Jak i w środku tak i na zewnątrz

Niedawno obejrzałam film Pt: What The Bleep Do We Know, który zrobił na mnie spore wrażenie. Polecam go wszystkim i każdemu z osobna. Film można w częściach zobaczyć na you tubie. Nie będę jednak tutaj pisać recenzji filmu, ale sięgnę do kilku zawartych w nim uwag.

Zacznę od cytatu z filmu, który zainspirował mnie do napisania niniejszego artykułu. „Uwarunkowano nas, by wierzyć, że świat zewnętrzny jest bardziej realny niż nasz świat wewnętrzny. Ten nowy model nauki mówi dokładnie coś przeciwnego. Mówi, ze to, co się dzieje wewnątrz będzie tworzyć to, co się dzieje na zewnątrz”. Chodzi tu ni mniej, ni więcej, ale o kształtowanie nas i naszego otoczenia poprzez to, co dzieje się wewnątrz nas. A nowym modelem nauki jest fizyka i mechanika kwantowa. Czym ona jest? Profesor Fizyki Kwantowej Uniwersytetu w Oregonie, Amit Goswami mówi o niej tak: „Fizyka kwantowa, bardzo zwięźle mówiąc, jest fizyką prawdopodobieństw.”

Mechanika kwantowa coraz odważniej nazywa też to, o czym szamani, mistycy, czy wszyscy inni zajmujący się ezoteryką czy rozwojem duchowym wiedzieli od dawna. Z pomocą tej szybko rozwijającej się nauki próbuje się wyjaśnić, a nawet dowieść istnienia subtelnych energii, takich jak prana, chi, ki, magia, bioenergia, a nawet próbuje się udowodnić istnienie Boga, czy innej twórczej, kreatywnej siły. I co ciekawe, udaje się to zrobić z powodzeniem. Nie na kartach myśli filozoficznych, czy doktryn religijnych, ale w laboratoriach fizyków kwantowych.

Wróćmy jednak do głównego tematu, to jest do zmiany myślenia o otaczającym nas świecie. Wiele osób wierzy w przeznaczenie, zakładając, że to, jak potoczy się nasze życie jest z góry gdzieś określone czy zapisane. Jedni nazwą to wyrokiem Boga, inni losem, a jeszcze inni właśnie przeznaczeniem. Tymczasem okazuje się, że tak naprawdę nic nie jest z góry określone i zapisane, a twórcą i głównym kreatorem rzeczywistości i warunków, w jakich żyjemy, jesteśmy my sami. Tylko od nas zależy, jak będzie wyglądało nasze życie, nasz świat.

Wystarczy przypomnieć sobie, wszystkie nasze zmarnowane szanse, wszystkie popełnione błędy, złe decyzje czy ich brak. Weźmy przykład: ktoś marzy od dzieciństwa o karierze aktora. Ale z wiekiem przyjmuje założenie, często narzucone przez środowisko, że prawie każde dziecko ma etap, że chce być aktorem. Do tego trzeba mieć jednak talent. Brak wiary w siebie, bo np., mieszka w małej miejscowości, a sukces osiągają ci z dużych miast, bo mają możliwości, doprowadza do rezygnacji z marzeń. Zamiast je realizować, nasz „Ktoś” wybiera zawód w miarę pewny w środowisku, gdzie żyje. Zakłada rodzinę, wstaje każdego dnia wczesnym świtem i pracuje na chleb. Z każdym rokiem „dusząc” się w tej pracy i w takim życiu coraz bardziej. Wierząc, że tak chciał los, że trzeba jakoś do emerytury, do końca…

Jak mogłoby wyglądać życie „Ktosia” gdyby jednak spróbował zostać aktorem? Czy Kimkolwiek innym? Podobnie ma się rzecz z każdą inną rzeczą. Nasze niepowodzenia, czy nawet drobne niezadowolenia chętnie usprawiedliwiamy przeznaczeniem, warunkami, w jakich żyjemy, możliwościami naszej rodziny itp. Tymczasem naprawdę niewiele trzeba, by spełnić marzenia, wykreować siebie i swoje życie szczęśliwym i spełnionym. Wystarczy zmienić sposób myślenia i odnaleźć w sobie odwagę. Odwagę do wykreowania siebie, bez żadnych „ale”. Nie ma, co powoływać się na brak pieniędzy, na wiek, bo za późno lub za wcześnie. Lepiej szukać rozwiązań i nowych dróg.

Powiesz, że, można zmienić coś w sobie, jakoś polepszyć życie nową pasją, czy zmianą pracy, ale jak się to ma do kreowania otaczającej nas rzeczywistości?

Otóż ma się.

Znów posłużę się cytatem z filmu: „Wszystko zależy od tego, co ty myślisz, że jest rzeczywistością. Twój mózg nie zna różnicy, między tym, co dzieje się wewnątrz i tym, co dzieje się w środku nas. Zawsze odbieramy zmysłami coś, co uprzednio odbiło się w lustrze naszej pamięci.” Te słowa także padły z ust jednego z naukowców, którzy wypowiadali się w cytowanym filmie. I są bardzo prawdziwe. Bo to jak postrzegamy siebie i świat wokół nas, ma wpływ na to, jaki ten świat jest. Myśląc w taki, a nie inny sposób przyciągamy też pewne sytuacje i zdarzenia, a wiele z nich sami kreujemy. To zaś utwierdza nas w przekonaniu, że świat jest, jaki jest i nic się nie da zmienić i zrobić. A wystarczy przypomnień sobie, co się czuło np. gdy się było pierwszy raz zakochanym? Euforia, gnanie przez życie jak na skrzydłach, wewnętrzna radość. Wtedy nie było rzeczy niemożliwych, nie było problemów nie do pokonania, wszystko wydawało się proste, a świat był piękny. Wewnętrzny stan zakochania kreował wokół radosną rzeczywistość. A czemu nie poczuć tego znowu? Nawet nauka, jak choćby biologia czy fizyka przychodzą tu z pomocą. W filmie „What The Bleep Do We Know” jest pokazana scena, gdzie w metrze prezentowane są zdjęcia cząsteczek wody poddanych działaniu pewnych myśli. Ta sama cząsteczka wody sfotografowana została przed i po tym, jak poddano ją działaniu jedynie myśli. Myśli pozytywnych, takich jak, miłość, podziękowanie, radość. Jedna z fotografii przedstawiała też wodę pobłogosławioną przez buddyjskiego mnicha. Każda z tych fotografii była inna. Woda poddana działaniu pozytywnych myśli zmieniła kształt i strukturę molekularną, stała się piękna. Powiedziano tam tez, że woda jest najbardziej podatnym na wpływy żywiołem, zaś nasze ciała w niemal 90% składają się z wody. I całość opatrzono komentarzem: „Jeśli myśli mogą to zrobić z wodą, wyobraź sobie, co mogą zrobić z nami?”.

Ja sama w pierwszej chwili byłam przerażona, tym, co moje własne myśli czyniły ze mną i moim życiem przez wszystkie te lata. Moje własne postrzeganie siebie ukształtowało mnie taką, a nie inną. A może zamiast dalej płakać nad tym rozlanym mlekiem zmienić myśli?

Ja już wkroczyłam na drogę zmiany swych myśli. Odważyłam się wejść do króliczej nory. Nie wszystko, co w niej znajduje podoba mi się. Wiele jest bolesnych rzeczy, ale też wiele ciekawych, które odkrywam. Inne poznaje i dzięki temu zmieniam na lepsze.

Nie zatrzymuję się jednak. Szukam siebie i kreuję siebie. Chwilowo jestem jeszcze zagubioną Alicją w Krainie czarów, która mówi: „Kim ja właściwie jestem? Powiedz mi to naprzód: jeżeli będę chciała być tą osobą, to wrócę, a jeżeli nie, to zostanę na dole dopóki nie zmienię się w kogoś milszego”.

Ja już weszłam do Króliczej Nory. A Ty? Jak głęboko chcesz do niej wejść? Rozważ to przez chwilę. I załóż, że ta kwantowa kraina czarów może być prawdziwa. Czy tak jest w rzeczywistości spróbuj się sam(a) przekonać.

Pozdrawiam

Szepcząca

Gelnhausen, Niemcy 11 lipca 2010

Jak skutecznie afirmować.

Czym są afirmacje mówić chyba nie trzeba. Wiele osób stosuje je dla polepszenia swego życia. Czy będą to afirmacje na przypływ pieniędzy, znalezienie miłości czy choćby na odchudzanie, trzeba je stosować umiejętnie. Inaczej nie przyniosą efektu, lub przyniosą nie taki jak trzeba.

Pewna moja znajoma opowiadała, jako anegdotę, że jedna jej klientka afirmowała każdego dnia na poprawę życia materialnego, pisząc i powtarzając zdanie: „Chcę mieć Komfort”. Po kilku tygodniach mąż kupił jej wykładzinę z firmy o tej samej nazwie.

To anegdota i nie wiem na ile jest prawdziwa, jednak obrazuje istotę niewłaściwie stosowanych afirmacji. Poza tym często sama afirmacja nie wystarczy, dla polepszenia sobie warunków życia.

Anna Antras w poradach na swojej stronie internetowej, ma ciekawy tekst:” Jak pisać i stosować afirmacje”. Autorka pisze tam tak: „Gdy wprowadzamy do podświadomości bardzo wiele energii pozytywnych wzorców, nie będzie to równoznaczne z oczyszczeniem tych negatywnych. Wręcz przeciwnie, zacznie w nas narastać balonik sprzecznych informacji. W końcu balonik pęknie i dojdzie do pomieszanie emocjonalnego.” Dlatego tak ważne jest by umiejętnie stosować afirmacje.

Zacząć należy od tego, co chcemy poprawić, polepszyć, zmienić w sobie i w swoim życiu. Jednak nie wszystko na raz. Afirmujemy jedną, dwie rzeczy, właśnie po to, by nie było tych sprzecznych, choćby nawet pozytywnych, informacji. Kolejna rzecz to emocje, które pojawiają się w trakcie afirmowania. Dobrze je sobie zapisać lub zapamiętać i dokładnie przeanalizować. One są właśnie kluczem do rozwiązania naszego problemu. Są też wskazówką dla dalszego afirmowania, bo może się okazać, ze nasza pierwotna afirmacja nie była właściwa. I wreszcie pozwalają do końca oczyścić stare i negatywne wzorce, co jest bardzo ważnym czynnikiem, dla skutecznej afirmacji. Dlatego afirmując zwracaj uwagę na emocje i myśli, które się w Tobie pojawiają. Nie wystarczy powtarzać afirmacji jak mantry. Trzeba dobrze ją przeanalizować i być jej w pełni świadomym.

W przepracowywaniu negatywnych wzorców, które wpływają na stan naszego życia czy zdrowia pomocne mogą okazać się pytania pomocnicze. Zapisz sobie je i poszukaj w sobie odpowiedzi, uświadom sobie, gdzie tkwi przyczyna problemu, jednocześnie afirmując na zmianę tych wzorców. Dla przykładu weźmy bogactwo.

Tu pozwolę sobie znowu skorzystać z mądrości Pani Anny Antras, odsyłając do jej wypowiedzi:

Skorzystajmy teraz z możliwości, jaką daje nam test skojarzeń, aby odnaleźć, choć część z tego, co może wpływać na to, że nie osiągamy w bogactwie tego, co byśmy chcieli.

  • Bogactwem jest dla mnie to, ……
  • O zarabianiu zawsze słyszałam, że….
  • Rodzice nauczyli mnie o zarabianiu tego, że….
  • Obserwując swoje otoczenie, nauczyłam się, że….
  • Dorastałam w środowisku, w którym o bogactwie mówiło się, że….
  • W moim rodzinnym domu zawsze brakowało mi….
  • Sytuacja ekonomiczna i gospodarcza kraju, w którym się wychowałam nauczyła mnie….
  • W życiu najczęściej mi brakowało…..
  • W moim domu, najczęściej brakowało mi w dzieciństwie…..
  • Dzieciństwo pamiętam, jako…
  • Kiedy coś chciałam w dzieciństwie dostać, najpierw musiałam….
  • Teraz, zarabianie przychodzi mi z….
  • Obecnie zarabiam, robiąc to, co….
  • Moja praca przynosi mi jedynie…..
  • Z ogromnymi pieniędzmi czułabym się bezpieczna wtedy, gdy……
  • Gdybym miała ogromną gotówkę, wydałabym ją na….
  • Największe marzenie, które bym spełniła za pieniądze, to….
  • Chciałabym zarabiać tyle, by….
  • Dużymi pieniędzmi podzieliłabym się z….
  • Chciałabym wynagrodzić doświadczenie biedy….
  • Najmocniej doświadczyłam biedy (niedostatku)…..
  • Niedostatkiem jest dla mnie świadomość braku…..”

Tyle Anna Antras, która sugeruje też, że odpowiedzi na powyższe pytania, których może być znacznie więcej, winny dotyczyć tylko sfery bogactwa. Podobne zestawy pytań warto przygotować sobie do większości afirmowanych problemów. Miłość, praca, zdrowie, radość, uroda… Każdy problem, jaki mamy w danej sferze wynika z jakiś zakodowanych w nas wzorców, matryc, które afirmacja ma zmienić.

Kolejną ważną rzeczą w afirmacjach jest sposób ich zapisywania. Tu najlepiej pisać afirmacje w pierwszej osobie. Z mojego osobistego doświadczenia, a tym się tu chcę podzielić, zauważyłam, że najlepiej sprawdzają się afirmacje stwierdzające fakt. Czyli: Ja…(tu imię) Jestem… i tu dajemy to, co afirmujemy: zdrowa, mądra, bogata itp.”

Wiem, że wiele osób poleca pisanie afirmacji w trzech osobach: Ja, Ty, On, jednak ja osobiście stosuję tylko pierwszą osobę, bo lepiej ona do mnie przemawia. I, przynajmniej w moim wypadku sprawdza się.

Zwracam też uwagę na to, by w tworzeniu afirmacji unikać pewnych sformułowań. Pewne słowa, np: chcę, chciałbym, chciałabym prowadzą do utrzymania się stanu chcenia. Dlatego lepiej jest przekształcić w sobie wzorzec na myślenie, że mam czy zasługuję, a nie chcę. Bardzo dobrze obrazuje to cytat z ksiązki „Rozmowy z Bogiem” N.D. Walscha: Nie otrzymasz tego, o co prosisz i nie możesz mieć tego, czego pragniesz. A to, dlatego, że twoja prośba jest stwierdzeniem braku. Mówiąc, że czegoś chcesz, przyczyniasz się do zaistnienia w twojej rzeczywistości dokładnie tego doświadczenia – chcenia.

Modlitwa prawidłowa jest, więc nie modlitwą błagalną, lecz dziękczynną.

Gdy dziękujesz Bogu zawczasu za to, czego z własnego wyboru pragniesz zaznać w swym doświadczeniu, przyznajesz, że w istocie ono już jest. Dziękczynienie kryje w sobie ogromną moc; stanowi potwierdzenie, że zanim zdążyłeś spytać, otrzymałeś (…) odpowiedź.”

Cytat ten, co prawda dotyczy modlitwy, ale ta sama zasada dotyczy afirmowania. Dlatego dziękuj lub stwierdzaj fakt posiadania, istnienia, bycia, a nie chcenia, by on zaistniał.

Na koniec dodam jeszcze, że pisząc w afirmacjach słowa „Ja Jestem” Czy jeszcze silniej działające „Jam Jest” zawsze pisz je od wielkiej litery. Wbrew pozorom, to bardzo ważne, gdyż postrzegając napisaną afirmację wizualnie, podświadomość zwraca uwagę także i na to, jak zapisujesz to swoiste „Ja”. Pisząc je dużą literą pokazujesz podświadomości, że to „Ja” jest kimś wyjątkowym i zasługuje na najlepsze.

Myśl tak o sobie na codzień, nie tylko przy pisaniu afirmacji, a zobaczysz jakie zmiany to przyniesie. Zmiany na lepsze. Oczywiście bez popadania w przesadny egoizm, ale z pełnym poszanowania stosunkiem do samego siebie.

Gelnhausen, Niemcy lipiec 2010

Zielone wspomnienia…

Wchodzę do ogrodu, a tak mały ktoś.
Nie znam Ktosia, a on zapamiętale ładuje ślimaki do reklamówki;)
I nie odwracając się mówi „Tylko sobie nie myśl, że no, no wiesz ja Ci te ślimaki, no wiesz…kradnę” Ślimaki mi nie potrzebne, a niech sobie ładuje:)
„No, bo wiesz ślimaki do dla nas przysmak, ale wiesz nie wyżyłbym tylko na samych ślimakach, ileż można by było jej jeść, blehhh”.
Gość okazał się młodą osóbką, jakieś 250 lat, przysiedliśmy sobie na grządce na małe
„te ta te”, skosztował piwa i usłyszałem to, co zwykle, „Nasze piwo jest najlepsze, nie to co te”.
No cóż nie będę polemizował, być może tak jest, i wiele przemawia za tym, że jednak tak jest:)
Jak to między facetami bywa rozmowa zeszła na kobiety, tylko że w świecie mojego rozmówcy kobiety to rzadkie i ukryte zjawisko. Mężczyźni strzegą podobno i ukrywają swoje kobiety, także nikt nie wie gdzie mieszkają. Miałem tę przyjemność, że poznałem jedną z tych „zjawiskowych” niewiast, i jak się okazało, prawda wygląda ociupinkę inaczej niż po jest przedstawiane ogółowi. Kobiety mają swoją politykę i nie zawsze się ona zgadza z męską polityką i to one w większej mierze kierują, tym jak żyją i gdzie żyją.
Wpływowe niewiasty:)

2006-04-29 21:21:59

Ponad rok temu…

Marzec… spotkałem lub dokładniej przyszedł do mnie ten, który opisywał się jako neutralny.
Nie znał naszego języka, ale w pisany język potrafił przyswoić, więc porozmawialiśmy dłuższą chwilę.
„Do tej pory poznałeś, poznaliście tych określanych powiedzmy jako „dobrych” ale jak sam wiesz są i inni, którym w niesmak jest to, że wróciłeś i wracasz.
Zadał mi kilka pytań- gdzie Wasze wspólne modlitwy, gdzie to, gdzie tamto….?
Czas nadejdzie szybciej niż myślisz…”

Minęło kilka miesięcy, a dokładnie pół roku, zaangażowałaś się wtedy w pewną sprawę o której już pisałem wcześniej „To nie Twoja wojna…”
Obiecałem, że nie będę się czepiał, choć zdarzało się , gdyby nie uczucie, nadzieja, cierpliwość to pożarlibyśmy się na śniadanie.
Najgorsze była bezradność, widzisz co się dzieje i nie możesz nic zrobić, nie możesz powstrzymać całego procesu. Nie raz nawet mieliśmy rozmowę o tym, że nie mogę tylko patrzeć i choćbym miał czołgać się po ziemi, chciałem wziąć to na siebie.
Ale widocznie na ten czas nie mogłem, nawet pojawił się nieznajomy „głos” mówiący „nie czas Masai, nie czas, nie pragnij jeszcze tego”.

Przez ten cały czas miałem „przyjemność” poznać pewne wyjątkowe osoby, cokolwiek by przez to nie rozumieć…
Z niektórymi rozmowy były proste, bo oni nie chcieli rozmawiać, a ja nie miałem zamiaru rozmową ich zabawiać, szybko się w tej kwestii zrozumieliśmy, a niektórzy byli inni…
Jednym z nich był mały rozwydrzony maluch (nie będę się tutaj wyrażał), któremu z chęcią bym przysmażył pięty, ale obiecałem jego Ciotce, że nawet nie będę go wypytywał za dużo…
Chwalił się on i pysznił, jaki to on nie jest zdolny, a jakiego ma Wujka, „…jacy Ci ludzie są głupi, że myślą, że mają mojego Wujka na swoje usługi, Wujek im pokaże…”
Gdy dostrzegł, że chce porozmawiać ze mną jego Ciocia pierzchnął grzecznie, jak dobrze wychowany chłopczyk.
Ale fakt faktem mało jest takich, którzy nie boją się jego Cioci.
Ciocia, Ta Która Druga Zeszła z Nieba, podzieliła się ze mną kilkoma radami na tyle ile mogła, opowiedziała mi o Początkach, swoich rozterkach, dodała mi trochę otuchy.
Jej serce jest rozdarte, ale jak sama mówiła dokonała wyboru, choć po czasie zaczęła dostrzegać prawdziwy jego obraz. Odchodząc zostawiła mi pewne imię, abym się zwrócił do tej osoby gdy będzie naprawdę źle, ona przedrze się przez zasieki wroga.

Żadne słowo nie odda tego co Ty przeżywałaś, żadne słowo nie odda. Każde z nas prowadziło jakąś walkę…
By wygrać weszłaś starą drogę, starych praw, dostrzegłaś kto naprawdę rozdaje karty w tej grze, ale ostatnio sytuacja zaczęła się zmieniać. Ci którzy przestrzegają prawa, jakby zapomnieli o nim. Zwróciłaś się więc do Sędziego Cieni o opinie w tej sprawie…

2006-04-16 15:21:38

Niebiańska ostoja

Stałem na skraju długiego i wąskiego szpaleru drzew, z jednej strony wąski pas lasu, a z drugiej niekończąca się łąka.
Ktoś blisko mnie przycinał drzewa, było przy tym trochę hałasu, a ja widząc las chciałem poczuć jego ciszę, postanowiłem zagłębić się w nim.
Hałas zostawiłem za swoimi plecami, widząc poprzycinane drzewa coraz bardziej oddalałem się od cywilizacji.

W oddali po prawej stronie, tam gdzie królowała niekończąca się łąka, dostrzegłem ogromne drzewa, niczym baobaby, które też były po przycinane, nadawało im to specyficzny wygląd jakby były rzeźbami ze skały.
Gdy mijałem jedno z tych drzew, nasunęła mi się myśl że przypominają nasze ziemskie platany, tylko przewyższają je swoją wielkością i grubością pnia.

Powoli napawając się widokami doszedłem do krystalicznie czystej rzeki, dość szeroko się rozlewała ale jasno miała zarysowane koryto.
Na drodze do rzeki stanęła mi skarpa, to co zobaczyłem w dole zaparło mi dech.
W dół aż do rzeki rozciągała się przedziwna łąka, porośnięta była trawą, ale jaką, puszysta jakby właśnie miała okres kwitnienia, a jej biała barwa dodawała jej wyjątkowości.
U mojego boku pojawił się mój kotopies, nie mogliśmy się oprzeć temu widokowi, z radością skoczyliśmy ze skarpy w puszyste odmęty.

Lądując miękko pośród traw i kwiatów, uderzyła mnie ostrość i klarowność wszystkiego to co widzę wokół siebie. Wspaniałe barwy skrzące się w świetle słońca tutaj panującego.
Coś cudownego, ale w pewnym momencie pojawiła się myśl, „no tak nieźle pognietliśmy tą trawę i na pewno elfom to nie będzie się podobać”.
Mam nadzieję że wybaczą ten wybryk dwóm brykającym tygryskom 😉

Dostrzegłem też „samochód”, pomyślałem że zjawiliśmy się tutaj w nieodpowiednim momencie, ale okazało się że są to dzieci, które wcześniej kąpały się w rzece, a teraz suszą się w „samochodzie”. Zaprosili nas do swojego domu, ich życie musiało być związane z wodą, przez środek ich domu płynęła rzeka.
Poznałem ich rodziców, oprowadzili mnie po swoim domu, byli bardzo gościnni, także zabawiłem trochę u nich.
Wciąż widzę tą białą łąkę, barwy kwiatów, różne ich kształty i wielkości, a przede wszystkim wyrazistość wszystkiego na czy tylko zatrzymałem wzrok…

Savanto

To jest historia o pewnym młodym chłopaku. Chłopak ten, zafascynowany duchowością i filozofią dalekiego wschodu wiele czasu poświęcał rozwijaniu i odkrywaniu właściwości własnego umysłu. Wiele nocy spędził na próbach zrozumienia natury świata i ludzi. Doświadczał także wielu niesamowitych przeżyć. Utwierdziły go one w przekonaniu, że wciąż jest wiele niepojętych dla ludzkiego umysłu zagadnień. W miarę jak jego wiedza i poczucie siły rosły, coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu o tym, że „nic nie jest w stanie go zniszczyć”. Nic i nikt.

Pewnego dnia poznał niesamowicie interesującą dziewczynę. Od chwili pierwszej rozmowy zadurzył się w niej. Często wymieniali korespondencję, w której często udzielał jej rad opartych na głębokich filozoficznych przemyśleniach. Imponował jej swoją inteligencją, wiedzą, spokojem i pozytywną energią jaka od niego płynęła. Był dla niej w czymś rodzajem „mistrza”, „słońca”. A jemu, zakochanemu, oczywiście to odpowiadało.

Z czasem więź pomiędzy nimi zawężała się, aż doszło do wymarzonego momentu. Chłopak dowiedział się, iż jego obiekt westchnień odwzajemnia jego uczucia. Pomimo tego, że coraz bardziej dostrzegał jej wady i to, jak uzależnia się od niego, nie mógł posiąść się ze szczęścia. Był jej narkotykiem i chciał nim być.
Myślał, że może ją zbawić. Że jego pozytywne emocje zniwelują to, co niepoukładane w jej wnętrzu. Poświęcał jej cały swój wolny czas i uwagę, wkładając energię w to, by pojęła pewne rzeczy i zmieniła w swoim życiu na lepsze. Jego ego jej potrzebowało – bo czuł się z tym wspaniale. Jak Bóg.

W końcu przyszedł czas, w którym mogli się spotkać. Znał już jej długą i wyboistą historię. Chciał zrzucić ten ciężar z jej pleców. Chciał oczyścić jej wnętrze, by mogła wreszcie korzystać w pełni życia i dostrzec jego piękno – tak jak on je dostrzegał. Postanowił zadziałać bezpośrednio. Ułożył ręce na jej splocie słonecznym i brzuchu, koncentrując się z całych sił. Zobaczył ciemność wypełnioną wirami. Używał całej swojej energii, by móc ją rozświetlić.

Po wszystkim czuł się jak zbity pies. Znajomość gwałtownie się zakończyła, pozostawiając głęboką emocjonalną rysę w jego psychice. Długo nie mógł pogodzić się z tym jak z nią postąpił. Dał jej tyle nadziei – a potem odwrócił się plecami i odszedł. Wiedział, że to dla niego dobre rozwiązanie, ale cierpiał. Porzucił ją szukając normalnej relacji, idąc za głosem serca; oszukał obrazując się jako niemal doskonałego, złamał dane obietnice. Jego wizerunek samego siebie runął w gruzach a poczucie winy nieodłącznie towarzyszyło mu przez kolejne miesiące.

Rzeklibyście, że do tego momentu jest to standardowa, miłosna historyjka, jak jedna z wielu, nie kończąca się w pięknym stylu.
Niestety, zakończenie relacji nie ukoiło jego wnętrza. Zaczął odczuwać wewnętrzny ból, który ukryty lub ujawniony, towarzyszył mu niemal przez cały czas. Radość, energia i spokój zaczęły gdzieś znikać. Z czasem ulatniały się coraz bardziej. Zaczął unikać odpowiedzialności, przestał wypełniać swoje obowiązki, wegetował całymi dniami, resztką sił próbując utrzymać w miarę normalny sposób życia i relacje, na których mu zależało. Mimo to, życie traciło dla niego kolor i sens.

Najgorszy był ból, wypalający od wewnątrz trzewia, od którego nie było ucieczki. Miał silną wolę walki – próbował wszystkich sposobów, i nic nie pomagało. Wiedział że to coś, z czym do tej pory nie miał do czynienia – nie zwykły blok emocjonalny. Długie godziny spędzone na próbach przetransformowania tego bólu utwierdziły go w tym przekonaniu. Dawniej, rozprawiał się z problemami w tydzień lub dwa. A to trwało już miesiące. Czuł jak coraz bardziej opada z sił. Często ogarniały go destruktywne myśli, szukał ucieczki w nieświadomości, nic już nie cieszyło go, sen nie dawał odpoczynku. Nie mógł już ze sobą wytrzymać i nie znosił świata. W głowie przepływały setki myśli, plącząc się w jeden wielki chaos i stawiając go na granicy szaleństwa. Organizm i psychika kapitulowały.

Czuł, że musi coś zrobić. Napisał do zaufanego przyjaciela. Wydawał mu się jedyną osobą, która może w tej sytuacji coś zdziałać. Liczył na interwencję z zewnątrz, która, jak za dotknięciem magicznej różdżki, przywróci go do stanu, w którym wszystko było dobrze. Prawda okazała się inna. Gdy pierwszy raz zwrócił się do niego o pomoc, nie mógł opanować chaosu swoich myśli, był zdesperowany, gotowy zrobić wszystko, byleby się tak już nie czuć.

Dostał parę rad i użył całej dostępnej mu energii by wcielić je w życie. Już pierwszego dnia zaszły zmiany. Ból wciąż mu towarzyszył. Zrozumiał jednak, że nie musi grać w grę, dyktowaną mu przez to niszczące, palące uczucie. Zaczął uświadamiać sobie, jak wiele elementów w jego stylu bycia i myśleniu niszcząco wpływało na jego życie. Zrozumiał że to doświadczenie jest potężną lekcją. Przyparty do muru odnalazł w sobie siły do zmiany.

Przyjaciel sugerował, że w grę może wchodzić interwencja istot nadnaturalnych. Chłopak, z natury sceptyczny, wiedział jedno – to co mu doradzano pomagało. Nie było zagrożenia, bo nie wymagano od niego niczego, co by sugerowało złe zamiary przyjaciela. Dzięki samozaparciu i wysiłkowi woli znów podniósł się na nogi. Nie było łatwo – przychodziły wątpliwości i momenty załamania. Momentami myślał, że to wszystko na nic – i tak skończy jako śmieć, nie da rady. Ale nie poddawał się.

Każdego dnia chłopak koncentrował się na tym, by być spokojnym, unikać negatywnych emocji, niezdrowych zachowań i być jak najbardziej uważnym w każdej chwili. Unikał wszelkiego rodzaju „polepszaczy” humoru, które, w gruncie rzeczy i tak nic mu nie dawały, a często działały z odwrotnym skutkiem. Istniało wiele, mentalnych i fizycznych używek w które uciekał. Teraz musiał stawić czoła własnym demonom. Twarzą w twarz.

Zaczął też widzieć, jak świat wokół ucieka. Ludzie robili dokładnie tak jak on. W takich momentach czuł się wdzięczny za to, że czuje to co czuje i ma szansę coś zmienić. Czuł się świetnie z tym, że wreszcie patrzy „lękom w oczy”, trzeźwy, nie znieczulony. Czuł się jak wojownik, walczący o życie – wygra, lub zginie. To dodawało mu sił.

Pewnego dnia, rozmawiając z przyjacielem zrozumiał, co jest dla niego ważne w życiu. Właściwie, przypomniał sobie o tym. I wiedział, że nie chce tego stracić. Zobaczył, że ma cel, że jego życie może mieć jakąś wartość, jeśli mu ją nada. Kiedyś pełen pasji, teraz zagubiony – postanowił spisać listę celi, jakie chce osiągnąć w swoim życiu. Zawarł umowę z sobą. Niezmordowanie, krok po kroku wcielał te elementy w życie. Nadal czuł ból, ale bogatszy w zrozumienie natury sytuacji i doświadczeni, pilnował, by nie dać się ponieść negatywnym myślom. Zaufał przyjacielowi i otworzył się na niego, zyskując nie tylko sprzymierzeńca, ale i mentora. Zrozumiał – że tylko on, i nikt inny, jest odpowiedzialny za własne życie. Nawet, jeśli będzie obwiniał cały świat, łącznie z sobą – nic się nie zmieni. Wystarczy zacząć działać.

Ta historia miała miejsce naprawdę. Jej bohater wciąż ją pisze, nie wiedząc, jakie będzie zakończenie. Chciałbym, żeby była nauczką dla wszystkich tych, którzy zbytnio wierzą we własne siły, myśląc, że świat zewnętrzny nie ma na nich żadnego wpływu. Dla wszystkich uciekających od życia i odpowiedzialności za nie, oszukujących siebie i innych i nie zdających sobie z tego sprawy. Dla wszystkich tych, którzy ustawili swój żagiel w życiu na niepomyślne wiatry i myślą, że nie ma ratunku.

Desant na bazę chochlików

Otacza mnie mrok, chwilami ledwo co widać, widzę sytuacje z różnych ujęć, przez co łatwiej mi określić miejsce i cały przebieg akcji.
Potężna jaskinia, przywodząca na myśl naturalną kopułę, przed nami niebezpieczna i ukryta w ciemności droga w dół.
Jedyną możliwością poruszania są skalne platformy, które rozchodzą się od środka jaskini, mrok nie ułatwia nam działań, ale zarazem jest naszym sprzymierzeńcem.
Powoli i z rozwagą wybieramy platformy z każdym krokiem zbliżając się do dna jaskini.
Ostatnia platforma, wynurzamy się z mroku, tutaj już panuje światło, atakujemy z zaskoczenia, wszędzie popłoch i bieganina.
Zdobywamy pilnie strzeżony materiał, rozciągam przed sobą zdobycz, oglądając jego fakturę, wiem że jest bezcenny dla mieszkańców jaskini.
Kontrolujemy sytuację, daję też do zrozumienia wszystkim na około, że w każdej chwili mogę go zniszczyć, zbliżając go do ognia.
Przywódczyni plemienia nie ma innego wyjścia, zmuszona jest by z nami pertraktować.

Jak zmienić swoje życie? Cztery umowy Tolteków

Niezależnie od tego, czy zdajecie sobie z tego sprawę, czy też nie, każdy z nas zawiązuje umowy z własnym życiem. Najprościej mówiąc – są to sposoby myślenia, ścieżki naszych relacji z sobą samym i otoczeniem. W trakcie rozwoju tory naszego myślenia stają się coraz bardziej utarte, pojawiają się też owoce zasianych w umyśle ziaren. Dobra nasza, jeśli czynią nas szczęśliwymi, harmonijnymi ludzkimi istotami. Gorzej, jeśli jakiś szlak wiedzie nas prosto ku urwisku. Wtedy, zwykle na chwilę przed upadkiem zauważamy, do czego nas prowadzi i gorączkowo poszukujemy rozwiązania, zanim wpadniemy w tą umowną przepaść.

Mam dobrą wiadomość. Zmiana sposobów myślenia na takie, które będą się dla nas sprawdzać, przynosząc wymierne korzyści w życiu, jest możliwa. Tu i teraz.

W tym momencie możesz zawiązać nowy sojusz z życiem. Przemyśl to.

I Umowa

„Bądź nieskazitelny w słowach”

Najprościej wyjaśniając – bądź szczery i spójny w tym co mówisz. Wiedz że twoje słowa są wielką siłą wpływającą na rzeczywistość. Unikaj używania słów do sabotowania siebie i innych. Niech staną się narzędziem, które poprowadzi cię do miłości.

II Umowa

„Nie bierz nic do siebie”

Dla sporej części ludzi to zdanie może brzmieć dziwnie. Czy chodzi o to, żebyśmy ignorowali wszystko co się dzieje wokół nas, żyli bez pasji i emocji? Absolutnie nie.  Rzecz w tym, by zrozumieć, że każdy z nas ma własną wewnętrzną rzeczywistość  – i to co się w niej dzieje zależy tylko od niego. Każdy z nas jest odpowiedzialny za własne życie, jak bardzo by nie obwiniał innych. Chodzi o to, by wypracować w sobie stabilne, silne wnętrze, które będzie odporne na przeciwności losu i ataki innych, co pozwoli uniknąć „stania się ofiarą” rzeczywistości. Najprościej mówiąc – miej dystans!

III Umowa

„Nie zakładaj nic z góry”

Odnajdź w sobie siłę i realizuj to czego pragniesz. Masz jedno życie – jak chcesz je przeżyć? Czy, w obliczu zbliżającej śmierci chcesz żałować, że czegoś nie zrobiłeś? Myślę że nie.  Daj się ponieść energii życia i zaufaj sobie – bo tylko wystarczająco odważni by działać i ŻYĆ, mogą coś osiągnąć.

IV Umowa

„Rób wszystko najlepiej jak potrafisz”

Każdego dnia dążysz do perfekcji. Korzystaj z optimum swojej energii , a nie minimum. Każdego dnia jesteś w innej formie, ale nie ulegaj nigdy wymówkom – zawsze zrób wszystko najlepiej jak potrafisz. Skup się na działaniu a nie na jego efektach. Wtedy samo działanie wystarczy ci za nagrodę.

Umowa V*: Ucz się od Anioła Śmierci

Każdego dnia umieramy. Ta chwila już nigdy się nie powtórzy. Gdybyś miał jeden dzień życia, co byś zrobił? Czy straciłbyś go na zamartwianie się, kłótnie z bliskimi? To jest wiedza którą przekazuje nam Anioł Śmierci. Każdego dnia umieramy, w każdej chwili możemy stracić życie. Śmierć tylko wydaje nam się odległa, w rzeczywistości, tak jak życie, cały czas nam towarzyszy.  Przeżyj swój dzień tak, jakby jutro miało nie nadejść, a zrozumiesz, czym jest pełnia życia. Ponieważ uciekając od śmierci, uciekasz od życia.

Pozdrawiam!
Asti

Na podstawiem książki „Cztery Umowy” Don Miguela Ruiza

Deszcz meteorów

Naszą podróż rozpoczęliśmy od mostu na rzece mojego rodzinnego miasta, kierując się ku jego centrum, rozmawiając w zapamiętaniu nagle dostrzegamy wystrzelona z różnych miejsc rakietnice.
W pierwszej chwili przychodzi nam na myśl, że to sztuczne ognie, ale po chwili okazuje się że byliśmy w błędzie. Przypomniałem sobie w tym momencie pewien sen związany z dziwnym zjawiskiem na niebie i zaczynam opowiadać swoim towarzyszom, okazuje się że nie dane będzie mi dokończyć, ostrzegawczych rakietnic jest coraz więcej, dostrzegam na niebie niewielki ognisty rozbłysk, który w błyskawicznym tempie się rozrasta.
Myślę sobie z przekąsem, no ładnie, supernowa, już po nas, zaraz nas z anihiluje.
Na szczęście lub nasze nieszczęście okazuje się, że to ogromny deszcz meteorów, które z ogromną prędkością mkną w naszym kierunku, część weszła już w atmosferę, szukamy w pośpiechu schronienia, biegnąc co sił w nogach. Pierwsza fala zaczyna niszczyć budynki, jakimś cudem udaje się nam uniknąć tragedii.

Sceneria się zmienia, widocznie każdy na swój sposób szuka schronienia, nie wiem dlaczego, ale wybieram świat Sieci, udaje mi się schować w wirtualnym świecie, od normalnej rzeczywistości oddziela mnie przezroczysta bariera. Przed wejściem do sieci pojawiają się jaszczurzoludzcy „kosmici”, starają się sforsować interfejs który pozostał po drugiej stronie, dotykają go głowami, ale bez powodzenia.
Tłumaczę to sobie, że starają się swoim umysłem przeniknąć bariery, co im się nie udaje.

Mija nieokreślony czas, to może być rok jak i dziesiątki lat.
Pojawiają się pewne symbole.
Pierwszy z nich to gitara porośnięta bluszczem o mocnych konarach, co wskazuje na to że jednak minęło sporo czasu.
Zaczynam zrywać z pudła rezonansowego i najmniejszych zakamarków gitary wszelkie przejawy wijącego się bluszczu.
Drugim symbolem jest nagrobek, a dokładniej, płyta nagrobna zdobiona złotymi literami i jakimś kształtem przypominającym konar drzewa.
Część z tych napisów jakimś cudem przeniosła się na moje plecy, tak jakbym stał się częścią nagrobka.

Morał z tego taki 😉

Nawet najlepsze schronienie, może stać się twoim grobem.

Działanie medytacji

Fragment książki Margit i Ruediger Dahlke: Księga medytacji. 138 technik. Przewodnik dla każdego znaku zodiaku,
wydanej przez Wydawnictwo KOS,
Katowice 2001.

Stres to najważniejszy problem człowieka Zachodu. Objawia się on nerwowością, pobudzeniem, skurczem mięśni i przemęczeniem. Terapeuci uznają go za przyczynę wielu chorób cywilizacyjnych. Jako reakcja na bodźce zewnętrzne, wytrąca nas on z wewnętrznej równowagi. Wszystkie życiowe funkcje organizmu (trawienie, po­wstawanie i usuwanie komórek) zostają ograniczone, nasilają się wszystkie funkcje pobudzające. Organizm przygotowuje się do wal­ki lub ucieczki. W pewnych sytuacjach jest to konieczne. Dzięki reakcjom stresowym mamy dostęp do wielu środków zaradczych, dzięki którym można adekwatnie i skutecznie reagować na bodźce zewnętrzne, po czym wrócić do stanu równowagi i spokoju.
Czytaj dalej Działanie medytacji

Wielkość

Moje Trzecie Imię…
Rzeka mojego dzieciństwa, kąpałem się w niej, łapałem ryby, tak wiele dni spędziłem w jej pobliżu. Pamiętam jak dziś, byłem małym „szkrabem”, któremu nie chciało się iść na jakąś lekcję, bo jak tu nie iść skoro Rzeka wylała.
Jak można przepuścić taką okazję, potworzyły się zakola w których zostało uwięzionych mnóstwo ryb.
Pamiętam radość jak brałem ryby w dłonie i wrzucałem je do Rzeki. Po latach idąc jej brzegiem napisałem kilka słów….

Idę, a razem ze mną idzie rzeka
Już tyle lat idziemy razem
Już tyle lat się znamy
Kojący jej głos
Pokazuje mi prawdziwy świat
Ptaki i drzewa,
Słońce i wiatr
Pomagają jej ,a
My dalej razem wspólnie idziemy…

Ale nie o tym chciałem pisać, intencja obudziła wspomnienia, a intencję obudził fragment filmu i pewien „sen” może sprzed kilkunastu miesięcy.
Szedłem w górę rzeki swojego dzieciństwa, nie o suchej stopie brzegiem, ale jej nurtem przez środek. Łapałem siecią ryby, były różnokolorowe, kto by pomyślał że w naszych rzekach pływają tak egzotyczne ryby;)
A życie płynie i wątki się splatają, słowa, sny, wizje…

masai-eirene-aniteri 2006-03-01 21:42:44
skomentuj (0) Istota z ognia stworzona…
Fizyczne ograniczenia odpadają, sposób myślenia i postrzegania diametralnie inny od ludzkiego. Brak ograniczeń w wielu kwestiach….
Duma tu też słabe ograniczenia…często ogranicza spektrum postrzegania niby tak wolnej istoty.
A już rozmawiać z człowiekiem to już obraza majestatu, no chyba że w interesach lub u wyjątkowych przypadków duma z chodzi na plan dalszy.
Poruszanie się w „przestrzeni” i „czasie”, pełna swoboda, nie trzeba pytać od drogę, co gdzie i jak trafić.
Człowiek zaś jak to się mówi „koniec języka za przewodnika” i tu nie tylko chodzi o drogę ale o najmniejsze elementy bytu nad którymi człowiek się zastanawia i powstają pytania.
Zdarzają się przypadki wśród ludzi, że szukają odpowiedzi na jedno pytanie przez całe życie…
Jeśli jest pytanie to i jest odpowiedź, patrząc na drugą stronę totalne przeciwieństwo. Sposób istnienia, myślenia i poruszania się wyeliminował pytania, jakże odmienny to stan istnienia…

masai-eirene-aniteri 2006-03-01 22:31:45
skomentuj (4) Powiadasz inne Dusze…
Być może, ale to „co było kiedyś” tkwi w nich nadal, przepojone tęsknotą w milczeniu
Wystarczy ciepło dłoni
Dotknięcie spojrzeniem
Ty znasz klucz, który idzie w uśmiechu
I wcale nie musi być pierzastej pościeli czy starej wiekowej słomy
Czy zielonej, leśnej polany spalonej letnim słońcem
Brakuje mi wieczorów w utuleniu i tych dźwięków sennych, Ty wiesz o jakie chodzi…
Spacerów, pod gwiazdami w powrocie do domu z nocnej zabawy, przez okolicę bezludną
Krzyków na całą okolicę, gdy kot zabłąkany, pośrodku nocy brykał po polu będąc potworem strasznym, co na życie niewieście nastaje
Dotknij mnie tylko….a ja już Ci pokażę Anioła;)
Dotknij mnie czule…

masai-eirene-aniteri 2006-03-06 21:00:00
skomentuj (0) Siostra Malakai…
Tak dawno to już było
Ona przyszła pierwsza by pamięć mą rozbudzić
Ukazując to co mi nieznane i tych z dawnych wieków
Postawiłem pytanie dlaczego Ty, odpowiedź była żartem „Bo nikt inny nie chciał, ale mówiąc już poważnie odpowiednia osoba do odpowiedniej osoby…”
Siostra Cesarzowej, ciekawa świata i ludzi, poznawanie jej napędem i pasją
Ciekawe cóż teraz porabia?
Czasami jest tak, że szczegóły zacierają się w naszej pamięci, cisza nocy przywołuje i podkreśla szczegóły, a nawet gdy nie ma ciszy wiele zdarzeń odtwarza się w moich myślach.
Jej Siostra podczas pierwszego spotkania, dużo opowiadała, a ja szedłem obok zastanawiając się „a czemu ja”, „dlaczego”, podczas tej rozmowy wiele rzeczy zaczynało nabierać innych barw. Stawiając pytanie dowiedziałem się co było między innymi powodem naszego spotkania, sprawiła ta odpowiedź lekką trudność Cesarzowej…
„Jestem Matką i jak każda matka martwię się o swoje dzieci, na pewno to rozumiesz.
W przyszłości może się tak zdarzyć, że któreś moje dziecko może zginąć…”

masai-eirene-aniteri 2006-03-08 22:24:15
skomentuj (0) Kiedyś, kiedyś, a może właśnie teraz…
Wchłonięty przez noc
Ciepłem dłoni* rozpoznany
Potrójnym światłem przeniesiony
Żarem przeciwstawię się bólowi**
Wiatrem mych intencji wyjdę mu naprzeciw***
Nurtem rzeki w fali tęczy
Wsączę szepty morza życzeń, a
Na zewnątrz uśmiech w cieple dłoni.

* „podczas wizji wytworzone ciepło, pierwsza część twego daru”
Ciepło przejawiało się w różnych sytuacjach, były chwile, kiedy gdzieś jadąc czułem się chodząco-jadącym ogniskiem.
Ilekroć siądę i zamknę oczy, widzę dwie latarnie, kilka lat temu spotkałem się ze znajomą, która ma szczątkowy dar, a jeżeli nawet coś więcej, to jej tryb życia nie pozwala na więcej…
Poszliśmy na piwo, knajpa w środku Rynku, siedzimy i rozmawiamy, jej dłonie wiele czują. Byliśmy małą atrakcją, możliwe że ktoś z boku zastanawiał się „co ona robi z tymi dłońmi”.
Jej dłoń nad moją dłonią, chwila koncentracji i odpowiedniego nastawienia i zaczęło jej brakować wzrostu bo musiała wstać…
Dziwiło ją to bardzo, mnie zresztą też, bo nigdy z czymś podobnym się nie spotkała.
** „zadanie”
*** „to nad czym musisz nauczyć się panować”

masai-eirene-aniteri 2006-03-08 23:16:00
skomentuj (0) Pamiętasz…
Pojechałaś kiedyś do Krakowa, to był ciężki dzień…
Chciałaś tej nocy wykrzyczeć swój smutek
Nie zastanawiając się wiele postanowiłaś, że napiszesz do kogoś
Znalazłaś w swoich zapiskach jakiś numer, ale nie wiedziałaś do kogo należy
Tak Życie pokierowało, że to ja dostałem wiadomość
I siedzi sobie facet w środku nocy, zastanawia się i głowi od kogo mógł to dostać
Twoje słowa wzbudziły we mnie odpowiedź…

…więc siądę i przejdę
Odnajdę
Myślą jasna dotknę
W nurcie rzeki zniknę
Bo to, co odnalezione
Nigdy niezgubione.

I wtedy było po równo, Ty zastanawiałaś się kto odpisał i dlaczego w ten sposób…

…a ja nadal każdej nocy dotykam Cię myślami

masai-eirene-aniteri 2006-03-09 00:12:27
skomentuj (1) Chwila z życia kropli wieczna jest w pamięci…
Czasami tak mam…majestatyczna bezgraniczność Wszechświata, a tu nagle… i mój pokładowy GPS wariuje i wszystko bierze „w łeb”…

Raz było to tak…

Wpadłem do „głowy” pewnego kloszarda i jego „bazy” gdzie się zatrzymał;), co się na słuchałem i po odczuwałem jego i tego co go otaczało…

Innym razem tak…

Czuję wiatr, stojąc na środku ogromnego placu, wpatruję się w swojego rozmówcę, przysiadł on na schodach jakiegoś pomnika, opowiadając mi o swoim życiu. Słuchając jego opowieści rozglądam się dookoła, w oddali dostrzegam kopuły Świątyń, przypominające zwieńczenia niczym jak Hagia Sophia…
Przechodzimy przez miasto, mój rozmówca pokaże mi gdzie mieszka. Trafiamy do miejsca usianego przez malutkie domki lepianki.
Klimat jest gorący, więc mieszkania są pod ziemią. Dach jego domu jest odsłonięty, a na powierzchni bawią się jego dzieci, śpiewają, machają i uśmiechają się do mnie…

Ostatnio…

Woda była krystalicznie czysta, promienie światła docierały na samo dno. Piasek czysty tu i ówdzie koralowce, otwarte morze, zarazem jakby pokój. Nad sobą w odległości kilkunastu metrów dostrzegam powierzchnię wody połyskującą w świetle słońca.
W pewnym momencie chcę wypłynąć, okazuje się że jakaś siła mi to uniemożliwia, po kilku próbach dociera do mnie fakt….
Nie żyję, podpływam do swojego ciała leżącego na dnie, sam ten fakt nie budzi we mnie jakiś gwałtownych uczuć, dostrzegam ludzi, a raczej duchy i nawiązuję z nimi rozmowę, wprowadzają mnie…. Nawet nie wiem jak bardzo chce mi się pić, dociera to dopiero do mnie wtedy gdy jakaś dziewczyna przynosi mi trochę gazowanego napoju i błogosławię ją za to „gdzie udało Ci się to zdobyć”
Później uczę się opanowywać oddziaływać na rzeczy, które zostawiłem za sobą, na tamten świat…
Uczucia jakie powstają gdy myślę, o tym do czego wrócić nie mogę…są nie do opisania.
Nie ma powrotu, to nie chwilowy wyjazd, to wieczność.
Najbliżsi…Dlaczego tak wcześnie…Przeogromna tęsknota, ale świadomość że tam nie można już wrócić tylko ją potęguje.
Ale zarazem czujesz siłę i nadzieję….”Nadzieja umiera ostatnia”

Szedłem z jakaś kobietą śmiała się widząc moje zachowanie, wznosiła oczy do nieba, gdy widziała moje wygłupy, gdy dotykałem mijanych ludzi.
Gdy dochodziłem do siebie, miałem trudności z określeniem czy jestem tu, czy tam….
Żyję, czy nie żyję…

„Prawdziwa Księga Południowego Kwiatu”

„Pewnej nocy Zhuangzi śnił, ze przemienił się w motyla…
Unosząc się beztrosko w powietrzu zapomniał, że jest Zhuangzi. Ale…
Kto tak chrapie?
Być może Zhuangzi jest motylem, być może motyl jest Zhuangzi…”
masai-eirene-aniteri 2006-03-14 22:33:06
skomentuj (0) Wielkość…
Ostatnimi czasy usłyszałem jak mówi się o Amadeo Modigiliani…za którymś razem, gdy usłyszałem więcej szczegółów z jego życia, pojawiła się we mnie myśl „Poświęcenie”.
Co jest miarą wielkości człowieka?
Można mnożyć wiele przykładów i określeń, ale wszędzie moim zdaniem pojawia się słowo „poświęcenie”.
Dla pasji, sztuki, dla drugiego człowieka, są też i negatywne znaczenia „poświęcenia”, ale zawsze to słowo jest związane z miarą człowieka.
Cytując pewnego Wielkiego Człowieka, jest coś jeszcze…
„Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący….”

2006-03-20 23:00:09

Chwila z życia kropli wieczna jest w pamięci…

Czasami tak mam…majestatyczna bezgraniczność Wszechświata, a tu nagle… i mój pokładowy GPS wariuje i wszystko bierze „w łeb”…

Raz było to tak…

Wpadłem do „głowy” pewnego kloszarda i jego „bazy” gdzie się zatrzymał;), co się na słuchałem i po odczuwałem jego i tego co go otaczało…

Innym razem tak…

Czuję wiatr, stojąc na środku ogromnego placu, wpatruję się w swojego rozmówcę, przysiadł on na schodach jakiegoś pomnika, opowiadając mi o swoim życiu. Słuchając jego opowieści rozglądam się dookoła, w oddali dostrzegam kopuły Świątyń, przypominające zwieńczenia niczym jak Hagia Sophia…
Przechodzimy przez miasto, mój rozmówca pokaże mi gdzie mieszka. Trafiamy do miejsca usianego przez malutkie domki lepianki.
Klimat jest gorący, więc mieszkania są pod ziemią. Dach jego domu jest odsłonięty, a na powierzchni bawią się jego dzieci, śpiewają, machają i uśmiechają się do mnie…

Ostatnio…

Woda była krystalicznie czysta, promienie światła docierały na samo dno. Piasek czysty tu i ówdzie koralowce, otwarte morze, zarazem jakby pokój. Nad sobą w odległości kilkunastu metrów dostrzegam powierzchnię wody połyskującą w świetle słońca.
W pewnym momencie chcę wypłynąć, okazuje się że jakaś siła mi to uniemożliwia, po kilku próbach dociera do mnie fakt….
Nie żyję, podpływam do swojego ciała leżącego na dnie, sam ten fakt nie budzi we mnie jakiś gwałtownych uczuć, dostrzegam ludzi, a raczej duchy i nawiązuję z nimi rozmowę, wprowadzają mnie…. Nawet nie wiem jak bardzo chce mi się pić, dociera to dopiero do mnie wtedy gdy jakaś dziewczyna przynosi mi trochę gazowanego napoju i błogosławię ją za to „gdzie udało Ci się to zdobyć”
Później uczę się opanowywać oddziaływać na rzeczy, które zostawiłem za sobą, na tamten świat…
Uczucia jakie powstają gdy myślę, o tym do czego wrócić nie mogę…są nie do opisania.
Nie ma powrotu, to nie chwilowy wyjazd, to wieczność.
Najbliżsi…Dlaczego tak wcześnie…Przeogromna tęsknota, ale świadomość że tam nie można już wrócić tylko ją potęguje.
Ale zarazem czujesz siłę i nadzieję….”Nadzieja umiera ostatnia”

Szedłem z jakaś kobietą śmiała się widząc moje zachowanie, wznosiła oczy do nieba, gdy widziała moje wygłupy, gdy dotykałem mijanych ludzi.
Gdy dochodziłem do siebie, miałem trudności z określeniem czy jestem tu, czy tam….
Żyję, czy nie żyję…

„Prawdziwa Księga Południowego Kwiatu”

„Pewnej nocy Zhuangzi śnił, ze przemienił się w motyla…
Unosząc się beztrosko w powietrzu zapomniał, że jest Zhuangzi. Ale…
Kto tak chrapie?
Być może Zhuangzi jest motylem, być może motyl jest Zhuangzi…”

2006-03-14 22:33:06

Pamiętasz…

Pojechałaś kiedyś do Krakowa, to był ciężki dzień…
Chciałaś tej nocy wykrzyczeć swój smutek
Nie zastanawiając się wiele postanowiłaś, że napiszesz do kogoś
Znalazłaś w swoich zapiskach jakiś numer, ale nie wiedziałaś do kogo należy
Tak Życie pokierowało, że to ja dostałem wiadomość
I siedzi sobie facet w środku nocy, zastanawia się i głowi od kogo mógł to dostać
Twoje słowa wzbudziły we mnie odpowiedź…

…więc siądę i przejdę
Odnajdę
Myślą jasna dotknę
W nurcie rzeki zniknę
Bo to, co odnalezione
Nigdy niezgubione.

I wtedy było po równo, Ty zastanawiałaś się kto odpisał i dlaczego w ten sposób…

…a ja nadal każdej nocy dotykam Cię myślami

2006-03-09 00:12:27

Rozmowy „podprzestrzenne” z Niką

Pewnego lata
Rozmawiamy, a tematem są ludzie, z którymi się spotkałem, a których znałem na odległość wcześniej.
– Wydaje Ci się Masai, że spotykając tych ludzi, z którymi wcześniej rozmawiasz, to poznasz ich lepiej, bardziej zrozumiesz i tu jesteś w błędzie. Zanim ich spotkasz, Ty znasz ich już na wskroś. Jeszcze nie umiesz tego docenić, dostrzec…

… – Zazdroszczę Ci Masai.
– Ty mi zazdrościsz? Ty? (w duchu myślę, kto jak kto, ale TY???)
– Wiele otrzymałeś, jeszcze nie czas byś teraz walczył, ale Twój czas nadejdzie i wtedy docenisz „prezent”.
Patrzy się na mnie, z przymrużonymi oczami, chwila milczenia, jakby szukała czegoś we mnie.
– Zaskakujesz mnie, Twój Duch zna Legendę…zostawiła mi na koniec kilka rad i odeszła zostawiając mnie w konsternacji.
O Legendzie to przy innej okazji;)
Kiedyś przed latami, pewnej zimy, idąc skoro świt na autobus do Wielkiego Miasta, ciemno, ponuro i na pewno nie ciepło. Szedłem parkiem zapatrzony w korony drzew, pisząc kilka myśli…

Korony drzew podpierające niebo
W wschodzącym słońcu wyrzeźbione
Każdy swój szczegół odsłaniają
W ramionach wielokształtnych
W swoim cieniu
Niczym anioły słońce witają

A później nie wiem co mnie naszło, teraz wiem, że to anomalie czasowo przestrzenne zrobiły dziurę nożyczkami, przepuszczając to i owo;)

A cóż to za rycerz na starej szkapie jedzie, w pordzewiałej zbroi
Nędzną imitację kopii dzierży w dłoni,
Ale gdzie jego wierny kompan, z którym już od tylu wieków
Tworzą legendę czynów wspaniałych
Przez tak wielu naśladowanych,
Ale nikt nie dorówna tym dwojgu
To tylko marne odbicia czynów wyśmienitych
Niepokonanego duetu

2006-02-24 20:15:12

Człowiek i Demon

Demon -„Ja jestem Rozkładem i Zniszczeniem dla wielu jestem Śmiercią.
Zabierzemy to ciało, skoro wobec innego ciała zmieniły się plany.
Dzień po dniu zacznie się rozkładać…
Ty mi nie wierzysz?”

Człowiek – Nie.
W duchu myśląc „uwierzyłem Temu Który Oddał Za Mnie Życie, nie po to aby teraz uwierzyć temu, który chce mi je odebrać.”

2006-02-15 10:15:39

Stąpanie po Aniołach…

Budynek był ogromny, wiele pomieszczeń, wszędzie pełno ludzi.
Labirynt pokoi, drzwi, długich i krętych korytarzy.
Szukam „czegoś” i nie zamierzam się poddać.
W pewnym momencie idę boso, w pierwszej chwili myślę, że powinieniem zawrócić, by odnaleźć buty, ale to tylko moment zawahania.
Szukam dalej…
Odnajduję Drzwi, wchodzę do wielkiego pomieszczenia, okazuje się że jest to Świątynia.
W oddali dostrzegam Ołtarz, wszystko jest bardzo stare, przesiąkam atmosferą miejsca.
Części niektórych elementów są jakby zniszczone i być może są odnawiane, ale pojawiają się też mysli, że to tak ma wyglądać.
W centralnej części Świątyni przy Ołtarzu, najzwyklejsza ziemia jest podłogą.
Ściany idą po linii okręgu, za to zadziwiająca jest podłoga, która rozciąga się przede mną.
Setki, tysiące rzeźb Aniołów, widzę ich twarze, skrzydła, tak jakby podtrzymywały wszystko…
Stąpam po Nich delikatnie, czując każdy krok, dostrzegając najmniejsze szczegóły ich twarzy, powoli wychodzę.

A na jawie w świetle dnia szukam wyjaśnienia snu.

„bose stopy – to symbol dobrowolnego ubóstwa ze względu na Chrystusa, który ” stał się ubogim, aby nas ubóstwem Swoim ubogacić” (2 Kor 8, 9).
Wyrażają też one gotowość do podjęcia każdej woli Bożej, choć realizacja Bożych zamierzeń często rani ogołocone stopy.”

Prowadząc rozmowę z kimś znajomym, nagle dostrzegam następstwo zdarzeń, których sen był zapowiedzią.
Odwiedzają mnie…

2006-01-20 13:21:48

Widzenie…

Kiedyś w zamierzchłych czasach;) pewnego wieczora stanąłem przed oknem, z dużo nie widziałem, ale pojawiło się odczucie, które przywiodło mi na myśl pomarańczowe niebo, zapisałem wtedy to widzenie…

Ilekroć widzę takie niebo jak dziś, przypomina mi się nasze drzewko pomarańczowe.
Kolor drobnych kwiatów, które później przerodziły się w małe słoneczne kuleczki, będące ozdobą naszego ogrodu.
Pamiętam jak dziś, pomarańczowe słońca w morzu zieleni.
Byliśmy tacy dumni, jakby to było ostatnie drzewko pomarańczowe na ziemi.
Ile było śmiechu zachodu, biegania wokół drzewka, aby niczego mu nie brakowało.
Ono tak cierpliwie nas znosiło, te nasze humory „może jeszcze czegoś mu brakuje?”, „czy o niczym nie zapomnieliśmy?”, ale naprawdę było warto.
Spoglądając dziś na niebo o świcie, oglądam i odżywa wszystko jakby to było wczoraj.
Nasze drzewko pomarańczowe, od tylu lat już kwitnie.

2006-01-15 21:27:23

Matrix

Żyjemy w nim od pierwszego oddechu, aż do ostatniego… Nie poznasz wcześniej czym jest, dopóki osobiście nie wyrwiesz się z niego. A i to niewiadomo, czy odnajdziesz w sobie na tyle siły, by się w nim z powrotem nie zanurzyć.

Od pierwszych chwil życia uczą cię jak masz w nim funkcjonować – co myśleć, co i jak mówić, co i jak czuć, jak wyrażać emocje i uczucia. W to wszystko wprowadzają nas niczego nieświadomi najbliżsi – rodzice, powielający te same wzorce, które stosowali ich przodkowie, ponieważ innych nie znają.

Wykształcają w nas agresję, przemoc, pogardę dla życia, terroryzm, obojętność na zabijanie – mentalność niewolnika, który ma wykonać tylko to, co mu każą, z wyłączeniem myśli i odczuć. Mamy być jak roboty, które nie myślą i nie czują. Przechodzimy nad tym do porządku, niczego nie zauważając. Po co myśleć, skoro inni robią to lepiej od nas – czy wiedzą więcej? Czy są ekspertami?… Dla kogo ekspertami?

Nauczono nas polegać na oczach, na tym co widzimy. Dlaczego nasze serca nie czują tego samego, co oczy widzą? Dlaczego czując ból boimy się go zidentyfikować, dlaczego boimy się palcem pokazać sprawców tego bólu?

System zabrania pociągnięcia do odpowiedzialności kata – lepiej pozwolić na niszczenie ofiary, niż rozprawić się z nim. Tym katem często jest osoba najbliższa – nieświadomy rodzic.

Nie oburzaj się, przecież jesteś oswojony z agresywnością i przemocą pod każdą postacią, jaką w domu stosowali rodzice i starsze rodzeństwo, często robiąc z najsłabszego członka rodziny kozła ofiarnego. Obojętnie przechodzisz obok bitego dziecka, nie reagujesz na agresję młodych gniewnych bojąc się, że tobie wyrządzą krzywdę. Matrix. Nie wychylać się, podporządkować całkowicie systemowi. To nasza filozofia na życie.

Zafałszować prawdziwe uczucie miłości, żebyś nie odkrył jej siły. Komu na tym zależy? Tobie? Twoim rodzicom? Dziadkom? Praprzodkom? Dlaczego jest w nas tyle strachu i przerażenia, chociaż najczęściej temu zaprzeczamy, nie chcąc lub bojąc się sięgnąć głębiej, jakbyśmy widzieli w tym zagrożenie a nie uwolnienie… Matrix w czystej postaci.

Przymus powtarzania

Okrucieństwo człowieka nie jest mu przydzielone z nieba, lecz powstaje w nim za przyczyną jego rodziców i wychowawców, tworzy się pod wpływem okrutnego traktowania.
Alice Miller Twoje ocalone życie

  • Czy człowiek, który upokarza dziecko i sprawia mu ból, robi to dla jego dobra?
  • Czy to dziecko, gdy dorośnie, będzie przez to lepszym człowiekiem? Czy może będzie nieświadomie szukać słabszych od siebie, by na nich odreagować swoją wściekłość za to, co mu uczyniono, gdy był bezbronny i zależny od swoich opiekunów?

Przemoc najczęściej rodzi taką samą przemoc, jakiej człowiek doświadczył w dzieciństwie, znosząc maltretowanie fizyczne i psychiczne, molestowanie czy gwałt z rąk najbliższych, którzy byli traktowani przez swoich rodziców czy dziadków w identyczny sposób, w jaki traktują swoje potomstwo, w imię dobrego wychowania i odpowiedniego przygotowania do życia w społeczeństwie.

Pytam się, w jakim społeczeństwie? W takim, gdzie – w większości – pojedynczy człowiek był bity i poniżany, pozbawiany wolności wyboru i decydowania o sobie w imię „naszego wspólnego dobra”? Gdzie oswajano go z okrucieństwem i przemocą na co dzień w myśl zasady, że to, czego się nie zauważa, nie istnieje? I takie traktowanie nauczono nas nazywać MIŁOŚCIĄ?

Jeżeli źródłem przemocy – pod każdą postacią – jest miłość, to czym jest nienawiść, wściekłość czy gniew? Które z tych uczuć jest uczuciem wyższym, które każe troszczyć się i chronić życie ludzkie?

Dziecko, które żyje cały czas pod presją musi się nauczyć wypierać prawdziwe uczucia, musi im zaprzeczyć, inaczej jego życie i zdrowie jest zagrożone – i to zagrożenie płynie ze strony osób, którym powinna przyświeca miłość i troska przy kształtowaniu osobowości małego człowieczka. A potem słyszymy, że bicie wyszło na dobre, bo zrobiło z niego porządnego człowieka… Takiego porządnego, który tę samą przemoc zastosuje przy wychowaniu swojego ukochanego dziecka?
Bardzo często ofiara staje się katem…

Potrafimy w większym lub mniejszym stopniu dzielić się radością, ale musimy również w jakiś sposób odreagować to, czego doznaliśmy a czego nie pozwolono nam wtedy ujawnić. Stłumiliśmy wściekłość na rodziców, że nami manipulowali i wykorzystywali tak samo, jak dziadkowie manipulowali i wykorzystywali ich, gdy byli dziećmi.

Dziś ktoś mi powiedział, że wszędzie widzę podstęp. Nie wszędzie, ale na pewno widzę tam, gdzie ktoś mnie próbuje upokorzyć. Traktuje z buta – jak się wyraził ktoś inny, kto jest świadkiem podobnych rozmów. Po ostatnich praktykach takiego traktowania, nie mogę pozwolić sobie na uległe podporządkowanie, bo trafiam na człowieka, który nie uświadamiając sobie co robi, stosuje słowną przemoc, ponieważ mu nie odpowiada moja osoba i to, co sobą reprezentuję. To już nie jest mój problem, z którym mam się uporać.

Ślimak

Jesteśmy w górach, dokoła pełno asfaltu i ludzi, być może jest to wynikiem moich myśli na jawie, że polskie góry są chwilami zadeptywane przez ilość ludzi i samochodów.

Dostrzegam na kamieniu dużego, przezroczystego ślimaka. Jego kolor jest bardzo delikatny ledwo co przebija, pomarańcz, ukazujący całe wnętrze ślimaka.
Przybliżam się i mój wzrok staje się jakby szkłem powiększającym, zaglądam w głąb ślimaka, dostrzegam jakby dwa narządy.
Jeden szczególnie się wyróżnia bo jest największy, pierwsza myśl że przypomina jabłko.
Zwiększam powiększenie, dostrzegam najmniejsze szczegóły, różnicę w kolorach narządu i pomimo takiego zbliżenia widzę wciąż jabłko. Sercem ślimaka jest „jabłko”.

W realu zacząłem zastanawiać się nad tym co widziałem, ślimak nie jedną ma symbolikę.

Znalazłem coś takiego:
„Ślimak, po hiszpańsku caracol, (w języku tsotsil „puy”), to od dawien dawna bardzo ważny symbol Indian zamieszkujących stan Chiapas. W niektórych regionach ślimak był uważany za święte zwierzę i symbolizował „wchodzenie” do serca oraz jednocześnie „wychodzenie” z serca. Ślimakiem nazywano te ż wspólnotę, aby słowo przechodzące od jednej osoby do drugiej doprowadziło do narodzin porozumienia.”

Ślimak to ja, ale czy sięgnę po owoc w swoim sercu?

Fabryka snów - sztuka śnienia, bajki terapeutyczne, rozwój