Rodzi się

Rodzi się dziecko – upragnione, kochane, cudowne.

W miarę jak rośnie poznaje otaczający go świat, uczy się podstaw od rodziców, najbliższych. Potem wysyłają go do szkoły, gdzie uczy się zaradności, dają mu podstawy na przyszłe samodzielne życie. Uczy się żyć pod dyktando lepiej wiedzących, do czego ma dążyć, w jaki sposób ma spełniać oczekiwania najbliższych i środowiska, w którym przyjdzie mu żyć, co ma robić, by osiągnąć sukces. Uczy się tańczyć taniec życia tak, by nie pozrywać niewidzialnych sznureczków, które są przywiązane do jego cienia.

Żyjesz pod dyktando lepiej wiedzących, jak powinno wyglądać twoje życie. Mówiących, do czego masz dążyć, jak się ubierać, jak rozstawić meble w mieszkaniu, jak ustawić się w życiu, by osiągnąć sukces i pociągają za niewidoczne sznurki a ty tańczysz w rytm granej muzyki, ulegając złudzeniu, że to życie jest takie, jakie chcesz, żeby ono było, ulegając iluzji, że są to twoje wybory.

Czy ktoś kiedyś zapytał, co czujesz i myślisz, gdy jest ci smutno i czujesz się samotny? Czy ktoś wysłuchał, o czym marzysz, czego pragniesz, co dzieje się w tobie, kiedy siedzisz sam w ciszy czterech ścian pokoju?

Tylko skąd ten smutek, zniechęcenie, które tak często gości na twej twarzy – masz wszystko, no, prawie wszystko.

Obudź się, zapytaj serca, czego tak naprawdę pragnie. Czy pragnie konta w banku, najnowszej marki samochodu, urlopu w krajach egzotycznych? Czy może wystarczy mu bliskość drugiego człowieka, ciepłe spojrzenie ukochanej osoby, przytulenie i ciepło drugiego ciała?…

Refleksje


1. „Nikt nie rodzi się dla kogoś innego”

Nikt nie rodzi się dla mamy, taty, rodzeństwa, dla nauczycieli, zwierzchników, partnerów, przyjaciół. Rodzisz się, bo chciałeś się urodzić. Chciałeś poznać życie od fizycznej strony. Wybrałeś swój wygląd fizyczny, rodzinę, środowisko, kraj… Nic w twoim życiu nie jest przypadkowe. Przychodzisz tu, by czegoś się nauczyć, czegoś doświadczyć, czego w formie bezcielesnej nie byłbyś w stanie przeżyć.

2. „Nikt nie zjawia się tutaj, żeby dopasować się do ideału jaki sobie stworzyłeś.”

W miarę dojrzewania masz poznać swoje możliwości, masz tworzyć a nie powielać czyjeś ideały, które w dzieciństwie wpojono ci wychowaniem. Masz być sobą – tak, jak to czujesz sercem – a nie przedłużeniem swoich opiekunów z dzieciństwa, wczesnej, zależnej od dorosłych młodości i wielu, wielu innych ludzi, których spotkałeś na swej drodze. Masz tworzyć siebie, by poprzez siebie pomóc tworzyć swoją osobowość innym, bo czerpią z ciebie to, czego im trzeba do rozwoju, czego potrzebują w danej chwili.
Czy idąc po zakupy kupujesz wszystkie artykuły, które znajdują się w sklepie czy tylko to, czego potrzebujesz? Głupotą jest kupować wszystko, jak leci…

3. „Jesteś panem swojej miłości i możesz dawać jej tyle, ile zechcesz, ile jesteś w stanie dać innym.”

Możesz kogoś kochać, darzyć najgłębszym uczuciem, na jakie cię stać, ale nie masz prawa żądać miłości od kogoś, kto nie czuje tego samego co ty. Nie masz prawa niszczyć cudzych uczuć, bo nie są to twoje uczucia, chociaż skierowane w twoją stronę. Uszanuj to, czym darzą cię inni, zwłaszcza, kiedy nie odczuwasz tego samego. Serce jest organem, który najłatwiej jest zranić, zniszczyć. Dziś ty niszczysz czyjeś uczucia, jutro zniszczą twoje.

Różnica między myśleniem sercem a myśleniem głową.

Gdy przestajesz myśleć, zaczynasz prawidłowo działać – spontanicznie. To działanie wypływa z ciebie w sposób naturalny z głębi jestestwa, z głębi serca, nie z głowy. Po prostu nie myślisz. Działasz. Nie zastanawiasz się czy jest to dobre czy złe, moralne czy społecznie naganne. Po prostu działasz. Myślenie przychodzi później – oceniasz i analizujesz po fakcie.

Kiedy myśl jest przed działaniem, jest to reakcja na bodziec, działanie pod wpływem myśli, reakcja na impuls płynący z głowy, z ego. Zmień kolejność. Najpierw spontanicznie działaj, potem myśl. Działaj jak działa dziecko – ono najpierw działa, potem pojawia się myśl. Matka, widząc dziecko w niebezpieczeństwie nie zastanawia się, co ma zrobić – ona działa, myśleć zaczyna po fakcie. Reaguje poza myśleniem, w chwili działania myśl jest zablokowana. Gdyby zaczęła najpierw myśleć, jej pomoc na nic by się zdała – byłoby za późno na działanie.

Kiedy działasz w codziennym życiu, działasz przez pryzmat przeszłości. Znaczy to, że na twoje działanie składa się suma twoich doświadczeń wyniesionych z okresu dzieciństwa, dojrzewania i wczesnej młodości, które miały bezsprzeczny wpływ na tworzenie twoich poglądów i wewnętrznej filozofii życiowej.

Zapomnij na chwilę o zasadach, poglądach, które w rodzinnym domu ci wpojono. Stań przed lustrem i patrząc sobie głęboko w oczy zapytaj: „Kim jestem?” „Czy to, kim jestem obecnie, jestem naprawdę ja?”

Czy jestem człowiekiem ukształtowanym przez ojca, przez matkę, przez ich stosunek do siebie, ich uczucia, które okazywali sobie w mojej obecności? A może jestem tym, który ślepo spełnia ich pragnienia, którym sami nie potrafili nadać kształtu, gdy byli w moim wieku? Czy może jestem tym człowiekiem, którego czuję w głębi serca, że jest mną? Który nie potrafi dopasować się do oczekiwań ludzi dla niego ważnych, bo ma swoją wizję siebie i chce swoje życie sam tworzyć?
Zastanawiałeś się, kim naprawdę jesteś? Dzieckiem, własnością swoich rodziców – kukiełką, która ożywa tylko wtedy, gdy lalkarz pociąga za sznurki?
Lalkarza może dawno nie być wśród żywych, ale kukiełka – jak mechaniczna zabawka – będzie hipnotycznie odtwarzała zakodowane polecenia, zaprogramowane reakcje.

Każdy z nas może być tym dzieckiem-kukiełką, nawet wtedy, kiedy ma już własne dzieci, doczekał wnuków… Każdy z nas może być tym lalkarzem-rodzicem, który pociągając za sznurki emocjonalnych czy uczuciowych uzależnień spełnia własne marzenia, własne oczekiwania, bez oglądania się na potrzeby kukiełki-dziecka. Kukiełka staje się przedłużeniem lalkarza, jego drugim JA.

Każdy lalkarz dba o swoją pacynkę, by nie przyszło jej do głowy pozrywać wszystkie sznurki łączące ją z lalkarzem. Lalka nie może zacząć samodzielnie myśleć, jej umysł musi pozostać uśpiony. Lalkarz nie może pozwolić na to, wszak kukiełka jest jego własnością, niezbywalną. Stworzył ją, nauczył wielu pożytecznych rzeczy i tak wyszkolonej lalce miałby dać wolność? Tyle trudu własnoręcznie zniszczyć?!

Co stanie się z lalkarzem, gdy uwolniona pacynka odejdzie i zacznie tworzyć własne życie? Co stanie się z lalkarzem, kiedy przyjdzie starość i zniedołężnienie? Lalkarz uzależniony jest od pacynki, nauczył ją wszystkiego z myślą o sobie. Pacynka natomiast, gdyby odciąć wszystkie sznurki łączące z lalkarzem staje się bezradna, czuje się bezużyteczna, bo nie potrafi decydować o sobie, nie potrafi myśleć. Jest ślepa i bezradna jak małe dziecko. Właśnie tego nauczył ją lalkarz, takiej potrzebował pacynki – bezradnej i ślepej, której wydaje się, że bez swojego twórcy nie potrafi żyć, nie potrafi zagrać ról, które jej życie podsuwa.
Gdy nie ma reżysera, bez niego lalka nie stworzy niczego. Nie zdobędzie samodzielnie wykształcenia, nie założy rodziny, nie spłodzi dzieci, które prawdopodobnie też staną się pacynkami. Tak zdecyduje lalkarz – głowa rodziny.

A potem, jako dorośli ludzie narzekamy, że rodzice nie chcą nas od siebie puścić, albo sami nie chcemy odejść, bo jest nam z tym wygodnie. Nie potrafimy żyć własnym życiem. Szukamy potem – nieświadomie – kogoś, na kim wyładujemy swoją złość, wściekłość za nieudane życie, nienawiść. Szukamy kogoś, kogo będziemy osądzać, krytykować, atakować, żeby poczuć się lepiej, żeby się dowartościować we własnych oczach.

W ten sposób niczego nie załatwisz, co najwyżej napytasz sobie wrogów. Potrzebujesz wrogów? Do czego ich potrzebujesz?
Zacznij wreszcie żyć własnym życiem i nie oglądaj się na nikogo.

Co powiesz, jak przeżyłeś życie, gdy staniesz przed obliczem Stwórcy? Powiesz mu, że żyłeś życiem swego rodzica, który cię wychował? Powiesz mu, że żyłeś życiem dziecka, którego miałeś być przewodnikiem do czasu osiągnięcia przez niego dojrzałości?
A Stwórca powie ci:

Durniu! Miałeś żyć własnym a nie cudzym życiem! Miałeś uczyć się poprzez własne decyzje, własne doświadczenia. A ty, jak bezmyślny idiota podczepiłeś się pod cudze życie, bo tak było ci wygodnie, bezpiecznie. Ano, wracaj z powrotem na Ziemię i wreszcie zacznij się uczyć! Z własnego życia, z własnego doświadczenia… Nie po to dałem ci rozum i wolną wolę byś je oszczędzał na lepsze czasy, byś zaprzepaścił je lenistwem umysłowym i głupotą. Masz się uczyć tworzyć a nie zbijać bąki i narzekać, jak ci jest źle na Ziemi, jaki byłem dla ciebie okrutny, bo nie dałem ci bogactwa, sławy. Gdybyś umiał myśleć, na pewno doszedłbyś do wniosku, że »dostałeś to, co ci się należało bezwarunkowo, bo na tyle sobie zapracowałeś własnym życiem. Dostaniesz więcej, gdy do tego dorośniesz, dojrzejesz. Nie wcześniej«”.


Spójrz, ilu ludzi goni za bogactwem tego świata a ilu za mądrością serca? Pieniędzmi mądrości nie kupisz. Masz prawo wyboru. Trzeba tylko sięgnąć…

Uwolnij świat

Poznanie samego siebie nie jest zaleceniem, by dowiedzieć się z lustra, czym jestem, ale by tak wpłynąć na siebie, żebym się stał, kim jestem.

Jaspers
Książki Johna Bradshaw’a przetłumaczone na język polski:
  • Zrozumieć Rodzinę
  • Toksyczny wstyd
  • Powrót do swego wewnętrznego domu
  • Twórcza moc miłości

To, co proponuje Bradshaw w swoich książkach nie jest metodą pracy nad sobą jedyną i najlepszą. Jest jedną z wielu rodzajów. Nie każdemu będzie ona odpowiadała, ponieważ wyciąga na powierzchnię to, o czym nie pamiętamy albo boimy się pamiętać; to, co mamy skrzętnie poupychane w zakamarkach naszej podświadomości; to, co przekazały nam poprzednie pokolenia; to, co nam przekazali rodzice wychowaniem i to, co „zapamiętało” nasze ciało z tamtego okresu. „Grzechy” naszych przodków spadają na nas, a my – w swej nieświadomości – przekazujemy je młodszym pokoleniom, dokładając każdy swoją cząsteczkę…

John Bradshaw świetnie tłumaczy psychologię rozwoju ilustrując ją przykładami z własnej praktyki i osobistych doświadczeń. Faktem jest, że laik nie ze wszystkim sobie poradzi, i może właśnie o to chodziło, ponieważ nierozważne ich zastosowanie może się skończyć dla delikwenta w poradni psychologicznej, w oczekiwaniu na pomoc specjalisty.

Oboje autorzy – w połączeniu z pracami Alice Miller – wnoszą niezłą „rewolucję” w nasze myślenie. (Bradshaw w dużej mierze opierał się na pracach Miller [chociaż nie tylko jej], dotyczących przemocy w rodzinie. Może z tematem [rozwoju duchowego] chwilami sobie nie radził, ale i tak włożył olbrzymi wkład w przybliżenie go.)

Są to książki dla każdego, kto ma otwarty umysł, dużą dozę zdrowego rozsądku i nie przestraszy się olbrzymiego bólu emocjonalnego, który temu towarzyszy, dla odważnych penetratorów własnego cienia. Na pewno warto choćby tylko zapoznać się z treścią, znajdując w nich częściową odpowiedź na pytania, które – być może – stawiamy sobie co dnia.

Praca nad historią swego dzieciństwa nie jest pracą łatwą, którą wykona się w tydzień czy w miesiąc. Jest to praca – rozłożona w czasie – nad uczuciami i emocjami, które nie zawsze potrafimy wyrażać nie krzywdząc drugiego człowieka. Jest to docieranie do krzywd, które stały się naszym udziałem, które również były udziałem naszych przodków, rodziców, rodzeństwa, bliskich i wielu, wielu innych ludzi, z którymi stykał nas los w drodze przez życie, i styka każdego dnia. Człowiek świadomy nie jest w stanie krzywdzić…

Świetnym uzupełnieniem do książek J. Bradshaw’a są prace Alice Miller (www.alice-miller.com) – Dramat udanego dziecka, Ścieżki życia, Gdy runą mury milczenia, Zniewolone dzieciństwo, Bunt ciała i inne publikacje.

Alice Miller jest kobietą, która nie bała się zajrzeć najpierw do własnego dzieciństwa i dzieciństwa ludzi pochodzących z różnych warstw społecznych. W książkach, które wyszły spod jej pióra, starała się przekazać rzetelny obraz przemocy w rodzinie i późniejszego jej wpływu na dorosłe życie człowieka, ujęty z różnych punktów. Wyjaśnia, jak wychowanie dzieci, nazywane przez nią czarną pedagogiką, determinuje życie dorosłego człowieka, nierzadko niszcząc je. To, co w dzieciństwie służyło ochronie dziecka, w dojrzałym życiu jest często autodestrukcyjnym działaniem, niszczącym wszelkie związki partnerskie i międzyludzkie.

Wyżej wymienione tytuły nie są lekturą obowiązkową, lecz znikomą cząsteczką prywatnej bibliografii, która powoli zmieniała moje spojrzenie na wiele spraw. Nie wniosły one natychmiastowych zmian, lecz wymagały ode mnie uważności, obserwacji siebie i determinacji, by zmieniać to, na co miałam wpływ w swoim życiu, co zidentyfikowałam sama, co pomogli mi zidentyfikować inni ludzie, choć nie zawsze byli tego świadomi. I na pewno nie stało się to – w moim przypadku – w ciągu jednego miesiąca, czy jednego roku… Ta praca trwa nadal.

Zmiana poglądów i nowe spojrzenie na to, co nas otacza jest dla mnie zmianą, wartą podjętego wysiłku. Nikt mi za to braw nie bił, nikt nie wielbił jak mistrza, ale czułam wewnętrznie, że idę w dobrym kierunku, że wykonałam kawał dobrej roboty – nie tylko dla siebie, przede wszystkim na rzecz innych ludzi, uwalniając ich częściowo od moich – wszczepionych w dzieciństwie – lęków i wypaczeń, zmuszając do weryfikacji pojęć, wśród których wyrosłam.

Duchowymi ojcami, pomagającymi tworzyć moją nową osobowość są: Jogi Rama Czaraka, Mishra, Osho, R. Tagore, J. Bradshaw, A. Miller, Leadbeater, Juliusz Payot, Świtkowski, Pracht, Besant. Silva, Klimuszko, Zylbertal i wielu, wielu znanych i anonimowych ludzi. Pomagają mi otworzyć się na siebie i na świat. Nie jest łatwo zmieniać w sobie to, z czym żyło się na co dzień, w czym się wyrastało, co weszło w krew, czego po prostu się nie zauważa, za to doskonale widzą nasi bliźni.

Poznanie i zrozumienie tematu, to połowa pracy. Druga połowa to osobiste działanie, by zmieniać to, na co mamy wpływ, i pogodzić się z tym, na co wpływu nie mamy. Postawienie diagnozy jeszcze nie jest uzdrowieniem. Drogą do uzdrowienia jest nasza determinacja, nasze działanie. Żeby stworzyć swoją mandalę życia trzeba cierpliwie gromadzić różnokolorowe ziarenka doświadczeń i wiedzy w nich zawartej, cierpliwie spajając je wszystkie miłością.

Przed kilkoma laty ojciec omal mnie nie pobił, kiedy podczas rozmowy z nim, na pytanie, czy go kocham, zdobyłam się na odwagę i odpowiedziałam pytaniem – a nauczyłeś mnie tego? Wychodził z założenia, że MAM ŚWIĘTY OBOWIĄZEK (!) go kochać z racji tej, że jest moim ojcem.
Czy jesteś w stanie „pałać miłością” do ojca, który niszczył ciebie w sensie fizycznym i psychicznym, wyśmiewał twoje emocje i uczucia, który przeciwstawiał swoją doskonałość dorosłego człowieka twojej bezbronności i nieporadności małego, zagubionego dziecka? Przecież to doskonale znasz z dzieciństwa – zna to prawie cała ludzka populacja. Dziś rozumiem, dlaczego taki był, ale nie w tamtej chwili…

Żeby grzebać we własnej historii trzeba olbrzymiej odwagi, ponieważ to, co wypływa z podświadomości na powierzchnię, otwiera rany, które długo się goją. Każdy z nas inaczej poznaje świat, każdy w inny sposób buduje swoją rzeczywistość, bo każdy dysponuje innym materiałem do jej tworzenia.

Otwórz serce i uwolnij świat.

Krzyk łabędzia

Był pewien rzemieślnik, który z łodzi rybackich wytwarzał dobrej jakości wraki, wykładał je trawą i innymi dodatkami, następnie układał je na dnie morza, na białym piasku, w sobie tylko znane wzory.

Pode mną morze, płynę niewielką łodzią, nade mną błękit nieba.
Dopływam do niewielkiej mielizny, wyskakuję z łodzi, woda jest ciepła, gdzie nie gdzie niewielkie wodorosty, stopy przyjemnie zanurzają się w piasku. Nagle z tego błogostanu wyrywa mnie pojawiający się znikąd Łabędź, burzy spokojny spacer. Gwałtownie porusza szyją, tak jakby chciał zwrócić moja uwagę, nagle przed sobą dostrzegam drogę której do tej pory nie było.
Tak jakby wynurzyła się z morza, delikatne fale obmywają drogę aż po horyzont, gdzie w oddali dostrzegam gigantyczne budowle.
Na drodze dostrzegam ślady, w które wypełniła woda, tak jakby ktoś przeszedł już tą drogą…

„Gęś i łabędź
Zazwyczaj nie rozróżnia się ich w mitach. U syberyjskich szamanów łabędź jest duchowym przewodnikiem pierwszego szamana, prowadzącym przez krainę dusz. Podobnie gęś, dlatego przed zanurzeniem się w trans szaman naśladuje głos gęsi, by obwieścić swoje przejście do duchowego świata.

Łabędź ma związki ze światłością, śmiercią, pięknem i smutkiem, a także z umiejętnością zmiany postaci. W starożytnej Grecji był panem duchowego lotu, utożsamiano go z Hermesem, posłańcem bogów. Grecy ponadto wierzyli, że przed śmiercią łabędź wydaje z siebie cudowny głos. Stąd wywodzi się europejski „łabędzi śpiew”.

Zgodnie z mitem Zeus przemienił się w łabędzia, by uwieść Ledę, co na długo utrwaliło miłosne konotacje tego ptaka (poświęcono go Afrodycie, bogini miłości).

W Rzymie gęsi poświęcone były Marsowi, bogowi wojny, ze względu na rwetes, jaki czynią w obliczu zagrożenia.

Hindusi, nie rozróżniający łabędzia i gęsi, mają mitycznego ptaka Hamsę, który pojawia się raz jako łabędź, raz jako gęś. Hamsa jest symbolem równowagi życia i rumakiem boga Brahmy, który zresztą narodził się z kosmicznego jaja przezeń zniesionego. Żona Brahmy, Saraswati, często jest przedstawiana na łabędziu lub gęsi, a lot Hamsy jest symbolem tęsknoty duszy za wyzwoleniem z kolejnych cykli życia.”

Życiowe zaniedbanie

Wraz z moją druga połówką ostrzeliwujemy wroga, który przemieszcza się , aby być skutecznym używamy rożnych rodzajów broni od dynamitu, po różne rodzaje broni palnej.
W biegu wpadamy do jakieś opuszczonej chatki, biorę do reki broń mojej towarzyszki, chcę z niej strzelić ale okazuje się, że jest w strasznym stanie, pełno błota i trawy. Puściłem niezłą wiązankę słów w jej stronę, jak mogła dopuścić do takiego stanu. Zapytałem się czy ma wycior, pokazała mi gdzie jest podwieszony pod bronią i wziąłem się za oczyszczanie wszystkich zakamarków sztucera.

Ocean

Czy trzeba koniecznie być nad oceanem, by zobaczyć tętniącą życiem lagunę?

Wystarczy włączyć video lub kino domowe, by tam się przenieść. Albo jeszcze prościej, włączyć wyobraźnię…

Zamknij na chwilę oczy i przenieś się w sam środek laguny. Znasz ten świat bardzo dobrze. Błękitna toń, kolorowa roślinność mieniąca się wszystkimi odcieniami barw i mnogość różnorodnych ryb. Od szarych, niczym niewyróżniających się ławic, po bajecznie kolorowe, wywołujące okrzyk zachwytu, lub głośny śmiech cudacznością swojego wyglądu.

A między nimi pływają przyciągające wzrok swoim majestatem, płynnością ruchów, – ale już nie tak liczne – osobniki. Gdzieniegdzie przemknie kilka wesołych delfinów wprowadzających świeżość i ruch w tej społeczności. Są lubiane i akceptowane przez wszystkich – to wesołki i rozśmieszacze. Czasem pojawiają się również bandy rozbójników i wandali, kierujące się swoimi zasadami i swoimi prawami – rekiny. Cała społeczność wystrzega się kontaktu z nimi, nie będąc nigdy pewna, kiedy zaatakują… Błękitna Planeta Oceanu Wszechświata…

Tak, nie ocean i nie lagunę opisywałam. Ławice szarych, wiecznie spieszących się ludzi, przemykających ukradkiem, bądź potrącających innych, tak samo zmęczonych i zagonionych. Przyciągające oczy kolorowe ubiory młodych ludzi chcących w jakiś sposób wyróżnić się z tłumu i inni, którzy swym wyglądem fizycznym wywołują u rówieśników śmiech i niewybredne żarty.

Laguna potrzebuje ich wszystkich, by mogła prawidłowo funkcjonować.

Odruchy zwierzęce, które dobre były w epoce, kiedy mózg człowieka był niewielkich rozmiarów, (który do dziś mamy jako pozostałość), były dobre i pożądane w czasach zdobywania pożywienia, zagrożeń ze strony większych zwierząt, ale nie dziś w XXI wieku, gdzie o żywność jest o wiele łatwiej, mieszkania zamykane są na klucz, nie trzeba pilnować ognia, który chronił i ogrzewał.

A człowiek dalej walczy niczym ślepe zwierzę, które wietrzy niebezpieczeństwo, ale nie wie, z której strony nadejdzie, bo mu węch ździebko przytępiło wraz z rozwojem mózgu. Zamienił kamień, maczugę, czy oszczep na kastet, but, słowa raniące, intrygę, Internet. Wyśmiewa poglądy innych, niczym lew walczy słowem o dominację. Po co? Czyżby strach przed zranieniem wywoływał agresję?

Czasem obserwuję społeczność pseudoczatów ezoterycznych. Wampiryzm i walka o dominację. Po co? Komu to potrzebne? Czyżbyśmy żyli w ciągłym stanie regresji, cofającym nas do początków ewolucji? Ludzie spontanicznie cofają się w czasie na widok przedmiotów, widoku twarzy, albo sytuacji, w których znaleźli się w danej chwili. Nie potrafimy inaczej rozmawiać, gdy jesteśmy w grupie (wypadałoby napisać w stadzie), jak poprzez złość, dominację i strach. Niczym u Pawlaka z polskiej komedii „Sami swoi” – sprawiedliwość i racja musi być po mojej stronie. Jeszcze tylko granat w dłoń… I walczymy do upadłego, tylko noże dać w dłonie, żeby było widać krew bryzgającą na wszystkie strony. Uwielbiamy to, zwłaszcza w sieci, gdzie nikt nam w oczy nie spojrzy, gdzie możemy wyżyć się na niewidzialnym znajomym/nieznajomym, wyprojektować na innych nasze braki i nasz strach, odreagować to, czego sobie najczęściej nie uświadamiamy…

Uczmy się żyć tak, żeby innym chciało się żyć obok nas. Nie zabierajmy innym przestrzeni życiowej – wystarczy jej dla wszystkich, dla maluczkich i wielkich, dla głupich i mądrych, dla menela i miliardera. Wszyscy są ważni i wszyscy potrzebni, inaczej większości z nas nie byłoby tutaj. Nie przyszliśmy tu po to, żeby nam było dobrze, ale żeby czuć się potrzebnym i nie żyć jak pasożyt, bo gdyby miało tak być, Stwórca stworzyłby od razu pasożyta, nie trudziłby się nad stworzeniem czegoś tak skomplikowanego i tak precyzyjnego, jak ciało ludzkie. Każdy tu ma swoją misję do spełnienia i nie zależy to wcale od hierarchii społecznej w materialnym świecie, ale od stopnia trudności granej roli życiowej. Nie pieniądze są miernikiem wielkości. Matka Teresa nie miała nic, prócz wielkiej miłości dla ludzi. Najbogatszy człowiek ma wszystko… prócz miłości dla ludzi.

Słowna agresja

Jak bardzo nie zwracamy uwagi na agresję słowną można zauważyć na każdym kroku – w relacjach małżonków, rodziców w stosunku do dzieci, nauczycieli do uczniów, rodzeństwa wobec rodzeństwa, wśród rówieśników, w instytucjach – wszędzie. Nie zauważamy, bo ma ona miejsce w każdych okolicznościach i niemal w każdej sytuacji. Przyzwyczajamy się do niej, bo w niej wyrastaliśmy od najmłodszych lat.

Dziecko siedzi i maluje kredkami obrazek. Matka zagląda mu przez ramię i co chwilę krytykuje to, co dziecko namalowało. A to drzewo nie tak wygląda, a to pies niepodobny do psa, dom jest krzywy i nie ma drzwi, trawa jest czerwona zamiast zielona…

Krytyka i osądzanie. Przecież dziecko maluje tak, jak czuje – rączka nie jest tak pewna i precyzyjna jak ręka dorosłego. W dojrzałym życiu ta krytyka objawi się usztywnieniem – dorosły człowiek będzie patrzył oczami swoich rodziców w pozytywnym i negatywnym tego słowa znaczeniu. Zabijamy twórczość na rzecz utartych schematów.

Kiedy przestajesz ulegać agresywnej osobie, która wymaga od Ciebie zachowania, do jakiego jest/była przyzwyczajona, zaczyna się krytyka twojej osoby, manipulacja, ferowanie krzywdzących stwierdzeń, obwinianie, poniżanie, upokarzanie. Wszystkie chwyty będą wykorzystane dla odzyskania władzy nad tobą!
Każdy ma prawo do własnych poglądów, do postępowania w sposób sobie właściwy, bez wyładowywania na innych swoich usztywnionych przekonań, projektowania na otoczenie swoich własnych kompleksów, które powstały w czasie, kiedy nie był w stanie się bronić.

Rodzina jest odpowiedzialna za wychowanie jednostki, przygotowuje ją do życia w społeczeństwie, przekazuje wartości, którym hołduje.
Skoro w rodzinie władzę dzierżyła osoba agresywna – kontrolująca pozostałych, manipulująca, krytykująca, narzucająca swój sposób wykonywania pewnych czynności, swoje poglądy jako te najlepsze i jedyne – pozostali członkowie rodziny będą jej ulegać, by nie wywoływać zatargów, awantur czy zemsty z jej strony. Autorytaryzm i usztywnienie psychiczne produkuje jednostki zwichnięte psychicznie, które w dorosłym życiu będą usiłowały podporządkować sobie innych – bo takie doświadczenia wynieśli z domu, takie wzorce zostały im wpojone.

Twoje myśli tworzą twoją rzeczywisctość

Wyobraź sobie, że twój mózg i umysł są czymś w rodzaju systemu biokomputerowego. Mózg w tym biokomputerze nazwiemy „twardym dyskiem”, czyli właściwym komputerem, zaś umysł będzie „miękkim dyskiem”, czyli programem, który wsuwasz do komputera.

Każdy komputer wykona tylko to, co ma w programie. Jeżeli włożymy do niego śmieci, to śmieci z niego wyjmiemy. Porównując to stwierdzenie z komputerem możemy powiedzieć, że niewłaściwie zaprogramowany umysł (zaśmiecony program) spowoduje niewłaściwe funkcjonowanie nas samych w życiu codziennym.

Nasz program jest zbiorem indywidualnych przekonań, nastawienia do życia, zawiera pojęcia, nasze poglądy na świat. Zbiory te pochodzą z pozytywnych lub negatywnych interpretacji naszych osobistych przeżyć. Większość najgłębszych, najważniejszych programów pochodzi z okresu między momentem poczęcia a 4-5 rokiem życia. W okresie tym mózg dziecka w większości funkcjonuje na poziomie alfa (14-7 Hz), co powoduje, że uczą się wszystkiego szybciej i bez wysiłku, no i mają wspaniale rozwiniętą wyobraźnię.

W tym wieku nie jest jeszcze rozwinięte myślenie logiczne i analityczne, dlatego interpretują wszystko dosłownie. Weźmy przykładowo sytuację, gdy półtoraroczne dziecko ucieszone widokiem kałuży wbiega do niej spontanicznie i zaczyna się chlapać radośnie. Rozzłoszczona matka wyciąga je z kałuży szarpiąc gwałtownie i wykrzykując: „Głupku! Coś ty zrobił!” W tym momencie zostaje zakodowane w umyśle dziecka nowe uwarunkowanie: ”mama uważa, że jestem głupi i niegrzeczny” albo: „tworzenie i doświadczanie nowych sytuacji jest niebezpieczne”.

Takie gwałtowne i nieprzemyślane reakcje dorosłych zostają „zapisane” w umyśle dziecka i choć są bez wartości, często funkcjonują w życiu dorosłego już człowieka. Bardzo często najgłębsze programy oparte są właśnie na wnioskach wynikających z dziecinnych, nielogicznych i dosłownych interpretacji przeżyć z tamtego okresu. Nie oznacza to, że każde skarcenie pozostawia tak głębokie ślady negatywnych programów, które później rządzą naszymi emocjami i naszym życiem. Takie programowanie z dzieciństwa, które jest zakorzenione w głębszych warstwach naszej podświadomości i związane z wolniejszymi częstotliwościami pracy mózgu, wymaga przeprogramowania na tych samych poziomach, na których zostały zaprogramowane. Tylko wtedy możemy spodziewać się prawdziwych zmian w naszym systemie przekonań. Tylko wtedy jesteśmy w stanie wprowadzić pozytywne afirmacje, które konsekwentnie będą zmieniały nasze nastawienie do życia, świata i siebie samych. Samo pozytywne myślenie nie zmieni destrukcyjnych programów zakodowanych w naszych umysłach w okresie dzieciństwa.

Aby zmienić je na program pozytywnego myślenia, a tym samym pozytywnego bycia, należałoby zastosować oprogramowanie, używając technik umysłowych, związanych z częstotliwościami alfa jak i beta, czyli używaniem afirmacji podczas wykonywania ćwiczeń na poziomie alfa połączonych z wizualizacją, jak i pisaniem ich na poziomie świadomości beta.

Między narodzinami, a śmiercią…

Między narodzinami, a śmiercią zawarte jest nasze życie. Rodzisz się, uczysz mówić, chodzić, poznajesz najbliższych, otoczenie, środowisko. Kształcisz w różnych szkołach, podejmujesz pracę, żenisz. Potem płodzisz dzieci, wychowujesz je, przekazując to, czego sam się nauczyłeś, czekasz na wnuki, a potem…odchodzisz…

Nikt nie zastanawia się, a może inaczej to ujmę… Mało kto zastanawia się nad sensem istnienia. Gonimy za iluzją; zdobyć wykształcenie w renomowanych szkołach, otrzymać bardzo dobrze płatną pracę, mieć atrakcyjną żonę czy męża, piękne i mądre dzieci, urlopy spędzać w ekskluzywnych kurortach świata.

Większość goni za tą iluzją szukając poczucia bezpieczeństwa w majątku, spełnienia w szybkim seksie – w przerwie na obiad lub między jednym etatem a drugim – traktując go jak odświeżacz samopoczucia i tęskniąc w głębi duszy za uczuciem głębokim i stałym.

Pytasz, czy to ma sens? Czy życie musi mieć sens i logiczne wytłumaczenie każdej sytuacji, każdego zjawiska? Czy drzewo lub kwiat pyta o sens wzrastania? A przecież towarzyszy nam od początku naszego istnienia. Przychodzimy na świat nie po to, by doszukiwać się sensu życia, by buntować się przeciw wszystkiemu, co w ostatecznym rozrachunku i tak przynosi nam korzyść… Często, miast dziękować ludziom – i sytuacjom przez nich stworzonych – za pomoc w naszym rozwoju, szukamy okazji, by się zemścić, wziąć odwet za coś, co sami sprowokowaliśmy…

Każda sytuacja, każdy człowiek przyczynia się do naszego wzrostu, naszego rozwoju. Im więcej buntu, tym więcej w tym bólu i cierpienia… Im więcej bólu i cierpienia, tym szybciej wzrastasz duchowo, ale nie zauważasz tego, bo… wolisz zagłuszyć głos wewnętrzny hałaśliwą i głośną muzyką, hałaśliwą zabawą, byleby nie zostać sam na sam ze swoją pustką i ciszą wewnętrzną. Pragniesz tego, co ma bliźni, nie widząc tego, co sam masz, z czym urodziłeś się… A masz WSZYSTKO, czego potrzebujesz do życia i duchowego wzrostu…

Zwracamy się na zewnątrz próbując wytłumaczyć wszystkie procesy, które zachodzą wewnątrz nas. Czy uczucie da się wytłumaczyć? Odczuwać to coś innego niż opis tego, co czujemy. Czy potrafisz wyrazić słowami czując miłość, tęsknotę, czy nienawiść? Potrafisz dobrać tylko odpowiednie, jakże nieporadne słowa na określenie danego uczucia, ale nie wyrazisz, nie opiszesz nimi wszystkiego, co naprawdę odczuwasz…

Miłość. Tak wiele o niej napisano i powiedziano, ale nikomu nie udało się jej zdefiniować. Dla Ciebie miłość to… nuda, bo po kilku miesiącach czy latach wkrada się rutyna, „miłość” powszednieje. I tak się staje… Kochasz i czekasz: na wzajemność, na bycie razem, na seks.

Oczekujesz akceptacji i przyjęcia twoich uczuć przez drugą osobę. Oczekujesz miłości opartej na twoim wyobrażeniu, na twoich zasadach. Kiedy nie są spełnione warunki, które stawiasz kochanej przez ciebie osobie, zaczyna się cierpienie, ból, nienawiść… To nie jest miłość. Miłość to radość dawania siebie bez oczekiwań, to jedność i bezwarunkowa akceptacja. Nie stawiasz wtedy pytania: „czy mnie kocha?” – po prostu kochasz…

Co dajesz innym

To, co myślimy na swój temat, staje się dla nas prawdą. Jesteśmy całkowicie odpowiedzialni za wszystko w naszym życiu, za to najlepsze, jak i za to najgorsze.

Tworzymy swoje doświadczenia dzięki własnym myślom i uczuciom, ponieważ każda myśl i wypowiedziane słowa tworzą nasze życie.

Nikt, dosłownie nikt nie ma nad nami władzy, ponieważ sami tworzymy myśli w swoim umyśle. Jeśli w naszym umyśle stworzymy harmonię i równowagę, znajdziemy ją również w swoim życiu i w ten sam sposób odbierać nas będzie otoczenie.

Zastanów się nad podanymi niżej stwierdzeniami, które z nich jest dla ciebie typowe?

„wszyscy czepiają się mnie”

„wszyscy są dla mnie życzliwi”

Każde z tych stwierdzeń stworzy zupełnie różne doświadczenia.

To, co sądzimy o sobie i swoim życiu, staje się dla nas rzeczywistością. Nasza podświadomość akceptuje wszystko, co myślimy na swój i innych temat Innymi słowy, jeżeli twoje myśli są negatywne i wierzysz w to, co myślisz o sobie, staje się to dla ciebie prawdą. Nikt przecież nie ogranicza nas w myśleniu, dlatego sensowniej brzmi: „wszyscy są dla mnie życzliwi” niż „wszyscy się mnie czepiają”.

Przekonania, jakie żywimy odzwierciedlają się w naszym życiu. Jeżeli sądzisz, że musisz ciężko pracować, by cokolwiek osiągnąć, to na pewno tak się stanie.

Jeżeli tworzysz afirmację, z którą następnie będziesz pracował na poziomach alfa i beta, to to stwierdzenie będzie utrwalone w podświadomości. Przykładowo: z łatwością osiągam cele, które stawiam przed sobą”, „coraz więcej miłych ludzi pojawia się w moim życiu, ja też jestem miły dla innych”, nawet nie zauważysz, kiedy afirmacja stanie się rzeczywistością w twoim życiu.

Kiedy jesteśmy mali, stosunku do siebie i do życia uczymy się od otaczających nas dorosłych. Jeżeli przebywamy w otoczeniu ludzi nieszczęśliwych, przerażonych, pełnych złości i poczucia winy, uczymy się od nich wielu negatywnych rzeczy o sobie i otaczającym świecie. „Jestem głupi”, „to moja wina”, „ja nie umiem”, mężczyzna nigdy nie płacze”… Mogę wyliczać bez końca, bo właśnie takie stwierdzenia tworzą smutne życie, pełne frustracji.

Kiedy dorastamy, mamy tendencję do stwarzania takiego samego klimatu emocjonalnego, jaki panował w domu naszego dzieciństwa. Nie jest to ani dobre ani złe, ani prawidłowe czy nieprawidłowe; po prostu stwarzamy wokół siebie klimat, w którym czujemy się „jak w domu”. W osobistych związkach z innymi odtwarzamy model stosunków, jakie łączyły nas z ojcem czy matką lub wzajemnych relacji miedzy nimi. Siebie również traktujemy podobnie, jak traktowano nas w domu. Również narzekamy i karzemy siebie w ten sam sposób.

Jeżeli uważnie wsłuchamy się, usłyszymy niemalże te same słowa i całe zdania. Nawet darzymy siebie takimi samymi uczuciami i pobudzamy do działania w ten sam sposób, w jaki robiono to, kiedy byliśmy mali. Jak często mówisz do siebie: „to moja wina”, „nie potrafię”, „ale ja jestem głupi”?… A jak często mówisz sobie: „kocham cię”, „jesteś cudowny”, „umiesz, potrafisz”?…

Wszyscy jesteśmy ofiarami ofiar, które przekazały nam całą swoją wiedzę. Nikt nie nauczył naszych rodziców jak mają kochać siebie, dlatego nie nauczyli nas jak to zrobić.

Nauczyli nas tylko tego, czego nauczono ich, gdy sami byli mali. Przekazali nam tylko to, co sami otrzymali od swoich rodziców w dzieciństwie. Ludzie, którzy nas wychowują, są tak samo przerażeni i zalęknieni jak my…

Każdy z nas, zanim narodził się na tej planecie, sam zdecydował o miejscu i czasie. Dokonaliśmy wyboru przyjścia, by nauczyć się czegoś, co poprowadzi nas duchową i ewolucyjną ścieżką. Sami wybraliśmy płeć, kolor skóry, kraj, środowisko i rodziców, którzy odzwierciedlają wzorzec, nad którym będziemy pracować przez całe życie.

Kiedy już dorośniemy, oskarżamy najczęściej rodziców za coś, co tak naprawdę służy naszemu rozwojowi. Przecież tak naprawdę sami ich wybraliśmy, by nam pomogli zrozumieć lekcję naszego życia. Znakomicie nadają się do tego, nad czym mamy pracować i co przezwyciężać.

Nasz system przekonań kształtujemy we wczesnym dzieciństwie, a potem, idąc przez życie, tworzymy doświadczenia tak, by do nich pasowały. Jeżeli spojrzysz wstecz w przeszłość, na pewno zauważysz, jak niektóre doświadczenia powtarzają się w życiu po wielokroć tak długo, aż skrystalizował się pogląd, który odzwierciedlał twoje wyobrażenie na twój temat. Zresztą, nie ma najmniejszego znaczenia jak długo przepracowujesz jakiś problem dotyczący ciebie.

Wszystko, co do dziś zaistniało w twoim życiu, zaistniało dzięki twoim myślom i poglądom, które powstały o wiele, wiele wcześniej. Jest to skutkiem myśli i słów używanych wczoraj, w ubiegłym tygodniu, przed miesiącem, przed rokiem… Jednak to już jest przeszłość. Teraz liczy się to, co chcesz myśleć, mówić czy wierzyć w tej chwili. Te myśli i słowa tworzą twoją przyszłość.

Zaobserwuj myśl, która powstaje teraz, w tej chwili. Jest pozytywna czy negatywna? Czy chciałbyś, aby ta myśl była twórczym elementem twojej przyszłości?

Jedyną rzeczą, z którą tak naprawdę masz do czynienia jest myśl. Każde doświadczenie jest więc zewnętrznym skutkiem twoich wewnętrznych myśli.

Myślisz o sobie: „Jestem złym człowiekiem”. To tylko myśl, ale właśnie ta myśl wywołuje uczucie, które wzmacniasz. Zmieniając myśl na pozytywna, również zmienisz uczucie.

Im więcej masz negatywnych myśli na swój temat, tym gorzej ci się wiedzie w życiu.

Myślisz: „nie robię wystarczająco dużo”… „nie zasługuję na to”… „nie jestem dość dobry”… to moja wina”… W odniesieniu do czyich wymagań nie spełniasz tych stwierdzeń?

Jeżeli mechanizmy te są w tobie bardzo silne, to w jaki sposób możesz stworzyć życie oparte na miłości, radości, dobrym samopoczuciu i zdrowiu?

Twoje podświadome przekonania zawsze będą przeszkadzać i nigdy nie osiągniesz tego, co zamierzasz.

O wiele więcej problemów niż cokolwiek innego powoduje noszenie w sobie urazy, samokrytycyzm, poczucie winy i lęk, które są przyczyną największych kłopotów w naszych ciałach.

Te uczucia rodzą się z oskarżeń innych ludzi i naszej rezygnacji z wzięcia odpowiedzialności za własne doświadczenia. Jeżeli jesteśmy odpowiedzialni za wszystko, co dzieje się w naszym życiu, to nie powinniśmy nikogo obwiniać.

Cokolwiek dzieje się z nami jest zewnętrznym obrazem naszych myśli. To nasze przekonania przyciągają ludzi, którzy odnoszą się do nas tak, a nie inaczej.

Jeśli uświadamiasz sobie, że mówisz: Każdy mnie krzywdzi, krytykuje, traktuje jak przedmiot, zachowuje się obelżywie”, to jest to twój wzorzec. Widocznie jest w tobie coś, co u innych wywołuje takie reakcje. Jeśli przestaniesz myśleć w ten sposób, ci sami ludzie skierują swoją uwagę w inną stronę. Nie będziesz ich już przyciągał.

Skutki takich wzorców dają się również odczuć na płaszczyźnie somatycznej.

Ewidentnym przykładem może być tutaj noszenie w sobie przez długi czas urazy, która uzewnętrzni się kiedyś pod postacią choroby nowotworowej. Poczucie winy zawsze domagać się będzie kary, a kara zawsze kojarzy się z bólem, z cierpieniem.

Wspólny lot

Szliśmy sobie powolnym krokiem z moim rozmówcą, były to obrzeza miasta.
Rozmowa była spokojna i rzeczowa, rozmawialiśmy o pewnym przedsięwzięciu, które prowadził mój rozmówca, nie prowadził go sam, ale miał do pomocy całą rzeszę swoich „ludzi”.
Zapytałem się czy nie obawiają się, że ich działalność przestanie być tajemnicą i ludzie dowiedzą się o ich posunięciach. Z uśmiechem stwierdził, że nie. Wciąż szliśmy wzdłuż drogi, gdzieniegdzie można było dostrzec dziwne narośla. Z naszej rozmowy wynikało, że te twory mogą być jednym z przejawów ich działalności, ale i tak nie są dostrzegalne dla ludzi.

Wiedziałem jak ma na imię, może jego wygląd był grą mojej podświadomości tak abym bardziej jednoznacznie go odebrał, a może wybrał sam taki wygląd, aby być bardziej czytelnym dla mnie. Nasze spotkanie zbliżało się ku końcowi, wodziłem wzrokiem po znajomych uliczkach, oceniając jak daleko mam do domu. Mój znajomy zaoferował pomoc w powrocie, mając wyprostowane prawe ramię chwyciłem za jego lewą dłoń, miał w podobny sposób ułożone ramię, wznieśliśmy się w powietrze lecąc w kierunku domu. Poprosiłem go czy mógłby przyspieszyć, nie, dlatego, że mi się spieszy, ale chciałbym zobaczyć jego możliwości, nabraliśmy prędkości, wiatr zagrał jeszcze mocniej w moich uszach, w mgnieniu oka byliśmy prawie na miejscu. Nawet lądowanie było w pełnej prędkości, z linii lotu pod kątem prostym w dół, więc miałem małe zakłócenia postrzegania i trochę mnie przemieliło. Od kilku dni dochodzę do siebie po chorobie i widocznie stad ta propozycja podrzucenia mnie do domu. Na pożegnanie nadgryzł swój nadgarstek upuszczając kilka kropel krwi, co spowodowało, że jego czyn głęboko zapadł w mej pamięci.

Analiza snu

Sen
Rzadko się zdarza że czuję się jak zwierzyna łowna. Tropiony, śledzony jak zaszczuty pies. Tak było podczas wędrówek nocnych. Ciężko mi określić czym lub kim była organizacja z którą działałem, lub działała na mnie (ze mną??), ważne że biegłem po znanych ulicach, choć nie były takie same. Zgubiłem gdzieś po drodze zegarek, ciężki, zdobiony, do którego byłem przywiązany. Ale wcześniej okazało się że w tym oto zegarku ktoś zamieścił truciznę, która uruchomiła zatrutą igłę. Mechanizm był prosty. Pod guzikiem stopera.
Wielki czarny facet ciągnie mnie za ramię, odciąga byle dalej.. Czuję ból w ramieniu, patrzę na niego nieprzytomnie a on krzyczy że podał mi antidotum, że musimy uciekać bo oni są blisko, nie ma czasu do stracenia. Nie docierało do mnie wiele z tego co on mówił. Obsesyjnie po głowie chodziło mi znalezienie zegarka. Mówię mu o nim, próbuję się wyrwać, – Chłopie on był zatruty, był tylko narzędziem wykorzystanym tylko dlatego że miałeś go przy sobie. Zapomnij o nim! ; jednak mój upór maniaka był dużo silniejszy. Udało mi się wyrwać i zacząłem pędzić przed siebie na złamanie tchu, byle dalej od tego olbrzyma. Zeskoczyłem z chodnika, patrzę a w ziemi zakopany sponiewierany leży mój zegarek. Gniew we mnie wezbrał, kto śmiał się tak urządzić moją rzecz! Rozerwana bransoleta, pęknięte szkiełko. Przymierzam go na rękę, sprawdzam czy stoper dział, czy w ogóle jakieś funkcje działają.
I nagle jak grom z jasnego nieba nadchodzi zrozumienie. Olbrzym miał rację. Rzucam z obrzydzeniem zegarek, rozglądam się wokół siebie.
Nagle poczułem lęk, poczułem się osaczony niczym zwierzę. Obudziłem się i zacząłem się rozglądać czy coś mi nie grozi. Po chwili zapadłem znowu w sen nie dający wytchnienia.

Trafiłem z pod deszczu pod rynnę . Było nas parę osób, miejsce wyglądało niczym miasto podczas wojny. Ruiny, palące się domy, stare płoty. Ogólnie obraz nędzy i rozpaczy. Szukaliśmy schronienia. Trafiła nam się stara przyczepa kempingowa, i poczuliśmy się znośnie bezpiecznie. Tu dowiedziałem się dlaczego tak istotne jest abyśmy się schronili pod dachem. Nasz prześladowca dysponował techniką pozwalającą zlokalizować każdą osobę. Niezależnie gdzie były. Jedyne schronienie dawały dachy i ściany. „promień” nie mógł się przez nie przedrzeć. Tak mi mówiono. Siedzimy rozmawiamy, moi towarzysze opowiadają mi co się dzieje. Jak się nazywają poszczególne „urządzenia”. Te przed którym się chowaliśmy nazywało się „radarem” cokolwiek to oznaczało. W pewnym momencie ziemia zaczęła drżeć. Nasze schronienie trzeszczeć. Już chciałem uciekać bo obawiałem się że to trzęsienie ziemi, ale mówią mi towarzysze ze to radar rozpoczął swoją prace. Ale mam się nie przejmować bo nie „widzi” przez ściany. Dla większej pewności schowaliśmy się poniżej linii okien. Gdy drżenie ustąpiło, ciepło odeszło, a oślepiające światło zgasło, myślałem że już jestem bezpieczny. I to był mój błąd. Przez przypadek miałem wgląd w obraz moich prześladowców. I zobaczyłem coś co mnie przeraziło. Znali naszą pozycję, a kryjówka wcale się nie okazała bezpieczna. Zacząłem szybko uciekać, i tu zastał mnie poranek…

Analiza snu
„Rzadko się zdarza, że czuję się jak zwierzyna łowna. Tropiony, śledzony jak zaszczuty pies”…

Co Cię osacza, że czujesz się jak zaszczuty pies? (sytuacje rodzinne, zawodowe, towarzyskie). Co nie pozwala Ci spojrzeć w przyszłość z ufnością, dlaczego Twój czas (zgubiony zegarek) jest skażony trucizną i kto go zatruł, ewentualnie zatruwa? Dlaczego nie przyjmujesz pomocy z zewnątrz od kogoś, kto Ci ją oferuje a kogo widzisz jako olbrzyma, lecz lekceważysz słowa prawdy i uciekasz przed nimi?

Zrujnowane miasto to stan Twojego wnętrza. „Schronienie dawały dachy i ściany”. To wyraźna wskazówka, gdzie odnajdziesz swoją siłę i oparcie.
„Przyczepa campingowa” to tymczasowe, kruche schronienie, któremu nie ufasz, ponieważ wiesz, że jakkolwiek będzie to solidna budowla, i tak Cię odnajdą twoi prześladowcy, więc bez przerwy uciekasz przed samym sobą do utraty tchu, zamiast poszukać w sobie oparcia i siły a nie zdawać się na innych, „lepiej wiedzących”.

Przestań uciekać, stań twarzą w twarz z tym co Cię osacza i nie pozwala iść naprzód. Czasem trzeba cofnąć się wstecz, uzdrowić to, co nas przeraża i zmusza do ucieczki, żeby móc przywrócić energię swoim obecnym działaniom.

Ucieczka przed problemami, które Cię osaczają jest tymczasowym działaniem, które i tak kiedyś wróci i uderzy ze zdwojoną siłą. To Ty rządzisz w swoim domu a nie prześladowcy z zewnątrz, którym pozwalasz na rządzenie w nim.

Wizyjnie

Prowadzę rozmowę z bliżej nieokreśloną o sobą, przede mną stoi skrzynka z rożnymi owocami, o różnych kształtach i świeżości.
Wyciągam ze skrzynki pierwszy owoc, nasuwa mi się myśl, że wygląda tak, że żaden kloszard by go nie dotknął, zmurszały i pozbawiony soków. Próbuje go i przeżuwam, wrzucając go do pustej skrzynki. Niektórych owoców w ogóle nie próbuję, przełamuję je na pół, i widząc ich zgniliznę odrzucam je do skrzynki, gdzie zbiera się ich coraz więcej.
Jakież jest moje zdziwienie, gdy zaglądam do skrzynki z owocami, których skosztowałem i przełamałem „rodzą się” ryby. Najpierw jedna, a później kolejna.
Na początku nie rozumiałem, ale z czasem jednak przyszło zrozumienie.

Scalenie pamięci – Carlos Castaneda „Aktywna Strona Nieskończoności”

„Don Juan ubolewał nad tym, że mężczyzna czarownik, który jest nagualem, siłą rzeczy musi być rozszczepiony z powodu ogromnej masy energetycznej. Powiedział mi, że każda cześć naguala przeżywa określony wycinek całego zakresu jego działania i ze to, co przeżył on w każdym takim wycinku, musi pewnego dnia połączyć w pełny, świadomy obraz wszystkiego, co się wydarzyło w całym jego życiu. Patrząc mi w oczy, rzekł wówczas, że doprowadzenie do takiego scalenia trwa całe lata, a słyszał nawet o takich nagualach, którzy nigdy świadomi nie ogarnęli pełnego zakresu swego działania i żyli w stanie rozszczepienia.”

Ostatniej nocy zasypiałem zadając sobie właśnie pytanie, jak doprowadzić do większej świadomości w śnieniu, dokładniejszej pamięci wydarzeń jakie mają tam miejsce.
Castaneda przeżywał rozterki bo wiele z wydarzeń, których doświadczał w momencie „podwyższonej świadomości” było dla niego niedostępnych.
W tym miejscu nawiązuję do pamięci śnienia, ciężko jest z tym jak dowiadujesz się, że „coś” zrobiłeś, uratowałeś kogoś robiąc to w sposób, na tyle brawurowy, że większość mogła by przypłacić to życiem. Chyba większość z nas woli być świadoma swoich czynów, a nie dowiadywać się o tym od osób trzecich i to w dodatku nie-ludzi;)
Wracając do głównego wątku, zasnąłem stawiając pytanie dotyczące scalenia pamięci, co powinienem zrobić, gdzie szukać odpowiedzi.

Noc przyniosła odpowiedz
Próba ucieczki
Po cześć wiem co przyniosła, po części dowiem się z czasem.

Próba ucieczki

Było nas kilkoro wychodzących z długiego tunelu, czas był zbliżony do późnego wieczora lub wczesnego ranka.
Zanim wyszliśmy dobiegła do nas dwójka lub trójka dzieci.
Miałem dystans do nich i nie ufałem im, można było by pomyśleć co to za miejsce, że dzieci mogą budzić nieufność.

Okazało się po chwili, że jesteśmy w czymś, w rodzaju więzienia i będziemy lada moment uciekać. Możliwe, że nie chciałem aby były przy tym wszystkim dzieci i stad moje zachowanie.
W niewielkiej odległości przy wyjściu z tunelu stało więzienne ogrodzenie, każde z nas pobiegło w swoją stronę by samodzielnie je sforsować.

Nie podobała mi się cała ta sytuacja, to tak jakby, to wszystko było nieprzemyślane i nie przygotowane, pomimo tych rozterek zacząłem się wspinać.
Ogrodzenie było trójwarstwowe, wspiąłem się najszybciej z uciekinierów, ale trzecia zewnętrzna warstwa ogrodzenia była pod napięciem, musiałem bardzo uważać aby nie zostać skwarkiem zawieszonym na drutach. W momencie jak juz znalazłem sposób na uniknięcie niebezpieczeństwa i powoli schodziłem po drugiej stronie ogrodzenia, pojawił się jakby obserwator, który stwierdził, że „głośno uciekam”.

Pomimo tego napięcie i cała atmosfera jaka towarzyszyła ucieczce nie opadła ani na jotę.
Będąc już na wolności nie wiedziałem w którą stronę mam uciekać, super przygotowanie ucieczki apropo moich wcześniejszych obaw co do całych przygotowań.
Słuchając podpowiedzi i okrzyków współuciekienierów , postanowiłem biec w stronę lasu, po obydwu stronach miałem białe ogrodzenia, tak jakby cały ten teren był wielkim kompleksem więziennym.

W pewnym momencie mój bieg staje się chodem ,nie mogę się poruszać, w pierwszej chwili nie wiem co się dzieje, niewidzialna siła utrzymuje mnie w miejscu.
Rozpacz moja i moich towarzyszy, którym się nie udało się sforsować ogrodzenia była tak przejmująca, że pamiętam ją wciąż jak żywą.

Znalazłem się ponownie za ogrodzeniem, żadnego strażnika, jakby wszystko było zautomatyzowane. Zebraliśmy się w małej grupie dyskutując o porażce i konsekwencjach, okazało się że pozbyłem się urządzenia namierzającego mnie ale jak widać to nie wystarczyło.
Przyprowadzono małego chłopca , który wedle słów moich towarzyszy był ze mną powiązany na wypadek ucieczki, gdybym uciekł jego serce by stanęło. Gdy to usłyszałem uzmysłowiłem sobie dopiero, że moje serce jest w dziwnym stanie tak jakbym zamienił się sercem z kolibrem, kto wie co by się stało gdybym uciekł.
Praca serca była ostatnim zapamiętanym elementem tych wydarzeń.

Lalkarz i marionetka…

Szukając miłości drugiego człowieka kierujemy się przede wszystkim wzorcami wyniesionymi z domu.

To, o czym piszę, nie jest próbą obwiniania kogokolwiek, zaczynam o tym mówić zwyczajnie, bo jeśli nie zacznę ja, ty czy on, nie zacznie nikt. Chcę tylko naświetlić problem własnymi obserwacjami, które nie muszą być tożsame z twoimi.

Piętnujemy ludzi o innej orientacji seksualnej, piętnujemy kaleki, ludzi z tzw.
„odchyleniami od normy”, piętnujemy Żydów, że są Żydami – piętnujemy wszystkich, którzy nie mieszczą się w szablonach normalności czy proporcjonalności fizycznej.

Każdy z nas wie o krzywdzie wyniesionej z domu, lecz będzie się bał mówić o tym na głos, żeby, broń Boże, nie skrzywdzić krzywdzicieli. Był czas, kiedy nie byliśmy w stanie się bronić, bo przypisywano nam winę za złe zachowanie, krnąbrność; kiedy udowadniano nam, jak ciężko jest wychować nieposłuszne dzieci, o czym się przekonamy, kiedy będziemy mieli swoje własne. Obwiniano nas za wszystko, czego nie byliśmy w stanie wiedzieć a tym bardziej zrozumieć. Nauczono nas szacunku i akceptacji dla przemocy nazywając ją miłością rodzicielską i troską o naszą przyszłość.

Ojciec chciał syna lecz urodziła się córka? Mama miała poczucie winy,
że nie spełniła pragnień i oczekiwań partnera? Starsze rodzeństwo kipiało nienawiścią, że urodził się bachor, z którym muszą się teraz dzielić matki i ojca miłością.

Czy zaprzeczenie tego faktu da mi odpowiedź na pytanie, „dlaczego tak się dzieje?”, albo, „dlaczego zaprzeczam?”

Zaprzeczenie to strach przed przyjęciem odpowiedzialności za to, co nosimy w sobie głęboko ukryte. Nie wiemy, co ta wiedza nam z sobą przyniesie, stąd niepewność i lęk.
Człowiek zawsze boi się tego, czego nie zna, to naturalny mechanizm, który nas chroni przed niebezpieczeństwem, czy zrobieniem sobie krzywdy. Boi się żyć teraźniejszością, chociaż właśnie dziś tworzy podwaliny pod to, co będzie miał w przyszłości, wykorzystując doświadczenia i wzorce z przeszłości, z dzieciństwa. Na tej zasadzie zbuduje dorosłe życie, stworzy rodzinę, wychowa potomstwo…

Kiedy nie wykorzystujemy organu, który jest nam dany do myślenia, jego funkcja z czasem się wyłącza, i wpadamy w sidła manipulanta. Wpadamy w sidła człowieka słabego, niedowartościowanego, który zrobi wszystko, by wykorzystać cię do budowy własnego bezpieczeństwa. I najczęściej robi to nieświadomie i w czasie, kiedy jeszcze nie jesteś w stanie się bronić.

W książce pana Wojciecha Eichelbergera „Zdradzony przez ojca” natknęłam się na bardzo trafne określenie – kastrat psychiczny – którym określił mężczyznę uzależnionego psychicznie od matki. W równym stopniu może odnosić się to do dziewcząt wykastrowanych psychicznie przez swoich ojców, matki, starsze rodzeństwo.

Budzę się…

Człowiek to nie zabawka – martwa lalka – której najpierw spętasz nogi, by nie mógł uciec, skrępujesz ręce, by nie mógł działać, zasłonisz oczy, by przestał widzieć, zakneblujesz usta, by przestał mówić, zniszczysz psychikę, by przestał myśleć. W ten sposób mamy martwy przedmiot, zdany na łaskę i niełaskę kogoś, kogo nazwę na przykład lalkarzem. Żadna marionetka sama nie potrafi się poruszać, jeśli lalkarz nie będzie pociągał za sznurki – jest na niego zdana, jest zależna.

Gdy spróbujesz wyrwać któryś ze sznurków, jaka będzie reakcja? Lalkarz nie może pozwolić, by jego kukiełka była niesprawna, nie reagowała na jego polecenia – te wyrażone i te niewyrażone…

Kim jestem, lalkarzem, czy jego kukiełką? Po części tym i tym – wszystko zależy od sytuacji i człowieka, który wszedł ze mną w związek.

Najpierw lalkarz musi poznać mechanizm działania lalki. Pociąga za nogę – żadnej reakcji. Można przymocować sznurek. I w ten sposób będzie badał ręce, oczy, język, głowę – wszędzie umocuje sznurki. Człowiek-lalka w rękach lalkarza (rodzica, rodzeństwa, przyjaciela, partnera itd.) jest ubezwłasnowolniony, zależny od niego. Nic sam nie zrobi – stał się bezwolną kukiełką. Nie dzieje się to od razu – potrzeba lat i cierpliwości, by nauczyć marionetkę odpowiednio reagować na polecenia, które będą brzmieć tak naturalnie, będą takie rzeczywiste. Na tej zasadzie działamy…

Zapytasz: – A gdzie ja jestem? Ja prawdziwy?

Jesteś. Jesteś głęboko ukryty w tej kukiełce – uśpiony – którą lalkarz stworzył, dlatego że potrzebuje bezwolnej kukiełki a nie ciebie. Potrzebuje niewolnika a nie człowieka wolnego – partnera, przyjaciela, brata, siostrę, dziecko. Boi się ciebie, dlatego poprzyczepiał sznurki, spętał cię – jesteś jego zabezpieczeniem. Na tobie zbudował swoje bezpieczeństwo, więc jak może dać ci wolność? Czy może pozwolić, byś tworzył własne życie, skoro jego życie jest zależne od twojego? To nie lalka uzależniona jest od lalkarza, to lalkarz zbudował na niej swój świat

Szukamy Prawdy. Kiedy ją znajdujemy, zaczynamy od niej uciekać na wiele sposobów. I berek zwany życiem trwa nadal – raz gonisz za Prawdą, raz przed nią uciekasz. Ta zabawa może trwać całe życie i tego nawet nie zauważymy, bo lalkarz – wirtuoz – będzie pociągał za sznurki, żebyś się nie zorientował, że żyjesz w świecie iluzji, która udaje tylko twoją, przez ciebie stworzoną rzeczywistość. Jak w teatrze odgrywasz swoją rolę i schodzisz ze sceny, by zagrać w następnym epizodzie. Jedno w tym jest najśmieszniejsze, że często gramy za siebie i za lalkarza, który za kulisami pociąga za sznurki…
Samo życie…

Mój lęk

Zapominam, że pełni we mnie funkcję obronną. Ostrzega i chroni przed zagrożeniem, niebezpieczeństwem.

Jaką Ja przypisałam mu rolę w swoim życiu?

Nauczono mnie bać się lęku, uciekać przed nim, a mi nawet do głowy nie przyszło zajrzeć w głąb siebie i sprawdzić, czy naprawdę powinnam się go bać. Nawet nie próbowałam zastanowić się, do czego służy, co chce mi powiedzieć. Nie potrafię zapytać go, co z sobą przynosi.

A przecież często prowokował do działania, pobudzał do podejmowania decyzji, do stawania twarzą w twarz z zagrożeniem, którego tak naprawdę nie było, bo było to zagrożenie wyimaginowane, mój własny strach, który przecież nie zawsze i nie w każdej sytuacji mnie paraliżował. Robił to wtedy, kiedy wpadałam w czarną otchłań własnych lęków, które widziałam tylko ja i tylko ja je czułam, bo były moje, moje własne, wytworzone przez mój umysł – najpierw małego dziecka, później dorosłej istoty.

Zapomniałam, że lęk miał rację bytu u człowieka pierwotnego, otoczonego nieprzyjaznym środowiskiem, kiedy właśnie lęk, niepokój często ratował mu życie. W dzisiejszym świecie powinien ostrzegać, ale nie dominować.

Strach jest uczuciem, które informuje nas o naszej ograniczoności, pomaga zachować dystans do pewnych sytuacji, informuje o zachowaniu ostrożności w niebezpieczeństwie i chronieniu siebie. Powinien stymulować do odkrywania tego, co jest jego źródłem. Źle pojęty strach ogranicza wyrażanie siebie i swojej indywidualności, ogranicza i/lub paraliżuje przed wyrażaniem stanu swoich uczuć i emocji. Każe nam uznać, że nic nie jest godne zaufania, że wszystko jest zagrożeniem. Uczy nieufności wobec siebie i ludzi, i sytuacji, w których zaistnieliśmy. Hamuje rozwój, zaspokajanie naturalnej ciekawości i doświadczania życia takiego, jakie jest.

Źle pojęty strach poddaje w wątpliwość nasze zdolności i możliwości wyrażania siebie, przeżywania życia tak, jak my go rozumiemy, a nie jak na nas wymuszają inni „lepiej wiedzący”. Niszczy kreatywność człowieka. Zawsze jesteśmy nie dość dobrzy w tym, co robimy, kontrolujemy sytuacje i ludzi, z którymi się stykamy, niszczymy własną osobowość [tak, jak to robili nasi najbliżsi, chcąc nam oszczędzić bólu i cierpienia]. Prowadzi to do zamknięcia w sobie i wniosku, że nic nie jest bezpieczne, nic nie jest godne zaufania. Następuje izolacja wewnętrzna i zewnętrzna. Wewnętrzna, bo tylko ja jestem dla siebie bezpieczny i przewidywalny, tylko ja wiem (?), co dzieje się we mnie. Natomiast izolacja zewnętrzna prowadzi do nie doceniania siebie w konfrontacji z drugim człowiekiem, nie doceniania swojej niepowtarzalności i uznania, że jestem gorszy, mniej ważny, mniej inteligentny, mniej interesujący, głupszy. Każe nam myśleć o sobie negatywnie i destrukcyjnie, nie dostrzegając rzeczywistości. Zamykamy się przed wyrażaniem siebie ze strachu, że zostaniemy skrytykowani, zignorowani i wyśmiani przez otaczających nas ludzi. Jest to zaniżone poczucie własnej wartości. Zanim wyrazimy swoje poglądy i opinie na jakikolwiek temat, w myślach krytykujemy je i podważamy ich wartość, nim zdołamy je głośno wyrazić.

Mamy pełne prawo mieć inne poglądy i opinie, co nie znaczy, że są one gorsze czy głupsze. Są po prostu inne, bo każdy człowiek jest inny, ma inne doświadczenia i inne pojmowanie świata, które pochodzą – w głównej mierze – ze środowiska, w którym funkcjonujemy i wzorców wychowawczych wielu pokoleń naszych przodków. Mamy prawo do wyrażania siebie takich, jacy naprawdę jesteśmy, a nie, jakich chciałaby mieć mama, pan nauczyciel, szef w pracy czy pan prezydent.

Kiedy nie rozumiemy, że to, co czujemy jest nami, okradamy samych siebie, niszczymy swoje prawdziwe JA, które jest naszą prawdziwą naturą. Niszczymy i lekceważymy swoje doświadczenia życiowe, nie kochamy i nie ufamy sobie w takim stopniu, na jaki naprawdę zasługujemy. Strach każe nam wtedy działać wbrew sobie i mówić „tak”, kiedy wszystko w nas krzyczy NIE! Emocjonalnie gwałcimy siebie w taki sam sposób, w jaki robiono to w naszych rodzinach – stajemy się katami dla samych siebie. Inni to widzą i czują, i postępują z nami identycznie sądząc, że to nam najbardziej odpowiada. Nosząc strach i negatywne nastawienie do samego siebie dajemy innym znać, że jesteśmy bezbronni. Każdy człowiek to wyczuwa, począwszy od dziecka, na starcu skończywszy. I nic nie zmieni tego przekonania, nawet, gdy będziemy słownie deklarowali swoją odwagę, a w duchu paraliżował nas będzie strach.

Działaj pomimo strachu, nie pozwól, by cię obezwładnił i uczynił bezwolną istotą, którą w rzeczywistości nie jesteś.

Wyobraźnia w śnieniu

(…)- O jakiej zagadce mówisz, don Juanie?
– O zagadce wielkiej prostoty i zupełnie niemożliwości poruszania ciała energetycznego. Usiłujesz poruszyć je tak, jakbyś znajdował się w normalnym świecie. Spędzamy tak wiele czasu na nauce chodzenia, że wydaje nam się, iż nasze ciała energetyczne także powinny chodzić. Nie ma żadnego powodu, dla którego miałoby to robić; chodzenie przychodzi na na myśli samo, ponieważ jest zakodowane w naszym umyśle”(…)
Carlos Castaneda ”Sztuka śnienia”

Nie raz doświadczyłem w śnieniu natychmiastowego przemieszczania lub natychmiastowych reakcji do sytuacji w pewnym sensie niezależnych ode mnie.
Jak powiedział do Juan „twoje ciało energetyczne dokładnie wie, jak się poruszać”.
Nie wszędzie panują takie same prawa fizyki, a nawet są miejsca gdzie są kreowane tak jak komuś się to żywnie podoba.

Trochę wyobraźni w śnieniu na pewno się przyda;)

Człowiekiem być… Refleksje

Mówi się, że człowiek to istota rozumna, która świadoma jest swoich zachowań i czynów. Powinna taka być…

Żyjemy blisko siebie przez całe życie, nie rozumiejąc siebie i nie rozumiejąc drugiego człowieka. Nie rozumiemy swojej złości, wściekłości, nienawiści – boimy się. Na złość odpowiadamy jeszcze większą złością – byle porazić przeciwnika, przestraszyć, unicestwić.

Za złością często kryje się lęk, lęk przed zranieniem, przed odrzuceniem czy porzuceniem. Wybuch agresji to zwielokrotniony strach przed samotnością, przed odrzuceniem. Jeżeli w normalny sposób nie mogę czegoś uzyskać, mogę uderzyć wściekłością, by kogoś przestraszyć i zmusić do uległości.

Gadzi móżdżek daje znać o sobie, jego funkcja jest bardzo ważna, ponieważ steruje czynnościami instynktowymi, odpowiada za bezpieczeństwo swojego właściciela. Tak było kiedyś, na początku rozwoju człowieka… Tak jest i dzisiaj…

Często gryziemy, kopiemy, niszczymy, może już nie w takiej formie, jak to robił prymitywny człowiek, któremu bliżej było do zwierzęcia, kiedy właśnie to gryzienie, kopanie i atak ratowały mu skórę, a często i życie. Używamy do tego celu rozumu – gryziemy i kopiemy psychicznie. Trochę to inna forma, ale cel osiągamy ten sam.

Często robimy to nieświadomie lub dla sportu, by się zabawić cudzym kosztem – niczym sportowiec trenujący przed zawodami. A potem znajdujemy forum – publiczność, przed którą prezentujemy swoje wyćwiczone umiejętności.

Wychodzimy na arenę i gnoimy przeciwnika, który nawet nie przeczuwa, o co w tym wszystkim chodzi. Tatuś znęca się nad mamusią w obecności swoich latorośli – niech wiedzą dzieci, jak to się robi, niech się uczą… Mamusia upokarza lub oszukuje tatusia – to też wspaniały trening na przyszłość. Kolega wykorzystał koleżankę i ma z tego radość, koleżanka wykorzystała kolegę i jest z tego dumna…

A dzieci rosną i patrzą, rosną i trenują – na kolegach i koleżankach, na braciach czy siostrach, w piaskownicy, w ławie szkolnej, a potem – gdy już dorosną – przenoszą wytrenowane zachowania na teren rodzinny, zawodowy, społeczny.

I walczą co silniejsze dorosłe dzieci w rodzinach, w życiu społecznym, zawodowym, na gruncie towarzyskim, nie pamiętając dlaczego walczą, co było powodem. Lecz walka ta daje satysfakcję i zapewnienie, że nikt nie dobierze mi się do skóry, bo wcześniej zdążę wyeliminować przeciwnika swoją bezwzględnością, wściekłością, agresją. „Ugryzłem” z taką siłą, że przeciwnik się wycofał, uległ… zniszczyłem go psychicznie… uhh, ale frajda… Jestem z siebie dumny!

Matka czy ojciec niszczy własne dziecko nie uświadamiając sobie, że niszczy nowe, młode życie przekazując mu własne strachy, własne niedobory emocjonalne – własną złość, wściekłość, nienawiść. Starsze rodzeństwo często bierze przykład z rodziców, z autorytetów.

Wszyscy jesteśmy ofiarami, ale nie znaczy, że można zostawić ten problem sam sobie, bo wszyscy mu ulegamy. Dostajemy go w spadku po własnych rodzicach, dziadkach, pradziadkach… po całej ludzkości i z nieświadomą beztroską przekazujemy dalej.

Ani Kościół, ani tym bardziej Państwo nie zajmie się uświadomieniem obywateli. Człowiek świadomy nie pozwoli sobą manipulować. Nieświadomość pozwala na manipulację, na realizację własnych planów pod płaszczykiem uszczęśliwiania ludzkości.

Ludzie czekają, że ktoś za nich załatwi to, z czym sobie sami nie radzą. Naiwnie czekają, że każdy nowy rząd, przepis czy uchwała załatwi ogólnospołeczny problem. Są nazbyt leniwi, by zacząć myśleć, żeby samemu wprowadzać zmiany – przede wszystkim w sobie, a nie w innych ludziach.

Jeżeli najpierw siebie nie zmienisz, nie zmieni się drugi człowiek. Siedzimy i psioczymy – na rząd, na Kościół, na szkoły , na sąsiada, na własne dzieci, nie zauważając, że problem czeka na rozwiązanie najpierw w nas, a nie w innych, jako że tych „innych” przecież sami tworzymy, sami kształtujemy, sami wychowujemy, których potem sami sadzamy na piedestale i… sami krytykujemy. Oceniamy w ten sposób własne „dzieło”. Krytykujemy i oceniamy siebie…

Dzieci i młodzież – najbardziej delikatny i wrażliwy materiał na kształtowanie charakterów, osobowości, z którym dorośli – lecz jakże często niedojrzali ludzie – obchodzą się po macoszemu, załatwiając przy ich pomocy własne niezrealizowane marzenia, lub próbując je realizować poprzez własne dzieci. Później psioczymy na dzieci, młodzież, że jest niedobra, okrutna. A kto ich kształtował, kto ich wychowywał? Marsjanie, cywilizacje pozaziemskie? A może bestie obdarzone cechami ludzkimi?…

Codziennie potykasz się o człowieka, którego uważasz za mięczaka, słabego i odkopujesz go z wściekłością, jak kamień zawalidrogę. Zastanów się, co robisz. Może ten człowiek przekazuje ci coś, na co powinieneś zwrócić uwagę, może ty również jesteś lekcją dla niego? Nie pomyślałeś o tym?

Mamy do dyspozycji dwie półkule mózgowe, gadzi móżdżek, szyszynkę – tyle bogactwa się marnuje.

Jakże pięknie wyraził to jednym zdaniem Prymas Tysiąclecia – Kardynał Stefan Wyszyński: „Nie sztuka urodzić się człowiekiem, trzeba nim być.”

Zmiennokształtni, sny z jednej nocy

Siedziałem na szczycie totemu, lub obok niego, w miejscu gdzie ziemia opadała łagodny łukiem, prowadząc do jego postawy, gdzie znajdował się mój rozmówca. Tak sobie rozmawialiśmy, ja na górze, a on gdzieś niewidoczny na dole, rozmawiając zabawiałem się jakimiś drobiazgami , podrzucając je w swojej dłoni. W czasie rozmowy odczułem, że mój rozmówca „wygląda” mi na osobę zniewoloną, rozmowa przeciągała się i zaczęła być męcząca, postanowiłem ją zakończyć.

Zszedłem na dół i zobaczyłem mężczyznę rzeźbiarza – tatuażystę, obok niego stało jeszcze dwóch osobników. Mój rozmówca tatuował jednego z nich, zresztą cała trójka nosiła podobne tatuaże, roślinne wzory i soczyste barwy, zaczynały się na podbrzuszu, a skończywszy na podgardle.
Po chwili przeszliśmy w inne miejsce, gdzie pokazano mi obrazy, które przedstawiały jaki to mój rozmówca jest groźny i potężny, jak i jego cele jakie chce osiągnąć. Na karmazynowym tle widziałem głowę drapieżnika , oczywiście wszystko było tak przedstawione aby wywrzeć jak najlepsze wrażenie na widzach.
Z tego wszystkiego „człowiek” sprawiał wrażenie zniewieściałego faceta, wszystkie te odczucia względem niego złożyły się na myśli typu”aspiracje ma wysokie, a taki pokręcony z niego facet”.

Jego celem było zajęcie miejsca samca alfa i to uświadomiło mi z kim mam do czynienia.
Oglądając obraz, cała trójka stała tuż obok mnie, główny zainteresowany przedstawił się też pod jakim przydomkiem jest znany, padło słowo które brzmiało „anakar”, było tez jakieś krótkie słowo na początku, ale dokładnie go nie zapamiętałem, coś w rodzaju „li” lub „lis”.
Poszukiwałem później wyjaśnienia tych słów, znalazłem kilka określeń w językach ludzi:
Podstępny lub egocentryczny, przelewająca się pycha, że jest się lepszym od innych .
Jak widać w tym przypadku wszystkie te określenia można przypisać niedoszłemu pretendentowi na przywódcę stada.
No cóż u nas bywa podobnie, ludzie mają parcie na władzę i mówiąc kolokwialnie nie zawsze mają równo pod sufitem.

Zagrożenie

Następna scena, inne miejsce, zabudowania miejskie.
Dostrzegam skradająca się kobietę, jest uzbrojona, okazuje się że tym kogo szuka jest druga kobieta, która ukrywa się w innej części miasta. Postanawiam, ze nie będę się mieszał i lepiej będzie jak oddale się w bezpieczne miejsce. Kobieta uciekinier miała dostarczyć komuś jakąś przesyłkę. W ostatniej chwili zdeterminowana kobieta dobiega do mnie, przekazując mi jednak tą przesyłkę. Wynikło z tego, ktoś został uratowany lub też dzięki temu złapano kogoś, kto był poszukiwany.

Przejście

Szliśmy całymi rodzinami, naszą okolice niedawno nawiedził kataklizm i szliśmy ocenić szkodę jakie poczyniła powódź. Przed nami był wysoki wał ziemi, jego szczyt pochylony był w naszą stronę, dodatkowo był dość stromy i plus rozmiękła ziemia, wszystko to utrudniało nam podejście, ale okazało się że jest boczna droga która była łatwiejsza w podejściu.
Gdy weszliśmy na tą boczną drogę zobaczyliśmy, przed sobą kamienne strome kamienne schody, zawalone były odłamkami skał, w dodatku była za wąska jak na cała nasza grupę.
W pewnym momencie stało się coś dziwnego, staliśmy na wysokości szczytu wału, ale jeszcze go nie przekroczyliśmy tak jakbyśmy nie mogli po prostu tego zrobić.
Coś stało się z przestrzenią, jakby jedna była za nami, a druga przed nami, pojawiła się przezroczysta kurtyna, która odradzała jakby nas od naszego celu.
Dostrzec można było za tą kurtyną sporych rozmiarów kamienną płytę, która skojarzyła mi się z grobowcem. Przeszliśmy po tej płycie, idąc dalej przed siebie.

Poszukiwanie

Morze, widzę statki, które kształtem pokładu przypominają gwiazdę, lub pentagram, były podobne do naszych katamaranów z tym, że większa część ich była zanurzona w wodzie.
Na pokładzie nie było żadnych urządzeń, goły pokład. Pływaliśmy po zatoce, szukaliśmy jakiś specyficznych miejsc, nie mogliśmy tego znaleźć, ale po pewnym czasie udało nam się określić, ze powinny być dwa takie miejsca. Starszy człowiek, który przysłuchiwał się naszej rozmowie, wyraził głośno swoje niezadowolenie, że szukamy tego miejsca, były to jakby wiry albo miejsca mocy.
Zmieniliśmy statki na małe drewniane stateczki, kształtem przypominały skrzynie, były chybotliwe i niepewne, ale to pozwalało na lepsze odczuwanie okolicy i dotarcia do naszego celu.
Czy poszukiwania zakończyły się sukcesem? Tego nie wiem…

Jaskinia

Wybiegałem z jaskini, kilka razy podrząd, mrok, kilka zakrętów, za każdym razem ta sama droga, raz ją widziałem, raz biegłem na pamięć, wiedząc gdzie jest wyjście. Pokonywałem przeszkody kamienne głazy, jakieś stare meble, rozrzucałem je na swojej drodze.
Ta sytuacja miała jakby powiązanie z dwoma kobietami i z poszukiwaniem na statkach.
Trzy sceny wzajemnie się przenikające, tak jakbym z jednej wskakiwał do drugiej.
Pokonywał jaskinię w scenie z kobietami i rozrzucał meble na statkach. Przychodzi mi na myśl klamra łączącą wszystkie wydarzenia.

Fabryka snów - sztuka śnienia, bajki terapeutyczne, rozwój