Człowiekiem być… Refleksje

Mówi się, że człowiek to istota rozumna, która świadoma jest swoich zachowań i czynów. Powinna taka być…

Żyjemy blisko siebie przez całe życie, nie rozumiejąc siebie i nie rozumiejąc drugiego człowieka. Nie rozumiemy swojej złości, wściekłości, nienawiści – boimy się. Na złość odpowiadamy jeszcze większą złością – byle porazić przeciwnika, przestraszyć, unicestwić.

Za złością często kryje się lęk, lęk przed zranieniem, przed odrzuceniem czy porzuceniem. Wybuch agresji to zwielokrotniony strach przed samotnością, przed odrzuceniem. Jeżeli w normalny sposób nie mogę czegoś uzyskać, mogę uderzyć wściekłością, by kogoś przestraszyć i zmusić do uległości.

Gadzi móżdżek daje znać o sobie, jego funkcja jest bardzo ważna, ponieważ steruje czynnościami instynktowymi, odpowiada za bezpieczeństwo swojego właściciela. Tak było kiedyś, na początku rozwoju człowieka… Tak jest i dzisiaj…

Często gryziemy, kopiemy, niszczymy, może już nie w takiej formie, jak to robił prymitywny człowiek, któremu bliżej było do zwierzęcia, kiedy właśnie to gryzienie, kopanie i atak ratowały mu skórę, a często i życie. Używamy do tego celu rozumu – gryziemy i kopiemy psychicznie. Trochę to inna forma, ale cel osiągamy ten sam.

Często robimy to nieświadomie lub dla sportu, by się zabawić cudzym kosztem – niczym sportowiec trenujący przed zawodami. A potem znajdujemy forum – publiczność, przed którą prezentujemy swoje wyćwiczone umiejętności.

Wychodzimy na arenę i gnoimy przeciwnika, który nawet nie przeczuwa, o co w tym wszystkim chodzi. Tatuś znęca się nad mamusią w obecności swoich latorośli – niech wiedzą dzieci, jak to się robi, niech się uczą… Mamusia upokarza lub oszukuje tatusia – to też wspaniały trening na przyszłość. Kolega wykorzystał koleżankę i ma z tego radość, koleżanka wykorzystała kolegę i jest z tego dumna…

A dzieci rosną i patrzą, rosną i trenują – na kolegach i koleżankach, na braciach czy siostrach, w piaskownicy, w ławie szkolnej, a potem – gdy już dorosną – przenoszą wytrenowane zachowania na teren rodzinny, zawodowy, społeczny.

I walczą co silniejsze dorosłe dzieci w rodzinach, w życiu społecznym, zawodowym, na gruncie towarzyskim, nie pamiętając dlaczego walczą, co było powodem. Lecz walka ta daje satysfakcję i zapewnienie, że nikt nie dobierze mi się do skóry, bo wcześniej zdążę wyeliminować przeciwnika swoją bezwzględnością, wściekłością, agresją. „Ugryzłem” z taką siłą, że przeciwnik się wycofał, uległ… zniszczyłem go psychicznie… uhh, ale frajda… Jestem z siebie dumny!

Matka czy ojciec niszczy własne dziecko nie uświadamiając sobie, że niszczy nowe, młode życie przekazując mu własne strachy, własne niedobory emocjonalne – własną złość, wściekłość, nienawiść. Starsze rodzeństwo często bierze przykład z rodziców, z autorytetów.

Wszyscy jesteśmy ofiarami, ale nie znaczy, że można zostawić ten problem sam sobie, bo wszyscy mu ulegamy. Dostajemy go w spadku po własnych rodzicach, dziadkach, pradziadkach… po całej ludzkości i z nieświadomą beztroską przekazujemy dalej.

Ani Kościół, ani tym bardziej Państwo nie zajmie się uświadomieniem obywateli. Człowiek świadomy nie pozwoli sobą manipulować. Nieświadomość pozwala na manipulację, na realizację własnych planów pod płaszczykiem uszczęśliwiania ludzkości.

Ludzie czekają, że ktoś za nich załatwi to, z czym sobie sami nie radzą. Naiwnie czekają, że każdy nowy rząd, przepis czy uchwała załatwi ogólnospołeczny problem. Są nazbyt leniwi, by zacząć myśleć, żeby samemu wprowadzać zmiany – przede wszystkim w sobie, a nie w innych ludziach.

Jeżeli najpierw siebie nie zmienisz, nie zmieni się drugi człowiek. Siedzimy i psioczymy – na rząd, na Kościół, na szkoły , na sąsiada, na własne dzieci, nie zauważając, że problem czeka na rozwiązanie najpierw w nas, a nie w innych, jako że tych „innych” przecież sami tworzymy, sami kształtujemy, sami wychowujemy, których potem sami sadzamy na piedestale i… sami krytykujemy. Oceniamy w ten sposób własne „dzieło”. Krytykujemy i oceniamy siebie…

Dzieci i młodzież – najbardziej delikatny i wrażliwy materiał na kształtowanie charakterów, osobowości, z którym dorośli – lecz jakże często niedojrzali ludzie – obchodzą się po macoszemu, załatwiając przy ich pomocy własne niezrealizowane marzenia, lub próbując je realizować poprzez własne dzieci. Później psioczymy na dzieci, młodzież, że jest niedobra, okrutna. A kto ich kształtował, kto ich wychowywał? Marsjanie, cywilizacje pozaziemskie? A może bestie obdarzone cechami ludzkimi?…

Codziennie potykasz się o człowieka, którego uważasz za mięczaka, słabego i odkopujesz go z wściekłością, jak kamień zawalidrogę. Zastanów się, co robisz. Może ten człowiek przekazuje ci coś, na co powinieneś zwrócić uwagę, może ty również jesteś lekcją dla niego? Nie pomyślałeś o tym?

Mamy do dyspozycji dwie półkule mózgowe, gadzi móżdżek, szyszynkę – tyle bogactwa się marnuje.

Jakże pięknie wyraził to jednym zdaniem Prymas Tysiąclecia – Kardynał Stefan Wyszyński: „Nie sztuka urodzić się człowiekiem, trzeba nim być.”

Refleksje na temat depresji

Każda z naszych myśli materializuje się pod postacią, którą nazywamy umownie „sukcesem” lub „porażką”, przyciąga ku nam odpowiednich ludzi, którzy służą nam pomocą na naszej drodze. Niestety, pod postacią „pomocy” bardzo często rozumiemy, że ktoś wykona coś za nas. Pomoc to niekoniecznie coś, co wywołuje uśmiech radości, poczucie szczęścia, to często jest cios, ból, pod wpływem którego zmieniamy swoje poglądy, spojrzenie na daną sytuację.

Jakże często popadając w stany depresyjne, topimy się w nich, poddajemy bezwiednie ich destrukcyjnemu działaniu. Nie taki jest cel tych stanów.
Każda zmiana w świadomości wymaga odosobnienia i wycofania z życia społecznego, wymaga spokoju i ciszy. Żeby coś nowego mogło zaistnieć w naszym umyśle, trzeba najpierw usunąć, puścić to, co zbędne, co przykuwa nas do jednego miejsca. My natomiast odbieramy depresję jak coś, co nas pogrąża i pozwalamy wciągać się bezwolnie w jej otchłań.
Jeśli wiemy, czemu służy ten stan umysłu, potrafimy przetrwać ten okres obserwując siebie i zmiany, jakie zachodzą w naszej świadomości. Nie dzieje się to jednak z dnia na dzień. Rozwój świadomości to proces długotrwały, zależny od naszej otwartości i chęci przyjmowania tego, co z sobą niesie.

Kiedy zaczynamy się bać, depresja pochłania cały nasz potencjał energetyczny. Stan załamania i beznadziei pogłębia się, co niejednokrotnie doprowadza do zupełnej utraty kontaktu z zewnętrznym światem i całkowitego wycofania się. W ten sposób tracimy możliwość analizy swego wnętrza i wydobycia własnej mądrości na powierzchnię.
Gdy staramy się utrzymać świadomość siebie podczas takich stanów oczyszczających, potrafimy również zauważyć, czemu to służy – nie zniszczeniu, ale oczyszczeniu naszego umysłu z przestarzałych pojęć, które przestały nam służyć, z których po prostu wyrośliśmy.

Mówiąc krótko, depresja jest stanem, w który popadamy w chwili, kiedy nasze własne ograniczenia w postrzeganiu nie pozwalają zauważyć skutecznego sposobu rozwiązania danej sytuacji, lecz próbujemy uporać się z nią za pomocą starych i nieskutecznych – w tym wypadku – metod. Wtedy następuje proces depresyjny, który ma za zadanie usunąć przestarzałe, zdewaluowane przekonania, by na ich miejsce weszły nowe, bardziej skuteczne działania.

Kije i kamienie mogą nam połamać kości, ale słowa mogą złamać nasze serca..

Postrzeganie wymiarów – Carlos Castaneda – „Sztuka Śnienia”

(…)Don Juan wyjaśnił mi, że aby móc postrzegać te inne wymiary, musimy nie tylko tego pragnąć, ale także dysponować wystarczającą ilością energii, by je pochwycić. Ich istnienie jest niezmienne i niezależne od naszej świadomości, a brak dostępu do nich jest wyłącznie konsekwencją naszych uwarunkowań energetycznych. Innymi słowy, uwarunkowania te zmuszają nas do uznawania, że nasz rzeczywisty świat jest jedynym możliwym światem(…)”

Carlos Castaneda – „Sztuka Śnienia”

Skupmy się na energii i jej powiązaniach.
Większość ludzi myśli że „zbieranie” energii to jakiś jednostkowy proces, który sprowadza sie do określonego czasu i pewnych czynności. Nic bardziej mylnego, nasze zachowania w życiu codziennym, nasze myśli, emocje składają sie na cały proces energetyczny.
Nasze codzienne postępowanie może być potężnym akumulatorem lub czymś odwrotnym co wciąż i wciąż pozbawia nas energii, a my nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy, ze to my sami sobie to robimy.
Czyli popatrzmy na to nie tylko jako energetyczne uwarunkowania, które nas ograniczają, ale jako nasze uwarunkowania mentalne i emocjonalne,czy też nasze działanie.
Przemienienie tych uwarunkowań jest drogą do postrzegania nie tylko światów, ale tak naprawdę nas samych.

Syndrom Koziołka Matołka

Rozmawialiśmy sobie o przeszłości nad niewielkim jeziorkiem położonym na skalistym płaskowyżu. Towarzyszyły nam dwie wydry, które na przemian podpływały do mnie i bawiły się ze mną to skacząc, to wirując, czy podgryzając moją dłoni niczym bawiący się pies.
Przypomniałem sobie w tym momencie jak w dzieciństwie chciałem mieć za Przyjaciela wydrę, czytano mi książki, oglądałem filmy, słowem nie spełniona miłość, która może właśnie spełnia sie w tym momencie.
Grzechem było by nie wspomnieć o owadach, a było ich tysiące, siedząc na skałach nie można było uciec od wszędobylskich robaczków, które ocierały sie o nas w ilościach przekraczający wyobrażenie, hałasowały niczym armia cykad. Najmniejszy nasz ruch powodował dla nich duże zagrożenie, także nie jeden przypłacił to życiem.
Z jeziora wypływał strumień, który kierując się w dół przekraczał popękane skały, pęknięcia te odsłaniały głębokie szczeliny, z których wydobywał się dziwny dźwięk, ni to człowieka ni to zwierzęcia.
Gdy zmieniliśmy miejsce rozmowy, mogłem dostrzec jak woda jest krystalicznie czysta, bo wydry już przestały baraszkować, w niewielkiej odległości tuż na przeciwległym brzegu wyłoniło się na wpół przysypane wejście do jakieś starej kopalni.
Podszedł do mnie mały chłopczyk i powiedział z przejęciem ”A wie Pan, że nawet o tym w gazecie pisano, to jest najbardziej tajemnicze miejsce w całej okolicy”.

Ilu z nas szuka takich miejsc, tajemniczych miejsc, „skarbów”, „nieodkrytych tajemnic”, idąc w ślady Koziołka Matołka, poszukując ich po całym świecie.
Koziołek po wielkich trudach zrozumiał, że to co wydawało mu się, że jest bardzo daleko jest bliżej niż mógł sądzić.

Często to czego szukamy jest w nas samych, tylko kto by pomyślał aby szukać w sobie…

„Zwykła świadomość jest drogą” Nansen Fugen

Każdy szuka szczęścia, spokoju, spełnienia.
Jeden się modli, drugi medytuje, trzeci uważa, że jest ponad to, jak to się mówi „korzysta z życia”.
Ci, którzy się modlą czy medytują, poświęcają lwią część swojego życia na te praktyki, które w mniejszym lub większym stopniu, mają wpływ na ich życie wewnętrzne, co się przekłada na to, jakimi są ludźmi.
Cisza może dawać siłę, a co wtedy, gdy jesteśmy „wspaniałymi” ludźmi tylko na czas modlitwy=medytacji, jeśli nie dostrzeżemy tej chwilowości naszego postępowania, będziemy gorsi od Syzyfa.
Czytaj dalej „Zwykła świadomość jest drogą” Nansen Fugen

Poszukiwanie siebie

Przychodzą momenty w naszym życiu, że czegoś szukamy, nie wiemy, czego, ale wciąż szukamy. Odczuwamy bliżej nieokreślony niepokój, nie możemy znaleźć swojego miejsca w życiu. Sprawdzamy różne miejsca, rozmawiamy z ludźmi, czytamy książki i szukamy odpowiedzi na nie wyartykułowanie pytania, jakie w nas się kłębią.

Przystajemy przy filozofii takiej czy innej, a może bardziej odpowiada nam religia, może inny system podejścia do życia lub śmierci, nie możemy się zdecydować. Jest jakiś przebłysk, wydaje nam się to jest właśnie to, że tego szukaliśmy i zaczynamy chodzić koło naszego wyboru. Analizujemy, obracamy w różnych kierunkach, rozmawiamy z innymi, którzy wybrali podobnie, a może w ogóle nie rozmawiamy, nie analizujemy ot po prostu, wiemy, że to jest dobry wybór, albo…Nie mogąc samemu zdecydować, oddajemy decyzję innym o naszych wyborach, pozwalamy się urabiać i wprowadzać w „wybór”, myśląc później, że dobrze wybraliśmy.

Ilu z nas tak naprawdę wybiera, z pełną świadomością i uważnością działania. Zastanawiałeś się kiedyś nad tym? Wielu z nas szuka i być może znajduje, a ilu jest takich, którzy znajdują, a zarazem gubią się w tym, co odnaleźli. Mogą tu działać różne czynniki, nie starczyłoby miejsca na wypisanie wszystkich. Staramy się spełniać określone warunki i zasady naszych „wyborów”, bardzo często nakładany na to nasze „filtry” postrzegania, uważając ze sami wiemy najlepiej jak nikt inny. Oburzamy się jak ktoś nam wskaże pewne niuanse naszego postępowania, które na pozór wydają się nam do przyjęcia, a prowadzą nas na manowce.

Uważność sztuką jest nie lada, być zdecydowanym, a zarazem niezagubionym…

Kanał

Spotykasz kogoś na swej drodze, z jednej strony nie wiesz, kim jest, a z drugiej sam go zaprosiłeś.
Odpowiada z uśmiechem na twoje pytania, a zarazem ukradkiem podsuwa pomysł, jak się później okazuje, pomysł nie jest oryginalny, bo wszystko jest w Tobie.
Twoim problemem jest ograniczanie samego siebie i analizowanie, zamykanie się na to wszystko, co dociera do Ciebie lub próbuje dotrzeć. Zadaj sobie pytanie cóż takiego daje Ci to zamknięcie.
Czujesz się jakbyś utkwił w zapuszczonym kanale, nie widzisz drogi przed sobą, nie możesz się cofnąć, nie możesz iść dalej.

Co Cię hamuje?

A może nic Cię nie hamuje…a nie pomyślałeś, że to Ty sam siebie hamujesz.

Co nas określa?

Zapewne większość z nas pamięta scenę  z filmu Matrix, kiedy Morfeusz doprowadził spotkania Neo z Wyrocznią.
Morfeusz wierzył całym sobą, że Neo jest Wybrańcem, w przeciwieństwie do nie zainteresowanego;)
Wyrocznia w całej swej „mądrości” nie powiedziała mu z góry „Jesteś Wybrańcem”, przedstawiła mu tylko pewne możliwości.

Nasze myśli, emocje, działanie i to co nas otacza są motorem naszych życiowych wyborów, ale tak naprawdę to od nas zależy jak potoczy się nasze życie…

„Nikt nie może ci powiedzieć, że jesteś zakochany, po prostu to wiesz. Od początku do końca. Na wskroś i na wylot.”

Zmiana przyzwyczajeń

Z wielu przyzwyczajeń będzie trzeba zrezygnować, choćby nie wiem jak byłoby Ci dobrze z tym przyzwyczajeniem. Nie ma co ukrywać człowiek do zdolna istotka pod tym względem. Bardzo skutecznie swoim postępowaniem, sposobem myślenia, zbiera w sobie wiele niepotrzebnych rzeczy, np. schematyczne sposoby zachowania czy myślenia.
Wszystko to pomaga mu skutecznie odgrodzić się skorupą, która nad wyraz skutecznie oddziela go od samego siebie i reszty świata.
Z reguły ciężko jest samemu dostrzec co należy zmienić, jak to zrobić, a dochodzą jeszcze nieuświadomione „schematy”, ale od czego są rozmowy.
Uznasz, że chcesz coś z tym zrobić, na dole strony jest email.
Na pozór nasze zachowanie może wydawać się nieznaczącym elementem, to gra pozorów bo właśnie te niby nic nie znaczące szczegóły grają dużą role w naszej stabilności i poukładaniu.
Praca z nimi jest milowym krokiem do poznania samego siebie.

Fabryka snów - sztuka śnienia, bajki terapeutyczne, rozwój