Bitwa pod Uluru

Śniłem o bitwie, wokół ogromnej góry, była podobna do świętej góry Aborygenów, ale była wyższa i miała trochę łagodniejsze zbocza i porośnięte gdzieniegdzie drzewami.

Walczyły rożne istoty, od ludzi po potężne gady, niczym dinozaury, które ukrywały się na stokach. Niektórych istot nie jestem w stanie opisać, była ich cała chmara, wszędzie walka, obrona przyczółków, okrzyki miedzy walczącymi. W pewnym momencie jakaś bliska mi istota której budowa przypominała rozgwiazdę, koloru krwi, została otoczona, ruszyłem jej z odsieczą przez nieprzebrane tłumy walczących.

Wyglądało na to że byłem jednym z dowodzących, rozmawiałem z innymi jak przeprowadzić pewne elementy bitwy. Nie wiem jak skończyła się bitwa, ale druga wizja pokazywała, że raczej wygraliśmy.

Widziałem przed sobą talerz, a na nim rachityczny „krzaczek” pod którym ukrywała się, jakaś ważna osobistość, królowa, przywódczyni? Nie wiem, wiem że była już bezradna i była w mojej mocy. Wyglądała jak bezbronny świerszcz „podany na talerzu”.

A dodam, że jeszcze z 2 godziny przed snem odczuwałem przypływ energii, i zmiany odczuwania, także już samo to dało mi do myślenia.
Jak widać zaowocowało to taką „wizją” jak wyżej.

Polowanie

Poluję…
Widzisz, że daję Ci to czego pragniesz
Przyjmujesz nie wiedząc że już jesteś w mojej mocy
Nawet nie czujesz pętli która zaciska sie wokół
W swojej dłoni ściskam twą duszę
Przeniosę ja tam gdzie kwitnie wiosna, a ona…
Zakwitnie zadziwieniem, gdy płatki opadną każda chwila będzie wolnością

Lęk przed życiem

autor: Alexander Lowen
tytuł: Lęk przed życiem
przekład: Agnieszka Świtalska
wydanie I w języku polskim
Koszalin 2010
wydana przez Ośrodek Bioenergetycznej Pracy z Ciałem i Edukacji Psychologicznej, Joanna Olchowik
fragment

 

Wstęp
[…] Czy przeznaczeniem współczesnego człowieka jest bycie neurotykiem, który boi się życia? Moja odpowiedź brzmi: tak, jeśli zdefiniujemy współczesnego człowieka jako członka kultury, której głównymi wartościami są władza i rozwój. Ponieważ wartości te charakteryzują zachodnią kulturę XX wieku, tak więc każdy, kto w niej dorasta, jest neurotykiem.

 

Osoba neurotyczna jest w konflikcie z samym sobą. Część jej „ja” usiłuje pokonać drugą część siebie. Próbuje opanować ciało, racjonalny umysł, przejąć kontrolę nad uczuciami, wolą, przezwyciężyć obawy i niepokój. Mimo że konflikt ten jest w dużej mierze nieuświadomiony, jego efektem jest wyczerpanie energii osoby i zniszczenie jej spokoju wewnętrznego. Neuroza to konflikt wewnętrzny. Charakter neurotyczny przybiera różne postacie, wszystkie jednak zawierają wewnętrzną walkę jednostki pomiędzy tym, kim jest i tym, kim wierzy, że być powinna. Każda osoba neurotyczna wpada w tę pułapkę.

 

Jak rodzi się ten stan wewnętrznego konfliktu? Dlaczego losem współczesnego człowieka musi być cierpienie z powodu tych konfliktów? w przypadku jednostki neuroza powstaje w kontekście sytuacji rodzinnej. Jednak sytuacja rodzinna stanowi odzwierciedlenie kultury, ponieważ rodzina podlega wpływom wszystkich sił w społeczeństwie, którego jest częścią. Aby zrozumieć egzystencjalne warunki współczesnego człowieka oraz poznać jego przeznaczenie, musimy prześledzić źródła konfliktu w jego kulturze.
Jesteśmy świadomi pewnych konfliktów w naszej kulturze. Na przykład rozprawiamy o pokoju, ale przygotowujemy się do wojny. Popieramy ochronę środowiska, ale bezlitośnie wykorzystujemy zasoby naturalne dla zysku ekonomicznego.

 

Jesteśmy oddani celom władzy i rozwoju, ale pragniemy tez przyjemności, spokoju umysłu i równowagi. Nie zdajemy sobie jednak sprawy z tego, że władza i przyjemność to wartości przeciwne oraz, że jedno wyklucza pojawienie się drugiego. Władza nieuchronni prowadzi do walki o jej posiadanie, co często doprowadza do tego, że ojciec obraca się przeciw synowi, brat przeciw bratu.

Jest siłą wprowadzającą podziały w społeczności. Rozwój oznacza ciągłą aktywność w celu zmiany starego na nowe, uznając, że nowe jest zawsze lepsze od starego. Założenie to, mimo że jest prawdziwe w niektórych technicznych dziedzinach, jest niebezpieczne. Idąc dalej, implikuje ono nadrzędność syna nad ojcem, czy degraduje rolę tradycji do zbędnego bagażu. Istnieją też kultury, w których dominują inne wartości, gdzie szacunek dla przeszłości i tradycji jest ważniejszy niż dążenie do zmiany. W kulturach tych konflikt jest zminimalizowany, a neuroza występuje rzadko.

 

Rodzice jako reprezentanci kultury, mają obowiązek zainspirowania dzieci wartościami tej kultury. Żądają od dzieci zachowań i postaw, które są tak skonstruowane, by wpasować dziecko w społeczną i kulturalną matrycę. Z jednej strony dziecko stawia opór przeciw tym wymaganiom, ponieważ oznaczają one odcięcie się od swej zwierzęcej natury. By stać się częścią systemu, dziecko musi zostać „złamane”.
Z drugiej strony pragnie ono dostosować się do tych oczekiwań, by podtrzymać miłość rodziców i uzyskać ich aprobatę. Rezultat zależy od natury rodzicielskich oczekiwań oraz sposobu, w jaki są one egzekwowane. Poprzez miłość i zrozumienie można nauczyć dziecko zwyczajów i praktyk charakterystycznych dla kultury, nie łąmiąc jego ducha. Niestety, w większości przypadków w procesie przystosowywania dziecka do kultury jego duch zostaje jednak złamany, czyniąc dziecko neurotykiem, który boi się życia.

Centralną kwestią w procesie adaptacji kulturowej jest kontrola seksualności. Nie istnieje bowiem kultura, która choć częściowo nie narzuca hamowania zachowań seksualnych. Ta kontrola zdaje się być konieczna, aby nie dopuścić do rozłamu w społeczeństwie. Ludzie są zazdrosnymi istotami i mają skłonność do przemocy. Nawet w najbardziej prymitywnych kulturach więzy małżeńskie są święte. Jednak konflikty, które powstają z tych ograniczeń są zewnętrzne względem osobowości. W kulturze Zachodu praktykuje się wzbudzanie poczucia winy za uczucia seksualne oraz za praktyki seksualne, jak na przykład masturbacja, która w żaden nie zagraża harmonii społeczności. Kiedy poczucie winy lub wstyd połączą się z odczuciami, konflikt zostaje zinternalizowany i tworzy się charakter neurotyczny. […]

Radość

autor: Alexander Lowen
tytuł: Radość. Naucz się wyzwalać energię stłumionych uczuć
przekład: Kamila Jakimowicz
wydanie I
Wydawnictwo Czarna Owca (dawniej Jacek Santorski & Co)
Warszawa 2010
Nareszcie ukazały się dalsze tłumaczenia książek Alexandra Lowena.
Zaprezentuję treść Przedmowy do tej publikacji.

 

Przedmowa
Minęło już czterdzieści lat, odkąd przyszedł do mojego gabinetu pierwszy pacjent. Właśnie ukończyłem własną terapię u Wilhelma Reicha. Jego metoda stawała się coraz bardziej znana i znajdowała wciąż nowych zwolenników. Ponieważ mało było wówczas terapeutów wyszkolonych do jej stosowania, miałem wielu chętnych, mimo że nie zdobyłem wykształcenia medycznego. Jako początkujący terapeuta brałem dwa dolary za godzinę terapii, co jak na tamte czasy było skromnym wynagrodzeniem. Jednak gdy z perspektywy czasu patrzę na jakość mojej pracy, zadaję sobie pytanie, czy byłem wart nawet tego. Nie miałem wówczas pojęcia o głębi i powadze zaburzeń, z jakimi boryka się wielu ludzi zachodniego świata. Mam na myśli depresję, niepokój, brak poczucia bezpieczeństwa, miłości i radości życia.

 

Pracując z pacjentami przez prawie pół wieku, napisałem jedenaście książek i wierzę, że zgłębiłem naturę ludzkich problemów; zdefiniowałem również zasady analizy bioenergetycznej. Książka ta opisuje terapię w praktyce i obrazuje jej zastosowanie licznymi przykładami z sesji z pacjentami. Muszę zaznaczyć, że analiza bioenergetyczna nie jest szybką i prostą metodą leczenia, jest jednak bardzo efektywna, chociaż jej efektywność zależy od doświadczenia terapeuty. Trudno spodziewać się natychmiastowego uzdrowienia, jeśli problemy, z którymi przez lata zmagają się pacjenci, stają się w końcu częścią ich osobowości. Prawdziwe cuda zdarzają się rzadko. Największy cud, jaki znam, to akt powstania nowego życia, któremu dedykuję niniejszą książkę.

 

Ciało i umysł działają jako jedność, aby podtrzymywać życie w organizmie; działają również jako jedność na poziomie głębokich procesów energetycznych. Umysł potrafi wpłynąć na ciało, a ciało, oczywiście, wpływa na myślenie i procesy psychiczne.
Analiza bioenergetyczna opiera się na założeniu, że człowiek jest jednolitą całością. To, co dzieje się w umyśle, wpływa na procesy w ciele. Zatem jeśli ktoś cierpi na depresję i ma rozpaczliwie czarne myśli, czuje się beznadziejny i przegrany, w jego ciele to nastawienie będzie widoczne w spowolnionym przepływie impulsów, w zmniejszonej ruchliwości i ograniczonym oddechu. Wszystkie funkcje życiowe doświadczają depresji, również metabolizm. Zaburzony metabolizm wpływa na obniżenie energii życiowej

 

W niektórych przypadkach można poprawić funkcjonowanie ciała poprzez zmianę nastawienia w umyśle, lecz każda taka zmiana będzie krótkotrwała, dopóki nie dokona się fundamentalnych zmian na poziomie ciała. Z drugiej strony, bezpośrednie poprawianie funkcjonowanie ciała poprzez oddech, ruch, odczuwanie i swobodną ekspresję przynosi natychmiastowy i długotrwały efekt oraz zmienia nastawienie psychiczne. W końcowej części terapii dążymy do energetycznego wzmocnienia pacjenta. Jest to istotne, jeśli naszym celem jest wyzwolenie pacjenta z ograniczeń przeszłości i zahamowań teraźniejszości.

 

[…] Celem terapii jest pomóc człowiekowi w odzyskaniu jego pełnego potencjału. Wszyscy ludzie, którzy przychodzą na terapię, są na skutek urazów z dzieciństwa pozbawieni umiejętności doświadczania pełni życia. Jest to ich główne zaburzenie, które leży u podłoża objawów. Objawy wskazują, jak bardzo człowiek został upośledzony przez proces wychowawczy. Najcięższym stanem jest utrata części własnego ja. Wszyscy pacjenci cierpią na różnego rodzaju ograniczenia osobowości: ograniczoną samoświadomość i uważność, ograniczone wyrażanie siebie, zaburzone panowanie nad sobą. Te podstawowe funkcje są filarami świątyni własnego ja. Ich ułomność i słabość odpowiadają za brak poczucia bezpieczeństwa, który dramatycznie podkopuje wszelkie próby poszukiwania spokoju i radości, satysfakcji i najgłębszego sensu istnienia.

Wielce ambitnym celem terapii jest przekroczenie tych ograniczeń i, jak wcześniej wspomniałem, nie jest to proste. Bez zrozumienia tego celu można się pogubić w labiryncie konfliktów i sprzeczności uczuć, które gmatwają lub nawet udaremniają starania podejmowane w trakcie terapii. Warto jednak podjąć wysiłek, jakim jest niesienie pomocy wielu ludziom współczesnej cywilizacji, dla których życie jest ciągłą walką o przetrwanie, a radość – stanem obcym.

Narcyzm. Zaprzeczenie prawdziwemu Ja

autor: Alexander Lowen
tytuł: Narcyzm. Zaprzeczenie prawdziwemu Ja.
przekład: Piotr Kołyszko
Agencja Wydawnicza Jacek Santorski & Co
Warszawa 1995
„Narcystyczna osobowość naszych czasów” – tak zapewne zatytułowałaby Karen Horney swoją słynną książkę, gdyby pisałaby ją pięćdziesiąt lat później. Opisywane przez Freuda i jego uczniów nerwice ustępują dziś miejsca innego rodzaju zaburzeniom osobowości, których istotą nie są neurotyczne konflikty, lecz kryzys tożsamości, utrata łączności z naturalną, podstawową jaźnią, własnym Ja.
Samotność, egocentryzm i zabieganie współczesnego człowieka Zachodu są pierwszymi rzucającymi się w oczy skutkami tej bolesnej utraty poczucia siebie, zapoczątkowanej przez dramat dziecka nieuważnie i egoistycznie traktowanego przez rodziców, a utrwalonej przez nastawioną na zewnętrzne osiągnięcia i grę pozorów kulturę.
Depresje, zaburzenia osobowości typu borderline i narcyzm to kliniczne przejawy naszych egzystencjalnych problemów, w których istotę wprowadza nas krok po kroku wybitny psychiatra i psychoterapeuta amerykański, Alexander Lowen znany już polskim czytelnikom z bestsellerów Miłość, seks i serce oraz Duchowość ciała.  (Jacek Santorski)
fragment
Przypadek Sally
[…] Sally, młoda kobieta uczestnicząca w treningu bioenergetycznym, opisała koszmar, jaki przeżywała przez ostatnie dziesięć lat. Poślubiła mężczyznę, który ją bił, uganiał się za innymi kobietami i groził odebraniem dzieci w przypadku rozwodu. Bała się go panicznie, bo był silny, nie tylko w sensie fizycznym. Udało się jej jednak uzyskać rozwód i zatrzymać dzieci. Zadziwiający był fakt, że Sally opowiadając tę historię ujawniała bardzo niewiele emocji. Byłem również zdumiony płytkością jej oddechu.Chociaż jej ciało nie wykazywało sztywności, miała zaciśnięte gardło. Żeby zrozumieć przyczyny tego zaciśnięcia, spytałem ją o dzieciństwo.
Sally odpowiedziała natychmiast, że miała szczęśliwe dzieciństwo. Jak dotąd nie pracowałem jeszcze z nikim, kto miał szczęśliwe dzieciństwo. Słyszałem takie stwierdzenia z ust wielu pacjentów, ale okazywało się, że kryje się za nimi zaprzeczenie rzeczywistości. Gdyby dzieciństwo Sally było szczęśliwe, nie zaciskałaby gardła w celu blokowania uczuć i nie wyszłaby za mąż za mężczyznę, który ją maltretował. Jak wykazałem w innej książce*, większość mężczyzn żeni się z kobietami podobnymi do matek, a kobiety poślubiają mężczyzn podobnych do ojców. Poprosiłem Sally, żeby opowiedziała mi coś o ojcu.

Sally posłużyła się tymi samymi słowami przy opisie ojca, co przy opisie męża. Stwierdziła, że był silny. W jej dzieciństwie istniała między nimi bliskość. Ale ojciec pił, na czym cierpiały ich stosunki. Stał się nieobliczalny.

Ponieważ pijący mężczyźni bywają gwałtowni, spytałem Sally, czy ojciec kiedykolwiek ją uderzył. Mimo moich podejrzeń byłem zaskoczony jej odpowiedzią: „Czasem bił mnie pięścią, niekiedy walił w twarz. Nie wiedziałam, kiedy spadnie na mnie cios”. Zrozumiałem, że Sally bała się panicznie ojca, tak jak później męża. Ale ponieważ była dzieckiem i nie mogła opuścić domu, stłumiła przerażenie i mu zaprzeczyła. To zaprzeczenie uczucia strachu zaślepiło ją tak, że nie potrafiła dostrzec potencjalnej przemocy w przyszłym mężu.

[…] Rodzice bijący własne dzieci byli prawdopodobnie bici w dzieciństwie. Ponieważ zaprzeczyli uczuciom związanym z tym doświadczeniem, nie żywią żadnych uczuć dla dziecka. Mimo to nie potrafię pojąć, jak rodzice mogą usprawiedliwiać bicie dzieci. Widzę w tym przejaw okrucieństwa. Zawsze czuję grozę, kiedy słyszę opowieści pacjentów o tym, jak żądano, by sami przynieśli narzędzie chłosty. Podobnie nie potrafię też zrozumieć okrucieństwa wobec zwierząt. Są one czującymi istotami, zdolnymi do odczuwania bólu i przyjemności, smutku i radości, strachu i złości. Ludzie pozbawieni tych uczuć stoją w pewien sposób niżej od zwierząt…
*  Alexander Lowen Fear of Life, New York, Macmillan 1980.

Miłość, seks i serce

autor: Alexander Lowen
tytuł: Miłość, seks i serce
tłumaczenie: Piotr Kołyszko
Wydawnictwo Pusty Obłok
Warszawa 1990
[…] Skuteczność bioenergetyki w leczeniu depresji i nerwic, pomocy w rozwiązywaniu problemów życia intymnego i odzyskiwaniu harmonii wynika z włączenia w nurt psychoterapii pracy z ciałem pacjenta. Lowen odkrył, że uwalnianie napięć mięśniowych i przywracanie naturalnego rytmu oddychania jest istotą rozwiązywania problemów emocjonalnych. Takie podejście odróżnia bioenergetykę od innych metod pracy psychoterapeutycznej bazującej tylko na słowie (rozmowie)… (Jacek Santorski)
fragment
Wstęp
[…] Tak jak można określić wiek drzewa licząc wewnętrzne słoje pnia, tak doświadczony terapeuta ze szkoły bioenergetycznej może odtworzyć historię człowieka przyglądając się ciału. W trakcie analizy bioenergetycznej można określić gdzie umiejscowione jest napięcie i zablokowana energia. Takie zablokowanie nie pozwala człowiekowi używać w pełni swojej żywotności. Korzystając z różnorodnych technik ćwiczeń ładujących i rozładowujących emocjonalnie terapeuta szkoły bioenergetycznej może pomóc uwolnić zablokowaną energię, co pozwala na złagodzenie napięcia. Efekty zastosowania tej metody wobec osób podatnych na chorobę serca okazały się ta intrygujące, że zdecydowałem się na odbycie terapii u dr Lowena. Wkrótce przekonałem się, że moje ciało jest zbyt napięte, że nie oddycham głęboko i nie przeżywam ani nie wyrażam w pełni swoich uczuć.
Dr Lowen skoncentrował się na sztywności mojego ciała. W ciągu pierwszych kilku miesięcy było ono oporne i pozostawało pod kontrolą głowy. Lowen pracował nad oddychaniem, co wyzwoliło zablokowane uczucia. Umieszczał mnie na „stołku bioenergetycznym” i nakłaniał do takiego posługiwania się głosem, które wydobyłoby energię z mojej piersi. Spowodowało to zredukowanie napięcia w klatce piersiowej. Następnie pracowaliśmy nad przeponą, szczęką i miednicą. Kilka miesięcy takiej pracy z ciałem odsłoniło stłumione uczucia i napięcie mięśniowe. Stopniowo w moim ciele pojawiło się rozluźnienie. Płacz uwolnił napięcie, prowadzące do rozluźnienia klatki piersiowej. Podczas kolejnych lat byłem świadkiem otwierania się własnego serca. Chyba zaczęła się rozwijać kobieca strona mojej natury. Rozwój był wyjątkowo intensywny. Ból związany z terapią doprowadził mnie w końcu do odkrycia przyjemności. Zacząłem przeżywać więcej uczuć. Moje emocjonalne i fizyczne dobre samopoczucie uległo pogłębieniu, ciało zaś jakby ożyło. Zacząłem doświadczać swojej prawdziwej jaźni. Ta wędrówka w poszukiwaniu samego siebie dawała mi wielką radość. […]
dr STEPHEN  SINATRA
dyrektor The New England Heart Center

Szantaż emocjonalny Susan Forward

autor: Susan Forward (autorka bestselleru Toksyczni rodzice) i Donna Frazier
tytuł: Szantaż emocjonalny. Jak obronić się przed manipulacją i wykorzystaniem.
przekład: Małgorzata Trzebiatowska
wydanie drugie w języku polskim
Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne
Gdańsk 2007
Fragment
[…] Zaplanowaliśmy sobie z żoną, że na święta Bożego Narodzenia wybierzemy się w podróż. Czekaliśmy na te wakacje od miesięcy. Kiedy zadzwoniłem do mamy, by jej powiedzieć, że wreszcie kupiliśmy bilety, była bliska płaczu. „Ale co ze świątecznym obiadem?” – zapytała. „Zawsze się spotykamy w Boże Narodzenie. Jeśli wyjedziecie, to zepsujecie wszystkim ten dzień. Jak możecie mi to robić? Jak myślisz, ile świąt Bożego Narodzenia jeszcze mi zostało?”. No i oczywiście poddałem się. Żona mnie zabije, ale nie mógłbym cieszyć się wyjazdem, mając takie poczucie winy wobec mamy. (TOM)
Weszłam, by powiedzieć szefowi, że potrzebuję pomocy albo ustalenia bardziej realistycznego terminu ukończenia projektu. Kiedy tylko wspomniałam, że nie mogę dać sobie rady, rozpoczął przemowę: „Wiem, że chcesz więcej czasu spędzać w domu, z rodziną. Ale myślę, że chociaż brakuje im ciebie, docenią awans, który chcemy ci przyznać. Potrzebujemy kogoś do pracy w grupie, kto jest bardzo oddany swemu zajęciu – kogoś takiego, kim według mnie jesteś ty. Ale jak chcesz – możesz spędzać więcej czasu z dziećmi. Tylko pamiętaj, że jeśli to jest dla ciebie najważniejsze, to będziemy musieli ponownie rozważyć twoją przyszłość w firmie”. Poczułam się całkowicie zdruzgotana. Teraz nie wiem, co robić. (KIM)
Co to jest szantaż emocjonalny?
Szantaż emocjonalny to potężna forma manipulacji, polegająca na tym, iż nasi bliscy grożą nam – bezpośrednio czy pośrednio – że nas ukarzą, jeśli nie zrobimy tego, czego sobie życzą. U podłoża każdego szantażu tkwi jedna podstawowa groźba, którą można wyrazić na wiele sposobów, na przykład tak: Jeśli nie będziesz zachowywał się tak, jak chcę, to będziesz cierpiał. Kryminalista szantażujący jakąś osobę może grozić, że wykorzysta informacje dotyczące jej przeszłości i zniszczy jej reputację. Na ogół żąda pieniędzy za dochowanie tajemnicy. Szantaż emocjonalny uderza w nas osobiście. Posługująca się nim osoba wie, jak bardzo cenny dla nas jest związek z nią. Zna nasze słabości i najgłębsze sekrety. I nawet jeśli bardzo jej na nas zależy, to kiedy się obawia, że nie postawi na swoim, wykorzystuje swoją wiedzę o nas, by sformułować groźby, które przynoszą jej to, czego pragnie: naszą uległość.
Wiedząc, że potrzebujemy miłości i aprobaty, nasz szantażysta grozi, że nas ich pozbawi, albo też swoim zachowaniem utwierdza nas w przekonaniu, że musimy sobie na nie zasłużyć. Jeśli na przykład jesteś dumny ze swojej szczodrości i troskliwości, to szantażysta może nazywać cię samolubnym i nieczułym, kiedy nie podporządkowujesz się jego woli. Jeżeli cenisz pieniądze i bezpieczeństwo finansowe, to szantażysta może zapewniać ci je tylko pod pewnymi warunkami lub grozić, że cię ich pozbawi. I jeśli mu uwierzysz, to możesz przyzwyczaić się do poddawania jego kontroli swoich decyzji i swojego zachowania.
Znalazłeś się w tańcu szantażu, w tańcu z niezmierną liczbą kroków, figur i partnerów.
Ponieważ niezwykle trudno […] rozpoznać emocjonalny szantaż, kiedy mamy z nim do czynienia – a nawet na długo potem – przygotowałam listę, która pomoże ci stwierdzić, czy stałeś się ofiarą szantażysty.
Gdy ważni w twoim życiu ludzie:
  • grożą, że utrudnią ci życie, jeśli nie zrobisz tego, czego chcą?
  • nieustannie grożą, że zerwą z tobą, jeśli nie zrobisz tego, czego chcą?
  • mówią ci lub sugerują, że będą zaniedbywać obowiązki, zrobią sobie krzywdę lub popadną w depresję, jeśli nie zrobisz tego, czego chcą?
  • zawsze chcą więcej, niezależnie od tego, ile im dajesz?
  • zazwyczaj zakładają, że im ustąpisz?
  • zazwyczaj ignorują czy deprecjonują twoje uczucia i pragnienia?
  • wiele ci obiecują, ale spełnienie tych obietnic uzależniają od twego zachowania i rzadko ich dotrzymują?
  • obsypują cię wyrazami aprobaty, kiedy im ulegasz, a dezaprobaty, kiedy nie chcesz ulec?
  • posługują się pieniędzmi jako środkiem do postawienia na swoim?

Jeśli odpowiedziałeś twierdząco choćby na jedno z tych pytań, to jesteś emocjonalnie szantażowany…

Alice Miller – Zniewolone dzieciństwo. Ukryte źródła tyranii. – recenzja

W Zniewolonym dzieciństwie Alice Miller demaskuje mechanizm przemocy obecny w metodach wychowawczych stosowanych wobec naszych rodziców i dziadków (tzw. czarna pedagogika), który również dziś nie budzi wątpliwości w wielu krajach świata. Analizując dzieciństwo pewnej narkomanki (Christiany F.), pewnego przywódcy politycznego (Adolfa Hitlera) i pewnego dzieciobójcy (Jürgena Bartscha), którzy jako dzieci padli ofiarą niegodziwości i licznych upokorzeń, autorka kreśli sugestywny obraz zniszczeń, jakich dokonuje w człowieku przemoc, i wynikających stąd zagrożeń społecznych. Póki cała ludzka społeczność nie zda sobie sprawy z faktu, że codziennie popełnia się niezliczone morderstwa duchowe na dzieciach, morderstwa, od których skutków cierpieć będzie cała ludzkość, będziemy błądzić w ciemnym labiryncie – mimo wszystkich podejmowanych w najlepszej wierze planów rozbrojeniowych.

Rodzice i dziadkowie do dziś mają wpływ na coraz to nowsze pokolenia, którym odmawia się cech ludzkich już od kołyski. Wychodzi się z założenia, że w dzieciństwie ich dzieci wszystko samo się naprostuje jak dorosną i założą własne rodziny. Niczego nie naprostują, jeśli nie będą świadomi krzywd jakich zaznali.

John Bradshaw – Toksyczny wstyd. Jak uzdrowić wstyd, który cię zniewala – recenzja

Wstyd sam w sobie nie jest niczym złym. Wstyd, to normalne, ludzkie uczucie. Co więcej, by zostać w pełni człowiekiem, wręcz należy odczuwać wstyd. Wstyd określa nasze granice. Dzięki wstydowi nie przekraczamy własnego człowieczeństwa, zdajemy sobie bowiem sprawę, że popełniamy błędy i będziemy je popełniać, że bez czyjejś pomocy nie poradzimy sobie w życiu. Wstyd uświadamia nam, że nie jesteśmy Bogiem. Na zdrowym wstydzie osadza się poczucie pokory. Z niego wyrasta duchowość. […]

Toksyczny wstyd jest udręką, zmusza więc człowieka do ukrywania go. W ten sposób rodzi się fałszywe ja. Kto uważa, że jego prawdziwe Ja jest ułomne, potrzebuje Ja innego, pozbawionego tych cech – Ja fałszywego. Przeistoczenie Ja prawdziwego w fałszywe jest równoznaczne ze śmiercią psychiczną. Przyjęcie fałszywego Ja równa się utracie autentycznego człowieczeństwa. Alice Miller nazywa ten proces tworzenia fałszywego Ja „mordowaniem duszy”. Nie ma bardziej drastycznego przejawu gwałtu na własnej osobie niż toksyczny wstyd. Toksyczny wstyd tkwi u źródeł większości zaburzeń emocjonalnych. […]

Jak uzdrowić ten chorobliwy wstyd? Gdzie szukać nadziei? O tym jest ta książka. Opiszę w niej własną drogę ku uleczeniu toksycznego wstydu. Odbycie tej podróży to najważniejsze ze wszystkich moich doświadczeń życiowych. Toksyczny wstyd jest wszechobecny, działa podstępnie, jest potężny, wprawia w zakłopotanie. Jest mroczny i tajemniczy, i w tym tkwi jego potęga.

Tak wypowiada się sam Autor na temat toksycznego wstydu, który zniewala nas w najbardziej nieodpowiednich momentach naszego życia. Książka zrozumiale i w przystępny sposób analizuje – krok po kroku – powstawanie wstydu i czemu lub komu on służy.

Nie przeczytamy jej jednym tchem, ponieważ odkrywa przed nami głębię naszej istoty, pomagając odnaleźć to, co pogubiliśmy idąc drogą przez życie.

Trudne dni – Miesiączka

My kobiety mamy „trudne dni”, a nie jedna z nas przeklina czas, kiedy nadchodzą. Czy jednak comiesięczne krwawienia są naszym przekleństwem, czy może też naszą siłą?

Zapewne nie jedna z nas powie, że przekleństwem, a może i nazwie je karą Boską. Tymczasem okazuje się, że te dni mogą być naszą siłą.

W tym czasie, bowiem, w nas kobietach ujawnia się magiczna moc, zdolna przysłowiowe góry przenosić. Już w dawnych czasach wiedziano, że jest to dobry okres na praktykowanie magii miłosnej, gdyż zaklęcie miłosne w tym czasie rzucone zawsze przynosiło efekty. Osobiście nie polecam większości tych praktyk magicznych, bo wchodzą one w sferę manipulacji innymi (w tym wypadku mężczyznami). Dlatego nie będę omawiała w tym miejscu rytuałów miłosnych stosowanych w czasie menstruacji.

Wracając do głównego wątku. Miesiączka to czas, kiedy w kobiecie kumuluje się większa niż zwykle ilość energii, bowiem jest to tez czas oczyszczania. Koniec cyklu zbiega się z rozpoczęciem nowego, co powoduje intensywne oczyszczanie całego organizmu kobiety. Następuje swoista wymiana energetyczna i fizyczna starego na nowe i czyste. Warto, więc, ten czas wykorzystać dla siebie. Polecam wszystkim paniom nawiązanie większego kontaktu z naturą i przy okazji chłonąć też jej moc i energię. Moc i siła roślin, drzew, Ziemi „zebrana” w tym okresie przyniesie nam wiele dobrego.

Dla kobiety menstruacja to czas wzmożonego oczyszczania nie tylko fizycznego i energetycznego, ale również emocjonalnego. Jeśli więc jest taka możliwość polecam udać się w jakieś odosobnione miejsce lub znaleźć czas tylko dla siebie. Zagłębić się w siebie, poznać siebie, nawiązać więź z sobą i swoimi opiekuńczymi duchami czy aniołami. Uważnie obserwować siebie. Nie jedna z pań może być zaskoczona siłą, jaką w sobie posiada.

Szamanki, a także wiele kobiet żyjących w zgodzie z naturą i sobą, ten czas traktują, jako czas przejścia. Poznają siebie przekraczając bramę własnej jaźni, otwierają się na wiedzę ze Źródła, czy jak zwą niektórzy Absolutu.

Wiele z kobiet, które dopiero zaczynają poznawać siebie i swoje ciało, bywa zaskoczonych jak wiele odpowiedzi pojawia się w czasie medytacji przeprowadzonych podczas miesiączki.

Menstruacja, jak już wspomniałam, to okres wzmożonej aktywności i kumulacji naszych sil i energii. Nasza moc i percepcja wzrasta wówczas. Jednakże należy uważać na ewentualne byty czy larwy astralne, które silna moc przyciąga jak magnez. A ponieważ i tak jest to czas silnego oczyszczania, warto wspomóc go jakimś rytuałem oczyszczającym. Ot choćby kąpielami w zielu ostrożnia, bylicy czy szałwii. Nie zaszkodzi też przy okazji oczyścić swoje otoczenie z negatywnych energii.

Pomimo mocy i sily, jaką wówczas ma każda z nas, często ten czas jest bolesny i pełen dyskomfortu. Jest to często wynikiem wcześniejszego rozproszenia mocy i energii.

Ale i tu można sobie poradzić bez sięgania po środki farmakologiczne. Z własnego, bolesnego doświadczenia wiem, że wsłuchanie się w siebie i odpowiednie wykorzystanie tego okresu na pracę ze sobą i swoją energia, skutecznie pozbawiło mnie bólu. Dziś, kiedy mi się przydarza, wracam do natury lub medytuje i zapominam o tabletkach przeciwbólowych.

Skutecznie wspomagam się też gorąca herbatą z rumianku.

A przy bardzo silnych bólach warto popijać także skrzyp polny. Można też na tamponach lub podpaskach namalować nietoksycznym pisakiem runę Berkano, która jest runą kobiet. Osobiście nie sprawdzałam tej metody, ale ponoć działa. 😉

Polecam też przyjmowanie magnezu oraz przeprowadzenie jednodniowej głodówki oczyszczającej, lub diety oczyszczającej na czas menstruacji. Warto też zmienić sposób myślenia o tych dniach. Zamiast nazywać je „trudnymi dniami” nazwijmy” dniami mocy, czasem oczyszczania czy dniami transformacji. A całą energię skoncentrujmy na uwolnieniu się od toksyn, brudów, złogów, a także złych nawyków i negatywnych emocji. Takie oczyszczenie doda nam i zdrowia i urody.

Kiedyś uważałam, że miesiączka to nasze przekleństwo. Dziś korzystam z mocy, jaka mi dają te oczyszczające dni.

Gelnhausen lipiec 2010 roku

Wspomnienia…

Kilka razy podchodziłem do tego, próbowałem zaczynać na różne sposoby, spróbuję raz jeszcze…

W przeciągu niecałych 3 miesięcy odwiedziłem Miasto Miłości, znajdując schronienie w Naszej „Pustelni”. Za pierwszym razem dane mi było rozpływać się w „zapachu” modlitwy jaką było przesiąknięte to miejsce. Zasypiając tam mogłem odczuwać całą wieczność tą słodycz. Ostatnio miałem kilka dni wolnego i pojechałem się schronić, a przede wszystkim prosić o Życie.
Mogłem też tam schronić się przed swoimi prześladowcami, tam nie mieli do mnie dostępu.
Ponad rok czasu chodzili za mną krok w krok, niektórzy nawet z mojej kochanej Rodzinki śmiali się, że ”co postraszysz mnie tą bandą która chodzi za Tobą”.
Jeżeli zdobycz wymyka się drapieżcy z rąk, bestia pała żądzą zemsty, nie raz udało mi się osłonić ofiarę przed ich pazurami.
Choć snami próbowali dotrzeć nawet w tym miejscu, nie mogli mi zaszkodzic, więc chcieli odbić to sobie na niewinnym Naszym psie, który przyszedł do mnie zlękniony.
Prowokacje, manipulacje, wszystko wymieszane, istoty, światy złożyło się na ich działanie.
Dzięki Bożej pomocy odeszli bezsilni.
Szukając ratunku i nadziei, zatapiałem się w Nieba zachwycie, by w prostych chwilach mieć łaskę odczucia słodyczy Charyzmatu, w zwykłej krótkiej rozmowie między dwojgiem ludzi.
Wracając serce unoszone błękitem modlitwy przez wiele godzin wspominało…

2006-10-24 12:09:08

Czym skorupka za młodu nasiąknie…

Człowiek o racjonalnym umyśle, intelektualista, nigdy nie da się opanować wybuchom emocji, nie straci panowania nad sobą. Jako przykład niech tu posłuży ojciec (równie dobrze może to być matka), który ukarał syna wyrażającego złość tygodniowym szlabanem. Kara była nieadekwatna do przewinienia, nieproporcjonalna do zachowania chłopca.
„Osoba, chcąca zachować się racjonalnie lecz nie mająca dostępu do własnych emocji, będzie czasami zachowywała się nieprzewidywalnie.”

Człowiek ten nie był świadomy własnej złości, która wpływała na jego metody wychowawcze i sprowokowała reakcję nadmiernie surową. Powinien był znaleźć dostęp do własnych emocji, zamiast w sposób niekontrolowany przerzucać je na dziecko, czy osobę słabszą od niego.

W okresie, gdy formowana jest osobowość, dziecko uczy się zachowań, wyrażania emocji i uczuć w pierwszym rzędzie od domowników i środowiska, w którym się wychowuje. To, jak dorośli reagują na spontanicznie wyrażane emocje i uczucia swoich pociech, kształtuje ich osobowość i zachowania, które ujawnią się w życiu dorosłego człowieka.

Jeżeli dziecko widzi, jak zachowują się rodzice wobec siebie, jak skaczą sobie do oczu o wszystko, jak jedno drugiego upokarza i poniża – nierzadko w obecności pozostałych członków rodziny, czy znajomych, jeśli nie kontrolują gwałtownych emocji wobec siebie, dziecko bardzo szybko przyswoi te wzorce i zastosuje je na ulicy czy w szkole, ponieważ w domu nikt nie pozwoli mu na takie zachowanie. Będzie się bał ataku ze strony silniejszego, w tym wypadku rodzica, ponieważ szybko będzie ukrócone takie zachowanie. Po wyjściu z domu gdzieś tą wściekłość na domowe autorytety trzeba odreagować, więc gnębi się słabszych, zadźga nożem obcego człowieka lub skopie bezbronnego – do utraty przez niego zdrowia, a często i życia.
Wściekłość i nienawiść to uczucia, których nie potrafimy wyrażać w sposób bezpieczny i korzystny dla wszystkich. Boimy się ich, dlatego je tłamsimy w sobie. Są to uczucia, które też – a może przede wszystkim – powinny być wyrażane a nie tłumione, wyrażane w sposób bezpieczny, nie powodujący utratę kontroli nad sobą.

Dorośli i media robią dużo wrzawy wobec bestialstwa małoletnich, ale mało kto będzie zastanawiał się, skąd w młodym człowieku tyle gwałtowności i skłonności do stosowania przemocy wobec innych. Widzimy SKUTEK wychowania, nie zadając sobie trudu dotarcia do PRZYCZYN – na przyczynę jesteśmy ślepi. I koło się zamyka – agresywni rodzice wychowują agresywne lub zniszczone psychicznie dzieci, rezultatem jest spłeczeństwo akceptujące taki stan lub bojące się cokolwiek zmienić. Wszak to rodzice świecą odpowiednim przykładem.
Zauważam aż nazbyt dokładnie, że rodzice też kiedyś byli dziećmi, tak samo jak dzieci kiedyś w przyszłości będą rodzicami. Co otrzymujemy na starcie życia, w przyszłości będzie przekazane młodszym pokoleniom, wzbogacone o własne doświadczenia wyniesione z domu i środowiska, w którym przyszło nam się wychowywać.

Rodzice i szkoły oskarżają się wzajemnie o brak u młodych ludzi społecznych zachowań. Kiedyś matka poświęcała swoim pociechom odpowiednią ilość uwagi i zainteresowania, dziś nikt nie ma na to czasu. W trosce o byt i zapewnienie odpowiedniego statusu materialnego, poświęca się dzieci oddając je do całodobowych żłobków, przedszkoli, szkół, cedując na bezosobowych instytucjach odpowiedzialność za kształtowanie osobowości dziecka w najważniejszym dla niego okresie rozwoju – od urodzenia do 14 roku życia.
To rodzice i środowisko rodzinne kładą podwaliny pod dojrzałą osobowość w przyszłości, kształtują emocje i uczucia, wyrażanie ich w gronie rówieśników czy w zachowaniach społecznych. Szkoła ma za zadanie rozwijać intelektualnie i pomóc w rozwoju tego, co dziecko otrzymało w rodzinie jako podstawę. Co można rozwinąć nie mając podstaw?

Jeżeli w rodzinie wyrazem miłości i troski są agresywne zachowania rodziców, przemoc wobec współpartnera, wzajemne wykorzystywanie, lub wykorzystywanie dzieci do zaspokajania własnych oczekiwań, pragnień czy potrzeb, jaką osobowość będzie mieć młody człowiek gdy dorośnie, jakie wzorce będzie stosował w swoim życiu?

Kilka lat wstecz obserwowałam parę psów. On, zwykły mały kundelek, Ona – schorowana wilczurka. Byłam zszokowana, jak tych dwoje zwierząt okazywało sobie ciepło i troskę. Kiedy Ona oszczeniła się, bo jakiś barbarzyńca nie bacząc na jej stan zdrowotny, dopuścił ją do sparowania się z innym wilczurem, On, mały kundel, podsuwał jej pod nos co smaczniejsze kąski, zgarniał i znosił rozłażące się po podwórzu szczenięta. Suka zdechła, pies dostawał szału z rozpaczy. To były tylko zwierzęta…

Działanie medytacji

Fragment książki Margit i Ruediger Dahlke: Księga medytacji. 138 technik. Przewodnik dla każdego znaku zodiaku,
wydanej przez Wydawnictwo KOS,
Katowice 2001.

Stres to najważniejszy problem człowieka Zachodu. Objawia się on nerwowością, pobudzeniem, skurczem mięśni i przemęczeniem. Terapeuci uznają go za przyczynę wielu chorób cywilizacyjnych. Jako reakcja na bodźce zewnętrzne, wytrąca nas on z wewnętrznej równowagi. Wszystkie życiowe funkcje organizmu (trawienie, po­wstawanie i usuwanie komórek) zostają ograniczone, nasilają się wszystkie funkcje pobudzające. Organizm przygotowuje się do wal­ki lub ucieczki. W pewnych sytuacjach jest to konieczne. Dzięki reakcjom stresowym mamy dostęp do wielu środków zaradczych, dzięki którym można adekwatnie i skutecznie reagować na bodźce zewnętrzne, po czym wrócić do stanu równowagi i spokoju.
Czytaj dalej Działanie medytacji

Czas …co to takiego?

Zapewne wielu z Was czytało, oglądało lub słyszało różne historie dotyczące ludzi, którzy odwiedzali starożytne Miejsca Mocy, wiekowe menhiry, święte Góry, „stare szafy” i można by tak długo wymieniać, ale nie to jest teraz meritum sprawy;)
Przykładowy bohater przechodzi przez taką „starą szafę” i odkrywa inny świat, gdzie czas płynie swoim rytmem.
Spędzając tam wiele pór roku powraca prawie w tym samym momencie swojego „wejścia”.
Więc co z tym czasem, jak go należy liczyć, czy da się go policzyć?
Coś tam umownego na pewno można byłoby sklecić, ale co zrobić gdy takich podróży jest wiele po wielokroć?
Czy znaną matematykę czasu, początek i koniec, można od tak wtedy sobie odnieść do jednostki ludzkiej?
Takie „przejścia” to tylko czubek góry lodowej.
„Przejście” z miejsca do miejsca w „przestrzeni i czasie”.
„Przejście” z istnienia do istnienia…
Czas zmienia się w woltyżerkę, jak łatwo w tym zatracić siebie.
ŻYCIE mamy jedno, bez względu gdzie pójdziesz i kim będziesz…

2006-02-04 11:35:45

„A co z toksycznymi dziećmi?”

Dziś na Wirtualnej Polsce trafiłam na artykuł na temat książki Susan Forward „Toksyczni rodzice”.
Mniejsza o sam artykuł, który, według moich odczuć napisany był bez głębszego zrozumienia tematu. Bardziej zainteresowały mnie opinie internautów, zamieszczone pod nim.

Jedna z pań, podpisująca się nickiem ~Joanna zamieściła post pt. „A co z toksycznymi dziećmi???”. Przytoczę go w całości:

„A jak sobie radzić z toksycznymi dziećmi?? Pokoleniem tylko i wyłącznie roszczeniowym, widzącym tylko swój czubek nosa i własną wygodę ??? Co zrobić by wytłumaczyć dziecku, że mając lat 48 mam prawo do życia, zainteresowań, znajomych. Że właśnie odchowałam swoje dzieci i na niańczenie wnuka – choć kochanego – nie mam ochoty, ani czasu bo pracuję zawodowo…”

Dzieci nie rodzą się toksyczne, roszczeniowe czy – jak to określiła następna z pań:

„… rodzi się więcej dzieci z psychopatycznymi skłonnościami”

Pokolenie roszczeniowe, czy psychopatyczne to już jest skutek wychowania, źródła należy szukać w dzieciństwie rodziców, gdzie ojciec był od zarabiania pieniędzy na utrzymanie rodziny, matka pełniła rolę służebną dla niej. Czasy obecne zmieniły te role – w większości oboje rodziców pracuje na utrzymanie i zapewnienie jako takiego bytu dla wszystkich członków, z tym że próbuje się w dalszym ciągu utrzymać w związku rolę służebną kobiet.
Bardzo ładnie to określił John Bradshaw w jednej ze swoich książek: „Ojciec może wrzeszczeć na wszystkich; matka może wrzeszczeć na wszystkich, z wyjątkiem ojca; najstarsze rodzeństwo może wrzeszczeć na wszystkich, z wyjątkiem rodziców; najmłodsze dręczy zwierzaka.”

Cieszy fakt, że coraz więcej młodych rodzin odchodzi od tego modelu, bo w obecnych czasach jest on już archaizmem, który się przeżył. Jednego jest tylko brak – brak czasu na wspólne wypady i zabawy z dziećmi, rozmowy, które tworzą więzi i rozwijają uczucia wyższe, budują związek, gdzie pełnione role rodziców i dzieci są bardzo elastyczne, gdzie istnieje wzajemna pomoc w prowadzeniu wspólnego domu, a nie żerowanie na jednym z domowników, na którym spoczywa dbałość o dom i wszystkich jego członków, bez współczucia dla niej, bez chwili odpoczynku.

Mówię o kobietach, które pracują zawodowo na równi z partnerem życiowym, lecz po pracy, najczęściej to ona – ryjąc nosem ze zmęczenia – leci z zakupami do domu, gotuje, sprząta, pierze, zajmuje się lekcjami dzieci…

Jakże często jeszcze widzi się taki obrazek, gdzie partner po pracy siada w fotelu z pilotem i puszką piwa w ręce czekając na obiad, dziecko w swoim pokoju zajęte grami na komputerze też czeka, kiedy mama upora się z gotowaniem…

A potem jedna z drugą ma pretensje, że ma ileś tam lat i nie ma czasu dla siebie, mimo że swoje dzieci już odchowała i miałaby chęć na coś zupełnie innego, niż niańczenie wnuków.

Czego nauczyła swoje dzieci, to otrzymuje. Nauczyła niewrażliwości, fałszywego poświęcenia, wykorzystywania przez pozostałych członków rodziny. Nauczyła tego wszystkiego własnym postępowaniem, bo przecież nikt lepiej od niej nie zrobi zakupów, nie ugotuje obiadu, nie posprząta tak dokładnie, nie zrobi prania… A wieczorem czy późno w nocy pada na łóżko obok męża, który ma pretensję, że żona jest oziębła…

Najważniejszego nie nauczyła członków swojej rodziny – ODPOWIEDZIALNOŚCI i współtworzenia tej podstawowej jednostki społecznej jaką jest rodzina, gdzie do jej tworzenia zaangażowani są w równym stopniu oboje rodziców i dzieci.

Dzieci z psychopatycznymi skłonnościami to efekt tego, czego zaznały w rodzinie, co w nich sami rodzice wykształcili swoim zachowaniem, swoimi problemami w wyrażaniu emocji. Nic nie bierze się z powietrza, każdy skutek ma swoją przyczynę, chociaż nie zawsze ją zauważamy. Nadmierna kontrola, manipulacja, znęcanie fizyczne i/lub psychiczne, molestowanie czy wykorzystywanie seksualne.

Nadmiar lub niedobór uczuć niszczy. Kot nie pozwoli się dłużej głaskać, lecz tylko tyle, ile czuje potrzebę bycia głaskanym. Pies też godzi się na maltretowanie przez swojego pana do pewnego czasu, potem rzuca się do gardła. Dziecko jest bezbronne, zdane na rodziców. Zanim dorośnie będzie zmuszone tłumić to, co naprawdę czuje, kiedy jest poniewierane. Odreaguje to na zewnątrz, na otoczeniu – na słabszym rówieśniku, na nieznajomym, który mu się nawinie pod rękę.

Z ofiar bardzo często stajemy się katami dla innych ślepo twierdząc, że wychowanie w przemocy fizycznej czy psychicznej zrobiło z nich dobrego człowieka. Człowieka, który upokarzaniem, upodleniem dziecka buduje swój idealny wizerunek wspaniałego człowieka. Rodziny wychowują katów i kozły ofiarne. Gdzieś trzeba odreagować to, czego nie pozwolono nam zrobić w dzieciństwie, czego nie nauczono nas robić bez krzywdzenia siebie lub innych.

Religie a rozwój duchowy.

Wesołe fantazje na temat piekła :)
Strach motywacją do bycia moralnym? Nie sądzę 🙂

„Podobnie religie w dużym stopniu stawały się raczej siłą dzielącą niż jednoczącą. Zamiast prowadzić do zaniechania przemocy i nienawiści dzięki zrozumieniu podstawowej jedności całego stworzenia, przyczyniały się do wzrostu przemocy i nienawiści, do pogłębiania się podziałów zarówno między ludźmi, jak i między rozmaitymi wyznaniami, a nawet w obrębie tych samych religii. Przekształcały się w ideologie, systemy wierzeń, z którymi ludzie mogli się utożsamiać i które wykorzystywali, by wzmocnić swoje fałszywe poczucie ja. Opierając się na nich, mogli uznawać, że to oni mają rację, a inni są w błędzie, i określać swoją tożsamość dzięki istnieniu wrogów – tych „innych”, „niewiernych” lub „wyznawców złej wiary”, których zabijanie nierzadko uważali za usprawiedliwione. Człowiek stworzył „Boga” na swoje podobieństwo. To co wieczne, nieskończone, nienazwane, zredukowano do wymyślonego bożka, w którego należało wierzyć i czcić jako „swojego” lub „naszego”.

A jednak…. a jednak… mimo wszystkich szalonych czynów popełnianych w imię różnych religii, nadal z samego jej rdzenia emanuje Prawda, na którą one wskazują. Prześwieca, choć słabo, przez grube warstwy zniekształceń i fałszywych interpretacji. Szansa, że zdołasz ją dojrzeć, jest jednak niewielka, chyba że widziałeś już choćby jej przebłysk we własnym wnętrzu

Jaką rolę odgrywają istniejące religie w powstawaniu nowej świadomości? Wielu ludzi zdążyło już sobie uświadomić różnicę między duchowością a religią. Wiedzą oni, że posiadanie systemu przekonań – zbioru idei, które człowiek uznaje za prawdę absolutną – nie czyni z nich istot uduchowionych, bez względu na treść owych przekonań. W gruncie rzeczy im bardziej budujemy własną tożsamość na gruncie wyznawanych przez siebie idei, tym skuteczniej odcinamy się od tkwiącego w nas wymiaru duchowego. Wielu „pobożnych” ludzi utknęło na tym poziomie. Stawiają oni znak równości pomiędzy prawdą i myśleniem, a ponieważ całkowicie identyfikują się z myśleniem (swoim umysłem), roszczą sobie prawo do wyłącznego posiadania prawdy, nieświadomie próbując bronić swej tożsamości. Nie dostrzegają ograniczeń myślenia. Jeżeli ktoś nie myśli (nie wierzy) tak jak oni, jest on ich zdaniem w błędzie – i w niedalekiej przyszłości poczują się usprawiedliwieni, zabijając go z tego powodu. I tak postępują, nawet obecnie” – Eckhart Tolle, Nowa Ziemia, wyd. Medium

Wiele osób na ścieżce rozwoju duchowego dostrzega ograniczenia związane z różnymi religiami. Obrosły one przez setki lat warstwą tradycji i rytuałów, przykrywając istotę, stając się (tak jak jest napisane wyżej) narzędziem służącym do utożsamiania, czyli w gruncie rzeczy uciekania od własnej duchowości. Stawianie znaku równości między uduchowieniem a religią nigdy nie było zatem uzasadnione.

Przymus powtarzania

Okrucieństwo człowieka nie jest mu przydzielone z nieba, lecz powstaje w nim za przyczyną jego rodziców i wychowawców, tworzy się pod wpływem okrutnego traktowania.
Alice Miller Twoje ocalone życie

  • Czy człowiek, który upokarza dziecko i sprawia mu ból, robi to dla jego dobra?
  • Czy to dziecko, gdy dorośnie, będzie przez to lepszym człowiekiem? Czy może będzie nieświadomie szukać słabszych od siebie, by na nich odreagować swoją wściekłość za to, co mu uczyniono, gdy był bezbronny i zależny od swoich opiekunów?

Przemoc najczęściej rodzi taką samą przemoc, jakiej człowiek doświadczył w dzieciństwie, znosząc maltretowanie fizyczne i psychiczne, molestowanie czy gwałt z rąk najbliższych, którzy byli traktowani przez swoich rodziców czy dziadków w identyczny sposób, w jaki traktują swoje potomstwo, w imię dobrego wychowania i odpowiedniego przygotowania do życia w społeczeństwie.

Pytam się, w jakim społeczeństwie? W takim, gdzie – w większości – pojedynczy człowiek był bity i poniżany, pozbawiany wolności wyboru i decydowania o sobie w imię „naszego wspólnego dobra”? Gdzie oswajano go z okrucieństwem i przemocą na co dzień w myśl zasady, że to, czego się nie zauważa, nie istnieje? I takie traktowanie nauczono nas nazywać MIŁOŚCIĄ?

Jeżeli źródłem przemocy – pod każdą postacią – jest miłość, to czym jest nienawiść, wściekłość czy gniew? Które z tych uczuć jest uczuciem wyższym, które każe troszczyć się i chronić życie ludzkie?

Dziecko, które żyje cały czas pod presją musi się nauczyć wypierać prawdziwe uczucia, musi im zaprzeczyć, inaczej jego życie i zdrowie jest zagrożone – i to zagrożenie płynie ze strony osób, którym powinna przyświeca miłość i troska przy kształtowaniu osobowości małego człowieczka. A potem słyszymy, że bicie wyszło na dobre, bo zrobiło z niego porządnego człowieka… Takiego porządnego, który tę samą przemoc zastosuje przy wychowaniu swojego ukochanego dziecka?
Bardzo często ofiara staje się katem…

Potrafimy w większym lub mniejszym stopniu dzielić się radością, ale musimy również w jakiś sposób odreagować to, czego doznaliśmy a czego nie pozwolono nam wtedy ujawnić. Stłumiliśmy wściekłość na rodziców, że nami manipulowali i wykorzystywali tak samo, jak dziadkowie manipulowali i wykorzystywali ich, gdy byli dziećmi.

Dziś ktoś mi powiedział, że wszędzie widzę podstęp. Nie wszędzie, ale na pewno widzę tam, gdzie ktoś mnie próbuje upokorzyć. Traktuje z buta – jak się wyraził ktoś inny, kto jest świadkiem podobnych rozmów. Po ostatnich praktykach takiego traktowania, nie mogę pozwolić sobie na uległe podporządkowanie, bo trafiam na człowieka, który nie uświadamiając sobie co robi, stosuje słowną przemoc, ponieważ mu nie odpowiada moja osoba i to, co sobą reprezentuję. To już nie jest mój problem, z którym mam się uporać.

Bezmyślność

Znając szczegóły z dzieciństwa – swojego czy innej osoby – prawie nigdy nie kojarzymy tej wiedzy z cierpieniem czy zahamowaniami dorosłego człowieka. Dorosły ma już swoje dzieciństwo za sobą – jakie by ono nie było. Dziecko swoją dorosłość dopiero tworzy przy pomocy opiekunów, rodzeństwa, rówieśników, społeczeństwa. Finalnym „produktem” jest dorosły, lecz nie zawsze w pełni dojrzały człowiek.

W kształtowaniu człowieka psychologia rozróżnia kilka etapów. Każdy etap to nowa zdolność, która jest rozwijana w miarę wzrostu dziecka, w czym pomagają mu rodzice, starsze rodzeństwo i całe otoczenie.
Każdy z opiekunów dziecka ma swoją wizję-wyobrażenie i ambicje, kim będzie jego dziecko, gdy osiągnie dojrzałość.

Już na starcie życia maleńki człowieczek jest poddawany tresurze. Rodzice ustalają z góry, co będzie najlepsze dla ich dziecka, nie bacząc co czuje i czego chce ich latorośl w miarę upływu lat.
Rodzic zadba o wszystko w najdrobniejszych szczegółach, wymuszając posłuszeństwo i uległość manipulacją i nadmierną kontrolą, łamiąc wolę i twórczość własnej pociechy, nie zauważając, że w ten sposób okalecza własne dziecko, które dochodząc do pełnoletności nie będzie potrafiło – czy wręcz będzie się bało – wyrażać własne opinie, czy zabiegać o swoje.

Mama i tata decydowali o wszystkim, łącznie z doborem kolegów i koleżanek do zabaw, pozbawiając dziecko umiejętności radzenia w różnych sytuacjach, relacji z różnymi ludźmi, nawiązywania kontaktów. To, między innymi zabawa uczy tworzenia więzi i zachowań w grupie. Bezmyślne urabianie dzieciaka na chodzącą doskonałość, z której – mają nadzieję – będą na starość dumni, jest okrucieństwem wobec bezbronnego, zdanego na dorosłych małego człowieka…

Gdzie w tym jest miejsce na wyrażanie uczuć i emocji dziecka, na tworzenie więzi? To nie jest bezduszny kamień! Od chwili narodzin ta istota jest człowiekiem a nie potencjalnym materiałem na człowieka. Nie dziwię się, że później to dziecko – już jako dorosły człowiek – cierpi z powodu samotności, braku więzi uczuciowej, wyalienowania społecznego.

Ten człowiek nie będzie umiał wyrażać uczuć, bo nie nauczono go tego. Za to nauczono go bez szemrania wykonywać polecenia – nawet najbardziej absurdalne, nauczono zaspokajania potrzeb i ambicji cudzych, ale nie swoich. Nauczono agresji i przemocy dając przykład własnym zachowaniem…

Wychowanie

„Gdy bije się dorosłych, nazywamy to torturowaniem, ale bicie dzieci nazywamy wychowaniem.”

Alice Miller „Twoje ocalone życie”

Jaka jest różnica między dorosłym a dzieckiem jeśli chodzi o bycie ofiarą przemocy? Chyba jedynie taka, że dorosły wie, co może zrobić, żeby to zmienić, dziecko jest bezradne w takich chwilach. Dorosły potrafi zdefiniować swój ból i poszukać pomocy, bezradne dziecko zostaje samo ze swoim gnębicielem, by nie rzec oprawcą, i w milczeniu znosi „lekcje wychowania” ze strony „kochającego” rodzica.

To, co czasem dzieje się za drzwiami mieszkań nierzadko może być tematem horrorów i to wcale nie science-fiction. Matka skatowała syna za nieposprzątane podwórze i przypieczętowała swój czyn pocałunkiem, mówiąc – „to dla twojego dobra, synku”… Inna wsadziła twarz dziecka w talerz zupy, bo nie miało ochoty jej jeść, a ona przecież napracowała się przy gotowaniu obiadu… Matka skatowała czteromiesięczną córkę, bo ta działała jej na nerwy płaczem… Ojciec zabił syna, bo nie mógł go uspokoić…

Zanim stali się katami dla swoich dzieci czy współmałżonków, byli ofiarami – takimi samymi, jak ich własne potomstwo. Byli wychowywani biciem, terrorem, sadyzmem na porządnych ludzi – w ich przypadku te metody sprawdziły się, i tak samo sprawdzą się w przypadku ich własnych dzieci. Obłuda, fałsz, kłamstwo, hipokryzja.

Na środku korytarza szkolnego stoi mała, przerażona ośmioletnia dziewczynka, która urodziła się z zajęczą wargą. Wokół niej zebrała się grupka innych dzieci, wytykająca ją palcami i śmiejąca się z jej wyglądu… Nie znalazła nikogo, kto stanąłby po jej stronie. Przy próbie poskarżenia się w domu, zignorowano to, co czuła… Urodziłeś się „inny” niż pozostali rówieśnicy? Nie zawsze znajdziesz pomocną dłoń…

Z okrucieństwem można się oswoić, zwłaszcza gdy się go doświadcza z rąk najbliższych…

Pułapka

Relacje rodziców i dzieci przeważnie polegają na okazywaniu przez dzieci szacunku i czci rodzicielom, a przede wszystkim na wybaczaniu im wszystkiego, czym częstują swoje pociechy żeby je zdyscyplinować, zmusić do uległości i posłuszeństwa. Rola rodziców najczęściej ogranicza się do stosowania dyscypliny i kar nakładanych na nieposłuszne, nadmiernie ruchliwe, „krnąbrne” dzieci. Mało kto zwraca uwagę na nierówność tego układu. Jedna ze stron ma całą władzę – fizyczną, emocjonalną, intelektualną, druga ze stron jest bezsilna, wrażliwa, zdana na łaskę i niełaskę opiekunów.

Sądzę, że różnice między prawami rodziców i prawami dzieci dobitnie ukazują, jak ta władza jest traktowana i używana.

W tym miejscu zacytuję opowieść człowieka, który zgłosił się na terapię, ponieważ rozpadało się małżeństwo z powodu jego niepohamowanej złości, którą odreagowywał na żonie…

„Oczywiście, że ojciec mnie bił, ale robił to tylko dlatego, żeby utrzymać mnie w dyscyplinie. Nie kojarzę, co to ma wspólnego z rozpadem mojego
małżeństwa…

Człowiek ten uważał, że miał wspaniałego ojca, ponieważ gdyby nie on, nie zostałby wziętym lekarzem. Ich stosunki popsuły się, gdy młody lekarz oznajmił ojcu, że zamierza zająć się medycyną holistyczną i dołączyć ją do swojej praktyki lekarskiej.

Ojciec zareagował agresywnie wygłaszając mowę, że nie po to łożył na jego wykształcenie, by w rezultacie syn został znachorem. Powiedział również, że ma zapomnieć, iż kiedykolwiek należał do rodziny…

W ilu domach tak się dzieje? W ilu domach łamana jest wola dziecka (krzykiem, biciem, przemocą psychiczną, intelektualną) tylko dlatego, że rodzice w okrutny sposób realizują własne potrzeby czy wyobrażenia, nie biorąc pod uwagę, że dziecko nie jest ich wyłączną własnością i nie ma obowiązku spełniania oczekiwań rodziców, ale ma obowiązek realizować własne życie, w czym powinni mu pomóc opiekunowie.

Rodzic powinien być przewodnikiem dla swojego dziecka, przekazać mu dostępną wiedzę i pomóc w rozwoju zdolności.

Nic na siłę. Rozmowy, tłumaczenie, dyskusje między rodzicami i dziec-kiem są jak najbardziej potrzebne, ale decyzję i odpowiedzialność za nią ponosi młody człowiek, ucząc się w ten sposób – pod okiem rodzica – decydowania o sobie ale i również ponoszenia konsekwencji tych decyzji.

Dziecko, które rośnie przy zawistnym, stosującym przemoc psychiczną – a często i fizyczną, narcystycznym rodzicu (i/lub starszym rodzeństwie), które nieustannie znajdowało uchybienia w każdym jego działaniu (a jeśli zachowanie lub dokonanie dziecka było bezbłędne, spotykało się ono z kompletnym brakiem zainteresowania i milczeniem), wyrośnie ono na człowieka, który zamiast wcielać w życie swoje pomysły, ambicje i marzenia, będzie podchodzić do życia obronnie, bojąc się ryzyka oraz zaszczepionej mu w dzieciństwie, nieuchronnej nagonki wewnętrznego krytycyzmu i poniżania…

W ilu domach najpierw wyręcza się młodego człowieka we wszystkich pracach domowych, w podejmowaniu – odpowiednich do wieku dziecka – decyzji mówiąc, że jeszcze zdąży się nauczyć, a potem podnosi się krzyk, że młodzież nic nie potrafi, jest nastawiona tylko na konsumpcyjny styl życia nic z siebie nie dając, bo wychodzą z założenia że im się wszystko należy.

Młode zwierzęta osiągają bardzo szybko dojrzałość. Ich opiekunowie uczą je sztuki przetrwania i na tym ich rola się kończy – młode zwierzę musi umieć wywalczyć swoje miejsce, by przetrwać.

Ludzkie dzieci do osiągnięcia pełnej dojrzałości potrzebują długich lat. Czasami tej dojrzałości nigdy nie osiągają i to często nie z własnej winy. Rodzice, kosztem dzieci, zapewniają sobie przedłużenie własnej tożsamości, realizują swoje marzenia czy ambicje, których sami nie zrealizowali w odpowiednim ku temu czasie, ponieważ też byli wykorzystywani do realizacji potrzeb swoich rodziców.

Czego nie nauczy się dziecko, dojrzały człowiek umiał nie będzie – czy to zadbanie o własny byt, pracę zawodową, podejmowanie jakichkolwiek decyzji, czy też okazywaniu uczuć i emocji bez szkody dla niego samego i dla innych. Nagromadzoną złość w latach dzieciństwa często projektujemy na inne osoby, które podświadomie utożsamiamy z którymś z rodziców (starsze rodzeństwo też ma w tym swój udział). Cytowany powyżej lekarz odreagowywał swoją złość (na ojca) na najbliższej mu osobie – na żonie. Szokiem było dla niego, gdy przy pomocy psychoterapeutki odkrył ten fakt.

Dziecko, które rośnie przy zawistnym, stosującym przemoc psychiczną – a często i fizyczną, narcystycznym rodzicu (i/lub starszym rodzeństwie), które nieustannie znajdowało uchybienia w każdym jego działaniu (a jeśli zachowanie lub dokonanie dziecka było bezbłędne, spotykało się ono z kompletnym brakiem zainteresowania i milczeniem), wyrośnie ono na człowieka, który zamiast wcielać w życie swoje pomysły, ambicje i marzenia, będzie podchodzić do życia obronnie, bojąc się ryzyka oraz zaszczepionej mu w dzieciństwie, nieuchronnej nagonki wewnętrznego krytycyzmu i poniżania…

Fabryka snów - sztuka śnienia, bajki terapeutyczne, rozwój