Mały chłopiec i Kwiat

Niebo i skały ciągnące się aż po horyzont, a gdzieś na tym pustkowiu…

Mały chłopczyk ściskający kurczowo w swoich niewielkich dłoniach, krótką zieloną łodyżkę zakończoną niewielkim pąkiem.
Gdy otworzył dłoń i spojrzał, jedyną jego myślą było skąd wziąć wodę.
Zaczął iść przed siebie w nadziei, że jednak znajdzie wodę pośród tej skalistej pustyni
i uda mu się uratować Kwiat.

W pewnej odległości pomiędzy skałami, dostrzegł kilka kropel, które były ułożone wzdłuż ścieżki.
Podbiegł do nich, nachylił nad nimi jeszcze zieloną łodyżkę, a mały pączek wypił tych kilka życiodajnych kropel. Potrzeba było więcej, a przeciwności narastały, pojawiły się toczące brunatne kule, które chciały zrobić wszystko aby przeszkodzić chłopcu.

W tym momencie okazało się że nie jest sam i znikąd pojawili się sprzymierzeńcy, stanęli na drodze przeciwników i walczyli z nimi, by nasz bohater mógł iść dalej.
Jeszcze kilka razy napotkał niewielkie skupiska kropel, dodawało mu to otuchy że jednak się uda.
Kule robiły co mogły, ale nie na wiele im się to zdało, chłopiec dziwił się że ktoś mu pomaga, że nie jest sam i może liczyć na tak ogromną pomoc.

Gdy doszedł do niewielkiego wzniesienia, znalazł tam kolejną oazę kropel, nagle stał się mały cud, Kwiat gwałtownie zaczął rosnąć i rozkwitać.
Pełen kolorów, błyszczący od kropel wody, był niczym esencją życia pośród pustynnych skał.

Tu też pojawiły się nieoczekiwane podpowiedzi, chłopiec nauczył się jak pielęgnować Kwiat i że powinien zaprzyjaźnić się z Pszczołą.

Chłopiec wciąż uczy się nowych rzeczy…

kwiat

Poszukiwanie drogi do Domu

Akcja rozgrywa się w mieście, w murze obronnym znajdują się drzwi przez które można przejść po schodach do wyższych kondygnacji.
Z oddali widać do jakiej części prowadzą drzwi, ale obserwując dokładniej teren widzę też że musi by jeszcze jedno wejście do kolejnego miejsca, a innych drzwi nie widać.

Nie dawało mi to spokoju, stanąłem przy murze, dotykam ściany, szukam zakładając
że gdzieś jest ukryte kolejne przejście.

Znajduje coś w ścianie, zdejmuje to, są to miniaturowe drzwi w odrzwiach, wiem/czuję
że zostały ukryte w magiczny sposób, niby są małe ale w każdej chwili mogą być pełnowymiarowymi drzwiami.

Z jednej strony są zamknięte, a po drugiej stronie odnajduje umieszczony tam poskładany papier, wyciągam go rozkładam i domyślam się dlaczego nikt nie mógł nimi przejść.

Wieszam sobie ta miniaturkę na ścianie w swoim pokoju, a później kontaktuje się ze mną pewna rodzina maż i zona, przede wszystkim rozmawiam z żona, maż trzyma się
na uboczu ale jest przyjaźnie nastawiony

Rozwijam papier na stole, są na nim rożne wzory, przywodzi na myśl mapę, lub starożytny obraz, ale to zaczarowana rzecz, oni o tym nie wiedza, domyślam się, że to on ukrywał drzwi i blokował przejście.

Ta rodzina szukała tego przejścia, jakby to przejście miało umożliwić im dotarcie
do „Domu”.

Kobieta siedzi i ogląda manuskrypt, ja chodzę wokół stołu i pytam się jej jak się czuje, oglądając go mówi o rożnych negatywnych odczuciach.
Wchodzę w modlitwę i sytuacja gwałtownie się rozwija.

Stoję parę metrów od stołu, a w moją skromną osobę próbuje trafić właśnie dziwny osobnik, skrzyżowanie żylastej istoty humanoidalnej z drzewem, i odrobiną śmierci.

Miota drewnianymi walcami okutymi w żelazo, mając przy tym drewniany młot wzmocniony metalem. Jest ich dwoje, druga z tych istot wygląda mi na jego partnerkę, przede wszystkim atakuje mnie on, a ja unikam i schylam się, na tyle skutecznie, że nie trafiają mnie miotane z ogromną siłą walce.

Jak widać powrót do „Domu” nie zawsze jest prosty, uważajcie na Trupiaki Drzewołaki,
by będąc już prawie w drzwiach „Domu”, nie dostać czymś ciężkim po głowie 😉

Poczucie komfortu

Dwaj przyjaciele, jeden dwunożny, a drugi na czterech kudłatych łapach, wracali ze wspólnej wyprawy.
Zmęczeni przysiedli sobie na przystanku, w oczekiwaniu na autobus, który odstawi ich do domu.
Po krótkim czasie podjechało nawet kilka autobusów i Kudłacz ochoczo się poderwał.
Odwracając głowę mówi wymownym wzrokiem, rozumieją się bez słów.
-To już teraz, wsiadamy.

Człowiek zaprzeczył ruchem głowy.
– To jeszcze nie ten, i na spokojnie poszedł układać ich bagaże.
Wracając zastał pusty przystanek, a pies czekał pod niewielką budką, w której za ladą stała nieznana im wiekowa staruszka.

Podszedł do budki, przywitał się ze starowinką i wdał się w krótką pogawędkę.
Nie minęło kilka oddechów…
Przed lada był niewielki płotek, który skutecznie utrudniał wygodną rozmowę, przeszkadzał nogom zając najwygodniejszą pozycję.

Z myślą o poprawieniu swojej postawy, nasz bohater lekko się odwrócił i jakież było jego zdziwienie gdy okazało się, że „chatka” znajduje się w tym momencie kilkadziesiąt metrów nad ziemią.

Skomentował to z humorem, że o mały włos i by zleciał, podziwiając zielone korony drzew
i rozległą przestrzeń po horyzont.
Poprawiając swoją pozycje przeskoczył płotek i znalazł się w środku budki.

Z zewnątrz wyglądała na dość małą, ale w wewnątrz można było dostrzec uchylone drzwi do kolejnego pomieszczenia. Co dało mu do myślenia, że jest większa niż można było stwierdzić na pierwszy rzut oka.

Jeszcze ta myśl się nie skończyła, a kątem oka dostrzegł ruch, tam gdzie nikogo nie było.
W wiszącym lustrze na ścianie, mignęła jakaś postać.
Rozglądając się uważniej widzi/czuje, że jest tutaj więcej osób, niż tylko niepozorna staruszka, a ukrywanie dość dobrze im wychodzi.

Pomimo wszystko, choć wciąż goście pozostają w ukryciu, postanawia ich pozdrowić.
Dostrzega chwilami tylko krótkie obrazy, w których przemykają niewidzialni goście, ubrani
w kolorowe, egzotyczne stroje.

Jak często nie doceniamy warunków zewnętrznych, jak duży potrafią mieć na nas wpływ.

Morał z tego taki…
Zmień swoje podejście do poczucia komfortu, a pójdziesz dalej i zobaczysz więcej…
Co nie znaczy, że mamy uciekać tylko na bezpieczne pozycje, ale bierzmy pod uwagę jak wpływają na nas czynniki zewnętrzne i wyciągajmy wnioski.
Jak to stare przysłowie pszczół mówi „co nas nie zabije, to nas wzmocni” 😉

alone

Wewnętrzne miasto fobii

Widzę rzekę która przepływa przez środek miasta, po obu jej stronach stoją budynki różnej wielkości, a gdy dochodzę do centralnej części wyłania się z niej najwyższy budynek. Wszystko jest schludne i zadbane.
Widok przywodzi na myśl mały port, ale to za dużo powiedziane.

Idę wąską uliczką na której prawie nikogo nie ma, widzę przed sobą rodzinę ojciec
i matka z dzieckiem. Zbliżam się i wchodzę pomiędzy nich, obserwując przede wszystkim ojca, matka z dzieckiem z chodzi na dalszy plan.

Wygląda na zniszczonego człowieka, cała jego twarz jest w bliznach, koloru brudnej czerwieni. Idzie na sztywnych nogach, każdy krok jest dla niego ogromnym wysiłkiem, porusza się jakby w każdej chwili mógł się przewrócić, wzrok mężczyzny na niczym
się nie skupia, jest pusty i bez wyrazu.

Powoli dochodzimy do cześć osiedlowej, przechodzimy miedzy budynkami, po lewej stronie wyłania się płot, a zanim żywopłot. Na ciemnym tle dostrzegam pająka na rozpiętej sieci, pająk jest wielkości dłoni, sam jego odwłok jest wielkości gruszki, tłusty i żółty
w różne wzory.

Podchodzę by przyjrzeć się owadowi, po chwili zmienia on kolory i rośnie, jego odnóża puchną i przypominają ramiona człowieka, pojawia się karykaturalna głowa.

Niewielki pająk potrafi wzbudzić lęk u niektórych osób, a co wtedy jeśli rośnie on
w naszych wyobrażeniach i staje się naszym największym koszmarem….

 

pajak

Gdy nie dajesz nic z siebie…

Rozmowa z pewnym człowiekiem który wciąż brał nie dając nic w zamian…..

Skalna skarpa dość wysoka,  rozmowa,  podziwianie wielokolorowego jeziora, różne odcienie błękitu.

Miasto, miejsce akcji most,  przyglądam się jak ktoś wprowadza na most dziwna istotę. Wygląda niczym kudłaty taran chodzący na czterech łapach, wchodząc na most powoli jego postać staje się humanoidalna. Jest opasany paskiem który przywodzi na myśl smycz,  staje się coraz większym zwalistym olbrzymem.

Widocznie ktoś zamierza wejść tu siłą.

Nie jest sam, gdy zbliża się do niewielkich  zabudowań, wygląda to na niewielkie sklepy. Powstaje zamieszanie, okazuje się ze oprócz wielkoluda są dwie osoby które sieją terror wśród mieszkańców. Drugi mężczyzna jest uzbrojony w nóż, odnoszę wrażenie ze w tym miejscu nie jestem sobą, a tylko korzystam z ciała mieszkańca tego świata, czuję że przez to moje działania są ograniczone.

Pomimo tego mężczyzna uzbrojony w nóż rzuca nim jakby był ostatnim fajtłapą, jego towarzyszka jest jego przeciwieństwem. O czym się przekonałem starając się przeszkodzić im w ich poczynaniach. Mężczyzna posługuje się nożem w tempie żółwia,  kobieta walczy wręcz jak dobrze wyszkolony wojownik,  a olbrzym robi ogólne zamieszanie niszcząc co popadnie.  Chyba nie spodziewali się ze napotykają opór,  widzę ze postanowili się ewakuować, mają samochód,  nie mogę w bezpośredni sposób ich zatrzymać…

W czasie tego zamieszania ludzie krzyczeli „policja”, atakujący zmienili się w uciekinierów, wszystko zapowiadało ze uda im się zbiec, ale samochód którym uciekali okazał się ich pułapką. Za pojazdem doczepione jest kilkanaście  lin, które były sprężyste i super wytrzymałe, wiec ucieczka za naszej trójki skończyła się się na najbliższym drzewie. Jednocześnie pojawia się grupa antyterrorystyczna, w pierwszej chwili celują we mnie,  ale dociera do nich gdzie jest ich prawdziwy cel. Otaczają samochód,  wyłapują uciekinierów.

Kolejny.

Samochód  z ważnymi osobistościami,  rozmawiają o swoich interesach,  a zarazem widzę ze odpowiadają za porządek lub mają duże wpływy.

Rozmowę przerywa im pisk opon, jeden samochód za drugim, przeskakują inne samochody.  Nie podoba się to pasażerom samochodu,  rozmowy o pieniądzach muszą poczekać…

 

 

Dom bez schodów

Podjechałem pod zaniedbaną kamienicę.
Przy wejściu zobaczyłem siedzących kloszardów, z bliska ocena sytuacji zmieniła się diametralnie, to była straszna rudera, tak zagracona, zniszczona, wszędzie pełno śmieci, odchodów ptaków, jak nie sam widok by niejednego odrzucił, to zapach dopełniłby całej reszty.

Jakimś cudem przeszedłem przez te zwały śmieci, i tutaj kolejne zdziwienie ten budynek nie ma schodów.
W budynku mieszka wiele rodzin, a schodów jak na lekarstwo.
Wszedłem do pierwszego mieszkania, spotkałem jednego domownika i pytam się go o drogę na górę, wskazał mi przejście które znajdowało się pod sufitem tuż za najwyższą półką starej szafy.
Przez ten otwór przeszedłem piętro wyżej do kolejnego mieszkania, w kolejnym sytuacja się powtarza domownicy wskazują mi przejście na kolejny poziom.

Tłumaczę napotkanym ludziom powód swojej wspinaczki, że muszę zamontować antenę satelitarną na dachu, swojemu kumplowi, ale w myślach wiem, że on już nie żyje.
Ale jest jeden szczegół który wiąże jego osobę z moim żyjący przyjacielem.

Czyżby ten dom był jego wnętrzem? Jedno co nasuwa mi się na myśl to brak komunikacji między poziomami, a ja montuję coś co może pomóc choć na chwilę obejść ten brak wewnętrznej łączności.

Droga do wolności

Miejsce w którym jestem jest wyjątkowe, stoję na sporych rozmiarów półce skalnej, przede mną nieokiełznane wody wodospadu, w dole po prawej przepływa rzeka.
Nie jestem tutaj sam, oprócz mnie jest kilku mężczyzn i gramy w nieznaną mi grę.

Jest w niej piłka, piłkę przebija się z jednej strony na drugą i widzę przy tym, że moi towarzysze używają maszyn do poruszania się i wykonywania różnych akrobacji.
Zastanawia mnie to czy nie mogą poruszać się tak szybko bo ich budowa im to uniemożliwia czy to po prostu taka miejscowa tradycja.

Po zmaganiach opuszczamy to miejsce i zatrzymujemy się na otwartej przestrzeni, otacza nas morze traw, jesteśmy przyjemnie zmęczeni grą, a przy tym jest bardzo gorąco i duszno.
Przysiadamy i rozmawiamy, chłonę całe otoczenie, z wiatrem napływa coraz więcej chmur, choć wieje wiatr nadal jest dość gorąco.
Chmury stają się coraz ciemniejsze, gdziekolwiek sięgnąć wzrokiem coraz więcej burych i mrocznych barw, które przyciągają chmury tak jakby z każdą chwilą były bliżej ziemi.

Cały ten krajobraz jest zapowiedzą nadchodzącej tragedii, nie wiem czy tylko ja, czy moi towarzysze tez widzą ten obraz, który przywiał wiatr.
Widzę jak latające statki otaczają każdy budynek w tej krainie, sukcesywnie niszcząc budynek za budynkiem.

Natychmiast przenoszę się do mieszkania w którym odbywa się narada wojenna, wszędzie pełno ludzi, wszyscy dyskutują jak można oprzeć się najeźdźcy.
Stoję trochę z boku przysłuchując się rozmowom, w pewnym momencie dochodzę do wniosku że nie ma innego wyjścia i postanawiam wspomóc swoich towarzyszy.

Nikt nie wie kim jestem, moja prawdziwa tożsamość jest przed nimi ukryta, wstaję i podchodzę do okna. Nie przejmując się przy tym, że właśnie poznają mnie wszyscy zgromadzeni, nie dbam o to, pozwalam by widzieli moją przemianę.

Otwieram okno, mieszkanie jest dość wysoko, ale to nie przeszkadza mi bez wahania wyskoczyć.
Lecąc w dół oceniam jaki obrać tor lotu, wciąż myśląc „…za bliskich i przyjaciół”.

Nirai Kanai

Jeden z wątków dzisiejszej nocy…

Jest ciepły wieczór rozświetlony gdzieniegdzie ulicznymi lampami, a wszystko to spowija delikatny deszcz. Przy jednej małej uliczce widać nowoczesny budynek, otoczony z trzech stron drzewami. Kilka metrów przed głównym wejściem do budynku, po oby stronach drogi znajdują się rzeźby.

Po prawej stronie dwa rzeźbione słupy łączy poziomy łuk, na który znikąd niezauważony spływa z góry przezroczysty około 2 metrowy przezroczysty pas, szerokości około 20 cm.
Przylega idealnie do łuku, tym bardziej stając się niewidoczny, w czym pomaga mu jeszcze wciąż padający deszcz. W pasie można dostrzec stylizowany srebrnym kolorem znak gwiazdy.

Ludzie którzy przechodzą tuż obok niczego nie zauważają, w pewnym momencie pas się transformuje i pojawia się ludzka postać w zbroi.
Zbroja migocze na deszczu, by w ułamku sekundy dostosować się do otaczającego środowiska.
Deszcz, półmrok rozświetlony lampami, kamienne rzeźby i wchodzący, i wychodzący ludzie z budynku.

Od pojawienia się postaci widzę wszystko z pozycji zakamuflowanej osoby.
W pewnym momencie uliczka opustoszała, dostrzegam zbliżającego się mężczyznę, który jakby wiedziony 6 zmysłem zatrzymał się przy rzeźbach.
Nie ma czasu na zwłokę, szybka decyzja albo coś odkryje i na robi hałasu albo…dostaje jedno uderzenie, pada bezgłośnie na ziemię.

Zamaskowany osobnik ukrywa mężczyznę i podąża w kierunku oszklonego budynku, gdy otwiera drzwi skupiam się na odbiciu, dostrzegam kobietę o japońskich rysach twarzy, włosy czarne i proste, długości tuż za uszy.

Z drzwiami jest bardzo szeroki korytarz, po prawej stronie mijam recepcję, później pomieszczenia biurowe, dostrzegam otwartą salę która w pierwszej chwili przywodzi na myśl salę wykładową, ale po przekroczeniu progu okazuje się, że jest to tylko wejście na taras widokowy, który jest umieszczony tuż pod sufitem sali.

W dole kilkanaście metrów niżej dostrzegam znaczną ilość zabawek i mebli, stylizowanych na sporych rozmiarów kwiaty i różne figury geometryczne. Lustrując całą salę zastanawiałem się po co ktoś zadał sobie tyle trudu, aby ukryć taką kilku piętrową salę w biurowcu, i jakie dzieci korzystają z tej sali i zabawek.

Wspomnienia z innych miejsc III

Słyszę głos w swojej głowie, że ktoś mnie szuka, ale ja wolę pozostać nieodnaleziony.
Wchodzę w tłum miasta aby zgubić trop, przechodzę wąskimi uliczkami pośród niskich budynków, przywodzące na myśl bliskowschodnie tereny.
Docieram do placu który jest centrum miasta, targ różności wokół którego rozmieszczone są knajpy i inne spelunki.
Tutaj raczej nikt mnie nie odnajdzie, spotykam przyjaciela i siadamy przy stoliku na świeżym powietrzu.

Opowiadam mu o swoim problemie, że ktoś mi nie znany depcze mi po piętach i nie ma raczej zamiaru odpuścić, wysyłając wciąż sygnały które mają mnie odnaleźć.
Przyjaciel ma naturę wesołka wszystko komentuje, że coś się wymyśli, że rozwiążemy ten problem.

Dociera do mnie szukające wołanie, natrętna myśl która przeczesuje cały teren.
Widzę mężczyznę wchodzącego na plac, tego który mnie szuka, skupiamy się bardziej na rozmowie z Przyjacielem udając, że nic poza nami nas nie interesuje, ale ukradkiem obserwując nieznajomego.

Dla zmylenia przeciwnika rubaszny przyjaciel przyjmuje role którą i ja przyjmuję, zaczynamy grać zapatrzonych w sobie pedałów.
Mężczyzna przechodzi obok nas, ale nie jest w stanie mnie namierzyć, a mój sprytny rozmówca potrąca siedzącego obok knajpianego gościa.

Robi to w taki sposób, że zaczepionemu wydaje się że nadchodzący mężczyzna go potrącił a tym samym sprowokował. Powstaje zamieszanie i awantura, latają stoły i skaczą sobie do gardeł.
A my spokojnie gramy nadal swoje role nie odkryci przez nieznajomego poszukiwacza.

Iaido

Widzę małego chłopca, a przy nim mężczyznę.
Nagle naciera na nich trójka uzbrojonych w miecze osiłków, miecze przywodzą na myśl japońskie katany.

Odczuwam, że głównym ich celem jest mały chłopiec, przy którym czuwał nieznajomy.
Trójka przeciwników nadbiegała z dobytymi z pochwy mieczami, rozegrała się krótka walka, lała się krew, a zgrzyt stali dopełniał resztę.

Obrońca chłopca pomimo przewagi atakujących, upuścił im sporo krwi by w pewnej chwili wykonać manewr w którym przyjął wszystkie atakujące miecze na swoją klingę.
Pokazał swoją siłę, przez ładnych kilka metrów pchał przeciwników, nic nie mogli zdziałać przeciwko jednemu. Przyparł ich do muru, nie dane mi było zobaczyć reszty.

Wspomnienia z innych miejsc II

Widzę ogromny budynek w kształcie połączonych dwóch kropli wody.
Odczuwam atmosferę, z która się już zetknąłem w niektórych snach i miejscach.
Wszystko ma futurystyczne kształty, czuje odmienność tego miejsca, wszystko jest spowite jakby mżawką, co przywodzi na myśl tropikalne tereny.

Nie wiem czy to była przeszłość czy stan obecny, a może to wszystko wymyka się takim określeniom.
Latałem wokół tego potężnego budynku, byłem osłabiony, trochę mnie to martwiło i moich towarzyszy, ale nie mogłem sobie pozwolić na słabość.
Widok z „lotu ptaka” budynku i dżungli, był czymś wspaniałym, cieszył oczy i serce.

Wydarzenia przeniosły się do wnętrza budynku, które nie odbiegało stylu architektonicznego który widziałem na zewnątrz, wszystkie szczegóły wystroju miały zaokrąglone krzywizny.
W samym centrum mieściła się platforma, otaczały ją chodniki, które patrolowaliśmy.
We wszystkich czynnościach towarzyszyło nam oczekiwanie, pomagałem komuś zejść na chodnik o poziom niżej, czyniliśmy przygotowania, a następna chwila pokazała do czego się przygotowywaliśmy.

Dostrzegamy atakujących, zsuwają się po linach na platformę, lądują w rożnych miejscach,aby utrudnić obronę, ale „My” jesteśmy przygotowani, wszystko jest z synchronizowane, każdy przeciwnik ma swoja obstawę.
Próżny był to atak, nic nie zdziałali.
Jak tylko się pojawili zostali zabici lub obezwładnieni błękitno zielonymi strzałami z gołej dłoni, wszystko działo się błyskawicznie, nie dostrzegłem innej broni, parę błysków, krótka szamotanina i było po wszystkim.

Duchowość ciała

autor: Alexander Lowen
tytuł: Duchowość ciała
tłumaczenie: Stefan Sikora
wydawca: Jacek Santorski & Co Agencja Wydawnicza
Warszawa 1991
Książka, którą tu prezentuję przetłumaczona i wydana była po książce Miłość, seks i serce. Z tego, co mi wiadomo, obie pozycje miały następne wznowienia.
Co wiemy o Alexandrze Lowenie?
Urodził się w 1910 roku w USA. Wszechstronnie wykształcony humanista i lekarz (doktoraty z prawa, wychowania fizycznego i psychiatrii). Uczeń Wilhelma Reicha i kontynuator jego unikalnej metody psychoterapii somatycznej. Znany w Stanach Zjednoczonych i Europie nie tylko jako twórca bioenergetyki* ale i autor książek, które stały się wielkonakładowymi bestsellerami (Język ciała, Depresja i ciało, Miłość, seks i serce, itd.)
———
* Zapoczątkowany na kanwie odkryć Wilhelma Reicha przez Alexandra Lowena i Johna Pierrakosa kierunek psychoterapii obejmujący umysł, ciało i procesy energetyczne człowieka. Bioenergetyka nie ma nic wspólnego z bioenergoterapią.
*   *   *
fragment
[…] Prawdziwa gracja ciała nie jest czymś wyuczonym, lecz stanowi część naturalnego wyposażenia człowieka jako jednego z boskich stworzeń. Jednak gdy raz zostanie utracona, można ją odzyskać jedynie przez przywrócenie ciału jego duchowości. Aby to uczynić, należy zrozumieć, dlaczego i w jaki sposób jego wdzięk został utracony. Ale ponieważ nie da się odzyskać zagubionej rzeczy, jeżeli nie wiemy, co konkretnie zgubiliśmy, musimy zacząć od przestudiowania ciała naturalnego – ciała, w którym ruch, uczucie i myśl stapiają się w czynności pełne wdzięku. Będziemy badać ciało jako samopodtrzymujący się system energetyczny, który współreaguje ze środowiskiem i którego przetrwanie od środowiska zależy. Spojrzenie na ciało z perspektywy energetycznej pozwoli nam zrozumieć istotę wdzięku bez popadania w mistycyzm. Doprowadzi nas to do poznania związku uczuciowości z wdziękiem. Przy braku uczuć ruchy stają się mechaniczne, a myśli zamieniają się w abstrakcje.. Człowiekowi załamanemu na duchu, którego dusza pełna jest nienawiści, możemy oczywiście prawić kazania o miłości, lecz trudno oczekiwać, że odniesie to jakiś skutek. Jeśli natomiast uda się nam przywrócić mu ducha, miłość bliźniego zabłyśnie w nim na nowo. Zbadamy zatem niektóre z zaburzeń, które łamią ducha człowieka, pomniejszają jego wdzięk ciała i podkopują jego zdrowie. Ześrodkowanie uwagi na wdzięku jako kryterium zdrowia, pozwoli nam zrozumieć wiele problemów emocjonalnych, jakie trapią istoty ludzkie, a także rozwijać wdzięk, który sprzyja zdrowiu.

[…] Rozważmy, co się dzieje z dzieckiem, które jest uczone, iż płacz jest zachowaniem nie do przyjęcia. Odruch płaczu tkwi w ciele i musi zostać w jakiś sposób zablokowany, jeśli nie może być wyrażony. Aby opanować ten odruch, mięśnie biorące udział w płaczu muszą się skurczyć i pozostać w tym napiętym stanie, dopóki odruch płaczu nie wygaśnie. Odruch ten jednak nie zamiera, a jedynie wycofuje się do wnętrza ciała, gdzie tkwi w podświadomości. Daje się po latach uaktywnić poprzez terapię lub jakieś silne przeżycie. Dopóki to nie nastąpi, właściwy zespół mięśni – w tym wypadku mięśnie ust, szczęk i gardła – pozostają z chronicznym napięciu. O tym, że stanowi to częsty problem, świadczy powszechność  zesztywnienia szczęk, które w ciężkiej postaci znane jest jako zespół stawu skroniowo-szczękowego.

Ilekroć w ciele występuje chroniczne napięcie mięśniowe, naturalne odruchy są nieświadomie blokowane. Dobrym przykładem jest tu przypadek mężczyzny, którego mięśnie barkowe były do tego stopnia napięte i skurczone, że nie był on w stanie unieść rąk nad głowę. Owo zablokowanie stanowiło przypadek hamowania impulsu podniesienia ręki na rodzica.  Gdy go zapytałem, czy był kiedykolwiek w stanie rozzłościć się na swego ojca, odparł, że nigdy. Myśl, że mógłby go uderzyć, była dla niego tak samo nie do przyjęcia, jak dla jego ojca. Niemniej konsekwencją owego zahamowania było zniszczenie naturalnego wdzięku ruchów ramion…

Od siebie dodam. Książka napisana bardzo przystępnie, omawiająca w jaki sposób błędy wychowawcze, urazy, trauma zamrażane są w naszych mięśniach, ograniczając płynność i wdzięk poruszania oraz wyrażania siebie poprzez ruch. Pokazuje, w jaki sposób można ciału przywrócić jego elastyczność, znosząc blokady nie tylko fizyczne ale i wytworzone w umyśle.

Szantaż emocjonalny Susan Forward

autor: Susan Forward (autorka bestselleru Toksyczni rodzice) i Donna Frazier
tytuł: Szantaż emocjonalny. Jak obronić się przed manipulacją i wykorzystaniem.
przekład: Małgorzata Trzebiatowska
wydanie drugie w języku polskim
Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne
Gdańsk 2007
Fragment
[…] Zaplanowaliśmy sobie z żoną, że na święta Bożego Narodzenia wybierzemy się w podróż. Czekaliśmy na te wakacje od miesięcy. Kiedy zadzwoniłem do mamy, by jej powiedzieć, że wreszcie kupiliśmy bilety, była bliska płaczu. „Ale co ze świątecznym obiadem?” – zapytała. „Zawsze się spotykamy w Boże Narodzenie. Jeśli wyjedziecie, to zepsujecie wszystkim ten dzień. Jak możecie mi to robić? Jak myślisz, ile świąt Bożego Narodzenia jeszcze mi zostało?”. No i oczywiście poddałem się. Żona mnie zabije, ale nie mógłbym cieszyć się wyjazdem, mając takie poczucie winy wobec mamy. (TOM)
Weszłam, by powiedzieć szefowi, że potrzebuję pomocy albo ustalenia bardziej realistycznego terminu ukończenia projektu. Kiedy tylko wspomniałam, że nie mogę dać sobie rady, rozpoczął przemowę: „Wiem, że chcesz więcej czasu spędzać w domu, z rodziną. Ale myślę, że chociaż brakuje im ciebie, docenią awans, który chcemy ci przyznać. Potrzebujemy kogoś do pracy w grupie, kto jest bardzo oddany swemu zajęciu – kogoś takiego, kim według mnie jesteś ty. Ale jak chcesz – możesz spędzać więcej czasu z dziećmi. Tylko pamiętaj, że jeśli to jest dla ciebie najważniejsze, to będziemy musieli ponownie rozważyć twoją przyszłość w firmie”. Poczułam się całkowicie zdruzgotana. Teraz nie wiem, co robić. (KIM)
Co to jest szantaż emocjonalny?
Szantaż emocjonalny to potężna forma manipulacji, polegająca na tym, iż nasi bliscy grożą nam – bezpośrednio czy pośrednio – że nas ukarzą, jeśli nie zrobimy tego, czego sobie życzą. U podłoża każdego szantażu tkwi jedna podstawowa groźba, którą można wyrazić na wiele sposobów, na przykład tak: Jeśli nie będziesz zachowywał się tak, jak chcę, to będziesz cierpiał. Kryminalista szantażujący jakąś osobę może grozić, że wykorzysta informacje dotyczące jej przeszłości i zniszczy jej reputację. Na ogół żąda pieniędzy za dochowanie tajemnicy. Szantaż emocjonalny uderza w nas osobiście. Posługująca się nim osoba wie, jak bardzo cenny dla nas jest związek z nią. Zna nasze słabości i najgłębsze sekrety. I nawet jeśli bardzo jej na nas zależy, to kiedy się obawia, że nie postawi na swoim, wykorzystuje swoją wiedzę o nas, by sformułować groźby, które przynoszą jej to, czego pragnie: naszą uległość.
Wiedząc, że potrzebujemy miłości i aprobaty, nasz szantażysta grozi, że nas ich pozbawi, albo też swoim zachowaniem utwierdza nas w przekonaniu, że musimy sobie na nie zasłużyć. Jeśli na przykład jesteś dumny ze swojej szczodrości i troskliwości, to szantażysta może nazywać cię samolubnym i nieczułym, kiedy nie podporządkowujesz się jego woli. Jeżeli cenisz pieniądze i bezpieczeństwo finansowe, to szantażysta może zapewniać ci je tylko pod pewnymi warunkami lub grozić, że cię ich pozbawi. I jeśli mu uwierzysz, to możesz przyzwyczaić się do poddawania jego kontroli swoich decyzji i swojego zachowania.
Znalazłeś się w tańcu szantażu, w tańcu z niezmierną liczbą kroków, figur i partnerów.
Ponieważ niezwykle trudno […] rozpoznać emocjonalny szantaż, kiedy mamy z nim do czynienia – a nawet na długo potem – przygotowałam listę, która pomoże ci stwierdzić, czy stałeś się ofiarą szantażysty.
Gdy ważni w twoim życiu ludzie:
  • grożą, że utrudnią ci życie, jeśli nie zrobisz tego, czego chcą?
  • nieustannie grożą, że zerwą z tobą, jeśli nie zrobisz tego, czego chcą?
  • mówią ci lub sugerują, że będą zaniedbywać obowiązki, zrobią sobie krzywdę lub popadną w depresję, jeśli nie zrobisz tego, czego chcą?
  • zawsze chcą więcej, niezależnie od tego, ile im dajesz?
  • zazwyczaj zakładają, że im ustąpisz?
  • zazwyczaj ignorują czy deprecjonują twoje uczucia i pragnienia?
  • wiele ci obiecują, ale spełnienie tych obietnic uzależniają od twego zachowania i rzadko ich dotrzymują?
  • obsypują cię wyrazami aprobaty, kiedy im ulegasz, a dezaprobaty, kiedy nie chcesz ulec?
  • posługują się pieniędzmi jako środkiem do postawienia na swoim?

Jeśli odpowiedziałeś twierdząco choćby na jedno z tych pytań, to jesteś emocjonalnie szantażowany…

Góra pożegnań

Przejeżdżałem na rowerze przez niewielkie miasteczko i kto by pomyślał wszędzie korki, pełno samochodów, jedna główna droga i wszyscy akurat muszą nią jechać.

Po lewej stronie dostrzegłem boczną uliczkę, nie była aż tak zatłoczona i która prowadziła na szczyt wzniesienia na którym było miasteczko.

Gdy droga się skończyła okazało się że miasteczko zostało za mną w dole a przede mną wznosi się góra, z której roztacza się widok na całą okolicę.

Dostrzegam najmniejsze szczegóły, kolory nieba, lasy, budowle, place zabaw dla dzieci i droga która poprowadzi mnie na szczyt jest kamienista i nie mogę już jechać na rowerze, z chodzę i go prowadzę. Nie jestem sam we wspinaniu się na górę, obok mnie idą jeszcze jacyś ludzie. Droga jest szeroka płaska i kamienista, gdzie nigdzie dostrzegam w kamiennym piasku „zniszczone obroże i smycze”.

Nagle tracę świadomość i budzę się w piasku, tak jakbym śpiąc kopał okopy w piaszczystej ziemi. Pierwsza myśl po przebudzeniu gdzie jest mój pies, rozglądam się dookoła, postanawiam się wrócić obserwując dokładnie wykopany przez siebie okom, a nóż on gdzieś się chowa. Dostrzegam podbiegającego pasterskiego psa, widząc że to jednak nie mój pies zawraca w górę, po chwili widzę ruch, okazuje się że to kilka psów. Wszystkie wyglądają identycznie jak mój pies, wołam go aby podszedł do mnie, podchodzi jeden z nich, a ja wiem że to nie on, ma inne oczy, podchodzi drugi też stwierdzam pomimo prawie że identyczności, że to nie on, odpycham ich delikatnie, mówiąc „To nie TY”

Dopiero za 3 razem podchodzi on, patrzymy na siebie wymownie, pragnę aby poszedł ze mną ale znów zmienia się sceneria i stoimy odgrodzeni bramą.

Mój przyjaciel rozmawia ze mną pod postacią człowieka, smutek we mnie narasta z każdą chwilą, traktuje mnie jak ojca, pamiętam jego słowa „Tato jestem taki zmęczony, słaby”. Chcę z nim wrócić ale wiem że uszanuję jego wolę, gdy słyszę te słowa wiem że to już koniec i nasze drogi się rozejdą, smutek rozdziera moje serce.

Idę prostą i szeroką drogą za grupą ludzi starszych i młodszych, a pośród nich widzę też biegające dzieci, które na czole grupy bawią się radośnie.

Po między nami biega czarny młody pies, jest całkowicie innej maści niż mój przyjaciel ale wiem że to on, cieszy się i podbiega do każdego.

Kiedy zbliża się do dzieci staje się coraz młodszy, wybiegając na sam początek staje się radosnym szczeniakiem, który obszczekuje nie wiele większych od siebie. Nagle widzę jak łączy go z jednym dzieckiem „smycz”, zaczął nowe życie, wśród innych ludzi…

Tak naprawdę w rzeczywistości za nic na świecie nie chcę się z nim rozstawać…

Pożegnała mnie  w tym śnie bardzo ważna osoba w moim życiu.

24/25.09.2010

Inny świat, czas i przestrzeń.

Jechałem odpocząć ze swoją siostrą i osobą towarzyszącą, nie wiem kto to mógł być.
Słowo „jechałem” nie wiem czy tu można zastosować, byliśmy jakby na stacji, przygotowani do podróży.
Tylko małe ale stacja była w koronach i nad koronami drzew, technologia tego świata była idealnie połączona z otaczającą przyrodą i przyroda była dopasowana do technologii. Korony drzew miały pastelowe kolory, były jakby zmodyfikowane, nie były chaotyczne ale każda miał idealny kwadratowy lub prostokątny kształt.

Liście i gałęzie idealnie współgrały jak przechodziliśmy z góry w dół korony. Transportery, windy, kapsuły podróżnicze wszystko było dopasowane idealnie dograne, kapsuły miały eliptyczny pionowy kształt. Wilgotność powietrza przywodziła na myśl tropikalny kraj, szkoda że nie pamiętam pobytu, pamiętam tylko wyjazd i powrót.
Wracając dziwiłem się że to już tak szybko, tak jakbym zatracił poczucie czasu ile spędziliśmy na wycieczce. Ponownie zachwycałem się przyrodą i technologią, jak wszystko było dopasowane i współgrało. Każde z nas wsiadł odo oddzielnej kapsuły, które zaczęły się przemieszczać, przywodziło to na myśl kolejkę górską.

Dotarliśmy do czegoś co przypominało port lotniczy, usłyszałem specyficzny dźwięk, wskazujący na jakieś problemy, moja kapsuła została odłączona od reszty i zaczęła poruszać się innym transporterem. Zacząłem wietrzyć kłopoty, po kilku zakrętach wylądowałem w cześć która wyglądała na jakiś bar, kapsuła podjechała do 2 kobiet które obsługiwały to stanowisko. Dziwiły się one że mnie jako pasażera nie powinno tutaj być i czy coś się stało. Tak jak bym wiedział że te problemy dotyczą mojej osoby więc grałem że się zgubiłem że tylko coś kupię i pójdę-pojadę sobie dalej.
Wszystko przemawiało za tym że byłem przygotowany na taką ewentualność kłopotów, miałem na reku zegarek lub bransoletkę, przyczepiona była tam, folia.

Wyciągnąłem ją i powolnym i swobodnym krokiem podszedłem do śmietnika aby ją wyrzucić, podchodząc dostrzegam mężczyznę który z kimś rozmawia przez telefon, patrzy się na mnie i czuję że atmosfera się zagęszcza że zaraz się coś wydarzy. Do końca trzymam fason wyrzucając folię do śmietnika.

Czuję że każda sekunda jest droga ale staram się nie wzbudzać podejrzeń i nie okazywać że spodziewam się zasadzki.
Kieruję się w kierunku wyjścia gdzie jest pełno ludzi, czuję się coraz słabszy i wiem że jest coraz bardziej źle ze mną.
Nagle dopada do mnie potężnie zbudowany Przyjaciel, wszystko się zaczyna, krzyczę do niego ciągnij mnie, wiedząc że moja słabość i szybkość jest godna wyścigowego leniwca.
Otwiera sporych rozmiarów drzwi,mocno mnie trzymając, wiem że zdany jestem na niego, później okazuje się dlaczego jestem taki słaby.

Dookoła pełno ludzi, przeciwnicy depczą nam po piętach, część naszych robi zamieszanie, stają na drodze pościgu utrudniając i opóźniając na różne sposoby.
Na szczęście ucieczka się udaje, jak widać wszystko musiało być zaplanowane, gdybym był sam nie miałbym żadnych szans.

Okazało się że wrogowie w jakiś sposób prawdopodobnie gdy byłem na wycieczce zarazili mnie jakimś wirusem, który mnie tak osłabił. Tu dokładnie nie pamiętam ale być może chodziło o zaszkodzenie Nam i poróżnienie nas lub o przejęcie mnie lub innego rodzaju przemianę.
Idąc już na spokojnie i powoli przez miasto, rozmawialiśmy a w oddali widzieliśmy jakieś potyczki gangsterskie, niebezpieczeństwo zostało daleko za nami.
Odebrałem te wydarzenia, że już nie pierwszy raz jestem w takiej sytuacji. / 29.10.210

Bruce Fisher, Nina Hart – Kierując się miłością – recenzja.

Poradnik psychologiczny

Nie jest to typowo akademickie spojrzenie na temat relacji w związkach, ale z pewnością była napisana z myślą o tych

– którzy chcą poznać lepiej lub dopiero odkryć bogactwo własnego wnętrza i nauczyć się rozmawiać z samym sobą;

– żyją w związku, który nie jest taki, jakiego pragnęli, gdy decydowali się być razem;

– mają za sobą bolesne doświadczenia związku, który zakończył się rozwodem;

– boją się zaangażować w związek tak bardzo, że nie może im przejść przez gardło słowo „małżeństwo”;

– żyją w związku od niedawna i chcą nie tylko cieszyć się „przystawką” w postaci miodowego miesiąca, lecz także stworzyć dojrzałą relację, satysfakcjonującą obie strony;

– są gotowi przyjąć wyzwanie, jakim jest uzdrowienie relacji z samym sobą i z innymi ludźmi.

Najwięcej problemów w życiu stwarza nam rozumienie własnych stanów emocjonalnych i uczuciowych. Książka pomaga je zrozumieć i podpowiada, w jaki sposób można z nimi pracować, żeby nasze związki z innymi ludźmi były bardziej satysfakcjonujące. Próbuje pogodzić doświadczenia obu stron – kobiety i mężczyzny – by stworzyć bardziej harmonijny związek, oparty na partnerstwie a nie na walce o władzę.

Jest to książka dla ludzi lubiących wyzwania i uczących się kierowania miłością nie tylko w związkach ale i w życiu codziennym. Napisana prostym i zrozumiałym językiem dla każdego czytelnika.

Medytacja odcinania więzów

by ułatwić nasz kontakt z Wyższym Ja
Medytację tę otrzymałam przed wielu laty od znajomych, nie wiem kto jest jej autorem. Jeżeli zidentyfikujesz autora, zostaw mi wiadomość w komentarzach – usunę ją z bloga lub poproszę o pozwolenie jej publikowania.
Usiądź wygodnie, rozluźnij się, dłonie otwarte do góry, złożone na udach, oczy zamknięte lub otwarte. Chwyć wstążkę jakiegokolwiek koloru i trzymaj ją w dłoni – jako połączenie z wyższym Ja. Nawiąż z nim kontakt za pośrednictwem tej wstążki i poproś je, aby obdarzyło cię przewodnictwem podczas tej sesji medytacyjnej.

Czytaj dalej Medytacja odcinania więzów

„Na wampirki”

W miarę czasu i chęci w dziale tym będę publikowała różne medytacje, które mogą się przydać każdemu potrzebującemu

Zapal lampkę parafinową lub świeczkę (koniecznie)
Każda linijka to min. 15-30 sek. (brak jakiegokolwiek pośpiechu jak również skupienie)
Czytaj dalej „Na wampirki”

Podróże na licencji starej szafy

Z miasta pełnego spalin i zgiełku przechodziłem przez „drzwi” do innego świata, o ile dobrze zapamiętałem robiłem to kilkakrotnie.
Po drugiej stronie cisza i spokój, i klimat inny, gdy sobie wędrowałem pojawiła się myśl że to miejsce przypomina Oksford.
Powietrze było łagodne, oddychanie przynosiło ulgę, patrzyłem na zegarek na lewej dłoni analizując ile czasu mi zostało na podróż i kiedy muszę wrócić.
Powiedziałem sobie że następnym razem lepiej byłoby wziąć ze sobą rower, więcej mógłbym wtedy zdążyć zwiedzić. Od razu pojawiła się myśl że strażnicy „przy drzwiach” mogliby mnie nie przepuścić z takim bagażem, ale może kiedyś mi się uda 😉

Dwie drogi wyboru

Kto z nas nie marzy o szczęściu, miłości, spokoju? Chyba nie ma takiej osoby. Tymczasem życie weryfikuje te marzenia. Nasza wielka miłość okazuje się często wielkim rozczarowaniem, wymarzona praca, udręką, życie towarzyskie nie spełnia naszych oczekiwań, a wymarzone wakacje były deszczowe. Co jest przyczyną naszych niepowodzeń? Naszych rozczarowań?

W Króliczej Norce niejednokrotnie pisaliśmy o konieczności zmian tkwiących w nas matryc. Pracy wewnątrz siebie, w umyśle i tym, co on kreuje i tworzy. A tworzy taką, a nie inną rzeczywistość. Jednak nie wystarczy tylko zmienić matrycę w sobie, wypracować nowe wzorce i zacząć tworzyć siebie od nowa. To ważne, lecz bez wyboru drogi możemy pewnego dnia znowu obudzić się z przeświadczeniem, że w naszym życiu coś jest nie tak.

Królicza Norka pokazuje nam, Kim w Istocie Jesteśmy i czego pragnie nasza dusza. Ale trzeba jeszcze dokonać wyboru drogi. Jednej z dwóch, bo żadnej innej możliwości nie ma. Nasza wolna wola sprowadza się tu tylko do wyboru miedzy doświadczeniem lęku, a miłości.

W książce „Rozmowach z Bogiem” D. Walscha ukazano właśnie wybory tych dróg. Poniżej pozwoliłam sobie przytoczyć fragment książki:

Wszystkie ludzkie postępki w gruncie rzeczy wynikają ze strachu lub z miłości. Tak naprawdę istnieją tylko te dwa uczucia – dwa słowa w mowie duszy. Stanowią one przeciwne bieguny całego (…) stworzenia, a także świata, w jakim żyjesz.

Rozpiętość między tymi dwoma punktami, Alfą i Omegą, pozwala zaistnieć systemowi zwanemu przez ciebie rzeczywistością względną. Bez nich, bez tych dwóch idei, niemożliwa jest żadna inna idea.(…)

Każda ludzka myśl, każde działanie, zakorzenione są albo w strachu, albo w miłości. Nie ma innej motywacji, a wszelkie inne pojęcia to tylko pochodne tych dwóch biegunowo różnych idei. To po prostu różne wersje, różne ujęcia tego samego tematu.(…)

Każdy wybór, jakiego dokonujesz, podyktowany jest jedną z dwóch możliwych myśli: lęku lub miłości.(…)

Strach to energia, która kurczy, zamyka, wciąga, ucieka, chowa, gromadzi, szkodzi.

Miłość to energia, która rozciąga, otwiera, wysyła, zostaje, odsłania, ofiarowuje, goi.

Strach nas okrywa, miłość ukazuje nagą prawdę o nas. Strach trzyma się kurczowo stanu posiadania, miłość rozdaje. Strach więzi, miłość uwalnia. Strach rujnuje, miłość buduje. Strach jątrzy, miłość koi.”

Kiedy pierwszy raz przeczytałam tę książkę, właśnie te słowa zrobiły na mnie największe wrażenie. Zatrzymały mnie w miejscu i sprawiły, że postanowiłam wejść do Króliczej Nory i coś zmienić w swoim życiu. Zaczęłam od matrycy. I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, że skupiając się na zmianie wzorców i kształtowaniu siebie, zapomniałam o Dwóch Drogach. Kroczyłam do przodu, ale jakby środkiem. Tymczasem nie na tym rzecz polega, by skakać z dróżki na dróżkę lub iść sobie między nimi, bo to ślepy zaułek.

Wczytajmy się jeszcze raz w powyższe słowa. Przeanalizujmy je.

Strach nas okrywa, miłość ukazuje nagą prawdę o nas.”

Strach nas okrywa, także prawdę o nas. To, dlatego tak wiele osób boi się wejść do Króliczej Nory, boi się odpowiedzialności za własne życie. Odrzuca Miłość, przede wszystkim tę do samego siebie.

Strach więzi, miłość uwalnia”

Droga lęku utrzymuje nas w klatce naszych przyzwyczajeń, strachów, fobii, naszego trwania bez Bycia. Miłość uwalnia z tej klatki, ukazuje nam prawdę, czasem bolesną, ale jednak prawdę. I uwalnia od obaw i zmartwień na przyszłość, bo kto kocha i ma wiarę, ten się nie boi. Bo i czego? Demonów przyszłości? Jeśli tak, najczęściej sam je tworzy lub przywołuje.

Co z tego, że w Króliczej Norce zmienimy siebie, ukształtujemy się od nowa i uświadomimy sobie nasze lęki, emocje, bolączki, skoro zepchniemy je tylko na dno Norki? Jaki sens ma jedynie świadomość tego, Kim w Istocie Jesteśmy, a nie Doświadczanie Tego, Kim w Istocie Jesteśmy? Jaki sens ma w końcu stworzenie siebie od nowa, poznanie siebie, a jednocześnie zamartwianie się tym, co się stanie za X czasu, nie wiedząc nawet czy to nastanie?

Udało mi się doświadczyć stanu bez lęku. Było to najcudowniejsze uczucie, jakiego doświadczyłam. Zakochanie się, pierwszy dzień wakacji, pierwsza randka, uśmiech dziecka, wschodzące słońce… Nic z tych rzeczy nie oddaje nawet w połowie stanu szczęścia, jaki daje życie bez lęku. Trudność polega na utrzymaniu w sobie tego stanu. Bo nagle wypełzają z zakamarków nowe lęki, obawy, zamartwiania się na przyszłość. Znowu na chwilę wkraczamy na drugą Drogę i życie zaczyna tracić na blasku, płowieje.

Otrzymaliśmy dar wolnej woli, od nas, więc zależy, którą z Dwóch Dróg wybierzemy, na którą będziemy wracać, jeśli zboczymy. Może poniższy cytat, także z Ksiązki D. Walscha, pomoże dokonać wyboru:

(…)jeśli wybierzesz działanie z miłości, osiągniesz coś więcej niż przetrwanie, zwycięstwo czy sukces. Wówczas doświadczysz w całej chwale, Kim W Istocie Jesteś, i kim możesz być”.

Pozdrawiam.

Fabryka snów - sztuka śnienia, bajki terapeutyczne, rozwój