Ocean

Czy trzeba koniecznie być nad oceanem, by zobaczyć tętniącą życiem lagunę?

Wystarczy włączyć video lub kino domowe, by tam się przenieść. Albo jeszcze prościej, włączyć wyobraźnię…

Zamknij na chwilę oczy i przenieś się w sam środek laguny. Znasz ten świat bardzo dobrze. Błękitna toń, kolorowa roślinność mieniąca się wszystkimi odcieniami barw i mnogość różnorodnych ryb. Od szarych, niczym niewyróżniających się ławic, po bajecznie kolorowe, wywołujące okrzyk zachwytu, lub głośny śmiech cudacznością swojego wyglądu.

A między nimi pływają przyciągające wzrok swoim majestatem, płynnością ruchów, – ale już nie tak liczne – osobniki. Gdzieniegdzie przemknie kilka wesołych delfinów wprowadzających świeżość i ruch w tej społeczności. Są lubiane i akceptowane przez wszystkich – to wesołki i rozśmieszacze. Czasem pojawiają się również bandy rozbójników i wandali, kierujące się swoimi zasadami i swoimi prawami – rekiny. Cała społeczność wystrzega się kontaktu z nimi, nie będąc nigdy pewna, kiedy zaatakują… Błękitna Planeta Oceanu Wszechświata…

Tak, nie ocean i nie lagunę opisywałam. Ławice szarych, wiecznie spieszących się ludzi, przemykających ukradkiem, bądź potrącających innych, tak samo zmęczonych i zagonionych. Przyciągające oczy kolorowe ubiory młodych ludzi chcących w jakiś sposób wyróżnić się z tłumu i inni, którzy swym wyglądem fizycznym wywołują u rówieśników śmiech i niewybredne żarty.

Laguna potrzebuje ich wszystkich, by mogła prawidłowo funkcjonować.

Odruchy zwierzęce, które dobre były w epoce, kiedy mózg człowieka był niewielkich rozmiarów, (który do dziś mamy jako pozostałość), były dobre i pożądane w czasach zdobywania pożywienia, zagrożeń ze strony większych zwierząt, ale nie dziś w XXI wieku, gdzie o żywność jest o wiele łatwiej, mieszkania zamykane są na klucz, nie trzeba pilnować ognia, który chronił i ogrzewał.

A człowiek dalej walczy niczym ślepe zwierzę, które wietrzy niebezpieczeństwo, ale nie wie, z której strony nadejdzie, bo mu węch ździebko przytępiło wraz z rozwojem mózgu. Zamienił kamień, maczugę, czy oszczep na kastet, but, słowa raniące, intrygę, Internet. Wyśmiewa poglądy innych, niczym lew walczy słowem o dominację. Po co? Czyżby strach przed zranieniem wywoływał agresję?

Czasem obserwuję społeczność pseudoczatów ezoterycznych. Wampiryzm i walka o dominację. Po co? Komu to potrzebne? Czyżbyśmy żyli w ciągłym stanie regresji, cofającym nas do początków ewolucji? Ludzie spontanicznie cofają się w czasie na widok przedmiotów, widoku twarzy, albo sytuacji, w których znaleźli się w danej chwili. Nie potrafimy inaczej rozmawiać, gdy jesteśmy w grupie (wypadałoby napisać w stadzie), jak poprzez złość, dominację i strach. Niczym u Pawlaka z polskiej komedii „Sami swoi” – sprawiedliwość i racja musi być po mojej stronie. Jeszcze tylko granat w dłoń… I walczymy do upadłego, tylko noże dać w dłonie, żeby było widać krew bryzgającą na wszystkie strony. Uwielbiamy to, zwłaszcza w sieci, gdzie nikt nam w oczy nie spojrzy, gdzie możemy wyżyć się na niewidzialnym znajomym/nieznajomym, wyprojektować na innych nasze braki i nasz strach, odreagować to, czego sobie najczęściej nie uświadamiamy…

Uczmy się żyć tak, żeby innym chciało się żyć obok nas. Nie zabierajmy innym przestrzeni życiowej – wystarczy jej dla wszystkich, dla maluczkich i wielkich, dla głupich i mądrych, dla menela i miliardera. Wszyscy są ważni i wszyscy potrzebni, inaczej większości z nas nie byłoby tutaj. Nie przyszliśmy tu po to, żeby nam było dobrze, ale żeby czuć się potrzebnym i nie żyć jak pasożyt, bo gdyby miało tak być, Stwórca stworzyłby od razu pasożyta, nie trudziłby się nad stworzeniem czegoś tak skomplikowanego i tak precyzyjnego, jak ciało ludzkie. Każdy tu ma swoją misję do spełnienia i nie zależy to wcale od hierarchii społecznej w materialnym świecie, ale od stopnia trudności granej roli życiowej. Nie pieniądze są miernikiem wielkości. Matka Teresa nie miała nic, prócz wielkiej miłości dla ludzi. Najbogatszy człowiek ma wszystko… prócz miłości dla ludzi.

Słowna agresja

Jak bardzo nie zwracamy uwagi na agresję słowną można zauważyć na każdym kroku – w relacjach małżonków, rodziców w stosunku do dzieci, nauczycieli do uczniów, rodzeństwa wobec rodzeństwa, wśród rówieśników, w instytucjach – wszędzie. Nie zauważamy, bo ma ona miejsce w każdych okolicznościach i niemal w każdej sytuacji. Przyzwyczajamy się do niej, bo w niej wyrastaliśmy od najmłodszych lat.

Dziecko siedzi i maluje kredkami obrazek. Matka zagląda mu przez ramię i co chwilę krytykuje to, co dziecko namalowało. A to drzewo nie tak wygląda, a to pies niepodobny do psa, dom jest krzywy i nie ma drzwi, trawa jest czerwona zamiast zielona…

Krytyka i osądzanie. Przecież dziecko maluje tak, jak czuje – rączka nie jest tak pewna i precyzyjna jak ręka dorosłego. W dojrzałym życiu ta krytyka objawi się usztywnieniem – dorosły człowiek będzie patrzył oczami swoich rodziców w pozytywnym i negatywnym tego słowa znaczeniu. Zabijamy twórczość na rzecz utartych schematów.

Kiedy przestajesz ulegać agresywnej osobie, która wymaga od Ciebie zachowania, do jakiego jest/była przyzwyczajona, zaczyna się krytyka twojej osoby, manipulacja, ferowanie krzywdzących stwierdzeń, obwinianie, poniżanie, upokarzanie. Wszystkie chwyty będą wykorzystane dla odzyskania władzy nad tobą!
Każdy ma prawo do własnych poglądów, do postępowania w sposób sobie właściwy, bez wyładowywania na innych swoich usztywnionych przekonań, projektowania na otoczenie swoich własnych kompleksów, które powstały w czasie, kiedy nie był w stanie się bronić.

Rodzina jest odpowiedzialna za wychowanie jednostki, przygotowuje ją do życia w społeczeństwie, przekazuje wartości, którym hołduje.
Skoro w rodzinie władzę dzierżyła osoba agresywna – kontrolująca pozostałych, manipulująca, krytykująca, narzucająca swój sposób wykonywania pewnych czynności, swoje poglądy jako te najlepsze i jedyne – pozostali członkowie rodziny będą jej ulegać, by nie wywoływać zatargów, awantur czy zemsty z jej strony. Autorytaryzm i usztywnienie psychiczne produkuje jednostki zwichnięte psychicznie, które w dorosłym życiu będą usiłowały podporządkować sobie innych – bo takie doświadczenia wynieśli z domu, takie wzorce zostały im wpojone.

Twoje myśli tworzą twoją rzeczywisctość

Wyobraź sobie, że twój mózg i umysł są czymś w rodzaju systemu biokomputerowego. Mózg w tym biokomputerze nazwiemy „twardym dyskiem”, czyli właściwym komputerem, zaś umysł będzie „miękkim dyskiem”, czyli programem, który wsuwasz do komputera.

Każdy komputer wykona tylko to, co ma w programie. Jeżeli włożymy do niego śmieci, to śmieci z niego wyjmiemy. Porównując to stwierdzenie z komputerem możemy powiedzieć, że niewłaściwie zaprogramowany umysł (zaśmiecony program) spowoduje niewłaściwe funkcjonowanie nas samych w życiu codziennym.

Nasz program jest zbiorem indywidualnych przekonań, nastawienia do życia, zawiera pojęcia, nasze poglądy na świat. Zbiory te pochodzą z pozytywnych lub negatywnych interpretacji naszych osobistych przeżyć. Większość najgłębszych, najważniejszych programów pochodzi z okresu między momentem poczęcia a 4-5 rokiem życia. W okresie tym mózg dziecka w większości funkcjonuje na poziomie alfa (14-7 Hz), co powoduje, że uczą się wszystkiego szybciej i bez wysiłku, no i mają wspaniale rozwiniętą wyobraźnię.

W tym wieku nie jest jeszcze rozwinięte myślenie logiczne i analityczne, dlatego interpretują wszystko dosłownie. Weźmy przykładowo sytuację, gdy półtoraroczne dziecko ucieszone widokiem kałuży wbiega do niej spontanicznie i zaczyna się chlapać radośnie. Rozzłoszczona matka wyciąga je z kałuży szarpiąc gwałtownie i wykrzykując: „Głupku! Coś ty zrobił!” W tym momencie zostaje zakodowane w umyśle dziecka nowe uwarunkowanie: ”mama uważa, że jestem głupi i niegrzeczny” albo: „tworzenie i doświadczanie nowych sytuacji jest niebezpieczne”.

Takie gwałtowne i nieprzemyślane reakcje dorosłych zostają „zapisane” w umyśle dziecka i choć są bez wartości, często funkcjonują w życiu dorosłego już człowieka. Bardzo często najgłębsze programy oparte są właśnie na wnioskach wynikających z dziecinnych, nielogicznych i dosłownych interpretacji przeżyć z tamtego okresu. Nie oznacza to, że każde skarcenie pozostawia tak głębokie ślady negatywnych programów, które później rządzą naszymi emocjami i naszym życiem. Takie programowanie z dzieciństwa, które jest zakorzenione w głębszych warstwach naszej podświadomości i związane z wolniejszymi częstotliwościami pracy mózgu, wymaga przeprogramowania na tych samych poziomach, na których zostały zaprogramowane. Tylko wtedy możemy spodziewać się prawdziwych zmian w naszym systemie przekonań. Tylko wtedy jesteśmy w stanie wprowadzić pozytywne afirmacje, które konsekwentnie będą zmieniały nasze nastawienie do życia, świata i siebie samych. Samo pozytywne myślenie nie zmieni destrukcyjnych programów zakodowanych w naszych umysłach w okresie dzieciństwa.

Aby zmienić je na program pozytywnego myślenia, a tym samym pozytywnego bycia, należałoby zastosować oprogramowanie, używając technik umysłowych, związanych z częstotliwościami alfa jak i beta, czyli używaniem afirmacji podczas wykonywania ćwiczeń na poziomie alfa połączonych z wizualizacją, jak i pisaniem ich na poziomie świadomości beta.

Między narodzinami, a śmiercią…

Między narodzinami, a śmiercią zawarte jest nasze życie. Rodzisz się, uczysz mówić, chodzić, poznajesz najbliższych, otoczenie, środowisko. Kształcisz w różnych szkołach, podejmujesz pracę, żenisz. Potem płodzisz dzieci, wychowujesz je, przekazując to, czego sam się nauczyłeś, czekasz na wnuki, a potem…odchodzisz…

Nikt nie zastanawia się, a może inaczej to ujmę… Mało kto zastanawia się nad sensem istnienia. Gonimy za iluzją; zdobyć wykształcenie w renomowanych szkołach, otrzymać bardzo dobrze płatną pracę, mieć atrakcyjną żonę czy męża, piękne i mądre dzieci, urlopy spędzać w ekskluzywnych kurortach świata.

Większość goni za tą iluzją szukając poczucia bezpieczeństwa w majątku, spełnienia w szybkim seksie – w przerwie na obiad lub między jednym etatem a drugim – traktując go jak odświeżacz samopoczucia i tęskniąc w głębi duszy za uczuciem głębokim i stałym.

Pytasz, czy to ma sens? Czy życie musi mieć sens i logiczne wytłumaczenie każdej sytuacji, każdego zjawiska? Czy drzewo lub kwiat pyta o sens wzrastania? A przecież towarzyszy nam od początku naszego istnienia. Przychodzimy na świat nie po to, by doszukiwać się sensu życia, by buntować się przeciw wszystkiemu, co w ostatecznym rozrachunku i tak przynosi nam korzyść… Często, miast dziękować ludziom – i sytuacjom przez nich stworzonych – za pomoc w naszym rozwoju, szukamy okazji, by się zemścić, wziąć odwet za coś, co sami sprowokowaliśmy…

Każda sytuacja, każdy człowiek przyczynia się do naszego wzrostu, naszego rozwoju. Im więcej buntu, tym więcej w tym bólu i cierpienia… Im więcej bólu i cierpienia, tym szybciej wzrastasz duchowo, ale nie zauważasz tego, bo… wolisz zagłuszyć głos wewnętrzny hałaśliwą i głośną muzyką, hałaśliwą zabawą, byleby nie zostać sam na sam ze swoją pustką i ciszą wewnętrzną. Pragniesz tego, co ma bliźni, nie widząc tego, co sam masz, z czym urodziłeś się… A masz WSZYSTKO, czego potrzebujesz do życia i duchowego wzrostu…

Zwracamy się na zewnątrz próbując wytłumaczyć wszystkie procesy, które zachodzą wewnątrz nas. Czy uczucie da się wytłumaczyć? Odczuwać to coś innego niż opis tego, co czujemy. Czy potrafisz wyrazić słowami czując miłość, tęsknotę, czy nienawiść? Potrafisz dobrać tylko odpowiednie, jakże nieporadne słowa na określenie danego uczucia, ale nie wyrazisz, nie opiszesz nimi wszystkiego, co naprawdę odczuwasz…

Miłość. Tak wiele o niej napisano i powiedziano, ale nikomu nie udało się jej zdefiniować. Dla Ciebie miłość to… nuda, bo po kilku miesiącach czy latach wkrada się rutyna, „miłość” powszednieje. I tak się staje… Kochasz i czekasz: na wzajemność, na bycie razem, na seks.

Oczekujesz akceptacji i przyjęcia twoich uczuć przez drugą osobę. Oczekujesz miłości opartej na twoim wyobrażeniu, na twoich zasadach. Kiedy nie są spełnione warunki, które stawiasz kochanej przez ciebie osobie, zaczyna się cierpienie, ból, nienawiść… To nie jest miłość. Miłość to radość dawania siebie bez oczekiwań, to jedność i bezwarunkowa akceptacja. Nie stawiasz wtedy pytania: „czy mnie kocha?” – po prostu kochasz…

Co dajesz innym

To, co myślimy na swój temat, staje się dla nas prawdą. Jesteśmy całkowicie odpowiedzialni za wszystko w naszym życiu, za to najlepsze, jak i za to najgorsze.

Tworzymy swoje doświadczenia dzięki własnym myślom i uczuciom, ponieważ każda myśl i wypowiedziane słowa tworzą nasze życie.

Nikt, dosłownie nikt nie ma nad nami władzy, ponieważ sami tworzymy myśli w swoim umyśle. Jeśli w naszym umyśle stworzymy harmonię i równowagę, znajdziemy ją również w swoim życiu i w ten sam sposób odbierać nas będzie otoczenie.

Zastanów się nad podanymi niżej stwierdzeniami, które z nich jest dla ciebie typowe?

„wszyscy czepiają się mnie”

„wszyscy są dla mnie życzliwi”

Każde z tych stwierdzeń stworzy zupełnie różne doświadczenia.

To, co sądzimy o sobie i swoim życiu, staje się dla nas rzeczywistością. Nasza podświadomość akceptuje wszystko, co myślimy na swój i innych temat Innymi słowy, jeżeli twoje myśli są negatywne i wierzysz w to, co myślisz o sobie, staje się to dla ciebie prawdą. Nikt przecież nie ogranicza nas w myśleniu, dlatego sensowniej brzmi: „wszyscy są dla mnie życzliwi” niż „wszyscy się mnie czepiają”.

Przekonania, jakie żywimy odzwierciedlają się w naszym życiu. Jeżeli sądzisz, że musisz ciężko pracować, by cokolwiek osiągnąć, to na pewno tak się stanie.

Jeżeli tworzysz afirmację, z którą następnie będziesz pracował na poziomach alfa i beta, to to stwierdzenie będzie utrwalone w podświadomości. Przykładowo: z łatwością osiągam cele, które stawiam przed sobą”, „coraz więcej miłych ludzi pojawia się w moim życiu, ja też jestem miły dla innych”, nawet nie zauważysz, kiedy afirmacja stanie się rzeczywistością w twoim życiu.

Kiedy jesteśmy mali, stosunku do siebie i do życia uczymy się od otaczających nas dorosłych. Jeżeli przebywamy w otoczeniu ludzi nieszczęśliwych, przerażonych, pełnych złości i poczucia winy, uczymy się od nich wielu negatywnych rzeczy o sobie i otaczającym świecie. „Jestem głupi”, „to moja wina”, „ja nie umiem”, mężczyzna nigdy nie płacze”… Mogę wyliczać bez końca, bo właśnie takie stwierdzenia tworzą smutne życie, pełne frustracji.

Kiedy dorastamy, mamy tendencję do stwarzania takiego samego klimatu emocjonalnego, jaki panował w domu naszego dzieciństwa. Nie jest to ani dobre ani złe, ani prawidłowe czy nieprawidłowe; po prostu stwarzamy wokół siebie klimat, w którym czujemy się „jak w domu”. W osobistych związkach z innymi odtwarzamy model stosunków, jakie łączyły nas z ojcem czy matką lub wzajemnych relacji miedzy nimi. Siebie również traktujemy podobnie, jak traktowano nas w domu. Również narzekamy i karzemy siebie w ten sam sposób.

Jeżeli uważnie wsłuchamy się, usłyszymy niemalże te same słowa i całe zdania. Nawet darzymy siebie takimi samymi uczuciami i pobudzamy do działania w ten sam sposób, w jaki robiono to, kiedy byliśmy mali. Jak często mówisz do siebie: „to moja wina”, „nie potrafię”, „ale ja jestem głupi”?… A jak często mówisz sobie: „kocham cię”, „jesteś cudowny”, „umiesz, potrafisz”?…

Wszyscy jesteśmy ofiarami ofiar, które przekazały nam całą swoją wiedzę. Nikt nie nauczył naszych rodziców jak mają kochać siebie, dlatego nie nauczyli nas jak to zrobić.

Nauczyli nas tylko tego, czego nauczono ich, gdy sami byli mali. Przekazali nam tylko to, co sami otrzymali od swoich rodziców w dzieciństwie. Ludzie, którzy nas wychowują, są tak samo przerażeni i zalęknieni jak my…

Każdy z nas, zanim narodził się na tej planecie, sam zdecydował o miejscu i czasie. Dokonaliśmy wyboru przyjścia, by nauczyć się czegoś, co poprowadzi nas duchową i ewolucyjną ścieżką. Sami wybraliśmy płeć, kolor skóry, kraj, środowisko i rodziców, którzy odzwierciedlają wzorzec, nad którym będziemy pracować przez całe życie.

Kiedy już dorośniemy, oskarżamy najczęściej rodziców za coś, co tak naprawdę służy naszemu rozwojowi. Przecież tak naprawdę sami ich wybraliśmy, by nam pomogli zrozumieć lekcję naszego życia. Znakomicie nadają się do tego, nad czym mamy pracować i co przezwyciężać.

Nasz system przekonań kształtujemy we wczesnym dzieciństwie, a potem, idąc przez życie, tworzymy doświadczenia tak, by do nich pasowały. Jeżeli spojrzysz wstecz w przeszłość, na pewno zauważysz, jak niektóre doświadczenia powtarzają się w życiu po wielokroć tak długo, aż skrystalizował się pogląd, który odzwierciedlał twoje wyobrażenie na twój temat. Zresztą, nie ma najmniejszego znaczenia jak długo przepracowujesz jakiś problem dotyczący ciebie.

Wszystko, co do dziś zaistniało w twoim życiu, zaistniało dzięki twoim myślom i poglądom, które powstały o wiele, wiele wcześniej. Jest to skutkiem myśli i słów używanych wczoraj, w ubiegłym tygodniu, przed miesiącem, przed rokiem… Jednak to już jest przeszłość. Teraz liczy się to, co chcesz myśleć, mówić czy wierzyć w tej chwili. Te myśli i słowa tworzą twoją przyszłość.

Zaobserwuj myśl, która powstaje teraz, w tej chwili. Jest pozytywna czy negatywna? Czy chciałbyś, aby ta myśl była twórczym elementem twojej przyszłości?

Jedyną rzeczą, z którą tak naprawdę masz do czynienia jest myśl. Każde doświadczenie jest więc zewnętrznym skutkiem twoich wewnętrznych myśli.

Myślisz o sobie: „Jestem złym człowiekiem”. To tylko myśl, ale właśnie ta myśl wywołuje uczucie, które wzmacniasz. Zmieniając myśl na pozytywna, również zmienisz uczucie.

Im więcej masz negatywnych myśli na swój temat, tym gorzej ci się wiedzie w życiu.

Myślisz: „nie robię wystarczająco dużo”… „nie zasługuję na to”… „nie jestem dość dobry”… to moja wina”… W odniesieniu do czyich wymagań nie spełniasz tych stwierdzeń?

Jeżeli mechanizmy te są w tobie bardzo silne, to w jaki sposób możesz stworzyć życie oparte na miłości, radości, dobrym samopoczuciu i zdrowiu?

Twoje podświadome przekonania zawsze będą przeszkadzać i nigdy nie osiągniesz tego, co zamierzasz.

O wiele więcej problemów niż cokolwiek innego powoduje noszenie w sobie urazy, samokrytycyzm, poczucie winy i lęk, które są przyczyną największych kłopotów w naszych ciałach.

Te uczucia rodzą się z oskarżeń innych ludzi i naszej rezygnacji z wzięcia odpowiedzialności za własne doświadczenia. Jeżeli jesteśmy odpowiedzialni za wszystko, co dzieje się w naszym życiu, to nie powinniśmy nikogo obwiniać.

Cokolwiek dzieje się z nami jest zewnętrznym obrazem naszych myśli. To nasze przekonania przyciągają ludzi, którzy odnoszą się do nas tak, a nie inaczej.

Jeśli uświadamiasz sobie, że mówisz: Każdy mnie krzywdzi, krytykuje, traktuje jak przedmiot, zachowuje się obelżywie”, to jest to twój wzorzec. Widocznie jest w tobie coś, co u innych wywołuje takie reakcje. Jeśli przestaniesz myśleć w ten sposób, ci sami ludzie skierują swoją uwagę w inną stronę. Nie będziesz ich już przyciągał.

Skutki takich wzorców dają się również odczuć na płaszczyźnie somatycznej.

Ewidentnym przykładem może być tutaj noszenie w sobie przez długi czas urazy, która uzewnętrzni się kiedyś pod postacią choroby nowotworowej. Poczucie winy zawsze domagać się będzie kary, a kara zawsze kojarzy się z bólem, z cierpieniem.

Wspólny lot

Szliśmy sobie powolnym krokiem z moim rozmówcą, były to obrzeza miasta.
Rozmowa była spokojna i rzeczowa, rozmawialiśmy o pewnym przedsięwzięciu, które prowadził mój rozmówca, nie prowadził go sam, ale miał do pomocy całą rzeszę swoich „ludzi”.
Zapytałem się czy nie obawiają się, że ich działalność przestanie być tajemnicą i ludzie dowiedzą się o ich posunięciach. Z uśmiechem stwierdził, że nie. Wciąż szliśmy wzdłuż drogi, gdzieniegdzie można było dostrzec dziwne narośla. Z naszej rozmowy wynikało, że te twory mogą być jednym z przejawów ich działalności, ale i tak nie są dostrzegalne dla ludzi.

Wiedziałem jak ma na imię, może jego wygląd był grą mojej podświadomości tak abym bardziej jednoznacznie go odebrał, a może wybrał sam taki wygląd, aby być bardziej czytelnym dla mnie. Nasze spotkanie zbliżało się ku końcowi, wodziłem wzrokiem po znajomych uliczkach, oceniając jak daleko mam do domu. Mój znajomy zaoferował pomoc w powrocie, mając wyprostowane prawe ramię chwyciłem za jego lewą dłoń, miał w podobny sposób ułożone ramię, wznieśliśmy się w powietrze lecąc w kierunku domu. Poprosiłem go czy mógłby przyspieszyć, nie, dlatego, że mi się spieszy, ale chciałbym zobaczyć jego możliwości, nabraliśmy prędkości, wiatr zagrał jeszcze mocniej w moich uszach, w mgnieniu oka byliśmy prawie na miejscu. Nawet lądowanie było w pełnej prędkości, z linii lotu pod kątem prostym w dół, więc miałem małe zakłócenia postrzegania i trochę mnie przemieliło. Od kilku dni dochodzę do siebie po chorobie i widocznie stad ta propozycja podrzucenia mnie do domu. Na pożegnanie nadgryzł swój nadgarstek upuszczając kilka kropel krwi, co spowodowało, że jego czyn głęboko zapadł w mej pamięci.

Analiza snu

Sen
Rzadko się zdarza że czuję się jak zwierzyna łowna. Tropiony, śledzony jak zaszczuty pies. Tak było podczas wędrówek nocnych. Ciężko mi określić czym lub kim była organizacja z którą działałem, lub działała na mnie (ze mną??), ważne że biegłem po znanych ulicach, choć nie były takie same. Zgubiłem gdzieś po drodze zegarek, ciężki, zdobiony, do którego byłem przywiązany. Ale wcześniej okazało się że w tym oto zegarku ktoś zamieścił truciznę, która uruchomiła zatrutą igłę. Mechanizm był prosty. Pod guzikiem stopera.
Wielki czarny facet ciągnie mnie za ramię, odciąga byle dalej.. Czuję ból w ramieniu, patrzę na niego nieprzytomnie a on krzyczy że podał mi antidotum, że musimy uciekać bo oni są blisko, nie ma czasu do stracenia. Nie docierało do mnie wiele z tego co on mówił. Obsesyjnie po głowie chodziło mi znalezienie zegarka. Mówię mu o nim, próbuję się wyrwać, – Chłopie on był zatruty, był tylko narzędziem wykorzystanym tylko dlatego że miałeś go przy sobie. Zapomnij o nim! ; jednak mój upór maniaka był dużo silniejszy. Udało mi się wyrwać i zacząłem pędzić przed siebie na złamanie tchu, byle dalej od tego olbrzyma. Zeskoczyłem z chodnika, patrzę a w ziemi zakopany sponiewierany leży mój zegarek. Gniew we mnie wezbrał, kto śmiał się tak urządzić moją rzecz! Rozerwana bransoleta, pęknięte szkiełko. Przymierzam go na rękę, sprawdzam czy stoper dział, czy w ogóle jakieś funkcje działają.
I nagle jak grom z jasnego nieba nadchodzi zrozumienie. Olbrzym miał rację. Rzucam z obrzydzeniem zegarek, rozglądam się wokół siebie.
Nagle poczułem lęk, poczułem się osaczony niczym zwierzę. Obudziłem się i zacząłem się rozglądać czy coś mi nie grozi. Po chwili zapadłem znowu w sen nie dający wytchnienia.

Trafiłem z pod deszczu pod rynnę . Było nas parę osób, miejsce wyglądało niczym miasto podczas wojny. Ruiny, palące się domy, stare płoty. Ogólnie obraz nędzy i rozpaczy. Szukaliśmy schronienia. Trafiła nam się stara przyczepa kempingowa, i poczuliśmy się znośnie bezpiecznie. Tu dowiedziałem się dlaczego tak istotne jest abyśmy się schronili pod dachem. Nasz prześladowca dysponował techniką pozwalającą zlokalizować każdą osobę. Niezależnie gdzie były. Jedyne schronienie dawały dachy i ściany. „promień” nie mógł się przez nie przedrzeć. Tak mi mówiono. Siedzimy rozmawiamy, moi towarzysze opowiadają mi co się dzieje. Jak się nazywają poszczególne „urządzenia”. Te przed którym się chowaliśmy nazywało się „radarem” cokolwiek to oznaczało. W pewnym momencie ziemia zaczęła drżeć. Nasze schronienie trzeszczeć. Już chciałem uciekać bo obawiałem się że to trzęsienie ziemi, ale mówią mi towarzysze ze to radar rozpoczął swoją prace. Ale mam się nie przejmować bo nie „widzi” przez ściany. Dla większej pewności schowaliśmy się poniżej linii okien. Gdy drżenie ustąpiło, ciepło odeszło, a oślepiające światło zgasło, myślałem że już jestem bezpieczny. I to był mój błąd. Przez przypadek miałem wgląd w obraz moich prześladowców. I zobaczyłem coś co mnie przeraziło. Znali naszą pozycję, a kryjówka wcale się nie okazała bezpieczna. Zacząłem szybko uciekać, i tu zastał mnie poranek…

Analiza snu
„Rzadko się zdarza, że czuję się jak zwierzyna łowna. Tropiony, śledzony jak zaszczuty pies”…

Co Cię osacza, że czujesz się jak zaszczuty pies? (sytuacje rodzinne, zawodowe, towarzyskie). Co nie pozwala Ci spojrzeć w przyszłość z ufnością, dlaczego Twój czas (zgubiony zegarek) jest skażony trucizną i kto go zatruł, ewentualnie zatruwa? Dlaczego nie przyjmujesz pomocy z zewnątrz od kogoś, kto Ci ją oferuje a kogo widzisz jako olbrzyma, lecz lekceważysz słowa prawdy i uciekasz przed nimi?

Zrujnowane miasto to stan Twojego wnętrza. „Schronienie dawały dachy i ściany”. To wyraźna wskazówka, gdzie odnajdziesz swoją siłę i oparcie.
„Przyczepa campingowa” to tymczasowe, kruche schronienie, któremu nie ufasz, ponieważ wiesz, że jakkolwiek będzie to solidna budowla, i tak Cię odnajdą twoi prześladowcy, więc bez przerwy uciekasz przed samym sobą do utraty tchu, zamiast poszukać w sobie oparcia i siły a nie zdawać się na innych, „lepiej wiedzących”.

Przestań uciekać, stań twarzą w twarz z tym co Cię osacza i nie pozwala iść naprzód. Czasem trzeba cofnąć się wstecz, uzdrowić to, co nas przeraża i zmusza do ucieczki, żeby móc przywrócić energię swoim obecnym działaniom.

Ucieczka przed problemami, które Cię osaczają jest tymczasowym działaniem, które i tak kiedyś wróci i uderzy ze zdwojoną siłą. To Ty rządzisz w swoim domu a nie prześladowcy z zewnątrz, którym pozwalasz na rządzenie w nim.

Fabryka snów - sztuka śnienia, bajki terapeutyczne, rozwój