Medytacja odcinania więzów

by ułatwić nasz kontakt z Wyższym Ja
Medytację tę otrzymałam przed wielu laty od znajomych, nie wiem kto jest jej autorem. Jeżeli zidentyfikujesz autora, zostaw mi wiadomość w komentarzach – usunę ją z bloga lub poproszę o pozwolenie jej publikowania.
Usiądź wygodnie, rozluźnij się, dłonie otwarte do góry, złożone na udach, oczy zamknięte lub otwarte. Chwyć wstążkę jakiegokolwiek koloru i trzymaj ją w dłoni – jako połączenie z wyższym Ja. Nawiąż z nim kontakt za pośrednictwem tej wstążki i poproś je, aby obdarzyło cię przewodnictwem podczas tej sesji medytacyjnej.

Czytaj dalej Medytacja odcinania więzów

Co to jest Królicza Nora i jak do niej wejsć, czyli Dialogii Alicji

Jakiś czas temu, wraz z przyjaciółmi wpadliśmy na pomysł napisania tego i owego o Króliczej Norze w formie dialogu. Wspólnie myśleliśmy nad pytaniami i wspólnie dochodziliśmy do odpowiedzi.
Teraz zachęcam i Was, byście zadawali pytania, i udzielali odpowiedzi. Kto wie, może z tych dialogów powstanie ciekawa książka wywiadu rzeki?
Poniżej zamieszczam rozmowę o tym, czym dla nas jest Królicza Nora i jak do niej wejść. Mam nadzieję, że zachęcimy Was do zagłębienia się w nią i zadawania kolejnych pytań, oraz szukania odpowiedzi.

Alicja w Krainie Czarów

Co to jest Królicza Nora?

Królicza Nora to takie magiczne miejsce, do którego trafiasz, gdy jesteś gotowa,aby poznać odpowiedź na pytanie, „Kim w Istocie Jestem”? Bardzo dobrze istotę Króliczej Nory oddają dwie z przypowieści zebranych przez Anthonego de Mello w cykl „Minuta Mądrości”:

Mistrz rzekł do człowieka interesów:
-Jak ryba ginie na suchym lądzie, tak i ty, gdy pochłaniają cię sprawy tego świata, umierasz. Ryba musi wrócić do wody – ty zaś musisz powrócić do samotności.
Człowieka interesów ogarnęło przerażenie.
– Muszę więc porzucić interesy i wycofać się do klasztoru?
– Ależ nie. Zajmuj się nadal swoimi sprawami, i wejdź w siebie – w głąb swego serca!

I druga:

Uczeń prosił o słowo mądrości.
Mistrz rzekł:
– Idź, usiądź w swojej celi, a ona nauczy cię mądrości.
– Ależ ja nie mam żadnej celi. Nie jestem mnichem.
– Ależ masz ją. Wejrzyj w siebie!

Zatem „Królicza Nora” to serce.

Serce i umysł. Ale też coś więcej. Królicza Nora to nasza dusza, jej najgłębsza głębia, do której musimy docierać krok po kroku, najlepiej stopniowo i powoli. I raczej w samotności.

Dlaczego właśnie tak?

Bo samotność sprzyja zanurzaniu się w siebie, w swoje Ja. Nic nas nie rozprasza, nic nie odciąga naszej uwagi od nas samych. A istotą Króliczej Nory jest właśnie poznanie siebie i przetransformowanie.

Przetransformowanie?

Dokładnie tak. Ten, kto decyduje się na wejście do Króliczej Nory, robi to,ponieważ chce poznać, Kim Jest w Istocie. Ale samo poznanie nie wystarczy, gdyż dusza raz obudzona będzie dążyła do samorealizacji,samoświadomości i samodoskonalenia. Po przebudzeniu w Tu i Teraz, nie będziemy tacy sami.

Nawiązujesz cały czas do książki „Alicja w Krainie Czarów”, jednak o ile pamiętam Alicja pobiegła za Królikiem z ciekawości, nie z potrzeby serca.

Biały Królik to symbol. Nikt poza Alicją go nie zobaczył, ponieważ nie był gotowy by go ujrzeć. A nawet, jeśli ktoś poza Alicją zobaczył królika,nie był zainteresowany ruszeniem w pogoń. Alicja jednak miała dość odwagi. Pobiegła za nim i co więcej odważyła się wejść do Króliczej Nory. Zagłębiła się w niej, odbyła podróż w głąb swej duszy i odnalazła ją. Wtedy się przebudziła. Stała się nową Alicją, ukształtowaną odnowa.

Alicja w Krainie Czarów

Jak wejść do Króliczej Nory?

Wejście do Króliczej Nory jest i łatwe i trudne. Wiemy już, czym jest Królicza Nora, więc teraz od nas tylko zależy wybór drogi, jaką do niej dotrzemy. A także decyzja, jak głęboko chcemy do niej wejść. Na pewno pomocna tu będzie medytacja. Wyciszenie i zagłębienie się w siebie, to dobry początek tej podróży. Polecam też afirmacje?

Afirmację?

Tak.Właściwie przeprowadzona afirmacja ułatwia wejście do Króliczej Nory.Afirmację powinno się prowadzić w ten sposób, że w specjalnie założonym zeszycie z jednej strony kartki piszemy afirmacje, a obok emocje i uczucia, jakie się przy tym pojawiają. To na nie trzeba zwracać szczególną uwagę, gdyż one wskazują nam, na istotę problemu, z którym powinniśmy się zmierzyć.

I właśnie te emocje pomogą nam wejść do Króliczej Nory?

Tak.Ponieważ, podobnie, jak w afirmacjach, wskazują nam istotę problemu, a często wydobywają na wierzch ukryte lub zepchnięte na dno duszy sprawy do przepracowania.

A jeśli ktoś nie afirmuje? Jak ma wejść do Króliczej Nory?

Jeśli nie afirmuje, zachęcam do tego by zaczął .A, co do sposobów na wejście do Króliczej Nory, jak powiedziałam wcześniej, każdy sam musi znaleźć dla siebie najlepszą metodę. Jest jednak kilka przydatnych do tego technik pracy ze sobą.
Przede wszystkim powinniśmy zacząć od odpowiedzenia sobie, jak głęboko chcemy do tej Króliczej Nory wejść? I nie rzucać się w nią jak Alicja, ale wchodzić do niej powoli i stopniowo.

A czy nie lepiej od razu wpaść do Króliczej Nory głową w dół, jak Alicja i mieć tę podróż za sobą raz na zawsze?

Czy raz na zawsze, to się okaże z czasem. Bo w życiu bywa i tak, że się do Króliczej Nory wraca. A nawet idzie się dalej, jak nasza Alicja. Aż na drugą stronę lustra. Ale wracając do Króliczej nory, moim zdaniem nie warto wpadać na samo jej dno od razu, byle szybko, byle mieć to za sobą. Tym bardziej, że ta podróż bywa czasem dość bolesna i trudna. Dlatego zachęcam, by wchodzić w nią głęboko, ale stopniowo. Pamiętajmy,że to nie jest wymuszony podwieczorek w gronie nielubianych cioć, który chcemy, mówiąc kolokwialnie „odwalić” i mieć z głowy. To podróż wgłąb siebie, oczyszczanie pewnych wzorców, zmiany matryc. Tu trzeba uwagi, skupienia i sumiennego przyłożenia się do wykonania misji, jakby powiedział mój syn .

Co zatem polecasz na początek?

Analizę siebie i odpowiedzenie sobie na pytania, co się nam w nas podoba, a co nie. I podzielenie tego na emocje i uczucia. Na pewne stany w nas. Warto spisać te emocje oraz uwagi, jakie się pojawiają w nas przy pisaniu. Pozwólmy myślom i uczuciom płynąć swobodnie i obserwujmy, gdzie nas prowadzą. Następnie na podstawie naszych notatek sporządźmy sobie listę zdań skojarzeniowych. Np. z zapisów wychodzi, że mamy kompleks niższości, formułujemy, więc zdania w stylu:
1. Kiedy patrzę w lustro widzę……
2. Moje ciało jest….
3. W pracy uważają mnie za
4. W szkole uczyłam się…
5. Jestem osobą o….
6. Interesuję się….
Itd.,itp. Lista takich zdań może, a nawet powinna być długa. Odpowiedzi zaś powinny padać na zasadzie właśnie skojarzeń, a nie dogłębnej analizy. Piszemy zdanie i pierwszą skojarzeniową odpowiedź, jaka przyjdzie nam do głowy. Następnie spokojnie analizujemy te odpowiedzi. Weźmy dla przykładu pierwsze zdanie i niestety możliwą i częstą odpowiedź:

Kiedy patrzę w lustro widzę…. Brzydką osobę.

Zastanówmy się, dlaczego udzieliliśmy takiej, a nie innej odpowiedzi. Co w nas postrzegamy, jako brzydkie? I dlaczego postrzegamy to w ten, a nie inny sposób. Od kiedy tak siebie postrzegamy, itd., itp. Przeanalizujmy bez krytyki każde ze zdań i odpowiedzi.

I to pomoże wejść do Króliczej Nory?

To pozwoli wejść do niej nieco głębiej. Bo w Króliczej Norze jesteśmy od dobrej chwili

Czy możesz rozszerzyć ten swoisty dialog Alicji, podać więcej przykładów?

Ja to nazywam „Dialogami Emocjonalnymi”. Swoją podróż do Króliczej Nory zaczęłam od wypisania sobie kilku zdań skojarzeniowych odnośnie siebie samej. Odpowiedzi nie bardzo przypadły mi do gustu, jednak dały wstępny szkic, na co powinnam zwrócić uwagę. Następnie weszłam do Króliczej Nory i rozpoczęłam dialog sama ze sobą. Był to rodzaj wywiadu ze sobą. Zadawałam pytania i udzielałam odpowiedzi. Co ciekawe, choć miałam szkic pytań, podobnych do tych, które przytoczyłam wyżej, to w trakcie tej swoistej rozmowy wypłynęło na powierzchnie wiele innych spraw. Ktoś mi bliski, powiedział kiedyś, że jedno wynika z drugiego i właśnie wtedy zrozumiałam, co miał na myśli. „Przepracowywałam jedno, a zaraz pojawiało się drugie coś. To jak w te związku przyczynowo skutkowego.Jedno wynika z drugiego.

Jak prowadzić takie dialogi emocjonalne?

Jak się chce ;).A całkiem poważnie, tu każdy musi znaleźć swoją metodę. Ja np lubię łączyć wizualizację z pisaniem. Zwykle wygląda to tak, że wizualizuję sobie ustronne i spokojne miejsce, moją własną Króliczą Norkę, cichą,bezpieczną i oddaloną od świata. Często wizualizuję sobie też jakiegoś rozmówcę i to on zadaje pytania, ja odpowiadam. Czasem rozmówca wytykami te rzeczy, przed którymi nie chciałam się przyznać. Potem spisuję te dialogi, w formie mini opowieści. W trakcie spisywania często pojawiają się jeszcze nowe pytania, wychodzą na jaw nowe rzeczy, nowe matryce do zmiany. I je także „przepracowuję”.
Spisywanie ma też tę zaletę,że łatwo do dialogu wrócić po czasie, przeanalizować go i uzupełnić.Pamięć zaś bywa zawodna, więc ja spisuję. Poza tym każdego dnia coś się w nas zmienia, my sami się zmieniamy, tym szybciej, im głębiej zanurzamy się w Króliczą Norę. Więc wracając do pewnych rzeczy po czasie, patrzymy na nie już innym okiem.
Jednak w pracy ze sobą każdy sam musi znaleźć swoją złotą metodę. Bo każdy z nas jest inny, co dobre dla mnie, dla innego będzie raczej utrudnieniem lub rozproszeniem. Choć zachęcam by jednak te swoje dialogi spisywać, lub notować najbardziej istotne rzeczy i sprawy, jakie się ujawnią.

Nowe zdjęcia Alicji z Krainy Czarów

zachęcam do zadawania kolejnych pytań

Jeden z wielu snów…

Widziałem, dwoje ludzi, którzy szli przed siebie, otwartą przestrzenią.
W pewnym momencie dochodzą do jakiś fortyfikacji, przypominają one bardziej akwedukty niż mury obronne zamiast zagradzać drogę Wędrowcom, była im Drogą.
Nagle pojawiają się skądś przeciwnicy, którzy próbują strącić naszą dwojkę z Drogi.
Kobieta ma kołczan stalowych strzał, ale w śnie nie korzysta z nich, obydwoje z mężczyzną unikają wrogich ciosów.
Mężczyzna zaś trzyma na wietrze Sztandar.
Po wybudzeniu starałem zrozumieć symbolikę tego snu, na początku nie docierało do mnie co on przedstawia.
Poźniej grzebiąc w różnych książkach i w sobie;) trochę mi sie otworzyły oczy.
Stalowe strzały, one łącza Niebo i Ziemię, to Assunta.
Sztandar, symbol przywództwa i wartości.

2006-08-22 11:13:31

Z lotu ptaka…

To było jeszcze przez 3 Bramą.
Najpierw zobaczyłem miasto w dole, zakole rzeki, budynki, kamera obniża lot obserwuję otoczenie budynku, dostrzegam ludzi czekających na parkingu, zajmujących się rozmową.
Poznaję budynek z każdej strony, z tyłu odnajduję Nas, zajętych rozmową, a przed nami obraz, który symbolizuje drogę do mojego wnętrza.
To moje zadanie stworzyć „Przystań”, której nadałem już nazwę …

2006-04-10 11:07:22

Pęd wiatru

Zasypiając nurtował mnie pewien problem, zadawałem sobie wewnętrzne pytania

Odpowiedź przyszła w kilku scenach…

Byłem w górach, za którymi tak tęsknie, w oddali przed sobą widziałem niewielkie wzgórze. Leciałem nad zieloną łąką porośniętą bujnie trawą, o długich źdźbłach ścielących się płasklo na ziemi. Przystanąłem przed wzgórzem, usłyszałem jakieś dźwięki które przykuły moją uwagę, trochę przypominało mi to jakby ktoś nawoływał.

Dźwięk przemieszczał się między drzewami, a obok mnie pojawił się towarzysz, razem nasłuchiwaliśmy tego nawoływania, w pewnym momencie dostrzegliśmy niewielkie stado wilków. Mieliśmy dylemat czy to wolne wilki, czy też ktoś wykorzystuje je do polowań lub do innych celów.

Po tej chwili zastanowienia odwróciłem się na pięcie wzbijając się do lotu, to było coś wyjątkowego, słoneczna pogoda, prędkość i wiatr który mnie omywał. Coraz szybciej, pomimo szybkości nie było mi zimno, coraz szybciej, w dłoni miałem biały podkoszulek, który też jest znaczącym symbolem.  Puściłem go na wiatr, wciąż przyspieszając, żyć nie umierać.

Krajobraz się zmienił, teraz sceny rozgrywały się nad kamienistą pustynią, nad którą byłem ze swoim znajomym. Uczyłem go latania, jego postać to specyficzny symbol, bo jest specyficznym człowiekiem odebrałem to jako,  że może przyjść mi uczyć tych , których inni by nie uczyli.

Bo kogo jak kogo, ale wątpię aby mojego kumpla takie rzeczy interesowały 😉

Pokazywałem mu jak używać woli, jak powoli poruszać się aby nabrać wprawy w locie. Przelatywałem nad pustynią demonstrując mu ruchy i technikę, dałem mu kuksańca obruszył się żartem,  że go boli i abym go nie bił.  Kuksaniec nie był tylko żartem,  nie musiał wiedzieć,  że uderzenie miało mu pomóc w nauce,  aby pomogło uruchomić w nim pewne mechanizmy.

Po kilku demonstracyjnych lotach poleciałem w kierunku  cywilizacji, omijając przeszkody,  które tu symbolizowały przewody wysokiego napięcia. Dość częsty symbol w moich nocnych przygodach. Przyglądałem się domom, widziałem ich najmniejsze detale, niedoróbki, widząc zaniedbania właścicieli.

Zrozumiałem to jako zwrócenie większej uwagi na szczegóły, nawet te najmniejsze, których z  „zewnątrz” nie widzą „właściciele”.

Nauka to nie tylko uczenie się czegoś nowego, ale też poprawianie swoich błędów, nawet tych których nam się wydaje,  że ich nie ma 😉

Odnaleźć drogę

Często pojawia się w moich sennych symbolach obraz drogi, pełnej niebezpieczeństw by na końcu dane było mi odnaleźć z niej bezpieczne wyjście.
Przede mną zniszczona droga, pęknięta i zagruzowana, tuż obok po lewej stronie ciągnie się ściana jakiegoś muru lub budynku. Dostrzegam niewielki gzyms, gdybym był krasnoludkiem to może byłbym wstanie wskoczyć na niego i nie spaść. Wybieram inna drogę zbaczam na prawo w kierunku nieznanych mi zabudowań, przypominających niewielką fabrykę.
Przechodzę po dachach, na ostatnim dachu są problemy, muszę szczególnie uważać, aby nie spaść.
Wszystko się rusza i najmniejsza nieuwaga może mnie wiele kosztować.
Za ostatni budynkiem jest płot, który wykorzystuje prze zejściu z budynku, wreszcie udaje mi się szczęśliwie wylądować na ziemi. Wiem że nie jestem na swoim terenie i zaczynam szukać właściciela, odnajduję kobietę, które sprowadza mężczyznę w domyśle szefa.
Po krótkiej rozmowie wyjaśniają mi jak wyjść, pytam się czy mogę iść znaną mi drogą, mówią „że mosty są zniszczone”, że powinienem iść inną drogą.
Nasze drogi się rozchodzą, a ja idę przed siebie na właściwą drogę.

Deszcz meteorów

Naszą podróż rozpoczęliśmy od mostu na rzece mojego rodzinnego miasta, kierując się ku jego centrum, rozmawiając w zapamiętaniu nagle dostrzegamy wystrzelona z różnych miejsc rakietnice.
W pierwszej chwili przychodzi nam na myśl, że to sztuczne ognie, ale po chwili okazuje się że byliśmy w błędzie. Przypomniałem sobie w tym momencie pewien sen związany z dziwnym zjawiskiem na niebie i zaczynam opowiadać swoim towarzyszom, okazuje się że nie dane będzie mi dokończyć, ostrzegawczych rakietnic jest coraz więcej, dostrzegam na niebie niewielki ognisty rozbłysk, który w błyskawicznym tempie się rozrasta.
Myślę sobie z przekąsem, no ładnie, supernowa, już po nas, zaraz nas z anihiluje.
Na szczęście lub nasze nieszczęście okazuje się, że to ogromny deszcz meteorów, które z ogromną prędkością mkną w naszym kierunku, część weszła już w atmosferę, szukamy w pośpiechu schronienia, biegnąc co sił w nogach. Pierwsza fala zaczyna niszczyć budynki, jakimś cudem udaje się nam uniknąć tragedii.

Sceneria się zmienia, widocznie każdy na swój sposób szuka schronienia, nie wiem dlaczego, ale wybieram świat Sieci, udaje mi się schować w wirtualnym świecie, od normalnej rzeczywistości oddziela mnie przezroczysta bariera. Przed wejściem do sieci pojawiają się jaszczurzoludzcy „kosmici”, starają się sforsować interfejs który pozostał po drugiej stronie, dotykają go głowami, ale bez powodzenia.
Tłumaczę to sobie, że starają się swoim umysłem przeniknąć bariery, co im się nie udaje.

Mija nieokreślony czas, to może być rok jak i dziesiątki lat.
Pojawiają się pewne symbole.
Pierwszy z nich to gitara porośnięta bluszczem o mocnych konarach, co wskazuje na to że jednak minęło sporo czasu.
Zaczynam zrywać z pudła rezonansowego i najmniejszych zakamarków gitary wszelkie przejawy wijącego się bluszczu.
Drugim symbolem jest nagrobek, a dokładniej, płyta nagrobna zdobiona złotymi literami i jakimś kształtem przypominającym konar drzewa.
Część z tych napisów jakimś cudem przeniosła się na moje plecy, tak jakbym stał się częścią nagrobka.

Morał z tego taki 😉

Nawet najlepsze schronienie, może stać się twoim grobem.

Stąpanie po Aniołach…

Budynek był ogromny, wiele pomieszczeń, wszędzie pełno ludzi.
Labirynt pokoi, drzwi, długich i krętych korytarzy.
Szukam „czegoś” i nie zamierzam się poddać.
W pewnym momencie idę boso, w pierwszej chwili myślę, że powinieniem zawrócić, by odnaleźć buty, ale to tylko moment zawahania.
Szukam dalej…
Odnajduję Drzwi, wchodzę do wielkiego pomieszczenia, okazuje się że jest to Świątynia.
W oddali dostrzegam Ołtarz, wszystko jest bardzo stare, przesiąkam atmosferą miejsca.
Części niektórych elementów są jakby zniszczone i być może są odnawiane, ale pojawiają się też mysli, że to tak ma wyglądać.
W centralnej części Świątyni przy Ołtarzu, najzwyklejsza ziemia jest podłogą.
Ściany idą po linii okręgu, za to zadziwiająca jest podłoga, która rozciąga się przede mną.
Setki, tysiące rzeźb Aniołów, widzę ich twarze, skrzydła, tak jakby podtrzymywały wszystko…
Stąpam po Nich delikatnie, czując każdy krok, dostrzegając najmniejsze szczegóły ich twarzy, powoli wychodzę.

A na jawie w świetle dnia szukam wyjaśnienia snu.

„bose stopy – to symbol dobrowolnego ubóstwa ze względu na Chrystusa, który ” stał się ubogim, aby nas ubóstwem Swoim ubogacić” (2 Kor 8, 9).
Wyrażają też one gotowość do podjęcia każdej woli Bożej, choć realizacja Bożych zamierzeń często rani ogołocone stopy.”

Prowadząc rozmowę z kimś znajomym, nagle dostrzegam następstwo zdarzeń, których sen był zapowiedzią.
Odwiedzają mnie…

2006-01-20 13:21:48

Ślimak

Jesteśmy w górach, dokoła pełno asfaltu i ludzi, być może jest to wynikiem moich myśli na jawie, że polskie góry są chwilami zadeptywane przez ilość ludzi i samochodów.

Dostrzegam na kamieniu dużego, przezroczystego ślimaka. Jego kolor jest bardzo delikatny ledwo co przebija, pomarańcz, ukazujący całe wnętrze ślimaka.
Przybliżam się i mój wzrok staje się jakby szkłem powiększającym, zaglądam w głąb ślimaka, dostrzegam jakby dwa narządy.
Jeden szczególnie się wyróżnia bo jest największy, pierwsza myśl że przypomina jabłko.
Zwiększam powiększenie, dostrzegam najmniejsze szczegóły, różnicę w kolorach narządu i pomimo takiego zbliżenia widzę wciąż jabłko. Sercem ślimaka jest „jabłko”.

W realu zacząłem zastanawiać się nad tym co widziałem, ślimak nie jedną ma symbolikę.

Znalazłem coś takiego:
„Ślimak, po hiszpańsku caracol, (w języku tsotsil „puy”), to od dawien dawna bardzo ważny symbol Indian zamieszkujących stan Chiapas. W niektórych regionach ślimak był uważany za święte zwierzę i symbolizował „wchodzenie” do serca oraz jednocześnie „wychodzenie” z serca. Ślimakiem nazywano te ż wspólnotę, aby słowo przechodzące od jednej osoby do drugiej doprowadziło do narodzin porozumienia.”

Ślimak to ja, ale czy sięgnę po owoc w swoim sercu?

Kheper-u

Ostanie piętro wieżowca, rozległy apartament, dwie osoby mężczyzna i kobieta prowadzą dyskusję.

Nagle docierają do nich sygnały, że coś się dzieje, wokół mieszkania niezidentyfikowani wrogowie, podchodzą z różnych stron wieżowca, po schodach przeciw pożarowych. Lokatorzy biegną w stronę najbliższych atakujących…

Rozmawiam z osobą , która ukrywa swoją tożsamość. Neutralna,  ale zarazem bliżej jej do Przeciwników.

-„Przyglądam Wam się już od dawna”

Czarny statek i oczekiwanie na kapitana, który oprowadzi mnie po nim.

Poszycie i kształty wskazują na nowoczesny wojenny statek, z nadejściem kapitana przenoszę się do wnętrza statku. Po chwili spore zaskoczenie, taki statek, a wewnątrz w niektórych miejscach ściany są ceglane i wyprowadzone sklepienia. Gdzie nie gdzie można nawet dostrzec kominek, wszystkie te elementy nadają specyficzny klimat, na zewnątrz bojowość i gotowość do walki, a wewnątrz bezpieczeństwo i ciepło domowego ogniska, z którego korzystają ludzie zgromadzeni w tym momencie na statku.

Polana w lesie, a w środku niej znajduje się otwór z którego wychodzą stalowe głowy smoków.

Głowy koloru patyny, podkreślający ich wiekowość, jedna za drugą, wciąż kolejne wyskakują jakby to były głowy hydry lernejskiej, odcinasz jedna, wyrasta następna.

Jedna za drugą, wciąż kolejne…

Odbiegam od tej „niekończącej się historii” w trakcie biegu prowadzę rozmowę z tymi których reprezentował symbol „stalowych smoków”.

” Teraz będziemy w każdym którego będziesz mijał na ulicy” od razu dla porównania przypomniała mi się scena z filmu „W sieci zła”.

Wciąż biegnąc myślę o tym aby ostrzec innych, przeskakuję płot i inne napotkane przeszkody.

Widzę swoją lewą dłoń, na której dostrzegam kilka symetrycznych nacięć tworzących koło, nie jest to płytka rana. Dostrzegam sporej wielkości żuka , o wielobarwnym żółto czarnym podbrzuszu , budzący moje skojarzenie ze skarabeuszem. Chodzi po krawędzi rany, chwilami wchodząc głębiej pod rozciętą skórę, budzi to moją odrazę, i chcę go jak najszybciej wyjąc z rany.

Okazuje się że nie jest to takie proste, ciężko go złapać i goni mnie czas, a jeśli nawet go uchwycę wyślizguje mi się z palców.

Wiedząc, że nie mogę go łapać w nieskończoność, a każda chwila jest bardzo cenna, a on wciąż chowa się pod powierzchnią, decyduję się na zmiażdżenie „skarabeusza”, rozgniatam go palcem, naciskając rozciętą skórę.

Długi górski stok i radosny lot, zakrawający na szaleńczy;) Zakręty, krajobrazy, dużo uśmiechu i dobra zabawa i jeszcze większa prędkość.

Niektóre z tych „snów”, wyjaśniły się na jawie, ale jeszcze nie do końca.

Poznałem dzięki nim jak moja świadomość ukrywa niektóre sprawy przede mną, te najbardziej drastyczne ukrywa, a jeśli już to pokazuje je w wysublimowanej formie co nie znaczy, że przyjemnej.

Przeprowadziłem kilka rozmów, z których dowiedziałem się, że znów włożyłem kij w mrowisko.

Dowiedziałem się trochę o sobie, ale to trochę z motywowało mnie do jeszcze większego wysiłku w stronę głębszego poznania samego siebie.

Sprawa „Skarabeusza” wciąż trwa i czeka na swoje pełne wyjaśnienie.

Dziwne, ale „rozczytuję” te symbole

Siedząc oddawałem się całkowicie pisaniu, na jawie dostrzegałem najmniejsze szczegóły i życie barwnego „świata” przeze mnie opisywanego. Tak jakby ziściło się moje marzenie by w ciągu dnia, na jawie doświadczać niewysłowionego, widzieć i odczuwać.
Słowami ubrać to wszystko, by inni mogli tego doświadczyć.
W pewnej chwili dostrzegłem, że z lewej strony nadbiega w moja stronę czarny wilk, a z prawej strony nadbiega niedźwiedź polarny. Pomyślałem sobie „chłopaki nie teraz, jestem zajęty” pisałem wciąż nic nie robiąc sobie z ich biegu.

Dostałem polecenie od swojej kierowniczki, zbuduj „urządzenie”, którego kształt przypominał wysoką, kilkustopniową wieżę. Moim zadaniem było przymocowanie do jej boków pojedyńczych miedzianych włosów, padło też określenie „manometr”.
Miałem to wszystko wykonać własnoręcznie posługując specjalną lutownicą, którą już kiedyś w życiu pracowałem montując delikatną elektronikę.

Kręte niekończące się schody, co jakiś czas były umieszczone bramy, przez które przechodziłem, dopingowany przez niewidzialnego kibica. Wszystko rozgrywało się jakby nie miało mieć końca, przechodziłem przez bramę wracałem i wchodziłem w następną.

Podróżowałem przez nieznane mi kraje, mając do dyspozycji tylko prostą mapę i naniesione na niej punkty. Niebieskie to miejsca, w których już byłem, a czerwone miejsca jeszcze nie odkryte.
Każde miejsce było wieżą lub zamkiem, spotykałem się tam z bliżej nieokreślonymi istotami, z którymi prowadziłem bliżej nieokreśloną wymianę handlową.

Widzę, że moje akwarium stoi na wyższej półce, być może bym spojrzał na nie pod innym kątem. Karmiąc ryby unoszę część pokrywy, okazuje się, że w pokrywie jest ukryta dodatkowa półka, z której wysypują się ogromnie płatki karmy dla ryb.

Miasto, które oddycha na nowo, skryte przez wieki w czeluściach ziemi. Znika warstwa ziemi, spod której wyłania się rzeka, już nie jest ona podziemnym kanałem, a na jej brzegach tkwią poskręcane drzewa, które na nowo będą uczyć się słońca.

Wróciłem z podróży, wypakowałem swoje bagaże z autobusu, ich ogrom mnie rozśmieszył, jakby to był bagaż drużyny piłkarskiej, a nie jednej osoby. Scena się zmieniła, ale miejsce to samo, z tą różnica, że teraz to był wysoki wyszynk, do którego były przymocowane uchwyty do wspinaczki skałkowej, podciągałem się na jednej ręce rozmawiając swobodnie.

Jechałem autobusem z grupą ludzi, wszyscy mieli wspólne bilety, jeden bilet na dwie osoby.
Ja miałem wspólny bilet ze swoją zmarłą Babcią.

Widzę dziewczynę na szpitalnym łóżku, piszącą poezję ołówkami samopiszącymi, którą później sam czytałem.

Krzyk łabędzia

Był pewien rzemieślnik, który z łodzi rybackich wytwarzał dobrej jakości wraki, wykładał je trawą i innymi dodatkami, następnie układał je na dnie morza, na białym piasku, w sobie tylko znane wzory.

Pode mną morze, płynę niewielką łodzią, nade mną błękit nieba.
Dopływam do niewielkiej mielizny, wyskakuję z łodzi, woda jest ciepła, gdzie nie gdzie niewielkie wodorosty, stopy przyjemnie zanurzają się w piasku. Nagle z tego błogostanu wyrywa mnie pojawiający się znikąd Łabędź, burzy spokojny spacer. Gwałtownie porusza szyją, tak jakby chciał zwrócić moja uwagę, nagle przed sobą dostrzegam drogę której do tej pory nie było.
Tak jakby wynurzyła się z morza, delikatne fale obmywają drogę aż po horyzont, gdzie w oddali dostrzegam gigantyczne budowle.
Na drodze dostrzegam ślady, w które wypełniła woda, tak jakby ktoś przeszedł już tą drogą…

„Gęś i łabędź
Zazwyczaj nie rozróżnia się ich w mitach. U syberyjskich szamanów łabędź jest duchowym przewodnikiem pierwszego szamana, prowadzącym przez krainę dusz. Podobnie gęś, dlatego przed zanurzeniem się w trans szaman naśladuje głos gęsi, by obwieścić swoje przejście do duchowego świata.

Łabędź ma związki ze światłością, śmiercią, pięknem i smutkiem, a także z umiejętnością zmiany postaci. W starożytnej Grecji był panem duchowego lotu, utożsamiano go z Hermesem, posłańcem bogów. Grecy ponadto wierzyli, że przed śmiercią łabędź wydaje z siebie cudowny głos. Stąd wywodzi się europejski „łabędzi śpiew”.

Zgodnie z mitem Zeus przemienił się w łabędzia, by uwieść Ledę, co na długo utrwaliło miłosne konotacje tego ptaka (poświęcono go Afrodycie, bogini miłości).

W Rzymie gęsi poświęcone były Marsowi, bogowi wojny, ze względu na rwetes, jaki czynią w obliczu zagrożenia.

Hindusi, nie rozróżniający łabędzia i gęsi, mają mitycznego ptaka Hamsę, który pojawia się raz jako łabędź, raz jako gęś. Hamsa jest symbolem równowagi życia i rumakiem boga Brahmy, który zresztą narodził się z kosmicznego jaja przezeń zniesionego. Żona Brahmy, Saraswati, często jest przedstawiana na łabędziu lub gęsi, a lot Hamsy jest symbolem tęsknoty duszy za wyzwoleniem z kolejnych cykli życia.”

Etiuda…

M. Wiesz ilekroć zasypiam na tym wielkim, starym łóżku czuję jakbym stawał się małą częścią obrazu surrealistycznego malarza.
Zostaje łóżko, ja w nieograniczonej przestrzeni…

E. Ty, przestrzeń i łóżko…Łóżko – to symbol, to jakby miejsce zespolenia światów, niewidocznych konstelacji, prawdziwych emocji i wizji wyciętych z obrazów godnych da Vinci…
Ono przeniknęło Cię, a przez to pozwoliło wejść w jego światy łączne.
Jesteś przez to dla niego Amadegiem.

M. Płynę pod prąd czasu i przestrzeni, doświadczając wielu istnień.
Obserwuję…
Walczę, zawieram przymierza….
Piszesz o łóżku jak o przyjacielu?

E. Możesz nazywać to pływaniem, choć to nieadekwatne do tego czego doświadczasz. Po prostu wszedłeś w strefę łóżka, które niejako jest czymś innym niż tylko łóżkiem. możesz powiedzieć, że to portal, ale i to nie do końca.
Tego nie da się zdefiniować, więc nie próbuj.
Przyjaciel, wróg, brat…..Co to za nazewnictwo? Mój drogi w światach jest pojęcie współistnienia lub odłączności.
Tak naprawdę w każdej chwili przyjaciel może stać się wrogiem, a wróg kolegą.
Wszystko w zależności od opłacalności.
Mało która istota jest wierną…

M. Dzisiejsza noc będzie kolejną wyprawą.
Nie wiem jaki barwny szlak wyznaczy drogę.
Nasuwają sie słowa z „Alicji w Krainie Czarów” i wskakuje tu też pewien królik.

E. Ciekawe porównanie.
Tylko, że Ty nie jesteś Alicją, a to co się dzieje w Twoim życiu, to nie bajka, a Twój Przewodnik Duchowy nie jest królikiem.

M. To co dla innych jest bajką, dla Nas jest rzeczywistością.
jednym z powodów dla których powstały bajki jest to, że większość ludzi nie potrafi, przyjąć tego, To Co Jest, uciekając od rzeczywistości.

E. Otóż to.
W bajkach niektórych jest prawdziwe przesłanie o prawdziwych światach, istotach, rzeczywistościach.
„Dla Nas” – tak. I dla wielu innych…Na tym polega rzeczywistość…nasza rzeczywistość i nam podobnych.

2004-10-25 11:49:16

Powtarzające się symbole

Miejscem akcji bym dom rodzinny na wsi, pełen domowników, a raczej jakieś paczki znajomych, która była na wycieczce. Krzątaliśmy się po domu, prowadziliśmy rozmowy, zastanawialiśmy się, kiedy będziemy wracać, decyzję za nas podjęła Gospodyni domu, okazało się ze będziemy musieli jechać już dziś. Miałem nie wiadomo skąd pozostałości po cienkiej Pizie, była już zimna i raczej niezjadliwa. W domu była jeszcze Kucharka, rozmawiałem z nią trochę i okazało się, że ona zrobi z tego zimnego placka coś, co będzie się nadawać do jedzenia. Rozpostarła przede mną wizję, czego to doda, jak to przyrządzi, jak rozłoży na cieście, że sam jeszcze się zdziwię, jaka wyjdzie z tego smaczna potrawa.
Gdy reszta się przygotowywała do podróży okazało się, że padający wciąż deszcz przerodził się w rzęsistą ulewę, przez co niewielka rzeczka płynąca obok domu wystąpiła z brzegu, zalewając ogród i docierając przez piwniczne okienka w głąb domu. Wszyscy zaczęli się ubierać i przygotowywać do ratowania domu, ubieranie odpowiednich butów, decyzje, kto gdzie ma iść itp. Deszcz powoli jednak zaczął ustępować, co osłabiło nurt rzeki, która wciąż jeszcze, choć słabiej, ale królowała na ogrodzie i opływała ściany nośne domu. Stałem na zewnątrz i przyglądałem się wydarzeniom, reszta stała na werandzie i obserwowała wszystko.
W tym momencie pojawia się myśl przewijająca się ostatnio w „snach” – nie przejmowałem się, że inni zobaczą moje działanie. Podjąłem decyzję unosząc się w górę, na mojej drodze przeszkadzały mi kable energetyczne, ale przelatując pomiędzy nimi nie obawiałem się, że jeśli któregoś dotknę, że może mi coś grozić. Poprawiłem się w locie, była ze mną poduszka zafu, na której tak często siedzę. Wyleciałem na ulice i kierowałem się w stronę lasu mając przed sobą kolorowe niebo, które odpoczywało tuż po deszczu. Lecąc zastanawiałem się jak znaleźć odpowiednie miejsce, gdzie będę mógł przerwać brzeg rzeczki, aby fala powodziowa opadła.

Następne miejsce i wydarzenia.
Weszliśmy na teren jakiegoś systemu pałacowego, pełnego zieleni i było jakieś, „ale”, bo wciąż wypatrywaliśmy niebezpieczeństwa. Był z nami nasz kotopies;), biegał swobodnie, ceni on wolność ponad wszystko, kocha członków swojego stada, ale chwile wolności są dla niego jak narkotyk, zachłystuje się nimi, bardzo często jego natura jest o krok od oddania się w pełni wolności, ale też często udaje się nam go jednak przywołać do siebie, co nie znaczy, że jest to łatwa sztuka;) Przechodząc białymi i zadbanymi ścieżkami pośród drzew, podbiegały do nas ogromne psy. Większość był agresywna, ale w tym miejscu i czasie nie obawiałem się łapać ich za potężne szczeki, miotając nimi jak workiem ziemniaków, niektóre z nich przechodziły obok nas, nie okazując agresji. Kiedy nasz spacer się skończył doszliśmy to dużej bramy, kotopies gdzieś się zawieruszył w swoim bieganiu, my zaś podchodziliśmy ukradkiem i podpatrywaliśmy bokami, czy aby nikt nie czatuje na nas za bramą?

Tu czy tam, a może pomiędzy

„– Wczoraj świat stał się taki, jak go opisują czarownicy – kontynuował. – W tym świecie kojoty mówią, tak samo jak i jelenie, o czym kiedyś ci opowiadałem, podobnie zresztą jak i grzechotniki, drzewa i inne żywe istoty. Ale ja chciałem, abyś ty nauczył się widzenia. Może wiesz już teraz, że widzenie wydarza się tylko wtedy, kiedy przemykasz się pomiędzy światami, światem zwykłych ludzi i światem czarowników. Teraz jesteś dokładnie pośrodku. Wczoraj wierzyłeś, że kojot mówi do ciebie.
Każdy czarownik, który nie widzi, tak samo by wierzył. Ale ten, kto widzi, wie, że wiara w to oznacza utknięcie w rzeczywistości czarowników. W ten sam sposób nie wierzenie w to, że kojoty mówią, to utknięcie w rzeczywistości zwykłych ludzi.” Don Juan

Jeśli powiesz komuś „że kojoty mówią”, większość uzna Cię za wariata.
Idąc tym tropem w śnieniu możemy spotkać różnych rozmówców, będzie to on, ona lub ono, albo jeszcze coś bardziej nieokreślonego np. jakiś symboli, idea, można by tu przytaczać wiele przykładów.
Ludzka świadomość nie dopuszcza tego czego nie zna i najczęściej zamyka się na nieznane i niezrozumiałe.
Ci dla który ważniejsze jest to „że kojoty mówią” tracą kontakt z ludzkim światem i z samym sobą, wtedy faktycznie możemy obawiać się o ich zdrowie;)
Zaś Ci którzy skupiają się tylko na tym co widzą i co mogą organoleptycznie poznać swoimi zmysłami wybierają świat ludzi, i tu pozostaje wybór czy chcemy poznać to co jest dalej po za naszym „światem”, który codziennie ograniczamy zamykając się na siebie, na innych, już nie mówiąc o tym co jest jeszcze „dalej”.
Równowaga to takie ogólne słowo, ilu z nas myśli o tym choć przez chwilę, ilu z nas czyni coś w tym kierunku.
„Utknąłeś” czy idziesz dalej;)?

Szukanie rozwiązania problemu

Podeszliśmy z kolegą do dystrybutora zastanawiając sie ile zatankować paliwa do naszego samochodu, czekała nas dłuższa podróż.
Czy dolać jeszcze do baku, czy dolać do kanistra, tak na wszelki wypadek i jak będzie lepiej w naszej sytuacji.
Okazało sie ze kanister ma nietypowy otwór niedopasowany do dystrybutora paliwa.
Po kilku próbach znalazłem sposób na wlanie paliwa do kanistra.
Gdy paliwo wypełniło kanister okazało sie ze wypłynęło kilka śmieci, kanister był czysty, ale pomimo tego coś wypłynęło na powierzchnie. Jeden „śmieć” był wielkości pięści, jakim sposobem mógł sie schować w kanistrze, skoro nie było w nim miejsca gdzie potencjalnie mógł ukryć się „śmieć”.

Nasz umysł postrzega świat przez pryzmat jakiego sie nabawił przez całe nasze życie.
Ostatnio zmagam się z pewnym problemem, szukając odpowiedzi, sen mi podsunął taką wskazówkę jaką wyżej zamieściłem. Na pierwszy rzut oka może się wdawać komuś, że jest to najzwyklejsza sytuacja i do szpiku prozaiczna. Scenka niby krótka, ale na każdym kroku skrywa się symbol.

Sny i ich interpretacja

Można by było też dodać i to co się dzieje w śnieniu, ale w tym momencie chcę się skupić na samych snach.
Każdy z nas śni więcej lub mniej, niektórzy po obudzeniu pamiętają najmniejsze szczegóły, inni stwierdzają, że nic nie pamiętają.
Sny mają różne pochodzenie, tu ograniczymy się do interpretacji.
Większość szuka odpowiedzi w sennikach, po znalezieniu właściwego symbolu poprzestają na tym i nie szukają już innych wyjaśnień czy zrozumienia sennych wydarzeń.
Moim zdaniem nic bardziej mylnego, fakt znajomość symboli czy archetypów może nam pomóc w interpretacji snu, ale wchodzenie w sztywne ramy jakim jest sennik ogranicza nas samych.
Każdy jest inny, często pochodzimy z różnych kultur, mamy inne doświadczenia życiowe, różne problemy i radości, jest tyle zmiennych z których zdajemy sobie sprawę i jeszcze więcej o których nie mamy najmniejszego pojęcia.
Być może jest to po prostu wygoda, ot przeczytać w senniku co znaczy dany symbol i na tym poprzestać, przecież już książka odpowiedziała wyczerpująco na nasze pytanie.
Kto z nas poszedł dalej i zadał sobie pytanie dlaczego śnię o tym, dlaczego śni mi się to i to, jaka może być tego przyczyna, czym jest dla mnie ten sen, jaką niesie ze sobą informację.
Zastanów się w przyszłości i pochyl się nad samym sobą i poszukaj odpowiedzi w sobie, a nie w sztywnych ramach.

„Stajnia Augiasza”

Gdziekolwiek idę mam ze sobą na uwięzi latającą rybę, trochę już jest zmęczona i poobijana.
Symbol ryby ewidentnie przedstawia mnie.
Jesteśmy w fabryce, gdzie szukamy czegoś nieokreślonego, nieoczekiwanie ze ściany wytryskuje potężny strumień wody, jakby rzeka zmieniła swój bieg, płynie przez całą halę produkcyjną, zabierając wszystko ze sobą po drodze. Ryba niknie w  nurcie, przez chwilę zastanawiam sie jak ją odnaleźć, ale dochodzę do wniosku, że to juz nierealne…

Pytania

Starym zwyczajem zdarza mi się
odpoczywać przy muzyce, uzbrojony w słuchawki oddałem się
relaksowi. Tak się jakoś złożyło, że pod koniec „kawałka”
były nagrane pytania w języku angielskim, zburzyły mi trochę
całokształt, ale pomyślałem sobie, a co tam , zabawimy się.

Pytania były sformułowane w stylu kim
jesteś, co jest dla Ciebie ważne, łącznie było ich chyba z pięć.
Zadając sobie wewnętrznie te pytania, otrzymałem trzy obrazy,
pierwszy dotyczył tego kim jestem, następne dwa dotyczyły
przełomowych i przyszłych wydarzeń w moim związku.

W przestrzeni dostrzegłem potężne
drzewo, przypominające sekwoję, jego korzenie były widoczne i
oplatały jakby niewidoczną kulę.

Wyjaśniłem sobie ten symbol na wiele
sposobów, ale odczucie pozostaje jedno pokora plus
konsternacja. Zdarzało się, że ten element wykorzystywali
niektórzy moi „rozmówcy” używając symbolicznego
porównania „rycerz i giermek”.

Drzewo przypominało „Drzewo Życia” z tym, ze nie było odwrócone, dziś znalazłem kolejny trop, kogo przedstawia się jako odwrócone „Drzewo Życia”. 

Czas wrócić

Za długo już nie siadam do pisania, muzyka naciska klawisze za mnie…
Ostatnio oddałem się pewnej lekturze „Trommereisen” – Podróż na dźwiękach szamańskiego bębna, ale wszystko od początku.
Jakiś dwa miesiące lub trzy temu, zdarzyło mi się stać przed górą książek, poukładanych jedna na drugą , kilka kolumn, widzę że są jakieś „dobrze” wydane pozycje, przekopuje się przez tą małe wzgórze;)Przeglądam kilka książek, ale na jednej się zatrzymuję, czytając i odkładając ją budzi się we mnie postanowienie, że chcę ją przeczytać.
Po kilku tygodniach, gdy wszystkie książki weszły do obiegu, zacząłem poszukiwania na nowo, przy pomocy koleżanek nie było to trudne;)
Zaczęło się…
Wszedłem w świat poezji, prozy, przyrody, mitów, legend Północy, walki i poszukiwań własnej tożsamości, zachowania ginącej tradycji Plemienia.
W tym tyglu wydarzeń dostrzegłem ostatnie lata swojego życia.
Historia rozgrywa się na granicy 3 krajów Szwecji, Norwegii i Finlandii.
Z tym ostatnim krajem jest związane kilka miesięcy mojego życia choć tak się wszystko potoczyło, że nie dane było mi stanąć na tej ziemi.
Kilka lat temu poznałem pewna kobietę, była z pochodzenia Szwedką, a w jej krwi, płynęły tez śpiewy plemienia Saami. Był to też moment kiedy zaczęły wychodzić ze mnie „słowa”, choć ich nie zapisywałem, może ona je zapisywała ale nie wyprzedzajmy faktów.
Nasze życia splotły się na kilka miesięcy, poznawałem na odległość Finlandię jej oczami i jej sercem. Była śpiewaczką, miała wyjątkowy głos -altowy. Kto wie może dane mi będzie nadrobić zaległości i zanurzę się w setki wysp archipelagu sztokholmskiego.
Pewnego dnia dziewczyna odwoziła mnie na dworzec, jechaliśmy autobusem , ona miała opartą głowę na szybie, patrzyła w dal, w pewnym momencie odwraca się do mnie i mówi” Jeszcze wiele w życiu osiągniesz”, nie zrozumiałem jej w pierwszej chwili, „co masz na myśli?”, „Nie wiem po prostu tak czuję”, nie udało mi się zgłębić bardziej jej słów lub usłyszeć jakiegoś szerszego wyjaśnienia.
Patrząc z perspektywy czasu, jeśli się nie mylę była Drugą Moirą, po naszym rozstaniu zacząłem zapisywać „słowa”.
Wracając do głównego wątku , ale to tylko na chwilę;)jednym z głównych elementów fabuły jest szamański bęben plemienia Saami, odwiedzający w snach głównego bohatera, by objawić mu się później na jawie.
Nie ma to jak długo nie pisać, historia się rozrasta;)
Gdy poznałem Trzecią Moirę, a może gubię się w rachunkach, pojawił się pewien symbol zjednoczonego słońca i księżyca w okręgu, przedzielonego linia, z 10 lub 11 promieniami dookoła. Zaczęliśmy zgłębiać co może znaczyć ten symbol – totem.
Studiowałem tarcze wojenne Indian Ameryki Północnej, ich symbolikę i zdobnictwo, teraz widzę że „przeoczyłem mały szczegół” – szamańskie bębny w różnych kulturach, trochę już nadrobiłem zaległości.
Czytając książkę oddałem się podróży poprzez jawę i sen, widząc swoją Drogę.
Co spotkam jeszcze lub kogo na swojej Drodze, gdzie się zakończy , a gdzie zacznie się na nowo?

Czas pisać

Fabryka snów - sztuka śnienia, bajki terapeutyczne, rozwój