Kocie życie…

Taki wieczór… /przeciągam się/…. spokój, cisza, położyłem się na znanym mi trakcie.
Żaden Dwunożny mi nie przeszkadzał do momentu gdy wyrwano mnie z drzemki, odczułem nadchodzące kroki, jacyś Dwunożni nadciągali, nie chciało mi się nawet ruszać, przejdą sobie obok i pójdą dalej.
Ale Ci byli jacyś inni, podniosłem na nich głowę, inni…. ale co tam, po co będę wstawał.
To było silniejsze ode mnie, gdy przechodzili obok wstałem, szczególnie ten jeden przykuł moją uwagę.
Dwunożny jak dwunożny, może dla innych, ale nie dla mnie, jego współplemieńcy widzą może jeden znak, ja widzę ich więcej…
Przeszła mi senność on jest …

Usiadł spokojnie na przeciw mnie, patrząc oczami zadumy nad wiecznym teraz.
Był jednocześnie ludzki i ponad czasowy.
To nie podobne do mnie nie mogłem już tak dłużej leżeć, podniosłem się i zacząłem z Nimi rozmawiać.
Ja stary wyga zacząłem się bratać z Dwunożnym.
Czując to co w nim, czułem jego przyszłość…
Szedłem za Nim krok ,w krok.
Szedł – ja szedłem.
Stał – przystawałem.
Gadałem jak najęty, aż coś mi weszło w uszy i zaczęły żyć własnym życiem…
Nie dane mi było połączyć naszych dróg, ale wiem też, że jednemu z nas w przyszłości uda sie ta sztuka, będzie nosił on sławne imię pewnego Dwunożnego…
Odszedłem ścieżką nocy…

2004-07-19 16:40:22

Przenikanie…

Przeczytałam Cię tam gdzie przeszłość styka się z przyszłością w teraźniejszości…
Rzadko się chce wejść aż tak głęboko, rzadko się chce aż tyle wiedzieć… wiedziałam,…. tak jak i to, że Miszali ( Duch połączenia powietrza i wiatru) stał się twym cieniem. Obrazy i odczucia popłynęły, jak krew w żyłach odrodzonych… bo Ty jesteś odrodzony w tym co jest Twym przeznaczeniem…
Zaczęło się….to co tylko TY możesz zatrzymać jednym słowem, wstrzymując tym samym przepływ Daru, energii, mocy i…. tego co jeszcze jest nienazwane….
Nigdy nie mówiłam, że będzie prosto…. i nie będzie… proste….. a zarazem nie jest krzywe….
Czy to jest istotne czy uda się opisać…/ My znamy prawdę…. Energie, światy, istoty i moce wiedzą jaka droga jest za nami, w nas i przed nami…. To co naprawdę się liczy to, czy dojdziemy tam gdzie zmierzamy….. czy dojdziesz Ty tam gdzie masz w swym Ertosigarze ( rozwój w różnych czasach i rzeczywistościach, światach)dotrzeć.
Światy zaczęły się przenikać…. bo one zawsze przenikają, to tylko my jako ludzie ograniczamy ich poznawanie i odkrywanie…
Zmagania od Bramy do Bramy, a każda miała wyższą cenę… bo nie ma rozwoju bez ceny….
Odczytanie za odczytaniem, spotkanie za spotkaniem ze Światami, istotami, sobą samym… prawdziwym, bo na nowo odkrytym w prawdzie swego wnętrza….

2004-07-07 09:08:17

A miało być inaczej…

Mieliśmy być tylko „kumple”… i po części jesteśmy tylko kumple… ubogaceni o odczucia i wizje…
Nasze bliższe poznanie na pierwszym spotkaniu… To raczej ja pozwoliłam i się troszku przed Tobą odsłonić… Nic więcej.. Nie było ani bliżej ani dalej… staliśmy pośrodku naszych istnień i otwieraliśmy się nie wiedząc o tym na przyszłość …
To prawda, już wtedy zdawałam sobie sprawę, że zaczyna się coś w Twoim i moim Życiu… Coś co będzie nienazwanym i niepojętym rozwojem…
Pamiętam, jak rzuciłam w Ciebie batonem… Musiałam odreagować, a zarazem wiedziałam, że nie mogę Ci nic więcej uczynić… że w tym momencie staliśmy się, jak rycerz i giermek, jak uczeń i nauczyciel, bez określania kto kim jest…
Ukrywszy prawdziwy powód tego rzutu wierzyłam, że to tylko było złudzeniem lub że fakt ten jest tylko chwilowy… Łudziłam się, znając prawdę. Otwarcie drzwi nie pozwala ich tak po prostu zamknąć… rozbicie okna Wakai nie jest tylko sprawą szklarza istnień wszelkich,… a zapowiedzią przeznaczenia, misji, jaka czeka tych, którzy biorą w tym udział. Dopiero wówczas wszystko może znów się zablokować… minąć… Drzwi były od dawna zamknięte przeze mnie bo już nie chciałam być medium, Milatają , piastunką Darów i istnień… Chciałam po prostu żyć…. Widać, co innego pisze los mi, Tobie… Nam… a może tak naprawdę nikomu….
To nie był lęk… to był… sama nie wiem, czy był strach i żal, bo wszystko znów wiedziałam, że ruszy…
Wróciłam…
Na nowo zaczęliśmy rozmawiać, bo dopiero mój powrót był naszym startem…
W niedopowiedzeniu wiedziałam wszystko i niedopowiedzenie stało się mą siłą… Wiedziałam, że zaczniesz doświadczać, bo doświadczenie jest częścią Daru…

2004-07-07 09:06:19

Lalkarz i marionetka…

Szukając miłości drugiego człowieka kierujemy się przede wszystkim wzorcami wyniesionymi z domu.

To, o czym piszę, nie jest próbą obwiniania kogokolwiek, zaczynam o tym mówić zwyczajnie, bo jeśli nie zacznę ja, ty czy on, nie zacznie nikt. Chcę tylko naświetlić problem własnymi obserwacjami, które nie muszą być tożsame z twoimi.

Piętnujemy ludzi o innej orientacji seksualnej, piętnujemy kaleki, ludzi z tzw.
„odchyleniami od normy”, piętnujemy Żydów, że są Żydami – piętnujemy wszystkich, którzy nie mieszczą się w szablonach normalności czy proporcjonalności fizycznej.

Każdy z nas wie o krzywdzie wyniesionej z domu, lecz będzie się bał mówić o tym na głos, żeby, broń Boże, nie skrzywdzić krzywdzicieli. Był czas, kiedy nie byliśmy w stanie się bronić, bo przypisywano nam winę za złe zachowanie, krnąbrność; kiedy udowadniano nam, jak ciężko jest wychować nieposłuszne dzieci, o czym się przekonamy, kiedy będziemy mieli swoje własne. Obwiniano nas za wszystko, czego nie byliśmy w stanie wiedzieć a tym bardziej zrozumieć. Nauczono nas szacunku i akceptacji dla przemocy nazywając ją miłością rodzicielską i troską o naszą przyszłość.

Ojciec chciał syna lecz urodziła się córka? Mama miała poczucie winy,
że nie spełniła pragnień i oczekiwań partnera? Starsze rodzeństwo kipiało nienawiścią, że urodził się bachor, z którym muszą się teraz dzielić matki i ojca miłością.

Czy zaprzeczenie tego faktu da mi odpowiedź na pytanie, „dlaczego tak się dzieje?”, albo, „dlaczego zaprzeczam?”

Zaprzeczenie to strach przed przyjęciem odpowiedzialności za to, co nosimy w sobie głęboko ukryte. Nie wiemy, co ta wiedza nam z sobą przyniesie, stąd niepewność i lęk.
Człowiek zawsze boi się tego, czego nie zna, to naturalny mechanizm, który nas chroni przed niebezpieczeństwem, czy zrobieniem sobie krzywdy. Boi się żyć teraźniejszością, chociaż właśnie dziś tworzy podwaliny pod to, co będzie miał w przyszłości, wykorzystując doświadczenia i wzorce z przeszłości, z dzieciństwa. Na tej zasadzie zbuduje dorosłe życie, stworzy rodzinę, wychowa potomstwo…

Kiedy nie wykorzystujemy organu, który jest nam dany do myślenia, jego funkcja z czasem się wyłącza, i wpadamy w sidła manipulanta. Wpadamy w sidła człowieka słabego, niedowartościowanego, który zrobi wszystko, by wykorzystać cię do budowy własnego bezpieczeństwa. I najczęściej robi to nieświadomie i w czasie, kiedy jeszcze nie jesteś w stanie się bronić.

W książce pana Wojciecha Eichelbergera „Zdradzony przez ojca” natknęłam się na bardzo trafne określenie – kastrat psychiczny – którym określił mężczyznę uzależnionego psychicznie od matki. W równym stopniu może odnosić się to do dziewcząt wykastrowanych psychicznie przez swoich ojców, matki, starsze rodzeństwo.

Budzę się…

Człowiek to nie zabawka – martwa lalka – której najpierw spętasz nogi, by nie mógł uciec, skrępujesz ręce, by nie mógł działać, zasłonisz oczy, by przestał widzieć, zakneblujesz usta, by przestał mówić, zniszczysz psychikę, by przestał myśleć. W ten sposób mamy martwy przedmiot, zdany na łaskę i niełaskę kogoś, kogo nazwę na przykład lalkarzem. Żadna marionetka sama nie potrafi się poruszać, jeśli lalkarz nie będzie pociągał za sznurki – jest na niego zdana, jest zależna.

Gdy spróbujesz wyrwać któryś ze sznurków, jaka będzie reakcja? Lalkarz nie może pozwolić, by jego kukiełka była niesprawna, nie reagowała na jego polecenia – te wyrażone i te niewyrażone…

Kim jestem, lalkarzem, czy jego kukiełką? Po części tym i tym – wszystko zależy od sytuacji i człowieka, który wszedł ze mną w związek.

Najpierw lalkarz musi poznać mechanizm działania lalki. Pociąga za nogę – żadnej reakcji. Można przymocować sznurek. I w ten sposób będzie badał ręce, oczy, język, głowę – wszędzie umocuje sznurki. Człowiek-lalka w rękach lalkarza (rodzica, rodzeństwa, przyjaciela, partnera itd.) jest ubezwłasnowolniony, zależny od niego. Nic sam nie zrobi – stał się bezwolną kukiełką. Nie dzieje się to od razu – potrzeba lat i cierpliwości, by nauczyć marionetkę odpowiednio reagować na polecenia, które będą brzmieć tak naturalnie, będą takie rzeczywiste. Na tej zasadzie działamy…

Zapytasz: – A gdzie ja jestem? Ja prawdziwy?

Jesteś. Jesteś głęboko ukryty w tej kukiełce – uśpiony – którą lalkarz stworzył, dlatego że potrzebuje bezwolnej kukiełki a nie ciebie. Potrzebuje niewolnika a nie człowieka wolnego – partnera, przyjaciela, brata, siostrę, dziecko. Boi się ciebie, dlatego poprzyczepiał sznurki, spętał cię – jesteś jego zabezpieczeniem. Na tobie zbudował swoje bezpieczeństwo, więc jak może dać ci wolność? Czy może pozwolić, byś tworzył własne życie, skoro jego życie jest zależne od twojego? To nie lalka uzależniona jest od lalkarza, to lalkarz zbudował na niej swój świat

Szukamy Prawdy. Kiedy ją znajdujemy, zaczynamy od niej uciekać na wiele sposobów. I berek zwany życiem trwa nadal – raz gonisz za Prawdą, raz przed nią uciekasz. Ta zabawa może trwać całe życie i tego nawet nie zauważymy, bo lalkarz – wirtuoz – będzie pociągał za sznurki, żebyś się nie zorientował, że żyjesz w świecie iluzji, która udaje tylko twoją, przez ciebie stworzoną rzeczywistość. Jak w teatrze odgrywasz swoją rolę i schodzisz ze sceny, by zagrać w następnym epizodzie. Jedno w tym jest najśmieszniejsze, że często gramy za siebie i za lalkarza, który za kulisami pociąga za sznurki…
Samo życie…

Stawka większa niż …. nieokreślone….

Odnalazłeś mnie, odnajdując siebie… Pozwoliłeś powrócić temu co kiedyś tworzyło Twe wnętrze… może teraz zrozumiesz kim byłeś i jesteś i co jest przed Tobą , za Tobą i w Tobie… Wróciła…. bo i Ty wróciłeś podświadomością do swego źródła, którego umysłem nie znając, odczuwasz sercem… Teraz czas na Twą świadomość i stanie się ?niemożliwe? możliwym…!
Na początku zawsze była niepewność, a później wielka radość, to elementy mądrości starych Mistrzów wiary…. Może czas byś od nich się teraz uczył swej natury prawdziwej…. Może ja już wykonałam swoje…. i teraz mogę być tylko Twą Mantakai….
Oboje wiedzieliśmy co było stawką, oboje wiemy co nią jest i co nią będzie w każdej z prób i etapów istnień… ale i tak nie zawrócimy… przejdziemy… przeżyjemy…. zwyciężymy lub polegniemy…. ale Będziemy….!!! Ale zawalczymy…. bo po to istniejemy i po to pomrzemy…. by znów się odnaleźć w wieczności przestworzach lub planach Boga…. Losu… Świata….

Odbudowujemy się dzięki odczuciom, wrażeniom i słowom utkanych z czynów… Odbudujesz siebie dzięki zaufaniu… Stworzysz siebie dzięki klejnotom, rozwiniesz siebie dzięki Darowi i połączenia katalizatorom…
Tylko żyj…………….

2004-06-28 08:18:46

Dając wszystko… Otrzymasz wszystko…

Już masz wszystko…. Zawsze miałeś tylko nie umiałeś czerpać… Odrzuciłeś na czas nienazwany Twoim, by wreszcie znów zaufać odczuciom Twego ?ja? zakrytego przed światem, a prawdziwszego niż kwiat rosnący przy drodze…
Noc, czy dzień przed moim powrotem… To bez znaczenia jaka jest pora w świecie, w którym na pozór żyjemy… Ważne jest tylko to, czy żyjąc potrafimy dawać z siebie innym wszystko, co warte tego jest i czy potrafimy brać to, co warte jest wzięcia…
W moim istnieniu mogło nie być poranka…. Tak , jak w Twoim tak naprawdę nie było przez czas dłuższy niż chwila, … ale wszystko minęło, bo narodziło się w Tobie światło prawdziwego słowa i gestu, uczucia, które jest wszystkim i niczym, a przez to wszechogarnianiem….
Ściągnąłeś mnie z powrotem… ściągając tym samym kolejny element Daru w siebie… kolejny punkt do Twego rozwoju….
Jeśli mnie nie ma…. jest zawsze pamięć i połączenie i wiara w Życie…. Ono zawsze zwycięża bez względu na obraną przez nie formę…
Nie pozwól sobie być pustym… jakby bez uczuć, z jedną tylko myślą , bo wtedy narodzi się w Tobie chaos, który jest wrogiem wszelkiego dobra i piękna, zaprzeczeniem trzech klejnotów którymi żyć powinieneś….
Szukaj czego chcesz jeśli tylko to dyktuje Twe serce i Dusza pośród istot i światów, pośród niebios i piekieł…. Mając świadomość, że czasami odpowiedzi „Dlaczego?” i „Jak?” są niczym…. a to co jest ważne, to zaufanie i trwanie w cichości swego wewnętrznego Domu na, ?modlitwie? własnej egzystencji. Czasami lepiej nie wiedzieć jak brzmi odpowiedz na pytania jakie dyktuje umysł….
Prawa nieznane czy znane, otarte lub należne światom, poznane, czy obce są tylko częściami prawdy utkanej siłą umysłu, serca i woli…. a Ty masz stać się ponad… Wtedy zrozumiesz wszystko i staniesz się wszystkim… będąc w pełni sobą….

2004-06-28 08:16:48

Pamiętam…

Pamiętam wszystko… a może tylko wybrane elementy naszego wspólnego istnienia… Pamiętam, że poszłam wtedy pierwszy raz z Tobą na spacer tylko dlatego, by odreagować po całym dniu pracy, by na chwile nie myśleć… Pogrążyć się w chwili i stać się chwilą… a stałam się chyba już wtedy kimś kogo nie umiałam określić… Stałam się znów częścią dawnego snu, który później stał się naszym snem, a może najprawdziwszą jawą… Pamiętam, że już wtedy otworzyłeś coś… a dzień w którym rozbiłeś we mnie Okno Mroku był kolejnym, po którym następowały następne i następne….
Niekiedy ogrom tego co się wydarza przytłacza mnie… Tak bardzo chciałam by to już w mym życiu minęło, odeszło, jak odchodzi nie miłe wspomnienie… a Ty to na nowo obudziłeś wszystko, ale już w inny sposób. Dla innych celów….
Gdy byłam mała myślałam, że to wszystko, co doświadczam jest częścią świata, który wszyscy widzą. Z czasem zrozumiałam, że dane jest to tylko nielicznym… „Brzemię” to jest czasami , jak słodycz, a czasami jak cierń istnienia. Jak pudełko czekoladek w którym każda kostka ma inny smak, a pod denkiem pudełka nie ma opisu zawartości… ja nigdy nie chciałam byś poczuł ciernie owych smaków… a tym bardziej dane po części ode mnie… Wszak dar odbudowujesz w sobie i rozwijasz w pewnej mierze dzięki naszemu połączeniu…
Pamiętam, jak walczyłam z sobą nie raz czy zostać i dokończyć z Tobą podróż poprzez Twój rozwój i bytowanie w światach, czy też nie… Pamiętam, jak nie raz w nocy modliłam się bym mogła obudzić się w świecie gdzie nie ma już połączenia, wizji, istot, światów…. ale to niemożliwe… bo jesteśmy częścią wielkiego planu. Tylko czyj to plan? …
Tak, to wszystko kosztuje, mnie, Ciebie, Nas, ale też owocuje… a o to chodzi- o owoce….
Nie zatrzymuj pociągu, nie zawracaj statku… płyń….. płyńmy…

2004-06-23 08:08:23

Która ciągle trwa…

Byłaś mi przewodnikiem, opiekunką.
Teraz nadszedł czas samotnej podróży poprzez Światy.
Jesteś tak blisko, a zarazem tak daleko…:(
Przez garstkę dni dzieliła Nas Strefa Ciszy……………..
Teraz dzieli Nas Pamięć.
Na nowo uczę sie Nas, nas których nie ma, a którzy istnieją w mojej pamięci.
Boli….
Kiedyś powiedziałem, że nie zatrzymam statku, trwam w tym…
Tęsknię…

2004-06-21 11:25:51

Chcesz opowiedzieć naszą historię?

Jak… po co?? To tak jakbyś ogołocił nas z nas… A może masz rację, powinniśmy powiedzieć to kim jesteśmy, nazwać to kim byliśmy i przyjąć to kim będziemy… Takie nasze małe przeznaczenie… Może masz racje- czas otworzyć usta i wyśpiewać to, co dane nam jest dla przeżycia w istnieniu, nieistnieniu i świecie… Tym, tamtym… każdym… Jesteśmy, jak pielgrzymi na wiecznej łodzi Danerai 🙂 Zaczynam zatapiać się w tej głębinie myśli, odczuć i nienazwanego… Kocham ten stan… kocham tego z kim i dla kogo ta podróż,…. jestem…. ale czy będę…???
2004-06-17 11:22:07

Wyobraźnia w śnieniu

(…)- O jakiej zagadce mówisz, don Juanie?
– O zagadce wielkiej prostoty i zupełnie niemożliwości poruszania ciała energetycznego. Usiłujesz poruszyć je tak, jakbyś znajdował się w normalnym świecie. Spędzamy tak wiele czasu na nauce chodzenia, że wydaje nam się, iż nasze ciała energetyczne także powinny chodzić. Nie ma żadnego powodu, dla którego miałoby to robić; chodzenie przychodzi na na myśli samo, ponieważ jest zakodowane w naszym umyśle”(…)
Carlos Castaneda ”Sztuka śnienia”

Nie raz doświadczyłem w śnieniu natychmiastowego przemieszczania lub natychmiastowych reakcji do sytuacji w pewnym sensie niezależnych ode mnie.
Jak powiedział do Juan „twoje ciało energetyczne dokładnie wie, jak się poruszać”.
Nie wszędzie panują takie same prawa fizyki, a nawet są miejsca gdzie są kreowane tak jak komuś się to żywnie podoba.

Trochę wyobraźni w śnieniu na pewno się przyda;)

Zmiennokształtni, sny z jednej nocy

Siedziałem na szczycie totemu, lub obok niego, w miejscu gdzie ziemia opadała łagodny łukiem, prowadząc do jego postawy, gdzie znajdował się mój rozmówca. Tak sobie rozmawialiśmy, ja na górze, a on gdzieś niewidoczny na dole, rozmawiając zabawiałem się jakimiś drobiazgami , podrzucając je w swojej dłoni. W czasie rozmowy odczułem, że mój rozmówca „wygląda” mi na osobę zniewoloną, rozmowa przeciągała się i zaczęła być męcząca, postanowiłem ją zakończyć.

Zszedłem na dół i zobaczyłem mężczyznę rzeźbiarza – tatuażystę, obok niego stało jeszcze dwóch osobników. Mój rozmówca tatuował jednego z nich, zresztą cała trójka nosiła podobne tatuaże, roślinne wzory i soczyste barwy, zaczynały się na podbrzuszu, a skończywszy na podgardle.
Po chwili przeszliśmy w inne miejsce, gdzie pokazano mi obrazy, które przedstawiały jaki to mój rozmówca jest groźny i potężny, jak i jego cele jakie chce osiągnąć. Na karmazynowym tle widziałem głowę drapieżnika , oczywiście wszystko było tak przedstawione aby wywrzeć jak najlepsze wrażenie na widzach.
Z tego wszystkiego „człowiek” sprawiał wrażenie zniewieściałego faceta, wszystkie te odczucia względem niego złożyły się na myśli typu”aspiracje ma wysokie, a taki pokręcony z niego facet”.

Jego celem było zajęcie miejsca samca alfa i to uświadomiło mi z kim mam do czynienia.
Oglądając obraz, cała trójka stała tuż obok mnie, główny zainteresowany przedstawił się też pod jakim przydomkiem jest znany, padło słowo które brzmiało „anakar”, było tez jakieś krótkie słowo na początku, ale dokładnie go nie zapamiętałem, coś w rodzaju „li” lub „lis”.
Poszukiwałem później wyjaśnienia tych słów, znalazłem kilka określeń w językach ludzi:
Podstępny lub egocentryczny, przelewająca się pycha, że jest się lepszym od innych .
Jak widać w tym przypadku wszystkie te określenia można przypisać niedoszłemu pretendentowi na przywódcę stada.
No cóż u nas bywa podobnie, ludzie mają parcie na władzę i mówiąc kolokwialnie nie zawsze mają równo pod sufitem.

Zagrożenie

Następna scena, inne miejsce, zabudowania miejskie.
Dostrzegam skradająca się kobietę, jest uzbrojona, okazuje się że tym kogo szuka jest druga kobieta, która ukrywa się w innej części miasta. Postanawiam, ze nie będę się mieszał i lepiej będzie jak oddale się w bezpieczne miejsce. Kobieta uciekinier miała dostarczyć komuś jakąś przesyłkę. W ostatniej chwili zdeterminowana kobieta dobiega do mnie, przekazując mi jednak tą przesyłkę. Wynikło z tego, ktoś został uratowany lub też dzięki temu złapano kogoś, kto był poszukiwany.

Przejście

Szliśmy całymi rodzinami, naszą okolice niedawno nawiedził kataklizm i szliśmy ocenić szkodę jakie poczyniła powódź. Przed nami był wysoki wał ziemi, jego szczyt pochylony był w naszą stronę, dodatkowo był dość stromy i plus rozmiękła ziemia, wszystko to utrudniało nam podejście, ale okazało się że jest boczna droga która była łatwiejsza w podejściu.
Gdy weszliśmy na tą boczną drogę zobaczyliśmy, przed sobą kamienne strome kamienne schody, zawalone były odłamkami skał, w dodatku była za wąska jak na cała nasza grupę.
W pewnym momencie stało się coś dziwnego, staliśmy na wysokości szczytu wału, ale jeszcze go nie przekroczyliśmy tak jakbyśmy nie mogli po prostu tego zrobić.
Coś stało się z przestrzenią, jakby jedna była za nami, a druga przed nami, pojawiła się przezroczysta kurtyna, która odradzała jakby nas od naszego celu.
Dostrzec można było za tą kurtyną sporych rozmiarów kamienną płytę, która skojarzyła mi się z grobowcem. Przeszliśmy po tej płycie, idąc dalej przed siebie.

Poszukiwanie

Morze, widzę statki, które kształtem pokładu przypominają gwiazdę, lub pentagram, były podobne do naszych katamaranów z tym, że większa część ich była zanurzona w wodzie.
Na pokładzie nie było żadnych urządzeń, goły pokład. Pływaliśmy po zatoce, szukaliśmy jakiś specyficznych miejsc, nie mogliśmy tego znaleźć, ale po pewnym czasie udało nam się określić, ze powinny być dwa takie miejsca. Starszy człowiek, który przysłuchiwał się naszej rozmowie, wyraził głośno swoje niezadowolenie, że szukamy tego miejsca, były to jakby wiry albo miejsca mocy.
Zmieniliśmy statki na małe drewniane stateczki, kształtem przypominały skrzynie, były chybotliwe i niepewne, ale to pozwalało na lepsze odczuwanie okolicy i dotarcia do naszego celu.
Czy poszukiwania zakończyły się sukcesem? Tego nie wiem…

Jaskinia

Wybiegałem z jaskini, kilka razy podrząd, mrok, kilka zakrętów, za każdym razem ta sama droga, raz ją widziałem, raz biegłem na pamięć, wiedząc gdzie jest wyjście. Pokonywałem przeszkody kamienne głazy, jakieś stare meble, rozrzucałem je na swojej drodze.
Ta sytuacja miała jakby powiązanie z dwoma kobietami i z poszukiwaniem na statkach.
Trzy sceny wzajemnie się przenikające, tak jakbym z jednej wskakiwał do drugiej.
Pokonywał jaskinię w scenie z kobietami i rozrzucał meble na statkach. Przychodzi mi na myśl klamra łączącą wszystkie wydarzenia.

Refleksje na temat depresji

Każda z naszych myśli materializuje się pod postacią, którą nazywamy umownie „sukcesem” lub „porażką”, przyciąga ku nam odpowiednich ludzi, którzy służą nam pomocą na naszej drodze. Niestety, pod postacią „pomocy” bardzo często rozumiemy, że ktoś wykona coś za nas. Pomoc to niekoniecznie coś, co wywołuje uśmiech radości, poczucie szczęścia, to często jest cios, ból, pod wpływem którego zmieniamy swoje poglądy, spojrzenie na daną sytuację.

Jakże często popadając w stany depresyjne, topimy się w nich, poddajemy bezwiednie ich destrukcyjnemu działaniu. Nie taki jest cel tych stanów.
Każda zmiana w świadomości wymaga odosobnienia i wycofania z życia społecznego, wymaga spokoju i ciszy. Żeby coś nowego mogło zaistnieć w naszym umyśle, trzeba najpierw usunąć, puścić to, co zbędne, co przykuwa nas do jednego miejsca. My natomiast odbieramy depresję jak coś, co nas pogrąża i pozwalamy wciągać się bezwolnie w jej otchłań.
Jeśli wiemy, czemu służy ten stan umysłu, potrafimy przetrwać ten okres obserwując siebie i zmiany, jakie zachodzą w naszej świadomości. Nie dzieje się to jednak z dnia na dzień. Rozwój świadomości to proces długotrwały, zależny od naszej otwartości i chęci przyjmowania tego, co z sobą niesie.

Kiedy zaczynamy się bać, depresja pochłania cały nasz potencjał energetyczny. Stan załamania i beznadziei pogłębia się, co niejednokrotnie doprowadza do zupełnej utraty kontaktu z zewnętrznym światem i całkowitego wycofania się. W ten sposób tracimy możliwość analizy swego wnętrza i wydobycia własnej mądrości na powierzchnię.
Gdy staramy się utrzymać świadomość siebie podczas takich stanów oczyszczających, potrafimy również zauważyć, czemu to służy – nie zniszczeniu, ale oczyszczeniu naszego umysłu z przestarzałych pojęć, które przestały nam służyć, z których po prostu wyrośliśmy.

Mówiąc krótko, depresja jest stanem, w który popadamy w chwili, kiedy nasze własne ograniczenia w postrzeganiu nie pozwalają zauważyć skutecznego sposobu rozwiązania danej sytuacji, lecz próbujemy uporać się z nią za pomocą starych i nieskutecznych – w tym wypadku – metod. Wtedy następuje proces depresyjny, który ma za zadanie usunąć przestarzałe, zdewaluowane przekonania, by na ich miejsce weszły nowe, bardziej skuteczne działania.

Kije i kamienie mogą nam połamać kości, ale słowa mogą złamać nasze serca..

Postrzeganie wymiarów – Carlos Castaneda – „Sztuka Śnienia”

(…)Don Juan wyjaśnił mi, że aby móc postrzegać te inne wymiary, musimy nie tylko tego pragnąć, ale także dysponować wystarczającą ilością energii, by je pochwycić. Ich istnienie jest niezmienne i niezależne od naszej świadomości, a brak dostępu do nich jest wyłącznie konsekwencją naszych uwarunkowań energetycznych. Innymi słowy, uwarunkowania te zmuszają nas do uznawania, że nasz rzeczywisty świat jest jedynym możliwym światem(…)”

Carlos Castaneda – „Sztuka Śnienia”

Skupmy się na energii i jej powiązaniach.
Większość ludzi myśli że „zbieranie” energii to jakiś jednostkowy proces, który sprowadza sie do określonego czasu i pewnych czynności. Nic bardziej mylnego, nasze zachowania w życiu codziennym, nasze myśli, emocje składają sie na cały proces energetyczny.
Nasze codzienne postępowanie może być potężnym akumulatorem lub czymś odwrotnym co wciąż i wciąż pozbawia nas energii, a my nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy, ze to my sami sobie to robimy.
Czyli popatrzmy na to nie tylko jako energetyczne uwarunkowania, które nas ograniczają, ale jako nasze uwarunkowania mentalne i emocjonalne,czy też nasze działanie.
Przemienienie tych uwarunkowań jest drogą do postrzegania nie tylko światów, ale tak naprawdę nas samych.

Etiudy

Wybrałem się na wycieczkę w większej grupie, naszym celem był opuszczony pałac, niezbyt uśmiechało mi się zwiedzać te mury, bo pamiętałem jak był zaniedbany. Ciągle w pamięci miałem odrażający zapach, całe chmary much , wszechdobylska wilgoć, jednym słowem nieciekawa perspektywa.
Jakież było moje zdziwienie gdy dotarliśmy na miejsce i okazało sie ze owszem pałac jest nadal opuszczony i w znacznym stopniu zrujnowany, ale niektóre fragmenty zachowały swoje atuty z prawdziwych czasów świetności.
Stylowe schody i zdobienia, płaskorzeźby, obszerne balkony, jednym słowem było jeszcze na czym oko zawiesić.
W pewnym momencie coś przeniosło mnie na balkon, tylko nie z tej strony co trzeba;) zawisłem trzymając się stylizowanej kołatki zamocowanej na drewnianych ozdobach balkonu.
w pierwszej chwili pomyślałem sobie, że jeszcze trochę i spadnę, ale po chwili okazało się, że nie jestem sam, pojawiły się dwie kolejne osoby obok mnie które znalazły się w podobnej sytuacji. Dało mi to do myślenia i postanowiłem „puścić” obawy i niczym się nie przejmować.

Po tej myśli przeniosło mnie w inne znajome miejsce, obserwując teren unosiłem się swobodnie w powietrzu, dostrzegłem też przechodzącą przyjaciółkę. Postanowiłem polecieć dalej za cel obierając dziki park który był w odległości ok. 2 km. Oceniałem swoje siły i w tym momencie okazało się, że mam jakby w sobie pomocnika i to on, by za mnie tam doleciał. Uznałem, że nie ma co się on wysilać i nie musimy lecieć.

Kolejną sceną była zabawa nie znanych mi osób, którzy w cieniu drzew, na czerwonej ziemi, jak w bajce ulepili sobie „zwierzątka” które skakał, fikały koziołki, wskakiwały to wielokształtnych dołków w ziemi, jednym słowem wesoła gromadka.
Za to kolejna scena nie była już tak sielska, trzy kobiety, jedna z nich dowodziła pozostałą dwójką.
Szefowej nie podobała się praca swoich podopiecznych, słowem i gestem dała im to boleśnie do zrozumienia i wzięła się za poprawianie po nich wykonanej pracy. Wykonując rożne czynności wciąż wyrażała swoje niezadowolenie, komentując co i jak należało zrobić. Ostatnią czynnością było oprawianie biało żółtych larw nieznanych mi skorupiaków, trzymając w jednej dłoni ostre narzędzie, odcinała końce skorupiaków i ich odnóża. Było coś w tym wszystkim odrażającego, larwy były sporych rozmiarów, ociekały białą substancją no i na dokładkę te ich ostre odnóża.

Ryba

Znalazłem się na ceglanym moście, w starej części parku, która jest stylizowana na zrujnowany zamek. W rzeczywistości ten most wygląda inaczej, ale o tym dowiemy się w dalszej części opowieści.
Stojąc na nim patrzyłem w dół na kotłujące się gałęzie o różnych kształtach, jakieś bliżej nieokreślone pływające śmieci, a pośród nich dostrzegłem rybę, która starała się pokonać przeszkody i próg mostu. Przepływ był bardzo wąski, więc było to nie lada sztuką dla ryby, aby przepłynąć pod mostem.
Rybie udaje się ta sztuka i wypływa na spokojną wodę, zmieniając swój kształt staje się większa. Przypomina mi jesiotra, i pojawia się myśl, że to niespotykane, że pojawienie się ryby w tym miejscu jest wyjątkowe.
Ryba majestatycznie płynie z nurtem rzeki, wciąż rosnąc, obserwuję jej ruchy i masywny, a zarazem giętki wrzecionowaty kształt, liczy ona już teraz kilka metrów, upodabniając się do rekina w maskujących barwach.
Jak łatwo czasami dostrzec samego siebie;)
Wieczorem poszedłem na rzeczywisty most, który jest inny i w trochę innym miejscu.
Stanąłem naprzeciw nurtu rzeki, patrząc w dół, dostrzegając naniesione kamienie i gałęzie,
powiedziałem sobie „To co było”. Odwróciłem się by usłyszeć mocniejszy szum wody, z niewielkiego spiętrzenia, tu woda przekraczając wodospad staje się spokojna i rozlewa się szerokim łukiem, powiedziałem sobie „To co będzie”.

Jeśli zdarzy Ci się sen lub jakieś inne wewnętrzne doświadczenie, pozwól sobie na ponowne odczucie i przeżycie go w ciągu dnia. Znajdź chwilę ciszy, rozluźnij się i pozwól „snowi” jeszcze raz się rozegrać.
Zaobserwuj swoje odczucia i myśli.

Powtarzające się symbole

Miejscem akcji bym dom rodzinny na wsi, pełen domowników, a raczej jakieś paczki znajomych, która była na wycieczce. Krzątaliśmy się po domu, prowadziliśmy rozmowy, zastanawialiśmy się, kiedy będziemy wracać, decyzję za nas podjęła Gospodyni domu, okazało się ze będziemy musieli jechać już dziś. Miałem nie wiadomo skąd pozostałości po cienkiej Pizie, była już zimna i raczej niezjadliwa. W domu była jeszcze Kucharka, rozmawiałem z nią trochę i okazało się, że ona zrobi z tego zimnego placka coś, co będzie się nadawać do jedzenia. Rozpostarła przede mną wizję, czego to doda, jak to przyrządzi, jak rozłoży na cieście, że sam jeszcze się zdziwię, jaka wyjdzie z tego smaczna potrawa.
Gdy reszta się przygotowywała do podróży okazało się, że padający wciąż deszcz przerodził się w rzęsistą ulewę, przez co niewielka rzeczka płynąca obok domu wystąpiła z brzegu, zalewając ogród i docierając przez piwniczne okienka w głąb domu. Wszyscy zaczęli się ubierać i przygotowywać do ratowania domu, ubieranie odpowiednich butów, decyzje, kto gdzie ma iść itp. Deszcz powoli jednak zaczął ustępować, co osłabiło nurt rzeki, która wciąż jeszcze, choć słabiej, ale królowała na ogrodzie i opływała ściany nośne domu. Stałem na zewnątrz i przyglądałem się wydarzeniom, reszta stała na werandzie i obserwowała wszystko.
W tym momencie pojawia się myśl przewijająca się ostatnio w „snach” – nie przejmowałem się, że inni zobaczą moje działanie. Podjąłem decyzję unosząc się w górę, na mojej drodze przeszkadzały mi kable energetyczne, ale przelatując pomiędzy nimi nie obawiałem się, że jeśli któregoś dotknę, że może mi coś grozić. Poprawiłem się w locie, była ze mną poduszka zafu, na której tak często siedzę. Wyleciałem na ulice i kierowałem się w stronę lasu mając przed sobą kolorowe niebo, które odpoczywało tuż po deszczu. Lecąc zastanawiałem się jak znaleźć odpowiednie miejsce, gdzie będę mógł przerwać brzeg rzeczki, aby fala powodziowa opadła.

Następne miejsce i wydarzenia.
Weszliśmy na teren jakiegoś systemu pałacowego, pełnego zieleni i było jakieś, „ale”, bo wciąż wypatrywaliśmy niebezpieczeństwa. Był z nami nasz kotopies;), biegał swobodnie, ceni on wolność ponad wszystko, kocha członków swojego stada, ale chwile wolności są dla niego jak narkotyk, zachłystuje się nimi, bardzo często jego natura jest o krok od oddania się w pełni wolności, ale też często udaje się nam go jednak przywołać do siebie, co nie znaczy, że jest to łatwa sztuka;) Przechodząc białymi i zadbanymi ścieżkami pośród drzew, podbiegały do nas ogromne psy. Większość był agresywna, ale w tym miejscu i czasie nie obawiałem się łapać ich za potężne szczeki, miotając nimi jak workiem ziemniaków, niektóre z nich przechodziły obok nas, nie okazując agresji. Kiedy nasz spacer się skończył doszliśmy to dużej bramy, kotopies gdzieś się zawieruszył w swoim bieganiu, my zaś podchodziliśmy ukradkiem i podpatrywaliśmy bokami, czy aby nikt nie czatuje na nas za bramą?

Popłynąć pośród koron drzew

Ponad rok czasu temu, dzień zaczął się od bólu głowy, z czasem poznałem przyczynę i źródło tego bólu. Przyjęła imię Melisa, dziwiłem się, dlaczego akurat wybrała takie „spokojne”, z rozmowy wyszło, że raczej jest przeciwieństwem tego imienia. Taka mała dygresja z przeszłości, wróćmy do czasu obecnego.
Rozmawialiśmy wtedy dość sporo śnieniu, był to czas, że miałem na pieńku z „pewnymi osobnikami”.
„Był czas, że Twoi przeciwnicy blokowali twój umysł i wspomnienia, gdyby tego nie zrobili mógłbyś ich wtedy pokonać. Przypomnisz sobie, kiedy będziesz chciał, teraz to już zależy tylko od Ciebie. Z uśmiechem dodając, że wszystko w odpowiednim czasie.”
Wspominam to, bo ostatnimi czasy, gdy jestem wypoczęty o ile takim mogę być;)

Coraz więcej pamiętam…
Dziś schodziłem po schodach, wchodząc to większego pomieszczenia, było to miejsce spotkań. Dostrzegłem białowłosego mężczyznę, on też prawie w tym samym momencie zwrócił na mnie uwagę. Spojrzał i w jednej chwili, był gotowy do walki. Jeden ruch i stanęliśmy naprzeciwko siebie, mając grawitację w głębokim poważaniu.

Następnym obrazem było ogromne drzewo, liczące kilkadziesiąt metrów wysokości.
Dostrzegłem wspinającego się młodego chłopca na szczyt drzewa, pomagał sobie specjalnymi uchwytami, gdy już prawie osiągnął cel, jeden uchwyt wymknął mu się z rąk.
Nie byłem tam jedynym obserwatorem, potraktowaliśmy raczej ulgowo tą inspekcje, moi towarzysze śmiali się, gdy stanęliśmy obok chłopca „Tylko nie patrz w dół”, faktycznie widok był poruszający morze liści i gałęzi, a gdzieś tam na samym dole ziemia, pojawiły się myśli ile czasu by zajęła taka wspinaczka lub zejście pośród poskręcanych gałęzi. Ale widok koron drzew, roztaczający się aż po horyzont był jak ambrozja na mą duszę.

Vendetta

W tym świecie polowano na mnie, grupa ludzi zaprzęgła do pomocy coś w rodzaju komputera. Świat był w jakieś części archaiczny niektóre urządzenia były podobne w działaniu ale ich wygląd daleko odbiegał od naszych norm jakby były prototypami w naszym wydaniu.
Komputer lub raczej jakąś maszynę licząca wspierało urządzenie które znajdowało sie na drugim pojeździe, maszyna była wielkości ciężarówki, także wszystko było „duże”.
Czas do godziny zero upływał w zastraszającym tempie, przeciwko sobie miałem ludzi i maszyny, nie wiem co miało się wtedy dokładnie wydarzyć czy miałem przestać istnieć, czy mieli jakiś inny zamiar.
Moi przyjaciele szukali sposobu na zatrzymanie tego procesu, a jak to wszystko się skończyło zostało przede mną ukryte.

Następnymi scenami były sceny zemsty, widziałem każdego swojego przeciwnika który ginął w rożnych i dziwnych okolicznościach.
Pierwszy obraz jaki widziałem, był mężczyzna prowadzący jakiś dziwny okrągły pojazd, przypominał batyskaf, przyglądał sie wskazaniom na małych monitorach, pomimo tego, że był bezpieczny w pojeździe, na nic sie to zdało, rozprysnął sie na ścianach pojazdu ,inny ginęli w podobnych okolicznościach.

Latałem tuz nad grządkami kwiatów, lawirując miedzy drzewami, lecąc tuz nad ziemia, ocierając sie o czubki traw, upajając sie ryzykiem i szybkimi zmianami kierunków.
Było to tuz obok mojej szkoły z dzieciństwa, było w niej setki ludzi, tłok na korytarzach i przed budynkiem.
Podobnie jak w innych snach coraz mniej przejmowałem sie tym, że ktoś mnie zobaczy, robiącego piruety i mającego gdzieś grawitacje.
Wiedziałem, że przez okna nie jedna osoba może mnie widzieć, a w nie wielkiej odległości dostrzegłem kobietę przechodzącą obok szkoły, która przypatrywała się moim poczynaniom, także permanentnie robiłem co chciałem bez względu na to czy ktoś jest w pobliżu, czy nie.

„Zwykła świadomość jest drogą” Nansen Fugen

Każdy szuka szczęścia, spokoju, spełnienia.
Jeden się modli, drugi medytuje, trzeci uważa, że jest ponad to, jak to się mówi „korzysta z życia”.
Ci, którzy się modlą czy medytują, poświęcają lwią część swojego życia na te praktyki, które w mniejszym lub większym stopniu, mają wpływ na ich życie wewnętrzne, co się przekłada na to, jakimi są ludźmi.
Cisza może dawać siłę, a co wtedy, gdy jesteśmy „wspaniałymi” ludźmi tylko na czas modlitwy=medytacji, jeśli nie dostrzeżemy tej chwilowości naszego postępowania, będziemy gorsi od Syzyfa.
Czytaj dalej „Zwykła świadomość jest drogą” Nansen Fugen

Wizyta

Z jakiegoś powodu byłem wyjątkową osoba w tym świecie, gdzie moi najbliżsi stanowili zbrojną Rodzinę.
Na dachu naszego domu  pośród oszklonych wieżyczek które wyglądały niczym latarnie morskie, wszystkie okna były po otwierane, zebraliśmy się w oczekiwaniu, tak jakby nadciągał atak.
Moja „wyjątkowość” polegała tez na tym, że chcieli na tym korzystać inni, przeciwna  „zła” Rodzina, a przez ich aspiracje ginęli ludzie.
Oburzyło mnie to i postanowiłem temu zaradzić, podjąłem decyzje że spotkam się z głową rodziny wrogów. Poszedłem do ich lokalu, spędziłem tam wiele godzin czekając na ich decyzje, w trakcie oczekiwania, chodziłem po barierkach wspinałem się po różnych rurkach, przeciskałem się przez różne zakamarki cały czas będąc obserwowanym, jednym słowem dbałem o formę.

W pewnym momencie okazało się, że pod schody które prowadziły do lokalu podjedzie kierowca, który zawiezie mnie na miejsce, podjechała długa, żółta limuzyna.
Krótka rozmowa z kierowca i jedziemy na miejsce, auto niby takie pojemne, a jechałem ściśnięty, bo coś ograniczało miejsce.

Dojechaliśmy do pewnej kamienicy, która mieściła w sobie sporą hale restauracyjna, przez cala jej długość zamontowana była ławka-stół na której siedzieli lub stali w oczekiwaniu członkowie klanu na swojego przywódcę.
Nadchodzi, wszyscy stanieli na ławce, odchyleni byli skrajnie do tylu, aby pod żadnym pozorem nie upaść bo ławka była pochylona pod pewnym kątem. Okazało się, że jest to kobieta, wszyscy byli wyprężeni, nerwowi i robili dobre miny do zlej gry.
Stałem drugi od wejścia, dokładnie nie pamiętam czy sama wybrała tego nieszczęśnika czy ktoś wskazał jakiegoś, że niby jest na niego skarga.
Wskazany podszedł do swojej Szefowej z uśmiechem i pełen „miłości”, ona wchodząc do hali wypowiada jakąś formułkę jak hymn czy pozdrowienie w Rodzinie.
Nieszczęśnik zbliżył się do Władczyni, miała orientalna urodę, pełen uśmiech i pożarła jednym ruchem osobnika.
Po tym zdarzeniu powtórzyła formułkę na przywitanie jak by się nic nie stało, nie wiem co widzieli w tym momencie inni, ale ja widziałem że ta kobieta  nie jest tylko kobietą ale kimś w rodzaju połączenia człowieka i bliżej nie określonego zwierzęcia, pierwsze skojarzenie było z koniem. Makabreska spokojnie szła sobie środkiem Sali.

Fabryka snów - sztuka śnienia, bajki terapeutyczne, rozwój