Programowanie biokomputera

Wielu z nas z pewnością zastanawia się, jak działamy, jaki wpływ mają na nas sugestie z lat dzieciństwa, środowiska, w którym wyrastaliśmy. Dlaczego jednym wszystko gładko przychodzi, innym zaś jakby ktoś rzucał kłody pod nogi. Dlaczego jedni są bardziej asertywni, inni nieśmiali, czy gburowaci.

Jednym się wszystko udaje, innym rozsypuje w rękach.

Jeśli znasz się na pisaniu programów dla komputerów, ten problem masz z głowy, ponieważ wiesz, jak taki program powstaje i zanim go zaczniesz pisać dokładnie planujesz, jakie ma spełniać wymagania, jak ma działać.

Co w nim zapiszesz, to będzie uruchomione. Starasz się przewidzieć, co ma wykonywać, a podczas pisania sprawdzasz go na obecność błędów. Kiedy program jest gotowy podpisujesz się pod nim i bierzesz całkowitą odpowiedzialność za jego działanie.

Do pisania programów komputerowych potrzeba wiedzy, konsekwencji i cierpliwości, zdolności przewidywania i trzymania się ścisłych procedur programowania, logicznego myślenia.
Przy wychowywaniu dzieci rodzice nie mając wiedzy ani świadomości, jak ich pociechy będą w przyszłości funkcjonowały, piszą program wychowawczy swoich dzieci według własnych wyobrażeń.
I różnie to później wygląda…

Kiedy rodzi się pierwsza pociecha, rodzice często są wystraszeni, nie wiedząc jak z takim człowieczkiem postępować. Dziadkowie są uszczęśliwieni, że mają wnuka. Wtedy zaczyna się odpowiednia tresura. Rodzice są zdominowani przez własnych rodziców, bo przecież oni nas wychowali i wiedzą jak to się robi, ale nie zauważamy, jak często już na samym początku dochodzi do krzywdy tego, który jest pośrodku – dziecka.
Babcia z dziadkiem rozpieszcza, bo na swoje dzieci nie mieli czasu zajmując się zapewnieniem bytu rodzinie, prawowici rodzice natomiast zaczynają malucha dyscyplinować, bo jest nazbyt spontaniczne, a to działa na nerwy, budzi zniecierpliwienie.
Walka rodziców i dziadków odbija się na dziecku, które w tej sytuacji jest zdezorientowane, bo dziadkowie pozwalają na wszystko, mama i tata zakazują.

Przykładem niech tu będzie trochę zmodyfikowana sytuacja, obrazująca takie postępowanie.
Dziecko jest u dziadków „na służbie”, bo nie było miejsca w przedszkolu, zresztą dziadkowie lepiej się zajmą wnukiem. Dziecko bawi się zabawkami u dziadków, rozwalając je po całym mieszkaniu. Przychodzi czas powrotu do domu, babcia zbiera porozrzucane zabawki, bo wnuczek jest właśnie na etapie mówienia NIE wszystkiemu i wszystkim. Babcia i dziadek wychodzą z założenia, że wnuczek z tego wyrośnie i ustępują mu na każdym kroku.

Gorzej się ma sytuacja z rodzicami. Oni już nie są tak tolerancyjni, nie mają ani czasu ani ochoty denerwować się humorami pociechy. Jest rozkaz pozbierania zabawek bez dyskusji, a jak nie, to groźba, że zabawki wylądują w śmietniku albo będą oddane dzieciom sąsiadów. Jest to sekwencja zapisana w programie dziecka – nie wolno okazywać rodzicom buntu, bo mnie ukarzą, a najczęściej mama powie, że mnie nie kocha, odpychając od siebie. Takie postępowanie to upadek w przepaść przerażenia. Dziadkowie pozwalają, rodzice zabraniają – kogo mam słuchać?!
Jest to zapis, który będzie działał w przyszłości.

Rodzina powiększa się o następnego potomka.
Mama zajmuje się niemowlakiem nie pozwalając starszemu dziecku zbliżać się do malucha, bo skrzywdzi maleństwo, albo nie daj Boże upuści na podłogę…
„Mama mnie nie kocha, bo ma nowe dziecko”. Jest to rozumowanie dziecka, którego nie przewidują dorośli. W ten sposób uczy się nienawiści, złośliwości, które będą rekompensować brak uwagi ze strony rodziców czy dziadków. Odbije się to na młodszym rodzeństwie.

Jest to następny zapis, który da znać o sobie już w bliskiej przyszłości, podczas wspólnych zabaw, przekazaniu opieki nad młodszym dzieckiem starszemu z rodzeństwa, bo rodzice znów zajmą się zabieganiem o lepszy byt dla całej rodziny.
Dzieci przejdą pod opiekę dziadków, gdzie sytuacja z domu znów się powtórzy – więcej uwagi dostanie młodsze, starsze będzie myślało, że całą miłość straciło na rzecz młodszego. Nikomu z dorosłych do głowy nie przyjdzie zaangażować starsze dziecko do pomocy, kiedy uczy się współistnienia z powiększającą się rodziną o nowych jej członków.

I tak, sytuacja po sytuacji, powstaje program wychowania potomka w rodzinie, potem dojdą przykłady z przedszkola, szkół. I taki gotowy „program” zapisany w młodym, dorosłym człowieku zaczyna żyć własnym życiem, który nie uświadamia sobie, jakie zapisy są zmagazynowane w podświadomości, które uruchamiane są w zachowaniach i reakcjach młodego człowieka. Dziwimy się potem, że coś nam nie wychodzi, że nie potrafimy sobie radzić w życiu jak kolega/koleżanka z pracy, że „koleżanka jest taka bezczelna i awansuje, dostaje podwyżki a ja jestem sumienna, nie pyskuję do szefa i jestem stale pomijana” – dlaczego?

Magazyn podświadomości jest pełen takich zapisów, których nie pamiętamy, a które oddziałują na nas w ten czy inny sposób. Dotrzeć do nich to zmienić zapis w programie naszego biokomputera.

Toksyczna pedagogika


Zasady jakimi kierują się rodzice wychowujący dzieci, po raz pierwszy nazwała toksyczną pedagogiką Austriaczka polskiego pochodzenia Alice Miller.
Zasady te mówią, że:

1. Władzę nad niepełnoletnimi dziećmi mają rodzice.
2. Rodzice – na podobieństwo bogów – ustalają, co jest dobre, a co złe.
3. Dziecko odpowiada za gniew rodziców.
4. Rodziców zawsze należy kryć.
5. Uczucia dziecka są zagrożeniem dla autokratycznych dorosłych.
6. Wolę dziecka należy złamać jak najszybciej.
7. Odbywa się to w bardzo wczesnym okresie życia, by dziecko „nie zorientowało się” i nie mogło zdemaskować dorosłego.

Przekonanie o absolutnej władzy rodzicielskiej zdaje się pochodzić z czasów królów i monarchów, kiedy władca mógł zrobić z poddanym co mu się żywnie podobało, łącznie z pozbawieniem życia ofiary, która nie miała prawa do obrony. Władca był panem życia i śmierci poddanego, czuł się bezkarny.

Toksyczna pedagogika bez słowa protestu akceptuje tłumienie dziecięcej spontaniczności. Akceptuje bicie, kłamstwa, obłudę, manipulację, straszenie czy wręcz zastraszanie, cofanie miłości, dyscyplinowanie dzieci graniczące z torturowaniem.
Każda z tych metod dąży do bezkrytycznego podporządkowania dziecka woli starszych, zawstydzenia i/lub wzbudzenia poczucia winy.


Alice Miller studiowała filozofię, psychologię i socjologię, następnie kształciła się w zakresie psychoanalizy i przez ponad dwadzieścia lat prowadziła własną praktykę terapeutyczną. Kiedy w roku 1980 wycofała się z prywatnej praktyki i działalności pedagogicznej, zaczęła pisać książki, w których dzieli się swoją wiedzą dotyczącą dzieciństwa. Książki, które zostały wydane w Polsce to:

Zniewolone dzieciństwo
Dramat udanego dziecka
Gdy runą mury milczenia
Bunt ciała

Zawstydzanie

Wstyd jest przekazywany dzieciom na różne sposoby. W rodzinach, w których ta zasada funkcjonuje, wstyd jest świadomie wywoływany u wszystkich członków rodziny. Jednak najbardziej są zawstydzane dzieci. Własny wstyd czy strach ukrywa się za maską władzy, która w rodzinach najczęściej jest hierarchiczna. Jak to trafnie określił John Bradshaw: „Tacie wolno wrzeszczeć na wszystkich. Mamie wolno wrzeszczeć na wszystkich, z wyjątkiem taty. Najstarszemu z rodzeństwa wolno wrzeszczeć na wszystkich z wyjątkiem taty i mamy, itd. Najmłodsze dręczy zwierzaka”…

KONTROLA
Zawsze kontroluj, co mówisz, do kogo mówisz, w jaki sposób mówisz. Musisz uważać, w jaki sposób wyrażasz swoje emocje, uczucia, zachowanie… Kontrola to jedna z ważniejszych metod obrony przed wstydem. Pilnie obserwuj otoczenie, by nie dać się zaskoczyć, upewnij się, że nikt cię nie przyłapie np. na czytaniu komiksów, chociaż miałeś w tym czasie uczyć się wiersza.

PERFEKCJONIZM
Wszystko musisz wykonać od razu prawidłowo i doskonale. Zasada ta zakłada, że wszystko co robisz, musisz wykonać według z góry określonego wzorca poprawności. Główną zasadą życiową perfekcjonizmu jest unikanie zła i strach przed złem… Każdy członek rodziny kieruje się w życiu swoim wyobrażeniem ideału i nie uświadamia sobie, że nie jest w stanie – ani on, ani pozostali członkowie rodziny – osiągnąć go.

OBWINIANIE
Za każdym razem, gdy coś wyszło nie tak, jak było zaplanowane, masz obwinić za to siebie lub kogoś innego. Gdy zawiedzie kontrola, obwinianie pozwoli zachować twarz i jako taką równowagę. Matka kazała posprzątać mieszkanie, ale buszowanie w Internecie było tak fascynujące, że ani się spostrzegłeś, jak czas szybko upłynął. Latasz po domu jak poparzony, ale i tak nie zdążyłeś wszystkiego zrobić. Właśnie wróciła młodsza siostra ze szkoły, będzie można na nią zwalić winę, że zrobiła nieporządek.

ODMOWA WYRAŻANIA SIEBIE
Człowiek, żeby funkcjonować w pełny sposób, musi mieć prawo do swobodnego myślenia i interpretowania, czucia, pragnienia i wyboru, wyobraźni. W rodzinach toksycznych zasada perfekcjonizmu wyklucza pełne wyrażanie tych praw, ponieważ nie wolno jest myśleć, czuć, pragnąć czy wyobrażać sobie w taki sposób, jak ty to robisz. Masz z tego korzystać w sposób zgodny z perfekcjonistycznymi wymogami ideału, który preferowany jest w twojej rodzinie.

ZASADA TRZYMANIA JĘZYKA ZA ZĘBAMI
Zasada ta skutecznie zamyka usta członkom rodziny, nie pozwalając na wyrażanie jakichkolwiek uczuć, potrzeb czy pragnień. W toksycznych rodzinach poszczególni członkowie pragną ukryć swoje prawdziwe uczucia, potrzeby, pragnienia. Nikt nikomu nie zwierza się ze swego osamotnienia czy rozdarcia wewnętrznego. Jesteś wtedy zawstydzany bądź wyśmiewany przez pozostałych członków rodziny (i nie tylko rodziny) jako ten słaby, nic nie warty. Najczęściej ten model stosowany jest w rodzinach alkoholików lub tam, gdzie przemoc jest na dziennym porządku. Tatuś lub mamusia są trunkowi, dzieci z takiej rodziny na pewno nie będą się chwaliły, że mają rodziców alkoholików, że są poniewierane czy katowane, że własnie rodzice przepili ostatnie pieniądze, za które można było kupić chleb.

NIE WOLNO SIĘ MYLIĆ
Myląc się, ujawniasz swe niedoskonałe, podatne na krzywdę JA. Przyznanie się do błędu to wystawienie się na badawcze spojrzenia, więc nie przyznawaj się nigdy do popełnionych pomyłek – zwal to na kogoś, a gdy ktoś inny się pomyli – zawstydź go boleśnie! Dziecko odrobiło lekcje. Mama sprawdza poprawność rozwiązanych zadań. W pewnej chwili zauważa błąd i zaczyna natrząsać się nad latoroślą, że źle wykonało zadanie, bo gdyby się bardziej przyłożył, napisałby od razu poprawnie.

NIERZETELNOŚĆ
Nie oczekuj od nikogo rzetelności, nie ufaj nikomu a nigdy się nie rozczarujesz. Skoro rodzicom nikt nie zaspokoił w odpowiednim czasie (w dzieciństwie) ich potrzeb zależnościowych, więc w jaki sposób mieli je zaspokoić tobie, skoro tego nie potrafią? Cykl nieufności przechodzi z pokolenia na pokolenie. Tatuś obiecał iść z dzieckiem na plac zabaw, ale właśnie w tym czasie kolega taty zaproponował wypad na piwo. Dziecko zawiedzione płacze w kąciku – „tata mnie nie kocha, bo poszedł z kolegą a przecież mi pierwszemu obiecał, że pójdzie ze mną!”

Sytuacje, które opisałam wyżej są na dziennym porządku w rodzinach objętych fałszywym wstydem i nie ma tu nic do rzeczy, czy jest to patologiczna rodzina, robotnicza czy inteligencka. W każdej z tych rodzin rodzice przypisują dzieciom to, co było przypisywane im, gdy byli mali. To, że kiedyś stajemy się dorosłymi ludźmi nie oznacza wcale, że wyrastamy z tych zależności. Nie, to, co spotkało nas w dzieciństwie na pewno wyprojektujemy na dzieci lub współmałżonków, nie uświadamiając sobie nawet działania tego mechanizmu. Na tej samej zasadzie będziemy budowali inne związki międzyludzkie.

Susan Forward – Toksyczni rodzice – recenzja.

Recenzję książki znalazłam na jednym z forów psychologicznych sprzed dwóch lat. Zamieszczam jej obszerne fragmenty. Niestety, nie mam kontaktu z Panią Aleksandrą Horyś, by tekst autoryzowała.

RECENZJA KSIĄŻKI – Susan Forward – Toksyczni rodzice
Jacek Santorski & CO Agencja Wydawnicza, Warszawa 1995

Uważam, że Susan Forward jest wśród najlepszych terapeutów naszego wieku.


Tak o autorce książki Toksyczni rodzice wypowiada się John Bradshaw.
Susan Forward to nie tylko terapeutka, to także autorka bestsellerów psychologicznych przetłumaczonych na wiele języków. Zaliczyć do nich można m.in. książki pt. Szantaż emocjonalny, Dlaczego on nie kocha a ona za nim szaleje, Gdy Twój partner łże jak pies, a także Toksyczni rodzice.

Książki pisane przez S. Forward są wynikiem jej wieloletniej pracy terapeutycznej, w której zajmuje się problematyką przemocy wobec dzieci , a także związków między ludźmi.
Terapia prowadzona przez S. Forward to spotkania indywidualne, grupowe, a także współpraca z różnego rodzaju mediami. Susan Forward stale współpracuje z amerykańską prasą. Jej artykuły pojawiały się m.in. w Time Magazine, Newsweek, Cosmopolitan, New York Times.

Dzięki swojemu doświadczeniu terapeutycznemu, a także ze względu na otwartość i odwagę w poruszaniu trudnych, często wstydliwych tematów S. Forward często zapraszana jest do różnego typu programów telewizyjnych. Już ponad 500 razy gościła w takich programach jak m.in. Oprah, Today show, Good morning America, CNN
Od 6 lat prowadzi także audycję radiową w ABS Talkradio. Podczas trwania audycji odpowiada na pytania słuchaczy, a także doradza osobom, które dzwonią do radia, by uzyskać pomoc.

Jeżeli dziecko jest aprobowane, uczy się aprobować sam siebie

 

Dorothy Law Nolte


Toksyczni rodzice – to rodzice, którzy sprawiają, że ich rodziny przestają działać normalnie. To rodzice, którzy w różny sposób wywierają presję na swoich dzieciach uzależniając je od siebie i sprawiając, że nie potrafią one sprawnie funkcjonować jako dorośli, to rodzice, którzy jak pisze S. Forward zaszczepiają w dziecku wieczną traumę, poczucie znieważenia, poniżenia i nie przestają tego robić, nawet kiedy dzieci są dorosłe.
Książka S. Forward jest o takich właśnie rodzicach, rodzicach zatruwających rodzinną atmosferę.

Bohaterami książki są : Gordon, Louise, Les, Sandy, Melanie i wielu innych. Są to osoby z którymi S. Forward zetknęła się w trakcie swojej praktyki terapeutycznej, a które wychowywały się w rodzinach toksycznych. Przytaczając historię każdej z tych osób autorka zwraca uwagę na różnorodne mechanizmy działające w rodzinach toksycznych, jakimi są:

  • Funkcjonujący mit doskonałego rodzica – dzieci wyobrażają sobie, że ich matka, bądź ojciec są nieomylni i zawsze robią to, co najlepsze. Rodzice stawiani są na równi z bogami, podkreślana jest wielokrotnie potęga ich władzy rodzicielskiej, wszystko to prowadzi do stopniowego obniżania poczucia własnej wartości dziecka przy jednoczesnym i trwałym uzależnieniu się od rodziców, którzy funkcjonują w świadomości dziecka jako bez skazy, idealni.
  • Wypieranie – autorka twierdzi, że mechanizm ten jest najpowszechniej występującym w rodzinach toksycznych. Treści ciężkie, okrutne, z którymi dziecko miało styczność zostają wyparte do podświadomości i często przy próbie ich wyjawienia pojawia się zdanie:
    przecież nie było aż tak źle, czy wręcz zaprzeczanie coś takiego nie miało miejsca. Wypieranie ma charakter obustronny. Mechanizm ten stosuje i ofiara toksycznej rodziny i sami toksyczni rodzice, zapewniają oni w ten sposób status quo swojej rodzinie umożliwiając pozornie normalne jej funkcjonowanie.
  • Beznadziejna nadzieja – to kolejny z typowych objawów toksycznej rodziny. Wiara w to, że kiedyś sytuacja się odmieni, że być może tym razem rodzic dotrzyma obietnicy i zmieni się mimo, że już wielokrotnie obiecywał i nie przynosiło to efektów.
  • Racjonalizacja – stosowana jest, by nie zburzyć obrazu rodziny, jest to przypisanie złym czynom rodziców dobrych intencji oni chcieli dobrze, wszystko co robili, robili zawsze dla mojego dobra, czy wreszcie gdyby nie oni nie byłbym teraz tym, kim jestem.
  • Wytłumaczanie – próba wybielania sytuacji poprzez szukanie przyczyn i tłumaczenie tego, co się dzieje w rodzinie np. on robił to tylko dlatego, że potrzebował miłości, lub że wymagała tego sytuacja.

Mechanizmy wymienione wyżej są wynikiem toksycznego działania rodziny, które najczęściej pojawia się, gdy rodziców można określić jako nieadekwatnych, nie spełniających podstawowych funkcji wobec swoich dzieci, nie zaspokajających ich potrzeb a obarczających obowiązkami. Rodziców tych można określić mianem złodziei dzieciństwa, gdyż często nakładają na swoje dzieci odpowiedzialność za ratowanie chorej sytuacji rodzinnej nie zważając na wiek dzieci i przysługujące temu wiekowi przywileje. Rodzice nieadekwatni to także rodzice traktujący swoje dziecko jak niewidzialne, zajmujący się swoją karierą i nie zważający na potrzeby, czy nawet na istnienie kogoś, za kogo powinni czuć się odpowiedzialni. Za nieadekwatnych można uznać rodziców znikających, nie wspierających, nie towarzyszących swoim dzieciom w ważnych dla nich chwilach.

Z drugiej strony toksyczny rodzic to także rodzic nadmiernie kontrolujący. Kontrola jednak nie musi oznaczać tylko bezpośrednich nacisków, czy jawnej lustracji każdego ruchu dziecka. Może być ona zakamuflowana przez dobre intencje. Rodzic może kontrolować mówiąc, że robi to tylko dla dobra dziecka, może także uważać, że nacisk to jedyna możliwość, by dziecko zrobiło coś naprawdę dobrze. Może wreszcie uciekać się do manipulacji swoim dzieckiem, by to zgodziło się wyręczać rodziców z ich obowiązków, by udowodniło, że potrafi coś zrobić, a tym samym, by poświadczyło, że może coś zrobić dla ukochanego rodzica. Mogą to być niewielkie sprawy jak rezygnacja z wakacji ze względu na prośby rodziców, czy podejmowanie decyzji tak, by nie zrobić im przykrości. Wszystko to jednak nawet pod przykrywką dobrych zamiarów sprawia, że często już nawet dorosłe dziecko pozostaje ubezwłasnowolnione, bez własnej tożsamości, bez własnego zdania i możliwości wyboru.

Alkoholizm, także może stać się pretekstem dla toksycznych działań rodziców. Nieustanne zaprzeczanie problemowi alkoholizmu w rodzinie, piastowanie rodzinnej tajemnicy, tak by nie wyszła ona na jaw, bezustanna i bezpodstawna wiara w możliwość naprawienia przeszłości i obarczanie dziecka obowiązkami przekraczającymi jego możliwości to najczęstsze znamiona jakie pozostawiają po sobie rodzice-alkoholicy. Gdy dołożyć do tego także robienie z dziecka kumpla do picia, bądź zrzucanie na niego wszelkiej odpowiedzialności za każdy rodzinny problem, wynikiem tego typu działań może stać się zaszczepienie u dziecka braku zaufania wobec osób je otaczających, a także braku wiary w szczęśliwe zakończenie nie tylko koszmaru dzieciństwa.

Rodzice toksyczni to rodzice, których można określić mianem tyranów stosujących różne metody nękania swoich dzieci, może to być niszczenie słowem: przeklinanie, wyzywanie, poniżanie, wyśmiewanie, obelgi, obarczanie winą, wypominanie przeszłości, stwierdzanie, że żałują, że dziecko w ogóle się urodziło. Stanowi to często wynik rywalizacji z własnym dzieckiem, szczególnie gdy to wkracza w okres dojrzewania. Rodzice toksyczni wówczas nie potrafią cieszyć się sukcesami własnych dzieci ale ustawicznie starają się być od niego lepsi za wszelką cenę. To rodzice- perfekcjoniści niedający dziecku prawa do błędu, stosujący oprócz przemocy werbalnej także przemoc fizyczną, czyli bicie dziecka bez względu na faktyczne przewinienia czy ich brak, tłumaczenie własnych napadów agresji tysiącem problemów, czy ranienie dziecka poprzez niereagowanie na krzywdy wyrządzane przez drugiego z rodziców czyli tzw. tyrania pasywna. W rodzinach toksycznych często czułość i miłość przeplatana jest przemocą, co powoduje dezorientację i nieumiejętność rozpoznawania prawdziwych emocji, nienawiść dziecka do samego siebie, obarczanie siebie winą za napady agresji rodzica, zamknięcie się w sobie i obrona rodzinnej tajemnicy.

Najgłębsze jednak rany pozostawia po sobie przemoc innego rodzaju, przemoc seksualna, kazirodztwo, przemoc, która do niedawna stanowiła temat tabu, a do dziś jest traktowana jako coś szczególnie ohydnego i odrażającego. Jest to temat kłopotliwy ze względu na funkcjonujące wokół niego mity. Susan Forward w swojej książce przytacza kilka z nich, są to stwierdzenia, że:

  • kazirodztwo zdarza się rzadko,
  • kazirodztwo zdarza się tylko w rodzinach biednych lub niewykształconych, albo też w odizolowanych, prymitywnych wspólnotach,
  • kazirodczy napastnicy są społecznymi i seksualnymi zboczeńcami,
  • kazirodztwo jest reakcją na deprywację seksualną,
  • dzieci – zwłaszcza nastoletnie dziewczynki – są uwodzicielskie i przynajmniej po części są odpowiedzialne za to, że są napastowane,
  • większość historii o kazirodztwie jest nieprawdziwa. Tak naprawdę są one fantazjami pochodzącymi z seksualnych tęsknot dziecka.

W rzeczywistości jednak problem kazirodztwa nie jest odosobnionym w tzw. toksycznych rodzinach. Nie jest on wyjawiany często ze względu na to, że napastnicy dopuszczający się kazirodztwa korzystają z pogróżek, by zapewnić sobie milczenie ofiary. Do najczęstszych pogróżek należą:

  • Jeśli powiesz, zabiję cię,
  • Jeśli powiesz, mama rozchoruje się,
  • Jeśli powiesz, ludzie pomyślą, że zwariowałaś,
  • Jeśli powiesz, nikt ci nie uwierzy,
  • Jeśli powiesz, znienawidzę cię do końca życia.

Dziecko skrzywdzone w ten sposób przez własnego rodzica zostaje trwale zranione na długie lata. Nie potrafi zaznać i zrozumieć prawdziwej miłości, czuje odrazę przed seksem, a każde pozytywne uczucia wokół niego mogą sprawiać, że czuje się źle. Stając się dorosłym dziecko zdaje sobie sprawę z ogromu krzywdy jakiej doznał od własnych rodziców i nie potrafi wymierzyć im odpowiedniej kary, która mogłaby być adekwatna do zadanych mu ran.

Susan Forward twierdzi, że mimo tak wielkiego spustoszenia jakie doświadczenie kazirodztwa dokonały w psychice dziecka, jest ono najzdrowszym członkiem rodziny, w której pojawił się ten problem. Inni jej członkowie bowiem bądź przyzwalają na to barbarzyństwo, bądź przymykają na to oczy chcąc zachować homeostazę i ładny obraz faktycznie chorej rodziny.

Co zrobić, by wyzwolić się spod nacisku i wpływu toksycznych rodziców?
II część książki S. Forward odpowiada na to pytanie. Autorka prezentuje w niej różne sposoby terapii, które stosuje, by pomóc osobom ciemiężonym przez własnych rodziców. Zwraca uwagę na to, że by móc uleczyć swój ból niekonieczne jest przebaczenie swym rodzicom. Konieczne natomiast jest stawienie czoła problemowi, uznanie swojej niezależności, samookreślenie siebie, obarczenie odpowiedzialnością tego, kto faktycznie jest odpowiedzialny. Uwieńczeniem procesu terapeutycznego jest konfrontacja, która często stanowi punkt zwrotny i jest momentem, który ostatecznie pozwala zerwać z toksyczną przeszłością i budować zdrową przyszłość. Proces terapeutyczny komplikuje się, gdy wśród toksycznych doznań dzieciństwa znalazły się doświadczenia kazirodztwa. Leczenie w tym przypadku obejmuje wiele etapów, a by stało się skuteczne S. Forward stosuje różne techniki terapeutyczne jak: pisanie listów (do agresora, milczącego partnera, siebie – jako zranionego dziecka), pisanie bajek, odgrywanie kierowanej przez terapeutkę psychodramy.

Książka Toksyczni rodzice jest to książka, którą autorka adresuje przede wszystkim do osób, które wychowały się w toksycznych rodzinach. Poprzez naświetlenie problematyki chorej, nieadekwatnej rodziny, a także dzięki prezentacji autentycznych historii osób borykających się z tym problemem. Autorka w sposób dostępny zwraca uwagę na trudny i niewdzięczny temat problemów wewnątrz pozornie normalnych rodzin. Stanowi to zdecydowany atut książki. Kolejnym atutem jest na pewno obrazowość i emocjonalność języka, którym książka jest napisana. Sprawia on, że lektura staje się pretekstem to głębszych przemyśleń dotyczących problemu toksycznych rodzin. Wyzwala także ogromną ilość emocji u czytelnika, które – jak sądzę – mogą stanowić podstawę do określenia Toksycznych rodziców Susan Forward jako książki bardziej do odczuwania, niż do czytania.

Sposób prezentacji wyników terapii, które autorka prowadziła wśród swoich pacjentów, a także sam opis technik terapeutycznych pozwala wierzyć w możliwość wyleczenia z ran jakie nieadekwatni rodzice zadają dziecku.
Książka napisana jest w sposób przejrzysty. Podzielona jest na dwie części. Każda z części podzielona jest na rozdziały i podrozdziały, sprawia to, że treści przytaczane przez autorkę są klarownie i jasno wyjaśniane.

Książka Toksyczni rodzice napisana przez Susan Forward to na pewno pozycja, którą warto przeczytać. Zwraca uwagę na problemy wewnątrz rodzin i stanowi uzupełnienie książek, które prezentują obraz rodziny adekwatnej, zdrowo funkcjonującej.


Aleksandra Hytroś


Cóż mogę od siebie dodać?
Większość z nas pochodzi z takich właśnie rodzin. Jesteśmy ofiarami ofiar nie tylko w rodzinach patologicznych, ale również w rodzinach normalnie funkcjonujących – robotniczych, inteligenckich. Możemy zidentyfikować naszą krzywdę, ale nie możemy dochodzić zadośćuczynienia przed sądem, ponieważ musielibyśmy o to oskarżyć całą ludzkość, aż do pierwszych rodziców, którzy zapoczątkowali całą ludzką populację, możemy natomiast oddać im odpowiedzialność za to, co zrobili… Nic więcej.

Refleksje


1. „Nikt nie rodzi się dla kogoś innego”

Nikt nie rodzi się dla mamy, taty, rodzeństwa, dla nauczycieli, zwierzchników, partnerów, przyjaciół. Rodzisz się, bo chciałeś się urodzić. Chciałeś poznać życie od fizycznej strony. Wybrałeś swój wygląd fizyczny, rodzinę, środowisko, kraj… Nic w twoim życiu nie jest przypadkowe. Przychodzisz tu, by czegoś się nauczyć, czegoś doświadczyć, czego w formie bezcielesnej nie byłbyś w stanie przeżyć.

2. „Nikt nie zjawia się tutaj, żeby dopasować się do ideału jaki sobie stworzyłeś.”

W miarę dojrzewania masz poznać swoje możliwości, masz tworzyć a nie powielać czyjeś ideały, które w dzieciństwie wpojono ci wychowaniem. Masz być sobą – tak, jak to czujesz sercem – a nie przedłużeniem swoich opiekunów z dzieciństwa, wczesnej, zależnej od dorosłych młodości i wielu, wielu innych ludzi, których spotkałeś na swej drodze. Masz tworzyć siebie, by poprzez siebie pomóc tworzyć swoją osobowość innym, bo czerpią z ciebie to, czego im trzeba do rozwoju, czego potrzebują w danej chwili.
Czy idąc po zakupy kupujesz wszystkie artykuły, które znajdują się w sklepie czy tylko to, czego potrzebujesz? Głupotą jest kupować wszystko, jak leci…

3. „Jesteś panem swojej miłości i możesz dawać jej tyle, ile zechcesz, ile jesteś w stanie dać innym.”

Możesz kogoś kochać, darzyć najgłębszym uczuciem, na jakie cię stać, ale nie masz prawa żądać miłości od kogoś, kto nie czuje tego samego co ty. Nie masz prawa niszczyć cudzych uczuć, bo nie są to twoje uczucia, chociaż skierowane w twoją stronę. Uszanuj to, czym darzą cię inni, zwłaszcza, kiedy nie odczuwasz tego samego. Serce jest organem, który najłatwiej jest zranić, zniszczyć. Dziś ty niszczysz czyjeś uczucia, jutro zniszczą twoje.

Różnica między myśleniem sercem a myśleniem głową.

Gdy przestajesz myśleć, zaczynasz prawidłowo działać – spontanicznie. To działanie wypływa z ciebie w sposób naturalny z głębi jestestwa, z głębi serca, nie z głowy. Po prostu nie myślisz. Działasz. Nie zastanawiasz się czy jest to dobre czy złe, moralne czy społecznie naganne. Po prostu działasz. Myślenie przychodzi później – oceniasz i analizujesz po fakcie.

Kiedy myśl jest przed działaniem, jest to reakcja na bodziec, działanie pod wpływem myśli, reakcja na impuls płynący z głowy, z ego. Zmień kolejność. Najpierw spontanicznie działaj, potem myśl. Działaj jak działa dziecko – ono najpierw działa, potem pojawia się myśl. Matka, widząc dziecko w niebezpieczeństwie nie zastanawia się, co ma zrobić – ona działa, myśleć zaczyna po fakcie. Reaguje poza myśleniem, w chwili działania myśl jest zablokowana. Gdyby zaczęła najpierw myśleć, jej pomoc na nic by się zdała – byłoby za późno na działanie.

Kiedy działasz w codziennym życiu, działasz przez pryzmat przeszłości. Znaczy to, że na twoje działanie składa się suma twoich doświadczeń wyniesionych z okresu dzieciństwa, dojrzewania i wczesnej młodości, które miały bezsprzeczny wpływ na tworzenie twoich poglądów i wewnętrznej filozofii życiowej.

Zapomnij na chwilę o zasadach, poglądach, które w rodzinnym domu ci wpojono. Stań przed lustrem i patrząc sobie głęboko w oczy zapytaj: „Kim jestem?” „Czy to, kim jestem obecnie, jestem naprawdę ja?”

Czy jestem człowiekiem ukształtowanym przez ojca, przez matkę, przez ich stosunek do siebie, ich uczucia, które okazywali sobie w mojej obecności? A może jestem tym, który ślepo spełnia ich pragnienia, którym sami nie potrafili nadać kształtu, gdy byli w moim wieku? Czy może jestem tym człowiekiem, którego czuję w głębi serca, że jest mną? Który nie potrafi dopasować się do oczekiwań ludzi dla niego ważnych, bo ma swoją wizję siebie i chce swoje życie sam tworzyć?
Zastanawiałeś się, kim naprawdę jesteś? Dzieckiem, własnością swoich rodziców – kukiełką, która ożywa tylko wtedy, gdy lalkarz pociąga za sznurki?
Lalkarza może dawno nie być wśród żywych, ale kukiełka – jak mechaniczna zabawka – będzie hipnotycznie odtwarzała zakodowane polecenia, zaprogramowane reakcje.

Każdy z nas może być tym dzieckiem-kukiełką, nawet wtedy, kiedy ma już własne dzieci, doczekał wnuków… Każdy z nas może być tym lalkarzem-rodzicem, który pociągając za sznurki emocjonalnych czy uczuciowych uzależnień spełnia własne marzenia, własne oczekiwania, bez oglądania się na potrzeby kukiełki-dziecka. Kukiełka staje się przedłużeniem lalkarza, jego drugim JA.

Każdy lalkarz dba o swoją pacynkę, by nie przyszło jej do głowy pozrywać wszystkie sznurki łączące ją z lalkarzem. Lalka nie może zacząć samodzielnie myśleć, jej umysł musi pozostać uśpiony. Lalkarz nie może pozwolić na to, wszak kukiełka jest jego własnością, niezbywalną. Stworzył ją, nauczył wielu pożytecznych rzeczy i tak wyszkolonej lalce miałby dać wolność? Tyle trudu własnoręcznie zniszczyć?!

Co stanie się z lalkarzem, gdy uwolniona pacynka odejdzie i zacznie tworzyć własne życie? Co stanie się z lalkarzem, kiedy przyjdzie starość i zniedołężnienie? Lalkarz uzależniony jest od pacynki, nauczył ją wszystkiego z myślą o sobie. Pacynka natomiast, gdyby odciąć wszystkie sznurki łączące z lalkarzem staje się bezradna, czuje się bezużyteczna, bo nie potrafi decydować o sobie, nie potrafi myśleć. Jest ślepa i bezradna jak małe dziecko. Właśnie tego nauczył ją lalkarz, takiej potrzebował pacynki – bezradnej i ślepej, której wydaje się, że bez swojego twórcy nie potrafi żyć, nie potrafi zagrać ról, które jej życie podsuwa.
Gdy nie ma reżysera, bez niego lalka nie stworzy niczego. Nie zdobędzie samodzielnie wykształcenia, nie założy rodziny, nie spłodzi dzieci, które prawdopodobnie też staną się pacynkami. Tak zdecyduje lalkarz – głowa rodziny.

A potem, jako dorośli ludzie narzekamy, że rodzice nie chcą nas od siebie puścić, albo sami nie chcemy odejść, bo jest nam z tym wygodnie. Nie potrafimy żyć własnym życiem. Szukamy potem – nieświadomie – kogoś, na kim wyładujemy swoją złość, wściekłość za nieudane życie, nienawiść. Szukamy kogoś, kogo będziemy osądzać, krytykować, atakować, żeby poczuć się lepiej, żeby się dowartościować we własnych oczach.

W ten sposób niczego nie załatwisz, co najwyżej napytasz sobie wrogów. Potrzebujesz wrogów? Do czego ich potrzebujesz?
Zacznij wreszcie żyć własnym życiem i nie oglądaj się na nikogo.

Co powiesz, jak przeżyłeś życie, gdy staniesz przed obliczem Stwórcy? Powiesz mu, że żyłeś życiem swego rodzica, który cię wychował? Powiesz mu, że żyłeś życiem dziecka, którego miałeś być przewodnikiem do czasu osiągnięcia przez niego dojrzałości?
A Stwórca powie ci:

Durniu! Miałeś żyć własnym a nie cudzym życiem! Miałeś uczyć się poprzez własne decyzje, własne doświadczenia. A ty, jak bezmyślny idiota podczepiłeś się pod cudze życie, bo tak było ci wygodnie, bezpiecznie. Ano, wracaj z powrotem na Ziemię i wreszcie zacznij się uczyć! Z własnego życia, z własnego doświadczenia… Nie po to dałem ci rozum i wolną wolę byś je oszczędzał na lepsze czasy, byś zaprzepaścił je lenistwem umysłowym i głupotą. Masz się uczyć tworzyć a nie zbijać bąki i narzekać, jak ci jest źle na Ziemi, jaki byłem dla ciebie okrutny, bo nie dałem ci bogactwa, sławy. Gdybyś umiał myśleć, na pewno doszedłbyś do wniosku, że »dostałeś to, co ci się należało bezwarunkowo, bo na tyle sobie zapracowałeś własnym życiem. Dostaniesz więcej, gdy do tego dorośniesz, dojrzejesz. Nie wcześniej«”.


Spójrz, ilu ludzi goni za bogactwem tego świata a ilu za mądrością serca? Pieniędzmi mądrości nie kupisz. Masz prawo wyboru. Trzeba tylko sięgnąć…

Uwolnij świat

Poznanie samego siebie nie jest zaleceniem, by dowiedzieć się z lustra, czym jestem, ale by tak wpłynąć na siebie, żebym się stał, kim jestem.

Jaspers
Książki Johna Bradshaw’a przetłumaczone na język polski:
  • Zrozumieć Rodzinę
  • Toksyczny wstyd
  • Powrót do swego wewnętrznego domu
  • Twórcza moc miłości

To, co proponuje Bradshaw w swoich książkach nie jest metodą pracy nad sobą jedyną i najlepszą. Jest jedną z wielu rodzajów. Nie każdemu będzie ona odpowiadała, ponieważ wyciąga na powierzchnię to, o czym nie pamiętamy albo boimy się pamiętać; to, co mamy skrzętnie poupychane w zakamarkach naszej podświadomości; to, co przekazały nam poprzednie pokolenia; to, co nam przekazali rodzice wychowaniem i to, co „zapamiętało” nasze ciało z tamtego okresu. „Grzechy” naszych przodków spadają na nas, a my – w swej nieświadomości – przekazujemy je młodszym pokoleniom, dokładając każdy swoją cząsteczkę…

John Bradshaw świetnie tłumaczy psychologię rozwoju ilustrując ją przykładami z własnej praktyki i osobistych doświadczeń. Faktem jest, że laik nie ze wszystkim sobie poradzi, i może właśnie o to chodziło, ponieważ nierozważne ich zastosowanie może się skończyć dla delikwenta w poradni psychologicznej, w oczekiwaniu na pomoc specjalisty.

Oboje autorzy – w połączeniu z pracami Alice Miller – wnoszą niezłą „rewolucję” w nasze myślenie. (Bradshaw w dużej mierze opierał się na pracach Miller [chociaż nie tylko jej], dotyczących przemocy w rodzinie. Może z tematem [rozwoju duchowego] chwilami sobie nie radził, ale i tak włożył olbrzymi wkład w przybliżenie go.)

Są to książki dla każdego, kto ma otwarty umysł, dużą dozę zdrowego rozsądku i nie przestraszy się olbrzymiego bólu emocjonalnego, który temu towarzyszy, dla odważnych penetratorów własnego cienia. Na pewno warto choćby tylko zapoznać się z treścią, znajdując w nich częściową odpowiedź na pytania, które – być może – stawiamy sobie co dnia.

Praca nad historią swego dzieciństwa nie jest pracą łatwą, którą wykona się w tydzień czy w miesiąc. Jest to praca – rozłożona w czasie – nad uczuciami i emocjami, które nie zawsze potrafimy wyrażać nie krzywdząc drugiego człowieka. Jest to docieranie do krzywd, które stały się naszym udziałem, które również były udziałem naszych przodków, rodziców, rodzeństwa, bliskich i wielu, wielu innych ludzi, z którymi stykał nas los w drodze przez życie, i styka każdego dnia. Człowiek świadomy nie jest w stanie krzywdzić…

Świetnym uzupełnieniem do książek J. Bradshaw’a są prace Alice Miller (www.alice-miller.com) – Dramat udanego dziecka, Ścieżki życia, Gdy runą mury milczenia, Zniewolone dzieciństwo, Bunt ciała i inne publikacje.

Alice Miller jest kobietą, która nie bała się zajrzeć najpierw do własnego dzieciństwa i dzieciństwa ludzi pochodzących z różnych warstw społecznych. W książkach, które wyszły spod jej pióra, starała się przekazać rzetelny obraz przemocy w rodzinie i późniejszego jej wpływu na dorosłe życie człowieka, ujęty z różnych punktów. Wyjaśnia, jak wychowanie dzieci, nazywane przez nią czarną pedagogiką, determinuje życie dorosłego człowieka, nierzadko niszcząc je. To, co w dzieciństwie służyło ochronie dziecka, w dojrzałym życiu jest często autodestrukcyjnym działaniem, niszczącym wszelkie związki partnerskie i międzyludzkie.

Wyżej wymienione tytuły nie są lekturą obowiązkową, lecz znikomą cząsteczką prywatnej bibliografii, która powoli zmieniała moje spojrzenie na wiele spraw. Nie wniosły one natychmiastowych zmian, lecz wymagały ode mnie uważności, obserwacji siebie i determinacji, by zmieniać to, na co miałam wpływ w swoim życiu, co zidentyfikowałam sama, co pomogli mi zidentyfikować inni ludzie, choć nie zawsze byli tego świadomi. I na pewno nie stało się to – w moim przypadku – w ciągu jednego miesiąca, czy jednego roku… Ta praca trwa nadal.

Zmiana poglądów i nowe spojrzenie na to, co nas otacza jest dla mnie zmianą, wartą podjętego wysiłku. Nikt mi za to braw nie bił, nikt nie wielbił jak mistrza, ale czułam wewnętrznie, że idę w dobrym kierunku, że wykonałam kawał dobrej roboty – nie tylko dla siebie, przede wszystkim na rzecz innych ludzi, uwalniając ich częściowo od moich – wszczepionych w dzieciństwie – lęków i wypaczeń, zmuszając do weryfikacji pojęć, wśród których wyrosłam.

Duchowymi ojcami, pomagającymi tworzyć moją nową osobowość są: Jogi Rama Czaraka, Mishra, Osho, R. Tagore, J. Bradshaw, A. Miller, Leadbeater, Juliusz Payot, Świtkowski, Pracht, Besant. Silva, Klimuszko, Zylbertal i wielu, wielu znanych i anonimowych ludzi. Pomagają mi otworzyć się na siebie i na świat. Nie jest łatwo zmieniać w sobie to, z czym żyło się na co dzień, w czym się wyrastało, co weszło w krew, czego po prostu się nie zauważa, za to doskonale widzą nasi bliźni.

Poznanie i zrozumienie tematu, to połowa pracy. Druga połowa to osobiste działanie, by zmieniać to, na co mamy wpływ, i pogodzić się z tym, na co wpływu nie mamy. Postawienie diagnozy jeszcze nie jest uzdrowieniem. Drogą do uzdrowienia jest nasza determinacja, nasze działanie. Żeby stworzyć swoją mandalę życia trzeba cierpliwie gromadzić różnokolorowe ziarenka doświadczeń i wiedzy w nich zawartej, cierpliwie spajając je wszystkie miłością.

Przed kilkoma laty ojciec omal mnie nie pobił, kiedy podczas rozmowy z nim, na pytanie, czy go kocham, zdobyłam się na odwagę i odpowiedziałam pytaniem – a nauczyłeś mnie tego? Wychodził z założenia, że MAM ŚWIĘTY OBOWIĄZEK (!) go kochać z racji tej, że jest moim ojcem.
Czy jesteś w stanie „pałać miłością” do ojca, który niszczył ciebie w sensie fizycznym i psychicznym, wyśmiewał twoje emocje i uczucia, który przeciwstawiał swoją doskonałość dorosłego człowieka twojej bezbronności i nieporadności małego, zagubionego dziecka? Przecież to doskonale znasz z dzieciństwa – zna to prawie cała ludzka populacja. Dziś rozumiem, dlaczego taki był, ale nie w tamtej chwili…

Żeby grzebać we własnej historii trzeba olbrzymiej odwagi, ponieważ to, co wypływa z podświadomości na powierzchnię, otwiera rany, które długo się goją. Każdy z nas inaczej poznaje świat, każdy w inny sposób buduje swoją rzeczywistość, bo każdy dysponuje innym materiałem do jej tworzenia.

Otwórz serce i uwolnij świat.

Rodzina…

Junior pseudonim roboczy w sztuce: Izraelek.
Jego siostra dla potrzeb sztuki: Salomea.
Ich brat Szymek, który z reguły nie bierze udziały w rozgrywkach rodzeństwa.
Mama to mama.
Tata to tata.
Izralelek jak go wujek Tomek określił to iskra, która spokojnie nie może usiedzieć na jednym miejscu, wszędzie go pełno, wszystkich zna i wszyscy go znają.
Mimo swojego wieku robi „biznesa” z wujkiem, swego czasu zapuścił się sam na „Targ Wszechświata” za co zebrał później burę.
Małego trafia jak jego siostra bawi się jego zabawkami, wtedy idą do boju języki, jedno nie jest dłużne drugiemu. Ile razy Tata musiał rozdzielać to kłębowisko przeciwnych poglądów;)
Kiedy kobiety łapią ryby Izraelek z Tatą, idzie poznawać okolicę.
Salomea dusza artystyczna, tworzy obrazy swojej wyobraźni, często grywa z ojcem w strategiczne gry. Drżyjcie mężczyźni, nadchodzi zagłada;) Salomea niejedno męskie serce skruszy. Mała kobietka często wpakowuje się w problemy, wtedy z odsieczą przybywają Rodzice.
Szymek ulubieniec cioci Enigmy, doświadczony przez życie maluch, lubi bawić się żołnierzykami i ma swój gust wyrobiony co do gier komputerowych.
No i oczywiście nie można zapomnieć o psie, Falkor ulubieniec całej Rodzinki.
Jest jeszcze Szekspir rozpieszczone kocisko, które z głową Rodziny niezbyt dobrze żyje, ale jak nikt nie widzi to odnajdują wspólny język:)
To krótkie przedstawienie nie odda całego domowego klimatu, ale poznaliście już w wielkim skrócie Naszą kochaną Trójkę.

Fabryka snów - sztuka śnienia, bajki terapeutyczne, rozwój