W poszukiwaniu siebie

Pewna historia

…a co byś powiedział na taką sytuację: desperacko potrzebujesz wróżby. Logujesz się na fb. Przeszukujesz różne grupy. Najbardziej interesują Cię te, które udzielają darmowych wróżb. Zapisujesz się do jednej z nich po czym robisz search i dowiadujesz się że jest to grupa która wierzy w jakiegoś tam bożka, ma jakąś tam energię zupełnie Tobie nie pasującą. Czujesz, że to nie jest ta grupa której szukałeś.

Jesteś zły na siebie, że po raz kolejny dałeś się wykiwać, jednak im dłużej w tej grupie jesteś tym gorzej się czujesz. Rezygnacja zaczyna Cię przerastać. Nie poddajesz się jednak i w dalszym ciągu szukasz odpowiedniej dla siebie grupy. Nagle pojawia się grupa „…”. Postanawiasz do nich dołączyć. Zaczynasz sprawdzać ludzi, którzy są w nowej grupie.

Trafiam na Ciebie, przyjmujesz mnie do grupy. Na kilka sekund przed przyjęciem wchodzę na Twoją stronę i zaczynam czytać. Nie wiem dlaczego ale mam wrażenie, że nie jesteś oszustem i to, co piszesz o sobie jest prawdą. W końcu czuje się swobodnie. Jak z cebuli schodzą ze mnie negatywne emocje. Podejmuje decyzję by wypisać się z pierwszej grupy. Robię to natychmiast i postanawiam zacząć z Tobą rozmowę, w pewnym momencie czuję, że bez mojego proszenia przesyłasz mi pozytywną energię.

Zdaję sobie sprawę, że nie zwariowałam ale takie przeżycie mam pierwszy raz w życiu. Lubię ludzi niezwykłych. Kręcą mnie ich historie, w które nie zawsze wierzę. Z jednej strony Twój przewodnik życiowy, któremu na siłę wcisnęłam swoją rękę dlatego, że potrzebuję zmian w swoim życiu, jest osobą twardo stąpającą po ziemi, zaś z drugiej świat w którym on żyje nigdy nie będzie dla Ciebie dostępny.

The Five People You Meet in Heaven

Filmowa historia o człowieku, który spędził prawie całe swoje życie w Wesołym Miasteczku.
Konserwował, naprawiał wszystkie urządzenia, „by było bezpiecznie”,jak to sam często podkreślał wobec swoich współpracowników.
Od momentu powrotu z wojny, żywił do końca swoich dni, pretensje do świata za przestrzeloną nogę, która uczyniła go tym kim jest.

W ostatnim dniu czynił to co do niego należy, gdy nagle okazało się, że życie kilkorga ludzi wisi na włosku, a dokładnie na stalowej linie, która z każdą chwilą stawała się coraz cieńsza.
Udało uratować się wszystkich z wysokościowej gondoli, ale nikt nie widział jednego…
Małej dziewczynki przerażonej wrzaskiem, zamieszaniem, całym tłumem dookoła, przysiadła na ziemi ale akurat w miejscu, które miało być za chwilę miejscem upadku gondoli.
Mimo usztywnionej nogi, mimo wieku, mimo wszystkiego, spieszył się by ratować Małą.
Ostatnią, rzeczą którą czuł był dotyk małych dłoni…

Ciało odzyskało sprawność, tak jakby lata całej starości uciekły, Miasteczko było opustoszałe, głos z początku przychodził mu z trudem.
Poza nim była tam jedna osoba, pierwsza, która miał ukazać mu to czego nie dostrzegał w swoim życiu.
Jak życie każdego z nas jest powiązane z życiem innych ludzi.
Pierwszy jego rozmówca człowiek dziwadło o niebieskiej skórze, który występował kiedyś w Miasteczku, zapowiedział, że spotka się jeszcze z czwórką gości.

Drugim był kapitan z czasów wojny, który wyjawił mu prawdę o przyczynie przestrzelonej nogi, i doprowadził do uwolnienia nienawiści, jaka narastała z każdym dniem życia Eddiego od momentu postrzału.
Trzecią osobą była właścicielka Wesołego Miasteczka, która otworzyła mu oczy na jego ojca, to kim był i jaki był naprawdę. Obrazy, które ujrzał odmieniły wszystko, przebaczenie otworzyło serce naszego bohatera.
Kolejne spotkanie było czymś zaskakującym, spełnieniem nadziei, ukojeniem. Wpierw zobaczył, a później poczuł ciesząc się żywą radością, ściskając w ramionach swoją żonę.
To Ich chwile…

Coraz słabszy, znalazł się nad rzeką, kamienisty brzeg rozciągał się przed nim, lekka mgła unosiła się tuż nad powierzchnią spokojnej wody.
Zobaczył małe dzieci myjące się w rzece, opadający z sił podszedł do jednej małej dziewczynki, która przywoływała go delikatnym ruchem dłoni.
Skośnooka dziewczynka wskazując na siebie powiedziała „Taala”, on zaś w odpowiedzi wskazując na siebie powiedział z rezygnacją „Przegrany”.

Z uśmiechem potwierdziła jego domysły, że jest piątą osobą z którą miał się spotkać. Nikt z poprzedników nie powiedział mu czy dziewczynka dla której zaryzykował swoje życie, czy przeżyła.
– Czułem jej małe dłonie…
– Nie, to były moje dłonie wciągnęłam Cię tu do Nieba:), nie wyciągnąłeś małej dziewczynki…
– Odepchnąłeś ją, ona żyje.

Powoli dociera do niego dlaczego rozmawiają…

Czasy wojny… krokami w szaleństwie, dłońmi trzymającymi miotacz ognia spalił kilka drewnianych domów w dżungli. Wszystko zaczynał sobie przypominać, obrazy które przemykały wyjaśniał aż nazbyt wiele.
Matka schowała swoją córkę w domu, by tam była bezpieczna.
Mimo szaleństwa tamtego czasu widział, że ktoś przemyka wśród płomieni, chciał wejść w płonący dom.
Kapitan nie miał wyjścia przestrzelił mu kolano…

To już nie ta dziewczynka, którą ujrzał nad brzegiem rzeki, jej skórę pokrywają teraz rany po oparzeniach, ich czerwień podkreśla wszystkie wydarzenia.
W wodzie jest pełno kamieni, Taala wydobywa z dna jeden większy, płaski kamień, unosi go w stronę Eddiego.
– Umyj mnie…
Zdezorientowany bohater nie wie co ma robić, jest roztrzęsiony, nieporadnie, powoli dotyka policzka pokrytego bliznami.
Woda, kamień, dotyk, troska rozmywają blizny, przywracając dziecięcą skórę.
Z uśmiechem Mała bierze go za rękę i razem zanurzają się pod wodę…
Rzeka zmienia się w niekończący się Ocean…

Kim jestem, że doświadczam ukrytego
Kim jestem…

taala

Milczenie…

Dlaczego ktoś, kogo kochamy, nie potrafi traktować nas z miłością? Dlaczego ta miłość bardzo często staje się potępieniem, udręczeniem, zniewoleniem i… odrzuceniem?

Nie wszyscy potrafią powiedzieć przepraszam w sytuacji, gdy sami zawinili. Ich życiowy kręgosłup jest sztywny i twardy niczym kamień. Ich życiową dewizą jest złamać przeciwnika, zniszczyć, bo tylko w ten sposób mogą kontrolować i manipulować innymi.

Milczeniem można okazać uczucie ciepła, miłości, bezpieczeństwa. Można go również użyć, by niszczyć, dręczyć, unicestwiać. Osoba dręczona bezdusznym milczeniem jest nim zaszczuwana, osaczana, psychicznie niszczona. W ten sposób łamie się wolę dziecka, niszczy współpartnera. Ten rodzaj agresji jakże często stosowany jest w rodzinach.

Osoba agresywna posługując się milczeniem doskonale wie, co robi – kontroluje w ten sposób i manipuluje drugim człowiekiem, by uzyskać to, czego druga osoba nie chce lub nie może dać, nie chce lub nie może się podporządkować, bo w jej odczuciu jest to forma krzywdzenia.

Wygodnie jest dręczyć, bo ta forma agresji nie pozostawia śladów na ciele, niszczy psychikę. Kto będzie rozczulał się nad chorym psychicznie człowiekiem, kto zada sobie tyle trudu, by dotrzeć do źródła? Wtedy wystarczy psychiatryk i psychotropy, by w ten sposób uciszyć dręczonego.
Niszczy się ofiarę, oszczędzając kata…

Lęk przed życiem

autor: Alexander Lowen
tytuł: Lęk przed życiem
przekład: Agnieszka Świtalska
wydanie I w języku polskim
Koszalin 2010
wydana przez Ośrodek Bioenergetycznej Pracy z Ciałem i Edukacji Psychologicznej, Joanna Olchowik
fragment

 

Wstęp
[…] Czy przeznaczeniem współczesnego człowieka jest bycie neurotykiem, który boi się życia? Moja odpowiedź brzmi: tak, jeśli zdefiniujemy współczesnego człowieka jako członka kultury, której głównymi wartościami są władza i rozwój. Ponieważ wartości te charakteryzują zachodnią kulturę XX wieku, tak więc każdy, kto w niej dorasta, jest neurotykiem.

 

Osoba neurotyczna jest w konflikcie z samym sobą. Część jej „ja” usiłuje pokonać drugą część siebie. Próbuje opanować ciało, racjonalny umysł, przejąć kontrolę nad uczuciami, wolą, przezwyciężyć obawy i niepokój. Mimo że konflikt ten jest w dużej mierze nieuświadomiony, jego efektem jest wyczerpanie energii osoby i zniszczenie jej spokoju wewnętrznego. Neuroza to konflikt wewnętrzny. Charakter neurotyczny przybiera różne postacie, wszystkie jednak zawierają wewnętrzną walkę jednostki pomiędzy tym, kim jest i tym, kim wierzy, że być powinna. Każda osoba neurotyczna wpada w tę pułapkę.

 

Jak rodzi się ten stan wewnętrznego konfliktu? Dlaczego losem współczesnego człowieka musi być cierpienie z powodu tych konfliktów? w przypadku jednostki neuroza powstaje w kontekście sytuacji rodzinnej. Jednak sytuacja rodzinna stanowi odzwierciedlenie kultury, ponieważ rodzina podlega wpływom wszystkich sił w społeczeństwie, którego jest częścią. Aby zrozumieć egzystencjalne warunki współczesnego człowieka oraz poznać jego przeznaczenie, musimy prześledzić źródła konfliktu w jego kulturze.
Jesteśmy świadomi pewnych konfliktów w naszej kulturze. Na przykład rozprawiamy o pokoju, ale przygotowujemy się do wojny. Popieramy ochronę środowiska, ale bezlitośnie wykorzystujemy zasoby naturalne dla zysku ekonomicznego.

 

Jesteśmy oddani celom władzy i rozwoju, ale pragniemy tez przyjemności, spokoju umysłu i równowagi. Nie zdajemy sobie jednak sprawy z tego, że władza i przyjemność to wartości przeciwne oraz, że jedno wyklucza pojawienie się drugiego. Władza nieuchronni prowadzi do walki o jej posiadanie, co często doprowadza do tego, że ojciec obraca się przeciw synowi, brat przeciw bratu.

Jest siłą wprowadzającą podziały w społeczności. Rozwój oznacza ciągłą aktywność w celu zmiany starego na nowe, uznając, że nowe jest zawsze lepsze od starego. Założenie to, mimo że jest prawdziwe w niektórych technicznych dziedzinach, jest niebezpieczne. Idąc dalej, implikuje ono nadrzędność syna nad ojcem, czy degraduje rolę tradycji do zbędnego bagażu. Istnieją też kultury, w których dominują inne wartości, gdzie szacunek dla przeszłości i tradycji jest ważniejszy niż dążenie do zmiany. W kulturach tych konflikt jest zminimalizowany, a neuroza występuje rzadko.

 

Rodzice jako reprezentanci kultury, mają obowiązek zainspirowania dzieci wartościami tej kultury. Żądają od dzieci zachowań i postaw, które są tak skonstruowane, by wpasować dziecko w społeczną i kulturalną matrycę. Z jednej strony dziecko stawia opór przeciw tym wymaganiom, ponieważ oznaczają one odcięcie się od swej zwierzęcej natury. By stać się częścią systemu, dziecko musi zostać „złamane”.
Z drugiej strony pragnie ono dostosować się do tych oczekiwań, by podtrzymać miłość rodziców i uzyskać ich aprobatę. Rezultat zależy od natury rodzicielskich oczekiwań oraz sposobu, w jaki są one egzekwowane. Poprzez miłość i zrozumienie można nauczyć dziecko zwyczajów i praktyk charakterystycznych dla kultury, nie łąmiąc jego ducha. Niestety, w większości przypadków w procesie przystosowywania dziecka do kultury jego duch zostaje jednak złamany, czyniąc dziecko neurotykiem, który boi się życia.

Centralną kwestią w procesie adaptacji kulturowej jest kontrola seksualności. Nie istnieje bowiem kultura, która choć częściowo nie narzuca hamowania zachowań seksualnych. Ta kontrola zdaje się być konieczna, aby nie dopuścić do rozłamu w społeczeństwie. Ludzie są zazdrosnymi istotami i mają skłonność do przemocy. Nawet w najbardziej prymitywnych kulturach więzy małżeńskie są święte. Jednak konflikty, które powstają z tych ograniczeń są zewnętrzne względem osobowości. W kulturze Zachodu praktykuje się wzbudzanie poczucia winy za uczucia seksualne oraz za praktyki seksualne, jak na przykład masturbacja, która w żaden nie zagraża harmonii społeczności. Kiedy poczucie winy lub wstyd połączą się z odczuciami, konflikt zostaje zinternalizowany i tworzy się charakter neurotyczny. […]

Radość

autor: Alexander Lowen
tytuł: Radość. Naucz się wyzwalać energię stłumionych uczuć
przekład: Kamila Jakimowicz
wydanie I
Wydawnictwo Czarna Owca (dawniej Jacek Santorski & Co)
Warszawa 2010
Nareszcie ukazały się dalsze tłumaczenia książek Alexandra Lowena.
Zaprezentuję treść Przedmowy do tej publikacji.

 

Przedmowa
Minęło już czterdzieści lat, odkąd przyszedł do mojego gabinetu pierwszy pacjent. Właśnie ukończyłem własną terapię u Wilhelma Reicha. Jego metoda stawała się coraz bardziej znana i znajdowała wciąż nowych zwolenników. Ponieważ mało było wówczas terapeutów wyszkolonych do jej stosowania, miałem wielu chętnych, mimo że nie zdobyłem wykształcenia medycznego. Jako początkujący terapeuta brałem dwa dolary za godzinę terapii, co jak na tamte czasy było skromnym wynagrodzeniem. Jednak gdy z perspektywy czasu patrzę na jakość mojej pracy, zadaję sobie pytanie, czy byłem wart nawet tego. Nie miałem wówczas pojęcia o głębi i powadze zaburzeń, z jakimi boryka się wielu ludzi zachodniego świata. Mam na myśli depresję, niepokój, brak poczucia bezpieczeństwa, miłości i radości życia.

 

Pracując z pacjentami przez prawie pół wieku, napisałem jedenaście książek i wierzę, że zgłębiłem naturę ludzkich problemów; zdefiniowałem również zasady analizy bioenergetycznej. Książka ta opisuje terapię w praktyce i obrazuje jej zastosowanie licznymi przykładami z sesji z pacjentami. Muszę zaznaczyć, że analiza bioenergetyczna nie jest szybką i prostą metodą leczenia, jest jednak bardzo efektywna, chociaż jej efektywność zależy od doświadczenia terapeuty. Trudno spodziewać się natychmiastowego uzdrowienia, jeśli problemy, z którymi przez lata zmagają się pacjenci, stają się w końcu częścią ich osobowości. Prawdziwe cuda zdarzają się rzadko. Największy cud, jaki znam, to akt powstania nowego życia, któremu dedykuję niniejszą książkę.

 

Ciało i umysł działają jako jedność, aby podtrzymywać życie w organizmie; działają również jako jedność na poziomie głębokich procesów energetycznych. Umysł potrafi wpłynąć na ciało, a ciało, oczywiście, wpływa na myślenie i procesy psychiczne.
Analiza bioenergetyczna opiera się na założeniu, że człowiek jest jednolitą całością. To, co dzieje się w umyśle, wpływa na procesy w ciele. Zatem jeśli ktoś cierpi na depresję i ma rozpaczliwie czarne myśli, czuje się beznadziejny i przegrany, w jego ciele to nastawienie będzie widoczne w spowolnionym przepływie impulsów, w zmniejszonej ruchliwości i ograniczonym oddechu. Wszystkie funkcje życiowe doświadczają depresji, również metabolizm. Zaburzony metabolizm wpływa na obniżenie energii życiowej

 

W niektórych przypadkach można poprawić funkcjonowanie ciała poprzez zmianę nastawienia w umyśle, lecz każda taka zmiana będzie krótkotrwała, dopóki nie dokona się fundamentalnych zmian na poziomie ciała. Z drugiej strony, bezpośrednie poprawianie funkcjonowanie ciała poprzez oddech, ruch, odczuwanie i swobodną ekspresję przynosi natychmiastowy i długotrwały efekt oraz zmienia nastawienie psychiczne. W końcowej części terapii dążymy do energetycznego wzmocnienia pacjenta. Jest to istotne, jeśli naszym celem jest wyzwolenie pacjenta z ograniczeń przeszłości i zahamowań teraźniejszości.

 

[…] Celem terapii jest pomóc człowiekowi w odzyskaniu jego pełnego potencjału. Wszyscy ludzie, którzy przychodzą na terapię, są na skutek urazów z dzieciństwa pozbawieni umiejętności doświadczania pełni życia. Jest to ich główne zaburzenie, które leży u podłoża objawów. Objawy wskazują, jak bardzo człowiek został upośledzony przez proces wychowawczy. Najcięższym stanem jest utrata części własnego ja. Wszyscy pacjenci cierpią na różnego rodzaju ograniczenia osobowości: ograniczoną samoświadomość i uważność, ograniczone wyrażanie siebie, zaburzone panowanie nad sobą. Te podstawowe funkcje są filarami świątyni własnego ja. Ich ułomność i słabość odpowiadają za brak poczucia bezpieczeństwa, który dramatycznie podkopuje wszelkie próby poszukiwania spokoju i radości, satysfakcji i najgłębszego sensu istnienia.

Wielce ambitnym celem terapii jest przekroczenie tych ograniczeń i, jak wcześniej wspomniałem, nie jest to proste. Bez zrozumienia tego celu można się pogubić w labiryncie konfliktów i sprzeczności uczuć, które gmatwają lub nawet udaremniają starania podejmowane w trakcie terapii. Warto jednak podjąć wysiłek, jakim jest niesienie pomocy wielu ludziom współczesnej cywilizacji, dla których życie jest ciągłą walką o przetrwanie, a radość – stanem obcym.

Narcyzm. Zaprzeczenie prawdziwemu Ja

autor: Alexander Lowen
tytuł: Narcyzm. Zaprzeczenie prawdziwemu Ja.
przekład: Piotr Kołyszko
Agencja Wydawnicza Jacek Santorski & Co
Warszawa 1995
„Narcystyczna osobowość naszych czasów” – tak zapewne zatytułowałaby Karen Horney swoją słynną książkę, gdyby pisałaby ją pięćdziesiąt lat później. Opisywane przez Freuda i jego uczniów nerwice ustępują dziś miejsca innego rodzaju zaburzeniom osobowości, których istotą nie są neurotyczne konflikty, lecz kryzys tożsamości, utrata łączności z naturalną, podstawową jaźnią, własnym Ja.
Samotność, egocentryzm i zabieganie współczesnego człowieka Zachodu są pierwszymi rzucającymi się w oczy skutkami tej bolesnej utraty poczucia siebie, zapoczątkowanej przez dramat dziecka nieuważnie i egoistycznie traktowanego przez rodziców, a utrwalonej przez nastawioną na zewnętrzne osiągnięcia i grę pozorów kulturę.
Depresje, zaburzenia osobowości typu borderline i narcyzm to kliniczne przejawy naszych egzystencjalnych problemów, w których istotę wprowadza nas krok po kroku wybitny psychiatra i psychoterapeuta amerykański, Alexander Lowen znany już polskim czytelnikom z bestsellerów Miłość, seks i serce oraz Duchowość ciała.  (Jacek Santorski)
fragment
Przypadek Sally
[…] Sally, młoda kobieta uczestnicząca w treningu bioenergetycznym, opisała koszmar, jaki przeżywała przez ostatnie dziesięć lat. Poślubiła mężczyznę, który ją bił, uganiał się za innymi kobietami i groził odebraniem dzieci w przypadku rozwodu. Bała się go panicznie, bo był silny, nie tylko w sensie fizycznym. Udało się jej jednak uzyskać rozwód i zatrzymać dzieci. Zadziwiający był fakt, że Sally opowiadając tę historię ujawniała bardzo niewiele emocji. Byłem również zdumiony płytkością jej oddechu.Chociaż jej ciało nie wykazywało sztywności, miała zaciśnięte gardło. Żeby zrozumieć przyczyny tego zaciśnięcia, spytałem ją o dzieciństwo.
Sally odpowiedziała natychmiast, że miała szczęśliwe dzieciństwo. Jak dotąd nie pracowałem jeszcze z nikim, kto miał szczęśliwe dzieciństwo. Słyszałem takie stwierdzenia z ust wielu pacjentów, ale okazywało się, że kryje się za nimi zaprzeczenie rzeczywistości. Gdyby dzieciństwo Sally było szczęśliwe, nie zaciskałaby gardła w celu blokowania uczuć i nie wyszłaby za mąż za mężczyznę, który ją maltretował. Jak wykazałem w innej książce*, większość mężczyzn żeni się z kobietami podobnymi do matek, a kobiety poślubiają mężczyzn podobnych do ojców. Poprosiłem Sally, żeby opowiedziała mi coś o ojcu.

Sally posłużyła się tymi samymi słowami przy opisie ojca, co przy opisie męża. Stwierdziła, że był silny. W jej dzieciństwie istniała między nimi bliskość. Ale ojciec pił, na czym cierpiały ich stosunki. Stał się nieobliczalny.

Ponieważ pijący mężczyźni bywają gwałtowni, spytałem Sally, czy ojciec kiedykolwiek ją uderzył. Mimo moich podejrzeń byłem zaskoczony jej odpowiedzią: „Czasem bił mnie pięścią, niekiedy walił w twarz. Nie wiedziałam, kiedy spadnie na mnie cios”. Zrozumiałem, że Sally bała się panicznie ojca, tak jak później męża. Ale ponieważ była dzieckiem i nie mogła opuścić domu, stłumiła przerażenie i mu zaprzeczyła. To zaprzeczenie uczucia strachu zaślepiło ją tak, że nie potrafiła dostrzec potencjalnej przemocy w przyszłym mężu.

[…] Rodzice bijący własne dzieci byli prawdopodobnie bici w dzieciństwie. Ponieważ zaprzeczyli uczuciom związanym z tym doświadczeniem, nie żywią żadnych uczuć dla dziecka. Mimo to nie potrafię pojąć, jak rodzice mogą usprawiedliwiać bicie dzieci. Widzę w tym przejaw okrucieństwa. Zawsze czuję grozę, kiedy słyszę opowieści pacjentów o tym, jak żądano, by sami przynieśli narzędzie chłosty. Podobnie nie potrafię też zrozumieć okrucieństwa wobec zwierząt. Są one czującymi istotami, zdolnymi do odczuwania bólu i przyjemności, smutku i radości, strachu i złości. Ludzie pozbawieni tych uczuć stoją w pewien sposób niżej od zwierząt…
*  Alexander Lowen Fear of Life, New York, Macmillan 1980.

Miłość, seks i serce

autor: Alexander Lowen
tytuł: Miłość, seks i serce
tłumaczenie: Piotr Kołyszko
Wydawnictwo Pusty Obłok
Warszawa 1990
[…] Skuteczność bioenergetyki w leczeniu depresji i nerwic, pomocy w rozwiązywaniu problemów życia intymnego i odzyskiwaniu harmonii wynika z włączenia w nurt psychoterapii pracy z ciałem pacjenta. Lowen odkrył, że uwalnianie napięć mięśniowych i przywracanie naturalnego rytmu oddychania jest istotą rozwiązywania problemów emocjonalnych. Takie podejście odróżnia bioenergetykę od innych metod pracy psychoterapeutycznej bazującej tylko na słowie (rozmowie)… (Jacek Santorski)
fragment
Wstęp
[…] Tak jak można określić wiek drzewa licząc wewnętrzne słoje pnia, tak doświadczony terapeuta ze szkoły bioenergetycznej może odtworzyć historię człowieka przyglądając się ciału. W trakcie analizy bioenergetycznej można określić gdzie umiejscowione jest napięcie i zablokowana energia. Takie zablokowanie nie pozwala człowiekowi używać w pełni swojej żywotności. Korzystając z różnorodnych technik ćwiczeń ładujących i rozładowujących emocjonalnie terapeuta szkoły bioenergetycznej może pomóc uwolnić zablokowaną energię, co pozwala na złagodzenie napięcia. Efekty zastosowania tej metody wobec osób podatnych na chorobę serca okazały się ta intrygujące, że zdecydowałem się na odbycie terapii u dr Lowena. Wkrótce przekonałem się, że moje ciało jest zbyt napięte, że nie oddycham głęboko i nie przeżywam ani nie wyrażam w pełni swoich uczuć.
Dr Lowen skoncentrował się na sztywności mojego ciała. W ciągu pierwszych kilku miesięcy było ono oporne i pozostawało pod kontrolą głowy. Lowen pracował nad oddychaniem, co wyzwoliło zablokowane uczucia. Umieszczał mnie na „stołku bioenergetycznym” i nakłaniał do takiego posługiwania się głosem, które wydobyłoby energię z mojej piersi. Spowodowało to zredukowanie napięcia w klatce piersiowej. Następnie pracowaliśmy nad przeponą, szczęką i miednicą. Kilka miesięcy takiej pracy z ciałem odsłoniło stłumione uczucia i napięcie mięśniowe. Stopniowo w moim ciele pojawiło się rozluźnienie. Płacz uwolnił napięcie, prowadzące do rozluźnienia klatki piersiowej. Podczas kolejnych lat byłem świadkiem otwierania się własnego serca. Chyba zaczęła się rozwijać kobieca strona mojej natury. Rozwój był wyjątkowo intensywny. Ból związany z terapią doprowadził mnie w końcu do odkrycia przyjemności. Zacząłem przeżywać więcej uczuć. Moje emocjonalne i fizyczne dobre samopoczucie uległo pogłębieniu, ciało zaś jakby ożyło. Zacząłem doświadczać swojej prawdziwej jaźni. Ta wędrówka w poszukiwaniu samego siebie dawała mi wielką radość. […]
dr STEPHEN  SINATRA
dyrektor The New England Heart Center

Duchowość ciała

autor: Alexander Lowen
tytuł: Duchowość ciała
tłumaczenie: Stefan Sikora
wydawca: Jacek Santorski & Co Agencja Wydawnicza
Warszawa 1991
Książka, którą tu prezentuję przetłumaczona i wydana była po książce Miłość, seks i serce. Z tego, co mi wiadomo, obie pozycje miały następne wznowienia.
Co wiemy o Alexandrze Lowenie?
Urodził się w 1910 roku w USA. Wszechstronnie wykształcony humanista i lekarz (doktoraty z prawa, wychowania fizycznego i psychiatrii). Uczeń Wilhelma Reicha i kontynuator jego unikalnej metody psychoterapii somatycznej. Znany w Stanach Zjednoczonych i Europie nie tylko jako twórca bioenergetyki* ale i autor książek, które stały się wielkonakładowymi bestsellerami (Język ciała, Depresja i ciało, Miłość, seks i serce, itd.)
———
* Zapoczątkowany na kanwie odkryć Wilhelma Reicha przez Alexandra Lowena i Johna Pierrakosa kierunek psychoterapii obejmujący umysł, ciało i procesy energetyczne człowieka. Bioenergetyka nie ma nic wspólnego z bioenergoterapią.
*   *   *
fragment
[…] Prawdziwa gracja ciała nie jest czymś wyuczonym, lecz stanowi część naturalnego wyposażenia człowieka jako jednego z boskich stworzeń. Jednak gdy raz zostanie utracona, można ją odzyskać jedynie przez przywrócenie ciału jego duchowości. Aby to uczynić, należy zrozumieć, dlaczego i w jaki sposób jego wdzięk został utracony. Ale ponieważ nie da się odzyskać zagubionej rzeczy, jeżeli nie wiemy, co konkretnie zgubiliśmy, musimy zacząć od przestudiowania ciała naturalnego – ciała, w którym ruch, uczucie i myśl stapiają się w czynności pełne wdzięku. Będziemy badać ciało jako samopodtrzymujący się system energetyczny, który współreaguje ze środowiskiem i którego przetrwanie od środowiska zależy. Spojrzenie na ciało z perspektywy energetycznej pozwoli nam zrozumieć istotę wdzięku bez popadania w mistycyzm. Doprowadzi nas to do poznania związku uczuciowości z wdziękiem. Przy braku uczuć ruchy stają się mechaniczne, a myśli zamieniają się w abstrakcje.. Człowiekowi załamanemu na duchu, którego dusza pełna jest nienawiści, możemy oczywiście prawić kazania o miłości, lecz trudno oczekiwać, że odniesie to jakiś skutek. Jeśli natomiast uda się nam przywrócić mu ducha, miłość bliźniego zabłyśnie w nim na nowo. Zbadamy zatem niektóre z zaburzeń, które łamią ducha człowieka, pomniejszają jego wdzięk ciała i podkopują jego zdrowie. Ześrodkowanie uwagi na wdzięku jako kryterium zdrowia, pozwoli nam zrozumieć wiele problemów emocjonalnych, jakie trapią istoty ludzkie, a także rozwijać wdzięk, który sprzyja zdrowiu.

[…] Rozważmy, co się dzieje z dzieckiem, które jest uczone, iż płacz jest zachowaniem nie do przyjęcia. Odruch płaczu tkwi w ciele i musi zostać w jakiś sposób zablokowany, jeśli nie może być wyrażony. Aby opanować ten odruch, mięśnie biorące udział w płaczu muszą się skurczyć i pozostać w tym napiętym stanie, dopóki odruch płaczu nie wygaśnie. Odruch ten jednak nie zamiera, a jedynie wycofuje się do wnętrza ciała, gdzie tkwi w podświadomości. Daje się po latach uaktywnić poprzez terapię lub jakieś silne przeżycie. Dopóki to nie nastąpi, właściwy zespół mięśni – w tym wypadku mięśnie ust, szczęk i gardła – pozostają z chronicznym napięciu. O tym, że stanowi to częsty problem, świadczy powszechność  zesztywnienia szczęk, które w ciężkiej postaci znane jest jako zespół stawu skroniowo-szczękowego.

Ilekroć w ciele występuje chroniczne napięcie mięśniowe, naturalne odruchy są nieświadomie blokowane. Dobrym przykładem jest tu przypadek mężczyzny, którego mięśnie barkowe były do tego stopnia napięte i skurczone, że nie był on w stanie unieść rąk nad głowę. Owo zablokowanie stanowiło przypadek hamowania impulsu podniesienia ręki na rodzica.  Gdy go zapytałem, czy był kiedykolwiek w stanie rozzłościć się na swego ojca, odparł, że nigdy. Myśl, że mógłby go uderzyć, była dla niego tak samo nie do przyjęcia, jak dla jego ojca. Niemniej konsekwencją owego zahamowania było zniszczenie naturalnego wdzięku ruchów ramion…

Od siebie dodam. Książka napisana bardzo przystępnie, omawiająca w jaki sposób błędy wychowawcze, urazy, trauma zamrażane są w naszych mięśniach, ograniczając płynność i wdzięk poruszania oraz wyrażania siebie poprzez ruch. Pokazuje, w jaki sposób można ciału przywrócić jego elastyczność, znosząc blokady nie tylko fizyczne ale i wytworzone w umyśle.

Szantaż emocjonalny Susan Forward

autor: Susan Forward (autorka bestselleru Toksyczni rodzice) i Donna Frazier
tytuł: Szantaż emocjonalny. Jak obronić się przed manipulacją i wykorzystaniem.
przekład: Małgorzata Trzebiatowska
wydanie drugie w języku polskim
Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne
Gdańsk 2007
Fragment
[…] Zaplanowaliśmy sobie z żoną, że na święta Bożego Narodzenia wybierzemy się w podróż. Czekaliśmy na te wakacje od miesięcy. Kiedy zadzwoniłem do mamy, by jej powiedzieć, że wreszcie kupiliśmy bilety, była bliska płaczu. „Ale co ze świątecznym obiadem?” – zapytała. „Zawsze się spotykamy w Boże Narodzenie. Jeśli wyjedziecie, to zepsujecie wszystkim ten dzień. Jak możecie mi to robić? Jak myślisz, ile świąt Bożego Narodzenia jeszcze mi zostało?”. No i oczywiście poddałem się. Żona mnie zabije, ale nie mógłbym cieszyć się wyjazdem, mając takie poczucie winy wobec mamy. (TOM)
Weszłam, by powiedzieć szefowi, że potrzebuję pomocy albo ustalenia bardziej realistycznego terminu ukończenia projektu. Kiedy tylko wspomniałam, że nie mogę dać sobie rady, rozpoczął przemowę: „Wiem, że chcesz więcej czasu spędzać w domu, z rodziną. Ale myślę, że chociaż brakuje im ciebie, docenią awans, który chcemy ci przyznać. Potrzebujemy kogoś do pracy w grupie, kto jest bardzo oddany swemu zajęciu – kogoś takiego, kim według mnie jesteś ty. Ale jak chcesz – możesz spędzać więcej czasu z dziećmi. Tylko pamiętaj, że jeśli to jest dla ciebie najważniejsze, to będziemy musieli ponownie rozważyć twoją przyszłość w firmie”. Poczułam się całkowicie zdruzgotana. Teraz nie wiem, co robić. (KIM)
Co to jest szantaż emocjonalny?
Szantaż emocjonalny to potężna forma manipulacji, polegająca na tym, iż nasi bliscy grożą nam – bezpośrednio czy pośrednio – że nas ukarzą, jeśli nie zrobimy tego, czego sobie życzą. U podłoża każdego szantażu tkwi jedna podstawowa groźba, którą można wyrazić na wiele sposobów, na przykład tak: Jeśli nie będziesz zachowywał się tak, jak chcę, to będziesz cierpiał. Kryminalista szantażujący jakąś osobę może grozić, że wykorzysta informacje dotyczące jej przeszłości i zniszczy jej reputację. Na ogół żąda pieniędzy za dochowanie tajemnicy. Szantaż emocjonalny uderza w nas osobiście. Posługująca się nim osoba wie, jak bardzo cenny dla nas jest związek z nią. Zna nasze słabości i najgłębsze sekrety. I nawet jeśli bardzo jej na nas zależy, to kiedy się obawia, że nie postawi na swoim, wykorzystuje swoją wiedzę o nas, by sformułować groźby, które przynoszą jej to, czego pragnie: naszą uległość.
Wiedząc, że potrzebujemy miłości i aprobaty, nasz szantażysta grozi, że nas ich pozbawi, albo też swoim zachowaniem utwierdza nas w przekonaniu, że musimy sobie na nie zasłużyć. Jeśli na przykład jesteś dumny ze swojej szczodrości i troskliwości, to szantażysta może nazywać cię samolubnym i nieczułym, kiedy nie podporządkowujesz się jego woli. Jeżeli cenisz pieniądze i bezpieczeństwo finansowe, to szantażysta może zapewniać ci je tylko pod pewnymi warunkami lub grozić, że cię ich pozbawi. I jeśli mu uwierzysz, to możesz przyzwyczaić się do poddawania jego kontroli swoich decyzji i swojego zachowania.
Znalazłeś się w tańcu szantażu, w tańcu z niezmierną liczbą kroków, figur i partnerów.
Ponieważ niezwykle trudno […] rozpoznać emocjonalny szantaż, kiedy mamy z nim do czynienia – a nawet na długo potem – przygotowałam listę, która pomoże ci stwierdzić, czy stałeś się ofiarą szantażysty.
Gdy ważni w twoim życiu ludzie:
  • grożą, że utrudnią ci życie, jeśli nie zrobisz tego, czego chcą?
  • nieustannie grożą, że zerwą z tobą, jeśli nie zrobisz tego, czego chcą?
  • mówią ci lub sugerują, że będą zaniedbywać obowiązki, zrobią sobie krzywdę lub popadną w depresję, jeśli nie zrobisz tego, czego chcą?
  • zawsze chcą więcej, niezależnie od tego, ile im dajesz?
  • zazwyczaj zakładają, że im ustąpisz?
  • zazwyczaj ignorują czy deprecjonują twoje uczucia i pragnienia?
  • wiele ci obiecują, ale spełnienie tych obietnic uzależniają od twego zachowania i rzadko ich dotrzymują?
  • obsypują cię wyrazami aprobaty, kiedy im ulegasz, a dezaprobaty, kiedy nie chcesz ulec?
  • posługują się pieniędzmi jako środkiem do postawienia na swoim?

Jeśli odpowiedziałeś twierdząco choćby na jedno z tych pytań, to jesteś emocjonalnie szantażowany…

Bruce Fisher, Nina Hart – Kierując się miłością – recenzja.

Poradnik psychologiczny

Nie jest to typowo akademickie spojrzenie na temat relacji w związkach, ale z pewnością była napisana z myślą o tych

– którzy chcą poznać lepiej lub dopiero odkryć bogactwo własnego wnętrza i nauczyć się rozmawiać z samym sobą;

– żyją w związku, który nie jest taki, jakiego pragnęli, gdy decydowali się być razem;

– mają za sobą bolesne doświadczenia związku, który zakończył się rozwodem;

– boją się zaangażować w związek tak bardzo, że nie może im przejść przez gardło słowo „małżeństwo”;

– żyją w związku od niedawna i chcą nie tylko cieszyć się „przystawką” w postaci miodowego miesiąca, lecz także stworzyć dojrzałą relację, satysfakcjonującą obie strony;

– są gotowi przyjąć wyzwanie, jakim jest uzdrowienie relacji z samym sobą i z innymi ludźmi.

Najwięcej problemów w życiu stwarza nam rozumienie własnych stanów emocjonalnych i uczuciowych. Książka pomaga je zrozumieć i podpowiada, w jaki sposób można z nimi pracować, żeby nasze związki z innymi ludźmi były bardziej satysfakcjonujące. Próbuje pogodzić doświadczenia obu stron – kobiety i mężczyzny – by stworzyć bardziej harmonijny związek, oparty na partnerstwie a nie na walce o władzę.

Jest to książka dla ludzi lubiących wyzwania i uczących się kierowania miłością nie tylko w związkach ale i w życiu codziennym. Napisana prostym i zrozumiałym językiem dla każdego czytelnika.

Susan Forward, Donna Frazier – Toksyczni teściowie – recenzja.

Psychologia, która pomaga żyć.

Zawierając małżeństwo, zapominamy często o tym, że wiążemy się nie tylko z jedną osobą. Wchodzimy do rodziny, która ma pewien bagaż emocjonalny i utrwalone tradycje, wnosząc swój własny bagaż emocjonalny i tradycje rodziny, w której wychowaliśmy się. O kłopotach z teściami, a zwłaszcza z teściowymi, krąży mnóstwo żartów. Ale niestety zdarza się, i to wcale nierzadko, że toksyczni teściowie to naprawdę poważny problem. Autorka opisuje różne ich typy, uczy, jak je rozpoznawać i jak skutecznie chronić związek przed ich zgubnymi wpływami.

Toksyczni teściowie to lektura dla wszystkich, którzy się obawiają, że ich małżeństwo jest zagrożone lub wręcz się rozpada wskutek urazy, gniewu, poczucia winy i beznadziejności spowodowanych złymi relacjami z teściami. Autorka podaje wiele skutecznych sposobów, które można zastosować, by zmienić sytuację z korzyścią dla wszystkich stron konfliktu i ocalić związek.

W Polsce zostały wydane następujące książki Susan Forward:

– Toksyczni rodzice

– Szantaż emocjonalny

– Toksyczne namiętności

– Dlaczego on nie kocha, a ona za nim szaleje

Od siebie dodam, że wszystkie Jej książki wspaniale się uzupełniają, tworząc pełniejszy obraz naszego funkcjonowania od dzieciństwa po dorosłego człowieka.

Alice Miller – Bunt ciała – recenzja.

Kolejna książka Alice Miller po raz kolejny burzy społeczne stereotypy dotyczące powiązań między metodami wychowawczymi w dzieciństwie a późniejszym losem krzywdzonych dzieci.

Analizując biografie znakomitych artystów i przypadki własnych klientów, dostrzega, jak destrukcyjną więzią jest związek dziecka, a później dorosłego człowieka z rodzicami, którzy maltretowali go w dzieciństwie. Utrzymywanie takiej relacji, opartej na iluzjach i niespełnionych oczekiwaniach wobec rodziców, odbywa się kosztem zdrowia dziecka, a później dorosłego, bowiem ciało buntuje się przeciwko wymuszonym uczuciom, jak miłość czy wdzięczność.

Uświadomienie sobie strachu przed rodzicami i zrozumienie własnych, prawdziwych uczuć może pozwolić na uwolnienie się od niszczących więzi i wykorzystanie tłumionych sił witalnych na rozpoczęcie pełnego i szczęśliwego życia.

Jeżeli człowiek – pisze w przedmowie Alice Miller – wmawia sobie, że czuje to, co czuć powinien i stara się usilnie nie czuć tego, co uważa za niestosowne, zaczyna chorować, chyba że każe za to płacić swoim dzieciom, wykorzystując je do projekcji własnych tłumionych emocji. Sądzę, że udało mi się odkryć tutaj pewną psychobiologiczną prawidłowość, którą przez bardzo długi czas przesłaniały nakazy moralne i religijne”.

Alice Miller – Zniewolone dzieciństwo. Ukryte źródła tyranii. – recenzja

W Zniewolonym dzieciństwie Alice Miller demaskuje mechanizm przemocy obecny w metodach wychowawczych stosowanych wobec naszych rodziców i dziadków (tzw. czarna pedagogika), który również dziś nie budzi wątpliwości w wielu krajach świata. Analizując dzieciństwo pewnej narkomanki (Christiany F.), pewnego przywódcy politycznego (Adolfa Hitlera) i pewnego dzieciobójcy (Jürgena Bartscha), którzy jako dzieci padli ofiarą niegodziwości i licznych upokorzeń, autorka kreśli sugestywny obraz zniszczeń, jakich dokonuje w człowieku przemoc, i wynikających stąd zagrożeń społecznych. Póki cała ludzka społeczność nie zda sobie sprawy z faktu, że codziennie popełnia się niezliczone morderstwa duchowe na dzieciach, morderstwa, od których skutków cierpieć będzie cała ludzkość, będziemy błądzić w ciemnym labiryncie – mimo wszystkich podejmowanych w najlepszej wierze planów rozbrojeniowych.

Rodzice i dziadkowie do dziś mają wpływ na coraz to nowsze pokolenia, którym odmawia się cech ludzkich już od kołyski. Wychodzi się z założenia, że w dzieciństwie ich dzieci wszystko samo się naprostuje jak dorosną i założą własne rodziny. Niczego nie naprostują, jeśli nie będą świadomi krzywd jakich zaznali.

John Bradshaw – Twórcza moc miłości. Kolejny wielki etap rozwoju – recenzja

Niełatwo jest kochać i być kochanym. Mylne jest przekonanie, że naturalne więzy krwi sprawiają, iż kochamy członków własnej rodziny, i wcale nie jest tak, że gdy nadejdzie właściwy czas, zakochujemy się i wiemy, jak dalej rozwijać tę miłość. Miłości trzeba się bowiem nauczyć, a to wymaga od nas podjęcia decyzji, absolutnej uczciwości i odwagi, by pozwolić drugiej osobie widzieć nas takimi, jacy naprawdę jesteśmy.

John Bradshaw prezentuje nowy sposób postrzegania istoty wszelkich związków uczuciowych między dziećmi i rodzicami, między przyjaciółmi, kolegami z pracy, między nami a Bogiem – oraz naszego stosunku do samych siebie. Wskazuje, iż większość z nas żyje w „transie psychicznym” wynikającym z bolesnych doświadczeń. Uczy nas, jak wyzwolić się z tego transu, przełamać dawne, niszczące schematy myślenia i otworzyć się na kształtowanie prawdziwej miłości.

Twórcza moc miłości przeznaczona jest dla tych wszystkich, których uczucia zostały kiedykolwiek zranione i którzy z nadzieją poszukują nowej drogi do szczęścia i pełni życia.

John Bradshaw – Powrót do swego wewnętrznego domu. Jak odnaleźć i otoczyć opieką swoje wewnętrzne dziecko – recenzja

Książka mówi o destrukcyjnym wpływie na dorosłe życie krzywd doznanych w dzieciństwie. Prezentuje metody, dzięki którym można się od niego uwolnić. Zawiera opisy autentycznych przypadków i proponuje różne techniki terapeutyczne: kwestionariusze, afirmacje, medytacje, pisanie listów. Dzięki niej dowiesz się, jakich krzywd doznałeś na różnych etapach swego rozwoju, a następnie znajdziesz i otoczysz opieką swoje wewnętrzne dziecko, co pozwoli ci stać się dojrzałym, szczęśliwym człowiekiem.

Z tą książką pojawił się u mnie przed laty mój dobry znajomy.

– Posłuchaj, mam coś, co pomoże nam przełamać blokady…

Tak zaczęła się moja przygoda z pracą nad sobą. Z początku szło nam bardzo opornie, ale kiedy zaczęły pojawiać się wspomnienia, które były przez całe lata stłumione, znajomy zaczął odczuwać lęk i wycofał się, ja brnęłam dalej, wchodząc coraz głębiej w siebie, odczuwając ból i cierpienie dziecka, którym wtedy byłam.

Powrót do swego wewnętrznego domu dokładnie zaznajamia nas z etapami rozwoju i zaburzeniami, które powstają na każdym z etapów. Proponuje techniki odkrywania własnej, niezafałszowanej tożsamości i wprowadzania zmian w te zachowania, których nie chcemy, poparte przykładami z praktyki terapeutycznej Autora.

Praca z tą książką wymaga dwóch osób, ponieważ zostają uwolnione bardzo silne emocje, które do tej pory spoczywały zamrożone w naszej psychice. To już nie jest zabawa w rozwój, to konkretna praca psychoterapeutyczna, gdzie pacjentem i terapeutą jesteś ty sam.

John Bradshaw – Toksyczny wstyd. Jak uzdrowić wstyd, który cię zniewala – recenzja

Wstyd sam w sobie nie jest niczym złym. Wstyd, to normalne, ludzkie uczucie. Co więcej, by zostać w pełni człowiekiem, wręcz należy odczuwać wstyd. Wstyd określa nasze granice. Dzięki wstydowi nie przekraczamy własnego człowieczeństwa, zdajemy sobie bowiem sprawę, że popełniamy błędy i będziemy je popełniać, że bez czyjejś pomocy nie poradzimy sobie w życiu. Wstyd uświadamia nam, że nie jesteśmy Bogiem. Na zdrowym wstydzie osadza się poczucie pokory. Z niego wyrasta duchowość. […]

Toksyczny wstyd jest udręką, zmusza więc człowieka do ukrywania go. W ten sposób rodzi się fałszywe ja. Kto uważa, że jego prawdziwe Ja jest ułomne, potrzebuje Ja innego, pozbawionego tych cech – Ja fałszywego. Przeistoczenie Ja prawdziwego w fałszywe jest równoznaczne ze śmiercią psychiczną. Przyjęcie fałszywego Ja równa się utracie autentycznego człowieczeństwa. Alice Miller nazywa ten proces tworzenia fałszywego Ja „mordowaniem duszy”. Nie ma bardziej drastycznego przejawu gwałtu na własnej osobie niż toksyczny wstyd. Toksyczny wstyd tkwi u źródeł większości zaburzeń emocjonalnych. […]

Jak uzdrowić ten chorobliwy wstyd? Gdzie szukać nadziei? O tym jest ta książka. Opiszę w niej własną drogę ku uleczeniu toksycznego wstydu. Odbycie tej podróży to najważniejsze ze wszystkich moich doświadczeń życiowych. Toksyczny wstyd jest wszechobecny, działa podstępnie, jest potężny, wprawia w zakłopotanie. Jest mroczny i tajemniczy, i w tym tkwi jego potęga.

Tak wypowiada się sam Autor na temat toksycznego wstydu, który zniewala nas w najbardziej nieodpowiednich momentach naszego życia. Książka zrozumiale i w przystępny sposób analizuje – krok po kroku – powstawanie wstydu i czemu lub komu on służy.

Nie przeczytamy jej jednym tchem, ponieważ odkrywa przed nami głębię naszej istoty, pomagając odnaleźć to, co pogubiliśmy idąc drogą przez życie.

Jak skutecznie afirmować.

Czym są afirmacje mówić chyba nie trzeba. Wiele osób stosuje je dla polepszenia swego życia. Czy będą to afirmacje na przypływ pieniędzy, znalezienie miłości czy choćby na odchudzanie, trzeba je stosować umiejętnie. Inaczej nie przyniosą efektu, lub przyniosą nie taki jak trzeba.

Pewna moja znajoma opowiadała, jako anegdotę, że jedna jej klientka afirmowała każdego dnia na poprawę życia materialnego, pisząc i powtarzając zdanie: „Chcę mieć Komfort”. Po kilku tygodniach mąż kupił jej wykładzinę z firmy o tej samej nazwie.

To anegdota i nie wiem na ile jest prawdziwa, jednak obrazuje istotę niewłaściwie stosowanych afirmacji. Poza tym często sama afirmacja nie wystarczy, dla polepszenia sobie warunków życia.

Anna Antras w poradach na swojej stronie internetowej, ma ciekawy tekst:” Jak pisać i stosować afirmacje”. Autorka pisze tam tak: „Gdy wprowadzamy do podświadomości bardzo wiele energii pozytywnych wzorców, nie będzie to równoznaczne z oczyszczeniem tych negatywnych. Wręcz przeciwnie, zacznie w nas narastać balonik sprzecznych informacji. W końcu balonik pęknie i dojdzie do pomieszanie emocjonalnego.” Dlatego tak ważne jest by umiejętnie stosować afirmacje.

Zacząć należy od tego, co chcemy poprawić, polepszyć, zmienić w sobie i w swoim życiu. Jednak nie wszystko na raz. Afirmujemy jedną, dwie rzeczy, właśnie po to, by nie było tych sprzecznych, choćby nawet pozytywnych, informacji. Kolejna rzecz to emocje, które pojawiają się w trakcie afirmowania. Dobrze je sobie zapisać lub zapamiętać i dokładnie przeanalizować. One są właśnie kluczem do rozwiązania naszego problemu. Są też wskazówką dla dalszego afirmowania, bo może się okazać, ze nasza pierwotna afirmacja nie była właściwa. I wreszcie pozwalają do końca oczyścić stare i negatywne wzorce, co jest bardzo ważnym czynnikiem, dla skutecznej afirmacji. Dlatego afirmując zwracaj uwagę na emocje i myśli, które się w Tobie pojawiają. Nie wystarczy powtarzać afirmacji jak mantry. Trzeba dobrze ją przeanalizować i być jej w pełni świadomym.

W przepracowywaniu negatywnych wzorców, które wpływają na stan naszego życia czy zdrowia pomocne mogą okazać się pytania pomocnicze. Zapisz sobie je i poszukaj w sobie odpowiedzi, uświadom sobie, gdzie tkwi przyczyna problemu, jednocześnie afirmując na zmianę tych wzorców. Dla przykładu weźmy bogactwo.

Tu pozwolę sobie znowu skorzystać z mądrości Pani Anny Antras, odsyłając do jej wypowiedzi:

Skorzystajmy teraz z możliwości, jaką daje nam test skojarzeń, aby odnaleźć, choć część z tego, co może wpływać na to, że nie osiągamy w bogactwie tego, co byśmy chcieli.

  • Bogactwem jest dla mnie to, ……
  • O zarabianiu zawsze słyszałam, że….
  • Rodzice nauczyli mnie o zarabianiu tego, że….
  • Obserwując swoje otoczenie, nauczyłam się, że….
  • Dorastałam w środowisku, w którym o bogactwie mówiło się, że….
  • W moim rodzinnym domu zawsze brakowało mi….
  • Sytuacja ekonomiczna i gospodarcza kraju, w którym się wychowałam nauczyła mnie….
  • W życiu najczęściej mi brakowało…..
  • W moim domu, najczęściej brakowało mi w dzieciństwie…..
  • Dzieciństwo pamiętam, jako…
  • Kiedy coś chciałam w dzieciństwie dostać, najpierw musiałam….
  • Teraz, zarabianie przychodzi mi z….
  • Obecnie zarabiam, robiąc to, co….
  • Moja praca przynosi mi jedynie…..
  • Z ogromnymi pieniędzmi czułabym się bezpieczna wtedy, gdy……
  • Gdybym miała ogromną gotówkę, wydałabym ją na….
  • Największe marzenie, które bym spełniła za pieniądze, to….
  • Chciałabym zarabiać tyle, by….
  • Dużymi pieniędzmi podzieliłabym się z….
  • Chciałabym wynagrodzić doświadczenie biedy….
  • Najmocniej doświadczyłam biedy (niedostatku)…..
  • Niedostatkiem jest dla mnie świadomość braku…..”

Tyle Anna Antras, która sugeruje też, że odpowiedzi na powyższe pytania, których może być znacznie więcej, winny dotyczyć tylko sfery bogactwa. Podobne zestawy pytań warto przygotować sobie do większości afirmowanych problemów. Miłość, praca, zdrowie, radość, uroda… Każdy problem, jaki mamy w danej sferze wynika z jakiś zakodowanych w nas wzorców, matryc, które afirmacja ma zmienić.

Kolejną ważną rzeczą w afirmacjach jest sposób ich zapisywania. Tu najlepiej pisać afirmacje w pierwszej osobie. Z mojego osobistego doświadczenia, a tym się tu chcę podzielić, zauważyłam, że najlepiej sprawdzają się afirmacje stwierdzające fakt. Czyli: Ja…(tu imię) Jestem… i tu dajemy to, co afirmujemy: zdrowa, mądra, bogata itp.”

Wiem, że wiele osób poleca pisanie afirmacji w trzech osobach: Ja, Ty, On, jednak ja osobiście stosuję tylko pierwszą osobę, bo lepiej ona do mnie przemawia. I, przynajmniej w moim wypadku sprawdza się.

Zwracam też uwagę na to, by w tworzeniu afirmacji unikać pewnych sformułowań. Pewne słowa, np: chcę, chciałbym, chciałabym prowadzą do utrzymania się stanu chcenia. Dlatego lepiej jest przekształcić w sobie wzorzec na myślenie, że mam czy zasługuję, a nie chcę. Bardzo dobrze obrazuje to cytat z ksiązki „Rozmowy z Bogiem” N.D. Walscha: Nie otrzymasz tego, o co prosisz i nie możesz mieć tego, czego pragniesz. A to, dlatego, że twoja prośba jest stwierdzeniem braku. Mówiąc, że czegoś chcesz, przyczyniasz się do zaistnienia w twojej rzeczywistości dokładnie tego doświadczenia – chcenia.

Modlitwa prawidłowa jest, więc nie modlitwą błagalną, lecz dziękczynną.

Gdy dziękujesz Bogu zawczasu za to, czego z własnego wyboru pragniesz zaznać w swym doświadczeniu, przyznajesz, że w istocie ono już jest. Dziękczynienie kryje w sobie ogromną moc; stanowi potwierdzenie, że zanim zdążyłeś spytać, otrzymałeś (…) odpowiedź.”

Cytat ten, co prawda dotyczy modlitwy, ale ta sama zasada dotyczy afirmowania. Dlatego dziękuj lub stwierdzaj fakt posiadania, istnienia, bycia, a nie chcenia, by on zaistniał.

Na koniec dodam jeszcze, że pisząc w afirmacjach słowa „Ja Jestem” Czy jeszcze silniej działające „Jam Jest” zawsze pisz je od wielkiej litery. Wbrew pozorom, to bardzo ważne, gdyż postrzegając napisaną afirmację wizualnie, podświadomość zwraca uwagę także i na to, jak zapisujesz to swoiste „Ja”. Pisząc je dużą literą pokazujesz podświadomości, że to „Ja” jest kimś wyjątkowym i zasługuje na najlepsze.

Myśl tak o sobie na codzień, nie tylko przy pisaniu afirmacji, a zobaczysz jakie zmiany to przyniesie. Zmiany na lepsze. Oczywiście bez popadania w przesadny egoizm, ale z pełnym poszanowania stosunkiem do samego siebie.

Gelnhausen, Niemcy lipiec 2010

John Bradshaw – Zrozumieć rodzinę. Rewolucyjna droga odnalezienia samego siebie – recenzja

Wiele napisano już o rodzinie jako systemie. Większość tekstów skierowana była do doradców, terapeutów i klinicystów – profesjonalistów pracujących na tym polu. Z tego co wiem, niewiele napisano na ten temat dla laików. Jednak laik także potrzebuje pomostu dla zrozumienia tych nowych i znaczących koncepcji. Najważniejszą sprawą jest zrozumienie w jaki sposób każdy z nas traci swoje prawdziwe ja w niezdrowym systemie rodzinnym, i jak nasze systemy rodzinne uosabiają i tworzą uzależnione społeczeństwo, w którym żyjemy […]

Wierzę, że duchowość jest związana z osiąganiem pełni człowieczeństwa. Źródło ran, które niszczą naszą pełnię może zostać odkryte przez badanie naszego systemu rodzinnego. Moją tezą jest to, że kryzys w dzisiejszym społeczeństwie przejawia się w naszych rodzinach, które tworzą nasze społeczeństwo i w społeczeństwie tworzonym przez nasze rodziny. To, co dzieje się w rodzinie jest źródłem walki wewnątrz nas samych i w dużym stopniu wojen toczonych z innymi ludźmi. Te walki wewnątrz nas nazywam uzależnieniami.

Uzależnienie i wojna są złem. Przejawiają się w kłamstwie i zabijaniu. Wydają się mieć moc przekraczającą indywidualny wybór jednostki.”

(fragment Wstępu do książki)

Książki Johna Bradshaw’a to wynik jego osobistych doświadczeń i doświadczeń jego pacjentów. Prezentuje w nich własną drogę do duchowości i dzieli się nią z czytelnikami.

Zrozumieć rodzinę to wprowadzenie do jego następnych książek, które napisał. Doskonała lektura, która burzy stereotypy na temat wychowania dzieci, analizuje w przystępny dla niezorientowanego czytelnika rozwój i mechanizmy zaszczepione w dzieciach przez nieświadomych rodziców. Kolejne jego książki rozwijają bardziej ten temat, a są to: Toksyczny wstyd, Powrót do swego wewnętrznego domu, Twórcza moc miłości.



Czym skorupka za młodu nasiąknie…

Człowiek o racjonalnym umyśle, intelektualista, nigdy nie da się opanować wybuchom emocji, nie straci panowania nad sobą. Jako przykład niech tu posłuży ojciec (równie dobrze może to być matka), który ukarał syna wyrażającego złość tygodniowym szlabanem. Kara była nieadekwatna do przewinienia, nieproporcjonalna do zachowania chłopca.
„Osoba, chcąca zachować się racjonalnie lecz nie mająca dostępu do własnych emocji, będzie czasami zachowywała się nieprzewidywalnie.”

Człowiek ten nie był świadomy własnej złości, która wpływała na jego metody wychowawcze i sprowokowała reakcję nadmiernie surową. Powinien był znaleźć dostęp do własnych emocji, zamiast w sposób niekontrolowany przerzucać je na dziecko, czy osobę słabszą od niego.

W okresie, gdy formowana jest osobowość, dziecko uczy się zachowań, wyrażania emocji i uczuć w pierwszym rzędzie od domowników i środowiska, w którym się wychowuje. To, jak dorośli reagują na spontanicznie wyrażane emocje i uczucia swoich pociech, kształtuje ich osobowość i zachowania, które ujawnią się w życiu dorosłego człowieka.

Jeżeli dziecko widzi, jak zachowują się rodzice wobec siebie, jak skaczą sobie do oczu o wszystko, jak jedno drugiego upokarza i poniża – nierzadko w obecności pozostałych członków rodziny, czy znajomych, jeśli nie kontrolują gwałtownych emocji wobec siebie, dziecko bardzo szybko przyswoi te wzorce i zastosuje je na ulicy czy w szkole, ponieważ w domu nikt nie pozwoli mu na takie zachowanie. Będzie się bał ataku ze strony silniejszego, w tym wypadku rodzica, ponieważ szybko będzie ukrócone takie zachowanie. Po wyjściu z domu gdzieś tą wściekłość na domowe autorytety trzeba odreagować, więc gnębi się słabszych, zadźga nożem obcego człowieka lub skopie bezbronnego – do utraty przez niego zdrowia, a często i życia.
Wściekłość i nienawiść to uczucia, których nie potrafimy wyrażać w sposób bezpieczny i korzystny dla wszystkich. Boimy się ich, dlatego je tłamsimy w sobie. Są to uczucia, które też – a może przede wszystkim – powinny być wyrażane a nie tłumione, wyrażane w sposób bezpieczny, nie powodujący utratę kontroli nad sobą.

Dorośli i media robią dużo wrzawy wobec bestialstwa małoletnich, ale mało kto będzie zastanawiał się, skąd w młodym człowieku tyle gwałtowności i skłonności do stosowania przemocy wobec innych. Widzimy SKUTEK wychowania, nie zadając sobie trudu dotarcia do PRZYCZYN – na przyczynę jesteśmy ślepi. I koło się zamyka – agresywni rodzice wychowują agresywne lub zniszczone psychicznie dzieci, rezultatem jest spłeczeństwo akceptujące taki stan lub bojące się cokolwiek zmienić. Wszak to rodzice świecą odpowiednim przykładem.
Zauważam aż nazbyt dokładnie, że rodzice też kiedyś byli dziećmi, tak samo jak dzieci kiedyś w przyszłości będą rodzicami. Co otrzymujemy na starcie życia, w przyszłości będzie przekazane młodszym pokoleniom, wzbogacone o własne doświadczenia wyniesione z domu i środowiska, w którym przyszło nam się wychowywać.

Rodzice i szkoły oskarżają się wzajemnie o brak u młodych ludzi społecznych zachowań. Kiedyś matka poświęcała swoim pociechom odpowiednią ilość uwagi i zainteresowania, dziś nikt nie ma na to czasu. W trosce o byt i zapewnienie odpowiedniego statusu materialnego, poświęca się dzieci oddając je do całodobowych żłobków, przedszkoli, szkół, cedując na bezosobowych instytucjach odpowiedzialność za kształtowanie osobowości dziecka w najważniejszym dla niego okresie rozwoju – od urodzenia do 14 roku życia.
To rodzice i środowisko rodzinne kładą podwaliny pod dojrzałą osobowość w przyszłości, kształtują emocje i uczucia, wyrażanie ich w gronie rówieśników czy w zachowaniach społecznych. Szkoła ma za zadanie rozwijać intelektualnie i pomóc w rozwoju tego, co dziecko otrzymało w rodzinie jako podstawę. Co można rozwinąć nie mając podstaw?

Jeżeli w rodzinie wyrazem miłości i troski są agresywne zachowania rodziców, przemoc wobec współpartnera, wzajemne wykorzystywanie, lub wykorzystywanie dzieci do zaspokajania własnych oczekiwań, pragnień czy potrzeb, jaką osobowość będzie mieć młody człowiek gdy dorośnie, jakie wzorce będzie stosował w swoim życiu?

Kilka lat wstecz obserwowałam parę psów. On, zwykły mały kundelek, Ona – schorowana wilczurka. Byłam zszokowana, jak tych dwoje zwierząt okazywało sobie ciepło i troskę. Kiedy Ona oszczeniła się, bo jakiś barbarzyńca nie bacząc na jej stan zdrowotny, dopuścił ją do sparowania się z innym wilczurem, On, mały kundel, podsuwał jej pod nos co smaczniejsze kąski, zgarniał i znosił rozłażące się po podwórzu szczenięta. Suka zdechła, pies dostawał szału z rozpaczy. To były tylko zwierzęta…

Trening domowy

Kiedy byliśmy dziećmi, utwierdzano nas w przekonaniu, że kochanie i troska o siebie jest egoizmem, czymś niewłaściwym i złym. Żeby zrozumieć siebie, trzeba najpierw zacząć kochać siebie zdrową miłością. Jeśli potrafisz kochać i troszczyć się o siebie, będziesz umieć kochać i troszczyć się o innych – nie w narcystyczny sposób, nie na zasadzie podporządkowywania sobie innych, nie na zasadzie tłamszenia i zaborczości. Będziesz umiał dzielić się wspólnie tworzoną przestrzenią życiową, którą tworzyć będziesz z współpartnerem, będziesz z empatią spoglądał na wszystko, co cię otacza. I tak będziesz działał.

Dorastając, uczymy się blokować i nie wyrażać własnych emocji. Są one skutecznie blokowane przez naszych rodziców. Zilustruję to przykładem.
Wracając któregoś dnia do domu, widzę trzyletniego malucha jak z wielką radością wpada w kałużę i tapla się w błocie pośniegowym. Matka już z daleka wrzeszczy, że go zbije. Malec przerażony drętwieje ze strachu, nie rozumiejąc dlaczego zabawa wywołała tak gwałtowną reakcję mamy. Spontaniczna radość została zablokowana w ułamku sekundy. Ten niby drobny, nic nie znaczący epizod zostanie zakodowany w dziecięcym umyśle, by w dorosłym wieku z taką samą wściekłością reagować na spontaniczność we własnej rodzinie. Każdą emocję czy sposób wyrażania uczuć, które mu się nie spodobają, napiętnuje okrucieństwem przekazanym mu przez rodziców.
Niewielu ludzi potrafi wyrażać swoje silne emocje w sposób nie krzywdzący innych.

Następny przykład. Dziecko zmoczyło majteczki. Jest zdziwione i zaskoczone tym, co mu się przydarzyło. Matka ze złością rozwrzeszczała się, że nie będzie mu co chwilę zmieniała bieliznę, a za karę będzie tak długo siedział na nocniku, aż nauczy się z niego korzystać. Dziecko, przerażone reakcją matki rozpłakało się, co jeszcze bardziej doprowadziło ją do wybuchowej reakcji na płacz. Zagroziła, że jak malec będzie dalej płakać, to go zbije i wtedy będzie mieć powód do płaczu.
Czy nauka pod wpływem strachu jest korzystna dla dziecka? Czy na takie lub podobne sytuacje w przyszłości będzie reagować z miłością, czy z wściekłością będzie „tresować” członków swojej rodziny?

Ojciec z dorastającym synem razem majsterkują. W zasadzie to ojciec popisuje się przed synem, co i jak ma robić. Kiedy chłopiec próbuje zrobić coś po swojemu, albo stawia pytania, ojciec z ironią spogląda na syna i wytyka mu, że nic nie potrafi zrobić porządnie… Chłopiec dorasta, staje się mężczyzną, zakłada rodzinę, którą traktuje w identyczny sposób, w jaki był sam traktowany.
Toksyczne zachowania nieświadomie przekazujemy z pokolenia na pokolenie. W dniu dzisiejszym widać efekty czarnej, toksycznej pedagogiki.

Cierpliwość i rozmowa tworzy więzi między rodzicami i dziećmi. Agresywne zachowania dorosłych będą budzić agresywne zachowania w młodszym pokoleniu. To, czego nie pozwolono w bezpieczny sposób odregaować w domu, bo nikt tego nie nauczył, będzie, bez udziału świadomości, projektowane* poza domem, a później odciśnie piętno na więziach międzyludzkich, na zrujnowanym własnym życiu.
Stosowanie przepisów, nakazów czy zakazów zawsze wywoła odwrotny skutek. „I co mi zrobisz, jak mnie złapiesz!?”. Trening wyniesiony był z domu, lecz tego nikt nie chce zauważyć! Widzi się tylko SKUTEK, na PRZYCZYNĘ tego zjawiska jesteśmy ślepi, bo obarczy to winą nietykalnych rodziców, a tego, ze strachu przed nimi, nie możemy zrobić.
Wygodniej jest obciążyć człowieka dopuszczającego się przestępstw, niż oddać odpowiedzialność rodzicom, którzy wykształcili w tym człowieku taką osobowość – osobowość przestępcy.

Nikt nie rodzi się przestępcą, pedofilem, gwałcicielem, odludkiem, nieśmiałym czy bezczelnym człowiekiem. Cechy te kształtowane były w dziecku przez nieświadomych rodziców. To, co było przekazane przez nich ujawni się w późniejszym czasie, w życiu dorosłego człowieka, który wyprojektuje na innych wszystkie swoje braki.
Powtarzaniem zachowań wyniesionych z domu tworzymy relacje międzyludzkie. To my nadajemy im znaczenie – dobre lub złe – w codziennym życiu.

——————-

* projekcja – w psychologii jest to 'mechanizm obronny osobowości, polegający na przypisywaniu innym własnych, negatywnych, nieakceptowanych uczuć, pragnień, myśli, motywów itp.’ (A. Markowski i R. Pawelec: „Wielki słownik wyrazów obcych i trudnych”. Wydawnictwo WILGA, Warszawa 2001)

Fabryka snów - sztuka śnienia, bajki terapeutyczne, rozwój