sobie historię jak to jeden z nich
„wychodząc” z Katedry wracał do siebie na „odrzucie”,
widocznie miał do przebycia spory kawałek, lub nie było przyjęte
używanie go poza Katedrą. Wiele spotkań, rozmów, latania w
obniżonej grawitacji, sprawdzania rożnych wielkości piłek,
balonów jak na poligonie;)

Przeniosłem się do innego miejsca,
ale zasady podobne wciąż obniżona grawitacja.

Rozległa polana, otoczona gęstym
lasem, trawa na wysokość pasa, ponuro i mglisto. Atmosfera trupia,
także teren nie ciekawy. Dostrzegam w oddali ogień, przelatując
ponad polem traw dostrzegam pod sobą w chaszczach, coś na kształt węża
i to nie małych rozmiarów, potężne cielsko z tym, że jakby
był porozcinany, zarazem nadal żył, nieciekawa sytuacja.
Sprawa z ogniem się wyjaśnia, okazał
się nim „człowiek” który wymachując czymś w rodzaju
kostura otacza się ogniem, sam nim się stając. Odbieram to jako
demonstrację siły, obserwując delikwenta z różnych stron,
skradając się pod różnym kątami poprzez gałęzie, dostrzegam
małe suche gałązki, staram się ich nie połamać. Obserwacja i
oddalenie, na nic się zdały ognista demonstracja i zwoje
martwo-żywego cielska. Spokojnie wracam ponad polem
traw, nic sobie nie robiąc ze sztuczek „piromana nekromanty”.

Pola, strumień, las i obywatel Wszechświata

Dzień był słoneczny, szedłem sobie niewielkim zagajnikiem nad strumieniem, mała dolina pośród pól. Pamiętam, że ścieżka była szeroka i błotnista, drzewa skutecznie tworzyły cień, nie dopuszczając słońca do zakamarków w poszyciu lasu. W pewnym momencie widzę, niewielką istotkę, która całą swoją postawą i zachowaniem, nawet to jak obracała głowę pokazała mi, że wszedłem na jej teren. Obróciła się plecami do mnie dając do zrozumienia abym za nią poszedł, ciekawy i zaniepokojony poszedłem za nią. Tego chodu nie można zapomnieć, sposób stawiania stóp, do zewnętrznej strony, budził uśmiech pomimo niepewnej sytuacji, rekord Guinnesa za takie kroki. Przez błoto, przez chaszcze, przewrócone drzewa mój przewodnik nie przejmował się żadnymi przeszkodami, parł do przodu, że zastanawiałem się, kiedy ostatnim razem przechodził tędy człowiek Doszliśmy do miejsca, w którym, strumień przechodził w łuk, jeszcze większe przeszkody przed nami, a on przez do przodu i na nic się nie ogląda, gdybym może by z dwa razy mniejszy było by mi łatwiej, ale jakoś dałem radę.
Nad samym strumieniem odnalazł pień ściętego drzewa, proponując mi go jako krzesło, a sam stanął w oddaleniu chowając się za gałęziami niewielkiego drzewa. Przeszliśmy do rozmowy, choć tego tak bym nie nazwał. Dźwięki, które wydobywał z siebie, gdyby mogły to by mnie obaliły na ziemię i zrobiły ze mnie kupkę kurzu. Twarde głoski, zgrzyt, same gardłowe dźwięki mieszające się z warczeniem, zaczynało się robić nieciekawie. Mówiłem do niego, ale przynosiło to jeden skutek, żaden. Wybrał sobie jedną gałąź, którą upodobał sobie do zasłaniania mojego czoła i traktował ją jako wskaźnik i element swojej artykulacji. Zrozumiałem jedno coś mu się nie podobało, co widział na moim czole, było to piętno-znak.
Dalej przeprowadzał swoją warcząco-szeleszczącą tyradę, z czasem troszeczkę ciśnienie mu opadło, przybliżył się i poczęstował mnie jednym liściem z małej roślinki rosnącej na wyciagnięcie ręki. Trochę miałem obawy o smak tego poczęstunku, ale okazało się, że było całkiem całkiem. Wyszedłem z zasady, że jeśli Cię ktoś czymś częstuje, wypadałoby skosztować, aby nie obrazić gospodarza. Czas zatarł słowa, które byłyby zrozumiałe, a padły wtedy z jego ust, było ich raptem kilka. Wszystko wskazywało na to, że nie podobało mu się, że chodzę sobie po ziemi, nie mając pełnej świadomości i znaczenia znaku, jaki noszę. Żegnając się w pokojowych warunkach, wybrałem drogę powrotną, przechodząc przez strumień o mało nie nabawiłem się zawału, niespodziewanie wyskoczyła sarna, jeden skok i tyle ją widziałem. Gdy wracałem „przyszedł” nowy rozmówca wyjaśniając całe to zdarzenie.

Śniące ciało

Kilka zdarzeń…

Przedzierając sie przez jakieś
gąszcza w iście tropikalnym klimacie, zatrzymałem się na chwilę
odpoczynku. Obserwując samego siebie dostrzegłam, pewien „mały”
detal, moje ciało stało się opalizująco-stało-płynne. Pojawiła
się myśl „więc to tak wygląda”.

Innym razem odpoczywam na jakieś
leśnej ścieżce, po chwili oczekiwania nadchodzi drugi ja, moje
odbicie. Koniec wyprawy teraz już jest tylko jeden;)

 

Koincydencja

Pierwszy sen sprzed kilku lat, z czasu gdy uczyłem się siebie.
Spotkałem w nim dziwnego rozmówcę, ubiór, fizjonomia, barwy nie z tego świata;)i drogę otoczoną z jednej strony murem, a gdzieś tam daleko duży samolot pasażerski na lotnisku.
W rozmowie z tym dziwnym ktosiem, przedstawiono mi przemianę, dotyczącą mnie, a później dowiedziałem się czym jest „samolot” – drogą, celem.
Wczoraj dostrzegłem dwójkę ludzi, małą dziewczynkę, która szła za rękę być może ze swoim Tatą. Widziałem wszystko z lekkiego oddalenia, gdy zbliżyli się do budynku, tuż nad nim pojawiła się zorza. Niebo, choć była to noc, było przesiąknięte specyficznym światłem, trudno to określić, granat, purpura, a zarazem otwartość przestrzeni. Zorza mieniła się wieloma barwami.
Dostrzegam, że nie jesteśmy sami, z nieba obserwują nas inni.
Daleko, blisko, wszędzie pełno „samolotów”, dużych i małych, są jakby nie tylko zlepkiem metali, ale teraz są niezależnymi istotami, które przyglądają się nam. Można dostrzec ich spojrzenia, wyraz twarzy. Zaczynam biec, coraz szybciej, jesienne liście uciekają na boki, staję się Samolotem…

Polowanie…

Ponad cztery lata temu miałem pewną rozmowę, zimny i jesienny wieczór, rozmowa zaczęła się wśród kilku czerwonych kasztanów, jedne z niewielu w moim mieście.
Notka „Brama” 07.2004.
Naprzeciw siebie stanęli, człowiek na początku swojej drogi i istota z ognia stworzona.
Jeśli walczy dwóch podobnych sobie, każdy przeciwnik jest w stanie dosięgnąć drugiego, ale co wtedy, gdy każdy pochodzi z innego świata jak zwykłe ludzie dłonie mogą dosięgnąć to, co „niewidzialne”. Trzeba odczuć tą bezsilność, gdy widzisz jak każde Twoje działanie jest niczym li tylko pustym gestem. Próbowałem wielu sposobów by uchwycić przeciwnika, wywołując tylko śmiech. „Przecież ty nie wierzysz”, „Twoja podświadomość wie, i szuka”.
Używając fortelu udało mi się „pokonać” przeciwnika. Na koniec usłyszałem słowa ”Po mnie przyjdą silniejsi”.
Minęły lata, a ja wciąż uczyłem się sztuki „polowania”, trwa to do dziś, i będzie trwać.
Atutem przeciwnika jest przyczajenie, „niewidzialność”, totalne ukrycie w najgłębszych zakamarkach duszy lub na samej powierzchni zgodnie ze słowami „Pod latarnią najciemniej”, skoro i tak nikt nic nie widzi lub uważa, że wie lepiej.
Wywabić przeciwnika z ukrycia, tylko wtedy można skutecznie działać. Nawet, gdy dzieli nas odległość, znaleźć słowo, pytanie, czuły punkt, inny szczegół, który posłuży za kotwicę.
Wyciągnąć i doprowadzić do konfrontacji, uświadomienia i jak tylko można …pomóc.

Napisałem słowa poniżej, jeszcze zanim cała historia się zaczęła, jak widać podświadomość chodzi własnymi ścieżkami;)

Oczy istoty nocy
Skóra sprężysta w każdym ruchu
Drapieżna zmysłowość gotowa do skoku
Delikatne stąpnięcia
Wkrótce zajdzie słońce, zaczną się łowy
Bezgłośne ofiary
Rozkosze smaku
Błogość spełnienia
Następnej nocy inne miejsca ofiarne krzyczącego smaku

Karma Paldren Dolkar

Duchowe imię mojej przyjaciółki, znajomość z czasów, gdy szedłem Drogą Buddy.
Razem zdarzało nam się zaszaleć, razem medytowaliśmy, razem chodziliśmy na zakupy, ot życie.
Jest sparaliżowana, od lat jeździ na wózku, dzielnie daje sobie radę i czerpie garściami z życia.
To w jej główce wykluł się pomysł, że przygotuję temat z listy, przedstawię go w Gompie przed innymi. Sprawa dotyczyła listy buddyjskich tematów, które wybrał Lama Ole, aby zwykli i przeciętni uczniowie zapoznając się z nimi mogli z większą świadomości bronić i żyć prawdami, które wybrali w swoim życiu. Jakoś sprawa się nie skrystalizowała, czy czasu nie było, czy nasze drogi się rozeszły, po prostu sprawa się rozpłynęła.
Od lat nie powtarzając, sam jestem zdziwiony w mej pamięci jest wciąż mantra Wadżarasattwy.
Moja przyjaciółka była jedną z pierwszych osób, której w jakiś sposób sen był związany ze mną. Kolejną osobą była Justyna_M, nick pewnej młodej dziewczyny, wtedy jeszcze nie studentki, mieszkamy od siebie kilkaset kilometrów, nigdy się nie widzieliśmy, i nie wiadomo jak tam u niej, jedno, co wiem, że studiuje pełną parą i to już nie ta sama osoba;) Co niektórzy zapewne pamiętają ten nick;)
Mało się znaliśmy i było dla niej totalnym zaskoczeniem, że jak to jest możliwe, że śniła w jakiś sposób o mnie, nie łatwy był to czas dla mnie, ale ktoś „życzliwy”, przesłał za jej pośrednictwem ostrzeżenie dla mnie. Nie raz dziwiłem się jak to wszystko jest poukładane, ale później to, co było na początku „dziwnością” stało się normalnością. Ludzie, miejsca, istoty, sny, kto by to wszystko teraz zliczył.

Kiedyś napisałem
/Sny są nami, a my nimi swoimi pragnieniami/

A Ty, kim jesteś?

Wizje…

Pierwsza część

Kobieta uwięziona w ciele dziecka, leżymy obok siebie, nasze zbliżenie w pewnym momencie powoduje przemianę miejsca i osoby. Już nie ma dziecka, miejsce jakby inne, inna osoba, obecna Ty, budzisz sie jakby z głębokiego snu. Jesteś zdziwiona stawiasz pytania czy przypadkiem to nie moja sprawka, zaczynam myśleć jaki jest w tym mój udział. Dajesz mi do zrozumienia, jakbym przygotowywał różne …(zabiegi?), tu brakuje mi określenia. Odczucia mówią, że te działania dotyczyły manipulowania czasem i przestrzenią, zdarzeniami, aby przyniosły pożądany efekt.
Niewidocznie działania, niewidocznie czynniki, rozmieszczone w czasie dają w pewnym momencie określony skutek „Przemianę”.
Wizja idzie dalej, idę teraz z „inną” kobietą, a może tą samą. Idziemy pod rękę, rozmawiając, opowiada mi ona o swoich znajomych i jak ją teraz odbierają, witam się z mijanymi ludźmi. Okolica wiedzie nas chwilami przez park. Kobieta jest umalowana, zadowolona, ma zdrowy wygląd, skóra, włosy, jest jakby wyższa i mocniej zbudowana od Ciebie. Pomimo tych różnic, wciąż mam odczucie, że to Ty choć już „inna”. Patrząc na jej dłonie, dostrzegam podobieństwo do Twoich dłoni, tak jakby jeszcze się do końca nie przekształciły.

Część druga

„Oczyszczanie pokoju”(mieszkania).
W porządkach pomaga mi mężczyzna, znam go, jest katalizatorem, wynosimy część rzeczy na klatkę schodową. Okazuje się, że schody są zniszczone i nie możemy przenieść „rzeczy” z pokoju.
Widzę jakieś prowizoryczne materiały, które może utrzymały by mysz, ale nie dwóch facetów.
Już to widziałem karkołomna jazdę z „załadowaną taczką” na 20 cm powierzchni o grubości papieru, tak jakby jakiś kloszard przygotował sobie posłanie. Trzymałem się zdania, że nie tędy droga, w każdej chwili możemy spaść, choć mężczyzna się upierał przy swoim aby przenosić wszystko po tym „pergaminie”. Odwiedził sąsiadów obok, jak widać mieli podobne zdanie do mojego, wyperswadowali mu co i jak, zajęliśmy się w takim razie „starą szafą”, która miała kółka, ja kierowałem, a on pchał lub ktoś inny, bo już po wizycie u sąsiadów pojawiło się jakby więcej osób.
Resztę rzeczy których nie mogliśmy wsiąść ze sobą zostawiliśmy u sąsiadów, w domyśle do czasu naprawienia „schodów”.
Teraz akcja rozgrywa się w innym pomieszczeniu, jest więcej ludzi, rozmawiamy na luzie, ale wciąż przewija się temat „przeprowadzki”. Wchodzi dziwna kobieta…
Ma sztywne włosy zaczesane trochę do tyłu, lekko opadające, cielistego koloru z domieszką zieleni.
Jej twarz podzielona jest na trzy cześć, każda część to inny kolor, linie podziału przebiegają przez nos i policzki. Kolory ziemi i roślin w różnych odcieniach zdobiły jej twarz. Rozmawiała z uśmiechem, żartując co sądzimy na temat jej wyglądu.Pomyślałem o niej „Kobieta jaszczurka”. Jednym słowem panowała ogólna wesołość w tej naszej niewielkiej gromadce.
Koniec, przyszedł czas na przebudzenie i przeanalizowanie wszystkiego i zapisanie .

a to na co natknąłem się z rana

„Jaszczurki podczas upałów pozostają w cieniu i dlatego uważa się je za strażniczki krainy cienia i czasu śnienia, jak również strażniczki snów. Jeśli pojawi się ci taki znak, zwracaj szczególną uwagę na sny. Będą zawierać bardzo ważne przekazy.”
Jednym słowem „nomen est omen”;)

Dla Sztywniaka…

Wydarzyło się to po 3 Bramie, której nadmiar został wykorzystany do zniszczenia tego, który zaatakował Igora.
Mam znajomka, który żyje jak marionetka, żyje w sidłach gwałtowności, ogromnego ego, a zarazem infantylności.
Kolejny nadmiar z zamkniętej Bramy, posłużył do wyrwania go ze szponów zniewolenia. Gdybym nie wiedział co się stało, uznałbym, że coś dziwnego dzieje się z facetem, nie ten facet, spokojny, wyciszony. Nawet to chwilowe wyrwanie dało mu możliwość innego spojrzenia na świat i siebie, ale nie wykorzystał tej możliwości, wrócił do starego siebie.

Przenikanie…

Najmocniejsze , albo inaczej najbardziej uderzające były i są momenty kiedy świat „ponad naturalny” przenika się ze światem fizycznym i to nie z moim życiem, ale życiem innych.
Wiele było takich momentów i będzie.
Kilka lat temu zostałem zaproszony na ślub swojego najlepszego kolegi, razem podnosiliśmy sie z niejednej porażki.
Nic by nie było w tym dziwnego, gdyby nie informacja, z dobrych źródeł, że na uroczystości będzie demoniczna kobieta nocy, która znana jest w swoich kręgach z władzy jaką roztacza.
I co tu zrobić, koledze nie można odmówić, ale perspektywa „mokrej plamy” jaką ta niewiasta by ze mnie zrobiła też mi się nie uśmiechała. Czas się zbliżał nieubłaganie, decyzję musiałem podjąć, kolegi nie chciałem zawieść. W ostatniej chwili odzyskałem część siebie, co oddaliło niebezpieczeństwo. Pojechałem tam już nawet nie myśląc, że ona przemyka wśród zaproszonych gości…

Fabryka snów - sztuka śnienia, bajki terapeutyczne, rozwój