Klimatycznie…

Fragment morza otoczonego przez wysokie mury, ponad którymi wzniosiły się światła miasta.
Woda są klarownością, aż zachecała do kąpieli.
W pewnym momencie dostrzegłem ośmiornico-kałamarnicę , jakieś takie „coś”, które płynąc po powierzchni cieszyło się zdobyczą z człowieka(znana mi symbolika tego „czegoś”).

Stworzenie gryzło mężczyznę, wciąż wołął on o pomoc, mówiłem do swojej towarzyszki, że czuję jak go „gryzie”, czując jego „ból”.
Wskoczyłem do wody, po chwili walki i uników, unieruchomiłem „potworka”, dociskając go stopami, zawołałem kogoś o pomoc, sprowadzało się do tego jak z zawiązaniem paczki z prezentami. Coś stylu „potrzymaj, tu palcem, a ja zrobię węzeł”.

Po wszystkim delektowałem się morzem, poźniej znalazłem się pośród wąskich i stromych uliczek, położonych tuż na skraju muru miasta. Krawędzie były zabezpieczone poziomymi barierkami, lekko wygietymi, czasami chodząc po nich bardziej z musu niż potrzeby, z powodu wąskich uliczek, zastanawiałem się, że tak naprawdę to mało co zabezpieczały, wystarczy chwila nieuwagi i jesteśmy już kilkanaście metrów niżej.
Odnoszę wrażenie, że miasto i jego budowa symbolizowało życie co niektórych ludzi.

Inne miejsce, inna symbolika.

To była jakby „gra”, trzeba było kogoś zabić, tylko był pewien problem, jakiekolwiek eliminacja przeciwnika sprowadzała się do utraty reputacji. Widziałem każdy szczegół, w pewnym momencie pojawił się Ktoś, kto wskazał wyjście z danej sytuacji.
Zadaniem była likwidacja pewnej Wysokiej Rady, wszystkich jej członków miałem możliwość zobaczyć.

Uśmiechnąłem się poznając fortel, wyjaśnienia przyniosły podpowiedź, że jeśli to pozostanie w Rodzinie i zostanie wykorzystana Vendetta, wtedy odbędzie się to według Prawa.
Dostosowując się do tego, zlikwidowałem wszystkich, postacie znikały jedna po drugiej, nic nie zostało odjete, żadne „punkty” się nie zmniejszyły.
Zakończeniem była rozmowa wyluzowanych facetów, żartujących sobie niewybrednie.

2006-12-24 19:10:27

Bajka o małej magicznej dziewczynce

Była sobie mała dziewczynka, która była sierotą, życie nią miotało od dzieciństwa i nigdzie nie mogła znaleźć swojego domu. Domu w którym czułaby się spokojnie i bezpiecznie.
Na domiar złego widziała to czego inni nie widzieli, ukrywała to przed innymi, aby nie pomyśleli sobie że jest chora i jeszcze bardziej się od niej odsunęli.

Dane jej było widzieć tych których nazywano duchami, nie rozumiała tego, ale swoimi drobnymi siłami starała to wszystko sobie tłumaczyć.
Gdy już trochę podrosła spotkała na swojej drodze szaloną wiedźmę, kobietę pełna dumy i swoich ohydnych celów, które chciała zrealizować dzięki małej i bezbronnej dziewczynce.
Wymyśliła sobie, że rzuci czar na dziewczynkę który przemieni Małą w narzędzie dzięki któremu wiedźma będzie potężna i będzie mogła realizować swoje odrażające sny o władzy.

Dziewczynka gdy poznała zamierzenia wiedźmy uciekła jak najdalej od niej, ale to nie wystarczyło bo wiedźma i tak rzuciła czar, który obudził magiczne moce ukryte głęboko w małym ciałku i umyśle. Nasza główna bohaterka, zaczęła chorować, czar zmieniał ją i nie dało się już tego zatrzymać, ale najważniejsze w tym wszystkim jest to, że pokrzyżowała plany wiedźmy, która musiała obejść się smakiem i zapomnieć o dziewczynce.

Co nie znaczy, że nie próbowała słodkimi pochlebstwami zatrzymać jej przy sobie, zostawmy już ten wątek i przejdźmy dalej.
Dziewczynka w przybranym domu starała się za wszelką cenę przeżyć, czar nie pozostawiał jej złudzeń, obudził moce które mogły ją zniszczyć. W tym wszystkim wspierali ją przyjaciele, starając się jej ulżyć w cierpieniach i zapewnić jej bezpieczeństwo.

Czar powodował że widziała i czuła coraz więcej, a jej drobne ciałko i serduszko zginęłoby gdyby nie pomoc innych. Magia obudziła rzeczy które przerosłyby wyobraźnię niejednego dorosłego człowieka.
Przyglądał się temu wszystkiemu od samego początku ognisty duch, który miał swoje plany, i z nikim się nimi nie dzielił. Chciał być władcą, a magiczna mała dziewczynka byłaby tylko jego niewolnikiem i pomocnikiem do zdobycia świata.

Przy nadarzającej się chwili zawładną dzieckiem, w jednej chwili przekonany o swojej wyższości „był wielki, jedyny i niepowtarzalny, gotowy zniszczyć świat i jeśli będzie trzeba to zbudować sobie nowy”.
Stłamsił ją i odciął od przyjaciół, którzy pomimo prób pomocy nie mogli nic zdziałać.
Pysznił się czego chcą te drobne „robaczki”, jeśli nie przestaną mnie atakować, zniszczę ich.

Gdzieś w tym całym megalomańskim myśleniu umknęło mu kilka faktów, które powoli zaczęły docierać do niego.
Pod koniec dnia jeden z przyjaciół zapukał do jej domu, ale jej tam nie było, bo rozpanoszył się w nim ognisty duch.
Rozpoczęła się rozmowa pomiędzy duchem,a człowiekiem, duchem dla którego emocje ludzkie były czymś nieznanym ale też i obrzydliwym.

Duch poznawał ludzki świat, dziwiąc się że ludzie sami sobie zadają ból, prowadząc wojny, cieszył się z jednej strony z tego „poczekam aż sami się wykończycie”.
Człowiek starał się poznać co wie duch, jakie ma ograniczenia, jakie ma cele, i tłumaczył cierpliwie emocje i postępowanie ludzi.

Tak naprawdę duch niewiele wiedział, ale w trakcie rozmowy zainteresowało go kim jest ten człowiek z którym rozmawia, czy jest tylko człowiekiem, a jeśli nie to kim, pomimo wielu pytań nie był w stanie dojść do prawdy, która była przed nim ukryta.

Człowiek w sercu rozmawiał ze Stwórcą, aby odnaleźć drogę do Przyjaciółki.

W pewnym momencie Duch poczuł złość, coś czego nie powinien poczuć, przecież emocje są mu obce i są takie ludzkie.
Ta złość była jego końcem, od odczucia tej emocji zaczął inaczej patrzeć na swoje postępowanie, przyjaciel dziewczynki wykorzystał tą przemianę i spokojnie dalej rozmawiał, ale już prowadząc rozmowę tak aby Duch jak najmocniej odczuł swoje nowe spojrzenie.

Przynosiło to efekt w postaci wyrzutów „czy postąpiłem właściwie”, „co stanie się ze mną”, „jak to naprawić”.

I na koniec pojawił się problem, Duch nie wiedział jak naprawić to wszystko, poszedł więc szukać Dziewczynki, znalazł ją bez sił, ale i ona nie wiedziała co należy zrobić, by mogła być znów sobą.

Przyjaciel przyglądał się temu, widząc że są bezradni, wypowiedział mocnym głosem jej imię, które się stało bramą i drogą do jej powrotu.

Dziewczęcy śmiech i przekomarzanie jest epilogiem tej krótkiej bajki 🙂

Narcyzm. Zaprzeczenie prawdziwemu Ja

autor: Alexander Lowen
tytuł: Narcyzm. Zaprzeczenie prawdziwemu Ja.
przekład: Piotr Kołyszko
Agencja Wydawnicza Jacek Santorski & Co
Warszawa 1995
„Narcystyczna osobowość naszych czasów” – tak zapewne zatytułowałaby Karen Horney swoją słynną książkę, gdyby pisałaby ją pięćdziesiąt lat później. Opisywane przez Freuda i jego uczniów nerwice ustępują dziś miejsca innego rodzaju zaburzeniom osobowości, których istotą nie są neurotyczne konflikty, lecz kryzys tożsamości, utrata łączności z naturalną, podstawową jaźnią, własnym Ja.
Samotność, egocentryzm i zabieganie współczesnego człowieka Zachodu są pierwszymi rzucającymi się w oczy skutkami tej bolesnej utraty poczucia siebie, zapoczątkowanej przez dramat dziecka nieuważnie i egoistycznie traktowanego przez rodziców, a utrwalonej przez nastawioną na zewnętrzne osiągnięcia i grę pozorów kulturę.
Depresje, zaburzenia osobowości typu borderline i narcyzm to kliniczne przejawy naszych egzystencjalnych problemów, w których istotę wprowadza nas krok po kroku wybitny psychiatra i psychoterapeuta amerykański, Alexander Lowen znany już polskim czytelnikom z bestsellerów Miłość, seks i serce oraz Duchowość ciała.  (Jacek Santorski)
fragment
Przypadek Sally
[…] Sally, młoda kobieta uczestnicząca w treningu bioenergetycznym, opisała koszmar, jaki przeżywała przez ostatnie dziesięć lat. Poślubiła mężczyznę, który ją bił, uganiał się za innymi kobietami i groził odebraniem dzieci w przypadku rozwodu. Bała się go panicznie, bo był silny, nie tylko w sensie fizycznym. Udało się jej jednak uzyskać rozwód i zatrzymać dzieci. Zadziwiający był fakt, że Sally opowiadając tę historię ujawniała bardzo niewiele emocji. Byłem również zdumiony płytkością jej oddechu.Chociaż jej ciało nie wykazywało sztywności, miała zaciśnięte gardło. Żeby zrozumieć przyczyny tego zaciśnięcia, spytałem ją o dzieciństwo.
Sally odpowiedziała natychmiast, że miała szczęśliwe dzieciństwo. Jak dotąd nie pracowałem jeszcze z nikim, kto miał szczęśliwe dzieciństwo. Słyszałem takie stwierdzenia z ust wielu pacjentów, ale okazywało się, że kryje się za nimi zaprzeczenie rzeczywistości. Gdyby dzieciństwo Sally było szczęśliwe, nie zaciskałaby gardła w celu blokowania uczuć i nie wyszłaby za mąż za mężczyznę, który ją maltretował. Jak wykazałem w innej książce*, większość mężczyzn żeni się z kobietami podobnymi do matek, a kobiety poślubiają mężczyzn podobnych do ojców. Poprosiłem Sally, żeby opowiedziała mi coś o ojcu.

Sally posłużyła się tymi samymi słowami przy opisie ojca, co przy opisie męża. Stwierdziła, że był silny. W jej dzieciństwie istniała między nimi bliskość. Ale ojciec pił, na czym cierpiały ich stosunki. Stał się nieobliczalny.

Ponieważ pijący mężczyźni bywają gwałtowni, spytałem Sally, czy ojciec kiedykolwiek ją uderzył. Mimo moich podejrzeń byłem zaskoczony jej odpowiedzią: „Czasem bił mnie pięścią, niekiedy walił w twarz. Nie wiedziałam, kiedy spadnie na mnie cios”. Zrozumiałem, że Sally bała się panicznie ojca, tak jak później męża. Ale ponieważ była dzieckiem i nie mogła opuścić domu, stłumiła przerażenie i mu zaprzeczyła. To zaprzeczenie uczucia strachu zaślepiło ją tak, że nie potrafiła dostrzec potencjalnej przemocy w przyszłym mężu.

[…] Rodzice bijący własne dzieci byli prawdopodobnie bici w dzieciństwie. Ponieważ zaprzeczyli uczuciom związanym z tym doświadczeniem, nie żywią żadnych uczuć dla dziecka. Mimo to nie potrafię pojąć, jak rodzice mogą usprawiedliwiać bicie dzieci. Widzę w tym przejaw okrucieństwa. Zawsze czuję grozę, kiedy słyszę opowieści pacjentów o tym, jak żądano, by sami przynieśli narzędzie chłosty. Podobnie nie potrafię też zrozumieć okrucieństwa wobec zwierząt. Są one czującymi istotami, zdolnymi do odczuwania bólu i przyjemności, smutku i radości, strachu i złości. Ludzie pozbawieni tych uczuć stoją w pewien sposób niżej od zwierząt…
*  Alexander Lowen Fear of Life, New York, Macmillan 1980.

Miłość, seks i serce

autor: Alexander Lowen
tytuł: Miłość, seks i serce
tłumaczenie: Piotr Kołyszko
Wydawnictwo Pusty Obłok
Warszawa 1990
[…] Skuteczność bioenergetyki w leczeniu depresji i nerwic, pomocy w rozwiązywaniu problemów życia intymnego i odzyskiwaniu harmonii wynika z włączenia w nurt psychoterapii pracy z ciałem pacjenta. Lowen odkrył, że uwalnianie napięć mięśniowych i przywracanie naturalnego rytmu oddychania jest istotą rozwiązywania problemów emocjonalnych. Takie podejście odróżnia bioenergetykę od innych metod pracy psychoterapeutycznej bazującej tylko na słowie (rozmowie)… (Jacek Santorski)
fragment
Wstęp
[…] Tak jak można określić wiek drzewa licząc wewnętrzne słoje pnia, tak doświadczony terapeuta ze szkoły bioenergetycznej może odtworzyć historię człowieka przyglądając się ciału. W trakcie analizy bioenergetycznej można określić gdzie umiejscowione jest napięcie i zablokowana energia. Takie zablokowanie nie pozwala człowiekowi używać w pełni swojej żywotności. Korzystając z różnorodnych technik ćwiczeń ładujących i rozładowujących emocjonalnie terapeuta szkoły bioenergetycznej może pomóc uwolnić zablokowaną energię, co pozwala na złagodzenie napięcia. Efekty zastosowania tej metody wobec osób podatnych na chorobę serca okazały się ta intrygujące, że zdecydowałem się na odbycie terapii u dr Lowena. Wkrótce przekonałem się, że moje ciało jest zbyt napięte, że nie oddycham głęboko i nie przeżywam ani nie wyrażam w pełni swoich uczuć.
Dr Lowen skoncentrował się na sztywności mojego ciała. W ciągu pierwszych kilku miesięcy było ono oporne i pozostawało pod kontrolą głowy. Lowen pracował nad oddychaniem, co wyzwoliło zablokowane uczucia. Umieszczał mnie na „stołku bioenergetycznym” i nakłaniał do takiego posługiwania się głosem, które wydobyłoby energię z mojej piersi. Spowodowało to zredukowanie napięcia w klatce piersiowej. Następnie pracowaliśmy nad przeponą, szczęką i miednicą. Kilka miesięcy takiej pracy z ciałem odsłoniło stłumione uczucia i napięcie mięśniowe. Stopniowo w moim ciele pojawiło się rozluźnienie. Płacz uwolnił napięcie, prowadzące do rozluźnienia klatki piersiowej. Podczas kolejnych lat byłem świadkiem otwierania się własnego serca. Chyba zaczęła się rozwijać kobieca strona mojej natury. Rozwój był wyjątkowo intensywny. Ból związany z terapią doprowadził mnie w końcu do odkrycia przyjemności. Zacząłem przeżywać więcej uczuć. Moje emocjonalne i fizyczne dobre samopoczucie uległo pogłębieniu, ciało zaś jakby ożyło. Zacząłem doświadczać swojej prawdziwej jaźni. Ta wędrówka w poszukiwaniu samego siebie dawała mi wielką radość. […]
dr STEPHEN  SINATRA
dyrektor The New England Heart Center

Medytacja ósemki – coś w rodzaju wstępu do odcinania więzów

Medytacja ta jest wprowadzeniem do Medytacji odcinania więzów. Otrzymałam ją przed wielu laty od znajomych, nie wiem więc kto jest jej autorem. Jeżeli zidentyfikujesz autora, zostaw mi wiadomość w komentarzach – usunę ją z bloga lub poproszę o pozwolenie jej publikowania.

Czytaj dalej Medytacja ósemki – coś w rodzaju wstępu do odcinania więzów

Medytacja odcinania więzów

by ułatwić nasz kontakt z Wyższym Ja
Medytację tę otrzymałam przed wielu laty od znajomych, nie wiem kto jest jej autorem. Jeżeli zidentyfikujesz autora, zostaw mi wiadomość w komentarzach – usunę ją z bloga lub poproszę o pozwolenie jej publikowania.
Usiądź wygodnie, rozluźnij się, dłonie otwarte do góry, złożone na udach, oczy zamknięte lub otwarte. Chwyć wstążkę jakiegokolwiek koloru i trzymaj ją w dłoni – jako połączenie z wyższym Ja. Nawiąż z nim kontakt za pośrednictwem tej wstążki i poproś je, aby obdarzyło cię przewodnictwem podczas tej sesji medytacyjnej.

Czytaj dalej Medytacja odcinania więzów

Przeniesienie świadomości

Kolejna pobudka o 4.30, tym razem wybudził mnie ból nogi, na spokojnie utrwaliłem sobie wydarzenia w śnieniu.
Byłem w miejscu przypominającym lasy północy, było to specyficzne miejsce i najwyraźniej należało do kogoś. Ciężko mi określić czy to chodziło o specyfikę miejsca czy też znajdowało się tam pewne urządzenie. Może po prostu to miejsce ułatwiało przebieg pewnym procesom, które później miały miejsce. Był ktoś ze mną, w pewnym momencie po ukłuciu w lewą nogę coś stało się z moją świadomością.

Trudno określić mi zmianę, ale był to powrót do samego siebie i zdziwienie że wreszcie jestem w sobie, a z drugiej strony odczucie „bycia” w innym ciele.
Sądzę że miały miejsce obydwa zdarzenia tylko odczucia uległy wymieszaniu, i stąd trudność określenia dokładnego przebiegu wydarzeń.
Gdy już trochę doszedłem do siebie spojrzałem na swoją nogę, dostrzegłem kilka igieł, jedna trafiła mnie z tyłu , ona była katalizatorem przemiany. Mój towarzysz pomógł mi jest wszystkie powyciągać, wyciągać obce ciała , wbite w nogę, bezcenne.
Okazało się też że w okolicach kostki mam wpuszczony długi stalowy dren, wyciąganie go i jego długość nie była dla mnie miłym widokiem, właśnie po jego wyciągnięciu odczułem ból, który mnie obudził.

John Bradshaw – Powrót do swego wewnętrznego domu. Jak odnaleźć i otoczyć opieką swoje wewnętrzne dziecko – recenzja

Książka mówi o destrukcyjnym wpływie na dorosłe życie krzywd doznanych w dzieciństwie. Prezentuje metody, dzięki którym można się od niego uwolnić. Zawiera opisy autentycznych przypadków i proponuje różne techniki terapeutyczne: kwestionariusze, afirmacje, medytacje, pisanie listów. Dzięki niej dowiesz się, jakich krzywd doznałeś na różnych etapach swego rozwoju, a następnie znajdziesz i otoczysz opieką swoje wewnętrzne dziecko, co pozwoli ci stać się dojrzałym, szczęśliwym człowiekiem.

Z tą książką pojawił się u mnie przed laty mój dobry znajomy.

– Posłuchaj, mam coś, co pomoże nam przełamać blokady…

Tak zaczęła się moja przygoda z pracą nad sobą. Z początku szło nam bardzo opornie, ale kiedy zaczęły pojawiać się wspomnienia, które były przez całe lata stłumione, znajomy zaczął odczuwać lęk i wycofał się, ja brnęłam dalej, wchodząc coraz głębiej w siebie, odczuwając ból i cierpienie dziecka, którym wtedy byłam.

Powrót do swego wewnętrznego domu dokładnie zaznajamia nas z etapami rozwoju i zaburzeniami, które powstają na każdym z etapów. Proponuje techniki odkrywania własnej, niezafałszowanej tożsamości i wprowadzania zmian w te zachowania, których nie chcemy, poparte przykładami z praktyki terapeutycznej Autora.

Praca z tą książką wymaga dwóch osób, ponieważ zostają uwolnione bardzo silne emocje, które do tej pory spoczywały zamrożone w naszej psychice. To już nie jest zabawa w rozwój, to konkretna praca psychoterapeutyczna, gdzie pacjentem i terapeutą jesteś ty sam.

Natura Ziarnka Piasku

Ile może być ziarenek piasku? Czy kiedykolwiek zastanawiałeś(aś) się nad naturą, istotą ziarenka pisaku? A czy kiedykolwiek widziałeś(aś) ziarenko piasku?
Bierzesz do ręki garść piasku.

Suchy przesypuje się przez palce, mokry oblepia je. Suchy, kiedy sypie je na nasze plecy, ramiona, dłonie, ktoś bliski, ukochany, sprawia przyjemność. Fizyczną. Głaszcze skórę ześlizgując się po niej. Wywołuje niemal erotyczny dreszcz. A kiedy idziesz brzegiem morza z przyjemnością zanurzasz w nim stopy. Masuje je, pobudzając krążenie.Sprawia, że odzyskują blask, gdyż zrywa z nich stary naskórek., Masuje i wygładza.
Jednak wciska się w najdrobniejsze szczeliny domów,ubrań i ciała. Sypnięty w oczy wywołuje ból i łzy. Mokry czasem rani,drapie i drażni.
Czytaj dalej Natura Ziarnka Piasku

Trudne dni – Miesiączka

My kobiety mamy „trudne dni”, a nie jedna z nas przeklina czas, kiedy nadchodzą. Czy jednak comiesięczne krwawienia są naszym przekleństwem, czy może też naszą siłą?

Zapewne nie jedna z nas powie, że przekleństwem, a może i nazwie je karą Boską. Tymczasem okazuje się, że te dni mogą być naszą siłą.

W tym czasie, bowiem, w nas kobietach ujawnia się magiczna moc, zdolna przysłowiowe góry przenosić. Już w dawnych czasach wiedziano, że jest to dobry okres na praktykowanie magii miłosnej, gdyż zaklęcie miłosne w tym czasie rzucone zawsze przynosiło efekty. Osobiście nie polecam większości tych praktyk magicznych, bo wchodzą one w sferę manipulacji innymi (w tym wypadku mężczyznami). Dlatego nie będę omawiała w tym miejscu rytuałów miłosnych stosowanych w czasie menstruacji.

Wracając do głównego wątku. Miesiączka to czas, kiedy w kobiecie kumuluje się większa niż zwykle ilość energii, bowiem jest to tez czas oczyszczania. Koniec cyklu zbiega się z rozpoczęciem nowego, co powoduje intensywne oczyszczanie całego organizmu kobiety. Następuje swoista wymiana energetyczna i fizyczna starego na nowe i czyste. Warto, więc, ten czas wykorzystać dla siebie. Polecam wszystkim paniom nawiązanie większego kontaktu z naturą i przy okazji chłonąć też jej moc i energię. Moc i siła roślin, drzew, Ziemi „zebrana” w tym okresie przyniesie nam wiele dobrego.

Dla kobiety menstruacja to czas wzmożonego oczyszczania nie tylko fizycznego i energetycznego, ale również emocjonalnego. Jeśli więc jest taka możliwość polecam udać się w jakieś odosobnione miejsce lub znaleźć czas tylko dla siebie. Zagłębić się w siebie, poznać siebie, nawiązać więź z sobą i swoimi opiekuńczymi duchami czy aniołami. Uważnie obserwować siebie. Nie jedna z pań może być zaskoczona siłą, jaką w sobie posiada.

Szamanki, a także wiele kobiet żyjących w zgodzie z naturą i sobą, ten czas traktują, jako czas przejścia. Poznają siebie przekraczając bramę własnej jaźni, otwierają się na wiedzę ze Źródła, czy jak zwą niektórzy Absolutu.

Wiele z kobiet, które dopiero zaczynają poznawać siebie i swoje ciało, bywa zaskoczonych jak wiele odpowiedzi pojawia się w czasie medytacji przeprowadzonych podczas miesiączki.

Menstruacja, jak już wspomniałam, to okres wzmożonej aktywności i kumulacji naszych sil i energii. Nasza moc i percepcja wzrasta wówczas. Jednakże należy uważać na ewentualne byty czy larwy astralne, które silna moc przyciąga jak magnez. A ponieważ i tak jest to czas silnego oczyszczania, warto wspomóc go jakimś rytuałem oczyszczającym. Ot choćby kąpielami w zielu ostrożnia, bylicy czy szałwii. Nie zaszkodzi też przy okazji oczyścić swoje otoczenie z negatywnych energii.

Pomimo mocy i sily, jaką wówczas ma każda z nas, często ten czas jest bolesny i pełen dyskomfortu. Jest to często wynikiem wcześniejszego rozproszenia mocy i energii.

Ale i tu można sobie poradzić bez sięgania po środki farmakologiczne. Z własnego, bolesnego doświadczenia wiem, że wsłuchanie się w siebie i odpowiednie wykorzystanie tego okresu na pracę ze sobą i swoją energia, skutecznie pozbawiło mnie bólu. Dziś, kiedy mi się przydarza, wracam do natury lub medytuje i zapominam o tabletkach przeciwbólowych.

Skutecznie wspomagam się też gorąca herbatą z rumianku.

A przy bardzo silnych bólach warto popijać także skrzyp polny. Można też na tamponach lub podpaskach namalować nietoksycznym pisakiem runę Berkano, która jest runą kobiet. Osobiście nie sprawdzałam tej metody, ale ponoć działa. 😉

Polecam też przyjmowanie magnezu oraz przeprowadzenie jednodniowej głodówki oczyszczającej, lub diety oczyszczającej na czas menstruacji. Warto też zmienić sposób myślenia o tych dniach. Zamiast nazywać je „trudnymi dniami” nazwijmy” dniami mocy, czasem oczyszczania czy dniami transformacji. A całą energię skoncentrujmy na uwolnieniu się od toksyn, brudów, złogów, a także złych nawyków i negatywnych emocji. Takie oczyszczenie doda nam i zdrowia i urody.

Kiedyś uważałam, że miesiączka to nasze przekleństwo. Dziś korzystam z mocy, jaka mi dają te oczyszczające dni.

Gelnhausen lipiec 2010 roku

Rękawice

To była znajoma mi okolica, trochę zabudowań i sporo zieleni, która miejscami rozrastała się do wielkości sporej łąki.
Latałem pomiędzy nimi omijając płoty, budynki, zachwycając się otwartą przestrzenią pełną zieleni.
Na chwilę wszedłem do niewielkiego namiotu gdzie odbywało się spotkanie, wszyscy się znaliśmy. Okazało się że „metal” wykorzystywany jako implanty, które ma większość z nas, jest zagrożeniem i może nas osłabić. Widziałem jak inni mieli go np. w kostkach , czy innych stawach.
Przykucnąłem bo i ja miałem ten „metal” w kolanach i stawach dłoni, widząc wszystko, słaby od bólu, wyciągałem druty z dłoni, aby pozbyć się słabości.

Zmiana sceny…

Rozmawiam z jakąś kobietą na łóżku, która wydaje mi się znajoma, a może po prostu chce wyglądać na taką. Siedzimy naprzeciw siebie, jej wzrok jest świetlisty, jej tęczówki są bardzo jasne, wciąż patrzy na mnie z wielkim zainteresowaniem.

W pewnym momencie dostrzega u mnie, że mam „rękawiczki” stwierdza, że też chce mieć takie.
Zaczyna zachowywać się coraz bardziej drapieżnie, przez chwilę to znoszę, a gdy widzę że ona nie zamierza odpuścić, mówię jedno święte słowo.

Niczym dobrze wyszkolona matka wielebna z zakonu Bene Gesserit użyłem Głosu 😉
Kobietę unosi w górę, jakby w wewnętrznej implozji, skręca ją z bólu, nie wiem co poczułem,czy odczulałem jej ból, czy było to coś innego, ale wewnątrz siebie potężnie piekący ból.

Gdy odzyskała kontrolę nad swoim ciałem uciekła kilka metrów ode mnie, po chwili chciała ponowie zaatakować. Wstałem i po raz drugi użyłem głosu i słowa, ponownie ją to powaliło.
Wciąż byłem pod wrażeniem tonu swojego głosu, nie było w nim żadnego miłosierdzia czy litości.
Nie podejrzewałem samego siebie o coś takiego, głoś przepełniony taką wolą i pewnością że potrafił zniszczyć przeciwnika.

Potęga medytacji

Obszerny fragment wywiadu dla „La Vanguardia” udzielonego przez Are Holena, norweskiego eksperta od stresu pourazowego. (http://portalwiedzy.onet.pl/4868,11116,1608225,1,czasopisma.html)
Zacząłem praktykować jogę i medytację w wieku 16 lat; rok wcześniej zachorował mój ojciec, również lekarz. Medytacja pozwoliła mi nawiązać kontakt z moim wnętrzem, zrozumieć własne emocje. To było fascynujące doświadczenie z egzystencjalnego punktu widzenia.
Czytaj dalej Potęga medytacji

… bo tak bardzo cię kocham!

„Zastraszę cię, wejdę z butami w twoje życie, naładuję cię poczuciem winy i odrę cię z wszelkiej pewności siebie, bo w ten sposób mogę utrzymać nad tobą kontrolę – by pokazać ci, jak bardzo cię kocham!”

Nie pamiętam już, w której z książek znalazłam to zdanie, które umieściłam w nagłówku bloga. Brzmi ono jak chora definicja najwznioślejszej z uczuć – miłości. Miłości do dziecka, do rodziców, do współpartnera, do przyjaciela… Poraziła mnie prawda krzycząca zza tych słów. Destrukcja, zniewalanie, niszczenie tożsamości drugiego człowieka – i to wszystko w imię miłości (!).

  • Czy miłością jest zastraszanie, szantaż, odzieranie z człowieczeństwa drugą istotę ludzką?
  • Czy miłością jest ograniczanie, nadmierna kontrola i manipulacja wolną wolą drugiego człowieka, zmuszając w ten sposób do podporządkowania go sobie?
  • Czy miłością jest zadawanie bólu drugiej osobie, by zaspokoić swoje chore potrzeby i wymagania wobec niej, i żeby poczuć się lepiej kosztem jej cierpienia?

Za tym wszystkim kryje się strach i niedowartościowanie osoby stosującej te wymagania. Kiedy zastraszy i upokorzy osobę kochaną, czuje się silniejszy, bardziej wartościowy. Kiedy poniży i zmanipuluje, wydaje się mu/jej, że w ten sposób zyska na wartości – przysłowiowo obetnie głowę, by poczuć się kimś lepszym.

Zastraszę cię, bo w ten sposób odbiorę ci siły do walki. Kontrolując twoje myśli, przyjaciół, twoje zainteresowania, udowodnię ci, że jesteś nikim, jesteś zerem, beze mnie sobie nie poradzisz. I w ten sposób pokażę ci, jak bardzo cię kocham, jak bardzo jestem zależny/zależna od ciebie. Moją słabość ukryję za twoim bólem, mój strach ubiorę w niszczenie twojej indywidualności, bo w ten sposób utrzymam cię przy sobie…
Moje przerażenie zniszczy wszystko, co najpiękniejsze jest między tobą i mną… bym nie poczuł bólu rozstania… bym nie czuł zranień, które kiedyś mi zadasz…

Savanto

To jest historia o pewnym młodym chłopaku. Chłopak ten, zafascynowany duchowością i filozofią dalekiego wschodu wiele czasu poświęcał rozwijaniu i odkrywaniu właściwości własnego umysłu. Wiele nocy spędził na próbach zrozumienia natury świata i ludzi. Doświadczał także wielu niesamowitych przeżyć. Utwierdziły go one w przekonaniu, że wciąż jest wiele niepojętych dla ludzkiego umysłu zagadnień. W miarę jak jego wiedza i poczucie siły rosły, coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu o tym, że „nic nie jest w stanie go zniszczyć”. Nic i nikt.

Pewnego dnia poznał niesamowicie interesującą dziewczynę. Od chwili pierwszej rozmowy zadurzył się w niej. Często wymieniali korespondencję, w której często udzielał jej rad opartych na głębokich filozoficznych przemyśleniach. Imponował jej swoją inteligencją, wiedzą, spokojem i pozytywną energią jaka od niego płynęła. Był dla niej w czymś rodzajem „mistrza”, „słońca”. A jemu, zakochanemu, oczywiście to odpowiadało.

Z czasem więź pomiędzy nimi zawężała się, aż doszło do wymarzonego momentu. Chłopak dowiedział się, iż jego obiekt westchnień odwzajemnia jego uczucia. Pomimo tego, że coraz bardziej dostrzegał jej wady i to, jak uzależnia się od niego, nie mógł posiąść się ze szczęścia. Był jej narkotykiem i chciał nim być.
Myślał, że może ją zbawić. Że jego pozytywne emocje zniwelują to, co niepoukładane w jej wnętrzu. Poświęcał jej cały swój wolny czas i uwagę, wkładając energię w to, by pojęła pewne rzeczy i zmieniła w swoim życiu na lepsze. Jego ego jej potrzebowało – bo czuł się z tym wspaniale. Jak Bóg.

W końcu przyszedł czas, w którym mogli się spotkać. Znał już jej długą i wyboistą historię. Chciał zrzucić ten ciężar z jej pleców. Chciał oczyścić jej wnętrze, by mogła wreszcie korzystać w pełni życia i dostrzec jego piękno – tak jak on je dostrzegał. Postanowił zadziałać bezpośrednio. Ułożył ręce na jej splocie słonecznym i brzuchu, koncentrując się z całych sił. Zobaczył ciemność wypełnioną wirami. Używał całej swojej energii, by móc ją rozświetlić.

Po wszystkim czuł się jak zbity pies. Znajomość gwałtownie się zakończyła, pozostawiając głęboką emocjonalną rysę w jego psychice. Długo nie mógł pogodzić się z tym jak z nią postąpił. Dał jej tyle nadziei – a potem odwrócił się plecami i odszedł. Wiedział, że to dla niego dobre rozwiązanie, ale cierpiał. Porzucił ją szukając normalnej relacji, idąc za głosem serca; oszukał obrazując się jako niemal doskonałego, złamał dane obietnice. Jego wizerunek samego siebie runął w gruzach a poczucie winy nieodłącznie towarzyszyło mu przez kolejne miesiące.

Rzeklibyście, że do tego momentu jest to standardowa, miłosna historyjka, jak jedna z wielu, nie kończąca się w pięknym stylu.
Niestety, zakończenie relacji nie ukoiło jego wnętrza. Zaczął odczuwać wewnętrzny ból, który ukryty lub ujawniony, towarzyszył mu niemal przez cały czas. Radość, energia i spokój zaczęły gdzieś znikać. Z czasem ulatniały się coraz bardziej. Zaczął unikać odpowiedzialności, przestał wypełniać swoje obowiązki, wegetował całymi dniami, resztką sił próbując utrzymać w miarę normalny sposób życia i relacje, na których mu zależało. Mimo to, życie traciło dla niego kolor i sens.

Najgorszy był ból, wypalający od wewnątrz trzewia, od którego nie było ucieczki. Miał silną wolę walki – próbował wszystkich sposobów, i nic nie pomagało. Wiedział że to coś, z czym do tej pory nie miał do czynienia – nie zwykły blok emocjonalny. Długie godziny spędzone na próbach przetransformowania tego bólu utwierdziły go w tym przekonaniu. Dawniej, rozprawiał się z problemami w tydzień lub dwa. A to trwało już miesiące. Czuł jak coraz bardziej opada z sił. Często ogarniały go destruktywne myśli, szukał ucieczki w nieświadomości, nic już nie cieszyło go, sen nie dawał odpoczynku. Nie mógł już ze sobą wytrzymać i nie znosił świata. W głowie przepływały setki myśli, plącząc się w jeden wielki chaos i stawiając go na granicy szaleństwa. Organizm i psychika kapitulowały.

Czuł, że musi coś zrobić. Napisał do zaufanego przyjaciela. Wydawał mu się jedyną osobą, która może w tej sytuacji coś zdziałać. Liczył na interwencję z zewnątrz, która, jak za dotknięciem magicznej różdżki, przywróci go do stanu, w którym wszystko było dobrze. Prawda okazała się inna. Gdy pierwszy raz zwrócił się do niego o pomoc, nie mógł opanować chaosu swoich myśli, był zdesperowany, gotowy zrobić wszystko, byleby się tak już nie czuć.

Dostał parę rad i użył całej dostępnej mu energii by wcielić je w życie. Już pierwszego dnia zaszły zmiany. Ból wciąż mu towarzyszył. Zrozumiał jednak, że nie musi grać w grę, dyktowaną mu przez to niszczące, palące uczucie. Zaczął uświadamiać sobie, jak wiele elementów w jego stylu bycia i myśleniu niszcząco wpływało na jego życie. Zrozumiał że to doświadczenie jest potężną lekcją. Przyparty do muru odnalazł w sobie siły do zmiany.

Przyjaciel sugerował, że w grę może wchodzić interwencja istot nadnaturalnych. Chłopak, z natury sceptyczny, wiedział jedno – to co mu doradzano pomagało. Nie było zagrożenia, bo nie wymagano od niego niczego, co by sugerowało złe zamiary przyjaciela. Dzięki samozaparciu i wysiłkowi woli znów podniósł się na nogi. Nie było łatwo – przychodziły wątpliwości i momenty załamania. Momentami myślał, że to wszystko na nic – i tak skończy jako śmieć, nie da rady. Ale nie poddawał się.

Każdego dnia chłopak koncentrował się na tym, by być spokojnym, unikać negatywnych emocji, niezdrowych zachowań i być jak najbardziej uważnym w każdej chwili. Unikał wszelkiego rodzaju „polepszaczy” humoru, które, w gruncie rzeczy i tak nic mu nie dawały, a często działały z odwrotnym skutkiem. Istniało wiele, mentalnych i fizycznych używek w które uciekał. Teraz musiał stawić czoła własnym demonom. Twarzą w twarz.

Zaczął też widzieć, jak świat wokół ucieka. Ludzie robili dokładnie tak jak on. W takich momentach czuł się wdzięczny za to, że czuje to co czuje i ma szansę coś zmienić. Czuł się świetnie z tym, że wreszcie patrzy „lękom w oczy”, trzeźwy, nie znieczulony. Czuł się jak wojownik, walczący o życie – wygra, lub zginie. To dodawało mu sił.

Pewnego dnia, rozmawiając z przyjacielem zrozumiał, co jest dla niego ważne w życiu. Właściwie, przypomniał sobie o tym. I wiedział, że nie chce tego stracić. Zobaczył, że ma cel, że jego życie może mieć jakąś wartość, jeśli mu ją nada. Kiedyś pełen pasji, teraz zagubiony – postanowił spisać listę celi, jakie chce osiągnąć w swoim życiu. Zawarł umowę z sobą. Niezmordowanie, krok po kroku wcielał te elementy w życie. Nadal czuł ból, ale bogatszy w zrozumienie natury sytuacji i doświadczeni, pilnował, by nie dać się ponieść negatywnym myślom. Zaufał przyjacielowi i otworzył się na niego, zyskując nie tylko sprzymierzeńca, ale i mentora. Zrozumiał – że tylko on, i nikt inny, jest odpowiedzialny za własne życie. Nawet, jeśli będzie obwiniał cały świat, łącznie z sobą – nic się nie zmieni. Wystarczy zacząć działać.

Ta historia miała miejsce naprawdę. Jej bohater wciąż ją pisze, nie wiedząc, jakie będzie zakończenie. Chciałbym, żeby była nauczką dla wszystkich tych, którzy zbytnio wierzą we własne siły, myśląc, że świat zewnętrzny nie ma na nich żadnego wpływu. Dla wszystkich uciekających od życia i odpowiedzialności za nie, oszukujących siebie i innych i nie zdających sobie z tego sprawy. Dla wszystkich tych, którzy ustawili swój żagiel w życiu na niepomyślne wiatry i myślą, że nie ma ratunku.

Działanie medytacji

Fragment książki Margit i Ruediger Dahlke: Księga medytacji. 138 technik. Przewodnik dla każdego znaku zodiaku,
wydanej przez Wydawnictwo KOS,
Katowice 2001.

Stres to najważniejszy problem człowieka Zachodu. Objawia się on nerwowością, pobudzeniem, skurczem mięśni i przemęczeniem. Terapeuci uznają go za przyczynę wielu chorób cywilizacyjnych. Jako reakcja na bodźce zewnętrzne, wytrąca nas on z wewnętrznej równowagi. Wszystkie życiowe funkcje organizmu (trawienie, po­wstawanie i usuwanie komórek) zostają ograniczone, nasilają się wszystkie funkcje pobudzające. Organizm przygotowuje się do wal­ki lub ucieczki. W pewnych sytuacjach jest to konieczne. Dzięki reakcjom stresowym mamy dostęp do wielu środków zaradczych, dzięki którym można adekwatnie i skutecznie reagować na bodźce zewnętrzne, po czym wrócić do stanu równowagi i spokoju.
Czytaj dalej Działanie medytacji

Lament wiatru pełen kropli nocy….wciąż trwa czekając światła dnia

Kiedy kilka lat temu słowa zaczęły do mnie przychodzić nie zapisywałem ich przez kilka miesięcy, dopiero pewien wstrząs spowodował, że zmieniłem zdanie.
Drugi zapisany…

Wiatr unosi mą modlitwę
Szepcze ją i powtarza
Płynie na falach chmur
Przekraczając światy.

Wspomnienia różnych chwil, które ożywają po latach dają czasami schronienie, by podnieść się mimo wszystko. Wiara pokonuje dając siłę i idziesz, i idziesz…
Oddałem swoje wspomnienia Wariatce Cieni, która żyła w odrzuceniu, może wreszcie znalazła swoje miejsce.

Nóż który rani nie czyni hałasu, to ból czyni hałas w Tobie.

Ludzie ekscytuj się tym, że co by było gdyby znali przyszłość…
Wydaje im się, że wystarczy wiedza o tym co będzie…
Ważniejsze jest co Ty będziesz robił i jak robił, a utkasz może tyci tyci gobelin;)

Nić opowieści
Słowa wplecione w gobelin
Dzieło rąk naszych
Osnute na kanwie życia
Pragnień nieugaszonych
W splotach spełnienia
Powstają nieustające
Wzory pełne odmienności
Wzajemnie się przenikających.

2006-03-31 23:35:47

Wielkość

Moje Trzecie Imię…
Rzeka mojego dzieciństwa, kąpałem się w niej, łapałem ryby, tak wiele dni spędziłem w jej pobliżu. Pamiętam jak dziś, byłem małym „szkrabem”, któremu nie chciało się iść na jakąś lekcję, bo jak tu nie iść skoro Rzeka wylała.
Jak można przepuścić taką okazję, potworzyły się zakola w których zostało uwięzionych mnóstwo ryb.
Pamiętam radość jak brałem ryby w dłonie i wrzucałem je do Rzeki. Po latach idąc jej brzegiem napisałem kilka słów….

Idę, a razem ze mną idzie rzeka
Już tyle lat idziemy razem
Już tyle lat się znamy
Kojący jej głos
Pokazuje mi prawdziwy świat
Ptaki i drzewa,
Słońce i wiatr
Pomagają jej ,a
My dalej razem wspólnie idziemy…

Ale nie o tym chciałem pisać, intencja obudziła wspomnienia, a intencję obudził fragment filmu i pewien „sen” może sprzed kilkunastu miesięcy.
Szedłem w górę rzeki swojego dzieciństwa, nie o suchej stopie brzegiem, ale jej nurtem przez środek. Łapałem siecią ryby, były różnokolorowe, kto by pomyślał że w naszych rzekach pływają tak egzotyczne ryby;)
A życie płynie i wątki się splatają, słowa, sny, wizje…

masai-eirene-aniteri 2006-03-01 21:42:44
skomentuj (0) Istota z ognia stworzona…
Fizyczne ograniczenia odpadają, sposób myślenia i postrzegania diametralnie inny od ludzkiego. Brak ograniczeń w wielu kwestiach….
Duma tu też słabe ograniczenia…często ogranicza spektrum postrzegania niby tak wolnej istoty.
A już rozmawiać z człowiekiem to już obraza majestatu, no chyba że w interesach lub u wyjątkowych przypadków duma z chodzi na plan dalszy.
Poruszanie się w „przestrzeni” i „czasie”, pełna swoboda, nie trzeba pytać od drogę, co gdzie i jak trafić.
Człowiek zaś jak to się mówi „koniec języka za przewodnika” i tu nie tylko chodzi o drogę ale o najmniejsze elementy bytu nad którymi człowiek się zastanawia i powstają pytania.
Zdarzają się przypadki wśród ludzi, że szukają odpowiedzi na jedno pytanie przez całe życie…
Jeśli jest pytanie to i jest odpowiedź, patrząc na drugą stronę totalne przeciwieństwo. Sposób istnienia, myślenia i poruszania się wyeliminował pytania, jakże odmienny to stan istnienia…

masai-eirene-aniteri 2006-03-01 22:31:45
skomentuj (4) Powiadasz inne Dusze…
Być może, ale to „co było kiedyś” tkwi w nich nadal, przepojone tęsknotą w milczeniu
Wystarczy ciepło dłoni
Dotknięcie spojrzeniem
Ty znasz klucz, który idzie w uśmiechu
I wcale nie musi być pierzastej pościeli czy starej wiekowej słomy
Czy zielonej, leśnej polany spalonej letnim słońcem
Brakuje mi wieczorów w utuleniu i tych dźwięków sennych, Ty wiesz o jakie chodzi…
Spacerów, pod gwiazdami w powrocie do domu z nocnej zabawy, przez okolicę bezludną
Krzyków na całą okolicę, gdy kot zabłąkany, pośrodku nocy brykał po polu będąc potworem strasznym, co na życie niewieście nastaje
Dotknij mnie tylko….a ja już Ci pokażę Anioła;)
Dotknij mnie czule…

masai-eirene-aniteri 2006-03-06 21:00:00
skomentuj (0) Siostra Malakai…
Tak dawno to już było
Ona przyszła pierwsza by pamięć mą rozbudzić
Ukazując to co mi nieznane i tych z dawnych wieków
Postawiłem pytanie dlaczego Ty, odpowiedź była żartem „Bo nikt inny nie chciał, ale mówiąc już poważnie odpowiednia osoba do odpowiedniej osoby…”
Siostra Cesarzowej, ciekawa świata i ludzi, poznawanie jej napędem i pasją
Ciekawe cóż teraz porabia?
Czasami jest tak, że szczegóły zacierają się w naszej pamięci, cisza nocy przywołuje i podkreśla szczegóły, a nawet gdy nie ma ciszy wiele zdarzeń odtwarza się w moich myślach.
Jej Siostra podczas pierwszego spotkania, dużo opowiadała, a ja szedłem obok zastanawiając się „a czemu ja”, „dlaczego”, podczas tej rozmowy wiele rzeczy zaczynało nabierać innych barw. Stawiając pytanie dowiedziałem się co było między innymi powodem naszego spotkania, sprawiła ta odpowiedź lekką trudność Cesarzowej…
„Jestem Matką i jak każda matka martwię się o swoje dzieci, na pewno to rozumiesz.
W przyszłości może się tak zdarzyć, że któreś moje dziecko może zginąć…”

masai-eirene-aniteri 2006-03-08 22:24:15
skomentuj (0) Kiedyś, kiedyś, a może właśnie teraz…
Wchłonięty przez noc
Ciepłem dłoni* rozpoznany
Potrójnym światłem przeniesiony
Żarem przeciwstawię się bólowi**
Wiatrem mych intencji wyjdę mu naprzeciw***
Nurtem rzeki w fali tęczy
Wsączę szepty morza życzeń, a
Na zewnątrz uśmiech w cieple dłoni.

* „podczas wizji wytworzone ciepło, pierwsza część twego daru”
Ciepło przejawiało się w różnych sytuacjach, były chwile, kiedy gdzieś jadąc czułem się chodząco-jadącym ogniskiem.
Ilekroć siądę i zamknę oczy, widzę dwie latarnie, kilka lat temu spotkałem się ze znajomą, która ma szczątkowy dar, a jeżeli nawet coś więcej, to jej tryb życia nie pozwala na więcej…
Poszliśmy na piwo, knajpa w środku Rynku, siedzimy i rozmawiamy, jej dłonie wiele czują. Byliśmy małą atrakcją, możliwe że ktoś z boku zastanawiał się „co ona robi z tymi dłońmi”.
Jej dłoń nad moją dłonią, chwila koncentracji i odpowiedniego nastawienia i zaczęło jej brakować wzrostu bo musiała wstać…
Dziwiło ją to bardzo, mnie zresztą też, bo nigdy z czymś podobnym się nie spotkała.
** „zadanie”
*** „to nad czym musisz nauczyć się panować”

masai-eirene-aniteri 2006-03-08 23:16:00
skomentuj (0) Pamiętasz…
Pojechałaś kiedyś do Krakowa, to był ciężki dzień…
Chciałaś tej nocy wykrzyczeć swój smutek
Nie zastanawiając się wiele postanowiłaś, że napiszesz do kogoś
Znalazłaś w swoich zapiskach jakiś numer, ale nie wiedziałaś do kogo należy
Tak Życie pokierowało, że to ja dostałem wiadomość
I siedzi sobie facet w środku nocy, zastanawia się i głowi od kogo mógł to dostać
Twoje słowa wzbudziły we mnie odpowiedź…

…więc siądę i przejdę
Odnajdę
Myślą jasna dotknę
W nurcie rzeki zniknę
Bo to, co odnalezione
Nigdy niezgubione.

I wtedy było po równo, Ty zastanawiałaś się kto odpisał i dlaczego w ten sposób…

…a ja nadal każdej nocy dotykam Cię myślami

masai-eirene-aniteri 2006-03-09 00:12:27
skomentuj (1) Chwila z życia kropli wieczna jest w pamięci…
Czasami tak mam…majestatyczna bezgraniczność Wszechświata, a tu nagle… i mój pokładowy GPS wariuje i wszystko bierze „w łeb”…

Raz było to tak…

Wpadłem do „głowy” pewnego kloszarda i jego „bazy” gdzie się zatrzymał;), co się na słuchałem i po odczuwałem jego i tego co go otaczało…

Innym razem tak…

Czuję wiatr, stojąc na środku ogromnego placu, wpatruję się w swojego rozmówcę, przysiadł on na schodach jakiegoś pomnika, opowiadając mi o swoim życiu. Słuchając jego opowieści rozglądam się dookoła, w oddali dostrzegam kopuły Świątyń, przypominające zwieńczenia niczym jak Hagia Sophia…
Przechodzimy przez miasto, mój rozmówca pokaże mi gdzie mieszka. Trafiamy do miejsca usianego przez malutkie domki lepianki.
Klimat jest gorący, więc mieszkania są pod ziemią. Dach jego domu jest odsłonięty, a na powierzchni bawią się jego dzieci, śpiewają, machają i uśmiechają się do mnie…

Ostatnio…

Woda była krystalicznie czysta, promienie światła docierały na samo dno. Piasek czysty tu i ówdzie koralowce, otwarte morze, zarazem jakby pokój. Nad sobą w odległości kilkunastu metrów dostrzegam powierzchnię wody połyskującą w świetle słońca.
W pewnym momencie chcę wypłynąć, okazuje się że jakaś siła mi to uniemożliwia, po kilku próbach dociera do mnie fakt….
Nie żyję, podpływam do swojego ciała leżącego na dnie, sam ten fakt nie budzi we mnie jakiś gwałtownych uczuć, dostrzegam ludzi, a raczej duchy i nawiązuję z nimi rozmowę, wprowadzają mnie…. Nawet nie wiem jak bardzo chce mi się pić, dociera to dopiero do mnie wtedy gdy jakaś dziewczyna przynosi mi trochę gazowanego napoju i błogosławię ją za to „gdzie udało Ci się to zdobyć”
Później uczę się opanowywać oddziaływać na rzeczy, które zostawiłem za sobą, na tamten świat…
Uczucia jakie powstają gdy myślę, o tym do czego wrócić nie mogę…są nie do opisania.
Nie ma powrotu, to nie chwilowy wyjazd, to wieczność.
Najbliżsi…Dlaczego tak wcześnie…Przeogromna tęsknota, ale świadomość że tam nie można już wrócić tylko ją potęguje.
Ale zarazem czujesz siłę i nadzieję….”Nadzieja umiera ostatnia”

Szedłem z jakaś kobietą śmiała się widząc moje zachowanie, wznosiła oczy do nieba, gdy widziała moje wygłupy, gdy dotykałem mijanych ludzi.
Gdy dochodziłem do siebie, miałem trudności z określeniem czy jestem tu, czy tam….
Żyję, czy nie żyję…

„Prawdziwa Księga Południowego Kwiatu”

„Pewnej nocy Zhuangzi śnił, ze przemienił się w motyla…
Unosząc się beztrosko w powietrzu zapomniał, że jest Zhuangzi. Ale…
Kto tak chrapie?
Być może Zhuangzi jest motylem, być może motyl jest Zhuangzi…”
masai-eirene-aniteri 2006-03-14 22:33:06
skomentuj (0) Wielkość…
Ostatnimi czasy usłyszałem jak mówi się o Amadeo Modigiliani…za którymś razem, gdy usłyszałem więcej szczegółów z jego życia, pojawiła się we mnie myśl „Poświęcenie”.
Co jest miarą wielkości człowieka?
Można mnożyć wiele przykładów i określeń, ale wszędzie moim zdaniem pojawia się słowo „poświęcenie”.
Dla pasji, sztuki, dla drugiego człowieka, są też i negatywne znaczenia „poświęcenia”, ale zawsze to słowo jest związane z miarą człowieka.
Cytując pewnego Wielkiego Człowieka, jest coś jeszcze…
„Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący….”

2006-03-20 23:00:09

Kiedyś, kiedyś, a może właśnie teraz

Wchłonięty przez noc
Ciepłem dłoni* rozpoznany
Potrójnym światłem przeniesiony
Żarem przeciwstawię się bólowi**
Wiatrem mych intencji wyjdę mu naprzeciw***
Nurtem rzeki w fali tęczy
Wsączę szepty morza życzeń, a
Na zewnątrz uśmiech w cieple dłoni.

* „podczas wizji wytworzone ciepło, pierwsza część twego daru”
Ciepło przejawiało się w różnych sytuacjach, były chwile, kiedy gdzieś jadąc czułem się chodząco-jadącym ogniskiem.
Ilekroć siądę i zamknę oczy, widzę dwie latarnie, kilka lat temu spotkałem się ze znajomą, która ma szczątkowy dar, a jeżeli nawet coś więcej, to jej tryb życia nie pozwala na więcej…
Poszliśmy na piwo, knajpa w środku Rynku, siedzimy i rozmawiamy, jej dłonie wiele czują. Byliśmy małą atrakcją, możliwe że ktoś z boku zastanawiał się „co ona robi z tymi dłońmi”.
Jej dłoń nad moją dłonią, chwila koncentracji i odpowiedniego nastawienia i zaczęło jej brakować wzrostu bo musiała wstać…
Dziwiło ją to bardzo, mnie zresztą też, bo nigdy z czymś podobnym się nie spotkała.
** „zadanie”
*** „to nad czym musisz nauczyć się panować”

2006-03-08 23:16:00

Matrix

Żyjemy w nim od pierwszego oddechu, aż do ostatniego… Nie poznasz wcześniej czym jest, dopóki osobiście nie wyrwiesz się z niego. A i to niewiadomo, czy odnajdziesz w sobie na tyle siły, by się w nim z powrotem nie zanurzyć.

Od pierwszych chwil życia uczą cię jak masz w nim funkcjonować – co myśleć, co i jak mówić, co i jak czuć, jak wyrażać emocje i uczucia. W to wszystko wprowadzają nas niczego nieświadomi najbliżsi – rodzice, powielający te same wzorce, które stosowali ich przodkowie, ponieważ innych nie znają.

Wykształcają w nas agresję, przemoc, pogardę dla życia, terroryzm, obojętność na zabijanie – mentalność niewolnika, który ma wykonać tylko to, co mu każą, z wyłączeniem myśli i odczuć. Mamy być jak roboty, które nie myślą i nie czują. Przechodzimy nad tym do porządku, niczego nie zauważając. Po co myśleć, skoro inni robią to lepiej od nas – czy wiedzą więcej? Czy są ekspertami?… Dla kogo ekspertami?

Nauczono nas polegać na oczach, na tym co widzimy. Dlaczego nasze serca nie czują tego samego, co oczy widzą? Dlaczego czując ból boimy się go zidentyfikować, dlaczego boimy się palcem pokazać sprawców tego bólu?

System zabrania pociągnięcia do odpowiedzialności kata – lepiej pozwolić na niszczenie ofiary, niż rozprawić się z nim. Tym katem często jest osoba najbliższa – nieświadomy rodzic.

Nie oburzaj się, przecież jesteś oswojony z agresywnością i przemocą pod każdą postacią, jaką w domu stosowali rodzice i starsze rodzeństwo, często robiąc z najsłabszego członka rodziny kozła ofiarnego. Obojętnie przechodzisz obok bitego dziecka, nie reagujesz na agresję młodych gniewnych bojąc się, że tobie wyrządzą krzywdę. Matrix. Nie wychylać się, podporządkować całkowicie systemowi. To nasza filozofia na życie.

Zafałszować prawdziwe uczucie miłości, żebyś nie odkrył jej siły. Komu na tym zależy? Tobie? Twoim rodzicom? Dziadkom? Praprzodkom? Dlaczego jest w nas tyle strachu i przerażenia, chociaż najczęściej temu zaprzeczamy, nie chcąc lub bojąc się sięgnąć głębiej, jakbyśmy widzieli w tym zagrożenie a nie uwolnienie… Matrix w czystej postaci.

Przymus powtarzania

Okrucieństwo człowieka nie jest mu przydzielone z nieba, lecz powstaje w nim za przyczyną jego rodziców i wychowawców, tworzy się pod wpływem okrutnego traktowania.
Alice Miller Twoje ocalone życie

  • Czy człowiek, który upokarza dziecko i sprawia mu ból, robi to dla jego dobra?
  • Czy to dziecko, gdy dorośnie, będzie przez to lepszym człowiekiem? Czy może będzie nieświadomie szukać słabszych od siebie, by na nich odreagować swoją wściekłość za to, co mu uczyniono, gdy był bezbronny i zależny od swoich opiekunów?

Przemoc najczęściej rodzi taką samą przemoc, jakiej człowiek doświadczył w dzieciństwie, znosząc maltretowanie fizyczne i psychiczne, molestowanie czy gwałt z rąk najbliższych, którzy byli traktowani przez swoich rodziców czy dziadków w identyczny sposób, w jaki traktują swoje potomstwo, w imię dobrego wychowania i odpowiedniego przygotowania do życia w społeczeństwie.

Pytam się, w jakim społeczeństwie? W takim, gdzie – w większości – pojedynczy człowiek był bity i poniżany, pozbawiany wolności wyboru i decydowania o sobie w imię „naszego wspólnego dobra”? Gdzie oswajano go z okrucieństwem i przemocą na co dzień w myśl zasady, że to, czego się nie zauważa, nie istnieje? I takie traktowanie nauczono nas nazywać MIŁOŚCIĄ?

Jeżeli źródłem przemocy – pod każdą postacią – jest miłość, to czym jest nienawiść, wściekłość czy gniew? Które z tych uczuć jest uczuciem wyższym, które każe troszczyć się i chronić życie ludzkie?

Dziecko, które żyje cały czas pod presją musi się nauczyć wypierać prawdziwe uczucia, musi im zaprzeczyć, inaczej jego życie i zdrowie jest zagrożone – i to zagrożenie płynie ze strony osób, którym powinna przyświeca miłość i troska przy kształtowaniu osobowości małego człowieczka. A potem słyszymy, że bicie wyszło na dobre, bo zrobiło z niego porządnego człowieka… Takiego porządnego, który tę samą przemoc zastosuje przy wychowaniu swojego ukochanego dziecka?
Bardzo często ofiara staje się katem…

Potrafimy w większym lub mniejszym stopniu dzielić się radością, ale musimy również w jakiś sposób odreagować to, czego doznaliśmy a czego nie pozwolono nam wtedy ujawnić. Stłumiliśmy wściekłość na rodziców, że nami manipulowali i wykorzystywali tak samo, jak dziadkowie manipulowali i wykorzystywali ich, gdy byli dziećmi.

Dziś ktoś mi powiedział, że wszędzie widzę podstęp. Nie wszędzie, ale na pewno widzę tam, gdzie ktoś mnie próbuje upokorzyć. Traktuje z buta – jak się wyraził ktoś inny, kto jest świadkiem podobnych rozmów. Po ostatnich praktykach takiego traktowania, nie mogę pozwolić sobie na uległe podporządkowanie, bo trafiam na człowieka, który nie uświadamiając sobie co robi, stosuje słowną przemoc, ponieważ mu nie odpowiada moja osoba i to, co sobą reprezentuję. To już nie jest mój problem, z którym mam się uporać.

Fabryka snów - sztuka śnienia, bajki terapeutyczne, rozwój